To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

Zimne Jezioro - Smoczy Grzbiet

Popiół Poległych - 2021-07-10, 13:06

Popiół dalej utrzymywał koncentracje na tym co opowiadał Szary smok, gdy wyciągnął kwiat dziurawca, ten postawił uszy bardziej zainteresowany żółtymi kwiatami. Nie wiedząc czemu, to właśnie ten kolor przypadł mu do gustu najbardziej....
Obserwował każdą wyjętą roślinę, czasem pozwalał sobie ją wziąć w łapę i obejrzeć dokładnie z każdej strony, czasem powąchać, a gdyby mógł to pewnie każda by wypróbował z ciekawości, choć może to nie byłby najlepszy pomysł.
Podziwiał smoka, za całą tę wiedze o ziołach a to jeszcze nie był koniec. Samiec najwidoczniej miał jeszcze coś do powiedzenia na temat leczenia, pewnie na samych ziołach się ono nie kończyło, wiedział, że do leczenia była również potrzebna magia, ale na razie zatrzymał pytania dla siebie.
- Czy są jeszcze jakieś zioła, których nie można łączyć ze sobą? Żeby nie zrobiły krzywdy pacjentowi... - była mowa o ograniczaniu dawki ziół takich jak chmiel, topola czy dziurawiec. Samca ciekawiło, czy są jakieś skutki uboczne zmieszanych ze sobą ziół, wolał uniknąć sytuacji w której jego pacjent kipnie w momencie jak ten zmiesza ze sobą zielska.
Poza tym miał jeszcze inne pytanie, może nie na temat ziół – Co robić jak smok nie chce otrzymac pomocy? Znaczy… Będąc pod wpływem szoku odmawia by go leczyć? - zapytał nieco zmartwionym głosem, co prawda nie spotkał się z takim przypadkiem, jednak jest to całkiem mozliwa sytuacja.

Szara Rzeczywistość - 2021-07-10, 20:59

Zdecydowanie próbowanie każdego zioła byłoby niezbyt dobrym pomysłem... Samiec będzie musiał nauczyć się je rozpoznawać po prostu patrząc a nie, a nie próbując wszystkiego, bo jego wyprawy staną się bardzo krótkie.
Tak, o ziołach wreszcie skończył mówić i samiec tym razem mógł zapytać o całokształt. Tym razem pytanie faktycznie dotyczyło ziół...
- Nie ma przeciwskazań, żebyś używał jakiś ziół po sobie, po prostu trzeba uważać na dawkowanie... W reszcie przypadków przeważnie skończy się na sraczce i odwodnieniu, tak więc raczej to nie zagraża życiu smoka.
Uzdrowiciele musieli się nauczyć odpowiednich dawek na wszystko... o tym opowie już samcowi podczas samego leczenia, gdyż teraz mijało się to z celem.
Drugie pytanie było natomiast ciekawe. Niemniej jednak Jaah i na nie znał odpowiedź, chociaż zapewne inny uzdrowiciel powiedziałby cokolwiek innego.
- W takim przypadku poczekaj, aż zemdleje sam, pomóż mu w tym, zmuszając do wzięcia środka nasennego, albo jeśli smok jest według ciebie poczytalny to niech sam decyduje o własnym losie. Niektórzy po prostu lubią bol i nic na to nie poradzisz.
Potem samiec westchnął i przeszedł do opowieści o chorobach... Mówił długo, popijając czasem wodę, aby nie zaschło mu w gardle. Opowiadał o wszystkich schorzeniach jakie znali, a także sposobie ich uleczenia, przez czarny kaszel, aż do osłabień wywołanych za długim przebywaniem w nieprzyjaznym terenie. Na koniec również było podsumowanie...
- Choroby, jak usłyszałeś, często dopadają smoki. Czasami jest to złe postępowanie, zła dieta, a czasami nawet nieodpowiedni tryb życia... Wszystkie te choroby możemy wyleczyć i pamiętaj również, że starsze smoki mają zdecydowanie głębsze i cięższe symptomy, które ciężej jest zniwelować. Nasza odporność na nie spada wraz z wiekiem.
Potem smok zamilkł na dłuższą chwilę. Wymienianie tych wszystkich ziół, a teraz jeszcze chorób na pewno było wyzwaniem nie tylko dla uczącego, ale i dla ucznia, gdyż musiał to wszystko jakoś zapamiętać.
- I teraz najciekawsze... Możesz równie dobrze leczyć bez użycia ziół, gdy składzik twojego stada świeci pustkami. Smok wtedy nie ma wsparcia w postaci medykamentów, ale jest to mimo wszystko możliwe. Tak więc odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie, leczenie odbywa się w dwóch etapach... Najpierw zioła, napary i opatrunki, a potem leczenie maddarą, wciskając w ciało pacjenta naszą własną maddarę, która ma zregenerować uszkodzone tkanki... Jakieś pytania?

Popiół Poległych - 2021-07-10, 21:26

Skoro nie było żadnych przeciw wskazań co do kolejności podawania ziół, mogło to choć trochę ułatwić zapamiętanie tego wszystkiego. Musiał zwracać uwagę na to, jakie zioła podaje na jakie schorzenia i na dawkę - na pewno to zapamięta, a w razie jakiś wątpliwości, podpyta brata bądź Żagiew.
Kolejną ciekawą informacją było to, jak "uspokoić" opornego pacjenta, nie spodziewał się, że bycie uzdrowicielem wymaga odrobinę antypatii. Patrzenie jak smok mdleje sam lub pomaganie mu w tym?Ale przecież cały zabieg nie jest standardowy, tylko dla rannych którzy nie chcą być leczeni, możliwe, że Popiół postąpił by właśnie w ten sposób.

Jego matka była coraz starsza, bał się że zachoruje ale teraz jego obawy się spotęgowały, powinien jednak wiedzieć, że smoki nie żyją wiecznie, że na każdego przychodzi czas a ciała wyczerpują się z upływem księżyców. Samiec westchnął cicho.
- Czy uzdrowiciel może kazać innym smokom zbierać zioła jeśli składzik jest pusty? - uniósł woje chłodne oczy na mistrza, wyczekując odpowiedzi, jednak to nie było jedyne pytanie jakie samiec miał do Starszego uzdrowiciela.
- Czyli maddarą mogę zaszyć rany, żyły bądź nerwy, tak? Jet to przecież możliwe, a jesli smok ma problemy z oddychaniem, mogę wyczarować mu odrobinę powietrza do pyska? - postawił swoje uszy zaciekawiony na reakcję Jaaha.

Szara Rzeczywistość - 2021-07-11, 15:02

Liczył się tylko efekt. Szary właśnie w taki sposób to postrzegał. Dobro pacjenta było ważne i uzdrowiciel powinien właśnie o to dbać, nawet jeśli w danej chwili musiał go przymusić do leczenia. Kiedy będzie po leczeniu... niech sobie biegną dalej i robią krzywdę, prawda? Tak to już działało na tym padole.

Świadomość, że nie da się uratować wszystkim była również ważnym elementem do odpowiedniego podejścia wobec pacjentów. Czasami po prostu z karku spadał łeb i niewiele można było zrobić. Nie należało wtedy rozpaczać, a po prostu spróbować chociaż pomóc. Jaah pamiętał kiedy łeb Czarnoskrzydłego był niemalże całkowicie oderwany. Rdzeń pękł i niewiele można było zrobić oprócz przygotowania trupa do oglądania przez Frar. Lepszy widok materiału na szyi, niż jednej, wielkiej i ziejącej dziury.

Na pytanie Jaah się uśmiechnął nikle.
- Nie możesz nikomu niczego kazać, ale możesz poprosić Żagiew, aby zwróciła na to uwagę. To ona ma władzę, jest też uzdrowicielem i zapewne pilnuje jeszcze składu ziół. A ty... jedyną władzę jaką posiadasz nad innymi smokami to tylko w czasie trwania leczenia, kiedy możesz polecić im się położyć, zjeść coś, albo wypić... Bo wiedzą, że warto wtedy posłuchać jeśli mają pozbyć się ran.
Potem nikły uśmiech znikł. Nadeszło kolejne pytanie. Dość konkretne.
- Nie szyjesz ran. Odbudowujesz i regenerujesz tkanki. Łączysz przerwane żyły, zamykasz je aby nie krwawiły, naprawiasz końcówki nerwów, regenerujesz i nadbudowujesz mięśnie, zrastasz kości, wciskasz czystą krew w żyły jeśli trzeba... Powietrza... nie wyczarowuj w ciele lepiej... jeden błąd, w żyłach znajdzie się pęcherz powietrza i będzie tragedia... Wyobraź sobie, że w sercu przelewają się cztery naczynia, a przez takie powietrze jedno się przelać nie może...No, dlatego radzę po prostu znaleźć przyczynę problemu z oddychaniem, usunąć go, a potem pobudzić płuca, aby same zaciągnęły się powietrzem, na przykład lekko ściskając płuco i kiedy maddarą je puścisz, ono samo zechce znów zwiększyć swoją objętość i wymusi na ciele próbę oddechu.
Przez chwilę uzdrowiciel się zastanawiał, aż w końcu westchnął. Stwierdził, że temat wyczerpał.
- Dobra... czas na sprawdzenie twojej wiedzy... Wytworzę przykładowe cztery przypadki na moim ciele. To iluzje, więc tylko się im możesz przyjrzeć... Następnie powiesz mi jakie zioła użyjesz, aby się z nimi uporać. Wyciągnij je z mojej torby kolejno, a potem opowiesz mi jak przyrządzisz zioła... No ale po kolei... Coś prostego.
Samiec się lekko uśmiechnął, spojrzał gdzieś w bok i... Żadna iluzja się nie pojawiła.
- Kaszl, kaszl... gorąco mi... uzdrowicielu pomóż...- Oczywiście powiedział, a nie kaszlał, udając chorego i teatralnie udał głosik młodego pisklaka, który przy tak niskim glosie był po prostu... komiczny.
- No i lecisz z tematem...

Potem zależnie od tego jak sobie poradził młody, przeszedł dalej, albo opowiedział na czym fiknął koziołka na zadek... Potem przeszedł faktycznie do iluzji trzech ran...
- Dawaj, bo nas noc zastanie...
Po czym samiec się położył na boku, aby pokazać iluzoryczną ranę pachwiny i podbrzusza. Ogon widział...

/choroba: czarny kaszel/
/1x lekka [płytkie rany cięte na lewej pachwinie, pieczenie, krwawienie, infekcja, lekki ból przy poruszaniu]
1x średnia [oparzenia II stopnia na brzuchu, liczne rany cięte, uszkodzona skóra oraz mięśnie, przerwane naczynia krwionośne oraz nerwy, krwawienie z kilku miejsc, mocny ból]
1x ciężka [rana magiczna: rana szarpana u nasady ogona, złamanie otwarte kości (szewron), rozszarpana skóra i mięśnie, silne krwawienie, silny ból]
//

Popiół Poległych - 2021-07-11, 20:32

Młody Kleryk jeszcze pewnie nie raz pozna czym jest smak porażki, kiedy nie uda mu się uratować pacjenta. Jednak w obecnej chwili nie chciał o tym myśleć, była Żagiew, która w tym momencie była jedyną najbardziej utalentowaną uzdrowicielką w Ogniu, potem był brat Popioła, jednak czy dorównywał swoim umiejętnościom do Przywódczyni? - wątpił.
Młodzieniec zmarszczył czoło, nie podobało mu się, że nie może polecić łowcom i wojownikom zbierania ziół od czasu do czasu. Każdy powinien przykładać łapę do tego, by składzik był okazały i nie było niczego brak, a każda uzdrowicielska roślina była na wagę kamieni szlachetnych.
Westchnął ciężko, z bólem przyznając rację Szaremu, nie był kompetentny do „wydawania poleceń” będzie musiał zresztą uzdrowicieli dbać o składzik jak najlepiej.
Leczenie magiczne było dla Popiołka nowością jak również etap leczenia ziołami, odrobinę zrobiło mu się głupio, że chciał szyć rany smokom, a nie je regenerować bezpośrednio.
- Dam z siebie wszystko, Mistrzu – powiedział ze spokojem w głosie.

Gdy Szary wyczarował na swoim ciele iluzoryczne rany, po Kleryku było widać, że mocno był skupiony na doglądaniu tych uszkodzeń ciała. Gdy przyjrzał im się dostatecznie długo zabrał się za opisywanie leczenia...

/ Czarny kaszel /

Popiół przez chwilę zastanowił się, co mogłoby pomóc na czarny kaszel, czuł się poddenerwowany, że nie udało mu się zapamiętać tylu rzeczy…
- Czarny kaszel jest dosyć męczący i może sprawiać ból, na samą chorobę przygotowałbym dwie dawki ostudzonego naparu z liści mięty, przegotowałbym wodę używając do tego maddary, ostudziłbym również używając do tego magii. Oczywiście smok musi to wypić. - Wziął głęboki wdech będąc dosyć mocno zestresowany tym, czy dobrze na razie wszystko zapamiętał, a jeszcze nie był w połowie skończenia wykonania polecenia swojego mistrza.


/ 1x lekka [płytkie rany cięte na lewej pachwinie, pieczenie, krwawienie, infekcja, lekki ból przy poruszaniu] /

Teraz przyszło na lekką ranę, choć młodzieniec wiedział, że pachwiny są bardzo ukrwione i gdyby to była poważniejsza rana, mogłoby się to skończyć bardzo nieciekawie.
- Na pewno zacząłbym od czegoś co zatamuje krwawienie, pachwiny są bardzo ukrwione i nawet najmniejsze skaleczenie może być groźne, dlatego podałbym na to babkę lancetowatą, zmiażdżyłbym liście tak, by puściły sok, a następnie z nich zrobił opatrunek przykładając te liście do ran. Babka jest też dobra na zakażenie bądź infekcje, więc powinno pomóc, a jedna dawka jest wystarczająca. -


/ 1x średnia [oparzenia II stopnia na brzuchu, liczne rany cięte, uszkodzona skóra oraz mięśnie, przerwane naczynia krwionośne oraz nerwy, krwawienie z kilku miejsc, mocny ból] /

Wziął głęboki wdech by znów zacząć swój monolog – Na kolejną ranę dałbym oczywiście coś przeciw bólowego, patrząc jak liczne są opisane przez Ciebie rany, starałbym się podać coś od wewnątrz, czyli dałbym lulka czarnego, ścierając nasiona moździerzem i dając proszek do wody aby smok to wypił, następnie zająłbym się raną od poparzenia, na nią dałbym grzybień biały, wysuszone kłącza starłbym na proszek do miseczki i dolewałbym odrobinę wody tak, by konsystencja przypominała pastę, a nią nałożyłbym na samo oparzenie by zaschła. Na tego typu ranę dałbym Hmm… Po jednej dawce. - musiał na chwilę zamilknąć by oszczędzić struny głosowe. Parzył raz w ziemię, raz na Mistrza niepewnie. Znów wziął lekki wdech.

/ 1x ciężka [rana magiczna: rana szarpana u nasady ogona, złamanie otwarte kości (szewron), rozszarpana skóra i mięśnie, silne krwawienie, silny ból] /

A tak, rana magiczna, było jedno zioło które idealnie się do tego nadawało – Najpierw przeciwbólowe, tym razem zrobiłbym okład na te poszarpaną ranę, korzenie tasznika, sparzyłbym i ostrożnie położył na poszarpaną ranę, kiedy pacjent poczułby ulgę wziąłbym się za oczyszczenie rany od-maddarowej, do tego najlepiej nadają się liście ślazu dzikiego zmieszane z liśćmi nawłoci. Na tak nieładne uszkodzenie pokusiłbym się o przygotowanie maści, utarłbym te liście ze sobą a następnie nałożyłbym to na poszarpany ogon, wydaję mi się, że będzie to nieco skuteczniejsze. Na wszystko użyłbym podwójnej dawki - Popiół wziął głęboki wdech i czekał na werdykt swego mistrza, zawiedzie go? A może nie będzie wystarczająco dobry? Miało się to okazać już za chwilę….

Szara Rzeczywistość - 2021-07-13, 18:26

Jaah słuchał i nawet mu nie drgnęła powieka kiedy młody opowiadał o procesie podawania, także wyciągał zioła i pokazywał.
Na koniec jego wypowiedzi Szary tylko kiwnął łbem i mruknął. Ta wiedza była fundamentalna... Więc pierwszy etap przebyli, a był zdecydowanie dłuższy, do tego drugiego, przynajmniej słownie.
- Weź kwiat dziurawca i zrób mi napar, a ja w tym czasie opowiem co dalej...
Popiół miał przed sobą torbę jak i bukłak, miski i nawet miód w torbie... więc mógł się pobawić, a taka zabawa była formą nauki.
- Tak jak mówiłem, drugim etapem leczenia jest wniknięcie w ciało pacjenta i wykonujemy ten etap niezależnie od tego czy nasze opatrunki i zioła przyniosły pożądany efekt... Zawsze podejmujesz próbę maddarowego leczenia, nawet jeśli nie masz jednego zioła przy sobie.
Upomnienie może nie było konieczne, ale Jaah chciał podkreślić mocniej to, iż zużycie ziół nie tylko zależało od rannych pacjentów. To on będzie uzdrowicielem i to on będzie ustalał co powinien użyć i w jakiej ilości.
- Skoro już nauczyłem Cię podstaw czarowania to i wypadałoby też penetracji ciała maddarą, nie?
Uzdrowiciel podał łapę młodemu, aby go za nią chwycił. Jeśli tego nie zrobił to pomachał ją natarczywie, aby uczynił to czego chciał, bez zbędnych pytań i poleceń.
Kiedy ich ciała miały ze sobą połączenie przez dotyk, Jaah powoli wniknął w mlodego maddarą. Smoki mogły to pewnie odczuć jako lekkie mrowienie, ale większość z nich o tym nie myslało.
- Czujesz mrowienie? Przechodzące z Twojej łapy w stronę szyi, a potem płynie w stronę brzucha? To moja maddara, która przepływa przez ciebie. Możesz poruszać się tkankami, albo po skórze, ale ja preferuję poruszanie się żyłami, gdzie przepływ jest płynny, a większość ran jakoś krwawi, więc wykryte przerwanie żył jest oznaką dotarcia do miejsca, które leczę. Spróbuj zrobić to samo, powiedz mi czy w moim ciele czujesz coś dziwnego.
Może to dość osobiste jak ktoś grzebie w "tobie", jednak były sytuacje w których trzeba było odsunąć na bok swoje własne opory, aby nauczyć młode pokolenie odpowiednich praktyk.
Poczekał, aż jego uczeń przeszuka jego ciało i odnajdzie to 'coś' co nie pasowało do reszty, a zatruwało nerwy w udzie samca.
- Maddarą możesz widzieć wszystkie narządy, wszystkie układy... Dzięki niej spoglądaj głęboko i szukaj problemów ciała swojego pacjenta. Wyobraź sobie, że przez ciało pacjenta płynie rzeka i zobacz gdzie ma ujście, gdzie ma zator... Wtedy się zatrzymaj, sprawdź czy to na pewno to czego szukałeś, a kiedy będziesz mieć pogląd na sytuację to czynisz dokładnie to samo jak przy nauce podstaw maddary. Zaczynasz wyobrażać sobie, że tkanki się zasklepiają, żyły łączą ze sobą, że krew się wypłukuje, a kości się zrastają za pomocą białka, który jest budulcem kości. Wyobrażasz sobie też, że twoje zioła się wchłaniają jedno po drugim... I tu różnica... w to wyobrażenie ciągle podajesz maddarę, nie tak jak przy tworzeniu kamieni w powietrzu! Ciągłe wyobrażenia zasklepiania ran, gojenia, regeneracji i ciągłe przesyły maddary do ciała pacjenta przez połączenie, które nawiążesz za pomocą łap. Jasne?
Puści w końcu młodego, zrywając za razem przepływ ich maddar pomiędzy sobą. To jednak nie koniec... Szary miał jeszcze do przekazania całą wiedzę na temat tego w jaki sposób tkani łączyć, a także jakie tkanki w ciele miały smoki, potem przeszli do układów i kości, Jaah opowiadał również o narządach płciowych i o tym jak dokładnie dochodzi do zapładniania samic, żeby nawet to jego uczeń miał na względzie... Smoki potrafiły przyjść z naprawdę różnymi dolegliwościami...
Uzdrowiciel poruszył również temat nieprzytomnego pacjenta! Pokazał dokładnie mu gdzie należy ucisnąć gardło i jak przesuwać łapą, aby wymusić przełknięcie, potem pozwolił młodemu spróbować na sobie... nawet jeśli wymagało to kilku prób, podduszenie i tłumienie złości, że zamiast przełyk to Popiół uciska mu aortę...
Minął prawie cały dzień opowiadań, ale i to nie było jeszcze zakończeniem... W między czasie wypili sobie po dwa napary- młodzik dostał lekki napar z mięty, a Jaah pił na prawdę mocne napary z dziurawca, które kazał sobie przygotować.
- Dobra. Ostatni sprawdzian. Opisz mi pełny proces leczenia zapalenia rogówki, nie pomijając żadnego zioła, którego możesz użyć do tego leczenia, a także opisz mi jak będziesz maddarą wpływał na tą chorobę, żeby znikła. To po pierwsze... Po drugie to równie proste... silnie złamany nadgarstek lewej przedniej łapy, skruszona kość, duży obrzęk dookoła nadgarstka, krwotok wewnętrzny brak możliwości stanięcia na łapie, olbrzymi ból i gorączka szokowa. Smok jest nieprzytomny... Tak samo, pełen proces leczenia, tym uznajmy, że chcesz użyć pięciu rodzajów ziół do wyleczenia pacjenta, gdyż to na przykład przywódca i należy mu się pełna kuracja ziołowa. Pomyśl i czekam na odpowiedź.

// Jak się ładnie postarasz to raport Leczenie I i modlimy się, aby Rit miała dobry humor xD/

Popiół Poległych - 2021-07-15, 13:28

Samczyk przytaknął łbem i wziął żółte kwiaty dziurawca i bukłak z wodą, nalał ciecz do miseczki i skupił maddarę w sobie by podgrzać ciecz, wrzucił do niej złote płatki i przez chwilę je zaparzył, na następnie dał tam odrobinę miodu dla smaku. Gdy napar był gotowy, podał miskę Szaremu by ten mógł skosztować leku.
Popiół nie był w stanie opanować radości, zrobienie naparu dla swojego mistrza sprawiło mu mnóstwo radości, co było widać po trzepoczących skrzydełkach młodego.
Znów się skupił na nauce którą przedstawił mu dorosły smok, gdy samiec zademonstrował swoją magię, samiec przymknął oczy, faktyczni czuł coś... innego.
- Tak, mistrzu, czuję - powiedział spokojnie, wgląd maddarą w narządy swojego pacjenta, to było dopiero coś! Kleryk mógł wtedy obserwować narządy i w jakim są stanie, również sprecyzować jak bardzo dane rany są poważne i gdzie jest krwotok wewnętrzny. Ta wiedza bardzo mu się przyda przy leczeniu, choć pewnie na samym początku swojej kariery będzie leczył małe rany.
Popielny słuchał uważnie swojego Mistrza, ale przyszedł czas na to, by on zaczął mówić. Dla Jaaha zadania były wręcz pisklęco proste, dla samczyka nie bardzo, choć nie chciał zawieść nikogo, ani Szarego; ani Ognistych; ani siebie.

Pierwsze zadanie wymagało delikatności i precyzji, wszak chodziło o tak delikatny narząd jak oczy. - Przede wszystkim, najpierw umyłbym łapy zanim przystąpiłbym do leczenia – wtedy uświadomił sobie, że w jego grocie przydałoby się jakieś źródełko…- Dobrze mistrzu, na zapalenie rogówki użyłbym żywokostu którego bym gotował robiąc z niego wywar, schłodziłbym ciecz, a następnie maddarą nabrałbym leku i zakropił ostrożnie oczy pacjenta. Mógłbym też użyć w zamian plechę morszczynu, wyciskając sok ostrożnie na gałki oczne smoka, Dobrze sprawdziłby się też opatrunek z ostróżeczki ze sparzonych płatków kwiecia. – smok zamknął pysk kończąc na razie swoją gadaninę – Dotknąłbym łeb pacjenta i wniknąłbym maddarą w układ krwionośny prowadzący do jego gałek ocznych, pozbyłbym się opuchlizny oraz powstałych bakterii, nawilżyłbym rogówkę oka, też mógłbym pomóc ziołom lepiej się rozprowadzić po gałkach ocznych – znów skończył, patrząc uważnie na reakcje swojego mistrza.

Przed młodym Klerykiem stało kolejne, rzucone przez Szarego, wyzwanie, które jak się okazało, nie było wcale takie proste. Opisana rana wydawała się skomplikowana, a na dodatek musiał dać więcej ziół niż zwykle.
Wziął głęboki wdech, musiał się na chwilę uspokoić i przypomnieć sobie znów zioła, rozpoznanie krwotoku wewnętrznego, wtedy była blada skóra i gorączka, tak. Złamanie, opuchlizna, ból.
- Na początku starałbym się ułożyć głowę pacjenta na delikatnym podwyższeniu, mogłaby być to na przykład torba, następnie zabrałbym się za robienie wywarów. W pierwszej kolejności zaznaczę, że wszystkie zioła podałbym w podwójnej dawce – Zmarszczył nos by zastanowić się, od którego naparu zacząć najpierw….
- Po pierwsze, zacząłbym od dziurawca, przygotowałbym zagotowaną wodę i wrzucił do niej płatki kwiatu, lecz w granicach rozsądku – spojrzał na ściemnione łapy swoje mistrza – następnie schłodziłbym napar, wyzwaniem jest podanie lekarstwa nieprzytomnemu smokowi dlatego trochę uniósłbym jego głowę, rozwarł szczęki i wlał do środka by przypadkiem się nie zadławił, dodatkowo poruszałbym jego krtanią by pobudzić pracę przełyku. - wypuścił powietrze.
- Kolejnym lekarstwem byłby gęsty napar z owocu kaliny, który pomógłby na to paskudne złamanie, gotowałbym wodę wraz z owocami, kiedy zgęstnieje wystudziłbym go maddarą i podał podobnie jak przy poprzednim naparze, ale tu poruszałbym jeszcze szczęką pacjenta, napar z kaliny jest dosyć gęsty.
- znów na chwilę się zawiesił, by zastanowić się, co dalej.
- Skoro pacjentem ma być ktoś tak ważny jak przywódca, dałbym jeszcze napar ze żmijowca, przyrządza się go praktycznie tak samo jak dziurawca, z płatków kwiatu ziela przygotowałbym napar, schłodził bym go i podał nieprzytomnemu pacjentowi.
Samiec przełknął głośno ślinę, czas na ryzykowne ziele, jak Topolę Czarną.
- Na gorączkę najlepsza jest topola, jednak trzeba się z nią obchodzić bardzo ostrożnie, wielokrotnie ugotować, a przy podaniu trzeba to robić bardzo, bardzo powoli i ostrożnie – mówiąc to, czuł jak zaczynają mu się trząść łapy z poddenerwowania, samo podanie takiego leku który może przynieść śmierć smoka jest bardzo stresujące dla tak niedoświadczonego kleryka.

- Na koniec dałbym coś, co wspomoże regenerację, do tego idealnie nadaje się lecznicza papa z żywokostu. Sproszkowany korzeń wsypałbym do misy i powoli wlewałbym wodę, by powstała bardzo gęsta masa, którą nałożyłbym na nadgarstek, a po godzinie zdjąłbym to. - smok spojrzał w ślepia swojego mistrza i znów się zawiesił, teraz przyszedł czas na etap leczenia magicznego, jego drugi test.
-Aby wniknąć maddarą w ciało pacjenta, muszę go dotknąć, na pewno starałbym się poskładać kość wykorzystując do tego odłamki znajdujące się w ciele, o ile takowe by były, następnie również zbędna byłaby krew z wylewających się wewnątrz rozerwanych tkanek, oczywiście nimi też bym się zajął naprawiając układ krwionośny doprowadzając krew w odpowiednie miejsce. Odbudowałbym mięśnie oraz ścięgna. Leczeniem maddarą kierowałbym się coraz bardziej na zewnętrzne partie łapy, czyli naprawił bym uszkodzone nerwy oraz zregenerował skórę. Maddarą pomógłbym lekom lepiej rozprowadzić się po ciele - Młodzieniec skończył swój monolog, powoli czuł się zmęczony tą nauką, pewnie jego mistrz również miał ochotę pójść do groty. Czy teraz był wystarczająco wyszkolony, by rozpocząć swoją ścieżkę kleryka?

Szara Rzeczywistość - 2021-07-18, 12:20

Samiec warknął i przez chwilę myślał.
Cała teoria została opowiedziana w podstawach, a także przedstawił mu wszystkie podstawowe sposoby na rany. Teraz pozostało już tylko zastosować to w praktyce, tak?
W ciszy podszedł do pierwszej lepszej skały, wziął jakiś większy kamień, który ledwie co uniósł jedną łapą...
- No to mamy z łba. Torba jest do twojego użytku na tą chwilę...
Oh, Stwórco, jak on nie lubił bezsensownej przemocy, a tym bardziej jeśli wymierzał ją sobie. Mógłby szukać teraz jakiegoś rannego zwierzaka, ale po co, skoro mógł zrobić coś szybciej, ale nieco bardziej boleśnie...?
- Teraz przestań mówić, a działaj.
Jaah odwrócony zadem do młodzika uniósł kamień nieco nad ramię (trzymał go w prawej), a lewą położył na skale. Chwilę później machnął prawą łapą i zrzucił sobie na łapę kamień. Plasnęło, warknął urwanie, zacisnął szczękę i znów uniósł prawą łapę z kamieniem, jeszcze raz opuścił kamień. Trzasnęło tym razem, warkot też był krótkim okrzykiem bólu... Z prawej łapy w końcu wypadł kamień, a Jaah obrócił się w stronę młodzieńca ze zmiażdżeniem.
- No... to do dzieła, młody.

niemachaniczna?
1x średnia [zmiażdżenie lewej przedniej łapy, złamany nadgarstek, naderwane ścięgna krwotok wewnętrzny, spory ból]

Popiół Poległych - 2021-07-18, 13:29

Samiec westchnął z ulgi myśląc, że to już koniec. Pozwolił pożyczyć bukłak Szarego i nalać sobie wody do miseczki, a następnie zwilżyć pysk. Miał już wstać, pożegnać się ładnie i potruptać szczęśliwy do Zorzy aby pochwalić się zakończoną nauką.

Oj jak on się srogo pomylił...

Pijąc wodę obserwował ruchy swojego mistrza, nie bardzo wiedział po co bierze jakiś większy kamień, nawet odchylił się nieco, by zad smoka nie zasłaniał mu widoku tego, co Szary wyrabia.

Miseczka upadła z pustym dźwiękiem, a Popiół myślał, że za chwilę się porzyga.
Może nie był to efekt widoku rany, a sam fakt co uczynił sobie mistrz. Zachwiał się na łapach, głowa wydawała się ciężka. Pogrzebał w torbie swojego mistrza i zabrał butelkę śmierdzącej cieczy, szybko odkręcił korek i przyłożył szyjkę butelki do nozdrzy, wziął kilka wdechów, a następnie kaszlnął. To od razu sprawiło, że jego umysł stał się bardziej klarowny. Gdy odłożył butelkę spojrzał na swojego mistrza z bólem w oczach, nie był w stanie nawet wypowiedzieć słowa. To poświęcenie da Klerykowi lekcję, by nigdy nie porzucać swojej profesji.


*


Popiół wziął głęboki wdech i przystąpił do leczenia, najpierw przemył łapy wodą z bukłaka, a następnie pogrzebał w torbie swojego mistrza by poszukać odpowiednich ziół, sama rana musiała boleć niemiłosiernie, smok wyjął żółte kwiaty dziurawca pospolitego jednak nie podał go, ponieważ Szary zdecydowanie za dużo pił tego leku. Popiół dalej szukał w torbie aż w końcu znalazł korzenie tasznika, powąchał go, by jeszcze się upewnić, że to jest dokładnie to, czego szukał. Gdy był już stu procentowo pewien, przystąpił do przygotowania ziela, najpierw przekroił je na dwie części, a następnie za pomocą maddary podgrzał wodę w bukłaku i zalał korzenie aby je sparzyć, następnie bardzo delikatnie ułożył je na ranie. Gdy zioło przeciwbólowe zostało podane, odczekał kilka uderzeń serca by zadziałało, przy okazji zastanawiając się co dalej.
Popiół znów pogrzebał w torbie i wyjął czerwone owoce kaliny. Wyjął miseczkę, wody nalał niewiele, a owoce wrzucił od razu do naczynia. Wszystko podgrzał tak by powstała z tego gęsta ciecz, którą Kleryk ostudził by nadawała się do wypicia, następnie podał ją Szaremu podsuwając mu pod pysk naczynie które delikatnie przechylił by ułatwić mu wypicie.
Do całego leczenia mógł też użyć jałowca, który przyśpieszyłby regenerację złamanej kości lub żywokostu, który miał działanie ułatwiające gojenie się ran.

Następnie dotknął rannej łapy, bardzo delikatnie, na wysokość przedramienia i sięgnął do źródła by wysłać maddarę do ciała leczonego. Na początku starał się odrobinę pomóc w rozprowadzeniu leczniczych naparów po organizmie smoka, następnie skupił się na pobudzeniu organizmu by składał zmiażdżoną kość i wykorzystał do tego pozostawione fragmenty. Kolejną rzeczą było pozbycie się krwawienia, poprzez łączenie tkanek miękkich, pobudzenie żył do regeneracji i złączenia się wprowadzeniu krwi do krwiobiegu. Maddara również pomagała ścięgnom odpowiednio się połączyć i zrosnąć, kolejnym etapem był regeneracja zewnętrznych partii skóry oraz pobudzenia organizmu do produkcji łusek aby nie było widać śladu po uderzeniu.

Gdy smok zakończył swoje leczenie, spojrzał przerażony na Szarego, teraz, gdy zobaczył, że leczenie się powiodło, mógł sobie pozwolić na utratę przytomności.

Szara Rzeczywistość - 2021-07-20, 17:19

Dla uzdrowiciela ból nie był niczym nowym, więc przetrzymał to bez większego problemu. Za to uzyskał dokładnie to czego się spodziewał. Popielny był kompletnie zaskoczony obrotem sytuacji.
- Uzdrowiciel musi się potrafić skupić na swoim zadaniu, niezależnie od tego czy w pobliżu smoki walczą, kłócą się... czy leczony jest członkiem naszej rodziny. Skupiasz się i dopóki twoje zdanie nie zostanie wykonane to nie możesz odpuszczać.
Pouczał go obserwując co robi i jak. Jego ruchy były jeszcze niepewne, ale to się wyrobi z czasem. Wiedział co robić... więc nauka przebiegła zgodnie z oczekiwaniami.
Niedługo później zacisnął łapę możliwie bez bólu i wbijania sobie pazurów. Nie czuł problemu na ścięgnach, nie było też bólu przy poruszaniu... Leczenie się powiodło. Kiedy miał go pochwalić, zauważył jak Popielny pada praktycznie na pysk.
Sprawdził jego czynności życiowe i warknął gardłowo. No to zapomnij o pochwałach, ale sobie teraz pośpij.
Jaah sobie usiadł i po prostu czekał, pijąc łagodny napar z owoców i miodu. Dzień chylił się ku końcowi. Uzdrowiciel w końcu przy zachodzie słońca postanowił pomóc mu obudzić się, znów podając pod nos ten smrodliwy zapach rumu.
- Wstawaj już. Wystarczy tego odpoczynku.
Rzekł kiedy zobaczył, że nieco zamroczony samczyk podnosi łeb. Zakorkował rum i schował go, a sam wpatrywał się w zachodzące słońce. Ze smoczego grzbietu był na prawdę dobry widok na okolice, więc tak samo fajnie oglądało się zjawiska pogodowe.

Popiół Poległych - 2021-07-28, 09:21

Sen był całkiem przyjemny, zwłaszcza że młody Kleryk był wykończony nauka i ilością nowych informacji jakie musiał przetworzyć. Nie wiedział ile spał, obudził go znów smród tego paskudztwa które miał przy sobie Szary. Widział, że Złoty Pysk chowa się za horyzontem. Popiół usiadł na tyłku i pomasowal się po skroni czując, że chyba w trakcie utraty przytomności przywalił o coś twardego. Możliwe że był to jeden z kamieni, zwłaszcza, że na tej wyjałowionej i ziemi nie było praktycznie nic innego.
Było mu wstyd, że padł. Nie zemdlał na widok krwi, możliwe że to przez sam stres zmieszany że zmęczeniem, jednak jeśli ma być uzdrowicielem, takie sytuacje nie mają mieć prawa bytu.
- Przepraszam, to nie powinno mieć miejsca - powiedział to z widoczną skrucha, zniżył łeb a jego uszy oklaply. Choć odrobinę podniosły się, gdy zauważył, że łapa Szarego była cała. Końcówki leczenia praktycznie nie pamiętał, przez szok jaki doznał w trakcie. A może Uzdrowiciel sam musiał się wyleczyć, bo Popiół nie dał rady? Samiec przegryzł dolną wargę tak, że jego futro w tym miejscu zabarwiło się na czerwono.

Szara Rzeczywistość - 2021-07-29, 21:16

A skoro sobie łba nie rozłupał to Szary nie zareagował jakoś przesadnie, co najwyżej sprawdził jego stan. Tak poza tym co siedział i czekał, aż wstanie. No nie doczekał się za bardzo i musiał interweniować. Na jego słowa tylko prychnął.
- No nie powinno, ale nie dramatyzuj. Wyciągnij jednak z tego wnioski... To była niespodziewana rana, ale niezbyt mocna. Być może kiedyś będziesz świadkiem jak odrywają się łapy twoim znajomym. Wtedy nie możesz zemdleć, bo zginie smok.
Pouczył młodzika i... ziewnął. Był zmęczony tym dniem, w końcu nie tylko uczeń musiał się napracować tego dnia.
- Chcesz jeszcze czegoś, młody? O czymś porozmawiać? Chyba, że chcesz po prostu poobserwować widoki.
Oczywiście końcówkę powiedział z ironią, gdyż sam Szary oglądał ten widok sporo czasu kiedy młody był nieprzytomny. Zdążył już nawet wpić napar i miał całkiem dobry humor... no ale był oczywiście też zmęczony.

Popiół Poległych - 2021-08-04, 18:05

Ziewanie jest zaraźliwe, gdy Szary ziewnął, Popiół ze wszystkich sił starał się tego nie zrobić, na próżno. Otworzył paszczę i ziewnął przeciągle, czując jak w kącikach oczy zbierają mu się od tego łezki. Kleryk również był zmęczony, patrzył na swojego mistrza ze spokojem, lecz jego oczy skierowały się zaraz na jeden z ładniejszych widoków który widział w swoim życiu. Samiec nie załapał ironii, widok zachodzącego słońca wprawił go w pewien stan zadumy.
- Nie, mistrzu. Chwilę jeszcze posiedzę - powiedział lekko zachrypniętym głosem i nawet kąciki jego pyska uniosły się, pokazując lekki uśmiech. Siedział tak, przez kilkadziesiąt uderzeń serca, jeśli Szary pozostał, oboje mogli obserwować ostatnie podrygi Złotego Pyska. Jeśli nie, smok pozostał sam i po jakimś czasie ruszył spokojnym krokiem do groty rodzinnej.

[z/t]

Kukułka - 2021-09-29, 21:07

Gęste chmury wiły się po nocnym niebie, przysłaniając rzucający na nie jasną łunę sierp księżyca. Zadarła głowę, czekając, aż spadnie na nią deszcz, ale na to się nie zapowiadało. Było po prostu brzydko, ciemno, nie widziała gwiazd, nie mrugała do niej prababcia Honi, nie pilnowali jej przodkowie. Nie podobało jej się to, ale sama nie wiedziała skąd brał się ten dyskomfort. Kotłującego się w żołądku niepokoju nie potrafiła nawet załagodzić obecność Trufli oraz Dixiego, którzy prowadzili ją ku spotkaniu ze "starym przyjacielem mamy", tak jak i szybujący daleko na zwiadzie Brodacz wcale nie sprawiał, że była pewna o braku zagrożenia.
Kroczyła powoli.
Ciemne źdźbła traw cichutko szeleściły przy każdym kroku, którym przygniatała część z nich, a część rozchylała na boki, aż w końcu nie wdrapała się na najwyższy w okolicy grzbiet, posępnie wiszący nad Zimnym Jeziorem, które z tej perspektywy wyglądało jak gigantyczna wyrwa w ziemi; czeluść bez dna... przeszły ją dreszcze, a wszystkie piórka na ciele napuszyły się. Przysiadła. Czekała. Poruszyła swoim prawym skrzydłem, które rozprostowała i które to obejrzała krytycznie, a następnie to samo poczyniła z lewym. Jeszcze jakiś czas temu były sporo krótsze i znacznie słabsze, a przez ostatni księżyc nabrały zadziwiająco innego kształtu.
W końcu miała tej nocy odbyć nauki latania...
I to nie z byle kim, ale z ponoć naprawdę wprawionym lotnikiem, który rozumiał jak posługiwać się czymś, co pozbawione było błon. Wspomnienie Nocy, tak miał na imię? Tak, na pewno tak, nie zapomniałaby przecież czegoś, co smakowało nostalgią.

/Pełnia.

Wspomnienie Nocy - 2021-10-01, 01:51

No no, role się odwróciły. Przeważnie to on podrzucał swoje dzieciaki do nauki Goździk, a teraz sam miał się zająć nie swoim pisklątkiem. W porządku. Był ciekaw jakich dzieci doczekała się jego najdawniejsza przyjaciółka.
Ogromny, biały kształt pojawił się na nocnym niebie. Samiec leciał bezszelestnie, ale nie krył się ze swoją obecnością. Pora na to spotkanie była wyjątkowo dziwna i mała ptaszynka mogła czuć się wystraszona, udając się na spotkanie w nocy i bez towarzystwa innego niż kompani. Poczuł ukłucie rozczarowania gdy zorientował się, iż nie ma tu Goździk. Astral nie był mu do niczego potrzebny i jego nie żałował wcale, aczkolwiek Cynamon chętnie by zobaczył.
- Witaj, ptaszyno. Odważna jesteś. Przyszłaś tu sama i w takich ciemnościach...! - przywitał się z nią i skomentował swoje pierwsze spostrzeżenie z cichym gwizdnięciem podziwu, a zrobił to, gdy już wylądował na ziemi. Nawet się nie zachwiał! Ćwiczył takie manewry, by nie robić sobie wstydu, dzięki czemu nauczył się już jak sobie radzić bez jednej łapy.
- Nazywam się Wspomnienie Nocy, ale mów mi Pełnia, tak jest krócej. Ty zaś jesteś... Kaskada czy Kukułka? - zapytał z zaklopotaniem. Te dwa imiona myliły mu się, a że nie widział żadnej z nich nie był pewien, które należało do której. Wiedział jedynie, że obie są córkami Goździk.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group