To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
~ Smoki Wolnych Stad
Rozwiń skrzydła i leć z nami!

5/2019 - Sosnowe Zacisze vs Karminowy Kolec

Melodia Ciał - 2019-05-22, 22:14

Poczuł ukłucie, niemiłe ale też niegroźne. Teraz przyszedł czas na jego atak.
Atak był skierowany na uzdrowiciela Wody. Sosnowy wyobraził sobie jak na powierzchni jego grzbietu pojawiają się dziesiątki małych igiełek, wykonanych w całości z lodu. Kolce miały być odpornie na rozbicie czy działanie wysokich temperatur, nie mogły roztrzaskać się o łuski smoka przynajmniej w teorii. Kolce miały pojawić się tuż nad grzbietem Lodu, od zadu do kłębu po czym wbić się z dużą siłą w całą powierzchnię, zupełnie jakby ktoś opatulił za mocno smoka kocykiem, tylko że ten kocyk był pokryty ostrymi kolcami, które mogły sięgnąć do powierzchni mięśni, a dodatkowo były piekielnie lodowate więc powinny przymrozić to i owo. Na koniec tchnął maddarę w ten twór.

//Mistyk dla Remedium

Perspektywa Wieczności - 2019-05-23, 14:59

Nigdy nie spodziewałaby się, że wygra pierwszą walkę. Zaraz jednak po tym, jak to uczyniła, zobaczyła jak na Czarodzieja Ognia rzucają się aż dwa smoki. Ten radził sobie całkiem nieźle, ale Aank postanowiła wesprzeć jego atak, nawet jeśli mogło się to dla niej skończyć tragicznie.

Presja nadbiegła od prawego boku Karminowego Kolca i rzuciła się nań z dzikim warkotem rozeźlonego zwierza. Jej paszcza miała zacisnąć się na ogonie mniej więcej w 1/3 długości i szarpnąć na boki, jakby przetrącała kark mniejszej ofierze. Atak opierał się na sile jej szczęk, miał za zadanie rozerwać jego łuski, mięśnie i osłabić smoka dodatkowo upływem krwi. Jeśli jej się uda - starszy samiec będzie miał trudności w oddaniu jej blisko znajdującym się ogonem.

Dymiące Zgliszcza - 2019-05-23, 15:43

    Karmin szarpnął rogatym łbem w bok, warcząc krótko w reakcji na ból, który czuł i frustrację, która się w nim budowała. Ledwo zranił Sosnowego, ledwo! To nie tak miało być. Usłyszawszy warkot Remedium, a potem zobaczywszy jego atak, rubinowołuski zirytował się jeszcze bardziej. Przecież wciąż stał, dałby radę. Ale no nic, nie powstrzyma Uzdrowiciela. Nie poczuł tez wibracji maddary przy sobie, co znaczyło, że Sosnowy porzucił walkę z nim na rzecz sparringu magicznego, na co Karminowy zareagował obrażonym parsknięciem.
    A potem zobaczył atak, kątem oka i w ostatniej chwili. Dobrze, że odwrócił łeb, by popatrzeć na stronę Ognia i dostrzegł futrzaka, szarżującego na jego ogon. Nie mógł uniknąć kłów Aank przez odskok, bo to wymagałoby użycia poranionych łap, a na samą myśl o tym jęknął. Zamiast tego, upewnił się, że zwierzątko atakuje część ogona bliższą jego ciału, po czym zwinął resztę kończyny i, pomagając sobie biodrami, wycelował cieńszą i giętszą część, zakończoną grotem, w przednie łapy nadciągającego Ognika, smagając je, jak biczem. Jeżeli pójdzie to, jak trzeba, Aank potknie się o jego ogon i wyrżnie kłami w ziemię, zamiast wbić je w ciało Karmina.

    // still Szczęściarz na Wytrzymałość

Remedium Lodu - 2019-05-23, 17:56

  Błękitnołuski czarodziej roztoczył maddarę nad całym grzbietem Uzdrowiciela. To zmuszało do gwałtownej zmiany perspektywy po własnym punktowym ataku, gwałtownym skurczem serca wrzucając do mózgu krew jakby bardziej ożywczą niż zwykle. Ach, może powinien walczyć częściej przed istotnymi badaniami, dla przeczyszczenia umysłu?
  Teraz miał jednak zagadkę, dla której musiał znaleźć jak najszybciej twórcze rozwiązanie. Czarodziej kreował swe zaklęcie tuż przy łusce swego celu, zmuszając do obrony błyskawicznej i możliwie najbardziej uniwersalnej, ściśle dopasowanej formą do wąskiego pasa dopuszczalnej przestrzeni. Lód wyobraził sobie, jak spomiędzy jego łusek, z całej sieci szczelin tryska ciecz przypominająca we wszystkim smoczą krew. Z zewnątrz wyglądało to, jakby całe ciało uzdrowiciela zamieniło się w rozsadzoną gwałtownie powierzchnię jaskini. Gęsta, lepka krew żylna miała w mgnieniu oka pokryć całe ciało Remedium, zlepić futro biegnące wzdłuż grzbietu i natychmiast zakrzepnąć. Twardość miałaby porównywalną do obsydianu, powierzchnię zaś niesamowicie śliską i nieregularną- zakrzepłaby bowiem jako spływająca aż do ziemi tafla. Nie była też podatna na działanie wszelkich szkodliwych substancji, o których tylko uzdrowiciel zdążył pomyśleć i nie zmieniała swej temperatury pod wpływem środowiska, utrzymując wciąż ciepłotę świeżej juchy. W efekcie powinna być w stanie odbić bądź ześlizgnąć po sobie wszelkiej maści pociski, ciecze powinny spływać po niej niegroźnie w dół "naturalnymi" żlebami zastygłej tryskawki, zaś wsparcie o ziemię zapewnić ochronę przed zgnieceniem. Na dodatek pancerz będzie przyklejony do uzdrowiciela usztywniając go; będzie wypełniał również całą przestrzeń między i pod łuską, co stanowiło pewną szczególną cechę.
  Lód przesłał na całą powierzchnię swego grzbietu sieć impulsów magicznych, by stworzyć i utrzymać nierealny krwotok. Zaintrygowany wynikiem tego starcia oczekiwał rozstrzygnięcia- i niech poleje się krew!

Szabla Kniei - 2019-05-23, 22:14

    Przygotowane przez Dziką Gwiazdę -

Igiełki wyczarowane przez Sosnowe Zacisze pojawiły się nad grzbietem Remedium Lodu ze złowieszczym, szklanym brzdękiem. Były one jednak znacznie krótsze niż założył sobie czarodziej, a także znacznie mniej doskonałe - niektóre wyglądały wręcz jak drzazgi, które mogły połamać się zaledwie od chuchnięcia. Niemniej jednak, chociaż zaklęcie nie wyszło do końca tak jak powinno, ich chmara wciąż stanowiła poważne zagrożenie. Uzdrowiciel Wody jednak zareagował tak jakby na co dzień nie zajmował się leczeniem ran, ale walką z pomocą maddary. Jej niewidoczne dla oka nici spłynęły po jego łuskach tworząc makabryczny pancerz. Błękitnołuski przed uderzenie serca wyglądał jakby eksplodował od środka, ale zaraz potem juchopodobna ciecz stężała tworząc twardą zbroję i skutecznie krępując samcowi dalsze ruchy, zamieniając go w paskudną statuę. Lodowe odłamki biły w stwardniałą breję niczym deszcz i z równie podobnym skutkiem - rozpryskiwały się o nią w drobny mak i znikały zanim ich resztki zdążyły dotknąć ziemi. Kanonada w końcu ustała, a uzdrowiciel mógł skruszyć swoją obronę i przejść do ataku.

Tuż obok zaś do walki włączyła się młodziutka oposiata samiczka z godnym podziwu zaangażowaniem szarżując na wodnego adepta. Niestety zapał nie dorównywał jej umiejętnościom, bowiem nie zauważyła małej wyrwy w terenie. Ta chwila nieuwagi wystarczyła by potknęła się i przeleciała z impetem tuż obok karminowego ogona, którego obrona nie była już potrzebna. Zatrzymała się kawałek dalej, cała obsypana ziemią i drobnymi kamyczkami. Karminowy Kolec miał ogromne szczęście, że atakowała go niedoświadczona adeptka, ponieważ musiał stanąć do walki ze swoim ciałem, a ono nie chciało już go słuchać. Zaszumiało mu w głowie, przed oczami przeleciało stado mroczków, ale jakimś cudem zdołał utrzymać się na łapach. Pytanie jak długo jeszcze wytrzyma?




Sosnowe Zacisze: rana lekka [kilka długości szpona ponad nadgarstkiem prawej przedniej łapy trzy płytkie nakłucia o niewielkich średnicach, od smoczych kłów, które nierówno wbiły się w skórę, uszkadzając ją, powodując dziwne pieczenie, uczucie gorąca w obszarze rany (zakażenie!), delikatne krwawienie] - chytry przeciwnik, mistyk

Karminowy Kolec: 2x ciężka (rana magiczna: poważne odmrożenie skóry dookoła prawej przedniej łapy, kolce przebiły w wielu miejscach skórę i mięśnie, docierając aż do kości, na której powstało kilka pęknięć / krew gromadzi się głównie wewnątrz rany, smok ma osłabione czucie od nadgarstka aż do łokcia, ale podczas stawania na łapie dokucza mu ból złamanej kości), [tylna lewa łydka przebita kolcem na wylot, od tyłu do przodu, oparzenia w obrębie rany, brak krwawienia z uwagi na oparzenia, ale skóra zwęglona, pojawiły się bąble, kości łydki pęknięte, uszkodzone i osłabione przez kolec, mięśnie i ścięgna niefunkcjonalne, te w okolicy stawu kolanowego nawet zerwane, dotkliwy ból, groźba złamania kości przy próbach oparcia ciężaru na uszkodzonej łapie] - szczęściarz

Bojaźliwa Łuska: rana lekka [płytkie, krótkie szramy, krwawienie, dziury w skórze, pieczenie, na fałdzie skóry na karku, wynikające z wbicia weń własnych rogów Aank] - eliksir

Remedium Lodu: nic

_____________

Sosnowe Zacisze
Atrybuty: W: 2| M: 4
Umiejętności: MA,MO:2
Atuty: Mocarny, Chytry przeciwnik (zużyte), Mistyk (zużyte)

Karminowy Kolec
Atrybuty: S: 5| W: 2| Z: 2
Umiejętności: O: 1| A: 2
Atuty: Szczęściarz (zużyte)

Bojaźliwa Łuska
Atrybuty: S: 2| W: 2| Z: 2
Umiejętności: A,O:1
Atuty: -
Inne: Eliksich Ochrony przed Obrażeniami Fizycznymi (zużyte)

Remedium Lodu
Atrybuty: S: 1| W: 1| Z: 4| M: 5|
Umiejętności: ,MO,M,A,O: 1| MA,MP: 2
Atuty: Szczęściarz

Dymiące Zgliszcza - 2019-05-24, 12:27

    Zamrugał i sapnął, gdy zrobiło mu się ciemno przed oczami. Nie miał wiele czasu, zaraz pewnie straci przytomność. Miał przed sobą kilka decyzji.
    Pierwsza: zaatakować Sosnowego, czy szczura, który wywalił się obok jego ogona. To z czarodziejem walczył od początku, to Czarodziej go poranił. Dobrze by było chociaż spróbować odpłacić się pięknym za nadobne. Aank chyba nie była aż tak groźna. Poza tym, jest jeszcze Remedium. Karminowy nie znał Uzdrowiciela dobrze, ale wiedział, że jest inteligentną bestią. Weźmie na siebie Adeptkę, gdy zobaczy, że Karmin atakuje Zacisze. Decyzja pierwsza podjęta, rubinowołuski skupił wściekły, zbolały wzrok na ciele czarodzieja.
    Druga: jak atakować? I tak musiał wkładać dużo wysiłku w utrzymanie się na nogach, a to bez drapania czy gryzienia. Nie chciał ziać znowu, wydało mu się, że ogień jest łatwy do zablokowania maddarą. To fizyczny atak dosięgnął Zacisze.
    Zmarszczył czoło i oparł się na prawej przedniej łapie, tej odmrożonej. Wydał z siebie zbolały jęk, ale ból nie był aż tak wielki, większość rany była znieczulona. Korzystając z tego, że wciąż był blisko Zacisza, na tyle blisko, by nie musieć podchodzić, odwrócił lewą łapę pazurami do góry i rozcapierzył czarne szpony. Wkładając całą siłę, jaką wciąż miał, wyprowadził gwałtowny cios pionowo do góry, czubkami pazurów celując pod pysk Ognika, w szczękę, z lewej strony Karmina. Plan był taki: siła uderzenia sprawi, że pazury przebiją łuski pod szczęką, dostając się do paszczy niebieskiego smoka od dołu, pod językiem, a tam zahaczą za jego zgryz. Wtedy Karmin równie gwałtownie szarpnie w dół, ciągnąc za sobą dolną część paszczy przeciwnika i wyłamując mu szczękę. Nie wiedział, czy ma wystarczająco siły, by faktycznie połamać kość, ale liczył chociaż na przebicie. W czasie wykonywania ataku, rubinowołuski wydawał z siebie dziki, zbolały warkot i kwik, brzmiąc bardziej jak ranny dzik, niż smok.

Remedium Lodu - 2019-05-24, 17:51

  Ostatnia igła rozbiła się dźwięcznie o pancerz ogłaszając chwilę śmierci obu zaklęć. Gigantyczny skrzep rozpadł się na suchy, rdzawy pył i ustąpił należnego miejsca granatowi łusek. Okolony nocną barwą i potarganą jasną grzywką wyłonił się skupiony, chłodny wzrok uzdrowiciela- w głębi tego stoicyzmu tańczyła zaś iskierka chorobliwie pisklęcej radości.
  Po łapie Karmina igrały już pierwsze oznaki spinanych mięśni. Wojownik chciał rewanżu na swym pierwotnym oponencie, co w normalnych warunkach Lód by akceptował lecz teraz, napędzany czarką zaprawionej herbaty, wręcz rozumiał. Jemu więc pozostał…a… wzrok mu lekko zmiękł na widok rozpłaszczonej na ziemi Aank, sprawiając że przeformułował natychmiast kiełkujące we łbie zaklęcie. Kombinacja jej wieku i położenia sprawiła, że nie chciał wykorzystywać w pełni jej obecnej sytuacji.
  Wyobraził sobie, jak z ziemi tuż za adeptką wyrasta nadnaturalnie mocna, giętka łodyga zwieńczona kłębowiskiem liści. Liści, które były zdolne do nagłego i silnego zamykania się parami, a ich brzegi wieńczyły koronki całkiem pokaźnych, ostrych zębów o twardości zdrewniałych cierni. Roślinna rzeźba przypominała kształtem naturalnych rozmiarów łeb mantykory Valisski- kompanki Wędrówki Słońca, specjalistki do spraw atakowania młodych- a dwa najokazalsze liście tworzyły pokaźną zębatą pułapkę kociej paszczy. Na razie otwarta smokołówka miała wystrzelić wprost w zadek młodej smoczycy i, nęcona przez przypominający smakowitą dżdżownicę ogonek ofiary, zacisnąć zębiska na zadzie, zadając dotkliwe rany (również dumie smoczycy) i „pożerając” przy tym ogon, którego powierzchnia powinna być pokiereszowana na całej długości po spotkaniu z zębami mniejszych liści. Jako dodatek na sam koniec, po posmakowaniu ciepłego szkarłatu, rozwinąć się miały dwa okazałe, różowe kwiaty osadzone w „oczodołach” mantykorzej rzeźby, po czym roślina uschnie i rozpadnie się.
  Silnym impulsem i stałą strugą maddary uzdrowiciel tchnął do istnienia nowy okaz agresywnej flory.

Melodia Ciał - 2019-05-24, 22:38

Karminowy był już osłabiony, ale mimo to nie poddawał się, a w dodatku atakował łeb Sosnowego, więc ten wyobraził sobie, że tuż pod jego łbem pojawia się połowa bańki, która miała osłaniać cały spód szczęki i fragment łba powyżej. Bańka miała być jakby przyczepiona do łba atakowanego smoka, miała być dość cienka i przejrzysta, lekko niebieska, wykonana w całości z diamentu, bardzo twardego i odpornego na rozbicie diamentu. Jeśli wszystko pójdzie po jego myśli, bańka (albo raczej jej dolna połowa) powinna zostać na miejscu niemaruszona i ochronić jego pysk przed pokiereszowaniem. Na koniec smok przelał odpowiednią ilość maddary w swój twór i starał się nie stracić skupienia.
Perspektywa Wieczności - 2019-05-25, 02:21

Uhhh, co za wstyd.
Małej nic się nie stało, ale duma całkiem nieźle ucierpiała.
Nie miała jednak czasu zastanawiać się - walka trwała dalej, dynamiczna i zmienna. Przed chwilą chciała udziabać czerwonego mięśniatego kolegę, teraz podnosiła się z gleby, nie tracąc czasu na otrzepanie futra z farfocli - a tu już dawny nauczyciel leciał jej na spotkacie, z pomocą... Krwiożerczego krzaczka?
Aank tylko przez moment, po odwróceniu łba, patrzyła się na dziwny twór, nie chcąc nawet wiedzieć z którego piekła to diabelstwo wylazło. Zamiast czekać i patrzeć jak istota w pełni się ukształtuje, zamierzała odskoczyć w przód, wykorzystując napięte łapy podczas wstawania. Chciała długim sprawnym susem znaleźć się po za zasięgiem koszmaru Remedium. Widząc jak to coś drapieżnie patrzy się na jej ogon, zwierzątkowata Adeptka zwinęła go w trąbkę, nie zamierzając pozwolić by jej mały skarb został dosięgnięty przez roślinną paszczękę.
Po wszystkim odwróciłaby się i fuknęła na Uzdrowiciela i jego brzydkiego przyjaciela.

Dzika Gwiazda - 2019-05-25, 22:59

Karminowy Kolec mimo młodego wieku okazywał wytrzymałość na ból wyższą niż wiele starszych od niego smoków. Opanował chwilę słabości, w mgnieniu oka przeanalizował sytuację i przystąpił do działania. Jego plan okazał się bezbłędny: bliskość pomiędzy nim i czarodziejem nie dała przeciwnikowi nawet chwili na przelanie maddary w czar. Bariera którą umyślił sobie Sosnowy z pewnością powstrzymałaby atak, ale niebieskołuski po prostu nie zdążył sięgnąć do źródła. Szpony Karminowego zagłębiły się w jego szczęce, wchodząc głęboko i bezlitośnie przebijając wszystkie miękkie tkanki. Ból był wręcz porażający, a to nie był jeszcze koniec - mocarne szarpnięcie sprawiło że dolna żuchwa z głośnym trzaskiem odłączyła się od szczęki, trzymając się teraz jedynie na mięśniach i skórze. Czarodzieja sparaliżowała fala cierpienia jaka promieniowała z jego szczęk. Mimo to wciąż stał twardo na łapach, tak samo jak jego przeciwnik. Chociaż obaj koszmarnie poranieni nie dawali za wygraną.

Na miejscu gdzie stał Remedium pojawiła się na chwilę chmura brunatnego pyłu z której w pierwszej kolejności wyłoniła się jego jasna grzywa. Uzdrowiciel wyglądał nie jak ten, którego zręczne łapy przynoszą ulgę w cierpieniu, lecz jak wcielenie samej nocy. Chłodne i bezlitośnie nieustępliwe, które właśnie skupiło swoją uwagę na biednej, młodziutkiej Presji. Twór Remedium pojawił się tak jak sobie to wyobrażał, roślina o paskudnym obliczu, która rosnąc prędko zdawała się niemal pędzić w kierunku ognistej adeptki. Smokołapek rozdziawił paszczę, igłokły zastukały o siebie głucho, kiedy pochłaniały ogonek samiczki. Na szczęście Aank wykazała się zdrowym instynktem samozachowawczym i natychmiast odskoczyła od smokożernego kwiatuszka. Jej ogon wyprysnął spomiędzy kolców zwijając się dosłownie w ostatniej chwili, bo tuż zanim z głośnym kłapnięciem zatrzasnęły się szczęki smokołapki. O ile zadek i godność samiczki pozostały nienaruszone, o tyle ogonek miał na sobie kilka płytkich zadrapań.


__________________________________________________

Sosnowe Zacisze: rana lekka [kilka długości szpona ponad nadgarstkiem prawej przedniej łapy trzy płytkie nakłucia o niewielkich średnicach, od smoczych kłów, które nierówno wbiły się w skórę, uszkadzając ją, powodując dziwne pieczenie, uczucie gorąca w obszarze rany (zakażenie!), delikatne krwawienie] rana ciężka [przebity spód szczęki, głębokie rany kłute skóry i mięśni żuchwy, przebity język, zarysowane podniebienie, złamane spojenia żuchwy z obu stron, dolna szczęka zwisa bezwładnie, obfite krwawienie, porażający ból, drobinki ziemi w ranach - ryzyko zakażenia] - chytry przeciwnik, mistyk

Karminowy Kolec: 2x ciężka (rana magiczna: poważne odmrożenie skóry dookoła prawej przedniej łapy, kolce przebiły w wielu miejscach skórę i mięśnie, docierając aż do kości, na której powstało kilka pęknięć / krew gromadzi się głównie wewnątrz rany, smok ma osłabione czucie od nadgarstka aż do łokcia, ale podczas stawania na łapie dokucza mu ból złamanej kości), [tylna lewa łydka przebita kolcem na wylot, od tyłu do przodu, oparzenia w obrębie rany, brak krwawienia z uwagi na oparzenia, ale skóra zwęglona, pojawiły się bąble, kości łydki pęknięte, uszkodzone i osłabione przez kolec, mięśnie i ścięgna niefunkcjonalne, te w okolicy stawu kolanowego nawet zerwane, dotkliwy ból, groźba złamania kości przy próbach oparcia ciężaru na uszkodzonej łapie] - szczęściarz

Bojaźliwa Łuska: 2xrana lekka [płytkie, krótkie szramy, krwawienie, dziury w skórze, pieczenie, na fałdzie skóry na karku, wynikające z wbicia weń własnych rogów Aank; długie krwawiące zadrapania na całej długości ogona, przecięta skóra, niewielkie krwawienie, otarcia, możliwość zakażenia, ból przy poruszania ogonem] - eliksir

Remedium Lodu: nic

_____________

Sosnowe Zacisze
Atrybuty: W: 2| M: 4
Umiejętności: MA,MO:2
Atuty: Mocarny, Chytry przeciwnik (zużyte), Mistyk (zużyte)

Karminowy Kolec
Atrybuty: S: 5| W: 2| Z: 2
Umiejętności: O: 1| A: 2
Atuty: Szczęściarz (zużyte)

Bojaźliwa Łuska
Atrybuty: S: 2| W: 2| Z: 2
Umiejętności: A,O:1
Atuty: -
Inne: Eliksich Ochrony przed Obrażeniami Fizycznymi (zużyte)

Remedium Lodu
Atrybuty: S: 1| W: 1| Z: 4| M: 5|
Umiejętności: ,MO,M,A,O: 1| MA,MP: 2
Atuty: Szczęściarz

Melodia Ciał - 2019-05-27, 00:06

Ból był okropny, niemal nie do zniesienia i Sosnowy musiał działać zanim straci przytomność przez ten okrutny ból. Wybrał sobie za cel Remedium Lodu. Wyobraził sobie jak przy jego prawym boku na wysokości żeber pojawia się długi, ale dość cienki kolec szerokości dwóch szponów, ale za to długości dziesięciu szponów. Kolec miał być w całości wykonany z silnie żrącego kwasu, podobnego do tego, którym mógł pluć sam Sosnowy gdyby był wojownikiem. Kwas miał być uwięziony wewnątrz kolca, którego końcówka miała za zadanie po wbiciu się w ciało smoka, uwolnić żrącą substancję we wnętrzu jego ciała, uszkadzając tkanki. Ale po kolei. Kolec miał pojawić się na wysokości żeber, między kościami, następnie miał bardzo szybko wbić się głęboko w ciało Uzdrowiciela Wody po czym zadziałać jak kły jadowe węży i uwolnić silnie zrącą substancję wypalając wszystko wokół. Kolec miał pęknąć dopiero w ciele smoka, nie przy zderzeniu, a kwas miał być odporny na rozcieńczenie i neutralizacje. Na koniec czarodziej tchnął maddarę w twór usiłując nie utracić skupienia.
Perspektywa Wieczności - 2019-05-27, 22:21

Młodziutka, biedna Presja miała cholerne szczęście i zamierzała się go trzymać jak rzep ogona północnego smoka. Nic więcej jej nie pozostawało.
Skrzywiła pysk, gdy podczas skoku smokołapka zdołała poharatać jej śliczny szczurzy ogonek. Ból był jednak niewielki. Młoda wyszczerzyła się paskudnie. To była jej szansa.
A dokładnie - jej największą szansą było to, że nikt nie widział w niej realnego zagrożenia.
Sosnowy zaatakował już Remedium, słusznie celując swoją większą potęgą w tego, który pozostał nienaruszony. Bojaźliwa miała więc za zadanie wymęczyć do końca mięśniatego koleżkę, który nie wiadomo jakim cudem jeszcze w ogóle trzymał się na nogach.
Starała się nie widzieć tego, co zrobił ze szczęką Czarodzieja Ognia. Nie myśleć o tym, co zrobi z nią.
Miało być łagodnie, mówili. Nikt nie będzie umierał, mówili.
W tle usłyszała tryumfalny ryk zwrócony w ich stronę.

Bez żalu rzuciła się jednak na pocharatanego Wojownika.
To był akt sympatii. Jak w końcu zemdleje, to go uleczą!
Podbiegła w jego stronę w pełnym pędzie, chcąc nim wzmocnić szybkość swojego ataku. Bowiem zamierzała ciąć.
Chciała uszkodzić lewą przednią łapę Adepta, atakując od boku, tak, by nie mógł jej wygiąć odpowiednio do obrony.
Rozcapierzona palczasta łapka miała rozjorać swoimi czteroma dłuższymi haczykowatymi pazurami jego bark i łapę wzdłuż, tak daleko jak się da, do momentu, w którym będzie musiała ją postawić. Czyli minimum do łokcia, może niżej. Chciała wywołać kolejny upływ krwi, niegroźny dla życia - groźny dla jego wytrzymałości. Rany bardziej z tych rozległych, piekących i być może zakażonych, nie koniecznie zaś rozrywających mięśnie i gniotących kości.
Biały pysk zmarszczył się w paskudnym grymasie, a zwierzątko warknęło dziko w stronę ucha Karminowego. Przywitanie? Groźba? Ciężko orzec, gdy szpony są przeciw szponom, zębiska przeciw zębiszczom.

Dymiące Zgliszcza - 2019-05-27, 23:14

    Karmin nie miał w sobie nic z prawdziwej bestii, ale satysfakcja, jaką odczuł, gdy usłyszał trzask łamanej szczęki była iście zwierzęca.
    Gdy usłyszał ryk przyjaciółki, po jego ciele przeszedł dreszcz. A może spazm, wynikający z ran? Nie wiadomo. Bardzo chciał odpowiedzieć równie dumnym i triumfalnym zewem, jednak to, co wydobyło się z jego gardła przypominało raczej bolesne zawodzenie, chrapliwe, ale pełne ślepej już determinacji. Ból go zupełnie ogłupił, przed oczami tańczyły kolory, mrugał więc szaleńczo.
    Gdyby miał czas i siłę, parsknąłby z pogardą na fakt, że Zacisze obrał sobie za cel Remedium, a nie jego. Nie po to trzymał się wciąż w pionie, tak poraniony, by jego przeciwnik sobie go odpuścił. Ale cóż, niech tak będzie. Rubinowołuski zdąży go jeszcze poharatać.
    Szybko zbliżający się tupot łapek przyciągnął jego uwagę i odwrócił gwałtownie głowę w swoją lewą stronę i do tyłu, by zobaczyć zwierzątko, Aank, pędzącą, by zapewne pozbawić go oparcia na jednej z dwóch pozostałych mu zdrowych łap. Otworzył paszczę, prezentując garnitur przerażających kłów, lecz nie zamierzał gryźć samiczki. Wygiąwszy szyję, wycelował, starając się trafić w odpowiedni moment, kiedy przeciwniczka będzie nie za blisko, nie za daleko. Zamierzał bowiem zionąć strumieniem ognia, szerokim, ale krótkim, prosto w ziemię. W takim oddaleniu od swojego własnego ciała, by się nie skrzywdzić, ale tak blisko, by ogień zagrodził Aank dojście do jego łapy, gdzie domyślił się, że celowała. Nagły rozbłysk pożogi miał sprawić, że samiczka zatrzyma się gwałtownie, lub będzie musiała zmienić kurs i, w efekcie, nie powiedzie się jej atak. Nie miał czasu teraz o tym myśleć, ale podświadomie starał się dać samiczce czas, by zdążyła faktycznie zatrzymać się albo skręcić, by nie wpadła w ogień. Blizny po poparzeniach to coś, czego nie życzyłby nikomu, zwłaszcza sympatycznej Adeptce Ognia.

Remedium Lodu - 2019-05-28, 12:32

//tak na wszelki wypadek przypominam, że zaklepuję Szczęściarza na wytrzymałość w razie porażki w rzucie nań

Węże, gdy atakują, wyciągają swe ciało w przód z niezwykłą prędkością. Dostatecznie dużą, by ich ruch wykorzystać do obrony.
  Chrzęst szczęki Czarodzieja.
  Ryk Burzy.
  Wycie Karmina.
  Wrzenie maddary.
  Och, tak – syk Uzdrowiciela.
Gigantyczna kobra, o grubości ciała przekraczającej nawet grubość smoczego kłębu, miała wyprysnąć wzdłuż Remedium począwszy od jego prawej tylnej łapy, skończywszy z potężnym łbem tuż przy łbie Uzdrowiciela. Ciemno hebanowe skórzaste cielsko misternie rzeźbiły naturalne nierówności czarnego dębu- skamieniałe, twarde drewno, które spędziło niezliczone eony świata zatopione w głębokich, mineralnych torfowiskach- aż prawa natury przeistoczyły je w najdziwniejszy kamień. Twarde, lecz nieznacznie sprężyste; lekko chłonne acz niepalne, obiecujące ochronę przed niemalże wszystkim i zapewniające przyjemne oparcie dla boku Nocnego Uzdrowiciela, gdyby temu zamarzyło się wesprzeć o własny twór. Tak trwając, na razie ze schowanym kołnierzem, kobra zasłoniłaby przed atakiem całą sylwetkę Remedium od jego prawej strony. Wreszcie zasyczy, ogłaszając pierwszy sukces bądź pierwszą porażkę swego istnienia i spojrzy na Ognistych dwójką słońc: wiernych kopii kobaltowych ślepi.
  Lód tak skupiony na cechach swego tworu, że na jego pysku gościł doskonały brak wyrazu, wyplótł najszybciej jak tylko potrafił poruszyć źródłem energetyczne prawo do trwania dla swej obrony. Dla swego tymczasowego gadziego kompana którego- co ważne- nie miał zamiaru na razie odwoływać. Jeśli tylko obrona się dokona, kobra miała pozostać w materialnym świecie: spięta do ataku, gdy przyjdzie na to właściwy moment.

Administrator - 2019-05-29, 14:03

Wszystkim powiodło się wszystko, co zamierzali zrobić. Na nieszczęście dla atakujących. Bo pomimo tego, że Sosnowy wyczarował śmiertelnie groźny kolec, to nie mógł nic nim zrobić, bo kobra Remedium Lodu zasłoniła go skuteczniej niż dowolna staroświecka tarcza. Z kolei Bojaźliwa z determinacją godną najgroźniejszych wojowników pobiegła na ledwo stojącego na łapach Karminowego, ale musiała szybko i rozpaczliwie zmieniać kierunek, kiedy spostrzegła, że jej przeciwnik zionął na ziemię, gdzie w następnym kroku miała postawić łapy. W wyborze oparzenia własne a przeprowadzenie ataku, instynkty brały górę i zarządziły gwałtowny odwrót w bok.



__________________________________________________

Sosnowe Zacisze: rana lekka [kilka długości szpona ponad nadgarstkiem prawej przedniej łapy trzy płytkie nakłucia o niewielkich średnicach, od smoczych kłów, które nierówno wbiły się w skórę, uszkadzając ją, powodując dziwne pieczenie, uczucie gorąca w obszarze rany (zakażenie!), delikatne krwawienie] rana ciężka [przebity spód szczęki, głębokie rany kłute skóry i mięśni żuchwy, przebity język, zarysowane podniebienie, złamane spojenia żuchwy z obu stron, dolna szczęka zwisa bezwładnie, obfite krwawienie, porażający ból, drobinki ziemi w ranach - ryzyko zakażenia] - chytry przeciwnik, mistyk

Karminowy Kolec: 2x ciężka (rana magiczna: poważne odmrożenie skóry dookoła prawej przedniej łapy, kolce przebiły w wielu miejscach skórę i mięśnie, docierając aż do kości, na której powstało kilka pęknięć / krew gromadzi się głównie wewnątrz rany, smok ma osłabione czucie od nadgarstka aż do łokcia, ale podczas stawania na łapie dokucza mu ból złamanej kości), [tylna lewa łydka przebita kolcem na wylot, od tyłu do przodu, oparzenia w obrębie rany, brak krwawienia z uwagi na oparzenia, ale skóra zwęglona, pojawiły się bąble, kości łydki pęknięte, uszkodzone i osłabione przez kolec, mięśnie i ścięgna niefunkcjonalne, te w okolicy stawu kolanowego nawet zerwane, dotkliwy ból, groźba złamania kości przy próbach oparcia ciężaru na uszkodzonej łapie] - szczęściarz

Bojaźliwa Łuska: 2xrana lekka [płytkie, krótkie szramy, krwawienie, dziury w skórze, pieczenie, na fałdzie skóry na karku, wynikające z wbicia weń własnych rogów Aank; długie krwawiące zadrapania na całej długości ogona, przecięta skóra, niewielkie krwawienie, otarcia, możliwość zakażenia, ból przy poruszania ogonem] - eliksir

Remedium Lodu: nic

_____________

Sosnowe Zacisze
Atrybuty: W: 2| M: 4
Umiejętności: MA,MO:2
Atuty: Mocarny, Chytry przeciwnik (zużyte), Mistyk (zużyte)

Karminowy Kolec
Atrybuty: S: 5| W: 2| Z: 2
Umiejętności: O: 1| A: 2
Atuty: Szczęściarz (zużyte)

Bojaźliwa Łuska
Atrybuty: S: 2| W: 2| Z: 2
Umiejętności: A,O:1
Atuty: -
Inne: Eliksir Ochrony przed Obrażeniami Fizycznymi (zużyte)

Remedium Lodu
Atrybuty: S: 1| W: 1| Z: 4| M: 5|
Umiejętności: ,MO,M,A,O: 1| MA,MP: 2
Atuty: Szczęściarz



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group