To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

Zimne Jezioro - Źródło rzeki

Spojrzenie Mroku - 2014-01-30, 17:59

Antrasmer ucieszył się że skończyło się bez bury. Zamierzając przystąpić do dalszej nauki ponownie rozwinął skrzydła i tym razem, doświadczony nie zamierzał wygłupiać się tylko podejść do sprawy na poważnie. Zaczął powoli machać skrzydłami żeby je rozruszać. Następnie przysiadł na wszystkich łapach i wybił się z nich. Od razu zaczął machać skrzydłami z całej swojej, pisklęcej siły. Oboma skrzydłami pracował równomiernie, a jednocześnie balansując w powietrzu swoim ogonem utrzymywał się jako tako w powietrzu, choć niezbyt stabilnie
Arradir - 2014-01-31, 09:26

Smoczyce spoglądała na syna z uśmiechem.
- Dobrze! I wyżej nieco. Potrzebujemy też nieco przestrzeni. Poleć do przodu i do góry.
Poprosiła go i sama cofnęła o kilka kroków, wzbiła w powietrze i teraz pokazywała synowi co ma robić.
- Łapy luźno, ogon luźno. Jak ci wygodniej. Popatrz.
Zaraz potem zaczęła wykonywać koliste ruchy skrzydłami i nieco mocniejsze i szybsze uderzenia. W ten sposób poleciała do góry i do przodu. Wzbijała się ponad korony drzew, by wylecieć na pustą przestrzeń. Tam zawróciła i zapikowała w dół. Złożyła do połowy skrzydła i rozłożyła gwałtownie przed ziemią. Zrobiła zwrot i znalazła się pod pisklęciem.
- Teraz twoja kolej. Ja jestem ciągle pod tobą.
Odparła i asekurowała go.

Spojrzenie Mroku - 2014-01-31, 17:48

Ant latał! Sam był tym zaskoczony, więc gdy spojrzał w dół i okazało się że unosi się nad ziemią, z wrażenia mało nie stracił równowagi i nie runął na ziemię. Jednak udało mu się utrzymać w powietrzu. Przy szumie piór zagarniających powietrze zaczął nimi pracować mocniej wzbijając się w górę. Czuł się pewniej dzięki temu że mama leciała pod nim i zabezpieczała go przed upadkiem. Łapy trzymał luźno. W sumie i tak w ogóle nie pracowały, więc nie musiał nic nimi robić
Arradir - 2014-02-01, 13:54

Smoczyca była czujna. Spoglądała w górę.
- Mocniej i szybciej uderzaj skrzydłami, by wzbić się wyżej. Nadal wykonuj koliste ruchy.
Pouczyła go spokojnym głosem i sama tak robiła. Jednak jej uderzenia były słabsze, by nie wpaść na pisklaka. Czekała, aż także jemu się to uda.

Spojrzenie Mroku - 2014-02-01, 14:28

Widząc że nie wzbija się ani odrobinę wyżej Antrasmer trochę się zmartwił. Może jednak jego niepasujące do reszty ciała skrzydła uniemożliwiają mu normalny lot? Nie! To na pewno nie jest to! W końcu wszystkie smoki, będące mieszanką dwóch ras potrafią latać. Usłyszawszy polecenie ze strony swojej mamy, Ant na nic nie czekając zaczął uderzać swymi pierzastymi skrzydłami znacznie mocniej, a co za tym idzie także szybciej. Może teraz pójdzie mu lepiej. Z pewnością. W końcu włożył w ćwiczenie o wiele więcej pracy
Arradir - 2014-02-01, 15:10

Smoczyca warknęła gardłowo, cicho. Zaraz potem znów przemówiła.
- Bardzo ładnie, a teraz czas na zapikowanie w dół i wylądowanie. Na raz... dwa... trzy!
Smoczyca wierzyła w swego pisklaka i gwałtownie zaczęła obniżać lot, starając się, by był on ciągle nad nią. Złożyła nieco skrzydła, a łeb skierowała ku ziemi. Przyspieszyła lotu, mając nadzieję, że Antrasmer będzie tuż nad nią. Na koniec rozłożyła skrzydła mocno i przyhamowała. Opadła miękko na ziemię.

/rozbuduj następny post nieco bardziej i wraz z nim raport Lot I

Spojrzenie Mroku - 2014-02-01, 16:21

Słysząc warknięcie Ant na początku pomyślał że pewnie zrobił coś źle. Znowu. Co jednak miało być wykonane nie tak skoro unosił się coraz wyżej nad ziemię? Na szczęcie wypowiedziane chwilę potem słowa matki uspokoiły go. Nie zrobił nic źle, a wręcz przeciwnie: powierzone zadanie zostało dobrze wykonane. Zadowolony z siebie malec leciał dalej, cały czas się wznosząc. Wtedy jego entuzjazm, tradycyjnie chyba już zgasiła matka, każąc mu przejść z poziomu „ledwo-umiem-latać” na poziom „Akrobacje-mam-w-małym-palcu”. Trochę przestał być tak pewien siebie gdy spojrzał w dół. Znajdował się już naprawdę wysoko. Ale cóż. Nie miał innego wyjścia jak posłuchać się polecenia. Przełknął głośno ślinę i zaczął lecieć prosto przed siebie. Następnie pochylił skrzydła ustawiając ich krawędź natarcia pod kątem czterdziestu pięciu stopni w kierunku ziemi. Zaczął przyśpieszać i jednocześnie coraz bardziej stromo opadać w kierunku ziemi. W końcu jego pysk celował prosto w pokrytą zmarzniętym śniegiem ziemię. Antrasmer niepokoił się z jakim tempem ta się zbliżała. Pikując pisklak nieco złożył skrzydła, gdyż czuł że napór powietrza tak na nie napiera że wkrótce pęd je wywichnie. W pozycji w jakiej się znajdował wróżyłoby to pewne kalectwo, a nawet śmierć. Wszystkie cztery łapy docisnął do tułowia. W końcu gdy znajdował się naprawdę blisko ziemi zaczął szybko wychodzić z lotu nurkowego. Skrzydła ustawił podobnie do tego jak wtedy gdy zaczynał nurkować, lecz, rzecz jasna, tym razem ustawił ich krawędź odwrotnie, celując nimi w górę pod podobnym kątem. Zaczął szybko wyrównywać lot co zaowocowało mocnym przeciążeniem od którego małemu zrobiło się ciemno przed oczami, gdy krew odpłynęła mu z mózgu. W końcu jednak do końca wyrównał lot i lecąc równolegle do ziemi wszystko szybko wróciło do normy. No może trochę kręciło mu się w głowie. Aby wyhamować Antrasmer przekręcił skrzydła tak by stały się swego rodzaju hamulcem używając ich jak żagla. By szybciej wyhamować dodatkowo machał nimi zagarniając powietrze przed siebie. W końcu gdy unosił się w miejscu i zaczął coraz słabiej machać skrzydłami by delikatnie opaść na ziemię. Przy lądowaniu delikatnie ugiął łapy i złożył skrzydła. Łapy mu nieco drżały od nadmiaru adrenaliny w żyłach.
Arradir - 2014-02-01, 17:25

Smoczyca podeszła do syna i opuściła łeb. Przytknęła nos do jego nosa na moment, a potem wyprostowała się. Uśmiechnęła się do Antrasmera.
- Jestem z ciebie taka dumna. Koniec, czy chcesz coś jeszcze?
Zwróciła się do niego. Była niezwykle cierpliwą matką, której nauczanie syna sprawiało ogromną przyjemność.

Spojrzenie Mroku - 2014-02-01, 22:07

// Jeśli masz ochotę na fabułę to możemy popisać. Jeśli nie to wracamy ^^ //

Antrasmer przez chwilę siedział lekko dysząc i z uśmiechem przyjął słowa mamy. Dla niego znaczyły naprawdę dużo. Czuł się doceniony. Był świadom szczęścia jakie miał. Niewiele smoków więcej może się pochwalić tak kochającą i troskliwą rodziną
-Jak chcesz mamo. Chciałbym z tobą porozmawiać. Mogę tutaj, mogę w domu... -rzekł beztroskim głosem malec

Arradir - 2014-02-01, 22:14

Smoczyca zamruczała i namyśliła się chwilę. Chciała odpocząć na miękkim legowisku. I wtedy też mogli rozmawiać.
- Wracajmy, kochany.
Odparła i rozłożyła skrzydła. Uśmiechnęła się do syna.
- Zobaczymy, czy za mną nadążysz.
Warknęła rozbawiona i wystartowała.
zt

Zachodząca Łuska - 2014-04-01, 15:51

Jutrzenka szła w górę rzeki sztywnym, powolnym krokiem. Skrzydła i ogon ciągnęły się po śniegu, jak gdyby już nie miała siły ich unieść. Łeb także spuściła; w złotych ślepiach, w których wcześniej błyskały uczucia, ziała teraz pustka. Dokładnie taka, jaką sama czuła - pustka, którą po raz pierwszy poznała po śmierci matki, i z którą miała do czynienia coraz częściej, kiedy się rozrastała. Teraz już nie mogło być gorzej. Lepiej też nie.
Zdawała się nie słyszeć cichego szmeru strumyka pod grubą warstwą lodu ani trzeszczenia suchego śniegu pod własnymi łapami. Nie czuła chłodu. Po prostu szła, i szła... coraz wolniej, aż wreszcie się zatrzymała. Kończyny się pod nią uginały ze zmęczenia, nie była w stanie iść dalej. I tak nie miała gdzie. Czemu ją w ogóle obchodziło to, gdzie się zatrzyma? To nie miało znaczenia. Na jedno wyjdzie. Usiadła powoli na śniegu. Wyglądała wręcz żałośnie - rozwichrzone futro i pióra, skrzydła i ogon zabrudzone śniegiem. I na dodatek to spojrzenie.
W łbie Promienia zaczęły kotłować się myśli. Czy może powinna kogoś pożegnać? Ktoś będzie tęsknił? Ktoś będzie rozpaczał? Pewnie nie. Czy ktoś ją w ogóle znajdzie? W to też wątpiła. Może później... może ktoś się natknie przypadkiem. Jej to już było obojętne. Tutaj już nie było nikogo, za kim mogłaby tęsknić, na kim jej zależało. Za to na nocnym niebie już tak, tam znajdzie się przynajmniej garstka takich. Rodzice, rodzeństwo, przywódczyni, mistrzyni. Wszyscy. Nawet przyjaciel... tak, takie określenie pasowało do Wędrującego, choć był od niej wiele, wiele młodszy. Przez chwilę zrobiło się przykro przez to, że tak go potraktowała w grocie, ale przełknęła to uczucie razem ze słonymi łzami, które próbowały zebrać się w ślepiach. Nie ma co już się smucić.
Ciekawe, co napiszą na nagrobku... - wybrzmiała ostatnia myśl niby kropla wpadająca do kałuży i mącąca jej taflę, żeby po chwili znowu się wygładziła.
Świt przymknęła powieki, czekając, aż nadejdzie to, czego pragnęła. Nie był to sen. Chociaż... można powiedzieć, że był. Tyle że o wiele głębszy, taki, z którego już się nie obudzi. Taki, który zaprowadzi jej do tych, którzy już zginęli. I do których chciała dołączyć.
Śpiące drzewa już tego nie widziały. Jedynie małe żyjątka, które nie zapadały w sen zimowy mogły obserwować, jak biało-granatowa sylwetka zastyga pochylona nad zlodowaciałym strumykiem, jakby po prostu się w nim przeglądała. Ustał oddech, a oczy straciły swój blask. Dusza uleciała z ciała i już wędrowała z panem śmierci przed oblicze Immanora.

Mrucząca Łuska - 2014-04-05, 22:34

    Samiczka chodziła bez celu po Terenach Wspólnych, ot tak, by pozwiedzać i zorientować się, gdzie co jest, bo mogło jej się to w przyszłości przydać. Starała się ignorować igiełki mrozu wbijające się jej w łapy wraz ze śniegiem, które je całe oblepiał. Szła po prostu przed siebie, tam gdzie poprowadzą ją nogi. A nuż znajdzie coś ciekawego?
    Znalazła. Chociaż w pierwszej chwili nie zauważyła nieruchomego, biało-granatowego kształtu leżącego nad zamarzniętym strumykiem, to po chwili go dostrzegła. Widziała przecież tę smoczycę raz, na ceremonii... nie znała jej imienia, chociaż intensywnie pachniała jej stadem. Czyli Ziemna.
    Pochyliła ku niej łeb, szturchając ją w bok pyskiem. Zimna. Nie oddychała. Nie żyła. Cadha cofnęła łeb, mrugając kilkakrotnie, zjeżyła futro na grzbiecie i karku; bała się śmierci. Nie tej, która sama niosła - była drapieżnikiem i była to naturalna kolej rzeczy. Ale ta śmierć była niepotrzebna. I najstraszliwsza.
    Cofnęła się, drżąc na całym ciele i otworzyła pysk, dysząc; rozejrzała się dookoła. Nie było tu nikogo, kto wiedziałby, co w tej sytuacji robić. Jedyne, co jej w tej chwili przychodziło do głowy, to by zawołać Przywódcę. Toteż uniosła pysk i ryknęła wysoko w niebo, wzywając Marzenie Ziemi. Po tym oparła się o drzewo i usiadła tam, roztrzęsiona, ze zjeżonym futrem, skulona, wpatrując się w nieruchome ciało smoczycy, niezdolna do żadnego ruchu.

Uskrzydlony Marzeniami - 2014-04-06, 16:44

Różnica między rykiem a mentalną wiadomością jest taka, że tym drugim sposobem komunikacji można przekazać znacznie więcej. Skrzydło jednak nie miał w zwyczaju ignorowania wezwań od swoich smoków, dlatego też wzbił się w powietrze i przyleciał nad źródło, z którego dostał wezwanie. Przyszedł nieco z boku, przez co ciało Jutrzenki było dla niego niewidoczne.
- Co się stało? - zapytał, patrząc na Mruczącą. Wyglądał tak jak zawsze, silnie, dostojnie, może nieco mrocznie pomimo jasnej sierści. Jego żółte ślepia były puste, ale większość już się chyba przyzwyczaiła.

Mrucząca Łuska - 2014-04-06, 17:03

    Zauważyła Marzenie dopiero, gdy był blisko, bo białe futro zlewało się ze śniegiem i mlecznymi chmurami, którymi było spowite niebo. Gdy wylądował i podszedł do nich, skinęła mu niemrawo łbem, po chwili zaś cofnęła się i wskazała pyskiem na smoczycę leżącą nieruchomo nad strumieniem.
    - Nie żyje - odezwała się zachrypniętym głosem. Wydawało jej się, że powinna dodać coś, usprawiedliwienie, czemu akurat jego wezwała... ale nie wiedziała co powiedzieć. Przecież dotąd nie przejmowała się takimi sprawami.
    - Pachniała Ziemią.
    Potem tylko potrząsnęła łbem i cofnęła się ponownie, w pewnym momencie siadając na śniegu. Czuła się, jakby kręciło się jej w głowie, krew szumiała w uszach; nie rozumiała, czemu tak się boi, a bała się bardzo. Może Marzenie będzie potrafił czytać między wierszami, domyśli się, co się stało, że to jej wina - nie było przecież śladów na ciele białej, nie zabiła jej. Ona nic... nic nie zrobiła...

Uskrzydlony Marzeniami - 2014-04-07, 19:39

Dopiero po słowach Mruczącej rozejrzał się wokół. Gdy dostrzegł Poranną, zmarszczył lekko pysk. Była to jednak jedyna reakcja na śmierć Ziemnej. Wszystkie uczucia, te, które można by nazwać pozytywnymi, zostały zamknięte w kokonie. Podszedł do ciała Jutrzenki i obwąchał je, wraz z otoczeniem. Jej ciało nie nosiło śladów walki. Tak jak i ziemia, na której spoczywała. Uniósł prawą przednią łapę i lekko podniósł jej pysk, patrząc w niego. Wyglądała na spokojną, jakby przyjęła Aterala w swe ciało. Puścił jej pysk i odwrócił się do Mruczącej. Westchnął cicho, widząc jej zagubienie. Podszedł do niej, zatrzymując się kilkanaście szponów od niej.
- To Promień Jutrzenki. Była naszą Czarodziejką. Jej śmierć była spokojna. Pójdziesz ze mną na Cmentarz, aby ją pochować? - zapytał. Miała prawo, skoro to ona znalazła Jutrzenkę. Jego głos, o dziwo, był łagodny.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group