To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

Bliźniacze Skały - Szumiąca Dolina

Bławatek - 2014-02-25, 20:59

Przyleciała w umówione miejsce. Umówiła się tu z Niegasnącą Iskrą. Tej jeszcze tu nie było, ale skoro była ranna nie ma się co temu dziwić. Dodatkowo miała swoje księżyce. Wylądowała na ziemi i czekała na Starszą. Wzięła ze sobą torbę z ziołami. Dziwiło ją ze Ognista nie poszła do Uzdrowicielki swojego stada, ale to nie jej sprawa co tam się dzieje. Jej obowiązkiem było nie odmawiać leczenia. Dodatkowo Iskra dużo ją nauczyła, więc Eliksir będzie miała okazję się jej odwdzięczyć.
Niegasnąca Iskra - 2014-02-26, 19:37

Nie minęła chwila, a na miejscu zjawiła się ognista czarodziejka. - Witaj, Zapomniana Łusko - przywitała ją, kiedy tylko do niej podeszła. Oczywiście, nie wiedziała, że adeptka właśnie awansowała, i teraz ma przed sobą nie adeptkę ale Uzdrowicielkę. - Czy mogłam bym Cię poprosić o wyleczenie? Oczywiście, z racji, że leczysz nie wodnego ale ognistego smoka, to jesli zabraknie Ci ziół, możesz skorzystać z naszych zapasów.

R:1x średnia(poparzenie po elektryczności na grzbiecie, ciało lekko sparaliżowane przez prąd)

Bławatek - 2014-02-26, 20:17

Ulżyło jej gdy dowiedziała się ze może korzystać z siół Ognia. Jeśli chodzi o jej skład to miał on spore braki. A ich uzupełnianie nie jest szybkie i łatwe. - Witaj. Od teraz nazywam się Eliksir Euforii tak na marginesie. Jeśli chodzi o zioła to chyba będę musiała skorzystać z tej propozycji. - Podeszłą bliżej do Niegasnącej Iskry by móc przyjrzeć się jej ranom. Była to rana średnia, więc niegrozna dla życia. Wyczarowała dwa płaskie, ciężkie kamienie. Jeden była na ziemi. Położyła na nim gałązki macierzanki i uderzając drugim kamieniem gniotła gałązki. Gdy uznała że już wystarczy wzięła je i położyła na tych najbardziej poparzonych miejscach na grzbiecie smoczycy. Wzięła liście ślazu dzikiego i nawłoci pospolitej. Ucierała je mocno razem ze sobą. Gdy puściły one soki i wytworzyła się maz. Zgarnęła ją szponami i posmarowała nią ranne miejsca. Z owoców lulka czarnego oddzieliła nasiona. Następnie je sproszkowała na drobny pył. Wyczarowała kamienną miskę z gorącą wodą. Wsypała tam proszek, zamieszała i odczekała chwilę. Potem ochłodziła płyn maddarą i przysunęła do Starszej. - Wypij to. - Nakazała łagodnym głosem i przystawiła do boku Ognistej prawą łapkę. Wysłała w jej organizm swoją manę. Z okolic rany i z krwiobiegu usunęła możliwe bakterie, zarazki i wszystko co mogło się wdać poprzez ranę i wywołać nieprzyjemne dla smoczycy powikłania. Z samej rany usunęła zaschła już krew i brud. Odbudowała naruszone tkanki, i nadpaloną przez elektryczność skórę. Usunęła martwe tkanki i zastąpiła je nowymi, zdrowymi i mocnymi. Połączyła, nerwy, żyły i naczynia krwionośne tak by były mocne, drożne i elastyczne. Rozkurczyła i uspokoiła nieco sparaliżowane i spięte mięśnie i ciało. Odbudowała ewentualne ubytki w niebieskich łuskach. Zadbała też by nie było widać żadnych blizn. Potem się odsunęła od pacjentki. - Już lepiej? - Spytała z małą troską w głosie. I pomyśleć jak bardzo się zmieniła odkąd stała się Uzdrowicielką. Przecież ona miała sama zadawać takie rany jako Wojowniczka. A tera się o nie martwi. Chyba ich Uzdrowicielka nie będzie zła gdy się dowie ze Wodna podkradła jej lulek i ślaz? Oby.
Niegasnąca Iskra - 2014-03-01, 12:09

No proszę, a więc teraz miała przed sobą Uzdrowicielkę. Jej imię bardzo dużo mówiło o profesji, którą wybrała. - Gratuluję awansu - i jak na zawołanie uśmiechnęła się. Szeroko. Woda słynęła z dobrych Uzdrowicieli, więc zapewne Eliksir dołączy do tego grona. Co prawda Ziemia także, ale akurat rozmawiała z wodną a nie ziemnym. - Już się robi szefo - odparła z wyszczerzonymi kłami, po czym zgodnie ze słowami EE, zaczęła pić przygotowaną mieszankę. Powoli, ale metodycznie. Krok po kroku. Przez całą resztę operacji nie poruszyła się jednak. Stała nieruchomo w miejscu , jak kamień. - Dziękuję za wyleczenie - podziękowała wodnej skinieniem głowy. Rana znikła, odczucie porażenia również, a kto by się przejmował tym, że czuje się dziwnie. Jakby ktoś odebrał jej siły. - Co tak słuchać w Wodzie? Podobno macie nowego Przywódcę, czy tak?? I przykro mi z powodu przegranej wojny - odparła ze smutkiem. - Wolne Stada zamiast się wspierać, znowu toczą jakieś dziwne wojny. O tereny, o kamienie, przecież to bezsens.
Impulsywny Kolec - 2014-05-04, 18:17

Amok po raz drugi w życiu opuścił tereny Ognia. Nie przepadał za tym, bo oznaczało to długą wędrówkę, a jemu i jego naprawdę sporemu, ciężkiemu, no po prostu grubemu ciałku sprawiało to wysiłek. Usiadł w słońcu i wystawił ku promieniom pysk, przymykając leniwie ślepia i czekając na Winną Łuskę, która miała go pouczyć. Miał nadzieje, że przybędzie, ale dlaczego wybrała tak odległe miejsce?
Zabójczy Umysł - 2014-05-05, 14:35

Na miejsce przybylam mocno spozniona. Raz, nie bardzo nie chcialo mi sie tu przychodzic - za daleko od obozu Ziemi, a dwa, no coz. Bylanm o polowe mniejsza od doroslego smoka, wiec i krokami musialam nadrabiac. Co prawda nie duzo, ale kazda zaspa, kazda dziira mnie nieco spowalniala. Bo jak wpadlam, to na amen. A wygrzebac sie z tego tal latwo nie bylo. Ale jest. W koncu dotarlam. Z ahami i ohami, sapnieciami i chrzaknieciami, ale male, irytujace i czerwone cus przybylo na miejsce. - Od czego chcesz zaczac? - pierwsze pytanie i jakie konkretne. Przedstawiac sie nie musialam, bo skoro dostalam wezwanie od tego smoka to musial mnie znac - przynajmniej z zmiana. A szczerze mowiac, jego imnie nie interesowalo. Bo i po co? Przybylam tu, aby przekazac wiedze a nie kontakty towarzyskie. Niemniej jednak, obrzucilam smoka niezidentyfikowanym spojrzeniem. Wojownik? Wyglada na takiego.
Olśniewający Kolec - 2014-05-22, 15:42

Tym razem samiec postanowił pozwiedzać tereny wspólne... Olśniewający wiedział, że pomimo swoich nienagannych umiejętności (oraz uroku) nikt nie będzie w stanie mu się przeciwstawić. Oczywiście co mogło się dziać we łbie takiego lalusia? Już od pisklęcia zależało mu tylko na wyglądzie, przez co wiele razy był wyzywany, uznawany za jakieś dziwadło... Jednak, to były stare czasy i na szczęście, Olśniewający nie czuje się z tym źle. To że po prostu jest lepszy od innych, nie czyni z niego kogoś złego, prawda?
Uśmiechnął się lekko na tę myśl. Idąc tak przez tereny wolne i zupełnie puste, zatrzymał się, czując spękaną ziemię pod łapami, a potem uniósł łeb ku górze, by móc podziwiać widok Złotej Twarzy. Jednak on na kogoś czekał, na pewnego smoka. Tak, pierwszy raz będzie go uczył samiec. Może być ciekawie, jednak Kolec miał wyjątkowo dobry humor. Tak więc siedział sobie i czekał...

Złamany Kolec - 2014-05-22, 16:35

Ciężko opadł na łapy w wbijając przy tym tumany białego puchu więc mimo pewnego dystansu jaki zachował przy lądowaniu nie trudno było dostrzec go wśród drzew. Poza tym niezbyt też zadowolony tym szybkim i intensywnym kontaktem z białą zarazą zwłaszcza zaraz po znienawidzonym locie, klnąc pod nosem tym bardziej zwracał na siebie uwagę kierując swe ociężałe kroki w stronę adepta ognia. Będąc już przy smoku ze westchnięciem przytknął niedbale łbem, na którym mimo wszystko nie były widoczne oznaki złego humoru, a przynajmniej bezpośrednio kierowane ku Olśniewającemu.
-Dębowy Kolec. Chodzi o magie ataku i obrony, tak?- spytał unosząc łuki brwiowe czy co tam miały smoki.

Olśniewający Kolec - 2014-05-22, 20:24

Ognisty spojrzał na zbliżającego się smoka z uśmiechem i skinął mu lekko łbem na powitanie, następnie wstał z ziemi.
- Olśniewający Kolec. Tak. Właśnie o to chodzi. - Powiedział ze spokojem, Olśniewający miał wyjątkowo dobry humor. Nic mu go raczej nie zepsuje. Tak czy siak odetchnął lekko, czekając na rozpoczęcie nauki. Nauki z adeptami były najlepsze, starsze smoki często się wymądrzały i pokazywały, co to nie one. Nic ich nie było w stanie drasnąć, ciekawe, czy była to sprawka doświadczenia czy też dobrych umiejętności...

Złamany Kolec - 2014-05-23, 19:45

Na odpowiedź przytknął łbem, jakby z zadowoleniem i tak właściwie było. Ze swoim szczęście nie zdziwiłby się, gdyby zaczepił złego smoka i musiał jeszcze przeszukiwać szumiącą dolinę w poszukiwaniu właściwego. No, ale miał to szczęście i może od razu się wsiąść za tę naukę. Tylko od czego zacząć? Z płytkim zamyśleniem zastukał szponem w dolnym kraniec pyska.
-Co do ofensywy, na początek wymień z czego możemy stworzyć atak, jak ogień, z którego formujemy kule lub taki kamienny kolec... I pamiętaj, że nie ograniczamy się do tylko podstawowych żywiołów- dodał.
-Jeśli chodzi o obronne... Wiesz jaka forma jej jest najlepsza i dlaczego?- jeszcze spytał. Wszystko w miarach krótkiej teorii i będą mogli przejść do praktyki.

Rozpaczliwa Łuska - 2014-06-19, 17:58

Kiedy po raz pierwszy wyszła poza "mury" swojego obozu nie spodziewała się, że ten świat potrafi być taki ogromny. Ciągle ją zadziwiał tym, co można tu spotkać oraz swoim niesłychanym ogromem. Pewnie wyglądałby piękniej, gdyby liście porastały zielonymi listkami, a wokół nie było tyle bieli. Mimo tego i tak nie było najgorzej. Poza brakiem różnorodności w kolorach, bo dominował głównie biały oraz szary, czarny lub brązowy. Westchnęła i postanowiła chwilę odpocząć w tym miejscu. A może wydarzy się coś ciekawego?
Ćmienie Maddary - 2014-06-19, 18:10

Zawsze dzieje się coś ciekawego, a świat jest piękny! Na razie to kruki kraczą, wrony i gawrony skrzeczą czarne nad głowami smoków, ale to może się niedługo zmienić. O brzasku czasem przecież słychać inne piękne ptaki. Które samica by z chęcią zjadła tak naprawdę. Tymczasem puszysta samica poszła odpocząć od dotkliwego smrodu siarki, który całkowicie przejadł się przez jej futro. Na szczęście smoki tutaj chyba się tym zanadto nie przejmują. Idąc zauważyła Nutę, którą uczyła wcześniej skoku, wyglądała na niekoniecznie bardzo rozradowaną, ale nie można było powiedzieć, że jest smutna. Ćmiąca zaczęła iść w jej stronę.
- Witaj Nuto, pamiętasz mnie? - Powiedziała do niej z odległości może dwóch ogonów nadal się zbliżając, przystanęła gdy przeszła trochę ponad jeden z nich.

Rozpaczliwa Łuska - 2014-06-19, 18:16

Odwróciła się w stronę, z której dobiegł jakiś znajomy głos. Ujrzała tam adeptkę, u której uczyła się skoku. Lubiła ją, chociaż nie wymienili się zbyt wieloma zdaniami. Wydawała się być naprawdę miłą i troskliwą smoczycą. Nuta lubiła takie smoki. Nie przerażały, ani nie powodowały smutku. Uśmiechnęła się do niej pogodnie. Cieszyła się w sumie na jej widok.
- Witaj. Jasne, że Cię pamiętam. Jak mogłabym zapomnieć? - powiedziała i z racji tego, że nie musiała się już przedstawiać, postanowiła zapytać Nekto o samopoczucie. Na pewno to będzie dla niej bardzo miłym gestem.
- Więc... Jak się czujesz? - zapytała rozradowana. Była w skowronkach z powodu tego spotkania. Wreszcie mogła powiedzieć, że widzi kogoś znajomego, bo jak na razie sporo smoków było dla niej nieznajomymi.

Ćmienie Maddary - 2014-06-19, 18:37

Uśmiechnęła się serdecznie do młodszej smoczycy. W sumie była już duża i pewnie umiała zadbać o siebie. Jej postawa też wyglądała pewnie. Musiała się dobrze trzymać. To było powodem do dumy dla Ćmiącej. Nuta nijak nie była z nią spokrewniona, jednak również była smokiem. I to było dobre, gdy widać było, że pisklę tego samego gatunku dorasta zdrowe i silne. I była też zadowolona, bo Nuta najwyraźniej nie czuła wobec Ćmiącej jakiegoś odrzucenia, czy czegoś w tym stylu.
Uśmiechnęła się na pierwsze słowa małej, cieszyła się, że tamta była zadowolona ze spotkania. Zmiotła trochę śnieg ogonem i usiadła na odkrytym sianie, które kiedyś było trawą, by usłyszeć, że mała pyta o jej zdrowie. To było bardzo uprzejme według Ćmiącej i oznaczało przyjazne nastawienie.
- Dobrze, mam tylko nadzieję, że niedługo upoluję coś dobrego do jedzenia. - Uśmiechnęła się łagodnie do młodszej samiczki. - A może ciebie coś trapi? - Zapytała Necto Nuty. Aż w końcu ta zaczęła się zastanawiać, czy nie powinna poznać dorosłych smoków tego miejsca lub nieco starszych.

Rozpaczliwa Łuska - 2014-06-19, 19:19

Nuta spojrzała krzywiąc się na wspomnienie o polowaniu.
- Polowanie jest nieprzyjemne. Gdybyśmy żyli w krainie, w której nie leży tylko śnieg, jadłabym same owoce. Ale na razie nie chce myśleć o tym w jaki sposób zdobywa się pożywienie. To straszne i przyprawia mnie o rozpacz. - niestety była świadoma okrucieństwa jakiego trzeba się dopuścić, aby nie chodzić głodnym. Nie lubiła o tym myśleć, czy też rozmawiać. To smutne, że aby przeżyć silniejszy zabija słabszego.
- Nic mnie na razie nie trapi. Żyje sobie spokojnie w oczekiwaniu na dzień, w którym zostanę klerykiem. - wyznała adeptce. Nuta, mimo wszystko, dziwnie się czuła z tym, że od niej może kiedyś będzie zależało życie innych smoków.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group