To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

Błękitna Skała - Leszczynowy Zagajnik

Dynamika Ostrza - 2015-07-23, 00:00

Przyciągnięta łapą bliżej Chybionej, spojrzała w górę, od dołu patrząc mniej-więcej w oczy zielonołuskiej. Ekspresja jej pyszczka mówiła mniej więcej "nie mam pojęcia co się tu dzieje, puśćcie mnie, to nie była moja wina!"
Chybiona mówiła że ten drugi ją okłamał. No, powiedziała to takim tonem że to chyba było coś złego. A no tak! Przecież on nie chciał jej przepuścić, chciał hasło, a teraz mówił że hasła nie było. Więc to było to "okłamanie". O nie - pomyślała mała, tak nie wolno jej robić! Skoro nie było hasła, to czemu smok zabronił jej się bawić z chrząszczami? Zwróciła pyszczek z powrotem w kierunku wielkiego samca, przymrużyła oczka. To zdecydowanie było nie fair.
-Nie ma?- Zapytała, piskliwym głosikiem, w którym brzmiała inna nuta, jakby mała była na coś oburzona.
-Cze-Czemu zatrzy-my-wa-łeś, kurdebele!- Wypiszczała groźnym głosikiem pełnym oburzenia [przynajmniej jej się tak wydawało, choć w rzeczywistości, to mogło brzmieć raczej śmiesznie] na ciemnofutrego samca nim Chybiona zdążyła dobrnąć do choćby połowy swojego wyjaśniania, dlaczego tak właśnie mała nie powinna mówić. W dodatku biła przy tym skrzydłami w powietrze protestując przeciw tej niesprawiedliwości. Była zła że wtedy ją zatrzymał, a skoro tym słowem się wyraża emocje jak jest się złym. Tu już zadziałała prosta pisklęca logika. Choć Chybiona mogła przynajmniej mieć nadzieję, że przy smokach ze stada się tak nie odezwie. Ale Alyssa nie była zbyt uważnym słuchaczem, bo kiedy wyrzuciła swój pisklęcy napad gniewu za przerwanie jej wcześniejszej zabawy, postanowiła znaleźć sobie nową.
Objęła łapę chybionej swoimi własnymi łapkami, zaczepiając drobne pazurki o wypukłe, zielone łuski, podciągnęła się na nich i zaczęła się wspinać po łapie, jeśli zaś nic jej tego nie przerwało, weszła potem na grzbiet i dalej na szyję Chybionej, akurat gdy jej słuch wyłapał jak zielonołuska mówiła coś o Niezapominajce.
-Niezapominajka? A gdzie jest?! - Zapytała, jej głosik znów promieniował radością i entuzjazmem, na myśl o zabawie z siostrą. Znów zaczęła wachlować skrzydłami, tym razem z ekscytacji, owiewając łuski Chybionej chłodnym powietrzem i tracąc przy tym pewny uchwyt na jej łuskach co spowodowało, że jej przednie łapki ześliznęły się, przez chwilę zawisnęła na szyi zielonej smoczycy głową do dołu, trzymając się tylnymi łapkami i ogonem, moment później zaś spadła na zadek. Oczywiście nie siedziała tak długo, w ciągu paru sekund wstała i zaczęła hasać wokół Chybionej jak dziecko które przedawkowało cukierki. Ciągle jej ruchy były niezdarne i komiczne, ale już przynajmniej nie wywracała się co pół kroku. Z drugiej strony ta poprawa w koordynacji łapek oznaczała że jej opiekunom troszeczkę ciężej będzie ją złapać i usadzić na miejscu.

Ujmujący Kolec - 2015-07-23, 00:26

Rozdziawił pysk z rozczarowaniem wymalowanym na licu, gdy obie życiowe smoczyce w ogóle przestały się już przejmować jego obecnością tutaj. Ale... jak to? Był tu - cholera - pierwszy! A one (szczególnie ta zielona) bezczelnie zajęły mu jego własny, WŁASNY, teren, jakimi były całe terytoria wspólne dla wszystkich stad, i teraz go ignorowały. No nieeeee... Rozzłościło go to, a złościł się wyjątkowo rzadko. Zmarszczył pysk, a dolna warga mu zadrgała. I ta jeszcze oskarżała go o kłamstwo! On wcale nie kłamał, dobra Nytbo! On tylko żartował, ale jak widać, tym tutaj żarty są obce. Podobnie jak w ogóle jakikolwiek takt i tak dalej!
Położył uszy po sobie. I to właściwie nie tylko z powodu swojej złości. Zielona zaczęła coś jeszcze tam trajkotać. Och, tyle słów wylewało się z jej niegrzeszącego urodą pyska, że można było się zgubić. Przymknął ślepia, ostentacyjnie wystawiając końcówkę języka. Nie słuchał, bo pewnie zielona same farmazony gadała. Ale głos pisklęcia się do niego przebił. Zrozumiał pytanie, wypowiedziane nie tak bardzo zrozumiale.
- Cicho bądź, ty kurde fioletowa jaszczurko - prychnął nieprzyjemnie. Oho, nieźle musiał być zirytowany. - Pisklęta i ryby głosu nie mają - dodał, z wyższością odchylając łeb i przytupując łapą.
Jednak smoczyce nadal kontynuowały rozmowę między sobą, nie przejmując się już Ujmującym. A skoro i one go już ignorowały, to on także i je zignoruje! Roztwarł tylko delikatnie ślepia, obserwując spod przymrużonych powiek poczynania fioletowej. I jej obłapywane się do tej niskiej zielonej. Fujka.
Nie chciał już tutaj być. Nie miał ku temu żadnego powodu. Przestał być obiektem zainteresowania, a zielona skutecznie ugasiła jakikolwiek jego entuzjazm do rozmowy z pisklęciem. Które też już trochę straciło z jego sympatii. Lubił pisklaki, ale nie takie, które stawiały jakiegoś byle smoka ponad jego własną, wspaniałą osobą. W dodatku był zły i sfrustrowany. Zmarszczył pysk, węsząc chwilę w powietrzu, po czym nastroszył uszy i obrócił się zadem do życiowych.
- Walcie się, kurde - rzekł tylko na odchodnym i dał susa przed siebie. Takimi oto hopsami opuścił sobie leszczynowy zagajnik. Te dwie tutaj pozostałe nie były godne dobrego słowa Ujmującego, tym bardziej jego przyjaźni!

Dynamika Ostrza - 2015-07-23, 09:54

Gdy ciemnofutry smok tupnął łapą przyciągnęło to natychmiast uwagę małej, która do tej pory była skupiona na znajomej Chybionej. Spojrzała się na niego, nie zważając na to że w jej obecnym położeniu powinna raczej patrzeć pod łapy. Poskutkowało to tym że wyrżnęła na ziemię, koziołkując ze dwa razy.
Podniosła się na łapki akurat w momencie kiedy ten użył jeszcze kolejnych brzydkich słów w ich kierunku i poszedł sobie. Przekręciła lekko łebek, bo znów słowa których użył były jej do tej pory nieznane, a następnie pochyliła szyję. Zrobiło jej się jakoś smutno. czuła że ten smok jej nie lubił. Obraził się? Zapewne nic dziwnego po tym co jemu powiedziała, ale dla pisklaka takiego jak ona, to że ktoś jej nie lubił, było swoistym ciosem. Zaszkliły jej się oczka, jakby zaraz miała się popłakać. Wydała z pyszczka dźwięk podobny do chlipania.
Więc Chybiona miała rację, pisklę również najwidoczniej to w tym momencie zrozumiało, że takie słowa zasmucają. Czy gdyby tak nie powiedziała smok by sobie nie poszedł? A może by się z nimi pobawił? Nie mogła wiedzieć że i tak by pewnie poszedł sobie z momentem, w którym przestałby być centrum uwagi.
Zaczęła więc płakać, głośno popiskując, patrzyła szklistymi oczkami na zieloną smoczycę z którą została.

Chybiona Łuska - 2015-07-24, 14:29

Spojrzenie zielonej łagodniało dla Alyssy. Niech stracę. Tylko niech nie myśli, że zawsze będę dla niej taka, że zawsze będę w stanie być, że... Zamilkła, nie dokańczając w myśli tego zdania. Mała była zdezorientowana, za co zielona wcale jej nie winiła. Czemu znowu tak mówi? Czy ona słucha do końca? Najwyraźniej nie. Nie odtrąciła jej od swojej łapy, chociaż z pewnością zrobiłaby to wcześniej, przy spotkaniu Alyssy. Nie potrafiła tego teraz zrobić. Lubiła pisklęta, chciała o nie dbać. No, po prostu miała słabość do piskląt. A nie byłoby nikogo, kto teraz przytuliłby tą futerkową kuleczkę i pocieszył, gdy ktoś ją odtrąca. Dała małej wspiąć się na siebie, mając nadzieję, że wygląda na ignoranta. - W domu, jest w domu. – Powiedziała spokojnym głosem. Muszę z nią porozmawiać po drodze. Pomyślała, kiedy mała znowu zaczęła promieniować entuzjazmem. Potem zsunęła się z szyi zielonej. Ta zmartwiła się niechybnym upadkiem małej, wiedziała, że spadnie i pewnie przyspieszyła ten proces, ale pochyleniem się sprawiła, że mała raczej stoczyła się na ziemię, niż na nią upadła. Zielona westchnęła ulgą widząc, że mała nie doznała żadnego szoku czy fizycznego urazu.
Potem usłyszała gniewne wołania futerkowego samca. Jeżeli się nie zamknie, poczęstuje go płomieniem. Zdecydowała i spojrzała na niego hardo. Potem znowu usłyszała jego słowa. Spal się! Rzuciła mu wściekła, w myśli, bo przy pisklęciu nie wypada. Nie znała komunikacji mentalnej, po prostu tak pomyślała. Ale Ujmujący mógłby tę groźbę zobaczyć w jej oczach.
Alyssa zaczęła płakać. Bogowie... pomocy. Nie opiekowałam się młodymi. Pomyślała ii podeszła do małej. Ale to była sytuacja, w której mogłaby wyjaśnić co sądzi o używaniu tych słów.
-
Ciii. – Powiedziała, kładąc się przy małej na brzuchu. Przygarnęła ją łapką do swojej piersi i delikatniejszymi chrapami musnęła po szyjce. - No już. Był taki niemiły i tak brzydko mówił, ale już go nie ma. – Powiedziała półszepczącym, kojącym głosem do małej. Pogłaskała ją delikatnie, miękkimi chrapami przez szyjkę po grzbiet. - Nie smuć się już. Jestem przy tobie. Powinna pomyśleć, że to jego wina,skoro zasugerowałam, że to przez jego słowa. Ale kto wie, jak wychowuje się pisklęta, które łapią takie rzeczy od dorosłych? To powinna być dla niej nauczka, mam nadzieję, że nie zachęta. Wzięła małą na swój grzbiet, delikatnie łapiąc ją za skórę na karku. Młode były przenoszone w ten sposób, więc Alyssa nie powinna czuć bólu. Tym bardziej, że zielona była delikatne. - Trzymaj się mocno. Wrócimy do Niezapominajki. Ona nigdy ci tak brzydko nie powie. – Obiecała i uśmiechnęła się. Jej błękitne oczy potrafiły być naprawdę przyjazne i ciepłe. - No, no. Trzymaj mnie mocno. – Szepnęła i zaczęła iść w kierunku domu małej. Czy i mojego? Mój dom jest tylko przy nim... Mruknęła w duchu.

//Możemy rozmawiać po drodze, jeśli chcesz.

Dynamika Ostrza - 2015-07-24, 23:45

Gdy Chybiona położyła się koło niej, malutka ciągle pochlipywała, nawet po tym tradycyjnym "ciii" które, tak na prawdę, nigdy samo w sobie nie sprawiło by jakieś małe przestało płakać. Ale samo poświęcenie jej uwagi przez zielonołuską sprawiło że zaczęła się powoli uspokajać. Nic nie przychodzi jednak od razu, jak widać.
Przygarnięta do piersi smoczycy wtuliła się łebkiem w twarde łuski, ciągle łkając cicho, lecz pod łapą Chybiona mogła odczuć że ciałko smoczątka nieco rozluźniło się, potwierdzając że jej obecność a także słowa działały na małą uspokajająco. Pokiwała ona delikatnie różowym łebkiem na słowa dorosłej smoczycy. To była prawda, ten smok był niemiły! I te słowa też najwyraźniej były niemiłe. Nie chciała żeby inni myśleli że jest niemiła. Łkanie pisklęcia przy tej wewnętrznej analizie sytuacji przybrało na sile. A co jeśli on był taki niemiły bo ona była dla niego niemiła? Ale on był niemiły najpierw. Mała nie poświęcała się dłuższym przemyśleniom na ten temat. Zasadniczo w jej wieku po prostu przyjmowało się to co mówią dorośli jako absolutną prawdę. Ale gdy dwaj dorośli mówili coś zupełnie sprzecznego, tu w rozumieniu pisklątka pojawiały się schody. Ale przecież oczywiste było, że zaufać można temu, kto jest dla małej miły!
-Mała uśmiechnęła się przez łzy gdy zielonołuska połaskotała ją chrapami po grzbiecie, w dodatku spróbowała dotknąć nozdrzy smoczycy swoją puchatą łapką.
A wtedy została podniesiona. Pisnęła lekko, nie z bólu, bo wcale go nie poczuła, lecz z samego zaskoczenia, gdyż się tego zupełnie nie spodziewała. Na szczęście ten drobny szok odwrócił uwagę małej od poprzedniego uczucia żalu. Zaczęła się oczywiście, jak to ona, wić, próbowała machać skrzydełkami, udawać że lata [co zapewne wcale nie ułatwiało trzymania jej] dopóki nie została postawiona na grzbiecie smoczycy. Poinformowana by trzymać się mocno od razu zaczęła szukać punktu zaczepienia, zaczęła próby podważania łusek Chybionej by się za nie złapać. Machała przy tym ogonkiem i miała lekko rozłożone skrzydełka.
-A w co się pobawimy? - Zapytała, uśmiechając się wesoło do Chybionej gdy ta zerknęła na małą. Widać smuteczek już małej przeszedł. Kto wie, może nawet wyciągnie ona z tego jakąś lekcję? W każdym razie to raczej dobrze, że Zielonołuska nie będzie musiała dłużej się głowić co zrobić z pisklakiem, który płacze. Wszystko w normie, można powiedzieć.


// Jeszcze ze 2,3 posty możemy porozmawiać

Chybiona Łuska - 2015-07-26, 15:30

Uff... Pomyślała Chybiona, kiedy mała przestawała łkać. Nie miała zbyt dużego doświadczenia co do obycia z pisklętami, ale z własnego doświadczenia wiedziała, że pocieszający szept, ciepłe słowa i dotyk rozgrzanego ciała działały magicznie kojąco. Była cierpliwa, spokojna, by pozytywna energia smoczycy bardziej wpłynęła na młode. Zaczęła ją głaskać, bardzo delikatnie, tak bardzo, że mała uznała to za łaskotki na swoim wrażliwym, puchatym ciałku. Przynajmniej się uśmiechnęła. No, teraz wszystko będzie dobrze, zaraz zapomni o tym. Alyssa była”standardowym” pisklęciem. Nie znaczyło to jednak, że traci w oczach Chybionej. Było raczej na odwrót. Była bardzo, bardzo szczęśliwa, że mała jest tak energiczna w tym wieku. Podniosła ją sobie na grzbiet, gdy przestała płakać i zauważyła, że z małej chyba wyrośnie pewnego rodzaju lotnik. Chciała to za chwilę wykorzystać, żeby mała całkiem zapomniała o sprawie. Kiedy różowa zaczęła podnosić łuski Chybionej, ta poczuła się trochę niekomfortowo, ale nie powiedziała nic, żeby nie zaszkodzić małej. Kiedy ta zadała pytanie, zielona odwróciła głowę w jej stronę uśmiechając się ciepło. - Może chcesz spróbować, jak to jest latać? – Zapytała ją spokojnym, samiczym głosem, trochę zachęcająco. Alyssa była na to jeszcze dość drobna. - Spróbuj wspiąć mi się na szyję, jak wcześniej i złap się moich rogów. Tylko bardzo, bardzo mocno. Bardzo. Bo spadniesz, a upadek boli. – To mogło nieco negatywnie zabrzmieć, ale Chybiona siliła się na przyjazny ton głosu. - Jeżeli będziesz trzymać się mocno, zobaczysz, że będzie fajnie. – Powiedziała. W końcu Alyssa pewnie nie miała zbyt wielu okazji patrzeć z tak wysokiej perspektywy na świat.
Zielona poczekała, aż jej mała chwilowo-podopieczna istotka wdrapie się na wskazane miejsce. Łuska opuściła głowę, żeby było puchokulce łatwiej, po prostu przesunęła się na dane miejsce. -
Połóż się wygodnie, tylko pamiętaj o trzymaniu się, i rozłóż skrzydełka, o tak. – Powiedziała, razem z gestykulacją. Chybiona rozłożyła skrzydła równolegle do ziemi, nie maksymalnie, ale zostały wyraźnie rozłożone. - I jak? – Zapytała ciepło. - Teraz pamiętaj o trzymance. – Powiedziała, gdy wyprostowała szyję. Odepchnęła się miękko, ostrożnie i delikatnie od ziemi przechodząc w wolny, równy galop. Gdyby czuła, że Alyssa traci równowagę, zwalniałaby i zatrzymywała się, lekko poruszała łbem przekręcając szyję w stronę przeciwną do ewentualnego upadku małej i nakazywała prośbą, żeby się poprawiła, bo będzie bum i rozboli ją zadek. Zmierzała w stronę obozu, czasem przechodziła w lekki trucht, czasem przyspieszała, cały czas jednak bardzo uważała na pisklę. Zmianami tempa urozmaicała małej wędrówkę, czasem nawet skakała, wpierw upewniwszy się, że mała trzyma się dostatecznie mocno i pewnie. Czasem skręcała dość gwałtownie, nie jednak tak, by mała spadła. Raczej poczuła to, co czasem dzieje się, gdy silny wiatr nagle zawieje od boku na niebie. Czy coś w tym stylu.

z/t x2

Keri - 2015-08-25, 19:29

Mała polanka w Leszczynowym Zagajniku, a właściwie drobny prześwit, patrząc miarą dorosłego smoka, miała za chwilę stać się amfiteatrem zdarzeń, jakie normalnym smokom się nie śniły, natomiast każdy pisklak przeżywa je codziennie. Ig nie był dorosłym smokiem więc miejsce gdzie najwyraźniej brakowało paru dorodnych leszczyn, w jego oczach nabrało statusu polany, najpierw jednak musiało stać się jaśniejszą plamką w morzu drzew... a przynajmniej powinno to tak wyglądać z tej wysokości. Pisklak zapikował w ten jaśniejszy punkt, po czym będąc trochę powyżej koron niewysokich tutaj drzew, rozłożył skrzydła i zamachał nimi potężnie, niemal zawisając w powietrzu. Trawa pod nim zaszumiała, zgięła się i wrzasnęła piskliwym głosem: Mógłbyś troszkę grzeczniej?! Tu się fotosyntezuje!
Na szczęście Ig nie był aż tak zwariowany, żeby słuchać trawy, już chyba nie zwracał nawet uwagi na tych kilka latających talerzy, które podążały za jego ogonem... Co? Prepraszamy za ewentualne halucynacje narratora i tego... yy...
Młody smok wreszcie wylądował i z namaszczeniem zaczął sadowić się na trawie, aby oddać się popołudniowej drzemce, kiedy nagle...
Ale to już w następnym odcinku, komentujcie, subskrybujcie, klikajcie w reflinki.

Dynamika Ostrza - 2015-08-25, 19:41

Tak się składało, że różowofutra młoda samiczka też przelatywała nad leszczynowym zagajnikiem, testując granice swej nowonabytej zdolności lotu, jak i wolności którą ta jej dawała. Nie musiała w końcu już prosić dorosłych, żeby ją nosili w różne miejsca. Pamiętała to miejsce z dość wczesnego okresu jej życia, nie widziała go jednak dotąd z perspektywy lotu. Poza tym dostrzegła w dole jasnoniebieską plamkę. Mogła oznaczać tylko innego smoka, bo co innego może być takie duże i jasnoniebieskie? Zaczęła więc kołować nad miejscem, zmniejszając stale pułap lotu, aż osiadła na ziemi, pomagając sobie kilkoma ostatnimi zamachami skrzydeł, które wywołały podmuch wiatru który na pewno dotarł do obecnego tu już smoka, sporo większego od niej, wylądowała bowiem całkiem blisko.
Z tej odległości zobaczyła że nie był całkiem błękitny, jego łuski miały czerwony obrys. Nawet ciekawie to wyglądało. Uśmiechnęła się do nowo napotkanego smoka, jeśli ten się odwrócił oczywiście, bo wylądowała niemalże bezpośrednio za nim. Końcówka jej ogona zadrgała, czy to z nadmiaru energii czy entuzjazmu
-Hej! Co tu robisz? - Spytała, dość szybko wymawiając wyrazy i widocznie nie biorąc pod uwagę że ten akurat smok mógł chcieć tu na przykład w spokoju pospać zamiast zaznajamiać się z tym różowym kłębkiem energii

Wirtuoz Iluzji - 2015-08-25, 19:57

Krav przemierzał pod cieniami drzew. Tak się złożyło że akurat dzisiaj miał trochę paskudniejszy charakter. Cóż nikt nie jest idealny. Zmierzał przed siebie, brnąc cicho w głąb. Jego uszom dobiegły dźwięki smoczych skrzydeł, a potem rozmowy. Ach pora się zabawić maddarą. Alyssa rozmawiała z jakimą drugim smokiem. Ktoś z ognia... Nieważne. Postanowił ich przestraszyć.
Zaczął od wielkiej mgły. Miała wypływać z ziemi, pnąc się ponad ich głowami i gęstniejąc coraz bardziej. Miała im przysłonić widoczność. Warknął cicho i powielił ten dźwięk ze wszystkich stron. Dawało to wrażenie ilości większej niż jeden przeciwnik. Zbliżył się bardziej, ale dość daleko by go nie wyczuli. Wyczarował trzy pary czerwonych oczu, które miały się przebijać przez mgłę zostawiając za sobą czerwoną smugę. Swoim oczom też dodał czerwoną poświatę. Do swojego głosu dodał harczącą nutę i roześmiał się. Rownocześnie oczy zniknęły i pojawiły się na innych pozycjach obserwując bacznie pisklaki. Roześmiał się głośniej a jego głos rozbrzmiewał wokół nich.
Przywalił mocno łapą w okoliczne drzewo, wywołując trzask. Z jednej strony odezwało się szuranie po ziemi, z drugiej dalsze warczenie, zaś z trzeciej też śmiech. Mieli się czuć jak w klatce. Uwięzieni. Straceni. Napinał chwilę zostawiając ich w niepewności. Wyczarował zapach, dźwięki. Zapach zgnilizny, dźwięki mlaskania języków. Odezwał się jeden głos z ich prawej strony.
-Cóż my tu mamy? - Mlaskanie. - Pyszne pisklaki!
- O tak, bardzo pyszne... - Drugi głos przeplatany psychopatycznym śmiechem. Czerwone ślepia mrugały.
Tym razem odezwał się Krav jednak tak niekształtnie że nie można go było poznać.
-Zostawcie mi tę, różową kulkę. - Oblizał się teatralnie.
Czwarty głos był jedynie jakimś powarkiwaniem. Przez cały czas Kravsaxa nie było widać. Niech się boją...

Keri - 2015-08-25, 20:04

Kravsax nie zdążył nacieszyć się swoim misternym planem w równym stopniu, co Ig nie zdążył odpowiedzieć Alyss. Słysząc warknięcie, pisklak zareagował jak automat i jednym machnięciem skrzydeł wybił się w powietrze, a następnie wzniósł kilka długości ogona ponad drzewa. Chwilę kołował nad polanką, próbując wypatrzyć źródło dźwięku. Właściwie to kołował dłuższą chwilę, o wiele dłuższą. Tak długą, aż dziwne zdarzenia przestaną się dziać i przeciwnik wreszcie się pokaże.
Dynamika Ostrza - 2015-08-25, 20:22

Słysząc warknięcie, rozejrzała się, tylko po to żeby za chwilę podmuch wiatru zmusił ją do zamknięcia na chwilę oczu, gdyż błękitny smok natychmiastowo poderwał się do lotu jakby wcale przed chwilą spokojnie nie leżał, ale cały czas był w gotowości do skoku. Potrząsnęła łebkiem, otworzyła oczy i zorientowała się że dookoła wszędzie jest mgła. Jakoś nie wpadła na pomysł żeby iść w ślady błękitnego i wzlecieć, opuściła łeb jakby nie chciała się rzucać w oczy i rozglądała się. A potem zaczęły się te dziwne odgłosy. Z czterech różnych stron. Ujrzała prześwitujące przez mgłę czerwone ślepia. Jakby instynktownie obnażyła kiełki, choć biorąc pod uwagę jej rozmiar, pisklęcy urok i kolor futra, ciężko by było komukolwiek brać ją na poważnie. Serce łomotało jej jak oszalałe. Może mama miała rację, żeby nie chodzić bez dorosłych?
O mało nie podskoczyła gdy głosy aktualnie się odezwały. Pyszne? Co to ma znaczyć, ona nie była jedzeniem! Pisklaków się nie je!
Zaczynała się na serio bać, ale nie chciała tego pokazywać. No bo zawsze jak się bawili z bratem była dzielna, co by rodzina pomyślała gdyby usłyszała że mała się jakichś głosów wystraszyła? Brat by się z niej pewnie śmiał. Dlatego przybrała odważną minę, pochylając głowę, jakby grożąc "napastnikom" niewielkimi jeszcze ale już dość ostrymi rogami błękitnej barwy, przypominającymi poroże jelenia. Spoglądała raz na jedne czerwone oczy, raz na drugie, gwałtownymi ruchami głowy. Zaczęła zamaszyście wymachiwać ogonem zakończonym ostrym, jak niedawno odkryła kostnym wyrostkiem.
-C-czego tu chcecie... Wy... wy... spadajcie! Piskląt nie wolno jeść. Bóg śmierci tak mówił - Starała się brzmieć groźnie i używać w miarę mocnych słów, ale ton jej głosu zdradzał poniekąd jak bardzo była wystraszona. Obróciła łebek w stronę głosu który przemówił ostatni
-T...ty uważaj! W-wyjdź tylko z tej mgły to oberwiesz ogonem! - Pogroziła, kończąc to zdanie nerwowym fuknięciem, chociaż znów dowolnemu obserwatorowi ciężko by było brać ją na poważnie. Całe jej ciało było napięte, była zdecydowanie podenerwowana. Kto wie, może rzeczywiście z samego nerwowego obciążenia tej sytuacji przywaliłaby ogonem pierwszemu stworzeniu które wyłoniłoby się z mgły...

Wirtuoz Iluzji - 2015-08-25, 20:37

Cóż może ten niebieski smok wyleciał, ale nic mu po tym. Jedynie jego pysk wykrzywił wyraz zniesmaczenia. Powiekszył jedynie mgłę by przykryła i jego. Pora to zakończyć!
Oczy zaczęły się zbliżać, warkniecia były głośniejsze. Oj nie pokaże się ot tak. Z jego czarnych łusek miał unosić się czarny "ogień" tak samo ze ślepi tylko że czerwony. Wyglądał dzięki temu wiekszy i rozmyty. Rozłożył lekko skrzydła dla zwiększenia samego siebie. Wyskoczył z mgły w bezpiecznej odległości. Otworzył szczękę na całą szerokość. Spomiędzy kłów wyciekła mu ślina wraz z kwasem palacym malę dołki w ziemi. Roześmiał się przeraźliwie stając na tylnych łapach. Robił pioronujące wrażenie. Co do tego nie było wątpliwości. Stworzył iluzje samych siebie jednak w kolorach ciemno czerwonego, ciemno żółtego i ciemno niebieskiego. Wszystkie kopie też płonęły. Wszyscy się oblizywali, łypiąc oczami na Alyss. Czerwony klon z żółtym wzbiły się powietrze niczym cienie. Zaczęły krążyć wokół Iga. Zaś Krav z niebieskim klonem, coraz ciaśniej robili wokół niej kółko. Kravsax strzelał z ogona niczym biczen. Wyskoczył w bok wywołując kolejną fal falę strachu u tego smoczka. Wszyscy ustawili się przodem. Rozstawili łapy, ci w powietrzu skrzydłami robili wieksze ruchy. Cała ta ilość zużytej maddary była duża, ale Krav zachował trzeźwość umysłu.
Pora na ostatni akt. Wszystkie cienie rzuciły się, a sekundę przed tym Krav wydusił z siebie najokropniejszy śmiech jaki mógł wydusić. Pazury klonów wyciagnęły się w kierunku piskląt. Gdy się z nimi zderzyły znikły momentalnie.
Krav przekrzywił łeb. Jego ogień na łuskach gasł powoli. Uśmiechnął się.
-Nie bój się cieni... - mglę przebijały promienie słońca - one świadczą że gdzieś jest światło.Krav stał i czekał na jej reakcję. Gotowy ją pocieszyć, bo mógł przesadzić.

Dynamika Ostrza - 2015-08-25, 21:05

Ona sama zaczęła warczeć gdy słowne i niezbyt zdecydowane groźby nie pomogły. Zgięła grzbiet niczym najeżony kot, wodząc wzrokiem za czerwoną poświatą ślepi tajemniczych stworzeń. A one się zbliżały, niewzruszone. Powoli jakby się podkradały. Aż wreszcie ukazały jej się ich kształty. Były przerażające, jakby płonęły czarnym ogniem. Alyss ugięła lekko łapy, jej nerwy coraz bardziej napięte, gotowe były dać sygnał do nagłego ataku bądź natychmiastowej ucieczki. Gdy dwa cienie wzbiły się, pewnie by polecieć za tamtym pisklakiem, mała skupiła swoją uwagę na pozostałych dwóch. Na prawdę chciały ją zjeść? Ale, dlaczego? Kim oni byli?
Źrenice małej zwężyły się do granic możliwości, wargi napięły się, ukazując kły i dziąsła. Bała się, ale taka była jej reakcja. Była z tych którzy na coś co ich przeraża reagują agresją, nie próbą ucieczki. Dwa cienie okrążały ją a ona śledziła je wzrokiem, na całym ciele mając zjeżoną sierść. W końcu gdy te się na nią rzuciły, w pierwszym odruchu uniosła się na tylne łapy zaś u przednich rozczapierzyła szpony i chciała się rzucić na tego ciemnoniebieskiego...
Ale tylko upadła na ziemię, na brzuch, lądując pyskiem w trawie. Wtedy cała iluzja smoków cieni zniknęła jak łapą odjął. Ale wciąż wszędzie była mgła. Zamrugała, kompletnie zdezorientowana, wystraszona. Dokąd zniknęli? Nawet nie zdążyła tamtego drasnąć. Może skłoniła go do uniku? Szybko podniosła głowę i rozejrzała się na boki. Tamtego już tu nie było. Ale za nią wciąż ktoś był, czuła to i potwierdziły to wychodzące z jego pyska słowa. Wydawało jej się że znała ten głos ale nie pamiętała skąd. Myśli plątało jej przerażenie. Alyssa natychmiast poderwała się z powrotem na łapy, niemalże w podskoku obracając się pyskiem do napastnika, a przynajmniej tego, kogo postrzegała jako napastnika. Ogień na jego łuskach wygasał.
Mówił coś o cieniach. Żeby się ich nie bać. Ale w całej tej dezorientacji niewiele rozumiała. Patrzyła się na niego przez chwilę oczyma ze skrajnie zwężonymi ze strachu źrenicami, z wyrazem pyska równie porażonym przerażeniem - ze ściągniętymi wargami, odsłaniającymi rzędy małych jeszcze kłów. Chwilowo jej umysł nie zadał sobie nawet trudu przetworzenia informacji, która płynęła ze słów smoka. Różowa samiczka tak stała, zjeżona, na ugiętych łapach aż nagle...
Skoczyła na napastnika, choć był większy i nie zdołałaby go przewrócić, zamachnęła się łapą od góry na bark tego smoka, choć jej szpony nie były jeszcze wystarczająco ostre żeby przebić smoczą łuskę...

Keri - 2015-08-25, 21:37

Kravsax na pewno był bardzo ubawiony wykorzystaniem swoich zdolności, może nawet tak bardzo, że nie zauważył, kiedy Ig zniknął z nieboskłonu. Kiedy podszedł do Alyssy, powietrze zaczynało już lekko drgać, następnie wibrować, by wreszcie...
Bębenki w uszach obu smoków na polance, musiały stoczyć ciężką walkę, powietrzem targnął ogromny huk, a nad ich głowami coś świsnęło przeraźliwie. Do oczu obu pisklaków powpadało pełno liści i gałązek, które obijały się też o ich ciała. Po chwili wszystko ucichło i tylko odchylone nienaturalnie gałęzie leszczyn zdradzały co tu się wydarzyło. Ig tymczasem bezszelestnie szybował już z innej strony w kierunku polanki, nie wydając żadnego dźwięku opadł tuż za sprawcą wszelkiego zła i zanim ten zdążył się zorientować, zdzielił Kravsaxa łapą w kark, z odległości, z której nawet ślepa Aluzja nie miałaby najmniejszych problemów. Oba smoki stały teraz naprzeciw siebie, a przeciwnik Iga miał właśnie szansę wykazania się spostrzegawczością. Kiedy pisklak z Ognia przyleciał tutaj po raz pierwszy, jego oczy łagodnie połyskiwały na zielono, teraz były stalowoszare, a z ich odblasku dało się wyczytać tylko determinację. Ig zaryczał przeciągle i rzucił się na wroga drapiąc, kopiąc, gryząc i co sobie tam jeszcze wymyślił.

Co to do jasnej Naranlei było?! Żarty?! Tak sobie żartują w Wolnych Stadach? No to super, wolałem zostać u Równinnych, tam przynajmniej nikt takich żartów nie robił, jak nad tobą stał smok z obcego stada to odmawiałeś krótką modlitwę i żegnałeś się ze światem, a tutaj! Ja już dziękuję za takie Wolne Stada, faktycznie bogowie muszą tu się czasem ukazywać... Biedni bogowie. - Pomyślałby Ig, gdyby w tym momencie był w stanie myśleć, ale niestety jego mózg ograniczył zużycie impulsów elektrycznych do minimum. Działało to jak berserk. Strzeżcie się wszyscy, oto berserk pisklaka, nieumiejącego walczyć.

Wirtuoz Iluzji - 2015-08-25, 22:22

Aż takiej reakcji Alyss Krav się nie spodziewał. Żeby aż się rzucać? Jednak trzeba mieć odawgę. Zamachnęła się na jego prawy bark, i pozostawiła na łuskach wgłębienia. Krav złapał ją w locie robią piruet w miejscu bo bardzo mocno się wybiła a nie chciał by się przewrócili. Trzymając tą mała kulkę nerwów zamknął ją w łapach. Chyba przesadził. Za bardzo przesadził. No dobra... Bardzo przesadził. Położył ją na ziemi. Wciąż drgała od nerwów. Strach i agresjw potrafią wywołać różne uczucia. Przytulił ją delikatnie. Jednak nim coś jeszcze zrobił coś przetoczyło się nad nimi. To chyba ten smoczek. Coś go dziabnęło w kark, a ten pisklak wylądował przed nim. Rzucił się na niego, robiąc mu to ck mógł zrobić. W odwecie Krav jedynie rozłożył skrzydła kryjąc się pod nimi. Zaraz jednak odwrócił łeb do Alyssy.
-Alyss.. To ja Krav... - Szpetał cicho nią kiwając. - Cicho.. Przepraszam, przesadziłem... - Mówił tak bez przerwy.
Starał się ją uspokoić. Przestał szeptać tylko cicho nucił jej do ucha. Po co on w ogóle coś takiego zrobił?! Miał maleńką nadzieję że Alyssa mu wybaczy. Nie chciał żeby się go bała. Trwał tak pół siedząc, pół leżac i trzymając ją w objęciach łap.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group