To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

Zimne Jezioro - Jezioro

Szarlatańska Obietnica - 2020-06-25, 12:55

Na Ognistego samca wpierw skierowały się surowe ślepia lewiatanki, do których prędko dołączyły obnażone kły. Otulona w jej ogon samiczka natomiast. Uśmiechnęła się delikatnie widząc kogoś nieznajomego. Sam Różany wydał się Ha'arze... przyjemny dla oka. Ta barwa rozdeptanej żaby... I ten smukły wygląd. Obietnica odnosiła wrażenie, że lepiej prezentowałby się z ciut dłuższą grzywą, ale to tylko jej samicze spojrzenie na piękno.
Samiczka zastrzygła zakolczykowanymi uszami gdy ogon Havrun uwolnił ją i z delikatną pomocą łap kompanki udało jej się stanąć na miękkiej trawie. Drewniana proteza zastukała o jeden z niewielkich kamyków, a kita samicy zaczęła wić się dziko. Para szmaragdów spoczęła na pysku samca przez większość czasu unikając zetknięcia się ze spojrzeniem samca. Rzeczywiście wydał się zmęczony. Pewnie Ha'ara zatrzymała go na drodze do jaskini. Cóż... Trudno. Jeśli zdecydował się z nią porozmawiać to z pewnością gdzieś w tym krwistym futrze drzemie trochę siły. Samiczka natomiast... Wyglądała niepozornie. Jej wzrost sugerować mógł, że Różany napotkał pisklę z wyjątkowo dziwną opiekunką, a pyszczek wciąż uśmiechnięty pokazywać mógł, że pisklęcia tego nie spotkał jeszcze brud tego świata. W jednej z tych kwestii mogę się zgodzi, a druga to największa bujda pod barierą. Samiczka przekrzywiła delikatnie głowę.
~ To nie pierwszy raz kolego. Chociaż zwykle śpię bliżej aren.~ Wyszczerzyła kły, a lewiatanka właśnie podała jej torbę. Samiczka dobyła z niej dwie miseczki, które postawiła na maddarowych podgrzewaczach, które połączone były z ogonem samicy błękitnymi nitkami maddary. Obietnica zaczęła w nich gotować napar z bzu.
~ Uwierz mi, że mogę ci zrobić większą krzywdę niż sądzisz... Albo raczej ona może.~ Tutaj samiec mógł bez problemów dostrzec szczerzącą się Havrun, która akurat strzelała z kostek palców. Jej podopieczna jednak z uśmiechem podała samczykowi jedną z miseczek wypełnionych naparem.
~ Jednak nie wyglądasz na kogoś, kto atakuje samotne samice w środku nocy. Zwłaszcza, że wyglądasz mi na całkiem zmęczonego... Napijesz się?~ Ha'ara roześmiała się cicho i jeśli samiec przyjął jej miseczkę ona sama wzięła łyka z drugiej.
~ Jestem Szarlatańska Obietnica, uzdrowiciel Plagi.~

Inny Świat - 2020-07-15, 22:57

//inny czas


Dni mijały i mijały, za to jemu coś nie dawało spać. Dręczyła go jedna myśl, jedno zdarzenie jakie widział. Mógłby spróbować coś z tym zrobić, zapewne wahałby się jakieś 30 księżyców temu przed takim działaniem. Teraz jednak zmienił podejście i zamiast długo rozmyślać, czasami nawet dniami, czy powinien coś zrobić, decydował się pod wpływem impulsu. Zaryzykuje, trudno, może tylko pogorszy sprawę. Poprosił jednak Se'ze o pomoc, gdyż musiał użyć dzisiaj maddary. Jeszcze w legowisku poprosił Urzarę o jakiś wywar na złagodzienie bólu głowy. Więc przybył nad jezioro, skupił się, po czym - z wspomagającą go magią Se'ze - wysłał wiadomość mentalnną. Zawierała obraz gdzie jest, kim jest i tylko cztery słowa "Proszę przybądź, jeśli możesz". Po tym wysiłku szybko wypił przygotowany, chłodny płyn i po chwili poczuł ulgę. Dalej czuł lekki ucisk w skroniach, jednak nie był tak mocny jak zazwyczaj gdy to robił. Denerwował się? A no tak, jak zawsze w takich sytuacjach. Dawno nie widział Godnego, chociaż teraz pewnie inaczej się nazywa. Tak samo jak i on.

Apogeum Konfliktu - 2020-07-15, 23:50

Przez Calada maddara przepływała gładko jakby był magiem... Wiadomość mentalna nie tyle była interesująca co smok, który ją wysyłał. Ostatnim razem widział go na grani, prawda? Wtedy kiedy zabił Zamąconego. Trochę minęło od tamtego czasu i zmieniło się wiele.
Wychudzony samiec zjawił się nad jeziorem, ale wyglądał nieco lepiej niż poprzednio. Jego łuska jeszcze bardziej pociemniała, jednak zdawała się lśnić na wychudzonym ciele. Ślepia były zmrużone jakby podejrzewał jakąś cholerną pułapkę, a poza tym zaraz po przybyciu smoka pojawił się niedźwiedziowaty żywiołak, który stanął trzy ogony za smokiem.
Samiec pamiętał jak bardzo Teza nie lubił połączenia za pomocą maddary, pamiętał też o tym, że boli go łeb. Pamiętał też, że kiedyś mógł go nazywać przyjacielem, ale zmieniło się sporo, a uczucia wyjałowiały.
Warto też wspomnieć, że od samego "Godnego" śmierdziało niemiłosiernie zielskiem i to nie tylko tego palonego z fajki, ale również świeżymi, z torby wykonanej ze skóry szarego łosia zdobionego piórami białego kruka. Czy to coś oznaczało?
- Czego potrzebujesz?
Od razu do rzeczy i to w chłodnym podaniu, gdyż Calad oczywiście przybył na wezwanie, ale wcale nie oznaczało to, iż chciał tu być. Po prostu oszczędził sobie bolesnej odpowiedzi istocie, która nie trafiła w umyśle maddary.

Inny Świat - 2020-07-20, 00:52

A jemu dalej było szkoda, że ta ich relacja się sypnęła. I czasami obwiniał się za to, jednak niepewność co do niebieskołuskiego go powstrzymywała. Ale przynajmniej nie jest to ktoś zupełnie obcy, po prostu... znajomy? Nie miał zmaiaru poruszać tutaj tego, co widział. Nie, chciał tylko o coś poprosić jeśli nie zarządać tego a w najgorszym wypadku wyciągnąć, czy spróbować, to siłą. I tak trwał w tym postanowieniu, kiedy widział zbliżającego się smoka. Se'ze od razu czmychnęła gdzieś w górę, kryjąc się pomiędzy chmurami, które od dłuższego czasu gęsto zakrywały błękit nieba.
Najpierw, zanim się odezwał, intensywnie poruszył nozdrzami. Znał ten zapach, podobny towarzyszył Honi, Tłustemu i Urzarze słowem - uzdrowicielom. No tego się nie spodziewał ale kto powiedział, że trzeba być przez całe życie łowcom czy wojownikiem a zręczności temu tu nie brakowało. Tweed westchnął, momentalnie uciekł wzorkiem na bok ale w połowie swojej wypowiedzi wrócił wzrokiem na smoka
- Chciałbym abyś oddał mi amulet jaki zabrałeś Mętnemu. Mogę ci dać w zamian coś bardziej wartościowego, chociażby kamienie szlachetne
Poza pocieszeniem Mętnego, to potrzebował go do jeszcze jednej rzeczy. Wiedział, że to mogłaby być karta przetargowa aby zmusić swojego dawnwgo ucznia do gadania.

Apogeum Konfliktu - 2020-07-20, 06:44

W ostatecznym rozrachunku Calad był smokiem, który potrafi wyrządzać zło.
Nigdy świadomie nie próbował nikogo skrzywdzić, lecz mimo dobrych intencji, w potrzebie potrafił być do cna egocentryczny, egoistyczny i wręcz okrutny. Był kimś, kto potrafi uciekając się do wiarygodnej wymówki, zadać istocie, na której mi zależało, ranę nie do zagojenia. Nawet będąc uzdrowicielem- zamiast goić psychiczne rany to wolał uderzać tam, gdzie jeszcze bardziej zaboli.
Tweed śmierdział siarką co mogło oznaczać tylko tyle, że zmienił również stado. Był zdrajcą takim samym jak on, uroczo.
A teraz stanął przed nim jakby był nieco zmieszany, a jednak zadał pytanie prosto z mostu. Zapewne oczekiwał podobnej reakcji, stąd też Calad nie czekał długo z odpowiedzią. Ten łańcuszek zabrał i być może Teza widział to podczas zakończenia walki... Nie miało to najmniejszego znaczenia.
- Spóźniłeś się i to sporo. Oddałem go córce jeszcze tego samego dnia. Ma na imię Bandycka Groźba... to mocno fioletowa samica, z czerwonawą grzywą, wojowniczka. Pytała mnie o imię Mętnego, stąd też podejrzewam, iż będzie chciała mu go odsprzedać... Ale być może za odpowiednią cenę odda go Tobie.
Przerwał na chwilę mrużąc ślepia. I tak oto temat się wyczerpał.
- Coś jeszcze, czy tylko po to wzywałeś mnie taki kawał od stada?
Pytanie chyba dość normalne. Teoretycznie mogli to załatwić na odległość... byłoby zdecydowanie prościej.

Inny Świat - 2020-07-23, 20:58

Więc już go nie ma... tego się nie spodziewał, kim była dla niego tamta smoczyca, że dał jej amulet obcego smoka? Jak na to zareagował? Właściwie to nijak, bo tylko skinął głową na znak, że rozumie sytuację. Zapadła chwila ciszy po pytaniu uzdrowiciela, parę razy przymierzał się do powiedzenia czegoś ale ... szybko rezygnował
- Taki kawał...tak dokładnie, wybaCZ...
Powiedział mało speszonym głosem, ostatecznie, odwracając się i odlatując w stronę terenów swojego stada.

//zt.

Apogeum Konfliktu - 2020-07-24, 19:18

A Apogeum nawet nie zamierzał się powstrzymywać od uśmiechu kiedy jego... były przyjaciel się obrócił. Nie rozumiał sytuacji, po prostu od razu wybrał najprostszą z możliwych opcji. Gdzieś w duszy przez to Calad poczuł gorycz, że Tweed okazał się być równie pusty co jego zapewnienia, iż ich przyjaźń przetrwa. Widział, że ten szykuje się do powiedzenia czegokolwiek, ale najwyraźniej wolał wszystko przemilczeć. Miał widocznie wielki problem z wysławianiem się... trudno.
- Możesz uciekać... Nie mam nic przeciwko. Pewnego dnia prawda wyjdzie kiedyś na jaw i zrzuci to zmieszanie z twojego pyska... ale uciekaj sobie.
Patrzył jeszcze za odchodzącym wojownikiem stada Ognia przez dłuższy czas, ten jednak nie zareagował w żaden sposób, dlatego też ostatecznie Calad plunął tylko zimną mazią w stronę w którą poleciał sobie Tweed, a następnie sam się obrócił strzelając z ogona jak batem i po prostu odszedl.
[zt]

Przesilenie Północne - 2020-08-01, 18:11

    Nie wiedzieli się od czasu, w którym Piastun Plagi zapowiedział, że nie będzie mógł uczestniczyć w ich dalszych wyprawach za barierę – a przynajmniej nie w całości. Dlatego też wiadomość od Ognistej wojowniczki zaskoczyła go mile, a zaproszenie na piknik szybko zostało przyjęte. Do torby zapakował suszone jabłka i orzechy, podobnie jak antałek piwa i tabakę – i wzleciał w powietrze, kierując się nad tereny wspólne.
    Krążył nad Zimnym Jeziorem, ale nie widział jeszcze znajomych twarzy. Trudno – skoro ich jeszcze nie było, sam wybierze zakątek. Zdecydował się na miejsce częściowo zasłonięte przez drzewa, ale odkryte przy plaży, z dobrym dostępem do jeziora, gdzie wylądował i rozgościł się.
    Wyjął z torby przygotowane jedzenie, paczuszka tabaki i piwo skrywały się gdzieś obok, a sam ułożył się na plecach, wystawiony na pełnię słońca, z oczami zasłoniętymi czarnym, prześwitującym, maddarowym materiałem – i czekał.

Grabieżca Fal - 2020-08-02, 00:24

Chlupot na pewno zawiadomił Przesilenie o nadejściu kolejnego że smoków. A jeśli nie dźwięk, to na pewno zapach - świeżej, rybiej krwi. Po chwili jedna z nich - tłusty łosoś - wylądowała centralnie na Fenowym brzuchu, z mokrym klapnięciem łusek. O ile się przed nią nie uchylił.
- Taki zmęczony, że drzemiesz w środku dnia? Co się tak wymęczyło, Przesilenie? - zagadnęła Morien, wychodząc na brzeg. Jeśli nie liczac braku jednej z przednich łap, nie zmieniła się zbytnio. Może poruszała się trochę wolniej i mniej pewnie, ale można było złożyć to na karb kalectwa.
- Czyżby już dopadał cie podeszły wiek? - zaśmiała się bez złośliwości i położyła się obok. Drugiego łososia położyła już obok zapasów Fena. Nie spodziewała się że ktoś poza Chochlikiem - który na pewno coś przyniesie, nie będąc sobie w stanie odmówić okazji - zabierze jakieś zapasy. Było to... Niespodziewanie mile.

Chochlik Miłości - 2020-08-02, 00:39

Och! A jakby było mu przykro przez to że nie mógł z nimi już więcej chodzić w te ciekawe miejsca! Niestety, pewnych praw Piastun nie był w stanie przekroczyć czy może raczej nie chciał przekroczyć ze względu na szacunek do Stada Plagi i samego Kheldara. Lepiej było ugasić potencjalny pożar zanim się rozbuchał.
Lecz nie znaczyło to że będzie on całej tej ekipy unikał! Na wiadomość Grabieżcy, uśmiechnął się pod nosem samemu pakując wiele naczyń. Płytkie kolorowe miseczki, normalnie służącemu jako czarki do naparów z bzu oraz te wyższe służące do nalewania takowych spoczęły w jednej torbie z lisa. Do tej z borsuka zapakował suszone śliwki, kilka pieczonych plastrów morel oraz sakiewkę pełna świeżutki w truskawek. Ostatnia malutka torba, którą miał chyba od samego początku pobytu tutaj była wypełniona bzem, goździkami, drobnymi kwiatami krwawnika a do tego wszystkiego upłynął ten mały bukłak oraz tyci słoiczek akacjowego miodu. Z takim arsenałem ruszył na miejsce spotkania.
Jego sylwetka była dość charakterystyczna na czystym niebie, dlatego przybyli już nie mieli najmniejszego problemu z rozpoznaniem go, szczególnie iż nie szczędził sobie w powietrznych akrobacjach znów niebezpiecznie tańcząc z powietrzem oraz śmiejąc się ziemi, na której miał lądować w pysk. W końcu jednak wylądował i nawet nic mu z tych wszystkich toreb nie wypadło!
- Uhuhu! A cóż to za pyszności.. Żer jak zwykle będzie miał najlepsze wejście czy na ostatku, co? - zawołał melodyjnie choć jego wyraz pyska, przybrałdość szelmowski wyraz gdy doszedł do zmianki o ich Ziemistym przyjacielu. Sam po prostu wyciągnął cały swój bagaż i zgrabnie zaczął układać naczynia przy owocach.
- Napijecie się czegoś? Bez, goździk z morelą? A może... Coś mocniejszego na start? - i to był cały Chochlik. Ledwo przyszedł i już chciał zaczynać od mocnych rzeczy!

Przesilenie Północne - 2020-08-02, 12:43

    Chociaż czuł zapach i słyszał dźwięk, nie zareagował – i dopiero się zgiął w dół, jak został uderzony łososiem. Sapnął i uniósł skrawek okularów, zerkając spod nich na wychodzącą z wody wojowniczkę.
    Pisklęta – odparł, niby mimochodem, szczerząc się zadowolony. – Siedem. Więc niestety, mam się świetnie. – Wyszczerzył się mocniej i puścił jej oczko.
    Mimo to, ożywił się na wspomnienie piskląt – nawet mimo stojących za tym sugestii i nawet mimo tego, że ciągle chodził przez nie zmęczony – i obrócił w kierunku Grabieżcy całkowicie, przewalając się na bok. Krótki impuls dotarł do jej głowy, gdy pokazał jej przebitkę wszystkich dzieci razem.
    Gdy Chochlik wylądował obok, ustawił się tak, by i jego widzieć, witając go rozbawionym uśmiechem.
    Najwyraźniej – zaśmiał się. – Może niesie coś wyjątkowo ciężkiego? – Nawet nie tyle, co ciężkiego wagą, a ciężkiego dla ich żołądków, bo na ostatnie pytanie Chochlika tylko wskazał mu antałek piwa, który miał obok siebie. Zaprosił Chochlika gestem – jeżeli chciał, mógł polewać.
    Tymczasem Bójka, będąca gdzieś w Przystani, chwyciła jeden szafir i pochłonęła go ze smakiem, zaspokajając głód.

Światokrążca - 2020-08-02, 13:54

A Żer powolnym krokiem przydreptał nad Zimne Jezioro. Cóż prawdopodobnie byłby szybciej gdyby wybrał drogę wodną, ale wtedy nie mógłby być tak stylowy jak teraz. Bo stary morski, miał założony na sobie kolorowy, jaskrawy sweterek w ciapki, który wyjątkowo się gryzł z kolorami jego łusek, co tylko sprawiało, że nosił go z jeszcze większą radością. Bo było to tak głupie.
- Tylko moje tłuste cielsko. - odpowiedział Fenowi zachodzące go od tyłu i uśmiechając się z kpiacym rozbawieniem. - No i może... - nagle z za swetera wyciągnął mały okrągły placek, z serem, którym nawet jeden smok by się nie na jadł, ale cztery mogą chyba chociaż polizać i poznać smak. - "Drożdżówke."- rzucił ją na ziemie między zbiorowisko po czym przechylił łeb. - Mam nadzieje że "drożdzówki" się nie psują? Dostałem ją jeszcze od Kjella. Tego Gnoma z naszej poprzedniej misji. - wyjaśnił.
- Ahh! I Chochliku twoje zioła, zapomniałbym. - powiedział i znów sięgnął łapą do swetera by wyjąć zawiniętą paczuszeczkę, którą rzucił przed łapy piastuna. Gdyby Żer był ludzką kobietą, zdecydowanie właśnie by wyciągał rzeczy ukryte w biustonuszu, ale cóż, był smokiem więc chyba nie zachodziło tutaj nic niezwykłego.

Grabieżca Fal - 2020-08-02, 14:17

Grabieżca wydała z siebie dźwięk pełen współczucia i jednocześnie podziwu, który najłatwiej można opisać jako "Oof!". Przymknęła ślepia, koncentrując się na obrazach.
- Podziwiam, że w takim razie jeszcze żyjesz! - parsknęła śmiech. - Ja dorobiłam się tylko czterech, wszystkich w Ziemi, a każdy z nich ma talent do pakowania się w kłopoty. - Pokręciła łbem ze zrezygnowaniem. Podziwiała siły Lepkiej, naprawdę.
Przywitała się z Chochlikiem, delikatnie pociągając za kędziorek jego rudej grzywy. - Z tobą to zawsze coś mocniejszego, hmm? - mruknęła wesoło. Dała znak łapa, by Chochlik nalał jej czego uzna za stosowne.
Na widok Zeru wybaluszyla slepia i zamrugała. Przez chwilę bez słowa wpatrywała się w monstrualna kreacje. - Wiem, że jesteśmy nad Zimnym Jeziorem, ale jeśli bałeś się że po kąpieli będzie Ci chłodno, to któreś z nas na pewno by cię ogrzało. Nie musiałeś się przebierać za północnego. - Rzuciła niewinnie, szczerząc kły.
- Pożyjemy, zobaczymy. - Skomentowala drożdżówki, wąchając je z zainteresowaniem. Odgryzła kawałeczek i pomiędliła go w pysku. Krzywiła się przy tym teatralnie zanim wreszcie połknęła. - Nie smakuje jak coś, co kiedykolwiek jadłam, ale jest dobre. A wracając do piskat, te są moje - powiedziała, rozsyłając obrazy Mango, Harnasia, Kosy i Świetlika do każdego z obecnych. - Zer, ty pewnie widzisz ich najczęściej. Nie naprzykrzaja się za bardzo Honi?

Chochlik Miłości - 2020-08-02, 23:42

Burdig spojrzał na antałek piwa i zagwizdał a potem rozstawił miseczki, polewając każdemu odpowiednią porcję. Ponieważ Grabieżca zawsze była dla niego ostrym babskiem, dodał do jej porcji trochę goździków by nadać trunkowi ostrego, przyjemnie szczypiącego w język posmaku. Sobie i Fenowi kulturalnie przyprawił odrobinką miodu, by osłodzić im trochę to życie a z dawką dla Żeru poczekał aż on przybędzie. Przywitanie Ognistej skomentował jedynie pokazaniem kłów w uśmiechu. Mimowolnie podsłuchał też o czym rozmawiała Morien z Przesileniem..
- Uuu gadacie o pisklętach? Ahh, ja już zapomniałem jak to jest mieć swoje maluchy, większość mi wyrosła albo pozakładała swoje rodziny - westchnął dramatycznie, wręcz teatralnie podając zebranym polane trunki a potem.. Potem przybył Żer. Burdig zawiesił na nim wzrok z zainteresowaniem, oceniając jego gustowne wdzianko (nie mięśnie o dziwo tym razem!) a wyrwał się z tego transu dopiero jak zostały podsunięte mu pod nos zioła. Czy raczej rzucone..
- Skaaaarbie, cóż to za wdzianko! Ja uważam że bardzo Ci pasuje, to zróżnicowanie kolorów podkreśla Twoje krągłości! Chociaż fakt, nigdy nie wyglądałeś mi na zmarzlucha.. - wyszczerzył kły a potem przysunął paczuszkę do siebie, pokazując również na miseczkę i antałek chcąc dostać odpowiedź czy Morski zechce się czegoś napić.
A gdy doszło do opowiadania o dzieciach, Piastun chcąc nie chcąc wrócił do wydarzeń które sprawiły że miał ochotę Nesalę ukrzyżować (jeżeli smoki wiedzą co to znaczy, jednak nie zapominajmy o tym iż Chochlik pochodzi z dalekich stron świata) i poniekąd w jakimś psychicznym spektrum to zrobił. Ale! Nie tylko te niemiłe wspomnienia przyćmiły mu umysł. Coś jeszcze sobie przypomniał!
- Hooni! Nie widziałem jej kawał czasu, ostatni raz gdy Rio był malutki - powiedział, samemu odłamując kawałek drożdżówki. Przypominały mu dom więc nie narzekał - Skoro już jesteśmy przy tym co tam słychać w stadzie Ziemi.. Powiedz no mi, mój Stary Druhu - Nie pałętają się tam jakieś małe, różowe grzywy? Wiem że Ha'arka cośtam wymyśliła z waszym Uzdrowicielem.. A mam z nim do pogadania bo nauczył ją palenia tego śmierdzącego, paskudnego tytoniu! - fuknął na koniec, mimo flirciarskiego tonu na początku wypowiedzi, zapychając się kolejnym kawałkiem drożdżówki.

Przesilenie Północne - 2020-08-03, 00:20

    Miseczkę przyjął z uśmiechem i podziękował piastunowi ruchem ręki, zwracając się zaraz z powrotem do wojowniczki i parskając głośno na jej słowa.
    Mógłbym powiedzieć to samo, to też całkiem sporo… pracy – odparł, unosząc brwi. Tylko nie nad wychowaniem, skoro wszystkie trafiły do Ziemi. – Skoro są w innym stadzie, to chyba nie powinnaś tak tego odczuwać? – zapytał rozbawiony.
    Gdy wojowniczka zwróciła się do Żeru i on uniósł wzrok, i parsknął po raz kolejny, widząc jego przebranie.
    Jestem pod wrażeniem, że gnomom starczyło wełny – odpowiedział mu.
    Porównanie go do północnego przez Morien sprawiło, że dreszcze przebiegły mu w dół kręgosłupa. Owłosione do połowy brzucha i na barkach, na reszcie łyse? Jego rodzina zaczęłaby przypominać myszy.
    Skoro o rodzinie mowa – gdy Morien podzieliła się wizją, przyjrzał się smokom z zainteresowaniem, a i reszcie pokazał dzieci, które wcześniej tylko widziała wojowniczka.
    To jedno z tych, które założyło rodzinę? Nic dziwnego, że wstydziła się wykorzystać ciebie jako niańkę, skoro tak dobrze umiesz przyprawić ją o zażenowanie – zachichotał, nawiązując do historii, którą opowiedziała mu Szyszka – a z którą zdradziła się już sama Paqui, więc musiał o nią dopytać niedawno partnerkę.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group