To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

Szklisty Zagajnik - Krater

Poszept Nocy - 2020-07-06, 18:39

    Na kilka uderzeń serca zamknął ślepia. Stała przed nim, tak pewna siebie, pozbawiona żalu i wahania. Z pozorów. Czyż Akaer nie znał swojej partnerki? Czy nie wiedział jak broniła się przed bólem twardą skórą która skrywała pełne uczuć serce?
    Chciał znać, chciał wiedzieć. Oddychał spokojnie i głęboko, ale przez jego pysk przemknął spazm bólu.
    Powoli otworzył ślepia i pysk, ale niemalże natychmiast zamknął go. Przełknął ślinę, zbierając w sobie słowa i siłę.
    Zawahał się ponownie. Pierwszy raz w życiu zabrakło mu jego spokoju, siły. Nawet gdy stanął przed kamiennym posągiem martwej matki wiedział co zrobić, wiedział jak się miał czuć.
    Teraz nie. Rozdarty w środku pomiędzy tym jak chciał się czuć a jak powinien się czuć.
    Ale jak powinien czuć się smok którego partnerka zaznała boskiej miłości? Którą dotknął Nieśmiertelny, a Akaer całe swe życie wielbił ziemię po której stąpali?
    Nabrał powietrza w płuca i zamknął ślepia, robiąc krok do przodu. Jeśli się nie odsunęła oparł swoje czoło o jej, układając łeb w dół tak by stykali się aż do nosów. Wypuścił powoli powietrze, a Rakta mogła poczuć delikatny dreszcz, jakby zbierał w sobie siłę. Pojedyncza łza zniknęła w czarnym futrze tak szybko, że równie dobrze mogła być jedynie odbitym promieniem słońca.
    - Kim jestem by konkurować z Twym Nieśmiertelnym patronem? - Zapytał ochryple, rozciągając pysk w uśmiech. Delikatny, pełny goryczy i czułości.
    Uniósł łapę by delikatnie przejechać czubkiem palca od jej żuchwy, przez szyję aż po obojczyk.
    - Moje serce zawsze będzie należało do Ciebie i Twoich dzieci. - Twoich. Nie jego. Nie tylko jego.

Spuścizna Krwi - 2020-07-06, 20:20

Gdyby tak bardzo jej na nim nie zależało, teraz pewnie gratulowałaby sobie tego, że w końcu zrobiła coś, co wyprowadziło go z równowagi. Co za osiągnięcie! Takie myśli nie przeleciały jej jednak przez głowę, gdy serce boleśnie ścisnęło się w jej piersi na widok bólu rysującego się na pysku Akaera.
Zraniła go.
Ona sama w takiej sytuacji czułaby gniew. Zabiłaby tą, która położyłaby łapska na jej partnerze. Wyrwała by jej serce z piersi i wcisnęła do gardła, a potem wyrwała je z gardła i wcisnęła w miejsce, którego użyłaby do kradzieży jej partnera. Poszept zostałby oszczędzony, bo tak pokręcona była miłość Rakty. W końcu on nigdy by nie zawinił.
A teraz go zraniła. Nie reagował tak, jak ona by zareagowała. Zrozumiał, chociaż to go bolało. Nigdy nie chciała go zranić. Nie odsunęła się pozwalając ich głowom się zetknąć. Płuca przez moment zapomniały, jak się oddycha i dopiero po dłuższej chwili świszczący oddech opuścił jej nozdrza. Przesunęła łapę na jego policzek, głaszcząc go delikatnie.
- Jesteś Akaerem, moim słońcem. Nie musisz z nikim konkurować - powiedziała cicho, zupełnie szczerze. Nigdy nie postawiłaby Vliara ponad Akaerem, ale tez nigdy nie postawiłaby Akaera nad Viliarem. Była podła i chciwa, pragnąc ich obu.
Ale to był Viliar, prawda? Żaden samiec nie mógłby konkurować z Akaerem, żaden, nawet najpotężniejszy smok nigdy nie zwrócił jej uwagi. Wyjątkiem był Viliar, który w końcu nie był smokiem. Był wojną i pożogą. Był krwią i śmiercią. Był wszystkim co, kochała. Viliar był tym, który rozpalał jej duszę, a Akaer tym, którego potrzebowała do jej ugaszenia. Obaj wypełniali pustkę w jej duszy.
Głupia, stara jaszczurka. Wiedziała, że nie może mieć wszystkiego, czego pragnęła, ale nie zmieniało to faktu, że i tak tego pragnęła. Nie zważając na konsekwencje mogłaby podpalić świat, jak zawsze.
- Viliar nie zmieni tego, co do ciebie czuję. Nie sprawi, że będę kochała cię mniej. To Viliar, Akaerze - znów pogładziła go po policzku.
To jedno powinno wyjaśnić wszystko. Viliar był bogiem, oni śmiertelnikami. Zestarzeją się i zgasną, jak wszyscy inni. Wolniej czy szybciej, są tylko płomieniami na wietrze. Viliar będzie trwał, dopóki żyją smoki gotowe oddawać mu część, a te powoli wymierały. Trwał sam i jeśli mogła oświetlić jego samotność, chociaż przez chwilę...
"Twoich dzieci".
Zupełnie jakby wiedział.

Owoc Opuncji - 2020-08-01, 01:13

Ciężko było jej odtworzyć to wszystko co pokazali jej Wyspiarze w przeciągu czterech księżyców. Obiecała, że będzie dbała o te skromne obrzędy ale nie było łatwo. Rozejrzała się po kraterze i nabrała powietrze w płuca. Zimne powietrze roztańczyło się w jej gardle aż nie nabrało odpowiedniej temperatury. Otwarła pysk ukazując dziwaczne, granatowe podniebienie i jęzor. Wyrzuciła z siebie lodowaty podmuch który oczyścił częściowo ziemię. Położyła na tak przygotowanym stanowisku glinianą miskę. Co teraz? Zerknęła na kokos oparty o skałę. Musiała się go w końcu pozbyć... Zacisnęła zęby. Nie sądziła, że to będzie aż tak trudne. W sumie, ostrzegali ja przed tym. Powinna się wstydzić swojej słabości.
Wbiła szpon w ziemię i zaczęła kreślić wokół miski znaki. Zbliżone do smoczych run ale jednak nieco inne.
Nie miał racji... głupi Godny. Nie miał racji i już. Skupiona na runach niestety nie rozglądała się zbyt uważnie po okolicy.

Infamia Nieumarłych - 2020-08-02, 11:47

    Pierwszy i ostatni raz była przy kraterze jako stosunkowo młoda samica, może przed trzydziestką. Pamiętała urywki swojej rozmowy z czarodziejką Wody. Po tamtym spotkaniu nie odwiedziła tego miejsca ponownie, nie widząc w nim nic wybitnie interesującego. A jednak zawitała tutaj po raz kolejny, przechadzając się nieopodal granicy krateru, zerkając na jego dno kilka ogonów głębiej, jakby liczyła, że dostrzeże tam błysk czegoś cennego.
    Wtem jednak, z drugiej strony, dostrzegła błysk czegoś kolorowego, co było jednak zdecydowanie zbyt duże, by uchodzić za kamień szlachetny. Przekrzywiła głowę, dostrzegając nieopodal tęczową samicę, wokół której unosił się zapach charakterystyczny dla stada Wody. To by wystarczyło, by ją zignorować, ale wtem aktywowała się typowo pisklęca, wciąż istniejąca w Infamii ciekawość - zauważyła bowiem, że Obca kreśli coś w podłożu wokół... Jakiegoś naczynia? Z tej odległości nie widziała zbyt dobrze, więc podeszła bliżej, w ciszy, z podskakującą za nią hieną podgryzającą co jakiś czas końcówkę jej ogona.

    - ... To jakaś północna odmiana melona? - Zapytała bez jakiegokolwiek powitania, zerkając podejrzliwie na kokos. Nigdy w życiu nie widziała czegoś takiego. Owłosione, wyglądające na duży owoc. Dziwne.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group