To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

Błękitna Skała - Leszczynowy Zagajnik

Olśniewający Kolec - 2014-01-23, 18:16

Zatopiony słysząc pytanie pokręcił łbem i odpowiedział;
-Nie jak na razie. Jednak zakładam, że od dnia gdy zostanę wojownikiem będzie to norma mojego życia. Nie mogę się doczekać dni, gdy będę mógł się sprawdzić w walce z innymi wojownikami bądź jak dobrze sobie poradzę z wyzwaniem ze strony czarodzieja.- Po tych słowach uśmiechnął się i przymknął oczy. W jego myślach krążyły te sny o walkach, w których zwyciężał bądź porażki, które pozwalały poznać mu swego rywala i jego tok myślenia oraz działania.

Gra - 2014-01-24, 20:59

Czyli jednak jeszcze nie walczył... Ciekawe, czy uda mu się wygrać podczas jego pierwszej walki? Wyblakły bardzo by chciał obejrzeć taki pojedynek, szczególnie taki w którym walczą czarodzieje. Zawsze interesował się maddarą, lecz uznał, że woli zostać łowcą.
- Ja już byłem na swoim pierwszym polowaniu - powiedział spokojnym głosem, gdy Zatopiony skończył mówić - Myślę, że nie było tak źle. Udało mi się znaleźć kamień i coś upolować, a nawet zostało mi jeszcze trochę mięsa. Mój wzrok nie sprawiał zbyt dużych problemów, a akurat tego się najbardziej obawiałem...
Szczególnie źle mogłoby być podczas szukania kamieni. Zwierzynę da się wytropić jeszcze po węchu lub słuchu, ale kamienie? Z tym mógł być problem, ale na szczęście adept jakoś sobie poradził. Natomiast teraz wpatrywał się w Zatopionego. Ciekawe jaki kolor mają jego łuski? Sam nie mógł tego zobaczyć.

Złamany Kolec - 2014-02-27, 07:42

Stanowczo częściej musi wychodzić na tereny wspólne, na razie jak tylko przekroczy progi wody ich różnorodność zapachów męczyła nieubłaganie nos czyniąc go w tym czasie zupełnie bezużytecznym. Dodatkowym nieznośnym elementem był towarzyszącym niepokój budzony perspektywą spotkania członka innego stada, właściwie nieuzasadniony jeśli się bliżej nad tym zastanowić. Na szczęście owe tereny oznaczały się dość ciekawymi leśnymi obszarami pomagającymi odwrócić uwagę od wcześniejszych elementów, chodź też znacząco usypiające czujność adeptki. Póki co zamarła pod jedną z leszczyn zadzierając łeb w kierunku jej łysej korony.
Ciernisty Kwiat - 2014-02-27, 07:54

Akurat przechadzał się tędy Tehenbi, z lekko opuszczonym łbem, patrząc bardziej na ziemię niż przed siebie, powoli przebierając łapami. Nie, nie był smutny, zapewne po prostu mu się nudziło, a nie chciało mu się trzymać jakiejś specjalnej postawy żeby prezentować się jakoś lepiej. Z tego faktu że niemal nie patrzył przed siebie, o mało nie wlazł na Chropowatą, która w pewnym momencie wyłoniła się zza drzewa obok którego chciał przejść. Właściwie to ona się nie poruszała z miejsca, ale nie zmieniło to faktu że zielony adept zauważył ją w ostatnim momencie. Zatrzymał się gwałtownie unosząc wzrok na większą od niego smoczycę i mierząc ją spojrzeniem swych czerwonych ślepi. Co tu dużo mówić, nie miał aparycji miłego smoka. Na razie jednak nic nie powiedział, tylko po prostu się tak gapił, z całkowicie obojętnym wyrazem pyska, ciężko nawet stwierdzić, po co mu to właściwie było.
Złamany Kolec - 2014-02-27, 12:42

Całkowicie zamyślony smok nie zauważył młodszego adepta dopóki ten nie stanął gwałtownie obok. Szmer śniegu zdołał się przebić przez izolacje przemykających w myślach wspomnień skłaniając właściciela to niedbałego rzutu oka w tym kierunku. Po "dostrzeżeniu" osobnika przemknęła płytka uwaga "O to tylko jakiś smok..." i nie zbyt przejęta skierowała z powrotem spojrzenie w kierunku korony, a każdym razie potrzebny był moment by spowolnione do teraz procesy myślowe dopuściły to stwierdzenie do świadomości budząc właściwą reakcje u smoczycy. Owy wolnomyśliciel dopiero po chwili drgnął w szoku i tym razem gwałtowniejszym ruchem skierował nie tyle nieobecne co przerażono zaskoczone spojrzenie, jakby ziemny nagle znikąd się pojawił co z perspektywy wodnej mniej więcej tak było. Zdezorientowana zaczęła rozglądać się w około nie spuszczając jednak zbytnio oka z jaskiniowego i niemo zadając sobie pytania "Jak? Kiedy?" Gdy kolejny i również spóźniony fakt wreszcie dotarł do Chropka o jego pewnie przesadzonej reakcji starając się to naprawić, na siłę przybrała swobodną postawę by następnie zagadać z grymasem będący prawdopodobnie niezręcznym uśmiechem.
-Chrop...-powstrzymała się w ostatniej chwili od dokończania z myślą o pilnym zaprzestaniu przedstawiania się zrobieniem -...owata Łuska z wody- dokończyła i trochę spóźniono przytaknęła w geście powitania.

Ciernisty Kwiat - 2014-02-27, 12:57

Tehenbi uniósł lekko łuk brwiowy, gdy smoczyca dostrzegła go i przybrała zaskoczony wyraz pyska. Czyli nie on jeden nie patrzył gdzie idzie - przyszło mu na myśl. Rozbawiony tym nieco uśmiechnął się, choć nie był to miły uśmiech, a raczej taki, jakby wilk uśmiechał się na widok kulawej sarny która nie może uciec. A może po prostu smok miał taką mimikę? Jego ogólny wygląd nie wzbudzał zaufania, ale też nikt nie wiedział jaki on jest naprawdę. Jednak w szybkim czasie smoczyca przed nim odzyskała zwykłą swobodną postawę i na jej pysku pojawiło się coś co mógłby nazwać niezręcznym uśmieszkiem, po czym przedstawiła mu się. Chropowata łuska? No, czyli adeptka. Z wody... a z wodnymi to jeszcze się chyba Tehenbi nie spotkał na ziemiach wspólnych, przynajmniej do teraz.
-Miło poznać... - Mruknął pod nosem, jakby maniery nie były pierwszą rzeczą na liście jego priorytetów.
-Tehenbi, czy też jak wolisz, Różany Kolec. Z ziemi. - Przedstawił się monotonicznym głosem, unosząc nieco łeb i spoglądając w dal jakby dostrzegł coś za smoczycą. Ale nie, tylko mu się wydawało, albo to był jakiś gryzoń.

Złamany Kolec - 2014-02-27, 20:24

Przed chwilowe spięcie szybko opuszczało smoczyce czyniąc swobodną podstawę coraz mniej wymuszoną, gdy zaskoczenie ulegało zwykłemu zdziwieniu, a te następnie ukrywanemu rozbawieniu. Już się przyzwyczaiła do dziwnych zachowań smoków i może bliżej z wieloma styczności nie miała do z obserwacji nauczyła się, że choć często bycie owych osobników może się wydać dziwne lub bezsensu to jeszcze bardziej powinno być zaskoczenie na to. Nie zrażona więc dziwnym uśmiechem ziemnego odparła mu tym samym chodź w bardziej przyjacielskim wydźwięku.
-Nawzajem- przytknęła po raz kolejny i zapewne nie ostatni. Miała skłonności do nadużywania tego gestu w próbie byciu jak najbardziej uprzejmym i często przesadzając w tej kwestii. Widocznie nie była wyjątkiem w wcześniej wspomnianym stwierdzeniu.
-Z ziemi? Jak tam u was nastroje?- spytała spoglądając ukradkiem za siebie śladem za Różanym.

Ciernisty Kwiat - 2014-02-27, 20:31

-Mhm... spokojne. Choć jestem tylko adeptem, nie znam planów czy myśli swego przywódcy. - Odpowiedział na jej pytanie, mimo treści tej odpowiedzi nie brzmiał w niej nawet cień skromności. On sam czasami często przytakiwał, ale tylko wtedy gdy obierał decyzję, by nie odpowiadać słownie, mówienie i potakiwanie jednocześnie było dla niego bez sensu, aczkolwiek nikomu nie wypominał dziwnych nawyków, gdyż jak już Chropowata słusznie zauważyła, dziwaków najróżniejszego rodzaju i maści było tak wielu, że dziwne tiki czy nawyki były wręcz czymś normalnym. W końcu normalność była pojęciem dość względnym, trudno się nie zgodzić.
-A w twoim stadzie? Obiło mi się o uszy, że przegraliście wojnę. - Spytał, po to aby podtrzymać konwersacje, a może nawet się czegoś dowiedzieć o obcych stadach? Wiedza była gwarancją, że będzie przygotowany na to co się stanie w przyszłości.

Złamany Kolec - 2014-02-28, 23:07

Słysząc odpowiedź adepta w ostatniej chwili powstrzymała powtórzenie gestu częściowo świadoma swojej skłonności. Samo planowane wykonanie miało swój powód w domyślaniu się odpowiedzi jaskiniowego, a właściwie głównie stwierdzenia "spokojnie". Tak, zdecydowanie ziemni byli spokojnymi smokami więc nie ma co się dziwić, że u nich wszystko toczyło się po właściwym torze i ominęła ich wojna. Częściowo zazdroszcząc, a jednocześnie mając pewną niechęć do ich nieangażowania kiedy stado wody zostało z niehonorową przewagą zaatakowane, wspominała tą sytuacje. Ale mimo tego faktu walki i przebiegały z taką zaciętością, że aż to ostatniej wynik nie był przesądzony. Tak więc zamiast wcześniej opisanych uczuć na pysku pojawiła się mimo stwierdzenia Różanego duma.
-Przegraliśmy, ale jak- odparła. Sama nie miała okazji towarzyszyć wodnym w zmaganiach będąc jedynie obserwatorem co zresztą ciągle budziło w niej gorycz, ale przynajmniej mogła śledzić całość wojny -Wprawdzie członkowie, z którymi wiązaliśmy największe nadzieje szybko odpadli to jednak nie obyło się bez plusów. Niewypowiedziane Zaklęcie np. zadała krytyczne obrażenia przywódcy cienia. Oprócz tego reszta wykazała się dużą wytrzymałością walcząc z wieloma ranami. Szczególnie nasz wojownik - Krwiożerczy Obłęd - naprawdę dobrze się trzymał i mimo przewagi swoich przeciwników jego walka trwała najdłużej przy czym dopiero osądziła losy wojny. Niestety na naszą niekorzyść przy czym straciliśmy naszego przywódce po tym jak zechciał odejść po wsparciu stada w ostatniej potrzebie. Podsumowując: możemy wspominać to w miarę dobrze jak na tą sytuacje. W każdym razie po wszystkim wybraliśmy następce - Wyśnione Wody - dość młodego, ale dobrego kandydata i jakoś się toczy. Ogólnie nastroje w stadzie raczej się poprawiają i wszystko wraca do normy po wszystkim co przeżyliśmy jak zdradzie, wojnie oraz stracie przywódcy- zakończyła, a spojrzenie z częściowego zamyślenia zyskało z powrotem ostrość skierowane w Różanego. Rozgadała się, ale wojna było mimo wszystko w miarę ciekawym tematem, a przynajmniej z perspektywy adeptki.

Ciernisty Kwiat - 2014-03-01, 18:00

-Mhm... - Tehenbi zamruczał pod nosem w zamyśleniu, po wysłuchaniu do końca słów wodnej.
-W takim razie muszę przyznać, iż zaiste dzielnie się broniliście. Lecz przegrana to ciągle przegrana. Odebrano wam zapewne część terenów, więc trudniej będzie wam polować. - Stwierdził rzeczowym, obojętnym tonem.
-Ale pozbieraliście się całkiem szybko. Czy jednak nie myślicie że ta sytuacja może się powtórzyć? Jeśli można zapytać, na kogo się szkolisz? - Tutaj jego słowa były już podsycone delikatną ciekawością. A o jego stadzie nie było po co rozmawiać, w końcu było całkiem spokojnie. Przybyło tylko małych, głośnych piskląt biegających po całym obozie, ale w sumie po co miał o tym informować dopiero co poznaną wodną?

Impulsywny Kolec - 2014-05-04, 19:48

Amok szedł przed siebie leniwie, wyjątkowo zmęczony. Był daleko od terenów Ognia, a celu wędrówki nadal nie było widać. Właśnie wracał z kolejnej nauki. Były nudne i nie chciało mu się robi tych wszystkich głupich rzeczy. Skakać, biegać... Po śmierci rodziców jakoś stracił swój wieczny optymizm i zapał do wszystkiego.
Wzdychał co jakiś czas, zamiatając ziemię łapami, których nawet nie unosił. Wyjątkowo, jak na swój wiek, duży, okrągły i pokryty rosnącymi wszędzie kolcami. Od łba, po szyję, kark, barki, grzbiet, ogon, wierzch łap oraz skrzydeł. Wszędzie. Drapały nieprzyjemnie. Miał opuszczony łeb i patrzył pod łapy. A nóż znajdzie kamień? Ogon żłobił w ziemi rów, za ciężki, by go unieść.

Kropla Goryczy - 2014-05-04, 20:06

    Naprzeciw pokrytego wyrostkami kostnymi młodego Adepta Ognia wyszła smoczyca, wyłaniając się bezszelestnie spomiędzy krzewów. Choć natrafiła na swojego rówieśnika, różnica była oszałamiająca. Trafiła nie tylko na obcego smoka. Właśnie spotkała odbicie w krzywym zwierciadle, zbiór idealnych przeciwieństw. On, ogromny i pełen kolców, pokryty twardymi łuskami o przukuwającej oko barwie, gruby i pozbawiony miękkości ruchów. Ona zaś, niewielka i drobna nawet jak na połączenie stosunkowo małych ras, pokryta aksamitnym, ciemnoszarym futrem, pełna gracji w każdym geście. Ale było coś, co ich łączyło. Złote ślepia.
    Deirdre zatrzymała się, mierząc napotkanego smoka czujnym spojrzeniem. Wiedziała, że go spotka. Nie starał się zachować dyskrecji, szorując ogonem po ziemi. Niemniej jego barwa była ciekawa. W Błękitnej Dolinie nie spotykało się ogniście ubarwionych smoków. Zielenie, żółcie, pomarańcze, fiolety. Ale nie czerwień. Im dłużej analizowała jego wygląd, tym bardziej zdziwiona się stawała. Nic nie pasowało do wzorców, jakie zostały jej wpojone za pisklęcia. Nieznajomy niewątpliwie był przedstawicielem smoka powietrznego, nie podlegało to dyskusji. Ale gdzie była gracja Zwiadowcy? Kontrola nad ciałem większa nawet niż u Pierwszej Kasty? Gdzie była zręczność, którą opiewano w legendach? Deirdre zdążyła się już przekonać, że znalazła dziwne tereny o zupełnie innych tradycjach. Ale gruby powietrzny był chyba największym zaprzeczeniem tego, co znała i pamiętała.
    Niezależnie jednak od tego, jak burzliwy był pęd jej myśli wewnątrz, na zewnątrz pozostała niewzruszona, choć chyba ostatkiem sił utrzymywała nieskazitelnie spokojny wyraz pyska. Spokojny i przyjemnie uprzejmy, nie skażony nawet delikatnym wygięciem wargi pod złym kątem. Skinęła z gracją łbem, a szare futro zafalowało, odbijając światło niesione przez śnieg.
    Nie odezwała się jednak. Nawet nie pomyślała o tym, by się przedstawić. Po połowie życia spędzonej wśród twardych zasad i nauk, wedle których była panią napotkanych smoków i drugiej, która była niemalże wegetacją ze zrzędliwą staruchą o niepojętym toku myślenia, nie znała zachowań istot z innych terenów. Były tylko smoki Błękitnej Doliny i ludzie, przeklęta skaza tego świata.

Impulsywny Kolec - 2014-05-04, 20:19

Problemem Amoku było w tym momencie to, że nie rozglądał się. Szedł ze zwieszonym łbem, patrząc, jak powłóczy leniwie własnymi łapami, rysując na ziemi szramy szponami i wznieca kurz oraz pył w miejscach, gdzie nie było śniegu. Nie był w tym momencie czujny. Nie nasłuchiwał, nie rozglądał się, nawet odciął się od rzeczywistości i nie docierały doń żadne dźwięki. Słowem - miał wszystko, co działo się naokoło niego, głęboko w rzyci. Do czasu.
Szedł, nie zatrzymując się, gdy Szara Łuska znalazła się na jego drodze. Ergo, kilka sekund po tym gwałtownie na nią wpadł. Jego pysk zanurzył się w jej szarym futrze, poczuł specyficzny, dość nęcący zapach, który owiał jego nozdrza przez chwilę, którą zabrało mu natychmiastowe cofnięcie się.
- Racz mi wy-... - rozpoczął, lecz urwał w połowie, gdy ujrzał, na kogo wpadł. Jego złote ślepia zrobiły się okrągłe, niczym owoce pomarańczy. Rozdziawił pysk, nie wiedząc, jak głupio wygląda. Tak, Amok po raz pierwszy ujrzał smoczycę inną, niż jego matka, Przywódczyni, którą też traktował jak matkę, oraz Niegasnącą Iskrę, którą traktował jak babcię. Pierwszy raz ujrzał smoczycę z futrem. I pierwszy raz widział coś tak pięknego. - ...wybaczyć, pani... - dokończył cicho, z ogromnym wysiłkiem zamykając pysk, lecz ślepia nadal pozostały wielkie. Poczuł nagle dziwne gorąco na karku, a kolce zjeżyły się wbrew niemu, zdradzając targające nim emocje, podobnie jak ogon. Przyśpieszył, przecinając dziko powietrze, jak wściekły wąż.
- Yyy, um... nie zrobiłem ci krzywdy...? - spytał. Gdyby na kogoś wpadł, kolce mogłyby wbić się głęboko w tego kogoś, nawet zabijając, a on nawet by tego nie poczuł!
Opuścił łeb, gdy jego spojrzenie zaczęło mu uciekać, by z zaciekawieniem przyjrzeć się smoczycy dokładniej. Nadal czuł miękkość futra na nozdrzach i ten... ten zapach. Taki egzotyczny. Nie czuł nigdy wcześniej czegoś takiego...

Kropla Goryczy - 2014-05-04, 20:35

    Zderzenie było czymś, czego Deirdre nie spodziewała się do tego stopnia, by nawet go nie uniknąć. Po prostu stała, niczym wrośnięty głaz w ziemie, nieświadoma nadchodzącej katastrofy. A to, jak ich bliskie spotkanie się skończyło, było do przewidzenia chociażby po porównaniu rozmiarów obu smoków. Smoczyca wylądowała w śniegu, który obsypał jej ciemnoszare futro, w szczególności przyprószając smukły pysk. Pysk, który po raz pierwszy od dłuższego czasu utracił swój nieprzerwany spokój. Szczerze zdziwiona spojrzała na smoka, a gdy dostrzegła wyraz jego pyska, nie wytrzymała. Kąciki jej pyska uniosły się w chyba pierwszym całkowicie szczerym uśmiechu, jaki na nich gościł, a złote ślepia spojrzały na samca niemalże przyjaźnie. Zachichotała krótko, przytłoczona absurdalnością całej sytuacji.
    Trwało to jednak tylko chwilę. Przeklęła w duchu siebie i swój brak opanowania, a także to, że opuściła się w treningach mimiki. Szary pysk ponownie oblekła spokojna, acz uprzejma maska. Deirdre powoli i z gracją wstała, otrzepując się ze śniegu. Jej futro było nieco wilgotne, ale zachowało aksamitny wygląd. Dopiero gdy pozbyła się puchu spojrzała uważniej na smoka. I choć tym razem pilnowała mimiki, w duchu wciąż czuła rozbawienie i ukłucie sympatii do tego niezdarnego smoczyska. W końcu, nie ważne jakie szkolenie by ukończyła, wciąż była jedynie dzieckiem. A tym bardziej wrażliwa była na dobre wypadki, po bólu i cierpieniu jakiego doświadczyła. Cieszyła się więc.
    - Nic mi nie jest. Jednak ty powinieneś uważać - zderzenie ze skałą mogłoby się gorzej skończyć.
    Język, jakim się posługiwali był identyczny, jednakże akcent Błękitnej Doliny zniekształcał słowa wypowiedziane przez Deirdre, czyniąc je szorstkimi i ciężkimi do zrozumienia, choć sam głos smoczycy był dźwięcznym i czystym, wysokim sopranem. Szybko zmierzyła go czujnym spojrzeniem w poszukiwaniu obrażeń. Z jej głowy zniknął, jak za dotknięciem magicznej różdżki, pomysł z nazwaniem tego samca Zwiadowcą. Zdecydowanie nie pasował do Drugiej Kasty. Choć, biorąc pod uwagę zarówno jego rasę jak i predyspozycje, by nie nazwać tego po prostu otyłością, być może został wydalony. A Czwarta Kasta przyjmowała każdego, poza byłymi Czystymi.

Impulsywny Kolec - 2014-05-04, 21:06

Amok spiął się jeszcze bardziej, gdy usłyszał chichot ze strony Szarej. Dość okazałe mięśnie przemieściły się pod ogniście czerwoną skórą, a kolce najeżyły całkowicie, zdradzając go.
Śmiała się z niego! Pierwsze sekundy znajomości, a on już się ośmieszył! Powinien się zakopać i nigdy nie wychodzić.
Wbijał wzrok w swe łapy, nieświadomie miętusząc szponami kępkę trawy, jaką odnalazły jego palce.
- Um... masz rację, pani. Daruj, nie zauważyłem cię - wytłumaczył się nieskładnie, choć smoczyca powiedziała już, że nic jej nie jest.
Słyszał ten dziwny akcent, jednak nie komentował go. Nie znał członków wszystkich stad, może jakieś stado po prostu mówiło w ten sposób? Amok był tolerancyjny. Nic go nie dziwiło, nic go nie denerwowało ani niczego nie uważał za lepsze bądź gorsze.
Uniósł nieśmiało łeb, wbijając w jej zgrabną sylwetkę ślepia.
- Zwą mnie Amok, pani - przedstawił się, kłaniając lekko przez pochylenie pyska i ugięcie przedniej łapy. - Od jedzenia. Nie od temperamentu. To znaczy, bo lubię jeść... - zaczął wyjaśniać w popłochu, jakby bał się, że Szara uzna, iż jest jakimś szaleńcem, który nad sobą nie panuje. Uświadomił sobie jednak, że to, co powiedział, też niezbyt dobrze o nim świadczy. - ... ale nie dlatego jestem gruby! Wcale nie jestem. Taki się już wyklułem... duży... - przymknął ślepia, rozumiejąc, że to, co powiedział, brzmiało jak całkowity absurd i pewnie smoczyca znów zaraz go wyśmieje.
Przebrał łapami, woląc się już zamknąć i nie pogrążać bardziej, zrezygnowany.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group