To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

Bliźniacze Skały - Podnóże Skał

Pacyfikacja Pamięci - 2019-07-31, 20:34

Gdy tylko Samotnik rozwarł pysk, by mówić, Pacyfikacja wysunęła przed siebie prawą łapę i rozciapierzyła mocno pazury. Pięć sztuk. A potem, bez większych emocji, choć z surowym i nieprzyjemnym wyrazem pyska zaczęła odpowiadać.
- Ziemie na zachodzie i północnym-zachodzie, Ziemie Ognia są wspólną własnością Ognia. Podlegają one naszej pani, Sercu Ognia, jak i my sami - ale nie należą do niej na wyłączność. Jest zręczną Wojowniczką, smoczycą północną, szlachetną ale niegłupią. Jej zastępcą jest Śpiew Szkarłatu, czerwona wiwerna, Czarodziej. Jeśli masz jakieś sprawy, oferty, prośby przewyższające mnie, możesz próbować kontaktować się właśnie z nimi. - choć opinia o władzy samicy przeszła solidne zmiany i była sprawą dość chwiejną, powiedziała mu z przekonaniem o tej raczej oficjalnej wersji. Nie był żadnym jej przyjacielem i spowiernikiem, jeśli ma jakiś interes do załatwienia z Ogniem - niech nie myśli o jego najwyższych, jak myśli jedna Łowczyni - Ziemie na południowym-zachodzie to Ziemie Wody i śmiało mogę domyślić się, że w ten sam sposób działa ich stado. Morska samica, Kaskada Kości, Czarodziejka, jest więc ich najwyższą rangą mieszkanką. - cofnęła wilczy pazur, chowając go pod dłoń.
- Ogień jest bogaty i różnorodny - mamy dostęp do nie tylko równin i lasów, ale także dolin, rzek, jezior, morza, wysp, gór czy mokradeł. Smoki Ognia, nawet po przyjęciu do siebie wielu uchodźców z upadłego Cienia, nigdy nie chodzą głodne i słabe. I jest to zasługa nie tylko Łowców, nie tylko ich własnych umiejętności, ale i ziem właśnie. - przez poważną fasadę przebiło się drgnięcie kącikiem ust. - smoki Ognia są podobnie różnorodne i mało co może nas wspólnie jednoczyć. Oprócz więzi, oprócz ziem, oprócz szacunku do Serca. I oprócz siły przejawiającej się u naszych częściej i pełniej niż u piskląt innych stad. - domniemywane istnienie czy nieistnienie Kamanora było nieistotne, więc Pacyfikacja pominęła tę kwestię. Jej palec mogący zostać przed humanoidalne kreatury zostać opisany jako wskazujący, podkulił się, chowając pazur pod spód.
- Ogólnie, nas smoków Wolnych Stad, czy konkretnie moich ognistych sióstr i braci? Jesteś obcym. Nie mogę ci opowiedzieć w szczegółach, jak wygląda rozkład naszych sił - uniosła jeden łuk brwiowy - czy sił innych stad. Łowcy, Czarodzieje, Wojownicy i Uzdrowiciele rozkładają się pomiędzy każdym z trzech stad w różnych proporcjach, jednak chyba żadne nie narzeka na braki w szeregach. Ogólnie rzecz biorąc, tak, jest nas wiele. Ślady nigdy nie kłamią, choć nie wszyscy zapuszczają się na wspólne. - błysnęła kłami na wspominkę tropienia. Schowała o to środkowy palec, a na zmatowioną i czarną powierzchnię mógł patrzeć tylko u dwóch z jej szponów. Wróciła pyskiem to poważnego wyrazu i spojrzała wyczekująco na zielarza, czy tyle mu wystarczy - czy jednak nie będzie rezygnował z przywileju jeszcze dwóch pytań.

Aconitum - 2019-08-01, 16:24

Skinął łbem, zapamiętując, rozważając. Zdumiał go fakt, że większość wymienionych imion należała do samic; również konstrukcja tychże zaskakiwała. Jednak, z drugiej strony, czy tak nie będzie łatwiej? Samice, jakie pamiętał z czasów spędzonych w Klasztorze były stworzeniami niezbyt rozumnymi, potulnymi. Z takimi łatwo przyjdzie negocjować.
Wryła się w umysł nazwa, Cień. Upadłe stado... Najwyraźniej świeżo upadłe, skoro Łowczyni Ognia o nim wspomniała. Jednak czy opłacało się marnować pytanie na ich historię? Mógł też zapytać o stado na wschodzie, jedyne pominięte. To również wydawało się ryzykowne; czy nie na więcej zdałoby się znać stan ziem Stada Wody? No i gdzież był Zastępca Kaskady Kości?
Nie. Zastępca nie był tu istotny.
Może więc drążyć temat siły piskląt? Nie obca mu była wiedza o miejscach szczególnych, miejscach gdzie siła maddary wydaje się potężniejsza, odmieniając żyjących. Albo też uchwycić się słowa "Uzdrowiciele", dowiedzieć się, czy i tutaj dotarł jego Klasztor?
Potrząsnął grzywą, jakby zaprzeczając własnym myślom, po czym uniósł łeb, spoglądając w bystre żółte ślepia samicy.
- Twe słowa sycą mój umysł, ustrzegając przed krokiem fałszywym, a podpowiadając ruchy następne. Zdradź mi jeszcze proszę, czegóż na tych ziemiach, ziemiach Wolnych Stad, wystrzegać się należy?

Informacja o tutejszych zagrożeniach i niebezpieczeństwach z pewnością była czymś cennym. Ruchome piaski, istoty polujące na smoki, epidemie i leża dzikich bestii mogłyby pokrzyżować jego plany. Musiał wiedzieć jak najwięcej!
- Ostatnim zaś z mych pytań prosić chciałbym o kierunek, w którym szukać mogę dalej; o imiona tych, którzy więcej mi zdradzą, o miejsca gdzie w bibliotekach waszych pozwolą obcemu wiedzę zgłębiać, o te tereny, które opowiedzą mi choć ułamki waszej historii.
Tak, to był dobry wybór. Nie zamykający sprawy na pięciu pytaniach, a dający szansę na zdobycie większej liczby odpowiedzi. Musiał mieć wszak duże rozeznanie, nim zacznie działać!

Pacyfikacja Pamięci - 2019-08-02, 21:35

Mówiła, mówiła, on słuchał i słuchał, i patrzył, kiwał łbem, pewnie rozmyślał jak nużąco odpowiedzieć jej następnie. Nic w zamian. Z drugiej strony, co niby mógł jej dać? Miała ona go pytać o pochodzenie i historię? Tak podpowiadałaby logika konwersacji, ale... Ale Ognistej nic a nic nie interesowało na jego temat. Liczyła, że spotkany Samotnik okaże się ciekawszy od razu nawet pytając o tak nieistotne sprawy. Może zaskoczy wartą czasu anegdotką, żartem, elektryzującą osobowością? Może planował, później, lub zapytany - ale kto ma tyle dnia, by czekać? Z pewnością nie Łapczywa.
Pozostała jednak spokojna na wierzchu. Wysłuchała do końca obu pytań i zaczęła odpowiadać, tym razem zaczynając od pytania, jakie usłyszała ostatnie.
- Nie ma konkretnego kierunku. Należąc do stada, najprościej jest spotkać swoich sąsiadów w sercu obozu lub w ich własnych leżach. Będąc samotnikiem... Możesz jedynie chodzić wokół i liczyć na łut szczęścia. Tak, jak teraz, ze mną. Wolne Stada dopiero tworzą swoją bibliotekę, więc póki co - zostaje ci jedynie wiedza przekazywana ustnie. Większość piskląt uczona jest o historii i kulturze już we wczesnych księżycach życia, więc nie musisz szukać tylko najstarszych smoków - czy powinna wspomnieć o dziele Poszeptu? Wężowy mógł faktycznie potrzebować wiedzy, a mógł równie dobrze chcieć ubogi jeszcze dorobek smoczych łap spalić, zniszczyć, zakopać lub skraść. Nie, nie było warto ryzykować.
- Przepraszam, jeśli jest to dla ciebie odpowiedź niesatysfakcjonująca. - przekrzywiła lekko łeb. Uniosła łapę, schowała przedostatni palec - A wystrzegać powinieneś się... obcych. - błysnęła kłami w szczerze uradowanym uśmiechu. Z udawanego, poważnego pyska bić nagle zaczęło dość niebezpiecznym... szaleństwem? Wszystkie pięć pazurów zostało schowanych. O to koniec wyliczanki, aż ten wyczerpie limit pytań... A może, było to podchwytliwe, i należało jeden pazur zostawić? Za późno.

Pacyfikacja natychmiastowo poderwała się z miejsca, od razu przechodząc w wyskok - jako, że dzieliło ją od Samotnika zaledwie skrzydło, ciężko było jej zaatakować dodając sobie więcej siły z rozpędu, ale jednak: skoczyła. Powinno starczyć, co ma. Miała zamiar walnąć w niego wyciągniętymi teraz przednimi łapami, wbić je w, chwytając przy tym, przód barków i przygnieść do ziemi, miażdżąc wagą swojego cielska i siłą własnych kończyn. I przytrzymać. Liczyła na usłyszenie solidnego gruchnięcia, chrupnięcia, popękania wewnątrz ile kości mu tylko zdoła i porozrywania łączącego je ile mięsa tylko ulegnie. Nie była jeszcze w stanie zabić na miejscu smoka, była tego świadoma, ale każda rana pozostawiana na lub w zielonym cielsku ją ucieszy.

Aconitum - 2019-08-04, 08:45

Słuchał, potakiwał, choć odpowiedzi na ostatnie dwa pytania tak naprawdę w żaden sposób mu nie pomagały. A więc zmarnował je bez potrzeby...
Lub, jak w następnym ułamku sekundy odkrył, na własną szkodę.
Wiedział, że nie mógł wygrać tej walki. Nie z tak dużym przeciwnikiem, nie gdy jego własnym łapom brakowało zręczności. Nie był wojownikiem; dotychczas pędząc spokojny żywot mnicha, nie miał okazji rozwinąć umiejętności bojowych. Na jego pysku odmalowało się zaskoczenie.
Pierwsze, co przyszło mu do głowy, to ją zdekoncentrować. Może wtedy zmyli krok, a jej cios chybi celu? W tym króciutkim momencie, jaki miał na reakcję, nabrał powietrza, chcąc wydać z siebie dźwięk podobny krowiemu rykowi. Tego prawdopodobnie się nie spodziewała... Jednak czy jej zaskoczenie wystarczy, by ogromne łapska ominęły kruche ciało Zielarza?

//Yup, obrona oparta na mediacji.

Cień Gór - 2019-10-23, 11:24

Samiec był coraz głodniejszy przez co coraz słabszy, przypominało mu to moment przed przybyciem do tego miejsca. Był tu już od paru księżyców i nie dokonał niczego specjalnego oprócz wyjścia parę razy na polowanie i zapoznaniu paru smoków. W to miejsce także nie przyszedł by zrobić coś bardziej kształcącego niż jedzenie. Przyniósł ze sobą owoce [4/4] wystarczające na jeden porządny posiłek zapakowane w skórę jego ostatniej ofiary. Usiadł pochylając się nad jedzeniem które natychmiast po tym pochłonął. Owoce miały miły, słodki smak który umilał ten smutny i do tego dosyć nudny dzień. Po obfitym posiłku wstał z miejsca by ponownie udać się do swojej groty.


///zt

Chochlik Miłości - 2019-11-03, 21:33

Motylek delikatnie zakołował.. O nie. Motylek leciał ile sił miał w skrzydłach! Uwielbiał latać, aż zadziwiające jak lekki potrafił być w powietrzu! Burdig drwił z niebezpiecznych podmuchów czy ewentualnych przeszkód - Kręcił spirale, mocnymi skrętami zmieniał położenie co mrugnięcie ślepia. Ósemki były zaś stałym punktem programu, ohh jak on uwielbiał ten cholerny lot! Czuł się taki wolny.. Chociaż teraz nie był sam.
Niczym denerwująca pszczoła, unosił się raz nad łbem Szydercy aby zaraz szybko opaść niżej, okrężnie "oblecieć" go całego - Tam wyprzedzał, tu zwalniał i zostawał z tyłu. Jednak podczas tego wszystkiego towarzyszył mu tak rozczulający śmiech iż nie szło się na Chochlika gniewać za te przesadne akrobacje. Mgła dalej unosiła się na terenach, niby to zaburzało lot ale.. Burek nie czuł strachu..
W pewnym momencie podleciał lekko ponad Kheldara, łapiąc się delikatnie jego karku. Zniżył łeb by polizać jego policzek z figlarnym chichotem.
- Lądujemy kochany? - zagaił z zaciekawieniem, puszczając go by... Zaraz znów wyprzedzić i przymierzyć do kolejnej ósemki w przestworzach!

Uśmiech Szydercy - 2019-11-12, 19:55

Kheldar miał dość sporą cierpliwość. Miał w końcu mnóstwo dzieciaków, nie tylko obecnie, ale przez całe swoje życie. Był Przywódcą - trzykrotnie. Nie mógł się zbyt łatwo ponosić emocjom. Dlatego, gdy pewien irytujaco tryskający radością rudzielec wirował mu nad głową, kołował, okrążał, falował, on po prostu leciał przed siebie ze spokojem na pysku. Był dość ciężki. Nie, nie był gruby, powiedziałby, że to same mięśnie, do tego jego kolczaste łuski ważyły swoje. Dlatego zwykle nie latał szybko. Nie był stworzony do powietrznych akrobacji, musząc wkładać dużą siłę w ruchy skrzydeł. Burdig więc leciał, bez problemu dorównując mu szybkością mimo tych wszystkich wygibasów, podczas gdy on podążał ślamazarnie za nim w linii prostej.
- Jak sobie życzysz - sapnął, wypuszczając z nozdrzy czarny dym. Złożył skrzydła i zanurkował. Może i Burdig latał szybciej, ale on szybciej spadał. I nie robił tego z gracją, wpadając w glebę jak pocisk, wywołując głośny huk, wzniecając tumany kurzu. Zadrapał szponami skaliste podłoże i sapnął, rozglądając się. - Urocze miejsce. Po co chciałeś tu przylecieć?

Chochlik Miłości - 2019-11-12, 23:05

Ojj jakże mu było miło że się zgodził!
Ogólnie Burek nie podejrzewał iż uda mu się wyciągnąć Tatuśka z groty, jednak jakaś siła perswazji podziałała. Albo rysujący się, oczywisty scenariusz zakończenia wieczoru go skusił. A czort wie, ważne że są tu razem. Sami, bowiem o to właśnie Burdigowi chodziło!
Zaraz za głośnym łupnięciem, robiąc ostatni wygibas wylądował Burek. Delikatnie, ledwo dotykając podłoża swoimi włochatymi łapeczkami. Wylądował później, to fakt ale przynajmniej mógł dobrze wymierzyć by usadowić się tuż przy swoim kochanku. Otrzepał się z mglistej rosy, delikatnie "ochlapując" Szyderce. A na jego pytanie zamruczał ponętnie, ocierając się swoim policzkiem o jego mięsisty bark. Ojjże jak on uwielbiał te mięśnie! Kolce w sumie też ale w ten temat lepiej jest nie wnikać.. Publicznie.
- Chciałem wziąć Cię na romantyczny wypad. Nie można się cały czas kisić w grocie! Nooo i musisz się odprężyć, jako przywódca - odpowiedział ze śmiechem, stając tuż przed Kheldarem, posyłając mu pełne zainteresowania spojrzenie. Cóż, miał nadzieje że nie będzie mu tutaj marudził.. Nie bez powodu przemyślał cały spacer żeby mu się tu teraz rozmyślił! No, może lepiej nie przedłużać! Chochlik odwrócił się na jednej łapie i zaczął iść przed Kheldarem.. Kokieteryjnie kręcąc zadkiem, żeby mu ten czas.. Umilić. Chociaż to akurat był początek atrakcji.

Uśmiech Szydercy - 2019-11-30, 00:41

Kheldar jedynie zmrużył jedną powiekę, kiedy spadło na niego pełno znienawidzonej wilgoci prosto z futra Burdiga. Nie skomentował jednak, nawet nie zawarczał, choć miał na to ochotę. Nie lubił być mokry, nie lubił zimna, nie lubił wody.
Uniósł łuk brwiowy, słysząc słowa rudzielca.
- Odprężyć? - powtórzył gardłowo. Wypuścił z nozdrzy dym i leniwie podniósł się, podążając za Burdigiem, gdy ten ruszył przed siebie. Zgodnie z jego przewidywaniami wlepił lepkie spojrzenie w jego tyły. - Czyli chcesz się pochędożyć na łonie natury? - spytał poważnie, dość prostolinijnie. Był w końcu tylko samcem.

Chochlik Miłości - 2019-11-30, 01:03

Na jego pytanie jedynie zachichotał dźwięcznie, oblizując pysk.
Chyba przez to tak dobrze się rozumieli, chociaż.. U Burka ten popęd bardziej wynikał z kwestii młodzieńczej potrzeby, gdzie apetyt na tego typu igraszki skakał mu jedynie od spojrzenia na Wojownika. Chooolera te mięśnie, jak tu się nie podniecić? Zakołysał ogonem i dopiero po chwili lekko odwrócił pysk.
- Przecież wiesz, że lubię. Świeże powietrze, odbicia naszych dusz, naszych przodków.. Którzy zapewne zastanawiają się co my do jasnej cholery wyprawiamy. - zaśmiał się, przystając. Uniósł łeb wysoko ku górze, patrząc na światło największej z gwiazd która skupiała się na ich pyskach. Lubił noc, szczególnie kiedy była tak piękna! A może.. Dopiero teraz wydawała mu się taka piękna?
-.. Nigdy w sumie nie zapytałem Cię o to czy za czymś tęsknisz.. - zagaił po chwili, odrywając wzrok od księżyca by spojrzeć na Kheldara. By jeszcze bardziej zaznaczyć swoje "bycie natrętnym" oparł brodę o jego bark, wlepiając przenikliwe ślepia. Jak dziecko.

Uśmiech Szydercy - 2019-11-30, 01:32

Gdy Burdig zatrzymał się i zapatrzył w niebo, Kheldar również zamarł w miejscu, stojąc kilka kroków za nim. On jednak obserwował rudzielca, nie gwiazdy.
Uniósł lekko łuki brwiowe. Odbicia czyje?
- Co ćpałeś i gdzie to znalazłeś? - spytał zaczepnie, szczerząc kły w uśmiechu. Cóż, miał dość praktycznie i wręcz prymitywne podejście do wielu rzeczy. Raczej nie podziwiał natury, a wszelkie jej piękno i poetyckość odbijały się od niego. Potrafił za to widzieć piękno w chlustającej z gardzieli przeciwnika krwi.
Podszedł bliżej i usiadł obok, otaczając instynktownie rudzielca kolczastym ogonem. Sapnął, rozsuwając nozdrza i wypuszczając zeń czarny, gryzący w gardziel dym.
Pytanie zaskoczyło go. Nie dlatego, że nie znał odpowiedzi, a dlatego, że właściwie nikt go o to nigdy nie pytał. Nikogo to nie obchodziło. Milczał chwilę, zerkając na opartego o jego bark samczyka, nim uniósł łeb i spojrzał w te cholerne gwiazdy.
- Tęsknię. Tęsknię za braćmi. Za Kalhairem, Mawganem, Tiernanem. Tęsknię za Talaith. Tęsknię za Mabh. Tęsknię za Jadem Duszy. Tęsknię za Dziką - wymieniał cicho, niemal szeptem, wibrującym, gardłowym głosem. - Tęsknię za domem. Tym prawdziwym, gdzie się wyklułem, daleko stąd, zanim musieliśmy go opuścić. I chyba za matką i ojcem, choć bardzo słabo ich pamiętam.

Chochlik Miłości - 2019-12-04, 22:17

Zaśmiał się cicho na jego sugestie, figlarnie puszczając oczko.
- Twoja woń tak na mnie działa, na łeb mi idzie i plotę głupoty! - zamruczał drapieżnie, karykaturalnie naśladując oburzenie. Ale potem zadał mu już trochę poważniejsze pytanie, więc uśmieszek zastąpiło skupienie.
Słuchał go w ciszy, chociaż ślepia natrętnie dalej wlepiały się w jego łeb. Kiedy wymieniał braci, nie mógł się nie uśmiechnąć.. Tak, słyszał przecież tyle historii o tym jak byli zgrani, o tym co przeszli i jak dotarli do Wolnych. A jednak z nich wszystkich tylko Kheldar przeżył najdłużej, by w efekcie zostać samemu. Smoki w jego życiu przewijały się przez ten czas i.. Patrząc na to za iloma tęsknił. To dla Chochlika było straszne, jakby był na coś skazany..
Kiedy skończył, Burdig mruknął delikatnie samemu znów spoglądając w gwiazdy.
- To sporo.. Przez tyle księżyców swojego życia.. Tego nowego i starego straciłeś bardzo dużo ważnych smoków, prawda? Wiesz, myślę że nie jest to jednostronne.. Gwiazdy też potrafią tęsknić. Jeszcze ich zobaczysz, kiedy nadejdzie Twój czas. Prawdziwy czas. Też tęsknie.. Za miejscem w którym się chowałem, za moim Ojcem.. - podsumował łagodnie, kładąc delikatnie łapę na kolczastym ogonie. Przesuwał po nim, troskliwie muskając futrem każdy ze znajdujących się tam kolców.
- Tęsknota podobno buduje.. I w grupie raźniej. Możemy sobie tak potęsknić razem.. Chociaż.. - tu znów przeniósł wzrok na niego, przechylając łeb w zaciekawieniu - - Tutaj masz miłość. - Miał. Miał nawet kilka jej rodzajów. Ale czy zdawał sobie z tego sprawę?

Uśmiech Szydercy - 2019-12-16, 23:05

Na wspomnienie o woni, Kheldar jedynie uśmiechnął się drapieżnie i przesunął jęzorem po kłach. Gdyby Burdig wiedział, jak bardzo jest to odwzjaemione..
Odetchnął i przyjrzał się rudzielcowi uważnie, gdy ten przemówił.
- Sądziłem, że mój czas już dawno nadszedł. Za każdym razem, gdy staję do walki, myślę o tym. Czasami mam na to nawet nadzieję - mruknął. Czuł, że nie pasował tu. I czuł się tak cholernie zmęczony.
Kiedy Burdig wspomniał o swojej tęsknocie za ojcem, czarnołuski milczał chwilę. A potem trącił go nosem.
- Sądziłem, że ja jestem twoim tatusiem - wymruczał mu gardłowo do ucha. Może chciał nieco rozładować napięcie po tak poważnej rozmowie?
Zamarł na moment i odetchnął aż głębiej, gdy usłyszał ostatnie słowa. Zmrużył ślepia. Tak ciężko było w to uwierzyć. Ciężko mu było to zauważyć, bo już dawno, dziesiątki księżyców temu przestał oczekiwać wobec siebie czegokolwiek. Jak gdyby szczęście i dobrobyt jego stada i smoków były dla niego wystarczającą nagrodą.
- Zapewne mam - wymruczał w końcu cicho, przymykając ślepia. Wypuścił dym przez nozdrza i zadarł łeb w górę, by zerknąć w gwiazdy. - Ostatnio coś ich coraz więcej.

Chochlik Miłości - 2019-12-16, 23:42

Hah, no tak. Dopiero słowa o walce przypomniały Burdigowi o tym, że przecież Kheldar jest wojownikiem z.. Powołania. Dużego powołania. Mimowolnie spojrzał na jego blizny, lustrując je uważnie ślepiami. Łuska po łusce, szczególnie szyja zdawała się być czymś co często było atakowane i.. To trochę egoistyczna myśl ale nie chciałby żegnać się z jego truchłem na polu bitwy. Trudno było mu wyobrazić sobie taką sytuacje a przecież w obecnym czasie i jego stylu życia, śmierć mogła nadejść w każdej chwili. A z drugiej strony tak cholernie go rozumiał, bo.. Był z niego istny posąg przeszłości. Różnica między nimi była przecholerna nie tylko w wyglądzie czy charakterze.. Ale i postrzeganiu świata. Pomijając staż życia z Burdiga był mimo wszystko kawał szczeniaka. Poniekąd zdawał sobie z tego sprawę.
- Chyba to że żyjesz tak długo, jest jakimś.. Wynagrodzeniem za burzliwe życie. Śmierć podobno przychodzi, kiedy wie że ma przyjść. Kiedy może a nie kiedy musi.. - westchnął cicho, nie chcąc dopuszczać do siebie pewnego zdania.. Że po prostu nie chce, by odchodził. Ah, jaka miłość była głupia i jakie jego serce było naiwne! I miej tu łeb na karku.
Kolejne słowa w jakiś sposób zadziałały. Na szturchnięcie, odpowiedział tym samym, dokładając do tego goblini wręcz chichot.
- No wiesz, z niego też był kawał silnego smoczyska.. Wszystkie samice się za nim uganiały a on z jakiś powodów wybrał kawał zimnej jędzy, jaką była moja matka. Do tej pory nie potrafię zrozumieć, co w niej widział... - tu zamilknął na chwilę, delikatnie spuszczając łeb. Burdig nie był skomplikowany a Szyderca doskonale poznał mowę jego ciała, wiedział że kiedy Burek zarzuca na łeb loki to znaczy że chce się schować z jakiegoś powodu przed światem. - Też nie rozumiem co Ty we mnie widzisz. - wymamrotał cicho, jakby mając nadzieje że go nie usłyszy. Oh tak! Dokładnie! Chochlik pomimo dosyć "widowiskowej" aparycji.. Miał dużo kompleksów na punkcie swojego wyglądu, trochę wzięło się z dzieciństwa w wiosce a trochę sam sobie powymyślał. I tak siedział w tym, przekonany o swojej nieatrakcyjności. Podniósł go lekko, chwilę później. "Może?"..
- Masz dużo. Miłość stada, miłość dzieciaków.. Chociaż myślę że powinny Ci to częściej mówić niż pokazywać, to zawsze miło usłyszeć "Kocham Cię" - Tu aż mlasnął, bowiem.. Trochę tego wyrażenia nie mówił.. W pewien sposób. Ależ się w nim buzowało! Emocje wirowały w nim i sprawiały że czuł się jakby wpadł w porywczą toń. Gwiazdy.. Coraz więcej gwiazd...
- Trzeba skupiać się na tych, które jeszcze tam nie zaświeciły.. - przywarł znów do niego, podsuwając się bliżej i schował łeb w odmętach kolców klatki piersiowej.. Z jakiegoś powodu.. Chciało mu się trochę płakać. Nie wiedział jednak czy to ze szczęścia, czy ze smutku a może to był ten czas gdzie dawno nie płakał i trzeba było przeczyścić ślepia?

Spectria - 2020-01-12, 17:31

Małe pisklę leżało gdzieś tam, w zacienionym miejscu u podnóża skał. Imię tego małego pisklęcia brzmiało Spectria. Już od księżyca nie widziało swojej matki. Gdzieś poszła i nie wróciła. Czy zostawiła Spectrię, by ta umarła? A może sama umarła? To pytanie Spectria zadawała sobię na codzień. Próbowała już odnaleźć matkę, ale na próżno. Nie ma jej. Gdy na Spectrię padał cień, to wydaje się, jakby jej blado niebieskie łuski były szare. Jednak przez ciemno niebieski, błoniasty grzebień i tak ją widać. Przez ostatni księżyc Spectria żywiła się jedzeniem które zostawiła jej mama w jej dawnym domu... Ale jedzenie się skończyło. Spectria chciała znaleźć coś do jedzenia, więc wyszła... I dotarła tutaj. Zgubiła się. Nie umiała wrócić.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group