FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja
Znalezionych wyników: 38
~ Smoki Wolnych Stad Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Bujne zarośla
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 452
Wyświetleń: 44356

PostForum: Dzika Puszcza   Wysłany: 2019-04-05, 20:43   Temat: Bujne zarośla
Galnir dotrzymywał kroku swojemu uzdrowicielowi i nauczycielowi zarazem. Przynamniej w tamtym miejscu i czasie. Już w tracie samej wędrówki zaglądał na ziemię, znajdując ślady. Subtelne wgniecenia w ziemi, roślinności, objawiające kształt smoczej łapy, czy raczej łap. Wbrew pozorom takie zachowanie było do przewidzenia, w końcu Kalejdoskopowy ma tropienie ofiar we krwi. Ślady Kobalta w pewnym momencie zaczęły wręcz kontrastować z resztą podłoża, a każdy krok pogłębiał ten efekt. To musiała być swego rodzaju wybiórcza analiza szczegółów, którą adept nieświadomie przeprowadzał. W każdym razie niedługo potem dotarli na miejsce. Płaski obszar rozciągający się na niewielką odległość. Wydawał się adeptowi idealny na naukę tropienia, kolejny kamień milowy na zostanie pełnoprawnym łowcą.
Wtem Remedium zaczął swój wykład. Istota tropienia była dość prosta, takaż się przynajmniej wydawała. Zmieszanie węchu, słuchu i wzroku by móc namierzyć ofiarę, odgadnąć jej zamiary, być może też ocenić czy należy podążać czy zrezygnować. Możliwości było wiele, choć wciąż to były jedynie domysły jeszcze niedoświadczonego smoka. Kalejdoskopowy przytakiwał co zdanie czy dwa. Gdy nauczyciel zakończył wywód, zielonołuski rozejrzał się od razu po okolicy. Na pierwszy rzut oka nie potrafił dostrzec żadnych śladów. Musiały być zbyt odległe, a sama natura nie wspomagała procesu. Pojedyncze promienie słońca rozrzedzały ciemność, którą spowite było to miejsce. Oczywistym było, dlaczego Kobalt zdecydował się nauczać właśnie tutaj, w końcu nauka musi się wiązać z jakąś trudnością. Galnir jednak nie miał nic przeciwko, optymizm aż się z niego wylewał. Może to wizja polowań? A może oficjalnej ceremonii, złożenia przysięgi wierności stadu i przybrania nowego imienia? Być może też wszystko naraz.
Kolejną i zarazem ostatnią radę adept przywitał lekkim skinieniem. Ruszył on więc przed siebie, mijając Remedium w poszukiwaniu tropów. Nie chciał stawiać na rozdzielanie nauk, sprawny łowca łączy, miesza, uważa na wszystko. Kalej poruszał się więc powoli, roztropnie, wręcz dbał o bezszelestność. Robił co w jego mocy, zaś łeb, a głównie ślepia szukały, analizowały. Wraz za nimi na poszukiwania podążył nos. Bodźce wychwytywane przez niego pozwalały odczytać pewien obraz zachowań zwierzyny. Zauważywszy lekkie nieregularności terenu spróbował dotknąć je nosem, sprawdzić mniej więcej głębokość, kształt. Udało się tą metodą wskazać ślady jednego typu, gdzie dało się wyodrębnić trzy głębsze i jeden płytszy. Galnir zanurzył nos w jedno z wgłębień próbując wyczuć z czym ma tu do czynienia. Niestety zapach nie należał do mu znanych, rozejrzał się więc jeszcze po ziemi. Wraz z tymi, które znalazł, przeplatały się inne ślady. Było ich jednak znacznie więcej. Prowadziły w tę samą stronę, przy czym było ich więcej. Czyżby swego rodzaju pościg? Nie można tego jeszcze stwierdzić. Na pewno odmienna istota była ranna i starała się jak najmniej używać poranionej łapy. Podążywszy za nimi nie mógł odnaleźć wiele. Zapach rozmyty, nie wskazywał na obecność któregoś z tych zwierząt w pobliżu. Zawsze to mogła być też część kamuflażu. Po drodze spostrzegł kępki sierści pozahaczane o gałązki. Kalej zaciągnął się wonią, w której rozpoznał coś skłaniającego go do uznania zwierzęcia za ofiarę całego zajścia. Sierść pachnąca subtelnie krwią i w większości błotem. Czyżby wydarzył się tu nie lada pościg? Osłabiona, kulejąca ofiara uciekała przed zgrają drapieżników. Kalejdoskopowy wrócił na moment do śladów i postarał się rozpoznać kształty. Skupił się szczególnie na tych należących do drapieżników. Kilka z nich porównał ze sobą, starał się przypomnieć do czego mogłyby należeć. W pamięci szukał odpowiedzi na nurtujące pytanie i postawił na wilki. Coś w tych śladach mu się z nimi kojarzyło… Może to tylko przeczucie, może nie, wystarczy mu wiedzieć że są niebezpieczne w większych watahach, a tutaj naliczyć można było spokojnie kilka osobników, wnioskując po ilości tropów. Odwiodło go to więc od podążania zbyt daleko za nimi. Zrobił jednak kilka kroków z ciekawości i po drodze udało mu się spostrzec kolejne kłębki futra. Tak, to nie był dobry pomysł, by potencjalnie zastać wilki odpoczywające po strawie. Zdecydował się wrócić do Remedium, którego powitał ponownie skinięciem. Krótka praktyka, zmieszana z dobrze wyłożoną teorią dały widoczny efekt. Kalejdoskopowy poczuł zrozumienie w temacie śledzenia swych przyszłych ofiar.
  Temat: Księżycowa łąka
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 552
Wyświetleń: 51691

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2019-02-18, 23:42   Temat: Księżycowa łąka
Samiec wykonawszy magiczny atak, poczuł lekkie osłabienie. A więc o tym mówił Dar, gdy wspominał, że maddara wpływa na użytkowników. Ciężko było sobie wyobrazić jak męcząca może ona być dla czarodziei. W każdym razie udało się, lecz to jeszcze nie był koniec. W sumie póki Galnirowi starczyło sił, mógł ćwiczyć, nie będzie miał w życiu wiele okazji do używania magii, lecz warto się jej choć trochę poduczyć. Samica widocznie doszła do podobnego wniosku i zmaterializowała ogień. Czyżby to miała być kolejna próba?
Zanim dotarły do niego kolejne wizje, przez myśl przeszły mu właściwości ognia. Gorący, bardzo gorący, niszczący gdy dotyka czegoś lodowego, miękkiego lub nietrwałego, jasny, kolory przechodzą od białego po ciemny pomarańcz, zachowuje się jak coś bardzo niestaiblnego, lecz można go ukierunkować, jak przy zianiu... I nagle dotarły do niego przekazane wizje. Miał poznać ogień, co zaczął chwilę temu i... i użyć go do obrony. Już obawiał sie nagłego ataku, przez co poczuł przypływ adrenaliny i poczuł wewnętrzne zachwianie gdy musnął Źródło. Zaskutkowało to odkryciem, że stan emocjonalny wpływa na dostępność do niego i stabilność znajdujacej się w nim Mocy...
Kalejdoskopowy uspokoił się, zauważywszy, że żaden atak nie nastąpił, jeszcze nie. Maddara wróciła do stanu równowagi. Lodowy szpikulec, wytworzony przez Sześć nie ruszał z miejsca. Oczekiwał na jego ścianę ognia.

Galnir zebrał się w sobie i całą "wewnętrzną łapą" zaczerpnął Mocy ze Źródła. Złączył swoją wiedzę o ogniu z wyobrażeniem jak szeroka na około trzy szpony i gruba na szpon ściana płomieni materializuje się przed adeptem i skierowana jest naprzeciw kolca lodu. Wraz ze swoimi cechami ogień miał być stabilny i zamknięty w swoim kształcie. Jego temperatura miała być identyczna do prawdziwego płomienia.
  Temat: Księżycowa łąka
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 552
Wyświetleń: 51691

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2019-02-10, 13:33   Temat: Księżycowa łąka
    Galnira bardzo ciekawiło, czy przesył się udał. Nie był to najzgrabniejszy sposób na wykonanie tego, ale jednak wydawał się skuteczny. Spojrzał smoczycy w oczy, by zaraz znów zostać nawiedzonym przez wizję. Widocznie nauka jeszcze potrwa, jednak to musi być po części znak, że informacja dotarła. Między uczucia, które wlewały się w umysł Galnira dzięki Sześć, wciskało się uczucie satysfakcji. Po chwili tej radości, Kalejdoskopowy zdecydował się wreszcie skupić na mentalnym przekazie.

    Zobaczył siebie. Żadne zaskoczenie, powtórka z poprzednich wizji. Tym razem ujrzał siebie obserwującego lód. Czuł narastającą w sobie koncrentację. Jakby coś chciało, aby badał ten lód, poznał go, ogarnął jego właściwości, jednym słowem zrozumiał jego istotę. Następnie jego zadaniem było wytworzenie lodowego kolca i ciśnięcie nim w sokoła. Zadanie pozornie proste, ale Galnir przekonał się, że magia do prostych nie należy.

    Gdy wizja się skończyła, adept zebrał się w sobie i wyobraził lód. Gdy zobaczył samą jego istotę, zaczął nadawać mu kształt. Wyobraźnią wyrzeźbił ostro zakończony kolec, o długości prawie 3 pazurów i średnicy około 3 łusek. Na tak małego ptaka nie bylo potrzeby użycia, czegoś większego, a co za tym idzie, cięższego. Miał mieć idealnie gładką fakturę, twardość porównywalną z kamieniem. Nie mógł sie przecież złamać przy kontakcie z celem. Kolec miał być bez smaku, ani zapachu, kolorem nie różnił się od lodu występującego w naturze, zaś czuć było od niego zimno przy dotyku.

    Nie wiedząc, jak jeszcze możnaby opisać kawałek lodu, Galnir skupił się na obecnym wyobrażeniu. Wymienił właściwości jeszcze raz na spokojnie. I przy trzecim powtórzeniu zaczerpnął do Źródła. Otworzył oczy i zerknął gdzie znajduje się ptak. Podniósł lewą łapę, gdzie miał się w jego wyobrażeniu pojawić lodowy kolec. Wyobraźnia zaczęła składać wszystko w całość. Miejsce pojawienia się kolca, kształt, twardość i resztę właściwości. Ostatnim elementem było dodanie do wyobrażenia samego ataku. Ujrzał oczami wyobraźni jak kolec leci w stronę sokoła. Galnir celował w jego brzuch. Jako, że walkę opierał na swojej zręczności, starał się o jeden precyzyjny strał prosto w upatrzone miejsce. Gdy wszystko było gotowe, przelał w wyobrażenie Moc zaczerpniętą ze Źródła. Poczuł zimno przy swojej łapie, które momentalnie odleciało. Lodowy kolec został rzucony.
  Temat: Księżycowa łąka
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 552
Wyświetleń: 51691

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2019-02-02, 01:39   Temat: Księżycowa łąka
    Reakcja! Widział ją wyraźnię… choć w sumie tylko ślepy by przeoczył reakcję Sześć na jego podniesienie łapy. Czyli jednak, miał rację. Sprawdzała go. Nie była pewna czy ją rozumie i widzi przesyłane wizje. Liczył, że obejdzie się bez kolejnych wyobrażeń, jednak samiczka miała inne plany.

    Pierwszym obrazem, który nawiedził jego głowę było źródełko wody. Znajdowało się w jaskini, a woda z niego wylewała się i formowała strumień. Obraz przeplótł się z jego własną podobizną. Co to miało znaczyć? Czyżby Galnir miał w sobie jakieś źródło? Źródło czego? I czemu ono wylewało wodę z miejsca, gdzie smok miał serce? Pierwsza wizja dała więcej pytań niż odpowiedzi, ale była dobrą zapowiedzią kolejnych.

    Druga wizja przedstawiała kolorowookiego smoka błądzącego po korytarzach jakiejś jaskini. Niewykluczone, że były to odnogi tej jaskini ze źródełkiem… Smok czegoś wyraźnie szukał. Galnir miał kilka przemyśleń czego mógłaby jego podobizna szukać. Jedna z nich okazała się prawdziwa, chodziło o źródełko. Jak na razie wszystko sprowadzało się do niego. Imitacja samca wytworzyła sokoła z wody. To było dopiero fascynujące. Woda ze źródła jest w stanie tworzyć rzeczy, ale żeby tworzyć, ktoś musi z niej zaczerpnąć i jakoś ukierunkować. Czymże jest ta woda? Maddarą o której większość smoków w stanie już nieraz wspomniała? Galnirowi wydało się to dość prawdopodobne.

    Trzeci obraz przedstawiał sokoła… Tylko sokoła, jednak czuł jak Sześć przelewa w Kalejdoskopowego wszystkie informacje na jego temat. W ciągu sekund jego pojmowanie na temat tworu z wody pogłębiało się, zaś smok dokładał do tego własne pomysły, próbował łączyć fakty. Gdy osiągnął pełne zrozumienie tworu w postaci sokoła, poczuł jak wizja znika.

    Następnym co zobaczyły to formowanie się identycznego ptaka na łapie Numeru Szóstego. Zostawiła go z tymi wszystkimi informacjami. Takie twory powstają za pomocą maddary, tego był pewien, resztę musiał wywnioskować z obrazów, które chwilę temu zobaczył. Po dłuższej chwili wszystko zaczęło się układać w logiczną całość. Źródło czegoś… maddary? Jakiejś mocy? Nieważne, czegoś potrzebengo do posługiwania się magią, leży w samym środku Galnira. Możliwe, że dzięki temu był w stanie zobaczyć te wizje. Woda ze źródła to jest ta cała Moc i ona się rozchodzi na resztę ciała. Ze Źródła można czerpać i przeznaczyć zabraną energię w wytworzenie czegoś. Prawdopodobnie tak Sześć stworzyła wszystkie te wizje. Cała ta analiza sokoła mówi tyle, że wytworzony obiekt musi być dokładny. Należy wziąć wszystkei czynniki pod uwagę, bez wyjątku. To ma sens, chyba…

    Galnir nie chciał się porywać na coś wielkiego. Zamknął oczy, wyobraził sobie zaś siebie, biorącego w łapy tę wodę. Czyniąc to, poczuł lekkie poruszenie w swoim organizmie. Zignorował to i skupił się na ciele Sześć. Wyobraził sobie jak jego poczcucie zrozumienia kumuluje się w jeden biały, świetlisty punkt, który wysłany został przez ciągły strumień wylatujący z jego łba, prosto to łba smoczycy. Nie nadał tym wyobrażeniom zapachu, smaku, any twardości. Widział, jak to uczucie przemieszczało się wprost do niej. Gdy podróż punktu dobiegła końca, Kalejdoskopowy otworzył oczy i spojrzał prosto w oczy samicy. Wyczekiwał reakcji, jakiejkolwiek. Byłby to znak, że udało mu się przekazać coś. To na pewno wspomogłoby komunikację.
  Temat: Księżycowa łąka
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 552
Wyświetleń: 51691

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2019-01-25, 22:28   Temat: Księżycowa łąka

    Gdyby nie lekko delikatna sytuacja, Galnir westchnąłby doniośle. Nie lubił tego, ze nie potrafił się porozumiewać poprzez Moc. Dalej miał w głowie myśl, że powinien się wreszcie tego nauczyć. Smoczyca najwyraźniej zdobyła tę umiejętność, skądkolwiek pochodzi. To dawało jakieś pole do popisu w kontekście komunikacji, choć to zielonołuski smok czuł sie niemy w tej sytuacji.
    Poczuł lekki dreszcz w momencie gdy Sześć go sondowała. Nie jest to nigdy wielka rzecz, wszak dreszcze są naturalne, jednak tym razem był on lekkim powodem do niepokoju... a może to tylko przypadkowy dreszcz, a Kalejdoskopowy dramatyzuje i popada w lekką paranoję co do reakcji swojego ciała na chłód? Immanor wie.
    Następnym ważnym momentem było pojawienie się kolejnego obrazu, tym razem podszedł do tego spokojniej niż wcześniej. Samica zdawała się sprawdzić czy on w ogóle reaguje na jej projekcje... Jakby wcześniejsze wycofanie nie było wystarczającym znakiem.
    Kiedy obraz zniknął i znów skupił uwagę na smoczycy, z wielką chęcią by wywrócićślepiami, podniósł prawą łapę i odłożył na miejsce jak sobie życzyła od niego. Odczekał moment. Zrobił to ponownie, na znak, że to nie jest jakieś przypadkowe zachowanie.
  Temat: Księżycowa łąka
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 552
Wyświetleń: 51691

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2019-01-08, 19:01   Temat: Księżycowa łąka
Niewyjaśnionym była sama obecnosć samicy. Przybyła znikąd, nie potrafi mówić lub ukrywa ten fakt, używa ewidentnie magii i wydaje się śmiertelnie niebezpieczna. Szczęście Galnira polegało na tym, że udało mu się dojść z nią do pewnego porozumienia. Wyglądało na to, że nikt nie ma zamiaru zabijać. Nie tym razem.
Jego czyny wystarczyły, by białoskóra poczuła się swobodniej, być może dodatkowo uznała go za uległego czy przestraszonego, ale swój cel osiągnął. Przysiadła, a on poszedł jej śladem. Rozluźnił mięśnie i usadowił się na swoich tylnych łapach. Dał ciału odpocząć, lecz umysł jego nie mógł pozwolić sobie na taki komfort. Rozluźnienie atmosfery nie równało się zażegnaniu zagrożenia. Jeden niewłaściwy ruch z jego strony, mógłby skończyć się w najlepszym przypadku spłoszeniem jej, w najgorszym krwawą walką.
Przechylenie łba było chyba najmocniejszym przekazem, jaki zielony smok mógł odczytać w tamtej chwili. Głównie dlatego, że był najprostszy do zrozumienia i napędzany jej magią. Czuł, jak nawiązuje więź z jego umysłem i dzieli się swą ciekawością. To uczucie wypełniło jego myśli i zmieszało się z jego własną chęcią poznania odpowiedzi na pytania dotyczące białoskórej. Te dwa uczucia, identyczne, choć pochodzące z innych źródeł, były jak dwa puszyste obłoki wchodzące jeden w drugi.
Samiec ani drgnął, nie dlatego, że się wystraszył, lecz niestety nie wiedział jak odpowiedzieć. Nie potrafił posłużyć się Mocą, by dotknąć jej umysłu, a tym bardziej przekazać jakiejś informacji. Pozostał więc w ciszy.
  Temat: Księżycowa łąka
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 552
Wyświetleń: 51691

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2019-01-07, 22:52   Temat: Księżycowa łąka
Jeden niewinny krok, a tak wiele zdziałał. Tak ukazuje się oto potęga zwierzęcej natury smoków, instynktów, umiejętności porozumienia się bez słów. Samica widocznie zrozumiałą niechęć samca do agresji, nie ruszyła na niego, nie próbowała go okrążyć, nie uciekła. Galnir, na moment zapomniał, że w ogóle potrafił mówić, poczuł się niczym wilk, rozmawiający z drugim wilkiem przez spojrzenia, ruchy i ewentualnie proste dźwięki.
Jego nieprzejednane i statyczne spojrzenie, ciągle skierowane na łeb białoskórej, nie dawało za wygraną i również badało na potęgę. Badało to, co było widoczne, zaś jego drugi wzrok, ten ukazujący obrazy w myślach, poddawał całość analizie i interpretacji.
Wraz z jej krokiem wstecz, poczuł niemałą ulgę. Stres dalej się go trzymał, lecz jego moc była mniejsza. Nadal był również co do niej nieufny, ale miał wrażenie, jakby pojawiła się między nimi nić zrozumienia. "Ja nie chcę atakować, ty też zdaje się nie chcesz." - to była pierwsza myśl. Precyzyjny wzrok samicy przysloniły do połowy powieki, zaś jej ogon ponownie sunął po białym puchu.
Instynkt podpowiadał Kalejdoskopowemu dopasowanie się, to co uwielbiał robić, gdy robiło się gorąco. Nigdy jednak nie robił tego podświadomie, zawsze planował tego typu zachowanie. Podążył za swoimi uczuciami jako drapieżnik i również przymrużył ostrożnie oczy. Dodatkowo z lekkim trudem, który przysporzyła mu natura, przesunął ogon i finalnie go podkulił. Następnym ruchem byłoby ułożenie zada, nie mógł sobie jednak pozwolić na takie zaufanie. Gdyby miał nagle atakować lub uciekać sam podkulony ogon byłby przeszkodą a co dopiero siedzienie, jednak coś mówiło adeptowi, że nie ma powodu by się obawiać... przynajmniej na razie.

/Tak zwana pomroczność jasna....Amen
  Temat: Księżycowa łąka
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 552
Wyświetleń: 51691

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2019-01-06, 21:03   Temat: Księżycowa łąka
Skupienie, pełne skupienie. Analiza. Wnioskowanie. Takie oto czynności zielonołuski smok wykonywał nieustannie, a przynajmniej próbował. Samo jej milczenie wtłaczało w niego uczucie zagrożenia. A wygląd zasiewał wątpliwości w umyśle Kalejdoskopowego, że istota przed nim jest w ogóle smokiem. Jedyne czego mógł się domyślać to fakt, iż jest samicą. Jej budowa ciała zakorzeniła takie przekonanie w głowie kolorowookiego. Kątem oka dostrzegł lekki ruch za nią. Czyżby ogon? Śnieg w fuzji z kolorem jej skóry utrudniał rozróżnianie co jest śniegiem, a co istotą. Jej wzrok dawał jasne ostrzeżenie, była w stanie zamordować z zimną krwią każdego kto spróbuje do niej podejść... Skąd więc ta krew? Niewykluczone, że jej własna. Śnieg pomógłby oczyścić jej łapy, ale ona nie zanikała...
Galnir nie wykonywał gwałtownych ruchów. Stał spokojnie, mimo chaosu napędzanego niepokojem, który wplątywał się w myśli adepta. Jedynym wyjątkiem od tej reguły był ogon, który jak w przypadku rozmówczyni, przesunął się po śniegu. Kolce się na nim znajdujące postrzępiły dodatkowo niemal idealnie gładki ślad. Żółte ślepia wraz ze swoimi błękitnymi pierścieniami skupiły się na łbie drapieżnika. Nie miał najmniejszego zamiaru walczyć, jej wygląd i warunki pogodowe drastycznie przeważyłyby na niekorzysć Galnira.
Wtedy doczekał się reakcji przybysza. Szczeknięcie, jakoby wilka, przeszyło jego uszy i dotarło aż do muógu, gdzie nadeszłą go jedna myśl: "Czy ona w ogóle potrafi mówić?". Dla zestresowanego adepta jest to rzecz oczywista i bierze ją za pewnik, że wszystkie smoki potrafią mówić... fizycznie lub mentalnie. Samica niestety nie chciała uraczyć rozmówcy swą mową. Galnir przechylił lekko łeb w lewo i poczuł jak obraz przed oczami mu się zamazuje. Głowę przeszył dreszcz i kontynuował on swoją wędrówkę przez całe ciało aż do mautkich kolców na ogonie. Smok zaś, pozostał w bezruchu.
Widok groty pełnej czaszek, krwi, śladów. Czy to sen? Czy może go dopadła a on nawet nie zauważył? Przecież jak mogłaby być tak szybka? To nie miało sensu... ale miało w sobie strach.
Strach, niepokój i obawę, które były wtłaczane w umysł Kalejdoskopowego. Szkarłat figurował na ziemi, czaszkach, śniegu przy wyjściu z groty. Gdy obraz ponownie zaszedł mgłą i jego oczom ukazała się ponownie sylwetka samicy, samiec pozwolił sobie na krok w tył. Spokojny, niealarmujący krok. Czuł każdy mięsień po kolei przy robieniu go. Chciał, by istota naprzeciw niego nie odebrała tego jako agresję, a niechęć do walki. Obraz, który mu pokazała mocno zadziałał. Przekaz był bardzo jasny, nie trzeba było dwa razy powtarzać. Ma przed sobą doświadczonego łowcę, którego ofiarą na pewno nie chce się stać. Chaos w umyśle Galnira rozrósłsię drastycznie. Oddech, kotrolowanie go to była makabra. Mięśnie przynajmniej nie drżały za bardzo... tyle dobrze. W takich momentach żałował, że nie potrafi posługiwać się maddarą. Mógłby się z nią porozumieć przez obrazy... lub może porozmawiać. Jego ostatnią czynnościa, by przypieczętować swoje pokojowe zamiary było wolne skinięcie. Teraz tylko czy drapieżnik zrozumie to jako pokojowe oddanie honoru czy coś innego?
  Temat: Księżycowa łąka
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 552
Wyświetleń: 51691

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2019-01-06, 02:09   Temat: Księżycowa łąka
Odkąd tylko samiec potrafił zadbać o swoją skórę, jego wypady nie ograniczały się jedynie do spacerów za dnia. Poznawanie świata nabierało nowego wymiaru piękna w momencie, gdy promienie Słońca ustępowały gwieździstemu niebu i blaskowi księżyca. Wonie zmieniały się diametralnie, ponieważ częściej czuć było zwierzynę łowną i krew... właśnie, zapach krwi zainteresował Galnira. Nieczęsto można, ją wyczuć tak dokładnie, jakoby jej źródło znajdowało się kilka kroków stąd. Zwolnił swój krok i podążył tym tropem, by spostrzec poruszający w lewo względem niego kształt. Postać prawie zupełnie zlewała się z zalegającym na ziemi śniegiem. Z całą sytuacją jednak kontrastowały krwawe ślady, które zostawiała. Czy on lub ona kogoś zabiła? A może to jej rany? Skąd ona w ogóle jest? Galnir pierwszy raz na oczy widział tego smoka.
Nie chcąc przestraszyć Sześć, smok obszedł ją dookoła tak, aby podejść do niej frontalnie. Mogła być niebezpieczna, a zaskoczenie pewnie by ją podjudziło do podjęcia walki. W takiej sytuacji lepiej nie ryzykować. Czujny i skupiony kierował się ku niej. Przystanął w miejscu, gdzie mogła go dostrzec po prostu patrząc w przód. Przybrał pogodny wyraz pyska i patrzył na nią. -Witaj. Zwą mnie Kalejdoskopowym Kolcem. Jak masz na imię? A, i czy możesz mi powiedzieć skąd ta krew? - zagadał gdy uznał, że on lub ona będzie w stanie go usłyszeć, starając się również nie tracić skupienia. Temat krwi brzmi jak średni pomysł na rozpoczęcie rozmowy, jednak warto się dowiedzieć czy nalezy do niej, jakiegoś zwierza, czy innego smoka. Pod fasadą miłego spojrzenia, którym zwykle obdarza się rozmówcę, Kalejdoskopowy starał się wybadać z jakim smokiem ma do czynienia. Niestety nie potrafił określić czym jest pokryty ów wędrowiec... czy raczej wędrowczyni, bo rozpoznał, iż przed nim znajduje się samica. Nie były to łuski, futro było tylko częściowe... Uwagę jego przykuły oczy. Jedno błękitne, drugie czerwone, spojrzenie zaś ukazywało bezwzględność i brak jakiegokolwiek zawahania w kwestii zabicia drugiego smoka przy potencjalnie groźnej sytuacji. Galnir nie miał zamiaru atakować, za to nie mógł tego oczekiwać od drugiego smoka. Należy więc zachować ostrożność.
  Temat: Wzgórze Świetlików
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 348
Wyświetleń: 25021

PostForum: Dzika Puszcza   Wysłany: 2019-01-04, 01:34   Temat: Wzgórze Świetlików
Blask zachodzącego Słońca niknął z minuty na minutę. Kalejdoskopowy Kolec ogarniał połacie terenu swoimi kolorowymi ślepiami. Piękno tego miejsca nie zostało w żaden sposób zachwiane, jest tak samo piękne, jak je zapamiętał księżyce temu. Powrócenie do tego miejsca okazało sie być na swój sposób odświeżające, pobudzające nostalgię i miłe odczucia. Pamięć płatała figle adeptowi i przechodząc obok konktretnych drzew, przypominał sobie kolejne fragmenty swojego ówczesnego spaceru. Nie potrafiłby opisać swoich uczuć w tym momencie, jakby cofnął sie w czasie ale dalej był w teraźniejszości. Galnir nigdy by nie przypuszczał, że przyjście tu zaowocuje aż taką emocjonalną reakcją. Obchód jego zakończył się w miejscu gdzie poznał Szklaną Melodię. Pysk sam się wygiął w pogodnym uśmiechu, na myśl o ich rozmowie, nauce mediacji i później potrzebie powrotu z mamą do groty. Masakra, kiedy to było? Księżyce lecą jeden za drugim i nie czekają na nikogo.
Galnir rozejrzał się kilka razy jeszcze dookoła, zastanawiając się czy jakieś inne smoki tu są i ułożył się mniej więcej w miejscu, gdzie rozmawiał z Rek. Czuł lekkie osłabienie z powodu rany. Powinien się udać jak najszybciej do uzdrowiciela, ale cóż da się to wytrzymać. W każdym razie zaczął się rozglądać, czy aby ktoś nie idzie w jego stronę. Mimo wyglądania względnie bezpiecznie, nigdy nie wiadomo co może się stać, lepiej być więc w gotowości. I tak powoli słońce chyliło się ku zachodowi.
  Temat: Błyszcząca Łuska i Kalejdoskopowy Kolec
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 17
Wyświetleń: 1399

PostForum: Mroczna Gęstwina   Wysłany: 2018-11-08, 16:58   Temat: Błyszcząca Łuska i Kalejdoskopowy Kolec
Atak miał być idealnym uderzeniem, Glanir myślał, że nic już go nie może zaskoczyć… a jednak. Samobójczy akt stwora, aby uniknąć ataku adepta był niespodziewany. Jaka normalna istota tego świata zżera samą siebie, by uniknąć draśnięcia… Cóż, tego co samczyk widział, nie można nazwać normalnym. Kolejne części posklejanego ciała pojawiły się, wychodząc z kokonu. Uwagę Kalejdoskopowego przykuła głównie kopia jego własnego łba. Miał szczerą ochotę zwymiotować, ale nie mógł pozwolić sobie na odsłonięcie się.
Oczywiście opętaniec rzucił się na młodzika z zabójczymi zamiarami. Ten musiał szybko reagować. Twór kierował się odrobinę na jego prawo, co samczyk z lekkim trudem wyłapał, więc kierowany instynktem i logicznym myśleniem, postanowił odskoczyć w lewo. Wykorzystanie tej samej sztuczki może poskutkować. Ale zamiast się tarzać, będąc skierowany frontem do napastnika, Galnir po prostu wybił się z wszystkich czterech łap, kierunkując odskok na lewo względem siebie. Otrzymana odległość powinna być wystarczająca by nie dostać, a dodatkowo nie wymagałaby wielkiego rozbiegu do ewentualnego ataku.
  Temat: Błyszcząca Łuska i Kalejdoskopowy Kolec
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 17
Wyświetleń: 1399

PostForum: Mroczna Gęstwina   Wysłany: 2018-11-03, 16:21   Temat: Błyszcząca Łuska i Kalejdoskopowy Kolec
Kalejdoskopowy działał zgodnie ze swoim planem planem. Wpierw unik, potem obserwacja, ewentualnie atak. Zachowanie względnie zimnej krwi było kluczem do przeżycia w tej sytuacji, mimo wszechobecnego trupiego odoru, straszliwych wrzasków i paskudnych napastników. Serce młodzieńca kołatało jakby miało zaraz wyskoczyć z piersi i dodać odrobinę płynnej czerwieni do już i tak wyjętej z koszmarów scenerii. Ważnym było to, aby on wraz ze smoczycą wyszli z tego żywi.
Udało się Galnirowi wykonać unik, połowa sukcesu, teraz tylko wystarczyło zerknąć co z przeciwnikiem… prawda? Ach, jakże byłoby miło, gdyby zmutowane stwory zachowywały się jak zwykłe drapieżniki. Adept został bez słów, widząc co się działo z tą poczwarą. Jedno mrugnięcie ślepi wystarczyło , by przeoczyć moment przemiany mutanta w swego rodzaju kokon. A z ów kokonu zaczął wychodzić nowy twór, wyglądało to jak szczególnie obrzydliwe narodziny, jakby z usunięto płód ciężarnej samicy i postawiono przed nim… A z wnętrzności wychodziła krzyżówka… wszystkiego i niczego.
Galnir znacząco zaczął tracić wiarę w realność tej całej sytuacji. Chciałby wierzyć, że to tylko zły sen, a aktualnie jest on w grocie i upiorne odgłosy deszczu z zewnątrz niweczą mu spoczynek. Niestety nie było to dobre wyjście, wszystko działo się tu i teraz, a bujanie w obłokach i gdybanie nie byłoby na miejscu w obecnej sytuacji. Trzeba było działać… ale właśnie, czy atakować? Niewykluczone, że ta poczwara zmieni się zaraz po tym lub co gorsze, wyjdzie z kokonu zanim adept wykona ruch. Trzeba będzie prawdopodobnie postawić na inną kartę, ale jakie inne opcje ma Kalejdoskopowy. Może uciec w drugą stronę, ale... ale… nie wie czy tam dalej nie ma podobnych popaprańców, nie wspominając o fakcie, że nie jest jedynym smokiem w tarapatach. Miał szczerą nadzieję, że smoczyca jakoś sobie radzi.
Przez przerażenie logiczne myślenie młodego wariowało i podjął jedną z rozsądniejszych (przynajmniej według niego) decyzji. Rzucił się w przód, w kierunku mutanta. Nie nacierał w pełni frontalnie ale na cel obrał przestrzeń lekko na lewo od opętańca. Chciał skupić się na wężowym łbie. Nabrał rozbiegu i zaatakował pazurami prawej przedniej łapy oczy kobry. Do tego celu, gdy był wystarczająco blisko postarał się, skończywszy ostatni krok, w miarę sprawnie podnieść prawą łapę i z rozcapierzonymi szponami przejechać po pysku węża od prawej górnej strony do lewej dolnej. Chciał wykorzystać fakt, że z tamtej strony cielsko dopiero wychodziło, a ten typ ataku mógł oślepić napastnika. Przy okazji, gdyby wszystko poszło gładko, to miałby wszystkie kończyny do dyspozycji by zwiększyć dystans. Obie te rzeczy dałyby jakąkolwiek przewagę. O ile można liczyć na jakąkolwiek przewagę w sytuacji obu smoków lub choćby jakieś dobre pomysły.
  Temat: Błyszcząca Łuska i Kalejdoskopowy Kolec
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 17
Wyświetleń: 1399

PostForum: Mroczna Gęstwina   Wysłany: 2018-11-02, 23:00   Temat: Błyszcząca Łuska i Kalejdoskopowy Kolec
    Podchodził powoli. Nie miał zamiaru jej spłoszyć, lecz w całej tej sytuacji to nie jego powinna się wystraszyć. Dźwięki dookoła ich przyprawiały o ciarki, a miejsce i czas dodawały sytuacji pikanterii… Co działało nieciekawie na psychikę. Na domiar złego zgrzyty, wycia i chrupnięcia nie były słyszalne bez wyraźnej przyczyny… Galnir zignorował obecność smoczycy na rzecz jakiegoś… no właśnie. CZEGO!? Nie potrafił skojarzyć tego wyglądu z czymkolwiek co kiedykolwiek widział, ale jednej rzeczy mógł być pewny, ten twór nie ma dobrych zamiarów. Czuł to aż po same kolce na ogonie. Widząc jak jeden glut wychodzi z drugiego, o mało nie zwrócił ostatniego posiłku. Ten mały grzdyl gdzieś uciekł i został tylko ten duży.
    Wtem dobiegł go głos Błyszczącej i już wiedział, że go zna. Cóż, nie dane mu było poznać jej imię, bo nie tylko on był w tarapatach, dobiegły go odgłosy ucieczki. Prawdopodobnie smoczyca próbowała zwiać i ratować życie… Galnir nie spuszczał wzroku z tej abominacji i czekał aż coś zrobi. Na jego nieszczęście nie musiał długo czekać. Od razu widząc, jak to coś szarżuje na niego, nie miał wyboru jak nie pozwolić się tknąć. Nigdy nie wiadomo, czy takie paskudztwa nie przenoszą jakiegoś syfu ze sobą… o ranach nie trzeba wspominać.
    Kalejdoskopowy zerknął czy ma po lewej dość miejsca, wyczekał moment, aż bestia będzie rozpędzona i spróbował wybić się prawymi kończynami najmocniej jak mógł, wtem podkulić lewe skrzydło i kończyny, aby zrobić przewrót. Będąc na grzbiecie chciał zarzucić cielskiem i wybić się na tyle, by móc stanąć na łapy. Koniec końców byłby w jakiejś konkretnej odległości od zdeformowanego opętańca. Kalejdoskopowy nie mógł sobie pozwolić na atakowanie go bezmyślnie, mogłoby się to skończyć tragicznie.
  Temat: Błyszcząca Łuska i Kalejdoskopowy Kolec
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 17
Wyświetleń: 1399

PostForum: Mroczna Gęstwina   Wysłany: 2018-11-01, 16:57   Temat: Błyszcząca Łuska i Kalejdoskopowy Kolec
    Bogowie! Tak się kończy wyprawa na przysłowiowego farta... Mówili mu, żeby nie szedł daleko, bo pogoda się popsuje, ale nie... Galnir wiedział swoje. Ruszył w stronę terenów wspólnych, tam gdzie Ziemia i Cień mają niedaleko siebie swoje granice. Pokręcił się tam przez chwilę z nadzieją, że zaś kogoś spotka, a dalej pamiętał spotkanie, tuż przed ruszeniem na Skalnego Giganta. Spotkanie? A może raczej zostanie perfidnie uwięzionym w niewidzialnej barierze... Cóż, jakkolwiek to nazwać, adept nie zraził się i chciał jeszcze raz spróbować socjalizacji z kimś z Cienia. Trafił więc w to samo miejsce, gdzie został uwięziony i trochę tam posiedział... całe kilkanaście uderzeń serca bo poczuł jak wiatr się zaczyna zrywać. Ruszył więc biegiem do domu.

    Łapy poniosły go do Dzikiej Puszczy, skąd niedaleko do samego piekła, a przynajmniej to mógł sobie pomyśleć czując jak mięśnie marzną, oczy ślepną, a na grzbiet zaczynają padać ogromne krople deszczu. Galnir zwolnił znacząco, by dać sobie trochę luzu. Dziś już wystarczająco się nabiegał i jego łapy osiągnęły swój limit. Spacerek, mimo że nieprzyjemny dobrze mu zrobić... Plus biegnięcie na oślep mogłoby być niebezpieczne w nocy w tej gęstwinie. Jego wyobraźnia niedługo po tym zaczęła płatać mu figle... tak mu się przynajmniej zdawało. To tu widział jakieś dziwne kształty, to tam słyszał szelesty. Wiatr powiewał, a krople deszczu uderzały niczym szyszki spadające z drzew, pod którymi odpoczywały sobie smoki. Innymi słowy, było je czuć.
    Kalejdoskopowy dreptał przed siebie, aż nie dostrzegł pomiędzy drzewami jakiegoś ruchu. Najpierw miał wrażenie, że to tylko miraż, ale podbiegłszy bliżej zaś było to samo. To coś wyglądało jakby skakało od krzaku do krzaku. Cień nocy nie pozwalał Galnirowi dobrze dostrzec co to jest. Natomiast wraz z powiewem wiatru, jego uszu dochodziły niezwykłe odgłosy... Miały one jakby formę słów... Nie, nie słów. Słowa. Jednego krótkiego słowa. Adept nie potrafił pozwolić sobie uwierzyć, iż wiatr niósłby ze sobą jego imię. Odwrócił łeb i nasłuchiwał tego szumu, próbował odróżnić fikcję od rzeczywistości.
    Aż nagle usłyszał głos jakiejś smoczycy, chowającej się w krzakach nieopodal. Ona musiała być tym cieniem czmychającym tu i ówdzie. Galnir jednak najpierw pozwolił sobie wzdrygnąć z zaskoczenia i odruchowo przybrać pozycję bojową. Z rozdygotanym sercem, które kołatało szybciej niż powinno, zaczął podchodzić do jej aktualnej kryjówki. - Jestem tutaj, nie uciekaj. Nic ci nie grozi. - powiedział tak łagodnie na ile potrafił, już nawet darując sobie imitowanie głosu jakiegoś przyjaźnie brzmiącego smoka. Był pewien, że w swoim aktualnym stanie, mógłby to być jedynie zwykły skrzek. Ciekawiło go również, skąd ona wiedziała, że on tu jest. I jakim cudem słyszał swoje imię przez wiatr... Czy ona je znała? Nie kojarzył jej głosu... W każdym razie, co było ciekawsze, jakim cudem słyszał głos zza grzbietu, gdy ona była przed nim. Magia? A może to jednak mu się przesłyszało. Pewnie się nie dowie.
  Temat: Białe drzewko
Ścigający Barwy

Odpowiedzi: 414
Wyświetleń: 45313

PostForum: Szklisty Zagajnik   Wysłany: 2018-10-22, 17:36   Temat: Białe drzewko
Jednak prośby Galnira zostały wysłuchane. Przybyła odsiecz głodowa w postaci czarnego smoka, którego łuski zdobiły czerwone detale oraz złota obręcz okalająca jego szyję. Jej różnokolorowe zdobienia bardzo przypominały adeptowi o Kalejdoskopie, który stoi w grocie jego mamy... Jedyna pamiątka po ojcu. - Witaj, witaj. Dzięki ci wielkie, że uraczyłeś mnie pożywieniem. Umarłbym tu z głodu chyba... W sumie całkiem dobre miejsce na zaśnięcie na wieki. - młody zachichotał mówiąc to. - Tak przy okazji nazywam się Kalejdoskopowy Kolec, jestem adeptem z Ziemi. - przedstawił się i spojrzał na misę. Kalejdoskopowy lekko zaskoczony, że tym razem nie będzie raczył się mięsem, spróbował posiłku przygotowanego przez Smoczego Kolca. Gryz... drugi gryz... trzeci gryz... buh... i nagle jedzenie zaczęło znikać w dzikim tempie. Moment nawet nie minął, a misa opustoszała. W podziękowaniu skinął wyraźnie łbem, po czym zaczął się przyglądać złotej ozdobie drugiego smoka. Ciekawiło go jej pochodzenie.
 
Strona 1 z 3
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!



Wymiana bannerami: KLIK!

DH
SnM


Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 15