FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja
Znalezionych wyników: 20
~ Smoki Wolnych Stad Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Zagajnik
Hexaris

Odpowiedzi: 451
Wyświetleń: 42619

PostForum: Szklisty Zagajnik   Wysłany: 2019-03-02, 10:57   Temat: Zagajnik
    //ten post jest taki zły, że aż mi kiszki skręca, do cholery jasnej, nigdy więcej mnie nie zmuszaj

    Ustała w pewnym momencie, jakoby wbrew własnej woli, jakoby ciągnięta przez sznur artysty, ba, pisarza, który chciał pociągnąć ten wątek dalej i doświadczyć nowych pokładów weny. Nieznajoma fala wstydu, wręcz obrzydzenia, rozlała się na jej obolałych plecach, lecz... coś w głębi mówiło, że to nie jest jej wybór. Że istota, jaka przeto kazała kilkunastu smokom działać w kraterze, pragnęła żeby dziecię wysłuchało tej żałobnej pieśni.
      Z głębokim westchnięciem wlepiła swój wzrok na drzewo po prawej stronie, szeleszczące niegłośno. Wszelkie kroki, które wstrząsnęły ziemią i życiem młódki, po prostu ucichły bezpowrotnie by dać miejsce na głos. Ciche słowa, rozemocjonowane teraz grały pierwsze skrzypce, lecz młódka - złapana za serducho - nawet nie miała odwagi spojrzeć uzdrowicielce w twarz. Bo jak mogła na nią patrzeć tak, jak patrzyła przedtem? Świadomość tego, że teraz, gdy wróci oczyma na sylwetkę Ognistej samicy, zauważy te skrywane emocje, wsiąknęła w nią za głęboko. I nienawidziła tego uczucia. I smoków ogarniętych tym uczuciem. Tym... strachem.
      — Ja... — bąknęła cicho tuż po wypowiedzi dorosłej samicy. Coś ją kuło w gardle. Nie chciała jej widzieć. Za nic. Tej cherlawej dwugłowej istoty, tej... tej okropnej, niepasującej figury! A drzewo przed nią wyło, targane przez porywisty wicher. Hexaris musnęła pazurem naszyjnika, kuląc się w przytłaczającym wstydzie. Była na pograniczu morderstwa, pokuty oraz rzygania, jeżeli takie pogranicze istniało.
      Raptem odwróciła łeb, spojrzała wprost na jej odchodzący cień, na jej plecy, na nią całą, na jej łuski, na jej wypustki, na jej wszystkie perfekcyjności i te mniej perfekcyjne rzeczy w postarzałym ciele. Zacisnęła kły z sykiem, padła na wszystkie łapy bezsilnie, patrząc jak znika. Czuła się... winna. Legła w gruzach, ot tak, niczym nieużywana od wieków świątynia. Miała świadomość, że każdy kawałek zsuwał się z jej fizycznej powłoki, odsłaniając tą brzydotę. Ryk, rozrywający wszystkie wnętrzności złotołuskiego pisklęcia, rozległ się po Zagajniku:
      — SPÓJRZ NA MNIE, Uzdrowicielko Ognia! SPÓJRZ NA MNIE I POWIEDZ, ŻE WIDZISZ ŚMIERĆ! Może i jestem z charakteru taka sama jak inne smoki, w przeciwieństwie do ciebie! W przeciwieństwie do ciebie ja... ja noszę śmierć! Jestem śmiercią! Zgadnij czemu Szlachetny Nurt, mój własny ojciec, niegdyś przywódca Stada Wody, zginął?! Umarł przeze mnie! Jest moją ofiarą! Mam jego krew tu, na łapach, na... na... na s-sobie... I ZNASZ REMEDIUM LODU, TAK?! Znasz go, tak, wiem, że go znasz! Jego ojciec, mój wuj, Wędrówka Słońca, jest moją drugą ofiarą! Umarł koło swego brata, mego ojca, mój wuj wyzionął ducha, byłam przy tym, byłam powodem tego, byłam... byłam... byłam tym, na litość boską! — szloch przewijał się przez słowa, zaś oczy lśniły najprawdziwszą łzą. — I kiedykolwiek zamykam oczy by popaść w sen na Terenach Wody, kiedykolwiek śnię, widzę to od nowa i czuję TO, i wiem, wiem, że to wszystko przeze mnie! I może ty musisz udowadniać innym, że jesteś inna, to ja, Hexaris, jedna z ostatnich przedstawicieli Rodu Cichego, muszę sobie udowadniać, że ich nie zabiłam! Ale wiem, że to nieprawda.
  Temat: Zagajnik
Hexaris

Odpowiedzi: 451
Wyświetleń: 42619

PostForum: Szklisty Zagajnik   Wysłany: 2019-02-20, 18:13   Temat: Zagajnik
    //wiesz, że nie chciało mi się pisać tego

    I, co dziwne, Hexaris niczym w amoku zaczęła słuchać pozłacanej damy oraz jej powolnych oraz spokojnych słów pełnych... tak naprawdę niczego. Pysk jej się wykrzywił w skonfundowaniu, bowiem młódka zrozumiała, że nic zbytnio nie wyciągnęła z wypowiedzi samicy oprócz zwykłego oznajmienia. Bo zwykłe oznajmienie mogła znaleźć na ścianach groty Remedium Lodu, zwykłe oznajmienie było suchym, niesmacznym faktem, a nie czymś, co słyszysz w rozmowie. Uzdrowicielka chciała ot tak się dostać do krateru, zobaczyć i sobie pójść, jakby nigdy nic. Wydawało się, że swoje życie obejrzała ukradkiem i to tylko tak przelotnie, z jednym okiem przymkniętym... w stanie totalnej katatonii. A jedyna opinia, którą wytworzyła starsza smoczyca, to jej brak.
      — To wiesz co? Jeżeli tak bardzo chcesz mimo wszystko wiedzieć, to se idź. Zobaczysz wielki kamień z nieba, gnoma - czyli humanoida małego jak nie wiem co - oraz grupę irytujących, głośnych jak stado os, smoków. Droga wolna. I jeżeli chcesz mnie wyleczyć... to-- to mi to pokaż! Mam dość smoków takich jak ty!
      Wstała na równe łapy, otrzepała skrzydła, podniosła cherlawą pierś, po czym poczęła iść niezgrabnie na tylnych łapach. Znów przed siebie, w otchłanie ciemności - a jeżeli Uzdrowicielka Ognia jej nie zatrzyma, to Hexaris zniknie z pola widzenia.
  Temat: Zagajnik
Hexaris

Odpowiedzi: 451
Wyświetleń: 42619

PostForum: Szklisty Zagajnik   Wysłany: 2019-02-17, 13:28   Temat: Zagajnik
    Jakiś odświętny duch panował na niebie zamiast tego wielkiego kawałka pół-magicznego kamienia. Niczym marionetkarz, ten duch ciągnął nowe postaci na plan, szarpał linkami w rytm uznania publiczności i coś smoczycy się wydawało, że tam, w kraterze, każdy mówił czyimś głosem. Bo tak naprawdę z jej perspektywy - potracili rozumy. Szybko ufali gnomowi, ot tak. Bo był naukowcem i powiedział od razu, że nie ma złych zamiarów. Ale złotołuska czuła, że każdy z zebranych widzi po raz pierwszy gnoma. Wszystko jakby było zaplanowane przez wyższą moc, tego ducha, może Przedwiecznego, specjalnie uderzając ją meteorytem i rozbudzając zmarkotniałe zainteresowanie smoków. Deszcz małych kamyczków zwiastował coś nowego, oczekując specjalnie wytyczonych osobników, w tym Kobalta, który w takich sytuacjach czuł się jak ryba w wodzie. No i dobrze, myślała sobie młódka, przynajmniej mogła się zająć własnymi sprawami. Uzdrowiciel Wody będzie gadał jak za trzech, szybko analizował, odpowiadał, dążył do ustanowionych celów, po czym ukaże potencjalne zakończenie tego wydarzenia, zaś Hexaris mogła zająć się nasłuchiwaniem czeczotek w osamotnionych lasach. Bo jeżeli ten kamulec nie zawalił świata, nie zrobił wielkiego kanionu, który wciągał każdą latającą istotę, to wtedy nie należało to do jej problemów. Nic, oprócz małego kawałka ziemi, nie zostało naruszone. Mimo to prędzej czy później natura zajmie się wgłębieniem i znów wszystko tam powróci do pierworodnego stanu - nic się nie stało, więc przebywanie tam było stratą czasu. A na kamieniu, ani na humanoidalnym naukowcu, nie wykaże swej złości za poranienie cennych plecków, nie ukara nikogo. Ani na nich nie nakrzyczy, będąc zagłuszona przez tłum ciekawskich umysłów, głupszych czy mądrzejszych. To nie miejsce dla niej, pod ręką ducha-artysty kierującego ruchem jęzora dziesiątek istot. Już zauważała, że pomimo miłości do rozmów, wolała spędzać czas na osobności lub z bliskimi dla niej osobami. Było to... komplikujące. Nawet ten kamień, ten jedyny w swoim rodzaju kamień, nie rekompensował dla niej zmarnowanego czasu wokół tych smoczych wywłok rodzaju morskiego i północnego! Wśród takich marionetek to ona tańczyć nie będzie!
      Hexaris wydęła wargi, ślina podeszła do gardła i już miała splunąć w bok, gdyby jej oczyska nie wyodrębniłyby złotego konturu na horyzoncie. Spływająca linka śliny zwisała z młodej wargi, kiedy nieznajoma złotołuska istota szła z anormalną pewnością siebie. I jakiś dziwny majestat ją objął wokół szyi, że aż z wrażenia wciągnęła strugę plwociny wgłąb ust. Miała już poprawić krzywe łuski na grzbiecie, uśmiechnąć się do dalekiego smoka, jednak zrozumiawszy dokąd najprawdopodobniej się wybiera - odpuściła. Kolejna marionetka gnana przez ciekawość, co? Majestat uciekł w jednej sekundzie, obrzydzenie zalało pierś; nagle wywerna zrównała to wszystko z ziemią i po prostu splunęła przeto wciągniętą wydzieliną.
      Wstała na tylne łapy, a nozdrza rozwidliły się pod naciskiem odległych zapachów. Zjadała je łapczywie, delektowała się, by tylko rozpoznać delikwenta. Przymrużone oczy lustrowały jej aparycję i po chwili już wiedziała kogo ma przed sobą. Szczególnie zawirował w jej nosie nieprzyjemny odór lulka czarnego wydzielany przez jego kwiaty i liście, którego wszędzie rozpozna, gdyż był chyba najbardziej znanym zielem uzdrowicieli... oprócz macierzanki, oczywiście. W myślach od razu mogła sobie wyobrazić gabaryty rośliny, fakt, że zapylany jest tylko przez trzmiele i że preferuje gleby lekkie i rozpuszczalne. Życie w jednej grocie z medykiem miało jednak swoje plusy - radosny grymas na twarzy młodej był tego przykładem. Raptem rozłożyła skrzydła, odchyliła łeb z chrzęstem kosteczek, wsiąkając w siebie jak najwięcej tego zapachu. Typowy posmak popiołu osiadł na jej języku, którym nagle smagnęła powietrze; łatwe przypomnienie o niedalekim (geograficznie) stadzie Ognia.
      — Nic tu po tobie! — ryknęła, po czym szorstki ozór jej oblizał pysk. Cisza Zagajnika została przerwana właśnie przez nią, a jakaś niewyobrażalna duma objęła wykrzywione serce młodej. Była wszystkim przez małą chwilę, wyjściem i wejściem, przewodnikiem nieuniknionych wydarzeń oraz kluczem decyzji. Łuski na grzbiecie stanęły jej dęba, a ta wyprostowawszy się, kontynuowała na jednym wdechu: — Już chmara przed tobą przyszła, Uzdrowicielko Ognia! Twe starania będą niedocenione a próby odrzucone! Nic tam po tobie! Mówi ci to Hexaris, córka Szlachetnego Nurtu i Graghess, potomek Vedrrusta i Tivhis, łącznik dwóch potężnych rodów, wnuczka Wzburzonych Wód oraz Krwawej Krucjaty, prawnuczka Cichego Potoku!
  Temat: Krater
Hexaris

Odpowiedzi: 108
Wyświetleń: 5527

PostForum: Szklisty Zagajnik   Wysłany: 2019-02-13, 19:21   Temat: Krater
    Coś ją złapało, targnęło, rzekło coś swym basowym głosem o pokorze, szacunku i cierpliwości w sytuacji, gdzie ona czuła się niekomfortowo z całą grają smoków, która nijako oddziaływała na siebie - gnom był obiektem zainteresowań znacznej większości. Już w zamiarze wygarnięcia szacunku do przestrzeni osobistej napełniła gębę śliną, oblizała kły (pewnie zapożyczyła ten nawyk od znienawidzonej Kaskady Kości), lecz... nic jej nie umknęło z gardzieli. Coraz więcej smoków, wiadomość mentalna przechadzała się po jej mózgu, głosy łomotały niczym rozżarzone stopy przedwiecznych wojowników. To nie dla niej. Bohema, tłumy, krzykliwe wojaże, nie. Już w tym momencie, teraz, w tej sytuacji, zrozumiała, że najbardziej ceni w sobie małą grupkę smoków, czy też jednego towarzysza, czy też samotność. Wszędobylskie niezrozumienie nie tylko jej słów ale powodu uderzenia meteorytów zagłuszało ją niezmiernie, tłumiło w niej wszystko, co mogło. Ale ona wiedziała, że świat rządzi się przypadkiem. Była tego przykładem. I jeszcze ci wszyscy quasi-naukowcy; Kobalt najwyraźniej nie był jedynym, co chyba odbierało mu naklejkę z dopiskiem "specjalny". I tyle futra, tyle zapachów, na litość boską, tylko spalić żywcem.
      Oblepiła giganta nieprzyjemnym spojrzeniem, kłami błysnęła gniewnie ku niemu, po czym skierowała wzrok na kuzyna:
      — Daj mi znak, Dziobaku, jak skończycie.
      Po czym przecisnęła się przez tłok i właśnie w nim zniknęła.
    [z.t]
  Temat: Krater
Hexaris

Odpowiedzi: 108
Wyświetleń: 5527

PostForum: Szklisty Zagajnik   Wysłany: 2019-02-12, 21:01   Temat: Krater
    Jakoś ta cała sytuacja jej nie interesowała. No, racja, jest tu wiele smoków i wiele istot, od których można się tyle nauczyć, nasłuchać, lecz w głębi serca Hexaris przeczuwała, że zjawi się coś więcej. Nie, że więcej smoków, których nie znosiła ze względu na mieszające się ze sobą wonie, ale coś więcej. Tyle głosów, tyle nowych aparycji - młódka najeżyła się, podniosła wargę i zaczęła syczeć złośliwie ku innym łuskowatym i niełuskowatym. Ach, smoki bez łusek! Jak ją to irytowało, jakaś anomalia życia! Jeszcze być wokół nich, i dwa morskie do tego, och, gdyby tylko istniała maszyna do usunięcia wszystkich północnych smoków i morskich! Gdyby tylko!
      Podeszła nagle do kuzyna, wychyliła się zza jego cienia, skinęła głową gnomowi jakby była to dla niej rzecz normalna, po czym stuknęła dwa razy w ramię uzdrowiciela i na jednym wdechu wypowiedziała wszystko, próbując dorwać się do torby:
      — Po pierwsze, nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie. Po drugie, nie podoba mi się to miejsce, tak też po trzecie: oddaj mi ten kamyk i stąd idę. Bo rozumiem, że reszta tu niepotrzebna i ty, ten twój znajomek Żer Zwierząt - dzień dobry panu! - i może twoi inni znajomi się tym zajmą. Więc ja już lepiej nie zajmuję czasu, co? Se pójdę ino. Porobię coś lepszego, wiesz...
  Temat: Krater
Hexaris

Odpowiedzi: 108
Wyświetleń: 5527

PostForum: Szklisty Zagajnik   Wysłany: 2019-02-12, 15:56   Temat: Krater
    Runęłaby na ziemię z łoskotem, gdyby nie zorientowała się o bytności innych istot niż wszelakie smoki. Jeżeli dwunoga by tutaj nie było, to od razu zaczęłaby mielić jęzorem o ranie na ziemi pozostawionej przez niebiański kamulec: o tym, jakie to barbarzyńskie, niszczyć jednym uderzeniem tyle gryzoni pod warstwą ziemi, czy też miażdżeniu owadów, a może też o tym, jak bardzo jej to miejsce nie przypadło do gustu ze względu na wszędobylski chaos. Mimo że harmider należał do nierozłącznych części życia Hexaris, ta wolała jednak przebywać w szumiących życiem terenach. Gonić kuny, przeganiać kruki od zamarźniętych truposzy, takie tam pisklęce odkrycia i igraszki. Ale nie. Na złość, naprawdę na złość, stała na ugiętych łapach obok uzdrowiciela Stada Wody. Nigdy tak nisko dumy nie schowała. Okropny, okropny dzień, i to chyba jedyne co wiedziała na temat okalającej ich wszystkich doby. Niedawno siedziała przy obelisku ojca, obwiniając go za swój żywot, teraz nikomu żywota by nie oddała.
      Łeb jej zawisł. Wsiąknęła krzywymi nozdrzami nieznajomą woń. Czujnie analizowała każdy skrawek humanoidalnej istoty. Od stóp, do głów, rozbierała go wzrokiem przez krótszą chwilę - nigdy tym wypaczonym istotom nie zaufa. Miała swoje powody. Dość poważne, w jej perspektywie, i jeżeli ten poprosi tę grupkę wyalienowanych, acz zmuszonych do działania w społeczeństwie, gadów, to tylko parsknie, zostawiając robotę innym. Oczywiście, jeżeli nic ciekawego nie będzie miał do zaoferowania, ten stwór, oprócz zwykłych krzyków. Thaharze, wreszcie chyba rozumiała dlaczego nikt nie chce jej słuchać.
      — Ojciec cię nie nauczył prosić? — sapnęła cicho do Dziobaka, rozglądając się bacznym okiem po okolicy. Skinęła głową na polecenie starszego, po czym leniwym krokiem ustawiła się koło Kobaltowego ogona. Wstała na tylne łapy, złapała grot na naszyjniku, szepnęła coś do siebie, niczym modlitwę, po czym na miarę zniecierpliwionej surykatki przeczesywała tyły. Zasadzka była jedną z możliwości, zaś niepewność płynęła w jej żyłach - ród zabity przez nieuwagę, Stado Wody zaatakowane przez nieuwagę, uderzenie meteorytem przez nieuwagę. Wszystko przez nieuwagę, tak też w obawie przed kolejną klęską przylgnęła do tyłów dorosłego samca i była jego tylnymi oczyma, jednocześnie chowając się przed krasnoludem.
  Temat: Zgłoszenia
Hexaris

Odpowiedzi: 1516
Wyświetleń: 101860

PostForum: Ogólne   Wysłany: 2019-02-11, 18:59   Temat: Zgłoszenia
HEXARIS - link do KP
+ rana lekka (bolesne stłuczenie na grzbiecie między skrzydłami, krwawienie pod skórą)
  Temat: Labirynt Kobalta
Hexaris

Odpowiedzi: 118
Wyświetleń: 4780

PostForum: Woda   Wysłany: 2019-01-30, 20:50   Temat: Labirynt Kobalta
    Chwila nieuwagi, odpoczynku, wydawało się. Głosy zamilkły, gdy ciało postanowiło zregenerować świeżo pozrywane mięśnie. Hexaris czuła jak pulsujące „coś“ wybiera się na niemałą wycieczkę wzdłuż kręgosłupa, żeby usadowić się przyjemnie na nasadzie obu skrzydeł i była przekonana, że może to po prostu przeleżeć. Z ogonem w akwenie, który tak ją wykończył.
      Wszelkie krzyki, jęki i piski odległe. Tylko ona oraz kamień. Oraz woda. Oraz oddech, będący wobec niej jak kocia miętka dla kota. Ten cichy, charczący dźwięk, manipulujący jej gardłem odurzył ją raz a dobrze. Wdech - wsiąkał on wszystko, niszczył obecną harmonię gazu wokół niej, niby. Wydech - mieszał pokaleczone powietrze, tworząc jasną otoczkę wokół nozdrzy wywerny. Tak w kółko, automatycznie. Jednak dla młódki było to w-
      TRACH!
      Rozległ się stłumiony ryk i nieprzyjemny dźwięk chlapnięcia mięsa o twardą powłokę. Ugięte ramiona dwa razy targnęły się konwulsyjnie, głupio machając w powietrzu dłońmi z wysuniętymi szponami. Hexaris pchnęła w panice pazury na oczy, raz jeszcze i raz jeszcze, wgryzając się krzywymi kłami w łuk brwiowy fioletowego samca.
  Temat: Opisz memem postać powyżej
Hexaris

Odpowiedzi: 86
Wyświetleń: 9175

PostForum: Gry   Wysłany: 2019-01-29, 16:03   Temat: Opisz memem postać powyżej
  Temat: Cytat z książki
Hexaris

Odpowiedzi: 333
Wyświetleń: 39904

PostForum: Gry   Wysłany: 2019-01-28, 22:11   Temat: Cytat z książki
"Delikatnie pogładziłam go po policzku, wyczuwając pod palcami nieogolony zarost."

strona 22, zdanie 7.
  Temat: Opisz memem postać powyżej
Hexaris

Odpowiedzi: 86
Wyświetleń: 9175

PostForum: Gry   Wysłany: 2019-01-28, 11:35   Temat: Opisz memem postać powyżej


nie chciało mi się ucinać tego emo dad but who cares
  Temat: Opisz memem postać powyżej
Hexaris

Odpowiedzi: 86
Wyświetleń: 9175

PostForum: Gry   Wysłany: 2019-01-27, 12:33   Temat: Opisz memem postać powyżej
Khuran: oddycha
Zaranna: https://www.youtube.com/watch?v=yM-rSLH2PwU
  Temat: Zgłoszenia
Hexaris

Odpowiedzi: 1516
Wyświetleń: 101860

PostForum: Ogólne   Wysłany: 2019-01-12, 23:42   Temat: Zgłoszenia
Płeć: samica.
Najważniejsze cechy wyglądu:
Łuski
Skrzydła
Skrzydła błoniaste
Jedna para łap

Kolor oczu: prawe - jasnoniebieskie; lewe - bursztynowe
Dominujący kolor smoka: złoty
Znaki szczególne smoka: ciemnozielone cętki na wypukłych, krzywych plecach, trochę na szyi, zewnętrznej stronie skrzydeł i nasadzie ogona; trzy chude palce - przednie łapy/skrzydła; rozwidlony ogon na środku - lewy koniuszek purpurowy, prawy jasnoniebieski; atletyczna budowa ciała; odstające łuski z jasnobrązową otoczką (dla lepszego kamuflażu w drzewach); na bokach pyska kolce; kozia bródka!; purpurowa plamka wokół brązowego oka; zbyt wąska kufa przez wykrzywione do środka kły; krzywe nozdrza; naszyjnik z grotem po Szlachetnym Nurcie.

Zieje kwasem
  Temat: Labirynt Kobalta
Hexaris

Odpowiedzi: 118
Wyświetleń: 4780

PostForum: Woda   Wysłany: 2019-01-11, 00:43   Temat: Labirynt Kobalta
    Ciecz coraz gęstsza. Wdech, wydech. Nie ma czym oddychać. Bąbelki tańczą przed oczyma. Oczy samicy odpowiadają skromnym piruetem. Na niebie pojawiają się niezliczone, rozmazane sylwetki. Przypominają bożków przebiegających przez nieboskłon. Ciągnie ją w dół. Tam, gdzie ciemność otacza każde ciało. Ale ciała na niebie przybierały barw. Jeden, najwyższy On. Wielki brat. Złote oczy spoglądają spod osłony poszarpanych chmur. Gęba rozwiera się ponownie by zabrać powietrze. Powietrza nie ma. Oczy błyszczą jaśniej niż Złota Twarz na sklepieniu. To jest poza horyzontem, jaki kiedykolwiek widziała. Pięciopalczasta łapa zbliża się do niej. Tak samo jak ta na początku żywota. Powoli, z jej perspektywy, i bezinteresownie. Tak brnęła przez wodę kilka sekund, lecz dziecina czuła jakby to była wieczność. Kolejna sekunda. Hexaris oczekująca na ponowną śmierć, drży. Ostatnie drgawki, ostatnie dławienia. Wszystkie kolory i troski powlekają się szarością. Palce owijają się wokół miednicy. Łapią, szorstko wybudzając. Ryk wzburza wodę. Natychmiast cichnie.
      Finito.
      Wyciągnięta z cieczy, zażyła powietrza. Wypluła wszystko, co mogła. Wiła się bezlitośnie w ucisku, wsiąkała otoczenie. Zapachy, kolory, dźwięki, podchwycone rozmowy. Była tu, znowu, była. Tylne łapy taplały się w wodzie, rozchlapywały ją wszędzie. Uderzały z plaskiem. Chowały się, by poczuć wilgoć i chyżo wracały do ciała. Bez tchu. Nieustannie. Biły, rozchlapywały. Coraz wolniej. I wolniej. Pierś Hexaris wypełniona ciepłem. Trzęsła się lekko, wybałuszając oczyska. Magia wcisnęła się pod cielsko, rozkazywała nagle jak wódz rosyjskiej artylerii - bo to najbliższe sercu nawiązanie, na jakie narrator mógł się skusić. Przez krótką chwilę rozumiała czego od niej oczekują. Prostego zadania, utrzymania się na tafli wody. Łapy skurczyły się pod wykrzywionym brzuchem.
    ____________________________
      ~Kapanie wody.
      Szepty, które biegną po grocie.
      Ciepły zakątek.
      Zgrzyt szponów o kamień.
      Jaźń znowu zabrzdękała, wzbudzając pisklęcą ciekawość. Rozglądała się dziko dookoła, chłonąc nowe widoki, głosy oraz przejrzyste obrazy. Kojarzyła miejsce aż za dobrze. Przesilenie emocji nadawcy brnęło ku apogeum. Światło wchodzące do groty było jasne na tyle by oślepić, wielkość Wędrówki Słońca - zapamiętanego jako truposza - nienaturalna, a jaskrawe kolory tłukły po łbie.
      Hexaris podeszła do nich krokiem lekkim. Kobalt jak zawsze analizował otoczenie i iskrzył zainteresowaniem wobec rzeczy materialnych. Wspomnienia zacierały się ze sobą. Wygląd obu smoków był lekko zamazany, szczególnie obecnego uzdrowiciela, co jej natarczywie uświadomiło, że nie zdobyła się jeszcze na odwagę, aby uciec od nagminnych wizji. Kilka akcji na raz przebiegało przed jej oczyma. Targało ją przez chwilę z miejsca na miejsce. Niczym błąd w systemie. Próbowała trzymać się ziemi pazurkami, przylegała całymi skrzydłami do podłoża, lecz kątem oka zauważała swój kolejny cień. I nie tylko swój, gdyż Kobalt oraz Promyk byli w nieustannym ruchu.
      Znalazłszy się na powrót przy akwenie, stwierdziła, że już po pierwszej. Młody niebieskołuski rozerwany na dwa - przed jej oczyma sortował jak najlepsze ruchy łap, a nad nią wiercił się niecierpliwie w kamiennych ustach. Obserwowała jak włochaty ogon uderza o ściankę, leniwie blokując dojście wody. Leniwym skinieniem łba ujrzała majestat wygiętego ciała pod wodą.
      Synu! Co ty, niemożliwe stworzenie, próbowałeś osiągnąć?jęknął panicznie Słonko dwa, łapiąc potomka za kuper. Uśmiechnęła się lekko, a z podniesionej wargi trysnęła ślina; zniekształcony głos samca brzmiał tak zabawnie, że Hexaris ledwo co powstrzymywała się od chichotu. Głos drugi. Nagle obróciła łepetynę i... Wyczułeś nurt, prawda?spytał Słonko dwa, który wydawał się nie widzieć innej wersji siebie. Samiczka obserwowała jak nieruchoma maska usłużności pęka pod nadmiarem silnych emocji. U Promyka jeden i u Promyka dwa - gdzie u pierwszego występował strach, tak u drugiego radość tykała głową sufitu. Wolno dobierając słowa, tłumaczył synowi jak działa nurt oraz czym jest. Przedstawił zatem teorię ruchu w cieczach, po czym skwitował monolog zwykłym, codziennym stwierdzeniem o wielkości groty... jaka obecnie kurzyła się na opuszczonych terenach.
      Brązowy pająk.
      Młodzieniec ciągnięty w dół.~
    ____________________________
      Zimna woda była odświeżeniem po długim śnie - jakby zupełnie zapomniała, co zauważyła kilka sekund temu. Raz czy dwa mignęło jej niejasne wrażenie, iż uczestniczyła w jakiejś osobistej tragedii, było ono jednak przeniknięte senną nierealnością. Czy to wszystko prawda? Czy wizje tak naprawdę są realne? Czy uzdrowiciel, który ją właśnie trzymał, aż tak się zmienił? Czy może po prostu wyobraźnia kazała jej dojrzeć pewne rzeczy, będące wścibskimi domysłami młodego umysłu? Niemal bała się chwili, gdy obejrzy się za siebie i ujrzy jego nie-niebieskie oczy. Wiedziała, że kiedy zatrzyma się w tej chwili, będzie musiała ujrzeć więcej. Bała się pewności.
      — Dziobak. — wymruczała zduszonym głosem. Tak, tym był uzdrowiciel? To nie był Kobalt, racja? To wszystko najszlachetniejsza prawda czy najbiedniejsze kłamstwo? Przez chwilę nawet oczekiwała odpowiedzi, jakiegoś kolejnego impulsu, jednak uzdrowiciel posłał jej krótkie polecenie. Musiało to do niej dotrzeć. Po prostu miała płynąć tak, jak słowa płynęły pomiędzy nimi. Ale nie mogła... jej usta znowu wygięły się, struny chciały już pisnąć i powtórzyć słowo. Głośniej, klarowniej. Wyraźniej. Jednak niedługo po tym do jej ciała napływały nowe polecenia.
      Głowa nad źródlaną wodą. Wyprostowana szyja. Luźne mięśnie. Spokój, dobrze? Tak, spokój. Jej brud zakaził wodę. Trudno. Szczęki połykające powietrze. Łukowate pociągnięcia tylnymi łapami oraz delikatne rozwarcie ogona. Lekkie odchylenie przednich łap, odpieranie wody przez rozwinięte błony. Płuca napełnione powietrzem. Wygięte plecy. Spokój. Lamentowała na tym. Była częścią źródełka. Odbijała każdy element światła, wsiąkała każdy mikroorganizm i rzucała każdym na boki. Jednostajny, ciągły ruch łap. Lekko drgający ogon. Zauważyła, że cudownie by pomagał w manewrowaniu kruchym ciałem, toteż owinęła końcówki wokół siebie, tworząc świder. Przewracała lekko kadłub na boki. Szybowała po wodzie. Pozycja gotowa. Była do jasnej anielki gotowa! Nie było nic gotowszego, lepsiejszego od niej! Ucieszyła się. Wargi samiczki wykrzywił lekki, nieopanowany uśmieszek ekscytacji. Nie będzie dla niej brązowego pajączka o rdzawych włoskach. Zrobi to perfekcyj-
      -puścił ją. Oczy wyszły z orbit, widząc szlak. Serce biło niczym młot. Runęła przed siebie, popędziła. Łapy (raczej skrzydła) raptem przyległy do boków, skrzydła owinęły się na żebrach, ogon wił się nieregularnie a nóżki drgały w panicznym odruchu. Nawet nie zwróciła uwagi na opór cieczy, który był wyjątkowo mały. Nurt po prostu ciągnął ją, ona ciągnęła nurt, ona stała się nurtem. Była Nurtem. Pociągnięcia nie były precyzyjne ale silne; kończyny wywerny szalały, pozostawiając za sobą wzburzoną wodę. Tak jak trup powiadał: "Wtedy ułóż palce w miseczki i zacznij zagarniać wodę pod siebie. Tak, jakbyś… Jakbyś chciał ją przesuwać z miejsca na miejsce. Zostań na razie tu, gdzie woda sięga ci do piersi.". Jednak ona nie słuchała się... za bardzo. Płynęła dalej, pomimo braku gruntu. Biodra w chwiejny ruch, ogon przypominał wahadło przy każdym skręcie. Lekkie przechylenie w prawo, wysunięcie prawego łapo-skrzydła, wykop, skręt kręgosłupa, łeb czasem tonął w burzliwych wodach, lecz udało jej się skręcić w lewo.
      Pisk radości.
      WOOOOOOOLNOŚĆ!
      Zrobiła pierwsze okrążenie, ocierając się skrzydłem o kamienie, obserwując tylko to, co przed nią. Nie rozglądała się. Nie ma po co. To jednak walka. Pamiętała jak Kobalt skończył, oglądając się za pająkiem. Nie mogła popełnić jego błędu. Pamiętała nie tylko to. Wyprostowana, giętka, oddychająca przez usteczka. Zmęczenie mrowiło w jej kościach. Kolejne okrążenie i pod prąd! Łapy samca coraz bliżej jej oczu. Poruszała się niczym wąż tylko by przyśpieszyć. By już mieć to za sobą. By już się nie męczyć, by nie nadwyrężać organizmu.
      Olśniło ją. Metaforycznie i rzeczywiście. Nie wiedziała czy to poranek, czy też nie, więc nie powiedziałaby że jest to brzask... ale też nie zachód. Zwolniła ruchy łap, rozluźniła poprzednio napięte mięśnie, podniosła wysoko i dumnie łeb. Woda chciała już wciągać ospałego pisklęcia, lecz wyrzuciło ono ogon do góry, po czym wróciło do kłodowej pozycji. Miała tylko chwilę na złapanie prawdziwego, głębokiego wdechu, który był uzdrowieniem. Spojrzała kątem bursztynowego oka na Toffinkę. Spoglądała na nią. Chociaż chwilowo. Myślenie o tym byłoby złym wyborem, tak też ruszyła znów. W drugą stronę. Poprzednio zaczęła maraton od lewej, więc musi zmienić kierunek. Chciała klnąć, mimo że nie znała odpowiednich fraz. Zwinięty ogon ukierunkowała odpowiednio, wcisnęła lewe skrzydło pod wodę i zakrzywionymi palcami [złożonymi w małą miseczkę] odbiła się od miejsca spoczynku. Ramię strzyknęło, mięsień drgnął, nóżki wróciły do przebierania. Wolniejszego. Zrozumiała, że akwen ją wypycha. Nie chce jej, bo stosuje się do zasad. Wolne, dokładne odepchnięcia. Jeden za drugim, najpierw lewa, później prawa. Nadgarstki w ruchu, jeżeli smoki mają nadgarstki. Rozwinęła ogon z ucisku, pozwalając sobie na spokojne sunięcie. Przekręcała delikatnie ogony, żeby lekko skręcić aż wreszcie... przestała przebierać tylnymi łapami. Wisiały sobie spokojnie, lecz to tułów robił całą robotę. Woda uspokoiła się, lekko mlaskała ale to nic. Ogon niczym wielka płetwa ruszał się na boki. I ruszał, leniwie, ruszał, zawzięcie, odgarniał ciecz. Skrzydła owinęły ciałko. Owalne stworzenie sunęło. Tyle. Dała sobie odpocząć, ponieważ wiedziała, że czeka ją płynięcie pod prąd. Biodra radośnie nadzorowały ruch rozwidlonym ogonem, zaś sama Hexaris postanowiła bez pośpiechu okrążyć mały zbiornik. Ponownie.
      Młódka zastopowała. Skończyła. Nie wiedziała ile czasu minęło. Na pewno więcej, niż przy pierwszym okrążeniu. Tak będąc szczerym to nie chciała, żeby kółko się skończyło. Żołądek jakby zapomniał o sączeniu kwasów a mózg odpoczął od notorycznych myśli, jakie pisklaka mogły głębić. Jeżeli to były myśli, oczywiście. Ten kołowy ruch sprawiał, iż mogła wędrować po wszystkich polanach, których nie widziała. Pokonać każdą rzekę, przebrnąć przez ocean i dotrzeć na wyspy Tsuri bez większych problemów - gdyby wiedziała, że Tsuri istnieje. Podbrzusze, uda i palce świerzbiły od pracy. Piekły... delikatnie. Jednak świetlisty trakt był pod nią, nadal, nieskończenie. Ujrzała trenera, znowu. Śmiertelnie poważne spojrzenie przebiegło po zimnym pysku dorosłego. Zrobi to. A jak nie to zdechnie, po kłopocie... ale była Nurtem. Nurt jej niestraszny.
      Postanowiła nie robić tego na czas. Chciała to zakończyć w taki sposób, że będzie miała moment na popatrzenie w zmąconą wodę. W swoje cudowne spojrzenie a może nawet skromnie obdarować spojrzeniem siostrę. Jednak przed oczyma nadal miała wizję spanikowanego młodzieńca w małym strumyku wuja. Też byłaby spanikowana. Potrząsnęła trójkątnym łbem. Parsknęła. Głęboki wdech zapoczątkował podróż, jakże edukującą i zmieniającą czasoprzestrzeń. To mały krok dla smoka... ale wielki krok dla pisklaka.
      Powtórzenia. Łapa za łapą, wypychanie tyłu, kręcące manewry biodrami oraz ogonem, żeby pokonać żywioł. W dodatku nieswoją domenę! Przychodzi smoczyca żywa. Jest w tym. Będzie w tym. Przyległe przednie łapy jednak miały dziwnie wykrzywione paluszki, ażeby wypchać wodę za siebie. Potrzeba siły ducha oraz silnego wojownika by pokonać ten trud. Nie tylko akwen, co to, to nie. Siebie! Pokonać skupione zmęczenie rozbijające papkę mięsną. Pociągłe ruchy, znów i znów, i znów, i znów. Nużące. Zrozumiała, że imitacja opływowego ciała jest najlepszym rozwiązaniem, tak też nie miała zamiaru odchylać żadnego z ramion. Ogon jak u ryby, chlap chlap, tać, tać, chlup. Przed siebie. Tylko i wyłącznie. Rozumiała? Rozumiała. Płynęła. Luźno. Mięśnie, mimo że iskrzące, były zaspokojone. Zero stresu, zero negatywnych emocji, tylko wola przeżycia. Posmak dalekiej przeszłości, gdzie smoki umierały nawet od małego wzburzenia i przymrozku. Sapnięcia odbijały się od szumu. Woda wypierała jej ogon. Rozluźniony mógł dostosowywać się do zmian na wodzie. Nie musiała się zastanawiać nad tym, co robi. Przychodziło naturalnie. Jakby ktoś, oprócz zebranych, obserwował i rozkazywał jej ścięgnom do napinania danych elementów. Nie miała nigdy odruchów. Zbiornik był zaczarowany. Wszystko pod nią się uginało albo ona adaptowała się zbyt szybko. Nawet nie analizowała, jak w teorii robiła to większość rodu Cichego. Gnała... znowu... leniwie... za instynktem. Tu, w życiu, jest wzór. Nikt nie żyje wystarczająco długo, by go zauważyć. Ale tu jest wzór. Czuła to w gorącej piersi. Łapy przebierały same z siebie, coraz szybciej, silniej! Oczy widziały już zakończenie maddarowej linii, wiedziały, że tylko zakręt do tyłu i "z górki". Ulga spowiła jej gnaty. Radosne oczy Toffinki oraz złote przebłyski na jej piersi. Tak, na Immanora, tak! Kolejne wykopy, kolejne machnięcia nadgarstkami, krągłe ruchy całym kręgosłupem! Przed siebie! Utrzymywała balans poprzez rozwidlony ogon oraz poruszanie w potrzebie jednym z koniuszków. Jej plecy lśniły niepokojąco. Smoczy tatuaż. Skroplenie życia.
      SKRĘT.
      Ruch prawą końcówką ogona. Zarzucenie tułowiem oraz poddanie się nurtowi, który teraz biegł w zupełnie inną stronę. Wyciągnięcie skrzydeł, żeby balansować na powierzchni. Kolisty ruch sprawił, że woda chciała ją wypluć. Jednak ona się nie podda. Rozcapierzyła palce u nóg, zgrzytnęła po kamieniu i odepchnęła się od niego. Wyrzut. Wprzód, z powrotem. Ku wyjścia. Skurcze mięśni - nie podda się. Nie ma po co. Zamaszyste wiosłowanie, raptowne trzęsienia ogona, piski wychodzące z gardła. Coraz bliżej żółtooki. Odgarniała cały płyn do tyłu, wszelkie wody, wszelkie wątpliwości, wszystko w tyle. Mechanizm dymił. Skrzydła, a także przednie łapy (bo to jeden pies), przy bokach. Ślizgawka w dół. Wyciągnęła szyję, nabierając powietrza. Opór zelżał i zniknął. Ewolucja. W Nurt.
      Ciecz coraz rzadsza. Wdech, wydech. Jest czym oddychać, aż nadmiar. Fale tańczą przed oczyma. Oczy samicy nie odpowiadają niczym. Przed nią pojawia się jedna, prosta sylwetka. Przypomina cierpliwego bożka uwięzionego przez nieboskłon. Wypycha ją tam, gdzie Złota Twarz całuje mech. Ale ciało przed nią przybierało barw. Jeden, najwyższy On. Wielki brat. Złote oczy spoglądają na tle kamiennego azylu. Gęba rozwiera się ponownie by zabrać powietrze. Powietrze znika ze świstem. Oczy błyszczą jaśniej niż Srebrna Twarz o północy. Wyszła poza horyzont, jaki kiedykolwiek czuła. Trójpalczasta łapa zbliża się do brzegu. Tak samo jak ta na początku żywota. Powoli, z jej perspektywy, i bezinteresownie. Tak brnęła przez wodę kilka sekund, lecz dziecina czuła jakby to była wieczność. Kolejna sekunda. Hexaris oczekująca na ponowne odrodzenie, drży. Ostatnie drgawki, ostatnie piski. Wszystkie kolory i troski nasycają się niezmiernie. Pazury ciskają na suchy kamień. Łapią, szorstko wybudzając. Ryk wzburza wodę. Natychmiast cichnie, wlokąc się na grunt.
      Finito.
  Temat: Labirynt Kobalta
Hexaris

Odpowiedzi: 118
Wyświetleń: 4780

PostForum: Woda   Wysłany: 2019-01-05, 20:57   Temat: Labirynt Kobalta
    Raptem nad nią pojawił się on. Albo ona. Niebieskie stworzenie przeczesujące niebo z impetem, hukiem i całą gamą śmiercionośnych dźwięków. Hexaris wybałuszyła ślepia w strachu, podkuliła nagle ogony pod siebie, po czym zaczęła cicho skomleć pod ruchliwym cieniem uzdrowiciela. Jeżyła się tam, pomiędzy łapami, i syczała coś niby do błękitnego stworzenia, niby coś do siebie, a skóra pod łuskami polała się rumieńcem... Jeżeli smoki mogą mieć rumieńce. Ino wyszła, wyszła z jaja! Już ją atakują! Stres iskrzył. Obejrzała się za siebie, spoglądając pomiędzy bydlakiem Kobalta a jego ogonem, to przed siebie, by ujrzeć lico Toffinki i tak lamentowała w tej niepewności. Wszystko działo się zbyt szybko, by flegmatyczny umysł młódki mógł to zaabsorbować. Nieustanny, ciągły ruch istot. Jęki, grzechoty, warknięcia. W jej kadrze na chwilę pojawił się wojak, który coś mruknął do drapieżnika, a ten drapieżnik - jaki był jednocześnie „siostrą“ Hexaris - odmruknął coś wojownikowi. Później granatowy smok powiedział z użyciem swojego gęstego głosu, tworząc kolejne pokłady chaosu w tym oto pomieszczeniu. Ten spokojny, codzienny chaos.
      Wtem łapy znów owinęły się wokół niej. I ślina tknęła kark. Łuski zgrzytnęły, ustawiły się do pionu, a ona sama darła ryj wniebogłosy. A bardziej próbowała, bo zdarła sobie gardło poprzednim piskiem. Suchość w gębie. Panika. Strach, skonfundowanie. Wciskała koniuszki ogona w nozdrza nosiciela, wierciła się wokół osi jak szczur, pluła kwasem wszędzie, machała skrzydłami w nieobliczalnych konwulsjach, oddychała nieregularnie. Nagle postawiono ją na karku, a wykrzywione pazury smyrały luki pomiędzy jedną łuską, a drugą; jednym włosem, a drugim. Miękkie włosie smyrało jej wykrzywioną klatkę piersiową. Przypominało łoże. Wszystkie obawy minęły. Ciepłe spo-
      Odezwano się do niej. Mówili. Szczekali, chyba nie do końca radośnie. Serce biło jak szalone. Podsunęło się do gardła i nie chciało wyjść. Jej imię znów powędrowało do wszystkich. Chyba. Na pewno rozprzestrzeniło się po jej myślach. Dlaczego znali jej imię? Pytanie skierowano do niej. Do niej samej. Miała odpowiedzieć. Kiedy? Jak? Jeszcze żeby zrozumieć całe zdanie, bo mimo iż można zrozumieć sens po kilku słowach... no, nie owijając w bawełnę, Hexaris czuła się jak niedorozwój. Bo może była niedorozwojem, lecz nie chciała dopuszczać żadnych myśli do swojego móżdżku.
      Więcej dźwięków. Harmider. Można by użyć wszystkich synonimów do słowa chaos, lecz nawet to nie określiłoby tej sytuacji, gdzie każdy coś skrzeczy. Jeden głos wydawał się mówić na siłę, drugi był zbyt natchniony, trzeci po prostu zamilkł na wieki. Ale racja, widoki były „fajne“ i „fajne“ też było miejsce, na którym się usadowiła.
      Wtul się w to futro.
      Tak też zrobiła, bez namysłu.
      Przysypiała lekko, chcąc zregenerować skażone organy. Nic z tego. Słowom nie było końca. Nieustanne ruchy barkami, na litość Kamanora! Puściła futro z łap, przeczesała kilka razy palcami, po czym wyjrzała zza szyi gniewnie. Wymęczenie dało jej się w znaki, bowiem żaden dźwięk nie uciekł z jej gardła, jednak... ciekawość nie dawała za wygraną. Dwukolorowe oczy przejechały niechętnie po ścięgnach siostry, trzymanych tak silnie.
      Jednak kolejny ruch.
      I kolejny, i kolejny!
      Aż wreszcie... drapieżnik zbliżył się do niej. Brązowawe, bursztynowe ślepia Toffinki wbiły się głodnie w jej, zazdrością rzucały, wsiąkały w głębię siatkówki. Ciężki oddech uciekł w płuc złotołuskiej. Te piękno, kryjące się we wszystkich połączeniach, ruchliwa źrenica; słodkie ciepło, które rozlewało się w oczodołach - Ach, Graghess! - i bardzo chciałaby powiedzieć, że póki [Hexaris] żyje, to i żyje Nurt... ale jeszcze nie miała pojęcia. Tknęła siostrę za pysk, ta się odsunęła i PLASK!
      Zsunęła się po skrzydle.
      Spadła.
      Do wody.
      Pod wodę.
      Bez pisku, bez krzyku, w akceptacji. Bąble powietrza pojawiły się na tafli wody, a wielokolorowa postać rozmazywała się w ciekłym lustrze.
      Zimno.
 
Strona 1 z 2
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!



Wymiana bannerami: KLIK!

DH
SnM


Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 15