To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

Zimne Jezioro - Jezioro

Światokrążca - 2020-08-03, 17:23

Dranatyzcnje przykładając łapę do piersi udał urażonego. Oraz zerknął zadowolony na Przesilenie gdy ten rozpoznał czyja to robota.
- Jak możesz Grabieżco! Nie doceniasz mojego stylu! - zawołał, po czym pokręcił łbem i sam nabił szponem kawałek samotnej drożdżówki.
- Zabawna sytacja. Dostałem ten gnomi sweterek od Eskalacji Konfliktu, kiedy czekaliśmy Basiorem i Darem na granicy Plagi gdy trzymali Mango jako zakładnika. Tak też wspominając o tym, że twoje dzieciaki mają tendencję do pakowania się w kłopoty. - parsknął sarkastycznie i zlizał drożdzówkę z szpona. Za to na komentarz Burka rozbawiony skłonił się wdzięcznie i mrugnął. Za to na obraz pisklalow Grabieżcy wydał z siebie ciche "hm".
- Obawiam się, że z tym pasiastym coś się stało, nikt nie widział go od dawna. Mango i Harnaś to dwójka puszących się hultajów, uwielbiam ich. Ten żółty... żyje. - wzruszył barkami. Zerknął na Chochlika - Basior ma pisklaki z twoja córką? Ciekawe, bo tak ma dwójke w tym jedno z różową grzywą. - powiedział zamyślony.
Aż w końcu odwrócił łeb do Przesilenia.
- No. Na ciebie to by na pewno nie starczyło wełny. - odparł z złośliwym uśmiechem.

Grabieżca Fal - 2020-08-03, 18:13

- Dziadek Chochlik? No, no, jesteś tuż za Żerem! - zaśmiała się. Sięgnęła po podsuniętą jej czarkę i pociągnęła z niej bez wąchania. Na pierwszy smak piwa skrzywiła okropnie pysk i pysk, jednak po chwili jej rysy wygładziły się w zaskoczonej przyjemności. Powąchała trunek i przypatrzyła mu się uważniej, po czym napiła się drugi raz. - Nigdy czegoś takiego nie piłam. Co to, jakieś eliksiry dwunogów? - zapytala Burdiga. Skojarzyło się jej z krasnoludami, które przechowywaly mocz nietoperza. Dziwne rzeczy były w ich stylu.
Parsknęła śmiechem na uwage Fena i tylko pokiwała łbem, kiedy odezwał się Zer. - Wodorst zielony już dał się porwać, słyszysz? Modliłam się już do Kammanora, żeby uratował jego zad, ale Honi udało się to jakoś rozwiązać. - Dodała, wyraźnie pełna podziwu dla partnerki. Na wieść o nieobecności Kosy lekko wykrzywiła pysk, jednak jej rysy szybko się wygładziły. Takie jest życie. I tak dobrze, ze reszta nadal żyła. Mango już był wojownikiem. Jej Herszt Bitwy...
- Daj mu spokój, dobry z niego smok - wtrąciła ugodowo na wzmiankę o Basiorze, obracając pysk do Chochlika. - Leczyl mnie po tym, jak wróciliśmy z Iskrą. Byłam jednym wielkim oparzeniem, a on nawet nie chciał żeby mu oddawać zioła. - Pokiwała łbem. Ale ze juz miał pisklęta! Samcom było łatwiej. I wcześnie zaczynał...
- To i dobrze, bo nie wiem czy moje biedne, stare ślepia zniosłyby widok dwóch takich monstrow! - prychnęła złośliwym chichotem, rzucając w stronę Zerowego swetru garść piasku.

Chochlik Miłości - 2020-08-03, 23:24

Burdig westchnął teatralnie na komentarz Grabieżcy, kiedy ta nazwała go dziadkiem Chochlikkem. Oh! Nie mógł sie przyzwyczaić do tego, przecież miał cale zycie przed sobą!.. No nie do końca lecz chciał w to wierzyć.
- Piwo, chociaż dodałem czegoś od siebie - mrugnął ślepiem a potem sam napił się słodkawo doprawionego piwa. Na opowieść Żera o uprowadzeniu Mango, który okazał się synem jego przyjaciółki westchnął jeszcze bardziej teatralnie - choć nie było go przy tej całej sytuacji osobiście, musiał przyznać że jego córka wywołała niemałe zamieszanie również w jego stadzie. Nie wiedział też, czy powinien mówić o śmierci Eurith, skoro w jakiś sposób była bliska Wojownikowi. Albo on jej. Zaś temat przeszedł na pisklęta o różowych grzywach, Burdig rozluźnił się nieco i szelmowsko uśmiechnął.
- Z takimi grzywami to na sto kamieni szlachetnych moja krew, Ha'ara również posiada taka grzywę - pokiwał głową z uśmiechem a gdy dotarła do niego niewybredna aluzja Fena.. Parsknął smiechem - Od kiedy to zwykła, Ojcówska troska jest powodem do wstydu? Porozmawiamy jak Twoje córki podrosną! - choć Chochlik nie widział obrazu siedmiu piskląt Przesilenia, zgadywał ze już jakieś maluchy w jego leżu zagościły. Potem przeniósł wzrok na Morien, która zdawała sie bronić przyjaciela Szarlatanki.
- Mógłby być i samym Prorokiem, palenia tytoniu nie toleruje! - skrzywił sie, biorąc kolejny lyk napitku a gdy dyskusja zeszła na tor sweterka Świata.. Burdig zastanowił się nieco.
- Hmm.. A może ja Ci do tego czapeczkę zrobię? Taką z borsuka, żeby ogonek zwisał.. - wyszczerzył kły na samo wyobrażenie Żera w takim stroju. Byłby ikoną mody!

Światokrążca - 2020-08-04, 13:16

- Taa. Za cene połowy pustyni. Nie ma to jak porwać smoka, trzymać go jako zakładnika i zarządzać okupu. Nawet gdybyśmy chcieli im sprać zadki to zabiliby Mango zanimbyśmy dobiegli. - prychnął krzywiąc się. Po czym sięgnął po jakiś soczysty owoc, podgrzał go sobie maddarą i wrzucił do pyska. - Udało się chociaż wynegocjować, żeby coś takiego się nigdy nie powtórzyło, zobaczymy czy dotrzymają słowa. - dokończył mlaszcząc w czasie mówienia. Następnie spojrzał z niedowierzeniem na Chochlika.
- Tytoń jest zły a te twoje ziółka to dobre? - powiedział podnosząc jeden łuk brwiowy. Za to po usłyszeniu Chochlikowej propozycji zamrugał ślepiami.
- Czym jest czapka? - zapytał.

Grabieżca Fal - 2020-08-04, 23:58

- Piwo... Całkiem, całkiem. - Dodała, mrugając do Chochlika. Nadal niewiele jej to mówiło, ale od kiedy zawracała sobie łeb takimi rzeczami? Ufała Chochlikowi i tyle.
Na wyjaśnienie Żera mocno się skrzywiła. Poszarpana błona zafalowała w wyraźnym niezadowoleniu, a rekini ogon trzasnał o piasek.
- Nic mi nie mów. Honi mnie powiadomiła, i miałam swój plan, ale... Kammanor miał inne zdanie. - Mruknęła kwaśno. Nie mogła odmówić Panu Siły racji i to doskwierało jej najbardziej. - Jeśli nie dotrzymają... Coż. - Uśmiechnęła się znacząco, niemiło, i podniosła pazur którym niby od niechcenia podrapała się po szyi. Nie czuła się źle, rzucając takie słowa w obecności Burdiga. Oczywiście, że jego by się ocaliło. I jego córki też. Resztę? Cóż. To nie będzie już zależało od niej. A szkoda...
Wydała z siebie znaczące "Mhm!" na uwagę Światokrążcy. - Nie wiem, czy nadawałby się na Proroka. Chociaż, chciałabym zobaczyć minę Strażnika... - Prychnęła, oczyma wyobraźni widząc brązowego sztywniaka. Na pewno by mu się to nie spodobało!

I tak, na pogawędkach, sączeniu piwa, zjadaniu ryb i owoców, minęło popołudnie. Zmierzch dał o sobie znać przykrywając niebo swoim skrzydłem. Wody Jeziora zaczęły ciemnieć.
Morien czuła się dobrze. Dawno tyle się nie śmiała, wymieniając złośliwe uwagi z Żerem, pisklęce opowieści z Przesileniem i słuchając opowieści Burdiga. Sama, wiedziona kaprysem, opowiedziała im parę historii z czasów swoich morskich rozbojów, chociaż pominęła swoje dawne imię. Dla nich chciała pozostać Morien aep Barrą. Z resztą... Dla wszystkich Wolnych pragnęła być tylko Grabieżcą Fal, nikim więcej i nikim mniej.
Czuła zmęczenie, ale zrzuciła je na karb wysiłku po całym dniu. Cały dzień był gorący, a teraz, kiedy robiło się chłodniej, ziemia nadal oddawała ciepło. Wielobarwna podniosła się i zanurzyła w Jeziorze. Świeże powietrze obmyło jej skrzela. Nie wchodziła jednak głęboko - została zanurzona do piersi, podziwiając ostatnie różowe chmury. Słońce już zniknęło, zabierając za soba złotą ścieżkę, którą polegli zmierzali do Pana Fal. Teraz wartę obejmowały gwiazdy.
Poczuła ukłucie w przedniej łapie. Zachwiała się lekko, przeklinając, kiedy nie mogła oprzeć się na drugiej kończynie. Cały czas zapominała, że już jej nie ma. Zaraz jednak ukłucie pojawiło się po raz drugi, mocniej uderzając w staw. Cofnęła się i siadła, nadal zanurzona, nei chcąc się przewrócić. Obejrzała się na trójkę samców... Swoich przyjaciół. Czy i oni wyczuli tę zmianę, którą przyniósł ze soba wieczorny podmuch?
~ Honi. ~ Mentalny przekaz poszybował w stronę terenów Ziemi. ~ Spotkanie tej Gidrub było jedną z lepszych rzeczy, które mi się przytrafiły. Dzięki niej poznałam Ciebie. Wierz lub nie, ale dla mnie zostałaś najpiękniejszą smoczycą tych ziem. Wybacz, że nie poświęciłam Ci więcej czasu... I że nie zajmowałam się więcej hultajami. Dziękuję za te chwilę, które mogłam z tobą spędzić. Zasługujesz na jeszcze wiele smoczyc, które będą dla ciebie urządzać pikniki... ~ Głos Morien pozostawał taki sam, jak zawsze. Naznaczony akcentem i rozbawiony, podszyty ciepłem i nutką flirtu. Nie czuła się smutna, że zostawia Lepką. Czuła jedynie satysfakcję, że udało się jej złapać taką dobrą rybkę... Nawet jeśli na chwilę.
~ Synowie. Dbajcie o matkę i nie przynieście mi wstydu, co? Należycie do rodu aep Morien. Bądźcie silni, bo nic innego w tym życiu wam nie pomoże. ~ Drugi przekaz powędrował do Pyzatego, Soczystego, Bojowego i małego Świetlika. Potem Grabieżca czuła, jak maddara zwyczajnie wyślizguje się jej z łap, odmawiając posłuszeństwa. Duch i Urzara... Cóż. Wiedzieli, jak się czuła, a przynajmniej taką miała nadzieję.
Obejrzała się jeszcze raz na różowe chmury i zanurzyła łeb pod wodą, czując coraz większą duszność. Powoli się położyła, chociaż był to bardziej kontrolowany upadek niż zgrabny ruch.
- Znajdźcie sobie jakąś inną przyjaciółkę, która będzie słuchała waszych samczyk bolączek... Ja już mam dość. I nie pozwólcie mu zbyt mocno beczeć. - Ostatnie, wypowiedziane ze znacznym wysiłkiem, słowa okrasiła mrugnięciem. Uśmiechnęła się szelmowsko do znajomych pysków, patrząc na nie po raz ostatni. Ciemnopomarańczowe ślepia skryły się pod powiekami. Napięcie w mięśniach zniknęło.
Morien aep Barra zniknęła tak, jak się pojawiła - niespodziewanie i otoczona niespodziewanymi przyjaciółmi, pozwalając by pochłonęła ją woda.

Kwintesencja Chaosu - 2020-08-15, 14:17

Szukając dla siebie jakiegoś spokojnego miejsca trafiła właśnie nad zimne jezioro. Cisza, brak żywej duszy zachęcił ją do wylądowania na jego brzegu. Idealne miejsce do odreagowania ostatnich porażek na arenie.... niestety było ich sporo, co nie poprawiało młodej na duchu.
Rozejrzała się dookoła wypatrując miejsca gdzie mogła by wygodniej ułożyć obolałe ciało. Prawa łapa nawet po leczeniu dawała o sobie znać. Ostatecznie wybrała miejsce pod jednym ze starszych, co za tym idzie bardziej rozłożystych drzew. Podeszła powoli, po czym równie ospale ułożyła się na miękkiej trawie. Łeb ułożyła na przednich łapach tak aby być zwrócona pyskiem w kierunku wody. Skrzydłom pozwoliła na rozluźnienie, co za tym idzie delikatnie opadnięcie ku podłożu.
Chłodny wiatr wiejący znad tafli wody był idealnych rozwiązaniem na obecną pogodę.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group