To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

Szklisty Zagajnik - Krater

Mistrz Gry. - 2019-02-12, 00:01
Temat postu: Krater
    Największy kawał skały pozostawił po uderzeniu o ziemię niezbyt głęboki krater o średnicy mniejszej od jednego ogona. Niedaleko niego krzątał się niziutki ludzik, któremu śnieg sięgał niemal do łokci. Nabierał puch na narzędzie zbudowane z kija i kawałka wygiętego metalu, starając się utorować sobie drogę. Po porządnym odśnieżeniu okolic krateru (i być może modlitwie do bogów, żeby z chmur nie sypnęło więcej), postanowił rozłożyć na zamarzniętej ziemi gruby kolorowy materiał, a następnie usiąść na nim wygodnie. Odpoczywając po wysiłku, wlepiał rozmarzone spojrzenie w niebiańską skałę - mimo że ta na pierwszy rzut oka nie miała w sobie niczego wyjątkowego. Ot kawał ciemnego, wygładzonego kamienia wielkości smoczego łba...
    Tymczasem pół ogona dalej kudłaty kucyk skubał zębami mech porastający pień jednego z drzew. I nie miał zamiaru przyłączać się do podziwiania obiektu.

Światokrążca - 2019-02-12, 01:10

Zwolnił i zatrzymał się by dać sobie chwile na ocenę sytuacji. To co zobaczył było mniej imponujące niż się spodziewał, albo raczej miał nadzieje. Najwyraźniej majestatyczna skała nie dotarła w całej swojej okazałości do spotkania z ziemią.
~Apokalipsa odwołana, większość kamienia spłonęła w powietrzu... Ale mamy humanoidalnego gościa...~ wiadomość miała musnąć umysł Szabli i Kobaltu. Czy to właśnie był krasnolud, taki jak z iluzji Remedium? Tego dnia smok najwyraźniej będzie musiał polegać nie na walce a na swoich umiejętności interpersonalnych... których raczej nie używał do zaskarbiania sobie sympatii, a dla rozrywki. Wystarczy że będzie robił to co zwykle ale na odwrót, prawda? Wtedy też niespokojna myśl błysnęła przez jego świadomość.
O czarci kaszel, co jeśli tamta Cienista za nim pójdzie i zrujnuje mu wszystkie plany?
Każda sekunda się liczyła.
Podszedł bliżej, najpierw po cichu, na ugiętych łapach, nie zdradzając swojej obecności, by stanąć za plecami istoty, ogon od krateru.
- Dlaczego się tak patrzysz na ten kamień? Widziałem ładniejsze. - powiedział z dziecinną naiwnością. Przekręcił delikatnie głowę a ślepia miał szeroko otwarte, sprawiał wrażenie wręcz pisklęcej aparycji. Był rozluźniony, kostna kryza była lekko położona po sobie, sprawiając że Żer wydawał się być mniejszy niż zazwyczaj, a uszy stały na sztorc, jak u zaciekawionego konika. W tym samym czasie Żer uważnie obserwował istotę, każdy jej gest, tik, wzdrygnięcie, oznaki kłamstwa czy zdenerwowania i czy przy sobie miał jeszcze jakieś narzędzia. Za to jego smocze "magiczne ucho" nasłuchiwało na wszelkiego rodzaju drgania, czy siły które mogła wydawać skała, krasnolud... a może nawet koń kto ich tam wie! Głównie jednak skupiał się na energii kamienia, jeśli jakaś się wydobywała. Mimo wszystko nie chciał ryzykować, że jeśli zacznie jakoś magicznie majstrować przy kamulcu to ludzik jakoś to odkryje.

Iluzja Piękna - 2019-02-12, 15:19

Widząc coś lecącego z nieba nie mogłem powstrzymać swojej wrodzonej ciekawości. Zacząłem więc lecieć w tamtym kierunku najszybciej jak tylko potrafiłem. Trochę mi to zajęło ale w końcu dotarłem na miejsce zdarzenia. Był tam już jeden smok, krasnolud oraz jakiś miniaturowy koń. Nie przejmując się witaniem z kimkolwiek ruszyłem wprost do kamienia w małym kraterze. Okrążyłem go chcąc dokładnie obejrzeć po czym miałem zamiar stuknąć to delikatnie pazurkami lewego skrzydła licząc na to że ten kamyk w przeciwieństwie do tdgo giganta którego kiedyś spotkałem nie ma destrukcyjnych zamiarów.
Remedium Lodu - 2019-02-12, 15:26

  Przyleciał na miejsce wraz z Hexaris. Czeluść, oczywiście, już żerował na biednym humanoidzie… jakiej on był rasy, tak właściwie? Pamiętał iluzje wszystkich ras, które pokazał mu Ojciec, jak z resztą wszystko inne co było ze Złotołuskim i przygodami związane. Zaraz zobaczymy, czy jego podejrzenia odnośnie krasnoludów były słuszne. A może niziołek? Zmrużył ślepia. O tych wiedział jeszcze mniej. - Hexaris, cicho bądź. Możesz się ponownie ugryźć w język, tak na wszelki wypadek. - mruknął do niej, poprawiając na barku torbę skrytą pod skrzydłem, gdzie w grubym granitowym naczyniu z pokrywą, wypełnionym przed wylotem suchymi trawami dla wyciszenia, krył się odłamek skały. Ten sam, który trafił Herolda Nieszczęść.
  Żer skupił się na dwunogu, lecz zbyt wiele mieli nieszczęsnych przypadków. Polecił młodej być czujną a samemu rozglądał się w poszukiwaniu śladów innych intruzów na ich ziemiach. Nie zbliżał się zanadto, żeby nie wypłoszyć kuca. Zwierzę mogło stanowić ewentualne źródło wskazówek, gdyby z dwunogiem coś poszło… źle. Na razie nie wykluczał, że mają do czynienia z zasadzką, nie mógł być pewny jakiegokolwiek powiązania osobnika z łowcami smoków. Chociaż… rozglądając się za potencjalną zasadzką strzelił językiem w chwili sprzyjającego wiatru. Może zapach dochodzący od karzełka-knypka budził jakieś skojarzenia? Ze Skalnym Gigantem, kochankiem obecnego tutaj Śliskiego?

Mistrz Gry. - 2019-02-12, 15:41

    Ludzik wzdrygnął się na dźwięk słów Żeru i natychmiast odwrócił w stronę smoka. Jego broda i krzaczaste brwi przywodziły na myśl krasnoluda, ale zbyt drobne ciałko kłóciło się z resztą wizerunku tamtej rasy - nosił na sobie grube, zimowe odzienie, ale nawet ono nie było w stanie pogrubić go wystarczająco mocno. Swoim wzrostem ledwie przewyższał dorosłego zająca. Kogoś tak małego można by unieruchomić jedną łapą.
    Człowieczek obrzucił Żer nerwowym spojrzeniem, ale kiedy nie odszukał w jego postawie najmniejszych oznak agresji, rozluźnił się i nawet uśmiechnął lekko pod wąsem.
    - Jest wyjątkowy - odpowiedział zachrypniętym głosem. Jego policzki były czerwone od zimna. - Widziałeś, jak spadał z nieba? To nie zdarza się każdego dnia. - Zaśmiał cię cicho i poprawił okulary, które zsunęły mu się za nisko. Żer odwrócił jego uwagę wystarczająco, żeby pozwolić Iluzji na zbliżenie się do kamienia.
    - Hej, hej, hej! Łapy przy sobie! - zawołał ludzik, podrywając się z koca. Ścisnął w rękach łopatę i wycelował jej metalowy koniec w wojownika Wody. Nie atakował, ale ostrzegał.
    Tymczasem Remedium nie zauważył w okolicy więcej śladów niż te, które zostawił kuc i jego mały właściciel. Leniwe zwierzę nie reagowało w ogóle na obecność smoków, a zapachy w powietrzu nie kojarzyły się ze Skalnym Gigantem.

Hexaris - 2019-02-12, 15:56

    Runęłaby na ziemię z łoskotem, gdyby nie zorientowała się o bytności innych istot niż wszelakie smoki. Jeżeli dwunoga by tutaj nie było, to od razu zaczęłaby mielić jęzorem o ranie na ziemi pozostawionej przez niebiański kamulec: o tym, jakie to barbarzyńskie, niszczyć jednym uderzeniem tyle gryzoni pod warstwą ziemi, czy też miażdżeniu owadów, a może też o tym, jak bardzo jej to miejsce nie przypadło do gustu ze względu na wszędobylski chaos. Mimo że harmider należał do nierozłącznych części życia Hexaris, ta wolała jednak przebywać w szumiących życiem terenach. Gonić kuny, przeganiać kruki od zamarźniętych truposzy, takie tam pisklęce odkrycia i igraszki. Ale nie. Na złość, naprawdę na złość, stała na ugiętych łapach obok uzdrowiciela Stada Wody. Nigdy tak nisko dumy nie schowała. Okropny, okropny dzień, i to chyba jedyne co wiedziała na temat okalającej ich wszystkich doby. Niedawno siedziała przy obelisku ojca, obwiniając go za swój żywot, teraz nikomu żywota by nie oddała.
      Łeb jej zawisł. Wsiąknęła krzywymi nozdrzami nieznajomą woń. Czujnie analizowała każdy skrawek humanoidalnej istoty. Od stóp, do głów, rozbierała go wzrokiem przez krótszą chwilę - nigdy tym wypaczonym istotom nie zaufa. Miała swoje powody. Dość poważne, w jej perspektywie, i jeżeli ten poprosi tę grupkę wyalienowanych, acz zmuszonych do działania w społeczeństwie, gadów, to tylko parsknie, zostawiając robotę innym. Oczywiście, jeżeli nic ciekawego nie będzie miał do zaoferowania, ten stwór, oprócz zwykłych krzyków. Thaharze, wreszcie chyba rozumiała dlaczego nikt nie chce jej słuchać.
      — Ojciec cię nie nauczył prosić? — sapnęła cicho do Dziobaka, rozglądając się bacznym okiem po okolicy. Skinęła głową na polecenie starszego, po czym leniwym krokiem ustawiła się koło Kobaltowego ogona. Wstała na tylne łapy, złapała grot na naszyjniku, szepnęła coś do siebie, niczym modlitwę, po czym na miarę zniecierpliwionej surykatki przeczesywała tyły. Zasadzka była jedną z możliwości, zaś niepewność płynęła w jej żyłach - ród zabity przez nieuwagę, Stado Wody zaatakowane przez nieuwagę, uderzenie meteorytem przez nieuwagę. Wszystko przez nieuwagę, tak też w obawie przed kolejną klęską przylgnęła do tyłów dorosłego samca i była jego tylnymi oczyma, jednocześnie chowając się przed krasnoludem.

Remedium Lodu - 2019-02-12, 16:09

  ~ Na prośby trzeba sobie zasłużyć, młoda. Odnajdź jakieś imię adepckie i naucz się czasem zgiąć kark, to porozmawiamy inaczej. ~ trafiło do kalekiego łepka, choć jak na ironię okraszone uczuciem nakrywania skrzydłem do snu.
  Dobrze. Miał poczucie, że teren zabezpieczony, mógł się zabrać za badania. W tym przypadku- począwszy od rozmowy. Podszedł do Żerka i pogłaskał drżącego morskiego śledzia po jaskrawej główce, podtrzymując jego grę przerośniętego pisklaczka. Spojrzał na Fiołeczka, który właśnie zamiast zgody na zaloty Uzdrowiciela do Toffinki zbierał sobie na litościwe uśpienie i konserwację w soli. W końcu Lód i tak potrzebował modelu smoka do ustawienia w grocie obok swego laboratorium, ot choćby dla potencjalnego ucznia.
  - Eteryczny, odsuń się od tego. Chyba, że chcesz się zaraz rozpuścić od magii tego kamienia. - poinformował z absolutnym spokojem Fiołeczka o wydumanej mocy magicznej skały i przeniósł zainteresowane spojrzenie na humanoidka. Miał cichą nadzieję, że albo Fiołek będzie na tyle głupi i nieuparty, albo przez jego twardą czaszkę przedostanie się światełko myśli na miarę deszczu przez źle wydrążony przewód dymowy w grocie Wojownika. - Witaj. Twierdzisz, że wiesz coś o tej skale? Czy mają spaść następne, na przykład? Wybacz zacofanie mojego towarzysza - raz jeszcze klepnął Czeluść, bardziej kontynuując z przekory niż właściwej potrzeby, choć zaraz spoważniał - znajdujesz się na terenach smoczych stad, nie wiem czy jest Ci to wiadome. Zdajesz się trochę wiedzieć o tym obiekcie, skoro nawet zdołałeś pojawić się tutaj tak szybko. Jeśli więc jesteś badaczem, to jesteśmy sobie bliscy i możemy sobie pomóc. Włącznie z tym, by inne smoki tu przybywające nie... naprzykrzały ci się. - słowa Uzdrowiciela nie brzmiały jak groźba ani ostrzeżenie, tylko lakoniczne stwierdzenie faktów, gdy na razie uznawał słuszne okazywać otwartą postawę do małego przybysza. Choć coś przeczuwał, że mogą mieć sprzeczne interesy w kwestii przyszłych losów spadającego kamienia.

Pacyfikacja Pamięci - 2019-02-12, 16:14

Niecodziennie Wronka mogła powiedzieć, że widziała... takie wydarzenie. Niebo przybrało na moment pewien prosty wzór, lecz najwidoczniej nie spodobało się sobie w takiej ozdobie, bo równie szybko z niej zrezygnowało. Coś skrywała w sobie ta rana, ten rozbłysk... A może właśnie nie był namalowany na potrzeby piękna, a miał służyć za drogowskaz? Tę też myśl obrało pisklę.
Gdy nora robi się pusta lub zapełnia widocznie śpiącą samicą, rodzi się szansa. Aby zniknąć. Wymknąć się spod prawdziwie kochającego acz nie zawsze czujnego oka matki. Pójść gdzie tylko zapragnie dusza, albowiem świat nie ma granic czy barier i dzieli go tylko czas.
Korzystawszy z jednej takich szans Wronka zjawiła się w pobliżu krateru. Prowadzące ją wspomnienia śladów nieba i chęć dotarcia gdzie one nakazały zniknęły nieomalże od razu po zobaczeniu pewnych postaci u źródła. Wyglądały... smoczo, w większości. Sporo tam tego. Pisklę skrzywiło się z odrazy i pewnego zawiedzenia, że o to podróż się zakończyła i musi zawrócić. Takie wyuczone przekonanie królowało w głowie, póki nie ujrzała... zwierzątka. Potrafiła rozpoznać i przypisać smocze stworzenia do smoków, w sumie sama jednym była, o kształcie lepszym niż większość, ale nie można dyskryminować. A zwierzątko? Zwierzątko nie było smokiem. Podobne w formie tu i ówdzie, ale jednak nie zaliczało się do smoczej kategorii. Koń ją fascynował. Nie widziała już świata i zasad poza wierzchowcem, nawet drugiego zwierzątka nie dojrzała. Tragedią było, że koń był on tak smutnie daleko... trzeba to zmienić.
Ale nie radykalnie! Korzystając ze specyfikacji zagajników, pisklę pozostało bezpiecznie blisko co gęściejszych, o ile tak można w ogóle zagajniki określić, fragmentów terenu. Ciekawość podejścia bliżej zwierzęcia a strach nieuchronnego ukazania się zebranym walczyły we Wronce szponem w szpon. Póki jest odległość... jest dystans między nią a obcymi. Póki jest odległość... jest i dystams do konika. Pręgowana najchętniej by zapiszczała i zawyła teraz z frustracji!

Melodia Ciał - 2019-02-12, 17:06

Kamień z nieba ! Sosnowy musiał zobaczyć gdzie spadł, usiał zbadać, musiał opisać na swoich kamiennych tabliczkach, musiał i to szybko ! Nie tracił czasu tylko pognał tak szybko jak tylko mógł na długich łapach, te były lepsze niż jego wychudzone skrzydła. Śnieg utrudniał mu bieg, podfrunął zatem ale tylko kawałek, potem znów wylądował i biegł. W końcu dobiegł, zdyszany jak stary wilk z astmą, ale dobiegł. Spostrzegł miniaturowego konika i jęknął zdziwiony, nie miał jednak czasu go badać, skała, teraz liczyła się skała z nieba i...mały cosiek, który chodził na dwóch łapach ? Sosnowy jęknął głośno na widok dwunoga, wyglądał podobnie do tego, który go wychował, ale był mały, za mały. Podszedł więc do niego blisko i odezwał się:
- Kim, czym jesteś ? Widzę że dwunogiem ale jakiego gatunku ? I co to za skała z nieba, mogę zobaczyć ? To może być jakieś przełomowe odkrycie mały ludziku. Czy ty spadłeś na ziemię razem z tym ? Nie, nie możliwe, spłonąłbyś .

Mistrz Gry. - 2019-02-12, 18:32

    - Wolałbym nie posuwać się do przemocy - mruknął jednocześnie do Iluzji i Remedium. Mówił to z taką stanowczością, że jego miniaturowe rozmiary nie osłabiały siły groźby. - Ale fioletowy ma się odsunąć od kamienia. Małe kawałki nie zrobią wam krzywdy, ale stężenie magii w głównym obiekcie jest zbyt wysokie, żeby dotykały go osoby, które nie potrafią się z nim obchodzić. Jednak ty wydajesz się to rozumieć, niebieski. - Uniósł jedną brew. Słowa Remedium ostudziły jego gniew, ale dobry humor z rozmowy z Żerem przepadł bez śladu. Co więcej ludzik wydawał się spięty przybyciem kolejnych smoków. Jeśli któryś gad nazwałby atmosferę wokół krateru jako nieprzyjemnie tłoczną, wyobraźmy sobie, co musiał czuć ktoś wielkości królika.
    - Zgadza się, jestem badaczem. Moi astronomowie obli-- przewidzieli miejsce i czas upadku. Byłem na to gotowy. Starałem się podróżować wzdłuż granic waszych ziem, żeby nie pakować się nikomu pod pazury. Następne meteoryty nie spadną na te tereny przez długi czas... Właśnie tak nazywamy niebiańskie skały, rogaty. - Popatrzył na Sosnowego. - I proszę, podziwiaj go z daleka. - Nie odłożył jeszcze łopaty na ziemię. - Jestem gnomem i przybyłem tutaj w zupełnie normalny sposób: konno.
    Kucyk kontynuował przeżuwanie mchu, jakby specjalnie wytresowano go do ignorowania wielkich, mięsożernych bestii.

Iluzja Piękna - 2019-02-12, 18:34

Z westchnięciem prędko wycofałem się z krateru. Chociaż tyle że zdobyliśmy jakieś wyjaśnienia.
-A jak zabezpieczyć ten kamień? Żeby nikomu krzywdy nie zrobił? To coś zrobi krzywdę pisklakom? Trochę ich wędruje po naszych terenach- Spytałem zaciekawiony patrząc uważnie na gnoma. Źle byłoby gdyby ten kamień zranił jakiegoś pisklaka. One były przecież bardzo cenne.

Skryta Łuska - 2019-02-12, 18:39

Widok spadającego meteoru to nie było coś, co Skryta Łuska miała okazję widywać na co dzień. Aż przełożyła wszystkie swoje plany na później, mocno zaniepokojona obcym zjawiskiem. Wciąż pamiętała feniksa wyczarowanego przez Delirium i choć TO wydawało się nie mieć z tamtym zdarzeniem nic wspólnego, smoczyca i tak wolała się upewnić, że wszystko będzie w porządku. Ostatnio zamiast wycofywać się przy każdej okazji starała się raczej stanąć twarzą w twarz z niebezpieczeństwem... Czuła też większą ciekawość, jak gdyby życie wśród normalnych smoków wreszcie zaczęło wyciągać z niej jej prawdziwy charakter, nie złamany przez przeszłość.
Zbliżyła się do dziwnego stworzenia i kilku smoków z obcych stad, zachowując maksymalną czujność. Jej nastawione uszy wyłapały ostatnie słowa przybysza. Wiele wypowiedzianych przez niego słów było dla niej zupełną nowością, co można było zauważyć po chwili dezorientacji. Jednocześnie zastanawiał ją widok tego, co na ziemi pozostawił po sobie tajemniczy kamień.
-Czym są.. astronomowie? - Odważyła się zapytać, powoli się zbliżając do zgromadzonych. Zerkała kątem oka na kucyka akurat wtedy, gdy w jej brzuchu cicho zaburczało. Ten to miał mięsa tyle, że na pewno najadłaby się na jakiś czas... Wygłodzona samica minęła zwierzę, zerkając na niego tęsknie. Domyślała się, że z jakiegoś powodu nie można na niego zapolować. Poza tym i tak nie chciałaby się ośmieszyć ze swoimi śmiesznymi umiejętnościami łowieckimi przed taką widownią... No i jedzenie powinno być teraz ostatnim na jej liście priorytetów, dlatego ponownie skupiła się na analizie całej sytuacji.

Remedium Lodu - 2019-02-12, 19:07

  - Jeśli fioletowy, to jest Eteryczny, nie uszkodzi tym próbki, to nie przejmuj się nim. Najwyżej skończy jako eksponat przy moim laboratorium, jeśli wykończą go efekty tej magii. - chłodno rzucił, ostatni fragment przeciągając ku, być może, głównemu fiołkowatemu zainteresowanemu.- Chętnie porozmawiam o skale i może o tych obliczeniach, o których raczyłeś wspomnieć, lecz chciałbym byś wiedział jedno, na początek. Niebezpieczny dla nas czy też nie, ten meteoryt może tak łatwo nie opuścić naszych ziem. Chyba wprost możemy założyć, że po to się tutaj zjawiłeś, czyż nie? - mówił wciąż rzeczowo i spokojnie, raczej przekładając gnomowi fakty niż zbywając go z niczym. Smoki potrzebowały informacji a zaraz mogą tutaj się pojawić tacy, którzy w najlepszym razie będą usiłowali odesłać tyciego badacza z pustymi narzędziami - Jestem uzdrowicielem a także badaczem natury. Owszem, pewne tajniki magii nie są mi obce. Wydajesz się jednak wiedzieć więcej ode mnie, podczas gdy magia którą wyczułem z tej skały choć inna, jest jednak niezmiernie zbliżona do naszej, smoczej. Niemniej jest w stanie całkiem trwale przechowywać się w skale. Jesteś w stanie mi przybliżyć jej pochodzenie? Jeśli jest coś, co mogę zaoferować w zamian: pytaj. Remedium Lodu, tak swoją drogą. - kiwnął lekko łbem, nie spuszczając wzroku z gnoma.
  O tej rasie nie przyszło mu nawet dotychczas słyszeć, kolejna rzecz do nadrobienia. Ten osobnik swoim zachowaniem przypadł mu do gustu. I mieli jakichś "astronomów" zdolnych do wykorzystywania obliczeń, by przewidzieć spadanie skał z nieba. Doprawdy, fascynujące. Może zabierze się z tym gnomem za barierę, w "drobne" odwiedziny? Przecież Wolne Stada nie rozpadną się z powodu nieobecności jednego Uzdrowiciela, którego na świecie nie było jeszcze niespełna 30 księżyców temu, prawda?
  Spojrzał na resztę smoków, młodego Ognistego, również żywo zainteresowanego sytuacją, obdarzając dłuższym spojrzeniem. Jakby pałętało się w nim lekkie zadowolenie - Faktycznie, trzymajcie się zewnętrznej części krateru, dopóki nie wyjaśnimy sytuacji. Eteryczny, dla odmiany zrób ze sobą coś pożytecznego. Dopilnuj, żeby nikt do tego nie doskakiwał na twoją modłę, dobrze?

Światokrążca - 2019-02-12, 19:16

- Kula ognia która spadła z nieba? Hah. Dlatego tu jestem. -
Zanim zdążył nawiązać rozmowę z ludzikiem więcej i więcej smoków zbierało się wokoło. I wszystkie psuły jego plany... szczególnie ten fioletowy, którego nawet nie zdążył zbesztać bo przyleciał Dziobak wraz z swoją Glizdą. Zabawne, skała skrywająca w sobie prawie-smoczą maddare. Kątem oka zauważył podchodzącą do konika Wronke, no pięknie.
-Mam ci tą łapę odgryźć czy może wylizać jak wilczyca szczenie? Towarzyszu - odwrócił łeb do Kobalta i powiedział z kamiennym wyrazem pyska, chociaż w jego ślepiach blyszczały zaczepne ogniki. Następnie ze spokojem znów skierował ślepia na maleńką istotkę i poprostu się położył płasko na brzuchu. Łeb położył na ziemi, w ten sposób praktycznie zrównując się z gnomem
- Obliczyli? Mieliście okazje obserwować ...meteoryt wcześniej, tak? Używacie magi skał z nieba do napędzania czegoś? - zapytał łagodnym głosem, przypatrując się ludzikowi. Poruszył uchem gdy usłyszał że Kobalt się przedstawił. Czy był to dobry by akurat Żer Zwierząt przedstawił się swoim dość nietypowym imieniem? Ledwie powstrzymał jeden z swoich typowych drapieżnych uśmieszków zamiast tego kąciki warg uniosły się nie odsłaniając zębów. - Żer Zwierząt, wojownik. Ten tu - w tym momencie szturchnął Remedium ogonem - Nie jest jedynym zainteresowanym światem. Chociaż przyznam, wiem znacznie więcej o tym co się dzieje pod wodą niż na lądzie. Wiedziałeś że woda jest niebieska bo to jedyny kolor światła który dociera do głębin? - zagadał wesoło.

Hexaris - 2019-02-12, 21:01

    Jakoś ta cała sytuacja jej nie interesowała. No, racja, jest tu wiele smoków i wiele istot, od których można się tyle nauczyć, nasłuchać, lecz w głębi serca Hexaris przeczuwała, że zjawi się coś więcej. Nie, że więcej smoków, których nie znosiła ze względu na mieszające się ze sobą wonie, ale coś więcej. Tyle głosów, tyle nowych aparycji - młódka najeżyła się, podniosła wargę i zaczęła syczeć złośliwie ku innym łuskowatym i niełuskowatym. Ach, smoki bez łusek! Jak ją to irytowało, jakaś anomalia życia! Jeszcze być wokół nich, i dwa morskie do tego, och, gdyby tylko istniała maszyna do usunięcia wszystkich północnych smoków i morskich! Gdyby tylko!
      Podeszła nagle do kuzyna, wychyliła się zza jego cienia, skinęła głową gnomowi jakby była to dla niej rzecz normalna, po czym stuknęła dwa razy w ramię uzdrowiciela i na jednym wdechu wypowiedziała wszystko, próbując dorwać się do torby:
      — Po pierwsze, nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie. Po drugie, nie podoba mi się to miejsce, tak też po trzecie: oddaj mi ten kamyk i stąd idę. Bo rozumiem, że reszta tu niepotrzebna i ty, ten twój znajomek Żer Zwierząt - dzień dobry panu! - i może twoi inni znajomi się tym zajmą. Więc ja już lepiej nie zajmuję czasu, co? Se pójdę ino. Porobię coś lepszego, wiesz...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group