To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

Zimne Jezioro - Jezioro

Klepiąca Łuska - 2020-03-29, 15:54

Wylądowała, wzniecając tumany kurzu na Grani. Miała dość obserwowania z góry rozrastającej się brei mięsa, raz cynobrowej, raz pożółkłej przez narastające na bokach cysty. Przekręciła oczyma, strzelając kośćmi w stawach. Jej wysoka, smukła i nieproporcjonalna sylwetka bardziej wyglądała na ducha w takiej sytuacji, aniżeli prawdziwą samicę, lecz ruszyła nieśpiesznie do przodu, już maniakalnie gestykulując:
- Arghh, to takie frustrujące! Kumasz, tego nie rozumiem na temat tych wszystkich śmiałków. Wiedzą, że nie są bohaterami tej sytuacji, ponieważ to bohater wygrywa, a oni nadal nie umierają! - cupnęła przy nim, zabierając mu jeden bezik ogromną łapą, a chudzinką kręciła kółka w powietrzu. - Ugh, to mi przypomina o tym: taki jeden gostek w Avalarze, racja? Las płonie - powstrzymywała się od śmiechu, mieląc w gębie zielsko, łapiąc chciwie powietrze. - smoki umierają na prawo i lewo, jada-jada-jada. I TEN OSIOŁ PĘDZI NA MNIE Z ŁYŻECZKĄ OD CZŁOWIEKA! Z CHOLERNĄ ŁYŻECZKĄ! - zachłysnęła się śmiechem, biorąc kolejnego bezika. - I ja pękam ze śmiechu, racja? Więc WYCIĄGAM temu pisklęciu te jego malutkie OCZY a inne pisklęta od razu "WAAAH!", i on - prychnęła, przecierając łzawe oczy od duszącego chichotu. Już otwierała gębę by coś powiedzieć, już miała dokończyć, a śmiech znów runął, zginając ją wpół. - I ON NIE WIDZI GDZIE IDZIE, UDERZA O DRZEWA I AGHH-AHAHA... nie, nie, już nieważne, powinieneś tam po prostu być. Morał historii: jesteś su.ką, bo nie podzieliłeś się bzem. Twoi rodzice na pewno są z ciebie dumni.
Przełknęła głośno ślinę, chcąc capnąć kolejnego.

Torvihraak - 2020-03-29, 19:45

    Ryk. Potężny ryk. Ponad smoczy ryk. Boski? Tak, boski ryk. Coś się działo. Coś się działo i działo się to teraz, a jej przy tym nie było. Nawet nie wiedziała co się działo! Ani gdzie! Znaczy, mniej ryk dochodził mniej więcej z tamtej strony, więc Torvihraak, jak ciekawski stary smoczy wyrzymek, którym była, ruszyła w tamtą stronę. Trochę truchtała, trochę podskakiwała, aż tu nagle drugi ryk. Znów niesmoczy, tylko taki bardziej... potępiony. Kupczyni przyspieszyła kroku.

    Zauważyła Obierzyświata i ... Klepiącą, jednak jej uwaga była skupiona na tym co widniało na horyzoncie. Wiecznie zmnieniającą się, groteskową ruchomą kupę mięsa - tłuszczu, ścięgien, mięsńi, kości i krwi. Torvihraak przyglądała się.... istocie z chorą fascynacją, obserwując jak to się porusza, jak to się zmnienia, jak to istnieje. Istota atakowała zniekształconymi konczynami i mackami... atakowała... smoki. Kupczyni była tak pochonięta... podziwianem... istoty, że nie za bardzo przejęła się tymi, z którymi istota walczyła. Nie zeby mogła ich rozpoznać, zbyt daleko byli. Ale w sumie dziwiło, ją że ktokolwiek w ogóle walczył. Z czymś takim. (Czy to było źle, że jakaś część jej umysłu chciała, aby to coś wygrało? Dobrze, że jednak większość jej mózgu, a przynajmniej ta część odpowiedzialna za logiczne myślenie, nie chciała, aby walczącym stało się coś za bardzo poważnego)
    Powietrzna wreszcie oderwała wzrok od walki i podtruchtała do dwójki smoków, oczywiście wcześniej przykleiwszy uśmiech na swoj pysk.
    -Hej, hej, hej, Smoki Wolnych Stad- zaczęła, gdy jeszcze się zbliżała -Co się tam dzieje, nie licząc oczywiście gigantycznego mięsnego mordobicia stulecia, a przynajmniej dnia dzisiejszego?
    Co to za kupa mięcha jest w ogóle? Jest jeszcze bardziej niepasująca w swojej istocie, niż ty, Cykuto. A to już jest komplement.-
    przysiadła, może czegoś się dowie? Chciała się dowiedzieć, bardzo, bardzo chciała się dowiedzieć.
    -Uuu, co jecie? Mam cydr, jakby coś. I mogę zaparzyć jakaś herbatkę, albo coś.
    Nie ma to jak kulturalna herbatka, aby oglądanie walki na śmierć i życie było przyjemniejsze.
    Oraz nie wiem o co chodzi, ale oczywiście, że jego rodzice są z niego dumni. Jak mieliby nie być?-

Klepiąca Łuska - 2020-03-29, 21:22

Zachichotała, okręcając łeb na miarę skostniałej sowy już dawno po zwieńczeniu epidemii i ery wojen. Kłapnęła szczękami, ratując byłego wojownika Ziemi od kolejnej salwy ledwo co zrozumiałych słów, kierując kąciki ust do nieba na widok Torvihraak. Czy jej się podobała? Definitywnie nie. Czy czuła do niej pociąg fizyczny i mogłaby z nią spędzić noc za nocą? Troszeczkę. Czy miała nieraz o niej wybujałe fantazje, którymi nie powinna się dzielić w gronie, chociaż bardzo by chciała pomimo grudy mięsa pod Granią? Możliwe. Czy nagle poczuła, że coś pali się w jej wnętrzu, chcąc wypluć wszystkie wnętrzności i w młodzieńczym napadzie wykręcić jej całe ciało w spaźmie? Bez dwóch zdań. Ale czy to z jej powodu, czy ze względu na to, że wreszcie zwrócono jej uwagę na rozrastające się... coś?
Usta Cykuty cmoknęły raz jeszcze, układając się w dziubek, który wsiąknął świeżą woń bzu.
- Wiesz co? - żachnęła adeptka, próbując okrętnie wyrwać całą kępkę gałązek w łapie starszego, aż wreszcie wyciągnęła tylko jedną. Zamachnęła się nią przed własnymi, drżącymi nozdrzami, to spoglądając na kupczyni, to na stwora: - Nie zastanawiałam się nad tym ale... coś mnie do tego ciągnie, wiesz? Nigdy nie miałam pojęcia gdzie rośnie zło, w mroku czy w ciemnicach grot, czy też w umysłach tych wszystkich samozwańczych bohaterów, lecz gdy teraz na to patrzę- oh, oh, czuję jak ta zła chuć we mnie rośnie i mnie rozbraja! To coś pęka, zmienia nurt, tak śmiesznie wibruje... rodzi we mnie nową formę żartu! Spójrzcie tylko! Bo w erze, gdzie dominuje myśl, trudno znaleźć marzenie o formie. I jemy bez, za chwilę pewnie twój cydr, lecz muszę przyznać, że zatrzymaj dla mnie kilka fiolek czy też szklanek, w czymkolwiek podajesz! I ty... grubasie... no, tak, w skrócie, jeżeli znajdziesz swojego przywódcę to powiedz mu, że chcę być pod waszą opieką, czy jak to tam mówicie.
Pędem ryk wydarł się z nieuformowanej gardzieli, rozrywając struny piaskiem. Wstała nagle, wrzuciwszy w krzywy pysk gałązkę i wyskoczyła z grani. Świst wichru porwał ją w stronę walczących. Spod jej skóry zajaśniało, a ona sama ostała się galimatiasem barw. Uderzyła niezgrabnie skrzydłami, lecz znikając w harmidrze, rzuciła pokątnie, utopiwszy znaczenie w chichocie:
- Wezwij medyka!

/zt na starcie

Gasnący Wiciokrzew - 2020-03-29, 21:38

Usłyszała ryk, jasne, że usłyszała, ale nigdy nie była typem obserwatorki. Ona tu tylko sprząta. Dopiero wiadomość od Świata trochę przemyślała sprawę: chwila, co? Monstrum? I jej Wojownicy walczą? Westchnęła głośno korzystając z okazji, że jest sama, i dopiero pomknęła nad jezioro. Już z przygotowaną torbą. Czeluść i... dwie obce, których zapachu nie rozpoznawała - samotniczki? O, może któraś to... Towhahrak... Samotniczka, która ma być mile widziana na ich terenach. Którakolwiek to miała być.
Usłyszała najważniejsze słowo.
"Herbata"
- Pałasz się parzeniem herbaty, miła? - wstawiła łeb pomiędzy chudą a ciemną a chudą i jasną, ciekawsko nadstawiając uszu. Dopiero po chwili odsunęła się lekko, skinęła obu samicom, - Lepka Ziemia - i Starszemu, po czym obeszła ciemną w pół dookoła, aby usiąść po jej drugiej stronie, formując ładny wianuszek Żer - kwiecista - ciemna - ona. I zanim cokolwiek, zerknęła jeszcze na arenę, na... wór ropny atramentu wielkości małej wyspy, z... kończynami? Zmarszczyła czoło niepocieszona. Wolała nawet nie dopatrywać się w tym wszystkim Błysku i Oka. I jakoś tak minął jej monolog nakrapianej, aż i ona zakrzyknęła "wezwij medyka", drugie ze sformułowań które przykuwa uwagę Dziewanny jak nic innego, zerwała więc się na równe łapy, a widząc tylko, jak odlatuje, podążyła za nią lekko skonsternowanym wzrokiem, a potem usiadła. No w porządku, poczeka. A mogła w międzyczasie nazbierać tyle ziół, a nie patrzeć.

Torvihraak - 2020-03-31, 00:51

    //Towhahrak <3

    Drapieżny, zębaty uśmiech i szybkie skierowanie wzroku na łeb, który zmaterlializował się obok niej.
    -Amatorsko, ale tak. Jeden gostek, co robił po prostu herbatke cud-miód, chyba sprzedałabym mu duszę moją i jeszcze 100 innych smoków za zapas herbatek- nachyliła się, jakby mówiła jakąś tajemnicę i wyszeptała głośno -ale on dusz nie przyjmował, w sumie mało co przyjmował, bo rozdawał większość za darmo, szaleniec jeden- wyprostowała się i kontynuowała już normalnie -zaraził mnie miłością do wszystkiego, co da się zaparzyć, a potem wypić- głowa wycofała się, a chwilę później pojawił się już cały smok. Bezskrzydły.
    -Torvihraak, zwana też jako Kupczyni. Herbatki? Poczęstunek za darmo.- zachichotała i zaczęła wyciągać różnorodne mieszanki ziół
    -Hibiskus, skórka róży, aronia, malina- wskazała szponem-Mięta, anyż, ślaz, rumianek, kminek, koper i nagietek. A tu mięta, anyż, koper i malina. A to sam rumianek, bo jest fajny. Takiej jako tako prawdziwej herbaty jeszcze nie posiadam, bo dalej nie udało mi się jej znaleźć, ale kto nie lubi ziółek? Hmm
    Uwagę kupczyni jednak zwróciły na siebie słowa Cykuty. Przekrzywiła łeb. Nie do końca rozumiała, jeśli miała być szczera, sens wszystkich rzuconych w nią słów, ale przekaz rozumiała. Rozumiała i czuła. Chociaż jej nie ciągnęło do mordobicia, chciałaby tylko.... tyknąć to coś. Tak porządnie. Tylknąć, przyjrzeć się, zbadać. Poznać. Obserwować. Klepiaca nazwała to coś złym. A może nie? Na pewno użyła tego słowa. Hm, hm. Ale czy ta ogromna kupa mięcha i kończyn na pewno była "zła"? Na pewno wyglądała na "nie dobrą", ale co tworzyło zło?(czym to to byłoooo? Złotooka chciała wiedzieć! A nie wiedziała! Cóż za okropność!)
    Spoglądnęła na istotę. Auć. Chyba smoki przegrywały.
    -Więęęęęc, co to jest? I czemu się z tym tłuczą? Bo wiesz, jeśli to jest coś w stylu "pojedynek dla mistrzów! O honor i wieczną chwałę" to wiecie, za bardzo mnie nie obchodzi, co się stanie z walczącymi. Bez obrazy, oczywiście. Aaaaaleeeee, jeśli nie wiem, toczy się jakąś walka o eeeeeeh, wolność i życie wszystkich smoków, czy coś w ten deseń, to czy jakoś dałoby się pomóc? Tak... z daleka? Dużego daleka? Najlepiej stąd? Lubię moją wolność, wiecie? Moje życie też- odwróciła się nagle do Lepkiej Ziemi -W ogóle, ładnie pachniesz. Tak ziołowo. I ziemnie. Ładnie.-

Gasnący Wiciokrzew - 2020-04-05, 15:52

- Kupczyni? - powtórzyła za samicą, natychmiast wbijając ślepia w jej towary. Wiekowa podróżniczka zza bariery na pewno miała się czym pochwalić i a nuż przehandlowałaby jakieś przyprawy za coś, co oferuje Dziewanna. Infamia nie narzekała na kompot, ba, tak delikatny smak wręcz zdał się jej smakować; ale bagienna sama uznała za punkt honoru poczęstowanie jej czymś bardziej zmyślnym. Hibiskus, skórka róży, aronia, malina... anyż, kminek, nagietek. Hm-mh, hmm...
- Z chęcią spróbuję nagietkowego naparu. - wbiła się gdzieś pomiędzy słowa Torvi z delikatnym uśmiechem.
Też spojrzała na pstrokatą. Wezwijcie medyka, wezwijcie Przywódcę? Ziemia prychnęła widocznie zadowolona, że jak raz pojawiła się gdzieś na czas, nawet i przed czasem...
- Bóg Wojny wezwał smoki pragnące zemsty... na Cieniu, na Mroku, na jak to tam tylko zapragniesz nazwać - który opętał naszego byłego Uzdrowiciela, wcześniej zabił naszą byłą Przywódczynię i Prorokinię, później kogoś z Ognia... długa, dłuuuuga historia. - uśmiechnęła się pokornie. A sama szczegółów nie znała w wielu kwestiach, tylko podczas skamienienia Dzikiej była obecna - Dziękuję. - rozpromieniła się - Nie masz może trochę tego anyżu samego, na wymianę? Albo nagietka. I aronii. Albo i innych przypraw. Mogłabym zaproponować coś z własnej kolekcji. - i już w ogóle nie zwracała uwagi na Mrok. Kwiat marchwi, jabłoni - och, dużo kombinowała z naparami. A i trochę imbiru już ze składzika mogłaby przemyśleć, jeśli tylko Samotniczka czegoś konkretnego by szukała.

Torvihraak - 2020-04-17, 10:28

    Wyszczerzyła zęby w uśmiechu i skinęła głową -Bardzo dobry wybór, moja bezskrzydła towarzyszko w siedzeniu w miejscu, z którego widać co się tam dzieje-
    Wyciągnęła z torby coś przypominającego czajniczek, maddarą skropliła wodę z powietrza (bo taka była najlepsza) i wyobraziła sobie czarny, kamienny krążek, akurat takiej wielkości, aby czajnik stabilnie na nim stał. Krążek miał oddawać bardzo duże ilości ciepła, ale tylko od góry, aby zagotować wodę.
    Słuchała słów Ziemnej. Aha, czyli ogólnie sporo morderstw. No ok. Czyli nie ma potrzeby narażania się dla innych, ale za to też nie za bardzo powinno sie kibicować temu Mrokowi, którego Torvihraak Mrokiem ani Cieniem sama by nigdy nie nazwała. Tylko dlaczego Bóg Wojny - Viliar, jeśli dobrze pamiętała, interesował się smoczą zemstą? Meh, głupia myśl, interesował się, bo to było zabawne. Bóg Wojny chyba lubił walki, nawet była arena mu poświęcona.
    Wytężyła wzrok. Nie wyglądało to zbyt dobrze, dla strony smoków. I czy to... Cykuta? Ah, to miało sens. Ciekawe, czy ją ktoś teraz zabije? Cóż, na pewno będą próbować.
    Jednak samotniczka miała priorytety, i gdy uzdrowicielka wypowiedziała słowo "wymiana", złotooka porzuciła wszelkie zainteresowanie walką i wręcz skoczyła na cztery łapy i dumnie wystawiła trzy małe torebeczki. Jedna z anyżem, druga z nagietkiem, a trzecie, prawie pusta, z aronią.
    Tylko niestety, zanim mogła zacząć prezentować towar, zaczęło się dużo dziać. Bardzo dużo, i ten ich Mrok im uciekł. Z Cykutą... i.... Mętnym? Ciężko było zobaczyć z tej odległości, ale wydawało jej się, że to był Zamącony Błysk. Lepka Ziemia poszła, a za nią i Obieżyświat. A Torvihraak.... zaskakujące, ale się tam nie pchała. Ah, gdyby tylko dało się tak uczestniczyć w wydarzeniach nie uczestniczac w nich. Podglądać z bezpiecznej i wygodnej nicości. Widzieć i słyszeć nie będąc. To by był raj dla smoczycy.
    Ale tak? Wejść do grupy smoków, której właśnie ubicie mięsnej kuli nie wyszło, i którą była zapewne bardzo ranna? Nie, zostawi ich w spokoju i zapyta się kiedy indziej. Kiedyś, kiedy emocje i adrenalina już się uspokoją.
    Złotoka zwinęła swoje rzeczy, zarzuciła na siebie torby (znów nikt się cydru nie napił. Fatum. Przeklęte fatum) i poszła skąd przyszła. W sumie przybyła tutaj tylko dowiedzieć się, co się działo. A że dowiedziała się tego, ba, nawet dowiedziała się dlaczego to się działo, to jej wystarczy.
    //zt

Pogodna Myśl - 2020-04-23, 22:50

Ileż to razy włóczyła się po wspólnych terenach. Hah! Chyba to jednoe z częściej odwiedzanych przez nią terenów. No może ostatnio jej się za dużo nie latało tutaj, ale hej! To nic nie zmienia. A najciekawsze w tym jest to, że ile raz tu nie będzie to prawie zawsze natrafia na nowe ciekawe miejsca. Może przez to, że lubi wracać do starych? Nie ukrywa, że będąc w okolicy odwiedza często szklisty zagajnik. Hah! Liczy na kolejną zabawę w ganianego.
Jak miała w zwyczaju, wyleciała rano. No, ale nie wcześnie rano. Nie byłaby w tedy sobą gdyby tak wcześnie wstała. W końcu trzeba się wysypać. W każdym razie! O ciepłym ranku wyleciała i lecąc nad pamiętnym jeziorem, jak zawsze ogarnął ją lekki chłód. Przerażające uczucie, ale interesujące. Najciekawiej się nad nim przelatuje. Jakby dziurą ją wciągała! Zachichotała na myśl. Woda ją przecież nie wciągnie. Jak już to utopi.
Wylądowała przy jego brzegu i zamoczyła łapy. Zawsze zimna. Ogarnął ją zimny dreszczyk. Jak inne robią się cieplejsze, to te nadal zimne. Ciekawe skąd to. Wyciągnęła łapy kładąc je na ciepłą ziemię.

Śnieżna Zadyma - 2020-04-23, 23:42

Noc spędziłem poza obozem, tym razem wcale nie garnąc się do powrotu. Zatrzymało mnie to co zwykle: niezliczone gromady gwiazd mrugających nade mną, na idealnie czarnym niebie. Spędziłem większość czasu z zadartym łbem, gapiąc się bez celu w rozsypany w szaleństwie chaosu srebrzysty pył, który napawał mnie zadumą nad swoją własną egzystencją. Ot, zwykłe, górnolotne przemyślenia, które znowu nie dawały mi spać. Ze stęsknionym wzrokiem, skaczącym od gwiazdy do gwiazdy, doczekałem się blednącego nieba, które zgasiło ich większość nim zdążyłem się choć trochę zmęczyć tym trwonieniem czasu na bezsensowne wpatrywanie się w nieboskłon. Straciłem na to całą noc, a kiedy nad horyzontem rozbłysła jutrzenka, zobaczyłem na niebie mały kształt, który mógł należeć do ptaka.
Więc zignorowałem znaki na niebie kładąc głowę na lewej łapie, jak zwykle kładło się na wzniesieniu skrzyżowanych przednich łap. Kto by pomyślał, że nawet w tak prostym aspekcie jakim było podwyższenie z dwóch łap, brak jednej był anomalią na tyle niekomfortową, że trudno było z tym zasnąć.
Lecz dobrze się stało, bo mógłbym przegapić coś, co wylądowało dosłownie o dwie długości ogona ode mnie. To był dobry znak z dwóch powodów: po pierwsze odzyskiwałem słuch. Po drugie, brakowało mi towarzystwo KOGOKOLWIEK, kto mógłby ruszyć mój zmarznięty zad i zachęcić do ruszenia się z miejsca zanim zrobią to padlinożercy.
Zwróciłem wzrok w stronę pomarańczowej, trochę ode mnie mniejszej samicy. Błękitna tafla błon na jej karku ślicznie kontrastowała ze zdjętą z wieczornego nieba łuską, której w jakiś niebanalny sposób mało było egzotyczności, więc zwieńczyła się w dodatku na spodzie, jaskrawą żółcią. Szczególną uwagę zwracały na siebie błękitne wzorki, niby pasma, ciągnące się figlarną kreską po całym ciele, nadające całości egzotycznego charakteru.
Kim była nieznajoma? Stanęła naprzeciw mnie, nie zwróciwszy na mnie uwagi. To było nawet zrozumiałe, gdyż zarzuciłem na swoje łuski cień drzewa pod którym leżałem. Natomiast zapachu już nie kamuflowałem, ale wietrzyk wiejący od jeziora podsuwał tylko mnie subtelną mieszankę woni stada i samej samiczki. Moje uprzedzenia do jej stada nie odgrywały jeszcze aż tak znaczącej roli, ale nie mogłem ukryć lekkiego zawodu.
Wstałem i po cichu podkradłem się od tyłu do stojącej na brzegu samiczki. Najpierw nisko zwiesiłem głowę nad jej koniuszkiem ogona. Uśmiechnąłem się pod nosem i ... cap! Dziabnąłem ją w koniuszek. Krótko i odpowiednim wyważeniem nacisku zębów. Wszak nie chciałem jej pozbawiać kolorowego zakończenia.

Pogodna Myśl - 2020-04-24, 00:56

Jak widać nie zwróciła uwagi na srebrne łuski leżące niedaleko. Za bardzo popłynęła myślami o jeziorze. W końcu woda. W połowie jej siedlisko. Ale chyba sama tak nie uważa. Skoro zwróciło jej uwagę w większości dziwne zimne z niego się wydobywające. W zimę pewnie nie zwróciła najmniejszej uwagi na to. Bo zimno jak zimno. Nie czuła różnicy.
Nie zauważyła kiedy jeszcze nieprzyuważony nieznajomy podkradł się do niej, ale za to doskonale poczuła zęby na ogonie. To doskonale wybudziło ją ze wszystkich, jakichkolwiek, myśli. I już chcąca sprawiedliwości obraca się w mgnieniu oka! Staje pyskiem w pysk z srebrnym smokiem! W międzyczasie wyciąga prawą łapę od razu zaczepnie ustawiając szpony! Zaraz miała przyłożyć mu w pysk...ale, jej łapą zatrzymała się w ostatnim momencie o szpon odległości. Kiedy dojrzała, że atakuję smoka widać było na jej pysku nie małe zdziwienie. Liczyła znowu na jakiegoś drapieżnika. A tymczasem. Smok. I to z Plagi sądząc po zapachu. Wróciła łapę na której się podparła i nie odrywała spojrzenia od srebrno łuskiego.
- Dlaczego mnie gryziesz?! - Zakrzyknęła wtem ewidentnie żądająca wyjaśnień, przy czym machała ogonem zadziornie. Oj jeszcze świeżbi. Jeszcze żąda sprawiedliwości. Więc niech lepiej ma dobrą odpowiedź. No i puki co ma dobrą opinię o nich, więc szkoda by było się zawieść i dowiedzieć, że jednak nie są tacy fajni.
W trakcie obejrzała go od góry do dołu. Każdą łuskę wraz z grzywą typową dla wężowych. Podobały jej się jego księżycowe łuski. Normalnie jakby je księżycowi zabrał. Aż zatrzymała się na prawej łapie. A raczej jej braku. Może jest wojownikiem? Czarodziejem? Czarodzieje też walczą. A może to ten drugi smok? Wtedy wyraz jej pyska trochę złagodniał. Ale zaraz ponownie spojrzała w żółte ślepia, przy czym pewność siebie nieustępliwie się jej trzymała i wskazywała na chęć dostania odpowiedzi.

Śnieżna Zadyma - 2020-04-24, 23:25

Obrywałem już tyle razy, że nie straszna mi była gwałtowna reakcja nieznajomej. Bardziej obawiałem się słownej reprymendy jeśli nieznajoma nie znała się na tego typu żartach. Mimo to zmrużyłem niebezpiecznie powieki, gdy samiczka zawirowała na łapie, trzepocząc w powietrzu skrzydłami i celując w mój pysk groźną bronią, którą były rzędy pazurów mogących rozorać skórę i to co pod nią głęboko ukryte. Nie uśmiechała mi się perspektywa piekących szram na policzku, więc przywołałem do siebie maddarę, gotów wydać rozkaz do obrony, jednakże wstrzymywałem się z tym aż do samego końca i jak się okazało, to była dobra decyzja. Zatrzymana w miejscu łapa zawisła w powietrzu niemal dotykając zakrzywionym pazurem wrażliwej skóry na moim policzku.
Spokojny wyraz pyska powrócił jak słoneczny promień po odejściu burzowych chmur. Uśmiech też zagościł na mym pysku po głośnych pretensjach nieznajomej, której bujający się ogon zdradzał zaintrygowanie. Nie odrywałem od niej wzroku, kiedy zjeżdżała swoimi rubinowymi kryształkami oczu po moim ciele i znacząco zatrzymała je na miejscu w którym brakło dalszej części przedniej kończyny. Rozumiałem, że nie dla wszystkich ten widok był znośny, dlatego roztropnie nie paradowałem w tym stanie w środku dnia po wspólnych terenach. Moja dzisiejsza obecność w tym miejscu była wyjątkowa. Otworzyłem białe skrzydło i nakryłem nim miejsce z prawej strony, zakrywając miejsce po amputacji.
- To miejsce jest przeklęte. Podobno ten kto się za długo przegląda w lustrze wody w tym jeziorze, traci bezpowrotnie duszę i zmienia się w kwiat lotosu - powiedziałem udając poważny, złowróżebny ton, a potem trochę pocieszająco. - Najlepszy sposób na ratunek to lekkie ugryzienie, albo pocałunek. Co być wolała? - przekrzywiłem łeb na prawo kryjąc rozbawienie.

Pogodna Myśl - 2020-04-26, 23:26

Czy on na prawdę uśmiecha się gdy na niego krzyczy? Tak. Jak widać tak. Dla niego pewnie jest to powód do śmiechu, ale dla niej... Ah. Nie ważne. Zmierzyła go zwrokiem zatrzymując się chwilę dłużej na kikucie. Nieco się zdziwiła kiedy zasłonił brak łapy skrzydłem. Wstydzi się? A może on też brał udział w tamtej akcji? Nie. Jak dobrze słyszała to to była ona, no i z Wody, a ten tu koleżka jest z Plagi. W takim razie obstawia arenę.
- Dlaczego...- Zaczęła sporo łagodnie lj niż chwilę wszcześniej, jednak w czas gdy ten zaczął odpowiadać, więc szybko ucichła już po jednym słowie. W końcu, chciała odpowiedzi. Więc ją otrzymała. Przy czym mocno zaciekawiła.
-Na prawdę smoki zmieniają się w kwiaty? -Chociaż? Po kamiennej łapie i we kwiaty uwierzy. Po usłyszeniu odpowiedzi rozejrzała się ciekawie za kwiatami. Nie było tu żadnych lotosów. Szczególnie ich nie widziała. Chociaż nawet o nich nie słyszała...Ale! Wie jak rozpoznać kwiat od trawy więc jest na plusie. Zaraz wróciła wzrokiem do księżycowo łuskiego towarzysza.
- Ale już mnie ugryzłeś więc po sprawie. Tylko, że nie widzę żadnych lotosów to skąd tę podobno? Na pewno nie pomyliłeś jezior? - Zapytała łagodnie w towarzyszącym jej lekkim uśmiechu. Przy czym na zadane przez nią samą pytania przechyliła ciekawsko łepek. Już przestała złowrogo wymachiwać ogonem, który zawisł prosto nad kawałkiem brzegu i wodą nad którą sięgał.
W chwilę łagodny wyraz pyska zmienił się w mocno zaniepokojony. Odwróciła pysk od srebrno łuskowiego towarzysza, kierując go ku horyzontowi wraz ze spojrzeniem patrząc tym samym na horyzont za którym kryła się granica Ziemi. Coś się stało. Ojciec? Niee. W końcu nie jest... MROK. Momentalnie obruciła łeb spowrotem ażeby nje zwracając nawet uwagi czy coś mówił otworzyć pysk i samej coś powiedzieć.
- Wybacz, ale kiedy indziej opowiesz mi o zaczarowanym jeziorze. - Powiedziała niby łagodnie choć nie zbyt spokojnie, stwierdzając po mówię ciała. Następnie już bez słowa obruciła się przodem do kierunku w który przed chwilą patrzyła i skoczyła w powietrze rozkładając w tym samym momencie skrzydła. Ażeby wznieść się w powietrze i zacząć oddalać. Z każdym machnięciem skrzydeł coraz dalej zyskując na prędkości, aż nie zniknęła z zasięgu wzroku jej byłemu towarzyszowi.

//zt

Różany Kolec - 2020-06-15, 12:14

Kłamstwo nabierało kolorów. Irradil znany był wśród ognistych jako syn Noir, co dało mu komfort i swobodę, których potrzebował. Powoli przyzwyczajał się więc do świadomości przynależenia, do tych wszystkich nowości i życia w stadzie, choć chwilami, szczególnie kiedy zapadał zmierzch, pamięć o rodzicach wracała do niego bolesnymi wspomnieniami. Nie zwierzał się z tego opiekunce, nie chcąc jej martwić, a przecież noce również były dla niego ciężkie. Koszmary wyrywały go ze snu, sprawiając, że przez większość czasu chodził zmęczony i przybity. Ostatnimi czasy nocne mary nawiedzały go zresztą tak często, że dzisiejszego wieczoru nawet nie próbował zasypiać. Nie chciał kolejny raz budzić się przerażony z szaleńczo bijącym sercem.
Kiedy Nori pogrążyła się we śnie, Irradil po cichu opuścił grotę. Przed wejściem rozpostarł skrzydła i zniknął na rozgwieżdżonym niebie, wiedziony pragnieniem odcięcia się od wszystkiego i wszystkich. Przez kilka długich chwil rozkoszował się wiatrem czeszącym futro i świszczącym w lotkach skrzydeł. Nie wiedział gdzie leci, ale potrzebował uciszyć szaleństwo myśli, a nie znał lepszego sposobu niż szybowanie ponad wierzchołkami drzew. Rozciągający się przed nim bezkres zawsze go uspokajał, dawał świadomość, że świat jest ogromny i że zawsze znajdzie się w nim miejsce dla takiego jak on. Wystarczyło tylko dobrze poszukać. Tak przynajmniej uważała jego matka. Spójrz Irradilu, mówiła, wskazując horyzont, gdzieś tam czeka na nas lepszy świat. A on jej wierzył, bo przecież była najmądrzejszym smokiem, jakiego znał.
Teraz, kiedy przemierzał przestworza samotnie, wciąż chciał w to wierzyć. Nie miał jeszcze tyle śmiałości i pewności, by uznać, że to Ogień jest kresem jego wędrówki, ale i to było przyjemną myślą. Nadzieja, jak mówią, zawsze umierała ostatnia.
Las pod nim ustąpił miejsca gładkiej tafli wody srebrzącej się od blasku księżycowego światła. Jej piękno zachwyciło go i na moment przegnało z myśli melancholię. Gładkim ślizgiem spłynął z przestworzy, by tuż nad wodą wyrównać i jedynie zanurzyć w niej palce jednej z przednich łap. Szpony rozdarły niezmąconą taflę, zostawiając na niej rysę, która i tak zniknęła już po chwili, jakby nigdy jej nie było. Szkarłatny samiec przez moment płynął tuż nad taflą na szeroko rozpostartych skrzydłach, ale gdy dotarł do centrum jeziora, uderzył nimi by wznieść się wyżej. Lotki nieuważnie smagnęły wodę, więc gdy wzbił się w ciemne niebo, wokół niego rozbłysły srebrzyście krople wody strącone z piór.

Szarlatańska Obietnica - 2020-06-17, 14:33

Czy Ha'ara też żyła w kłamstwie? Tak wspaniale ułatwiającym życie i tak bardzo trzymającym samiczkę w przekonaniu o dobru jakie ją spotkało. Jej matka bo jednak Urzara nią była nigdy nie wykonała kroku i chyba... dobrze zrobiła. Dzięki temu Szarlatan mogła cieszyć się miłością dwójki ojców i być wdzięczna uzdrowicielce za stworzenie jej.
Zimne jezioro natomiast było miejscem gdzie samiczka zwyczajnie mogła się odprężyć, a Havrun zażyć wody, w której spędziła większość życia. Lewiatanka więc pływała, a jej kompanka korzystała na brzegu ze słońca grzejąc futro na grzbiecie. Jej proteza oczywiście leżała obok. Obietnica już niemal zapomniała jak żyło się bez niej. Jak to jest poruszyć lewym nadgarstkiem, wybić się z czterech łap. Kiedyś jeszcze jej oprawca nawiedzał ją we śnie. Teraz jednak... Nawet nie czuła takiej chęci zemsty jak z początku. Jest to pewnie winą przyzwyczajenia się do stanu rzeczy takiego jak jest.
W końcu samiczkę i jej kompankę zastał zmrok. Ha'ara jednak nie poczuwała się do powrotu do domu. Siedziała owinięta ciałem swojej kompanki wpatrując się w liczne gwiazdy. Uśmiechała się przy tym do siebie gdy odnajdywała jakiś nowy kształt. O! Ten gwiazdozbiór może nazwie "Tyłek Burdiga"? Zacna nazwa prawda?
W końcu jednak uwagę samicy odwrócił nadlatujący smok. Ha'ara zastrzygła uszami wlepiając spojrzenie w przelatującego samca. Z jej smukłego pyska wymknęło się natomiast jedno słowo wypowiedziane uniesionym głosem.
~ Hej!

Różany Kolec - 2020-06-24, 19:55

Obcy głos poniósł się echem po tafli wody i przedarł przez szelest piór, by dotrzeć do uszu Irradila. Młody samiec odruchowo skierował spojrzenie w kierunku dźwięku, a dostrzegłszy na brzegu jasną plamę błękitu i beżu z domieszką różu, zrozumiał, że naprawdę się zagapił, skoro nie dostrzegł jej wcześniej. Nie spodziewał się jednak, że przypadek zetknie go z jakimś obcym smokiem w środku nocy. Nie szczególnie miał ochotę na towarzystwo, czuł się zmęczony brakiem snu i zgnębiony myślami, ale czy zignorowanie towarzystwa cokolwiek by zmieniło?
Zatoczył koło nad brzegiem, spoglądając z góry na drobną smoczą postać splecioną z istotą, której nie potrafił zidentyfikować. Wiedział ejdnak, ze tutejsze smoki łączyły swoje umysły z umysłami zwierząt czyniąc z nich towarzyszy. Irradil uważał to za coś dziwacznego, co go odrobinę niepokoiło, ale cóż... taki był stan rzeczy. Niepokoiło go wiele kwestii, ale raczej mało komu o nich mówił.
Wylądował gładko kilka kroków od nieznajomej i złożył skrzydła. Potrząsnął głową żeby odgarnąć z pyska splątaną grzywę, a potem wbił spojrzenie w smoczycę, która go powitała. W duchu zachwycił się jej drobną postacią, jednocześnie zastanawiając się nad tym, że większość północnych, które widział na tych terenach była niezwykle urodziwa. Dziwna prawidłowość, ale nie poświęcił tym rozmyślaniom wiele uwagi. Zmierzył nieznajomą spojrzeniem zimnych, błękitnych ślepi, nieświadomie wyrażając postawą niepotrzebną rezerwę.
- Hej - mruknął miękko, co tej postawie przeczyło. Obietnica jako uzdrowicielka mogła po przyjrzeniu się Irradilowi fachowym okiem dostrzec, że zdecydowanie nie wyglądał zdrowo. Jego futro nie lśniło, a spojrzenie podobnie jak postawa, wyrażały zmęczenie. - Niebezpiecznie jest sypiać poza grotą - powiedział, w końcu się zbliżając. - I zaczepiać nieznajomych. - Po tych słowach uśmiechnął się drapieżnie, choć widać było, że po prostu się droczy. Rozbawienie na chwilę przegoniło też cień z jego spojrzenia.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group