FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja
Znalezionych wyników: 13
~ Smoki Wolnych Stad Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Zgłoszenia
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 3199
Wyświetleń: 34837

PostForum: Ogólne   Wysłany: 2020-04-26, 19:08   Temat: Zgłoszenia
- 2/4 mięsa z mojego kp >:D
  Temat: Powiadomienia
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 1778
Wyświetleń: 23173

PostForum: Ogólne   Wysłany: 2020-04-26, 19:08   Temat: Powiadomienia
+ 2/4 mięsa dla Zwyczajów Zamieci

    Aktualizacja.
  Temat: Rzeka
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 581
Wyświetleń: 65701

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2020-04-18, 17:52   Temat: Rzeka
„To spotkanie skończy się dla niej źle. Torvihraak wiedziała to. Powinna uciekać, bo ta smoczyca pluła na zasady, na smoczą logikę, na smoczą moralność. Nie przekonałaby jej słowami, ani nie pokonała w walce. Nie, gdy była tylko cieniem dawnej siebie. Wiedziała, że była."

Cykuta znów wróciła pustym, tępym wzrokiem na pysk kupczyni... lecz między milionem źrenic jaśniała jakaś niewyobrażalna radość. Coś, co widzi się u głodomora, jakiego palce zaciskają się na kromce chleba i twarz pokornie unosi się w dół - ale jej ruch był agresywniejszy. Mniej dziękczynny, choć bez śladu pogardy i nienawiści jak u Torvihraak. Typowo pierwotny.
Dziki chichot trysnął kwasem z jej wygiętych ust, a nawet pierś zarechotała. Każda chorągiew była warta zdjęcia, bo oznacza to, że od tego momentu jest to ziemia niczyja; a ona była uzurpatorem jakich mało. Zabierała od smoków, dawała chaosowi lub czemukolwiek, co trzyma się w ciemności nieokiełznanego. Nic większego. Brak oporu był na łapę, trud jest zbędny... jednak znów błysnęła oczyma. Coś wybuchło wewnątrz.

Kiedy mówiła o wolności? Co mówiła o wolności? Kiedy mówiła o wolności? Co mówiła o wolności? Kiedy mówiła o wolności? Co mówiła o wolności? Kiedy mówiła o wolności? Co mówiła o wolności? Kiedy mówiła o wolności? Co mówiła o wolności? Kiedy mówiła o wolności? Co mówiła o wolności? Kiedy mówiła o wolności? Co mówiła o wolności? Kiedy mówiła o wolności? Co mówiła o wolności?

Uśmiechnęła się do niej lekko, przekręcając łeb w niezrozumieniu. Wysłuchała wszystkiego, szponami jeżdżąc lubieżnie po łuskach samicy, co chwila mącąc językiem w pysku. Sapnięcia osadzały się na jej szyi nieregularnie, jak gdyby Kwiatuszek nie mógł tak naprawdę odetchnąć od samej siebie.
- Kiedy mówiłam o wolności? - spytała, zbita z pantałyku ale w jej głosie nie było zagubienia ni tchórzostwa. Był to bardziej rozkaz, wyrzut mdłości i gniewu, lecz też nie to koniecznie; niespotykana łagodność grała w jej głosie pod każdym charknięciem. Cokolwiek słyszała kupczyni obywało się bardziej rykiem rozrywanej gardzieli aniżeli słowami. Czarodziejka drżąc niezmiernie zmarszczyła nos, mówiąc dalej: - Widzisz, o to w tym chodzi. O to biega! To ty od razu łączysz mnie z mianem wolności. I tutaj może cię zaskoczę, kruszynko... ale żyję w imię niczego. Jak drapieżnik. To jest twoja zguba. Bo drapieżnik patrzy i czuwa. Drapieżnik nie szuka osiągnięć, on szuka słabości: widzi ofiary. Ale jeżeli ja patrzę na siebie jak na drapieżnika i na ciebie jak na ofiarę, to dlaczego od razu powielasz mój punkt widzenia?
Liznęła ją wzdłuż szyi, jeżąc łuskę na grzbiecie. Ciężki oddech mierzchwił każdy skrawek skóry. Ciepło ciała Cykuty zderzało się z naturalnym zimnem. Szepnęła jej do ucha, wodząc morskim łapskiem po przegubie jej lewej łapy. Ogon samoistnie wodził po wewnętrznej stronie jednego z ud. Nawet nie dbała o które... do momentu, aż nie szepnęła, trąc polik o polik:
- Nie obchodzi mnie co cię interesuje. Łgasz przede mną. Miałyśmy umowę, kruszynko. Och, jak mnie to boli, że sama z siebie nie dasz... no ale cóż, pytanie dostało odpowiedź. Biorę zapłatę.
Wtem capnęła mocniej nadgarstek, maddara wniknęła w ciało Torvihraak i ta mogła ugiąć się z bólu, czując jak nerwy same z siebie puszczają się nawzajem. Jak coś od środka tnie jej łapę przy stawie, starannie, choć nie na tyle, żeby być torturą; mały, stalowy półksiężyc w środku jej mięcha okręcił się wokół kości, przeciął i ją zgodnie z wyobrażeniem - następnie zostawił łapę... bezwładną. Dygoczącą w spazmach, łkającą szkarłatną cieczą.
- Ach... może jednak mnie obchodzi? - rzuciła nostalgicznie, czując jak koloryt woni bije w jej nozdrza.
Smoczyca uśmiechnęła się do niej przepraszająco. Cmoknęła ją w polik, po czym z kaszlnięciem zeszła z jej ciała, jakoby obrzydzona własnym kosztem. Odsunęła się o kilka kroków, przymykając oko i robiąc przymiarkę łapy do leżącej kaleki.
Cykuta ze śmiechem pomachała przed twarzą kupczyni jej własną kończyną, tym samym przelewając kolejną wiadomość w eter.
Wołanie o uzdrowiciela.
    //bez rzutu; pozwolenie użytkownika
    + 1x rana krytyczna: [lewa przednia łapa całkowicie odcięta w stawie barkowym; czyste ścięcie kości, nerwów, mięśni, przerwane główne naczynia doprowadzające krew do kończyny, rozległe krwawienie, niewyobrażalny ból i gorączka szokowa; mięśnie doskonale odsłonięte; maddara w ranie]
  Temat: Ostatnie starcie z mrokiem
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 88
Wyświetleń: 8926

PostForum: Wspólne   Wysłany: 2020-04-10, 12:59   Temat: Ostatnie starcie z mrokiem
Zaśmiała się szyderczo... nie czując nic. Żadnego nowego zadrapania. Nic na sobie. Spalone lico przed sobą. Nie mogła odlepić łap. Nie chciała. Było jej zbyt dobrze, nawet jeżeli futrzana na nią krzyczała. Doniośle, skrzepliwie; a ona tylko śmiechem wieńczyła jej zdania, jak gdyby odrzucając dziecinność tych zarzutów. Ładna i głupia: taka, jaka kobieta powinna być.
- Twoja też nie - rzuciła radośnie, mrużąc małe oczka. Cykuta zachichotała, widząc jak Mrok rozcapierza skrzydła i puściła palce z pyska Inurty. Patrząc szalenie na Aank zadygotała, rykiem zdzierając gardło: - TO JEGO HISTORIA!
Wtem potwór uderzył czarnymi błonami. Łoskot. Arena zamieniła się w zachmurzone niebo. Kurz pałętał się w każdym zakamarku. Na każdej drobinie krwi. Zakasłała lekko, unosząc tęsknie łapy; szeptem wodziła, szeptem kusiła i szeptem błagała wielce rad. Prawie że nie reagowała na słowa Sztormu, ot, rzucała czasem pod nosem „bestia“ czy „pozwól mi być...“. Ale czym? Trudno było połapać się w chaosie areny. W tym, co się działo. W porykach, warknięciach. W nerwowych tikach. Może tak naprawdę Cykuta nigdy nie kończyła przemyśleń? Może po prostu była?
Mrok ruszył, ona wraz z nim. Powtarzała tylko dwa słowa, jedną wiązankę tak radosną oraz zdesperowaną, że słyszalną dla każdego z zebranych. Trzy razy „no dalej“ było mantrą. Magicznymi słowami z nadzieją na lepsze jutro... aż wreszcie capnęła łapy stworzenia.
Rozwarła ślepia, czując jak odrywa się od ziemi.
Gwizd. Wiatr przeszył jej sylwetkę, a ogon pozostawił szramę na arenie. W objęciach. Łapała oddech jak rybka. Rozedrgana, skuliła tylne kończyny do brzucha. Łokcie wcisnęła we wklęsłą pierś. Zacisnęła łapy na przedramieniu i wyjrzawszy spod pachy, pomachała półserio, śmiejąc się do rozpuku.
- Au revoir! Arrivederci! Do widzenia i dzień dobry! - parsknęła nagle, gibając się w miejscu panicznie. - Dziękuję ci bardzo, nie jesteś aż taki zły jak ciebie malują! O, mamy pasażera! Na gapę czy dołączasz się do pięknej podróży w nieznane? Zresztą, skup się tam bardziej na trzymaniu, bo patrząc na tamtych to prędko ciebie zmiotą z planszy. No właśnie-- BESTIE! I co teraz zrobicie?! Będziecie gonić jak zwierzęta?! JESTEŚCIE POWAŻNI? Tak nisko upadliście? Nie zrozumcie mnie źle, rozumiem to. Raz posmakowaliście prawdziwej zabawy za darmo to trudno wrócić do styp rodzinnych z dodatkową zapłatą! Heh, jeżeli wiecie o co mi chodzi - zamilkła na chwilę. - Wiecie o co mi chodzi? AHH-- NIEWAŻNE! To aż przykre. Gdybym tylko mogła... nie, nie, poczekajcie, to potrzebuje jakiejś żałobnej... dobra, dajcie mi chwilę. Poczek-- poczekajcie. Tylko...
I maddara wyciągnęła się leniwie z jej źródła, tkając małą skrzyneczkę zgodnie z wyobrażeniem. Poruszyła lekko palcami, puściwszy ramię Mroku. Do morskiego kikuta przykleiła polik i tak oto powstały dębowe, najzwyczajniejsze skrzypce, a w lichej kończynie długi, majestatyczny smyczek, którym wiwijała kółka w powietrzu.
- Tak... tak, tak, tak... w takim razie fragment rekwiem w E dla miłej pani w oposim futrze, jakiej bardzo przykro z powodu... p-przypomnisz mi czego? Nie umiem sobie przypomnieć. Za bardzo skupiłam się na fragmencie, że to nie moja historia. Wujek ci umarł, tak? Moje kondolencje.
Oczyściła charknięciem gardło, oglądając się za Perspektywą Wieczności. Jeszcze większy uśmiech zarysował się na jej pysku, ukłoniła jej się przed aplauzem i rozpoczęła. Maddarą nawigowała ruch smyczka, jaki wyskoczył z łapy i lewitował nad strunami. Cykuta wydęła usta dumnie, uniosła brodę. Po chwili zaś sama zmarszczyła czoło, chichrając się co chwila, ugięła kark, jeżąc łuskę wzdłuż kręgosłupa i szydziła z utworu. Skrzypce fałszowały perfidnie, każdy ruch smyczka po strunie ostawał się bolesnym jękiem instrumentu, tak niewyobrażalnie głośnym, że nie do zniesienia. Ale jako, że skrzypce te były magiczne to i fale dźwiękowe były; swoją barwą dźwięki miały być na tyle irytujące, że poraniłyby słuch Aank.
Odwróciła się. Za mało czasu by zareagować inaczej. Serce się skurczyło. Błękit Sztormu Stulecia zajaśniał przed nią. Nie miała nawet momentu by przestać się śmiać. Instynktownie rzuciła prosto w pysk samicy uformowane przed chwilą skrzypce, piszcząc w kpinach.
  Temat: Rzeka
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 581
Wyświetleń: 65701

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2020-04-08, 17:25   Temat: Rzeka
Błyszczała i błyszczała bezszelestnie, płynąc do celu rozległym nurtem. Słońce przyćmiło rzekę i cisza ogromu spowiła trawiaste chodniki, tak lekko objęte złotą nicią. Wszystko to było wielkie... a zarazem nieme. Mogło to oznaczać albo apel, albo bezdźwięczną groźbę. Zwiastun bezceremonialnych żniw. I były tylko one, one same, które tu zabłądziły; i czy czarodziejkę owładnie ta cicha rzecz, czy ona nią owładnie, zamykając na wszelkie pytania kupca?
Zacisnęła ino mięsisty kikut na łapie Torvihraak, marszcząc gniewnie nos. Poczuła nagle jak na widok powietrznej robi jej się mdło, ba, nawet nie na jej wygląd ale... ten swój fason. Jeden z wielu fasonów jaki już widziała na świecie, lecz ten obrzydzał ją zanadto, naciskał na przemielone kwasem kiszki i ten oto kwas wylatywał przez skręcone w uśmiechu usta. A małe oczy jej błyszczały najprawdziwszym zaciekawieniem, wklejone bezdusznie w mówczynię... a może w to, co przedstawiła mówczyni.
Odpowiedziałaby. Mówiłaby dalej, broniąc swoich racji. Stwierdziłaby, że głupcami są oboje. Wystarczyłoby zabrać to, co się chce zabrać. Ale miażdżyła chuderlawą łapę smoczycy w swojej morskiej, rozedrganej... bezsilnie nawet. Jej odczucie byłoby inne gdyby nie wieczny dotyk samicy. Bałaby się. Dławiła. Ale miała jej oddech na sobie. Nie była zostawiona na osamotnienie, pożerającą pustkę rzeki i duszny dzień wiosny, tak bardzo śmiertelny dla schorowanej. Umierałaby od natłoku maddary w sobie, drgałaby bardziej niż teraz i gięłaby się pod własnym ciężarem, kasłając boleśnie jak gdyby chcąc wypluć własne płuca... ale dlaczego? Co ją tak... w tak krótkim czasie... co czuła prawdziwie, a co pokazywała na zewnątrz? Czy w jej oczach jaśniał cień powątpiewania?
Wiecznie małe ślepia raptem rozszerzyły się i wróciły do świata rzeczywistego; runęły jak lawina, trzęsącą źrenicą przeczesując jej złote pola. Zbliżyła się jeszcze, nie chcąc tracić ani łuski dystansu. Poczuć to... choć dłużej. Patrzyła w jej oczy, aczkolwiek trudem byłoby stwierdzić czy naprawdę była to ona. Niczym dwa utkwione słońca na przeciw pustce, jaką czarodziejka odczuła przed chwilą.
Cykuta podniosła ramię samicy do swej kufy. Do trzęsących się nozdrzy, jakimi przejechała delikatnie po przegubie. Zimne urywane sapnięcia zderzyły się z łuską trzymanej łapy, a długi, śliski język wylęgł się z wąskich ust leniwie. Każdy skrawek odbijał światło, gdy coraz to dłuższe pasmo zbliżało się do skóry. Ślina skapnęła głucho, kolejny oddech zniknął w westchnieniu. Nie dotknęła jeszcze. Spojrzała znów na smoczycę... a w oczach buchnęło, widok ostatniej czeluści rozumu.
- Kim jestem - rzuciła, wreszcie styknąwszy koniuszek języka z nadgarstkiem smoczycy. I patrząc na nią tak dziko jak przedtem, wodziła nim bliżej zgięcia, coraz to zacieśniając nieistniejące przecież bariery... aż wreszcie pozwoliła sobie na nią tak ordynarnie wejść. Przyłożyć polik do barku, pozwolić językowi na lepkie, ba, zimne smagnięcie szyi. - to pytanie bliźniacze do „czym jestem“, a czym jestem jak nie drapieżnikiem.
Znienacka capnęła jej pysk wiotką łapą, przekręcając pod światło. Swój własny zaś wyrzuciła na miarę kobry. Cichy śmiech wśród ciężkiego dyszenia. Kikut wbił się w bark, chcąc siłą uświadczyć upadku, a gdy tylko Torvihraak upadła na bok, Cykuta zmniejszyła nieistniejący już dystans. Była daleka od usatysfakcjonowania. Rozedrgana jak ukarany pies. Wciskając pierś na pierś kupca, patrząc z góry na wpół leżącą... kciukiem przeszczepu przejechała po krtani samicy, podziwiając każdy skrawek.
- Wszystko ma swoją cenę - mruknęła, odrywając na chwilę wzrok. - i za każdą odpowiedź dasz mi swój kawałek.
  Temat: Ostatnie starcie z mrokiem
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 88
Wyświetleń: 8926

PostForum: Wspólne   Wysłany: 2020-04-07, 13:16   Temat: Ostatnie starcie z mrokiem
Dławiło ją w piersi. Oczy samoistnie wyskoczyły z orbit, rzucając się ku widokowi Mroku oraz okolicznego chaosu. Stal na przedramieniu rozłamała się. Na części. Moc wróciła do źródła, jednak ona czuła się coraz mniej na siłach. Jakby ciało mdliło ją od zawsze i chciała pozostać tym, czym stał się Mrok... jednak zmiany byłyby zbyt nudne. Łapa leniwie powiodła na dudniącą pierś. Brakowało jej leków... lub błogosławieństwa. Było jej za gorąco. Gotowała się w środku. Chuchała wiatrem z kurczących się płuc. Nawet jej chichot nie miał już tyle mocy.
Nie minął ani szmal czasu, ani skrawek. Charczący śmiech znów przeszył arenę, a samica skierowała oczy w stronę Ognistego, który skupił uwagę Mroku... co zwróciło tym samym jej uwagę. Milion źrenic przeszyło jego osmoloną sylwetkę. Cykuta telepała się cała. Błona odmawiała posłuszeństwa i zwijała się w rulon, to niczym namiot tipi zakręcała i zamykała z chrzęstem wysuszonych łusek.
Wygięła się w spazmie.
Raptem maddara przeszyła jej cielsko. Czarodziejka lśniła u upadających ścian bariery, a każda żyła ostała się cieniem na skórze i spod każdej z tych żył wylatywały nowe smugi światła. W prześwitującym przełyku coś nagle przeleciało, cofnęło jej się do gęby w obrzydliwej manierze. Cykuta zgięła się, powstrzymując się od cofnięcia ledwo co strawionego bzu... i brudne szpony skierowała w suchy pysk. Ciche mlaśnięcie zapoczątkowało niesmak. Wyciągnęła utkaną przez siebie drżącą i wyrywającą się z uścisku dwóch szponów ropuchę. Bez skóry. Bez pancerza. Zwykłe rzucające się na boki mięso. Kwas skapywał z jej kończyn tak, jak z uśmiechu czarodziejki. Pysznego i ordynarnego.
Cykuta uniosła wzrok i zmierzyła się z gniewem Sztormu Stulecia. Wojowniczka biegła tuż na nią, choć ona bez skruchy. Ropucha rechotała wraz ze stworzycielką. Panicznie próbowała wyślizgnąć się z jej uścisku. Grubo ciosana, prześwitująca czerwienią ropucha zaczęła krzyczeć. Przerażająco, boleśnie, wysoko; zagłuszając niosący się śmiech Cykuty. Wreszcie ropucha wyślizgnęła się z uścisku czarodziejki i zgodnie z jej myślą, pędzącymi susami skróciła dystans między sobą a Nierozważnym Duchem. Będąc tuż pod nim miała zagrzmieć czerwienią od środka, wskoczyć na czubek pyska czarodzieja i wtedy pęknąć! Eksplodować! Rozszarpać uderzeniem kufę samca, spalić płomieniami od wybuchu!
Suchy kaszel. Szarpiący haust powietrza. Oczy skierowała pokątnie na Mrok, prosząc pusto.
Cisza. Wyciągnęła łapy. Klepiąca spojrzała bezdusznie na rozżarzony grymas smoczycy, pokładając na nim swe palce. Twarde łuski. Niebieskawe. Pewnie pogładziła poliki wojowniczki, a kłami zazgrzytała, czując jej ataki na sobie. Chwiejąc się od każdego uderzenia. Kwas wyleciał z kącików ust zamiast krwi.
Maddara raptem zakołowała na łapach czarodziejki, zaś wszelkie światło przechodzące przez jej ciało przelało się na przeguby. Dotykiem zniszczywszy bariery, kulę skaczących piorunów kulistych uformowała pod mózgiem samicy. Gorącem buchała krótko wewnątrz Sztormu Stulecia, aż z kolejnym impulsem myśli miała rozprowadzić się po całym łbie, parząc i zakłócając pracę umysłu do tego stopnia, ażeby ją sparaliżować... ażeby dym wyleciał z jej nozdrzy.
- Huh, posłuchałaś się... ale samo-poświęcenie - wycharczała półszeptem, opierając się łapami na ryju Inurty. Skrzeczący chichot przedzierał się przez słowa: - to część mojej roboty.
I nawet jeżeli miała umrzeć, patrzyła ślepa na bezczelność furii Inurty. Bo w Cykucie nie tkwiło po prostu nic, co mogło równać się z logiką ich świata.
  Temat: Ostatnie starcie z mrokiem
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 88
Wyświetleń: 8926

PostForum: Wspólne   Wysłany: 2020-04-05, 13:16   Temat: Ostatnie starcie z mrokiem
Odwzajemniła wzrok Mroku, uśmiechając się pobłażliwie.
- Bestie! - ryknęła z obrzydzeniem Cykuta, unosząc się z ziemi z pełnią wysiłku. - Co sprawia, że sądzicie, że jesteście DOBRZY?! Wszystko, za co walczycie już nie istnieje! Żyjecie w przeszłości, bijecie na oślep! Nie sądzicie tak, co? HUH?! Wyzywajcie mnie, dalej! Nic nie sprawiało ostatnio, że TAK CUDOWNIE się bawiłam! Bo w przeciwieństwie DO MNIE, mierzycie swój sukces skalą chaosu, zniszczycie WSZYSTKO na swojej drodze! Spójrzcie wokoło! Nie zabił mnie, nie zabił ŚPIEWAKA, A WY NADAL ŁAMIECIE I NIE MACIE ZAMIARU ODBUDOWAĆ! JESTEŚCIE ŚLEPI I GŁUSI! Nawet dla osoby takiej jak ja jest to CHŁODNE i BEZDUSZNE! I nie spodziewam się nawet, że mnie WYSŁUCHACIE; nawet bym nie chciała, to... heh, zbyt zabawne żeby się skończyło. To, co robi TE STWORZENIE: to dopiero zwycięstwo. U niego chaos to dopiero PIERWSZY KROK do wolności! A U WAS NA TYM SIĘ KOŃCZY! CO ZROBICIE DALEJ? TO, CO BRONIĘ, TO, CO WIDZICIE, TO JEST CHOLERNY BOHATER, A NIE WY! I NIE MYŚLCIE NAWET, ŻE TAK NIE JEST; ON WALCZY O SWOJE ŻYCIE, A WY O SWOJE PIE#DOLONE IDEE, KTÓRE I TAK PÓJDĄ DO PIACHU. Czy chcę żebyście za to pozdychali? NIE, co bym wtedy zrobiła bez was?! Chcę was tylko uratować od szkody, KTÓRĄ SAMI SOBIE ROBICIE! PRZESTAŃCIE Z NIM WALCZYĆ! Ranię was, mdlejecie, WYCIĄGAM POZA ZASIĘG, ŻEBYŚCIE BYLI BEZPIECZNI! NIC WAM NIE GROZI OPRÓCZ WAS SAMYCH! ZWOŁAŁAM MEDYKA STADA ZIEMI DO TEGO, ŻEBY WAS URATOWAĆ! Więc wy... wy! Wy mnie uzupełniacie! Jestem tylko przeciwwagą dla waszego debilizmu! Nie myślcie jako jedność, myślcie jako jednostki! Nie jesteście jednością! Nawet jeżeli byście chcieli. Wasze morale są odmienne, wasze plany są odmienne; A MIMO TO OD RAZU USTAWIACIE SOBIE LIDERA! STAJECIE SIĘ SZARĄ MASĄ BEZ CHARAKTERU! To wszystko to NIEŚMIESZNY ŻART POWTARZANY PRZEZ STULECIA! Dajcie mi na litość boską CHOĆ TROCHĘ ANARCHII! Usuńcie ten swój ustalony porządek do tworzenia DESTRUKCJI! TACY JESTEŚCIE DOBRZY?! JESTEŚCIE NA TYLE DOBRZY, NA ILE SOBIE POZWALACIE. DOKŁADANIE KOLEJNEGO TRUCHŁA DO STOSU JEST DOBRE? JEŻELI TAK TO WAM ZAPŁACĘ ŻEBYŚCIE SIĘ POZABIJALI!
Śmiech rozniósł się po arenie. Paniczny i duszący, prawdziwie lekki w kontraście do warknięcia niebieskiej wojowniczki. Skręciła się w pasie, bijąc łbem głucho o ziemię. Czarodziejka uniosła raz jeszcze prawą łapę, przelewając więcej maddary w swój uprzedni twór, celując roztrzęsionym kikutem. Wybałuszenie na przedramieniu powiększyło się, stal zabłyszczała ponownie, jakoby świeżo wypolerowana, aczkolwiek wszystkie meandry wyglądu pozostały takie same. Ostre brzegi, wybałuszenie na środku, ogromne wejście do środka. I w środku znów zagnieździł się złoty, gruby kolec, choć zaokrąglony na końcu i niemożliwy do skruszenia ot tak. Nie, jednak ścięty płasko. Piękne, czyste złoto... buzujące od środka. Długi na cztery szpony, tak jak przedtem. Pocisk do penetracji celu, wybuchnie sekundę po kolizji z ciałem. Rozerwie, jeżeli tylko może.
- Dajesz, dajesz... - mruknęła, przyłożywszy polik do ramienia i wodząc lufą za sylwetką Sztormu Stulecia. - ORIENT!
Broń wrzasnęła, dym buchnął z lufy. Ramię zawibrowało. Cykuta zadrgała, odrzucona falą uderzeniową a jednocześnie zgięta cienkim chichotem. Pierś ją bolała niesamowicie, rana już mniej. Zacisnęła kły. Pocisk świsnął, lecąc w wycelowane miejsce - środek szyi wojowniczki. A Cykuta tylko oglądała z daleka przez ścianę szarej mgły, siedząc przy ścianie bariery Viliara.
Stal wokół nadgarstka zaczęła zanikać; maddara samoistnie odcinała się od tworu. Taka jej natura u każdego smoka, jednak czarodziejka przelała ze źródła jeszcze więcej niestabilnej mocy, chcąc... ustabilizować "rękawicę" w pozycji. Znów leniwie nabierała ona pełni kształtu, pełni objęcia wokół morskich mięśni przed zgiętą łapą, a co najważniejsze materialności. Nadgarstek osadził się nieruchomo pod szarą powłoką, a otwór znów wybałuszył się na grzbiecie, pozwalając na uformowanie kolejnego pocisku wewnątrz. Ponownie cztery szpony długości, ponownie złoto, lecz teraz - w podobieństwie do pierwszego pocisku, jaki wystrzelił w puchatego oposa - ostry jak brzytwa, lśniący u czubka. Cykuta pogibała się krótko, czekając aż skończy się kolejny wers chwytliwej piosenki z uśmiechem na ryju. Ogon sam jej drgał w rytm, aż wreszcie prędkim ruchem na koniec refrenu wystrzeliła bezszelestny pocisk w lewą skroń Płomienia Wiary, chcąc przebić się na wylot.
  Temat: Ostatnie starcie z mrokiem
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 88
Wyświetleń: 8926

PostForum: Wspólne   Wysłany: 2020-04-01, 11:53   Temat: Ostatnie starcie z mrokiem
Rozrywało ją od środka, choć tylko powierzchnia rozdygotanego brzucha jaśniała szkarłatem. Nawet wpół przezroczyste błony pławne straciły pobłysk mulistych fal i cięty charakter dalekich, jeszcze nieuformowanych stopą brzegów pod opieką złotych pasm słońca. Kipiąca afektem łapa kłębiła się w sobie, zaś mięśnie pęczniały, naciskając żyłami o twardą skórę.
Cykuta odsłoniła przesiąknięte posoką kły, pienistym uśmiechem racząc zielone monety na wijącym się licu Mroku. Kwas skapywał jej strugami po wygiętych kącikach ust, a ona sama z brzdękiem kości wygięła się na ziemi, nierychło wlokąc źrenice za każdym z zebranych. Nie pozwoliła, ażeby futrzasta wyczekała ostatniego ataku. Mogły nawet się spotkać wzrokiem, powalczyć oczyma - czarne z wielokolorowymi - choć ślamazarnym i nonsensownym to by było. Zaśmiała się gromko, zginając w pasie od bólu na samą myśl o takim zdarzeniu.
Raptem maddara usłuchała się właścicielki, polewając stalą morski kikut. Forma rozbudowała się na przedramieniu, spłaszczając na bokach oraz wybałuszając się na nasadzie tworu, leniwie formując otwór - a wraz z otworem podłużne miejsce na pojedynczy pocisk. I w środku, jeno zajrzawszy na sekundę, uformowała się błyszcząca szpila ze złota. Długa na cztery szpony, stosunkowo cienka i zwieńczona na miarę najzwyklejszej igły. Ścisnęła mocarną łapę w pięść.
Pieśń dotarła do leżącej w osoczu czarodziejki. Owszem, wolała solowy tenor aniżeli bas w akompaniamencie chórków; nie powstrzymało to Cykuty od wyciągnięcia dygocącej łapy w kierunku śpiewaka, rozszalałym wzrokiem badając każdą rysę na pysku. Broń rozcapierzyła się z klekotem, rozwierając lufę. Świszczący oddech otarł się o jej niezbrukany nadgarstek, którym wytarła szumiącą pianę kwasu - z warknięciem otrzepała go, świstem kierując się na Mrok. Napięty kikut latał, to na pysk śpiewaka, to na bulgoczącą pierś Mroku, a ona sama wichrowała się pod patronatem własnego źródła.
Wreszcie utkwiła okiem na cielistej powłoce wyimaginowanego niebezpieczeństwa, epicentrum chaosu... i podniosła wiotką łapę, machając mu lekko. A pysk jej wyraz miał istnie rozbawiony, nie zważając na ogromną strzelbę ani na rajcujące smoki wokoło.
- Pier.doleni herosi - wyrzuciła z charczącym śmiechem.
Maddara Cykuty buchnęła. Jeden świst. Szelest wśród ryków.
Pocisk wyskoczył niczym zając z wieczornej nory. Wycelowany wprost na lewy bark Perspektywy Wieczności.
  Temat: Ostatnie starcie z mrokiem
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 88
Wyświetleń: 8926

PostForum: Wspólne   Wysłany: 2020-03-29, 22:13   Temat: Ostatnie starcie z mrokiem
Wylądowała nuż między nimi, przysłaniając się piachem areny. Spod tej kurtyny wyskakiwały różne kolory, dźwięki klekotu błon oraz kakofonia syczących wyładowań, które gięły jej ciało w konwulsjach. Roześmiała się, skacząc rozszalałym wzrokiem po każdej z twarzy, której nie kojarzyła... a następnie wyjrzała zza obrzydliwej masy na Viliara. Nie zdążyła na jego pokrzepiającą przemowę, choć z dalekich pól widziała już, że coś tkał w kłach. Świeżo z Grani Gapiów. Przekręciła łeb z grzechotem kręgów, unosząc ciekawsko łuk brwiowy, zaś resztka woni bzu zniknęła całkowicie w chropowatej strukturze płatków na zmoczonym języku... a nawet i głębiej, gdyż grdyka pociągnęła zielsko wgłąb rozedrganego przełyku. Niektórzy już-- tańczyli! Uśmiechnęła się szeroko, samej tuptając łapą.
Pociągnęła nosem, grzebiąc szponem w ziemi, a łeb unosząc hen wysoko w zielone ślepia stworzenia. Był rozumny, to na pewno, nie zrobił jej jeszcze krzywdy, choć na pewno będzie chciał, lecz to nie w jej obowiązku ranić go z powrotem. Jeszcze nie!
I rzuciwszy myśli chrapliwie na wiatr, smagnęła ogonem, czując jak szorstka powierzchnia zamienia się w ocean krwi, osocza oraz łoju, a łapa runęła na ziemię. Nie miała już w czym grzebać. Stała po kostki w wydzielinach żywego truchła. Ciecz trysnęła jej prosto w ślepia, jednak nim podniosła równie brudny nadgarstek - stwór ryknął tak, że każda jej łuska na ciele stanęła dęba, kiszki wykręciły się raz jeszcze, chcąc zwrócić każdy zażyty lek w kaskadzie soków żołądkowych, godząc widok o kolejną, gęstą masę o widmie białego światła.
Jej łeb targał się na miarę flagi na przeżartym maszcie, lecz głuche bicie wzmożone było przez sztorm uciekający z jej wnętrza. Ryknęła matowo - ciało podążyło jak zgrzytający mechanizm. Każdy płat orchidei na szyi fuknął w powietrze milcząco, uwalniając wyjące, tańczące pioruny, które miały godność gromem poskramiać jej złotą pierś.
Raptem morze tłuszczu uniosło się w wyrzucie maddary Cykuty. Zebrało się w jedną falę i trysnęło o swe boki, do złudzenia będąc fontanną. Czarodziejka uniosła się na tylne łapy, ramiona pociągnęła do szyi, a fala wrzasnęła, rozdarła się w morskich odgłosach.
Wybałuszyła oczy; wzięła chciwie haust powietrza.
Grzywacz wydzielin rzucił się w tył cały nabuzowany, zabierając lśniącą Cykutę ze sobą w nawałnicy dławiącej cieczy. Jej światło utknęło pod kocem wydzielin. Cykuta kasłała skotłowana rdzawą taflą, wyrzucona siłą własnego czaru pod samą ścianę bariery.


//furia niebios
  Temat: Jezioro
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 795
Wyświetleń: 95635

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2020-03-29, 21:22   Temat: Jezioro
Zachichotała, okręcając łeb na miarę skostniałej sowy już dawno po zwieńczeniu epidemii i ery wojen. Kłapnęła szczękami, ratując byłego wojownika Ziemi od kolejnej salwy ledwo co zrozumiałych słów, kierując kąciki ust do nieba na widok Torvihraak. Czy jej się podobała? Definitywnie nie. Czy czuła do niej pociąg fizyczny i mogłaby z nią spędzić noc za nocą? Troszeczkę. Czy miała nieraz o niej wybujałe fantazje, którymi nie powinna się dzielić w gronie, chociaż bardzo by chciała pomimo grudy mięsa pod Granią? Możliwe. Czy nagle poczuła, że coś pali się w jej wnętrzu, chcąc wypluć wszystkie wnętrzności i w młodzieńczym napadzie wykręcić jej całe ciało w spaźmie? Bez dwóch zdań. Ale czy to z jej powodu, czy ze względu na to, że wreszcie zwrócono jej uwagę na rozrastające się... coś?
Usta Cykuty cmoknęły raz jeszcze, układając się w dziubek, który wsiąknął świeżą woń bzu.
- Wiesz co? - żachnęła adeptka, próbując okrętnie wyrwać całą kępkę gałązek w łapie starszego, aż wreszcie wyciągnęła tylko jedną. Zamachnęła się nią przed własnymi, drżącymi nozdrzami, to spoglądając na kupczyni, to na stwora: - Nie zastanawiałam się nad tym ale... coś mnie do tego ciągnie, wiesz? Nigdy nie miałam pojęcia gdzie rośnie zło, w mroku czy w ciemnicach grot, czy też w umysłach tych wszystkich samozwańczych bohaterów, lecz gdy teraz na to patrzę- oh, oh, czuję jak ta zła chuć we mnie rośnie i mnie rozbraja! To coś pęka, zmienia nurt, tak śmiesznie wibruje... rodzi we mnie nową formę żartu! Spójrzcie tylko! Bo w erze, gdzie dominuje myśl, trudno znaleźć marzenie o formie. I jemy bez, za chwilę pewnie twój cydr, lecz muszę przyznać, że zatrzymaj dla mnie kilka fiolek czy też szklanek, w czymkolwiek podajesz! I ty... grubasie... no, tak, w skrócie, jeżeli znajdziesz swojego przywódcę to powiedz mu, że chcę być pod waszą opieką, czy jak to tam mówicie.
Pędem ryk wydarł się z nieuformowanej gardzieli, rozrywając struny piaskiem. Wstała nagle, wrzuciwszy w krzywy pysk gałązkę i wyskoczyła z grani. Świst wichru porwał ją w stronę walczących. Spod jej skóry zajaśniało, a ona sama ostała się galimatiasem barw. Uderzyła niezgrabnie skrzydłami, lecz znikając w harmidrze, rzuciła pokątnie, utopiwszy znaczenie w chichocie:
- Wezwij medyka!

/zt na starcie
  Temat: Jezioro
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 795
Wyświetleń: 95635

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2020-03-29, 15:54   Temat: Jezioro
Wylądowała, wzniecając tumany kurzu na Grani. Miała dość obserwowania z góry rozrastającej się brei mięsa, raz cynobrowej, raz pożółkłej przez narastające na bokach cysty. Przekręciła oczyma, strzelając kośćmi w stawach. Jej wysoka, smukła i nieproporcjonalna sylwetka bardziej wyglądała na ducha w takiej sytuacji, aniżeli prawdziwą samicę, lecz ruszyła nieśpiesznie do przodu, już maniakalnie gestykulując:
- Arghh, to takie frustrujące! Kumasz, tego nie rozumiem na temat tych wszystkich śmiałków. Wiedzą, że nie są bohaterami tej sytuacji, ponieważ to bohater wygrywa, a oni nadal nie umierają! - cupnęła przy nim, zabierając mu jeden bezik ogromną łapą, a chudzinką kręciła kółka w powietrzu. - Ugh, to mi przypomina o tym: taki jeden gostek w Avalarze, racja? Las płonie - powstrzymywała się od śmiechu, mieląc w gębie zielsko, łapiąc chciwie powietrze. - smoki umierają na prawo i lewo, jada-jada-jada. I TEN OSIOŁ PĘDZI NA MNIE Z ŁYŻECZKĄ OD CZŁOWIEKA! Z CHOLERNĄ ŁYŻECZKĄ! - zachłysnęła się śmiechem, biorąc kolejnego bezika. - I ja pękam ze śmiechu, racja? Więc WYCIĄGAM temu pisklęciu te jego malutkie OCZY a inne pisklęta od razu "WAAAH!", i on - prychnęła, przecierając łzawe oczy od duszącego chichotu. Już otwierała gębę by coś powiedzieć, już miała dokończyć, a śmiech znów runął, zginając ją wpół. - I ON NIE WIDZI GDZIE IDZIE, UDERZA O DRZEWA I AGHH-AHAHA... nie, nie, już nieważne, powinieneś tam po prostu być. Morał historii: jesteś su.ką, bo nie podzieliłeś się bzem. Twoi rodzice na pewno są z ciebie dumni.
Przełknęła głośno ślinę, chcąc capnąć kolejnego.
  Temat: Rzeka
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 581
Wyświetleń: 65701

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2020-03-14, 23:43   Temat: Rzeka
A pierś tak jak drgała spazmatycznie, tak raptem wykręciła się i pociągnęła za sobą całą Cykutę w półobrocie. Z plaśnięciem połowa białej bestii zanikła, jak gdyby jej rozmiar nie miał znaczenia dla żywiołu. Piana porwała zdobycz. Ryk rozdarł rzekę, wzniecając salwy kwasu z jej rozwartego pyska. Miało się wrażenie, że umiera. Dławi się. Jej śmiech nieprzerwany. Uciszony, ciągły, świszczący - co najważniejsze, zawsze obecny. Coraz wyższy, donośniejszy. Świdrujące oczy przebierały spod lecących kropli. Uderzona tafla wody trysnęła na wszystkie strony niczym otwarta rana, błyszcząc drobinami. Wszak łapa - teraz ta prawdziwa, jej własna, wstrętna i wychudzona, trzęsąca się na miarę posiniałej ryby wyjętej z wody - gnała na same dno, chcąc udusić swą właścicielkę. Jednak ona wielce zadowolona, istnie rozbawiona do rozpuku, krzyczała w swej własnej, ordynarnej aprobacie, gdy złote ślepia powietrznej wyraziły to, co chciała ujrzeć czarodziejka.
- Po jabłka! Po jabłka! - zawtórowała w bezdechu, przypominając wymęczony tłum, falujący w odpowiedzi na podskoki błazna. Targnęła się raz jeszcze w bólu, dając się pożreć nurtowi. Tylko jej nienaturalnie wygięta kufa kłapała powietrze nad rzeką, równie burzliwe co woda. Oczy jednak patrzyły wygłodniale w mówiącą twarz nieznajomej, kontrastując z radosnymi ruchami pyska, a śmierć z nich ziała płomieniem.
Z nagła zamilkła. Jej błyszczący łeb wynurzył się z wody, zaś język oblizał usta w obrzydliwej manierze, gdy ślepia weszły w rozmówczynię, w nią i poza nią.
- I to ja myślałam, że moje żarty są złe! - rzuciła, łapiąc się ze świstem ziemi tuż przy kupcu by zerwać się z gruntu i podejść do niej, cała skapująca i co chwila plująca kwasem. - Jesteś uzależniona. Jesteś intrygantem, bierzesz, dajesz w zamian, to normalne. Ale po co? Porządek - okrążyła ją chwiejnie, zbliżając złaknione nozdrza do jej szyi by znów nimi uciec na inną partię ciała. - którego tak naprawdę nie ma. Tego chcesz? Czy wyglądam ci na twój typ, piękna? Jedną z was? To ja pokazuję intrygantom, że ich... małe intrygi nie mają sensu. To ja pokazuję, że te plany, chwilowe lub nie, nie mają zastosowania. Że wasza wymiana jest niesprawiedliwa. Więc gdy jestem zainteresowana ofertą, a zdarzyło się t-to dotychczas tylko raz... wiedz, że mówię prawdę. Szczerszą niż złoto. Bo z intrygantami nie dobijesz dobrego targu, wiesz o tym. Masz plany, zapewne, lub miałaś je w przyszłości. I spójrz - zaśmiała się, odrywając łeb od samicy w tiku by spojrzeć na jej skrzydła. - gdzie ciebie to sprowadziło!
Roześmiała się raz jeszcze, charcząc bezsilnie. Przejeżdżając kolczastym ogonem po jej boku, usiadła tuż przy niej, łamiąc bariery, dmuchając na nią swym mdłym zapachem, wąchając jej, a co najważniejsze - kładąc mocarną, morską łapę na jej łapie.
- Czego chcesz, gadzino?
  Temat: Rzeka
Klepiąca Łuska

Odpowiedzi: 581
Wyświetleń: 65701

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2020-03-14, 18:27   Temat: Rzeka
Uniosła wzrok znad rzeki, trzęsąc się jak poszczuty pies na deszczu. Słońce tętniło w najlepsze, zdobiąc wodę przebłyskami tak samo jak jej zieloną łuskę. Nienależąca do niej łapa, będąc jej własnością, czasem sama chciała odskoczyć od ciała, z rykiem oderwać się i wzniecić jazgot wśród płomieni, lecz tym razem dygotała tylko błona, ruszana własną wolą oraz żyjąca własnym życiem.
Jej na wpół śpiące oczy, pomimo swej dzikości oraz wrodzonego poczucia głodu, latały z zainteresowaniem po sylwetce samicy po drugiej stronie rzeki. Cykuta usiadła na podmokłej ziemi, drżąc ogonem w zniecierpliwieniu, jakoby wzrok miał zwrócić wszelką uwagę powietrznej. Głowa jej latała na boki, w tikach przekręcając się od lewej do prawej.
Nagle odrzuciła do tyłu łeb, skrzydła rozłożyła z klekotem i ze zgrzytających, powykrzywianych kłów rozległ się dźwięk tak chorobliwie nieprzyjemny, głośny i przeszywający każdy skrawek wnętrzności niczym syrena mgłowa, która taranuje każdy umysł po drodze, zabijając każdego ptaka, jaki przeleci przez rozświetloną latarnię. Potrząsnęła głową, a przydługie łuski zafalowały; spojrzała z tej przekręconej pozycji na ciemnołuską, wstając w ruchu spazmatycznym, podobnym do prekursora wymiotów oraz maniakalnego kaszlu. Samica ruszyła przed siebie szybko, prawie że wyskoczyła, krokiem chwiejnym, acz zdecydowanym, wkraczając w chlupiącą i rwącą wodę, a wykręcający ryj uśmiech zdobił jej drżącą twarz w, najprawdopodobniej, chuci krwi, czerwieniem wypełniając jej żyły pod oczyma. Szalała, bijąc spokojem, i śniła, będąc żywsza niż zwykle.
Ustała, wstając na tylne łapy. W środku rzeki ochlapującej ją całą, pozwalającą by świeciła od środka źródłem nieokiełznanym i biorąc te świetlne łaski w ochłapy świata.
- Dobry wieczór, panienko - rzuciła ochryple z wyszczerzem, jak gdyby zamiast jej strun głosowych istniał zardzewiały metal, a głos był projekcją wyobraźni i surrealistyczności umysłu. Miało się wrażenie, że wątłe usta orchidei nie nadążają za słowami, które już dawno uciekły w eter, tylko jej pierś mogła nadrobić stracony czas, pomimo robienia tego nieudolnie. Raptem spoważniała, a wyraz był morderczy, wygłodniały; zbliżyła łeb jak tylko mogła ze środka rzeki. Mlasnęła, mieląc coś w ustach. Oczy rozejrzały się leniwie po okolicy. Znów spojrzała na nią milionem źrenic. Głos, groźny i sugerujący karę, miał ton rozkazu: - Mam tylko jedno pytanie.
Wnet wyskoczyła niczym pięść pod pysk powietrznej, a syk dotarł tylko do niej po krótkiej konwulsji ramienia, który nieomal odpadł od torsu:
~ Dokąd. nocą. tupta. jeż?
Gwałtownie wzięła haust powierza, po czym popadła w śmiech, trzęsąc całym ciałem w każdym syczącym oddechu, okiem wyszukując we wzroku nieznajomej aprobaty.
 
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!

Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 15