FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja
Znalezionych wyników: 28
~ Smoki Wolnych Stad Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Wzgórze
Lilliathreven

Odpowiedzi: 434
Wyświetleń: 39847

PostForum: Czarne Wzgórza   Wysłany: 2016-01-25, 15:06   Temat: Wzgórze
Smoczyca miała większe skrzydła od samca, a nie była pewna, czy wciąż było mu tak zimno, jak wcześniej, czy było już lepiej... ale i tak osłoniła go przed mroźnym powietrzem i wciąż padającym śniegiem. Skrzydła nie dotykały go, ale tworzyły osłonę, dzięki której nie musiał tak się męczyć z tą pogodą.
Uśmiechnęła się z ulgą, kiedy smok się uspokoił i zmienił temat. To oznaczało, że jest mu teraz lepiej... a więc jej słowa w jakiś sposób mu pomogły. W takich chwilach dobrze było mieć bliskie towarzystwo innej osoby.
- W królestwie, z którego pochodzę, w zgodzie żyją ludzie, elfy i smoki. Elfy... są jeźdźcami smoków. - powiedziała cicho, wibrującym, niskim głosem. Nie wiedziała, jak Martwy Kolec na to zareaguje i trochę się tego obawiała, chociaż nie wstydziła się miejsca, z którego pochodziła. Więź z jej elfem, jej jedynym była czymś wspaniałym. Była wdzięczna, że mogła przeżyć coś podobnego, bo tutejsi nie mieli na tyle szczęścia...
- Nie mamy takich profesji, jak wy tutaj. Tutaj są cztery: wojownik, czarodziej, uzdrowiciel i łowca. U nas jest ich znacznie więcej... nie mamy typowych łowców, ale za to są poszukiwacze i zwiadowcy. - w pewnym momencie urwała, zerkając na niego błękitnym ślepiem. Uśmiechnęła się do niego ciepło, chociaż już tego nie widział. Zaczął smacznie spać, a na jej ogon zaczęła skapywać ślina. Przesunęła ogon i oparła o bark samca łeb, dając mu kolejną porcję ciepła. Najłatwiej wychłodzić się podczas snu...
  Temat: Wzgórze
Lilliathreven

Odpowiedzi: 434
Wyświetleń: 39847

PostForum: Czarne Wzgórza   Wysłany: 2016-01-21, 01:15   Temat: Wzgórze
Mogła się spodziewać wszystkiego, ale nie tego. Nie była na to kompletnie przygotowana. Mimo to, potrafiła być spontaniczna! Nagła zmiana jego nastroju, zmiana... tematu? Czy można to tak było nazwać? Wyznanie miłości to jednak coś całkiem innego, niż przygnębiająca historia z okresu pisklęcego! Shiro przygotował ją już jednak na takie zmiany nastroju. Tutejsze smoki potrafiły w jednej chwili zmienić się z potulnego i kochanego do agresywnego i pełnego nienawiści, albo z obojętnego do kochającego i troskliwego. Rozchwianie emocjonalne wyczuwała w każdym z nich... i, póki co, nie potrafiła jeszcze tego zrozumieć. U Martwego dało się to wytłumaczyć... ciężkie dzieciństwo i niełatwe życie, zapewne brak bliskiej osoby, której mógłby się zwierzyć i kto by mu pomógł...
Otuliła go dużym skrzydłem raz jeszcze, kiedy się zbliżył. Ona nie widziała w tym nic erotycznego, nie była gotowa na takie doznanie z tym obcym jeszcze dla niej samcem, ale chciała, by nie poczuł się odrzucony, by nie był samotny. Pozwoliła mu na ocieranie łbem, przymrużając delikatnie ślepia. Kiedy się cofnął, mógł zobaczyć jej spokój, błękitny wzrok pełen troski, ciepła oraz czułości. Pochyliła łeb i dotknęła swoim czołem jego czoła, w czymś na kształt przytulenia. Kiedy oparł się o nią łapami, jednocześnie oddalając od siebie, posłusznie cofnęła tułów. Bez krępacji spojrzała w jego ślepia.
- Przeżyłeś tak wiele... Nie wiem, czy ktokolwiek w swoim życiu przeżył tak wiele straszności. Jesteś bardzo silny i zasługujesz na szacunek i podziw. A także na miłość. - wyszeptała, bo był teraz na tyle blisko, że nie musiała mówić głośniej. Uśmiechała się delikatnie, ale we łbie błądziła jej cały czas myśl o tym, że smok ten jest nieprzewidywalny. Dobierała słowa ostrożnie, bo wiedziała, że w każdym momencie może poczuć się zraniony... Nie mogła mu co prawda ofiarować miłości, a przynajmniej nie taką, jakiej może mógłby chcieć. Na pewno mogła mu dać przyjaźń, a czy przyjaźń nie jest także miłością?
  Temat: Wzgórze
Lilliathreven

Odpowiedzi: 434
Wyświetleń: 39847

PostForum: Czarne Wzgórza   Wysłany: 2016-01-20, 21:51   Temat: Wzgórze
// Czemu? Nie jest taki zły :P A imię się nie odmienia, ale możesz skracać. :)

Łzy? Przez trzydzieści księżyców życia nigdy nie widziała takiego zjawiska u żadnego ze znanych jej smoków... Ludzie i elfy owszem, ale smoki? Nigdy! A Martwy Kolec był już drugim, który przy niej uronił łzę. W dodatku drugim samcem. Nie miało to większego znaczenia... Lill po prostu nie bardzo wiedziała, jak powinna na to reagować, a nie chciała zachować się niegrzecznie... no i wciąż nie do końca pojmowała wszystkie zasady, jakimi smoki tutaj żyły.
- W naszym Królestwie było mnóstwo różnych smoków. Każdy wyglądał inaczej i każdy miał inne zalety, był lepszy w czymś innym. Martwy Kolcu, jesteś wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju... Nie powinno Cię to martwić. - powiedziała z łagodnym wyrazem pyska, jednocześnie wypowiadając słowa delikatnie, wręcz czule. Przekrzywiła łeb na bok, patrząc na niego błękitnymi ślepiami. Czuła jego smutek, ale nie potrafiła go pocieszyć... Miała nadzieję, że jej słowa choć odrobinę podniosą go na duchu.
Uśmiechnęła się ponownie, kiedy zaczął opowiadać. Trwało to tylko chwilę, bo... jego historia okazała się być bardzo smutna. Ten samiec wychowywał się sam, a jego rodzinę spotkał straszny los. Poruszyła nosem i zmrużyła delikatnie powieki, patrząc na niego w zatroskaniu. Spokojnie, cierpliwie wysłuchała całej wypowiedzi, co było do niej niepodobne. Zwykle to jej siostra była lepszą słuchaczką, ona potrafiła słuchać i zawsze dobrze dobierać odpowiednie słowa... Lilliath nie miała tej zdolności, ale historia stojącego przed nią smoka poruszyła ją prawdziwie do głębi. Nie odsunęła się, kiedy oparł o nią łeb - wręcz przeciwnie. Wysunęła skrzydło, by osłonić go przed... przed wiatrem, zimnem, śniegiem, przed światem, całym złem i niebezpieczeństwem... Chciała, by poczuł się bezpieczny. Zaufał jej, mówiąc to wszystko... Kąciki jej pyska drgnęły. Wcale nie miała go za niedojrzałego. Każdy cierpi na własny sposób, a żeby przejść żałobę, trzeba sobie na nią pozwolić. On... musiał walczyć o przetrwanie, a kiedy tutaj przyszedł, zapewne nikt nie pytał go o przeszłość. Czy była pierwszą, która usłyszała jego ponurą przeszłość?
Odchodził, ale nie pozostała w tyle. Uniosła się na łapach i podążyła za nim, ale w niewielkiej odległości.
- Martwy... Nie powinieneś się tak zadręczać. To, co się wydarzyło... jest okropne. Nie wiem, jaki smok mógłby wyrządzić tak ogromną krzywdę i pastwić się nad pisklęciem... Coś jednak sprawiło, że przeżyłeś. Czy to byli wasi Bogowie, czy Twoja wola przetrwania, a może po części to i to. Ostatecznie znalazłeś się tutaj, masz swój dom i przyjaciół. Czerp w życia ile możesz, po to jesteśmy na tym świecie. Bez zapominania o przeszłości, ale także bez jej rozpamiętywania. Trzeba żyć teraźniejszością. - mówiła ostrożnie, ale z pasją. Próbowała do niego przemówić, ale nie go zranić. Chciała, by ją zrozumiał, by przemyślał jej słowa. Może i nie potrafiła dobierać ich tak doskonale jak bliźniaczka... ale starała się ze wszystkich sił.
  Temat: Wzgórze
Lilliathreven

Odpowiedzi: 434
Wyświetleń: 39847

PostForum: Czarne Wzgórza   Wysłany: 2016-01-19, 23:31   Temat: Wzgórze
Oh, Lilliath raczej nie należała do alf... w jej stronach spotkanie alfy graniczyło raczej z cudem, chociaż będąc tu zaledwie księżyc, już miała okazję poznać alfę stada Ognia. Urok, jaki rozsiewała wokół siebie Płomień Pustyni pozostawił na niej wrażenie nawet do teraz, a uczucie to odnawiało się za każdym razem, kiedy przypomniała sobie jej wygląd i respekt, jaki w Lill wzbudziła.
Na Martwego Kolca wcale nie patrzyła jak na wieśniaka. Był nawet... całkiem uroczy, kiedy błąkał się między własnymi słowami. Co prawda ten lekki brak ogłady w jej stronach byłby zupełnie nieuznawany, ale Lill czasem podobało się to, czego tak im bronili, lub co w nich tępili w Królestwie.
- Dziękuję za troskę, Martwy Kolcu. - odpowiedziała, uśmiechając się do niego szerzej i cieplej zarazem. Mówiła tonem łagodnym, jakby chciała go pogłaskać po głowie, uspokoić, a jednocześnie wciąż radośnie.
- Ja i moja siostra, Nadeith, nie należymy do żadnego z tych stad. Przybyłyśmy niedawno. Właściwie ona przybyła tutaj pierwsza, a ja ją odszukałam. Pochodzimy z odległego Królestwa na górze Kira, gdzie szkolono nas w różnych profesjach... całkiem innych niż te, które znasz. - powiedziała, może nieco tajemniczo, chcąc wzbudzić jego nie tylko zainteresowanie, ale i sympatię. Z tego, co zdążyła zauważyć, niewiele było takich, jak one, bezstadnych... a właściwie były tylko one dwie. Dlatego mogły wydawać się dla innych jakimś zjawiskiem, chociaż Lill patrzyła na to zupełnie z innej perspektywy.
- Opowiesz mi coś o sobie? - zapytała z nutką nadziei w głosie. Jej błękitne ślepia dyskretnie oceniły samca, w momencie, kiedy ten odwrócił wzrok. Nie chciała być natarczywa, lub też żeby Martwy poczuł się niezręcznie. Jej postawa świadczyła o jej swobodzie, pewności siebie, ale była przyjazna. Chciała, by i on mógł poczuć się pewniej i swobodniej przy niej, by jej zaufał.
  Temat: Księżycowa łąka
Lilliathreven

Odpowiedzi: 552
Wyświetleń: 51691

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2016-01-19, 21:48   Temat: Księżycowa łąka
Lilliath szczerze mówiąc nie bardzo odnajdywała się wśród wypowiedzi Shiro... Może nawet nie o niego chodziło. Opowiadania ją peszyły, ona sama nie lubiła tego robić. Chętnie słuchała, ale... uzdrowicielstwo chyba nie było tym, co ją tak pociągało. A szamani zdecydowanie się z tym wiązali. To raczej działka Nadeith... Poza tym, Lill nie do końca rozumiała każde słowo Ukojenia.
Samica jednak cały czas uśmiechała się, czasem delikatnie kiwając łbem. Nie chciała być dla niego niegrzeczna, nie chciała, by poczuł od niej niechęć, lub tym bardziej wrogość. Słuchała go ze skupieniem, patrząc w jego ślepia, czasem zerkając na siostrę.
- A więc jesteś jedynym Uzdrowicielem w całych Wolnych Stadach, Wieczne Ukojenie. Jestem pełna podziwu. - odparła z aprobatą i skinęła mu z szacunkiem łbem. Nie uważała leczenia za coś prostego, a skoro pośród tak wielu smoków było tylko czterech uzdrowicieli, trzy samice i tylko jeden samiec... coś musiało w tym być. Jednak to nie to przyciągnęło tutaj Lilliath. Nadeith... Owszem, ona tak, ale Lill bardziej interesowały zajęcia zwiadowców.
  Temat: Wzgórze
Lilliathreven

Odpowiedzi: 434
Wyświetleń: 39847

PostForum: Czarne Wzgórza   Wysłany: 2016-01-19, 21:37   Temat: Wzgórze
Lilliath usłyszała skrzypienie śniegu. O nie! Ktoś ją cały czas oglądał! W pierwszym momencie lekko się speszyła, ale szybko się poprawiła - zanim smok jeszcze był blisko i mógłby to zauważyć. Smoczyca była przyjaźnie nastawiona, więc uśmiechnęła się od razu widząc przybysza. Wysunęła nieznacznie jęzor, smakując powietrze i jego woń, która do niej dotarła... Jego zapach był całkiem inny od tych, które jak dotąd poznała. A poznała już smoki z trzech na cztery stada... ten więc musiał być z Cienia.
Lill wyprostowała się, pochyliła łeb ku niemu i wysunęła przed siebie prawą łapę w dostojnym ukłonie. Ruchy nie były wymuszone czy sztywne, wręcz przeciwnie! Zachowywała się naturalnie, a więc poruszała swobodnie i płynnie.
- Witaj, nieznajomy. Ja jestem Lilliathreven. Pochodzę spoza bariery i nie należę do żadnego ze znanych Ci stad. - odparła swym melodyjnym głosem, obdarzając go słodkim uśmiechem i wzrokiem pełnym zaciekawienia.
- Dziękuję za komplement. Przyłapałeś mnie na treningu, wcześniej nie potrafiłam tak "nieźle" skakać i biegać. Jak Ty się zwiesz? - zapytała w końcu, nie mogąc się doczekać, aż pozna jego miano. Jego wygląd był nietypowy jak dla smoka, ale był dla niej miły, nie miała więc powodu zachowywać się wobec niego inaczej. Końcówka jej ogona z kitką granatowego futra drgała, ale nie z zimna. Było jej gorąco, jeszcze po treningu, drganie oznaczało raczej zainteresowanie nowopoznanym. Widziała za to, że mu jest zimno... i miała ochotę go otulić choćby skrzydłem, ale nie wypadało jej. Nie odsunęła się co prawda, kiedy podszedł bliżej, by ją powąchać, ale jej rozmówca nie był już pisklęciem, a smokiem w prawdopodobnie wieku podobnym do jej własnego! Tak naprawdę bardzo trudno było określić dokładny wiek dorosłych... ale samiec zachowywał się raczej jak jeden z tych młodszych, więc mógł liczyć nawet niej księżyców od niej.
  Temat: Wzgórze
Lilliathreven

Odpowiedzi: 434
Wyświetleń: 39847

PostForum: Czarne Wzgórza   Wysłany: 2016-01-19, 19:00   Temat: Wzgórze
Lilliathreven przechadzała się po terenach wspólnych Wolnych Stad. Powoli oswajała się z tym miejscem, z zapachami i zwyczajami... Czas więc i podszkolić swoje umiejętności, by móc dorównać innym smokom. Jak dotąd wystarczało jej to, co potrafiła - tutaj czuła na sobie jakąś presję, że powinna więcej. To akurat całkiem niezła forma motywacji.

Jako, że Lilliath jeszcze nie potrafiła posługiwać się magią, musiała sobie radzić tylko z naturalnymi obiektami jako utrudnieniami. Postanowiła zacząć od biegu, który był podstawową umiejętnością. Oczami wyobraźni wyznaczyła sobie tor biegu. Potem przyjęła odpowiednią pozycję - ugięte łapy, długi ogon z kitką uniesiony, ogromne skrzydła luźno przy ciele. Obniżyła nieco łeb, by tylko ledwie ponad kręgosłupem był. Chwilę trwała w tej pozycji, poprawiając szczegóły - takie, jak rozstawienie łap, ułożenie skrzydeł i jeszcze lekkie uniesienie i naprostowanie ogona. O, teraz była gotowa do nauki! A jako, że bazowała na zwinności, postanowiła zacząć od lekkiej rozgrzewki, by potem z rozgrzanymi mięśniami móc pójść na całość!
Ruszyła spokojnie, zahaczając pazurami mocno o glebę. Pilnowała, by się nie poślizgnąć, bo na śniegu i lodzie było to nie takie trudne, jak mogłoby się wydawać. Truchtała przed siebie, stawiając pewne kroki i odrywając prędko łapy od ziemi, by po chwili postawić je kawałek dalej. Ogon wahał się od lewej do prawej, wspomagając ją w utrzymywaniu równowagi. Żeby choć odrobinę urozmaicić sobie rozgrzewkę, zrobiła kilka skrętów. Najpierw skręt w prawo - skręciła w tę stronę łeb, tułów i ogon, a także delikatnie pochyliła się na prawo. Jak dotąd wszystko szło gładko - jej ruchy były płynne, krok pewny, a cała sylwetka dostojna. Lill zawsze była gotowa na to, że ktoś może ją podglądać, wolała więc zawsze wyglądać na taką... z klasą. A wracając do treningu - zrobiła dwa pełne okrążenia w prawo, dosyć duże o małym skręcie, by przypadkiem nie upaść. Przecież nie to było jej celem! Po wykonaniu dwóch okrążeń, wyprostowała całe ciało, chwilę znów truchtała przed siebie, a potem skręciła ponownie, ale tym razem w lewo. Przechyliła się na tę stronę, skręciła łeb, tułów i ogon. Zaczęła skręcać, wykonując najpierw delikatny łuk, który powiększał się i wydłużał - aż w końcu zamknął w pełne okrążenie. Po tym oczywiście wykonała kolejne, by w obie strony wykonać równą ilość okrążeń. Po drugim okrążeniu na chwilę zwolniła, ale przede wszystkim ponownie wyprostowała całe swoje ciało. Chwilę niby truchtała, ale znacznie wolniej, by już po chwili... Lilliath zerwała się z całych swoich sił do biegu! Nie, nie zwykłego biegu. To był sprint! Naprzemiennie odbijała się łapami od ziemi - to oboma przednimi, to tylnymi. Robiła długie susy, a ogon tym razem balansował nie tylko w lewo i prawo, ale także w górę i dół! Ciało to uginało się, wyginając kręgosłup niczym koci grzbiet, to prostowało maksymalnie, jednocześnie sięgając przednimi łapami jak najdalej w przód, a tylnymi będąc świeżo po mocnym wybiciu. Nie zapominała jeszcze mocniej ryć ziemię pazurami, by nie poślizgnąć się... to by dopiero była wtopa! Zrobiła sobie tor przeszkód. Musiała je wymijać, by oniknąć zderzenia czy upadku. Najpierw niewysoki, chudy krzew. Smoczyca pochyliła się w lewo, skręciła w tę stronę łeb, ciało i ogon i wyminęła go, mając krzew po prawej stronie. Kiedy tylko się z nim zrównała, skręciła w drugą stronę, a potem wyprostowała, by wrócić na swój "tor". Potem jakieś głazy... Samotniczka skręciła, tym razem w prawo - tak łeb, jak tułów i ogon oczywiście, przechylając ciało na tę samą stroną. Skręciła i wyprostowała się, biegnąc wzdłuż nich. Ah! Przed każdym skrętem nie zapominała odpowiednio zwolnić, oczywiście, inaczej jej sprint na pewno zakończyłby się jednym z największych upadków! Lill była zręczna, ale niewystarczająco, by w nieskończoność biec tak szybko - w pewnym momencie zaczęła oddychać przez pysk, zamiast przez nozdrza, a potem całkiem go otwarła, dysząc ciężko. Powoli zwalniała, nie potrafiąc utrzymać morderczego tempa. Zwalniała, robiąc coraz krótsze susy, potem przechodząc do biegu, wolniejszego biegu, aż w końcu znów do truchtu. Chwilę truchtała dla uspokojenia, aż w końcu stanęła kompletnie z - o dziwo - zadyszką mniejszą, niż początkowo.

[ Dodano: 2016-01-19, 19:57 ]
Po krótkiej przerwie - dosłownie króciutkiej, musiała wrócić do treningu. Jej zadyszka szybko przeszła, należało więc korzystać z rozgrzanych mięśni i gotowego do ruchu ciała. Lill odetchnęła raz jeszcze, ostatni, głęboko i spokojnie, a mroźne powietrze przyniosło jej ukojenie.

Ponownie wyznaczyła sobie w wyobraźni pewien schemat, coś na kształt planu treningu. Rozgrzewkę miała za sobą, teraz więc ogarnie skakanie. Czuła, że powinna nad skokami popracować. Ugięła mocniej łapy - bardziej tylne, rzecz jasna. Miała zamiar najpierw skakać z miejsca, przygotowała sobie więc wcześniej przeszkody. Najpierw nieduża skała. Lill wybiła się mocno z łap, przechylając mocno do przodu, by raczej poniosło ją bardziej w przód, niż w górę. Skałka była niska, nie było więc szans, by zahaczyła o nią łapą. A jednak pilnowała łap, delikatnie podkurczając je w trakcie bycia w powietrzu. Skrzydeł nie rozkładała, chociaż bardzo ją to kusiło - trzymała je przy ciele, ale pozostawiała luźno na tyle, by nie ograniczały swobody ruchów. Musiała przecież wyglądać przyzwoicie, mimo zmęczenia! Przechodząc do lądowania, jej sylwetka powoli się zmieniała w związku z wysunięciem przednich łap do przodu, w sumie podobnie jak tylnych, oczywiście tylko nieznacznie. Łapy były ugięte - musiały amortyzować dotknięcie ziemi, inaczej lądowanie na prostych łapach mogłoby się skończyć nawet jakąś kontuzją, albo, co gorsza, złamaniem. A nawet jeśli nie, to choćby upadek byłby przykry!
Po wylądowaniu, przeszła do wolnego truchtu. Kolejny skok miał zostać wykonany z biegu, dla utrudnienia. Dodatkowo, musiał być dłuższy - chciała przeskoczyć cały podłużny lód! W odpowiednim momencie wybrała miejsce, w którym dotknie wszystkimi łapami ziemi, tuż przed lodem. Zrobiła to, by od razu ugiąć mocno łapy i wyprostować je, silnie odpychając się od podłoża. Wybiła się, ponownie bardziej w przód niż w górę i przeleciała z wyprostowanym doskonale ciałem ponad lodem. Przednie łapy były mocno wysunięte w przód, zupełnie, jakby chciała czegoś bardzo sięgnąć, a tylne pozostały z tyłu po wybiciu. Przechyliła ciało do przodu, kiedy traciła prędkość i zaczynała opadać. Przygotowała łapy i ciało na dotknięcie ziemi, poprzez delikatne ugięcie przednich. To nimi jako pierwszymi dotknęła śniegu, dopiero potem wylądowały tylne. Przystanęła i rozejrzała się. Co by tu teraz?.. Ah! Podeszła prędko do kamieni obok. Były różnej wysokości i po różnych jej stronach, usadowiła się więc między nimi. Odetchnęła głęboko kilka razy, spokojnie, wyciszając się i skupiając. I znów - ugięła mocniej łapy i wybiła się. Z małym wyjątkiem. Tym razem mocniej wybiła się z lewej przedniej i tylnej łapy i przechyliła ciało nieznacznie na prawo. Tym sposobem skoczyła w górę i w prawo, wskakując na wyższą skałkę obok. Jednocześnie był to skok bardziej wzwyż niż na odległość. Przed lądowaniem ugięła łapy nieco mocniej - lądowała z większej wysokości, więc mogło to być jeszcze bardziej niebezpieczne. Dla pewności wolała łapy ugiąć mocniej, nic nie zaszkodzi, a na pewno tylko zapewni jej więcej bezpieczeństwa. Teraz postanowiła zrobić odskok - a więc w tył. Ugięła łapy i wybiła się z nich mocno, więcej siły wkładając w przednie łapy. W powietrzu szybko przechyliła swoje ciało w tył, jakby... do pozycji pionowej. Ogon został na dole, ale wciąż stanowił przedłużenie jej ciała i pomagał jej utrzymywać równowagę. Dopiero teraz zorientowała się, że skakanie po skałach, których powierzchnia może być zmrożona, śliska, jest... niezbyt mądre przy takiej pogodzie. Ale trudno! Trening to trening, teraz już i tak była w powietrzu ponad skałą, nic nie zmieni... Kiedy poczuła, że zaczyna opadać, ponownie przygotowała się na lądowanie, delikatnie uginając łapy, a w końcu opadając miękko na podłoże. Stawy zadziałały jak sprężyny, jak amortyzacja, dobrze działający mechanizm. Pozostał jej jeden, ostatni skok do przećwiczenia. Podobny jak ten, który wykonała chwilę temu w prawo. Była na skale, a więc skokiem w lewo ponownie znajdzie się na nieco bezpieczniejszym śniegu. W tym celu znów ugięła łapy i wybiła się z nich mocno, większą siłę wkładając w prawą przednią i tylną łapę. Pilnowała znów skrzydeł... w te skoki w bok jakoś wydawały się jej być bardziej potrzebne, ale przecież nie mogła ich użyć. Przechyliła swoje ciało także na lewą stronę i podkurczyła pod siebie łapy. Kiedy poczuła, że zaczyna zbliżać się do ziemi - znów ugięła łapy, ale nieznacznie. Nie zeskakiwała z dużej wysokości, ani nawet z dużą prędkością.

Odetchnęła po treningu, tym razem zupełnie gotowa na odpoczynek. Była zmęczona, ale czuła przypływ energii! Kondycja już jej się polepszyła, a ciało wcale nie wyglądało na wychudzone i słabe, jak wtedy, kiedy tu przybyła... wracała do formy!
  Temat: Las
Lilliathreven

Odpowiedzi: 466
Wyświetleń: 44098

PostForum: Dzika Puszcza   Wysłany: 2016-01-15, 20:35   Temat: Las
To prawda. Lill brakowało jeszcze trochę ogłady. Siostra zawsze była... bardziej dostojna i z większą gracją wykonywała wszystkie te ukłony. Kiedy już Lilliath jej dorównywała, okazywało się, że tamta potrafiła wykonać coś jeszcze piękniej i doskonalej. To nie to, że jej zazdrościła, absolutnie nie. Podziwiała ją i zawsze motywowała do działania. Nigdy nie myślała o sobie jak o gorszej, bo też w tym celu nie było. Wystarczyło przecież, że wyglądały identycznie! Lilliath była lepsza w innych rzeczach, w których Nadeith nie była aż tak dobra.
Widząc reakcję siostry, szybszą i zdecydowanie różną od swojej, postanowiła szybko się uspokoić i przestać panikować. Ogarnęła swoje myśli i wyprostowała się. Szyję delikatnie wygięła, starając się ukazać w oczach alfy na lepszą, postawniejszą, zdrowszą. Musiały się prezentować jak najkorzystniej!
Lill póki co przysłuchiwała się rozmowie dwóch samic. Nadeith była tu dłużej i wiedziała od niej więcej, a więc logiczne, że to ona powinna była zająć się załatwieniem tego typu sprawy. Zaczynała się tu czuć trochę niepotrzebna, ale nie czuła się znudzona. Cały czas ukradkiem, albo i mniej dyskretnie przyglądała się Płomieniowi. Nie na tyle jednak, by wprowadzić ją w zakłopotanie, nie chciała być niegrzeczna.
- Dziękuję, Płomieniu Pustyni. - skłoniła się jej z szacunkiem, podobnie jak wcześniej, ale głębiej i bardziej delikatnie, z większą starannością wykonując każdy, nawet najdrobniejszy ruch. - Jeśli Twój Łowca znajdzie czas, udam się do niego na nauki. - rzekła i zamilkła. To było jedyne, co mogła wtrącić, odpowiedź bowiem oczekiwana była od jej siostry, a Lill nie chciała wprowadzać do tej rozmowy niepotrzebnego zamętu.
  Temat: Księżycowa łąka
Lilliathreven

Odpowiedzi: 552
Wyświetleń: 51691

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2016-01-15, 20:02   Temat: Księżycowa łąka
Lill powoli uspokajała się. Zaczynała przyzwyczajać się do tego nietypowego samca. Kiedy tylko poruszyła nosem, by trochę powęszyć, wyczuła jego woń. Nie tylko woń stada, ale tę jego nutę zapachową, charakterystyczną tylko dla niego... A w niej rozróżniła całą mieszankę różnych emocji! Kiedy to odkryła, o mało łeb jej nie eksplodował! A jednak wydawał się być nadzwyczaj spokojny, nie, żeby udawał czy wyglądało to jakoś sztucznie...
- Życie pod barierą... - uśmiechnęła się lekko. Jak by tu odpowiedzieć, ażeby nie skłamać i brzmieć jak dyplomatka?
- Jestem tutaj od niedawna. Najpierw muszę dojść do siebie, chociaż staram się powoli odkrywać tutejsze zwyczaje. Jesteś nie tylko pierwszym smokiem ze stada Wody, którego poznaję. Jesteś także pierwszym Uzdrowicielem, którego widzę. Czy są pod barierą jeszcze jacyś Uzdrowiciele? - zapytała zaciekawiona. No właśnie. Shiro był mistrzem Nadeith, ale przecież mogło być ich więcej! Ciekawe, jak wielu? A może każdy smok pod barierą potrafił leczyć?
Jego komplement był dla niej zupełnie niespodziewany. Nie wiedziała, jak zareagować. Ledwo go poznała, a on... Oh, nie chciała go urazić, ale jak tu wybrnąć z tak niezręcznej dla niej sytuacji? Spojrzała więc tylko, podobnie jak Nadeith, na niebo, księżyc i gwiazdy. Jej błękitne ślepia jarzyły się, odbijając ich black i wyglądały teraz na znacznie jaśniejsze, niż zazwyczaj.
Wtem usłyszała głos siostry. Jak ją kochała za tę kreatywność! Skierowała spojrzenie na nią. Czy ktokolwiek inny potrafiłby tak docenić ich więź, gdyby posiadał takie rodzeństwo? One uważały to za coś niezwykłego, pięknego, co należało szanować i pielęgnować. Od zawsze były blisko i dzieliły myśli. Inne smoki wyrażały jednak różne opinie. Niektórzy wręcz mówili, że woleliby nie mieć z nikim takiego związku... dzielenie myśli, niezależnie od tego, czy się tego chciało, czy nie - przerażało ich.
Po chwili przeniosła wzrok na Shiro. Wieczne Ukojenie. Była ciekawa, chociaż jej zainteresowanie nieco zelżało.
  Temat: Łąka Szczęścia
Lilliathreven

Odpowiedzi: 448
Wyświetleń: 42682

PostForum: Bliźniacze Skały   Wysłany: 2016-01-12, 22:30   Temat: Łąka Szczęścia
Lill nie sądziła, że jej smutek będzie dla niego tak widoczny. Tym bardziej, że starała się to ukryć, a szybko smutek został przykryty przez doznania siostry i przyjemność, ciepło, brak strachu...
Assuremith jednak to spostrzegł. Mimo tego, że zajęty był Nadeith, a ona sama być może nawet nie była świadoma myśli bliźniaczki. Odpowiedział na jej smutek - a ona dzięki niemu zapomniała. Choćby na chwilę, ale w swej drapieżności potrafił być delikatny. I kochany. Nie zwracał uwagi tylko na siebie, ale zadbał także o nią.
Usłyszała z jego ust coś... czego kompletnie nie zrozumiała. Ale czy słowa miały teraz znaczenie? Wypowiedział je takim tonem, że poprzednie zmartwienia i wszelkie inne myśli odeszły w niepamięć. Teraz liczyła się tylko ta bliskość, którą jej dał i chwila uwagi, jego uwagi, skupiona na niej.
Nikt nigdy nie pozwolił sobie na pieszczotę, którą ją obdarzył - dotykania jej grzywy, masowania, zabawy włosami. Uczucie dziwne, zabawne, ale o dziwo... czułe i przyjemne. Zapach mandarynek trochę ją zaskoczył, ale nie odrzucił. Wręcz przeciwnie - jego liźnięcia, "pocałunki", były dzięki temu słodsze. Lill odwróciła łeb, na tyle, na ile pozwalała jej szyja, by się wygiąć w jego stronę. Odwzajemniła gest, delikatnym, ciepłym liźnięciem po jego pysku. Najpierw nieśmiało, ale nie potrzebował dużo czasu, by zachęcić ją do tego jeszcze bardziej. Zyskała na pewności siebie w jednej, krótkiej chwili. Jej całe ciało napięło się na chwilę, pobudzone i żądne.. jego. Zwiastuna Światła. Lilliath nie wydawała się być teraz już taka chuda i słaba... wręcz przeciwnie. Smukła i piękna, pewna tego, czego chciała. A chciała mieć jego.
[cenzurrka]
  Temat: Łąka Szczęścia
Lilliathreven

Odpowiedzi: 448
Wyświetleń: 42682

PostForum: Bliźniacze Skały   Wysłany: 2016-01-11, 23:19   Temat: Łąka Szczęścia
Leżała, a więc nie mogła go zaatakować. Okazała mu przecież pełną uległość... nie powinien więc jej posądzać o jakiekolwiek numery. Znaczy, mogła się zerwać teraz na równe łapy i coś przekombinować, ale nie... Było już na to za późno. Stoczyła ze sobą walkę w myślach - już chwilę temu. I podjęła decyzję. Nie, nie ona. One obie to zrobiły. Nie miały wyboru, więc zaakceptowały... jego? Nie, może raczej tę sytuację.
Czuła ogarniający jej ciało chłód, w miarę, jak czekała coraz dłużej. Leżała niemalże nieruchomo - tylko jej ślepia co jakiś czasu mrugały, a klatka piersiowa unosiła się i opadała w spokojnym, głębokim oddechu. Zimno jej nie przeszkadzało, a mimo to co jakiś czas drżała. Nie, to nie gest zziębnięcia. Mimo zachowania samca - nieagresywnego, to jednak bała się. O siostrę i o siebie. I o ich przyszłość tutaj. Wcześniej wszystko było piękne i kolorowe, a teraz? Dopadł ją smutek, głębokie poczucie żalu. Nie, nie skierowane do kogokolwiek. Ani do siostry, bo miała chęć przybyć do Wolnych Stad, ani do Zwiastuna. Gdziekolwiek by się nie udały, mogłyby trafić na kogoś takiego lub gorszego. Tutaj chodziło o ich przeżycie... i w umyśle Lilliath rodziła się właśnie nowa idea, chociaż smoczyca jeszcze nie była jej świadoma. To zaledwie zalążek myśli, kiełkujący pomysł, być może nawet... zmiana charakterku samicy? Być może, ale to dzisiejsze zdarzenie to przełom w jej dotychczasowym życiu. Nagle zapragnęła mieć przy sobie swego elfa... On nie tylko ukoiłby ból, ale wiedział, co zrobić. Zawsze wiedział, co w danej sytuacji byłoby najlepszym wyjściem i widział mnóstwo możliwości. Lill postanowiła także taka się stać i kiedy znów stanie z nim oko w oko, będzie mógł być z niej dumny! I on, i Nadeith!
Póki co, wciąż leżała, niezmiennie nieruchomo i patrzyła w ślepia siostry. W pewnym momencie odwróciła je. Nie chciała patrzeć, wystarczy, że czuła...a czuła wraz z nią. Strach odchodził, przeplatał się z... przyjemnością. Zamieniał się w nią. Samotniczka przymknęła delikatnie ślepia i skupiła na doznaniach siostry. Jej ciało drgnęło, a krew szybciej popłynęła w jej żyłach, rozgrzewając ciało.
  Temat: Księżycowa łąka
Lilliathreven

Odpowiedzi: 552
Wyświetleń: 51691

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2016-01-10, 21:37   Temat: Księżycowa łąka
Lill nie słyszała wcześniejszej rozmowy siostry z tym samcem, a więc nie widziała także jego łez. Poczuła jednak zaskoczenie siostry. Teraz, kiedy już znajdowała się między nimi, uśmiechała się do niego uprzejmie, nie zdając sobie sprawy z wyznania kilka chwil wcześniej. Jego ukłon niczym nie odstawał od jej, wytwornego, wręcz dworskiego, doskonale wyuczonego, chociaż nie sztywnego. Był pełen gracji i płynnych ruchów, podobnie jak ukłon Shiro, równie dostojny i piękny. Ten gest już wzbudził w niej pozytywne uczucia do smoka. Uśmiechnęła się delikatnie szerzej, zaciekawiona. Uzdrowiciel stada Wody, Wieczne Ukojenie...
- Piękne imię, a ranga uzdrowiciela brzmi bardzo dumnie. Musisz być zatem niezwykłym smokiem o nadzwyczajnych umiejętnościach, drogi Shiro. - powiedziała swym melodyjnym głosem, łagodnym i głębokim, kiedy skończył się przedstawiać.
Gest, jaki wykonał w jej stronę, sprawił, że się wycofała, dokładnie tak samo jak siostra i robiąc to w tym samym momencie. Ich myśli i uczucia łączyły się i przeplatały, tak samo uczucie zagrożenia czy niepewności, zwykle więc reagowały podobnie lub nawet tak samo w tym samym czasie. Po chwili uspokoiła się po chwilowym, podwyższonym ciśnieniu, choć i tak nie odzyskała pełni pewności siebie, którą jeszcze przed chwilą emanowała.
Opiekuńcze zaklęcie? Nie znała tego typu tworów i szczerze mówiąc, nie wierzyła zbytnio w ich skuteczność. Nie śmiała jednak tego powiedzieć przy nowo poznanym smoku i to tak miłym, a w dodatku - wpływowym, bo za takiego właśnie miała Ukojenie.
- Jesteś mistrzem mojej siostry... - powiedziała do niego, ale patrząc na siostrę. No tak! Uzdrowiciel, a ona chciała uczyć się uzdrawiania! Że też dopiero teraz na to wpadła... Czasem łączyła fakty z opóźnieniem, ale to chyba jeszcze nie taka kardynalna wpadka, prawda?
- Ah! Faktycznie! Przepraszam, że nie skojarzyłam, Nadeith mówiła, że będzie uczyć się sztuki uzdrawiania u jednego z tutejszych Uzdrowicieli. Bardzo miło mi Ciebie poznać. - przeniosła wzrok błękitnych ślepi ponownie na samca, obdarzając go ciepłym uśmiechem.
  Temat: Łąka Szczęścia
Lilliathreven

Odpowiedzi: 448
Wyświetleń: 42682

PostForum: Bliźniacze Skały   Wysłany: 2016-01-10, 21:00   Temat: Łąka Szczęścia
Lilliath widziała, jaką pozycję przybrał Assuremith. Był gotowy do skoku w ich stronę, do ataku, morderczego cięcia albo kłapnięcia zębiskami. Lill nie zdążyła się cofnąć, choć próbowała. Gruchnęła o ziemię, chociaż nic poważnego jej się nie stało - zgodnie z zamiarem samca, ale tego nie wiedziała. Czyżby mu się nie powiodło? A nie... Wtedy jednak śmiał skoczyć na grzbiet jej siostry. Ślepia rozszerzyły się momentalnie, a w nich można było zobaczyć strach. Strach o życie siostry, o to, że ją skrzywdzi w jakikolwiek sposób, ta myśl była dla Lill... nie do zniesienia. Były sobie tak bliskie, że każda rana zadana jednej, miała swoje odzwierciedlenie w drugiej. Chwilę później strach zmienił się w gniew, istną burzę, mieszankę emocji, która rozpętała się w umyśle jej, a także umyśle jej siostry. Obie bały się nie tylko o własne zadki, ale także o tą drugą. Mógł to zrobić, mógł je być może nawet zabić... a jednak, pokazał im tylko swą zwinność i siłę. Chciał je zdominować i mieć dla siebie, i... nie zrobić krzywdy. Lill zawahała się. Gniew powoli odchodził, burza uspokajała się, chociaż przychodziło jej to z trudem. Obie dobrze wiedziały, że nie tylko atak na niego będzie złym pomysłem, więc od razu odrzuciła taki pomysł. Ale i to, że "związek" jaki im proponował, byłby dla nich korzystny. Byłby korzystny dla bliźniaczek, dla Zwiastuna, a także dla jego stada...
Lilliath pierwszy raz, od kiedy się spotkali, była na tyle poważna, co teraz. Nie pozostał w niej gniew czy strach. Gdyby chciał je skrzywdzić, już leżałyby i cierpiały. Tyle przynajmniej mogła wywnioskować po jego zachowaniu. Prawdopodobnie... od tego momentu nie będzie już sobie żartowała w jego obecności. Nigdy. Nawet, jeśli dojdą do porozumienia.
Samica pozbierała się czym prędzej z ziemi, ostrożnie, obserwując Assuremitha. Nie zamierzała go atakować. Zrobiła ku nim krok, a potem drugi. Łapy trzęsły jej się, jakby były z waty. Zerknęła na siostrę. Wolałaby być na jej miejsce, byle tylko nic jej się nie stało... Podkulona, położyła się na boku obok nich. Jej uległa postawa mogła być odczytana jednoznacznie przez samca.
- Niech tak będzie, Assuremith. - powiedziała ciszej, łagodniej niż wcześniej. Poddała się. Nie brzmiała na smutną czy rozżaloną, jakby miała do niego pretensje, co mogło zdziwić. Zamierzała mu się oddać, jeśli tego chciał, zaakceptowała jego wolę. Jeśli potrafił im w ten sposób, co przed chwilą, udowodnić swoją siłę, może na nie liczyć. Obie siostry.
Siostro...
Nie patrzyła w ślepia Nadeith, ale swoje myśli ciągle kierowała ku niej. Wiedziała, że się zgodzi. Musiała. A jeśli go zaakceptują i przyjmą, może nawet jest jeszcze szansa, że się dogadają? Że będą czerpać z tego... przyjemność? Skierowała wzrok na samca. Na jego ciało, czerwone łuski i w końcu żółte ślepia. Nie bała się patrzeć w oczy nawet wrogom, nie czuła się wiec w żaden sposób skrępowana, bo i nie był im wrogiem. Chyba...
Co więcej, teraz nawet zachciała poznać go głębiej. (ta kobieca zmienność!) Wcześniej widziała w nim tylko kogoś, kto głupio chciał wyrwać obie bliźniaczki i liczył na szczęście, ewentualnie próbował zaszantażować, nieudanie oczywiście. Tym razem wykazał się zwinnością i siłą godną samca, w końcu! Nie zamierzał im odpuszczać i chociaż było jej do tego daleko w tej chwili, mogła go polubić. Może i jeśli już, to nieprędko.
Zaryzykował. I dostał, czego chciał.
  Temat: Las
Lilliathreven

Odpowiedzi: 466
Wyświetleń: 44098

PostForum: Dzika Puszcza   Wysłany: 2016-01-08, 21:18   Temat: Las
W ślepiach Lilliath pojawiło się kilka iskier zainteresowania. Przez moment wyglądała jak zaciekawione nową zabawą dziecko, wysłuchujące niezwykle pasjonującej historii pełnej przygód. Bo tym było dla niej opuszczenie domu i... to wszystko, co tutaj zastała. Wielka niewiadoma i... no tak, chyba właśnie to była przygoda. A więc miały do czynienia z samą... przywódczynią! Niesamowite, doprawdy i szczerze poruszające tę bliźniaczkę. Może i Nadeith zdążyła przyzwyczaić się do tego typu spraw i poznawania tutejszych Przywódców, ale dla Lill było to pierwsze takie spotkanie! Teraz przyjrzała się nowo poznanej raz jeszcze. Dyskretnie zlustrowała jej sylwetkę, którą podziwiała już wcześniej i chyba domyśliła się, z jakiego powody to ona została wybrana przywódczynią. No... O ile została wybrana! Przecież Przywództwo mogło być dziedziczone, albo... albo wybierane przez poprzedniego przywódcę, albo na kilka jeszcze innych sposobów. Wysłuchała odpowiedzi pustynnej z rosnącym napięciem i zainteresowaniem.
- Ja nie wiem jak Nadeith... Ona jest tutaj trochę dłużej. Nawet jeśli z kimś coś ustaliła, to zapewne nie spodziewała się mojego przybycia, nie wiem, czy... czy będziemy mogły razem polować. - odparła, pierwszy raz w życiu czując taką niepewność. Nie wiedziała, jak powinna się zachować i jak mówić w obecności przywódczyni. Czy powinna ją tytułować? Może nie powinna patrzeć jej wcześniej tak odważnie w ślepia? Może... powinna była się głębiej ukłonić, albo... Nie chciała też, żeby jej słowa zostały odebrane jako prośba, ale prawda była taka, że Lilliath nie miała skąd brać jedzenia. Kiedy tutaj wyruszyła, nie liczyło się nic, oprócz odnalezienia siostry i bycia przy niej. Kiedy to się stało, zaczęły pojawiać się nowe problemy...
Lilliath spojrzała na siostrę znacząco. Chciała, by powiedziała jej i Płomieniowi teraz to, co już wiedziała, co ustaliła. Przecież i ona musiała wiedzieć, na co mogą sobie pozwolić, a czego nie powinny robić - lub gdzie nie powinny tego robić.
  Temat: Łąka Szczęścia
Lilliathreven

Odpowiedzi: 448
Wyświetleń: 42682

PostForum: Bliźniacze Skały   Wysłany: 2016-01-08, 20:59   Temat: Łąka Szczęścia
Lilliath także to zauważyła. Coś jak niewypowiedziana groźba w jego ślepiach. Może i podniecająca perspektywa, ale ona traktowała to tylko jako luźną gadkę - flirt, próba zauroczenia, zabawę. On natomiast zdawał się mówić całkowicie poważnie i to to wzbudziło w niej odrazę. Nie, odraza to złe słowo... On ją zwyczajnie do siebie zniechęcił. Nie potrafił oczarować samic swoich wdziękiem, więc co, weźmie je siłą? Oh, doprawdy, godne pożałowania zachowanie, które przypisałaby prędzej do panicznej próby zachowania twarzy, a nie potężnego Wojownika i doskonałego dawcę nasienia, za jakiego zapewne miał się Assumireth.
Język tej smoczycy mógł być ostry, a słowa... słowa potrafią zranić bardziej, niż jakakolwiek rana. Chwilowo powstrzymała się przed wypowiedzeniem choćby literki. Wiedziała, dokładnie tak, jak i bliźniaczka, że nie były w stanie się obronić. Ale kiedyś... Być może kiedyś to się zmieni. A może ten dumny jak paw czerwonołuski smok straci łeb albo jaja przez takie akcje.
Lill odwróciła się od niego. Nie pozwoli się szantażować, a już na pewno nie komuś takiemu. Ona sama także była na to zbyt dumna, chociaż w porównaniu do jego ego, jej duma znajdowała się... gdzieś tam na dnie. Podeszła do siostry, a obie razem tworzyły mur, wytrzymałą tarczę, solidarną i silną. Jej wzrok spoczął na Assuremithcie. Nie bała się spojrzeć mu w ślepia, jak Nadeith. Łuki brwiowe były delikatnie zmarszczone, zdecydowanie w geście dezaprobaty. Wyraz pyska wyrażał urażenie - nie jakiegoś tam foszka. Jeśli chciał zdobyć samice, powinien był obrać inną strategię, bo mógł mieć szansę.
Nie chciała mówić ani "żegnaj", ani też "powodzenia"... żadne z tych słów nie pasowało jej do tej sytuacji. Do jego charakteru. Przeniosła wzrok na siostrę. Jedno z pierwszych spotkać w tym nowym dla niej świecie, być może domu, z takim skutkiem? Cóż za rozczarowanie! Nie miała tego za złe Nadeith, ona była jej ukochaną siostrzyczką i nigdy nic tego nie zmieni. Przynajmniej miały siebie.
 
Strona 1 z 2
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!



Wymiana bannerami: KLIK!

DH
SnM


Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 15