To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

Szklisty Zagajnik - Krater

Infamia Nieumarłych - 2020-01-22, 12:26

    Uniosła łeb, słysząc łopot skrzydeł i instynktownie się zjeżyła. Dopiero po chwili dostrzegła idącą równolegle do drapieżnika samicę, co minimalnie ukoiło jej nerwy. Przez jej pysk przebiegł praktycznie niedostrzegalny grymas niezadowolenia, ale wróciła spojrzeniem do krateru, wyraźnie skupiając na czymś wzrok.
    - Nidhorgg. - Wskazała kompanowi dno krateru, dostrzegając tam swego rodzaju błysk. Cień bezszelestnie spłynął w dół, po czym otoczył błyskotkę swoją cienistą materią i wzleciał z powrotem ku górze, podrzucając kamyk w stronę Infamii. Wywerna chwyciła go i obróciła, zręcznie chwytając z długi, zakrzywiony szpon skrzydła. Opal.
    - Wiesz, co mnie zawsze intrygowało? - Odezwała się po długiej chwili ciszy, nie patrząc w ogóle na Wodną, ale ewidentnie chcąc przykuć jej uwagę. Mahvran nie przestawała badać kamienia, unosząc go do bladych promieni słońca. - Gdy Woda wtargnęła nad Urwisko i wydarła nam nasze tereny... Wzięła tylko to. Ogień wziął zdrajców. Ale - żadna z tych stron nie próbowała szarpnąć się po zawartość skarbca. A to często okazuje się cenniejsze od ziem.
    Mówiła z namysłem, nakładając szczególny nacisk na poszczególne słowa, uśmiechając się cynicznie. Pokręciła lekko łbem, oddając błyskotkę cieniowi, który z zadowoleniem przygarnął ją i wkrótce opal zniknął w czeluściach czarnej materii.
    - Jak myślisz, dobrze zrobiliście? - Zapytała, przekrzywiając powoli łeb na bok i po raz pierwszy łapiąc z samicą kontakt wzrokowy, nie zmniejszając jednak dzielącej ich odległości.

Niespokojna Toń - 2020-01-22, 13:45

    Spojrzenie, jakim obdarzyła Cienistą po jej przemowie, było pełne niechęci i zimna. Czy Plaga zawsze musiała być taka... nie do życia? Zwyczajnie nie dająca się polubić, nie dająca zapomnieć o przeszłości. Na siłę robiąca sobie wrogów we wszystkich innych stadach...
    - Przypatrz się uważnie, bo chyba wciąż żyjesz we własnym świecie przeszłości. Tamta Woda to nie obecna Woda. Tereny zabrały wam smoki, które już nie żyją, zaginęły lub odeszły. - Zaczęła spokojnym, lecz chłodnym głosem. Czy ten najważniejszy fakt dotrze do głowy tej zawziętej Plaguski? - Masz dzisiaj przed sobą przedstawicielkę zupełnie innego stada. Tak, jestem córką Kaskady Kości i to jedna, jedyna rzecz, jaka mnie z nią łączy. Przesilenie Północne również nie dokonałby takich wyborów jak moja matka. Kiedy wreszcie to zrozumiesz? Czy może zamierzasz na zawsze nienawidzić nas za decyzje naszych poprzedników, żeby tylko móc przelać na kogoś swoje niezdrowe obsesje? - Mówiła sztywno, a harpia zaskrzeczała niezadowolona. Emocje zaczynały jej się udzielać.
    - Nawet cię rozumiem. - Dodała jeszcze, przyglądając jej się, choć nie mogąc powstrzymać nieprzyjemnego skrzywienia na pysku. - Na twoim miejscu też bym znienawidziła tych, którzy próbują zniszczyć mój dom. Jednak przykro mi, ale szukasz oprawców nie tam, gdzie się oni na prawdę znajdują. A jeśli zawzięcie szuka się wrogów, w końcu można ich znaleźć. - Prychnęła, kątem oka zerkając na rozdrażnioną harpię. Na wszelki wypadek posłała jej nieco uspokajające emocje przez więź, by powstrzymać jej zapędy.

Infamia Nieumarłych - 2020-01-22, 14:13

    Uniosła jedynie łuki brwiowe i westchnęła. Nie, żeby specjalnie spodziewała się innego scenariusza, ale marzyć zawsze można, czyż nie?
    Nadzieja matką głupich.
    Pokręciła łbem i zacmokała, udając smutne niezadowolenie.

    - Nawet nie wyraziłaś swojej opinii odnośnie naszego skarbca. Tsk tsk. - Zastukała szponem o podłoże, po czym wysunęła przydługi, wijący się za nią ogon przed siebie, aż sięgnął poza jej skrzydła i częściowo opadł ze skraju krateru. - Ładnie. Od razu przeszłaś do sedna, ale z kolei nie zeskrobałaś nic z powierzchni moich słów. Ahh.
    Machnęła delikatnie łapą, jakby chciała powiedzieć "zapomnij", po czym w końcu faktycznie zaczęła ustosunkowywać się do wypowiedzi Wodnej. I faktycznie poczęła zmniejszać dystans, nonszalanckim, powolnym krokiem podchodząc do niej, turlając przed sobą kawałek szarego, chropowatego kamienia.
    - Tak, wszyscy mówicie to samo. Inne smoki, inny czas. Ale, widzisz- - Przerwała, zatrzymując się w odległości nieco ponad połowy ogona od Wodnej i unosząc lekko pazur ku górze. Jej pysk i ciało było dość... Ekspresyjne. Nieco przesadnie, wyraźnie w celu pokazania drwiny. - To jest właśnie wasz problem. Odwalacie te wszystkie akcje, nie przejmując się konsekwencjami, bo przecież wystarczy przeczekać. Czasy się zmienią, smoki zdechną. Śmierć dosłownie załatwia dla was cały problem. Więc czemu by nie powtórzyć takiego wyskoku? Zrobiliście to dwa razy, więc nic, tylko czekać na trzeci.
    Uśmiechnęła się cynicznie, błyskając wysuwającym się spod wargi, zakrzywionym kłem. Zdawać by się mogło, że rozmowa ją bawi, ale w rzeczywistości Mahvran miała w sobie ogrom żywej, płonącej nienawiści, starannie jednak chowanej. Do czasu.
    - Wygodna logika, prawda? - Przekrzywiła znów głowę, niczym zaciekawione szczenię.

Niespokojna Toń - 2020-01-22, 18:42

    Jak zwykle Cieniści postrzegali wszystko po swojemu, dopasowując słowa rozmówcy do swoich celów. Niespokojna stała sztywno, nie odwracając wzroku od samicy. Cokolwiek ta mówiła... ona była po prostu gotowa na obronę, gdyby zaistniała taka potrzeba. Nie przeszkadzało jej to jednak w nienawistnym przyglądaniu się wrogowi. Wszystkie poglądy, jakie miała na temat tego świata... ta jedna osobniczka wystarczała do ich wzmocnienia.
    - Nie zrozumiałaś nic z moich słów. Wciąż tkwisz przy swoim, nie dopuszczając do siebie myśli, że rzeczywistość może wyglądać inaczej niż w twojej wyobraźni. Nie masz nawet pojęcia, o czym mówisz, oceniając smoki, których nawet nie znasz. - Warknęła, nie spuszczając wzroku z poczynań Mahvran. Mdliło ją od Plagowej woni, lecz nie cofnęła się nawet o krok. Jej własną wrogość podsycało to, co się działo po stronie Iskry. Harpia, widząc tak prowokujące zachowanie, miała zwyczajnie ochotę wdać się w bójkę. Siedziała spięta, wpatrując się we wrogą smoczycę. - Nie, twoja logika jest wypaczona. Widzisz smoki takimi, jakimi chcesz je widzieć. Musisz być strasznie skrzywdzona przez los, lecz to, co robisz jest zwyczajnie chore. -

Infamia Nieumarłych - 2020-01-24, 05:41

    Tak, nie było co w tym ukrywać, Cienie zazwyczaj budowały własną historię i poglądy... Z tym że robiło to każde stado, każda istota rozumna. Każdy zawsze twierdził, że jego wersja jest prawdziwa. I to było właśnie źródłem nieporozumień i konfliktów, które miały miejsce na przestrzeni setek, tysięcy księżyców. I zdecydowanie nie było szans na zmianę.
    Słysząc odpowiedź Wodnej przymknęła ślepia i pokręciła głową z dezaprobatą, niczym dorosły smok słuchający pisklęcia i załamujący łapy nad tym, co słyszy. Infamia uniosła rogatą głowę i spojrzała na harpię, wyraźnie spiętą i zacmokała w jej kierunku. Może to by było ciekawsze towarzystwo?

    - Nienawiść zostaje na długo. - Powiedziała w końcu, muskając czubek pyska wężowym językiem. - Ale nie można się temu dziwić, bo z reguły nikt nie skłania się ku temu, by błędy i wybryki tępych przodków i poprzedników próbować naprawić.
    Odwróciła się i odeszła kilka kroków dalej, jakby niezainteresowana, znów wlepiając wzrok w dno krateru, jakby próbując tam coś jeszcze wypatrzeć.
    - Córka Kaskady Kości, hm? - Powtórzyła to, co Niespokojna przyznała kilka zdań wcześniej, a co Mahvran postanowiła teraz przywołać z powrotem. - I jakie to uczucie, być potomkiem przywódcy stada?

Niespokojna Toń - 2020-01-27, 18:24

    -Próbować naprawić? - Zaśmiała się nieprzyjemnie. - Wy sami sięgnęliście po to, co kiedyś należało do was. Wzięliście nawet więcej, na zapas, korzystając z momentu słabości Wody. Nie jesteśmy wam już nic winni, skoro nie daliście szansy naszemu nowemu przywódcy, który wtedy jeszcze był dzieckiem, z zimną krwią wykorzystując naszą wtedy ciężką sytuację. Udowodniliście wtedy jedno: niczym się nie różnicie od Kaskady i całej reszty tych, których tak nienawidzicie. - Mówiła, nie kryjąc się ze swą wrogością.
    Miała ochotę splunąć jej w pysk. Nie spodziewała się żadnych dobrej intencji po tej smoczycy. W zainteresowaniu się wątkiem jej matki wietrzyła jedynie podstęp, chęć szyderstwa. - Zabawne, że o to pytasz. Czyż Plaga sama nie składa się w większości z piskląt waszego przywódcy? Na pewno miałaś okazję spytać ich o to nie raz. - Nie wiedziała o pochodzeniu Mahvran, czy udawała? Nie miało to znaczenia. Mahvran mogłaby być córką samego Kaltarela, a nie znalazłaby u Nanshe choć namiastki szacunku.

Infamia Nieumarłych - 2020-01-29, 16:32

    Na kolejne zarzuty początkowo odpowiedziała beznamiętnością, ale po chwili uśmiechnęła się, jak to miała w zwyczaju, asymetrycznie i zaśmiała cicho, ale dosyć szczerze, co było rzadkością. Pokiwała lekko głową i nonszalancko wskazała na Wodną złotym szponem skrzydła.
    - No i widzisz, słodka, trafiłaś w sedno. - Samica zacmokała z drwiącym uznaniem. Wyglądało na to, że humor jej się znacząco poprawił. - Tak, jesteśmy dokładnie tacy sami. Dwie krople wody, jedna czasem bardziej zabrudzona od drugiej. Jedyna różnica w tym, że my nie zabraliśmy wam wszystkiego, tak jak wy nam, a mogliśmy. Zostawiliśmy wam połowę waszych ziem, a to nadal daje niezły wynik. Mieliśmy troszkę więcej wyczucia i... Jak to szło? - Zmrużyła łuki brwiowe i zakręciła palcem w powietrzu, szukając słowa. - Empatii, o.
    W przeciwieństwie do Nanshe, której każde słowo ociekało wrogością i jadem, Mahvran zdawała się bawić rozmową, traktować ją jako dobrą rozrywkę. Tak, drwiła i szydziła, ale w sposób znacznie subtelniejszy. Gdy Toń zbiła jej pytanie własnym Infamia westchnęła cicho.
    - Ależ ty jesteś trudna do rozmowy, a podobno to na mnie wszyscy narzekają. - Prychnęła niczym urażona kotka, chociaż miało to wyraźnie teatralne zabarwienie. - To miło, że sama zadajesz pytania, ale powinnaś też odpowiadać na moje. Tsk tsk, nie ma nic za darmo. Swoich współplemieńców o opinie nie pytam, bo mam własną, chciałam poznać zdanie kogoś z innej części świata. To jak? - Znów wróciła do swojego pytania, przekrzywiając lekko głowę. Odpowie, nie odpowie? Była w sumie zaintrygowana jak to dokładnie było z Kaskadą Kości. Słyszała tylko plotki, którymi sypnął jej Sztych dawno, dawno temu, ale to nie dawało pełni obrazu.

Niespokojna Toń - 2020-02-05, 19:36

    Ułożyła się w pozycji siedzącej wygodniej powoli, cały czas mając oko na rozmówczynię. Infamia miała trochę racji... lecz wciąż uparcie trzymała się obarczania winą ich za błędy przodków. Tymczasem jaka była wina jej za urodzenie się córką Kaskady?
    - Ciekawe, czy coś z tych ziem zostałoby nam, gdyby z okazji skorzystała również Ziemia i Ogień, co? Czy wtedy również zostawilibyście nam tyle, byśmy mogli wyżywić na nich całe stado? - Spytała, szczerze zaciekawiona odpowiedzią Mahvran. Co tym razem wymyślisz?
    Na komentarz uniosła nieco brew. Miała świadomość swego charakteru i... nie przeszkadzało jej, że bywa trudna. Gdzieś w głębi uważała, że wolno jej, po tym wszystkim co przeszła. Jednak samica Plagi również nie odpuszczała, a Niespokojna nie miała zamiaru przeciągać zabawy w słowne przepychanki. - Raczej powinnaś spytać, jak to jest być dzieckiem Kaskady. Z jej roli przywódczyni niewiele miałam pożytku. W żaden sposób nie ułatwiało mi to życia. Co z tego, że moja matka była przywódczynią, skoro matka z niej żadna? - Odparła wypranym z emocji głosem. Głosem kogoś, kto musiał pogodzić się ze swoim zniszczonym dzieciństwem, by móc dalej funkcjonować.

Infamia Nieumarłych - 2020-02-18, 12:56

    [Przepraszam again za obsuwę, but, you know, lajf is brutal and full of zasadzkas]

    Nie umknęło jej uwadze to, że Wodna pozwoliła sobie na nieco więcej wygody i rozsiadła się konkretniej, nadal jednak nie tracąc czujności. Jej skrzeczący towarzysz nadal był nieopodal, może to dlatego. Wywerna cały czas pamiętała, jak pięknie udało jej się usmażyć harpię podczas jednej z misji zwiadowczych. Ach, pieczony ptak. Cudny obiad.
    - Tego nie wiem. Ale może tak jak nam i wam jedno ze stad zgodziłoby się łaskawie pomóc i pozwolić wam odkupić odłamek waszych własnych ziem za koszt trzydziestu pięciu kamieni szlachetnych... Hmm, może kiedyś się dowiemy. - Postukała złotym szponem skrzydła o swoją brodę, pozostając w dobrym humorze, nieustannie traktując rozmowę z Tonią jako rozrywkę, używając przesadnego nacisku na konkretne słowa i teatralnych gestów.
    - Ah, duszyczka bez kochającej mamusi, rozumiem. Cóż, przynajmniej ma się wtedy większą szansę by wyrosnąć na coś z jajami, zamiast tulić się do piersi rodzica gdy tylko coś pójdzie nie tak. Zawsze patrz na pozytywy, jak sytuacja rodzinna ciebie zahartowała! - Uśmiechnęła się drwiąco kącikiem pyska i wydała z siebie mruknięcie połączone z cichym sykiem, gdy złośliwy żywiołak postanowił na chwilę magicznie podarować sobie materialność i wbić wilcze kły w jej kostkę, podkreślając swoje znużenie i chęć powrotu. - Ale chyba dobrze ciebie karmiła, o ile dobrze pamiętam to Kaskada była uosobieniem chodzącego szkieletu.
    Stwierdziła, nadając konwersacji wręcz neutralny, codzienny ton. Rozmowa o stopniu wyżywienia. Idealny temat.

Niespokojna Toń - 2020-03-02, 20:44

    Przyjrzała się z zastanowieniem Plagijce. Nie przepadała za nią, choć nawet wrogowi nie życzyłaby takiego losu. Jeśli ta mówiła prawdę, Plaga była w przeszłości w na prawdę parszywej sytuacji. - Nie brzmi to na szczerą pomoc. - Skomentowała, nie wdając się w szczegóły. Kto wie, może dlatego byli teraz tacy irytujący i nie do zniesienia? Może wydarzenia te odcisnęły na nich piętno..? Na dalsze słowa Mahvran uniosła brew. - Może kiedyś się dowiemy...? - Namiastka współczucia zniknęła z jasnych oczu smoczycy, zastąpiona chłodem. Jeśli ta zamierzała jej grozić między wierszami, wcale nie była lepsza od tych, którzy odebrali jej dom. Toń jednak z czasem trwania rozmowy miała coraz mniejszą ochotę na przepychanki słowne. Widziała, że to donikąd nie prowadzi, gdyż jej rozmówczyni była mocno zafiksowana na własnym spojrzeniu na rzeczywistość.
    Zaraz jednak Cienista zaskoczyła ją, zmieniając nieco charakter rozmowy. Nanshe nie była do końca pewna, czy doszukiwać się w słowach Infamii szyderstw, czy raczej uwierzyć w jej szczerość. Zachowywała ostrożnie neutralny wyraz pyska, choć rysy nieco złagodniały, przez co nie sprawiała już wrażenia, jakby miała ochotę porazić Plaguski piorunem, tak dla otrzeźwienia.
    - Dbała o stado w charakterystyczny dla siebie sposób, to trzeba było jej przyznać. Nie zagłodziłaby pisklęcia, gdyż mogłaby potencjalnie pozbawić Stada przyszłych korzyści z niego płynących. - Wyznała, zerkając mimowolnie w stronę Iskry, która teraz badawczo przyglądała się kompanom rozmówczyni.
    - Może teraz ty podzielisz się jakimiś ciekawostkami z życia w Pladze? Was również trudne przeżycia zahartowały. Z tego co słyszałam, byliście na skraju wyginięcia, a jednak kosztem tych trzydziestu pięciu kamieni odrodziliście się. - Stwierdziła, wlepiając wzrok w pysk Mahvran. Teraz jej kolej.

Spuścizna Krwi - 2020-07-01, 19:52

Rakta przyleciała do krateru, wysyłając do Akaera krótki impuls z prośbą o przybycie. Tęskniła za nim... Na dodatek miała mu coś do powiedzenia. Wylądowała ciężko nieopodal kraju krateru, spoglądając do jego wnętrza, jakby spodziewając się dostać jakąś odpowiedź.
Dudniące pulsowanie pustki z tyłu jej czaszki było irytujące. Przypominało to uczucie, gdy widząc płomień wyciąga się ku niemu łapę wiedząc, że zostanie poparzona, ale nie mogąc się przed tym powstrzymać. Tak było od czasu, gdy Eurith umarła.
Przygryzła język, zaciskając mocniej kły. Eurith... jej przyjaciółka, siostra, jedna z najbliższych jej istot. Tak naprawdę ze wszystkich tych, których wpuściła do swojego serca - nie licząc dzieci, bo dla nich w jej miejscu istniało inne miejsce - pozostał jej tylko jeden smok. Mahvran postanowiła się od niej odsunąć, podobnie jak Kheldar. Fern i Euith nie żyli. Pozostał tylko Akaer. Akaer i Viliar...
Tak, Viliar. Nie mogła go nazwać smokiem, ale miała namacalny dowód na jego cielesność. Ciepłe wspomnienie wśród ciemności, jaka opanowała jej serce po stracie Eurusi. Światło, które w każdej chwili mogło zgasnąć, jeśli straci Akaera.
Nie zamierzała go okłamywać ani ukrywać przed nim tego, cóż robiła. Nie żałowała również niczego, do czego doszło z Viliarem. To nie było coś, czego mogłaby żałować. Bała się, że Akaer nie zrozumie i ja odtrąci, jednocześnie wierząc, ze tego nie zrobi.
On nigdy jej nie zawiódł, prawda? Problem w tym, że straciła już zbyt wielu, których kochała, a dudnienie za uszami nie pozwalało skupić się na tym, co najważniejsze.

Poszept Nocy - 2020-07-06, 10:56

    Wezwanie było krótkie i nie zdradzało niczego, ale w myślach Piastuna Ognia nie zabrzmiał nawet cień wątpliwości. Bo dlaczego miałby? Spotykali się gdy mieli czas i czerpali przyjemność z każdego uderzenia serca razem. Ich dzieci rosły, tak w sile czy duchu jak i w ciele. I choć każde stado miało swoje problemy polityczne - tych nigdy przecież nie brakowało Wolnym Stadom - tak wewnętrznie Akaer był szczęśliwy.
    Postawny samiec wylądował przy kraterze, nieopodal jasnej sylwetki partnerki. Lot przyjemnie ochłodził jego ciało, ale pogoda nie sprzyjała grubym kłębom czarnego futra. Nie strąciło to jednak czułego uśmiechu z jego pyska z którym podszedł do Rakty i powitał ją czułym trąceniem policzkiem o policzek.
    - Przynoszę dobre wieści, jeśli nie usłyszałaś ich już od przelatujących ptaków. Aqen został Wojownikiem i przyjął miano Piasków Nerani, a Vulkin szkoli się na Wojownika jako Wściekły Kolec.

Spuścizna Krwi - 2020-07-06, 17:03

Przywitała partnera cichym, czułym pomrukiem, ocierając się pyskiem o jego policzek. Cóż, nie była kimś, kto czułby wyrzuty sumienia czy żałował tego, co zrobił, skoro nie było czego żałować. Kochała Akaera i jedyne jej wątpliwości wiązały się z tym, jak to przyjmie. Sadząc po zachowaniu, niczego się nie spodziewał... Ale kto by się spodziewał, że jego partnerka odpowiedziała na pragnienie boga tym samym pragnieniem? No właśnie...
- Mam nadzieję, że Aqen nie udaje już trupa przed wrogami? - Przekrzywiał lekko głowę, wspominając swoje próby wyprostowania charakteru syna, zniszczonego przez Sztorm Stulecia. W końcu to ona go wychowywała, "nie-ma-za-co". Bleh. Z zadowoleniem przyjęła wieść o tym, że Vulkin również obrał drogę Wojownika. Spróbowałby inaczej!
- Griiraseoth został Obgryzionym Kolcem i niedługo będzie miał Ceremonię na Wojownika. Corra... Wciąż dużo śpi. Rzadko się budzi, ale i tak radzi sobie całkiem nieźle - przedstawiła Puszkowi postępy dzieci, które rzadko widywał - lub których nie miał okazji spotkać, bo Corra... Cóż, jak mówiła, dużo spała. Potem jednak spochmurniała lekko.
- Eurith nie żyje - powiedziała cicho,zawierając w tych kilku krótkich słowach cały swój ból po stracie siostry. Jednak na tym nie skończyła wieści dla partnera.
- A ja byłam z Viliarem... Nie zmusił mnie - dodała, zupełnie jakby był to kolejny fragment zwykłej rozmowy.
"O, hej kochanie, właśnie przepalam się z bogiem wojny. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Przecież wiesz, ze cie kocham, prawda?"
Nie, to nie brzmiało dobrze nawet w jej głowie, nawet jeśli właśnie do tego się sprowadzało. I wciąż nie żałowała. Cóż za potworną istota była!

Poszept Nocy - 2020-07-06, 17:48

    Zaśmiał się krótko na myśl o Aqenie udającym trupa. Nie było w jego głosie złośliwości, a jedynie ojcowska czułość.
    - Radzi sobie bardzo dobrze, coraz lepiej. - Pominął wypadek Aqena na jego ceremonii Adepckiej. To było już wiele księżyców temu. - Potrzebował po prostu więcej czasu.
    Każdy rozwijał się w swoim tempie, potrzebował innych bodźców i wskazówek. Kim był Piastun by mu tego zabraniać?
    Łagodny, dumny uśmiech zagościł na jego pysku gdy Rakta odpowiedziała opowieściami o ich dzieciach w Stadzie Plagi. Obgryziony Kolec? Może wziął sobie do serca to, że Vulkin próbował go podgryzać na spotkaniu. Z pewnością będzie znakomitym Wojownikiem. A Corra... Może też po prostu potrzebowała czasu.
    Na wieść o Eurith czule trącił nosem czoło Rakty, wiedząc że straciła kogoś bardzo ważnego. Nie znał jej ale jeśli Spuścizna Krwi ją kochała to samiec wierzył że z pewnością by ją polubił, ale nie chciał słowami mącić jego szczerego żalu. Smoczyca go znała i wiedziała, że zawsze był dla niej gdyby tylko go potrzebowała, a jej ból był jego bólem.
    Byłam z Viliarem.
    To, że nie spodziewał się kolejnego wyzwania było oczywiste. Stał tuż przed nią, a srebrne ślepia patrzyły na nią z dziwnym wyrazem pozbawionym zrozumienia. Jego pełna ufności względem Rakty dusza nie pozwoliła mu zrozumieć, nie od razu. Mógł być uczonym smokiem, lubującym się w wiedzy, ale najzwyczajniej na świecie jego umysł starał się wyprzeć tą myśl.
    Nie byłby jednak sobą gdyby udało mu się to na długo.
    Nie zmusił mnie - i nie żałuję które nie zabrzmiało już głośno były dosyć oczywiste.
    - Byłaś z Viliarem, bogiem wojny. - Powtórzył powoli. Z jego oczu zniknęło zagubienie, ale ich wyraz pozostawał dziwny. Rozdarty. Słyszał jej słowa, rozumiał je, ale potrzebował potwierdzenia. Potrzebował gruntu pod łapami.

Spuścizna Krwi - 2020-07-06, 18:22

Piastun Piastunem ale ojciec pozostawał ojcem, nawet jeśli pozwolił ukraść sobie dzieci. No, nie do końca ukraść, ale dla Rakty była to po prostu kradzież. Czy ktoś zrozumie uczucie matki, która dowiaduje się, ze oddała dziecko na wychowanie ojcu, a tymczasem ono znalazło sobie druga mamusię? Oczywiście jej serce nie mogłoby mieć tego za złe Akaerowi - no, może troszeczkę - przenosząc wszystkie negatywne uczucia na tą, która ukradła pisklę o wmówiła mu, że są rodziną.
Teraz jednak odsunęła się lekko, spoglądając w oczy Akara i próbując odczytać jego reakcję. No dobra, musiała przyznać, że jednak trochę się jej obawiała. oczywiście niczego się nie bała. Zmutowanych demonów, śmierci, pająków... No, błyskawic, ale miała powód! Teraz jednak przekonała się, ze jednak czegoś się bała.
Bała się straty kolejnej części swojego serca. Bała się straty swojego słońca przez to, co zrobiła. Tak, wciąż nie żałowała, bo Viliara również kochała. W nieco inny sposób, ale to bez wątpienia była miłość. Nie zmniejszało to jednak ani trochę uczucia do Akaera. Czy nie mogła kochać ich obu? Może i dla jednego z nich byłą tylko zabaweczką, ale... Cóż, nie dbała o to. Zawsze chciała więcej, zawsze chciała mocniej...
Jak zawsze nie radziła sobie ze zbyt skomplikowanymi zagadnieniami i uczuciami, a takimi z pewnością była teraz ta sytuacja. Powinna poradzić sobie z nią jak zwykle, udając silniejsza, niż była w rzeczywistości. Udając, że zdanie Akaera wcale się nie liczy, bo przecież była sobą. Samolubną, zaborcza istotą.
- Tak, w Świątyni - odpowiedziała spoglądając na niego i nie dając po sobie poznać, jak bardzo zależy mu na jego zrozumieniu.
Nie wybaczeniu, chociaż z perspektywy innych to, co zrobiła mogło być złe. Z jej perspektywy nie było.
Może powinna go wtedy zaprosić? Miała podać szczegóły? Powiedzieć o... Nie, chyba nie.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group