FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja
Znalezionych wyników: 381
~ Smoki Wolnych Stad Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Prace Nathiego
Nathi

Odpowiedzi: 146
Wyświetleń: 22513

PostForum: Galeria   Wysłany: 2017-09-25, 00:43   Temat: Prace Nathiego





  Temat: Gra w wybieranie zwierząt
Nathi

Odpowiedzi: 91
Wyświetleń: 9736

PostForum: Gry   Wysłany: 2016-11-17, 22:43   Temat: Gra w wybieranie zwierząt
Pies.
  Temat: Gra w wybieranie zwierząt
Nathi

Odpowiedzi: 91
Wyświetleń: 9736

PostForum: Gry   Wysłany: 2016-11-14, 22:53   Temat: Gra w wybieranie zwierząt
Też się zgłaszam.
  Temat: Prace Nathiego
Nathi

Odpowiedzi: 146
Wyświetleń: 22513

PostForum: Galeria   Wysłany: 2016-07-24, 14:04   Temat: Prace Nathiego
Dzięki za komentarze :)

@Niewidoczny Kolec
Dziękuję za miłe słowa :D Kopuły i czasem wieże były z referencji, ale ogólna forma nie. Co do okien - w zamyśle zamek miał być może większy, niż się wydaje (a może nie?), coś tam porobiłem właśnie te "małe dziurki", ale miały być tak jakby wielkości okien zwykłych. Może rzeczywiście powinno tego być więcej. Z drugiej strony jak bym tak podziurkował wszystko to wyglądałoby jak wieżowiec :/ Więc może trochę inna skala? Nie jestem pewny.
Na początku wcale nie było dobrze wykadrowane xD Jako ciekawostkę mogę podrzucić pierwsze szkice tego, w bardzo początkowej fazie - http://i.imgur.com/jGyQi6e.jpg Ale potem jakoś tak wyszło, że zapełniałem i starałem się spróbować z tą równowagą, jak w tych wszystkich obrazach renesansowych etc. (Korona drzewa z lewej jako równowaga do zamku, drzewo po prawej/krzaki/wstęga do jeźdźca po lewej). Ale rzadko coś takiego robię, pewnie powinienem częściej komponować na tej zasadzie, od początku.
Ech, wiem, wiem :/ Ćwiczę robiąc te codzienne serie na quickposes.com, może kiedyś będzie jakiś progres xD
To prawda, często ludzie zwracają mi na to uwagę, na ciężkość wszystkiego. Szczerze mówiąc lubię rysować masywne rzeczy, wolałbym narysować skałę, niż kwiatka, górę, niż wstęgę na wietrze i krasnoluda w zbroi niż skaczącego elfa :p Może zrobię w najbliższym czasie właśnie jakieś ćwiczenie, studium lekkich rzeczy :)
Texture brushe robią robotę. Do chmur korzystam chyba głównie z jakiejś paczki pędzli zdaje się od Darka Zabrockiego, to jest daRoz na dA, swoją drogą świetny artysta, te pędzle właśnie gdzieś na devianta wrzucał kiedyś chyba (nie dam głowy, że to od niego, ale tak mi się wydaje). A poza tym to bez referencji (co pewnie jest błędem, spróbuję częściej z nich korzystać :T).
Podaj proszę zamówienie na grotę, to zrobię w wolnej chwili :)

@Leszczynowa
dzięki ^^ Jest pełno fajnych tutoriali w internecie, polecam przede wszystkim kanał na yt FZD School.

@Mgła
Nie robię szkiców, więc to musi być sposób cieniowania. To prawda, teraz zwłaszcza jak to powiedziałaś, to zwróciłem uwagę, postaram się na to uważać :)
A na AT się bardzo chętnie piszę!

A żeby nie było tak pusto, to jakiś randomowy speedpaint sprzed kilku miesięcy znaleziony właśnie na komputerze http://i.imgur.com/NJRTFJE.jpg
  Temat: Prace Nathiego
Nathi

Odpowiedzi: 146
Wyświetleń: 22513

PostForum: Galeria   Wysłany: 2016-07-21, 01:28   Temat: Prace Nathiego
Dzięki :D A co do potomka Nathiego - Evaris wykluje się na terenach Wolnych Stad ;)

@Uśmiech - bo większość prac lubię robić "na raz", więc są jakie są, w zamyśle nie służą do przyglądania im się z bliska :D Ale jeśli jakiś mi się spodoba, to czasem siedzę nad nim dłużej, zwłaszcza ostatnio.



  Temat: Kanion Szeptów
Nathi

Odpowiedzi: 616
Wyświetleń: 43684

PostForum: Czarne Wzgórza   Wysłany: 2016-07-09, 14:03   Temat: Kanion Szeptów
Nathi doskonale zdawał sobie sprawę z odpowiedzi Kiary. Spodziewał się, że zechce go pomścić. Żałował tylko, że sam nie mógł już tego zrobić. Czarodziej niehonorowo wykorzystał przewagę nad starcem wiedząc, że nie poniesie żadnych konsekwencji. Sam Słowo również miał takie podejrzenia. Nie mógł wiedzieć, że spotka jeszcze kiedyś własną córkę i że ta wciąż będzie po jego stronie. Miał tylko nadzieję, że Ognisty zapłaci nie tylko powierzchownymi ranami, ale i kalectwem. Najlepiej śmiercią. Poniżył go, zaatakował i opluł wielokrotnie. Również wtedy, gdy drzewny leżał półprzytomny.
Ledwo powstrzymał uśmiech słysząc zaprzeczenie Apokalipsy. "Nie". Proste słowo, prawdopodobnie jedno z pierwszych trzech, jakie uczy się pisklę. Najbardziej jednoznaczne, najbardziej bezpośrednie. Wojowniczka usiłowała zatrzymać nią samą śmierć, a jej zdecydowany ton głosu mówił, że jest to możliwe. Jeśli Ateral gdzieś tu czyhał, to z całą pewnością zatrzymał się na ułamek sekundy, jakby nie będąc pewnym, czy oby na pewno chce się na to zdecydować akurat teraz.
Spojrzał jeszcze raz na całą sylwetkę smoczycy. Jeśli można było powiedzieć, że był dumny z któregoś ze swoich dzieci, to wskazałby Kiarę. Nawet mimo jej odmowy zostania przywódczynią i zaprzepaszczenia jego ambicji, odebrania mu ostatniej nadziei. Czy zdawała sobie sprawę z tego, że to głównie przez nią odszedł ze stada? Że mógł umrzeć szczęśliwy wśród rodziny obserwując, jak Kiara gromadzi siły, jednoczy Cień z Ogniem, wyrusza na bitwę i po pokonaniu Życia i Wody dokonuje ekspansji terytorialnej? Mógł być z niej dumny, bo miała honor, siłę, inteligencję. Dlaczego więc nie chciała zostać przywódczynią?
Zostawił ten temat już dawno temu. To była przeszłość. Teraz była teraźniejszość. Później... Dla niego nie istniała już przyszłość. Później będzie martwy.
- Dobrze - zgodził się. - Nie umrę dzisiaj - stwierdził z całą stanowczością, na jaką było go stać.
Nachylił się powoli nad mięsem, biorąc jeszcze jeden kęs.
- Chciałbym ci coś dać - powiedział nagle. - A właściwie dać na przechowanie, żebyś wręczyła to mojemu następnemu wnukowi. Pierwszemu, jaki się wykluje - pominął kwestię, że nie był jej biologicznym ojcem. Czasem lepiej było o tym zapomnieć; w końcu była jego córką. - Nie jest to nic specjalnego. Drobiazg, kamień szlachetny, zwykły rubin. Ale to jedyne, co mi zostało. Nie mam nic więcej - stwierdził, choć nie był z tego powodu jakoś nadzwyczaj smutny. Nie potrzebował skarbów. Co miał za nie kupić? Być może w ten sposób ktoś go zapamięta. Może wnuczek przyjdzie kiedyś na grób dziadka, wspominając swoją pierwszą naukę wykupioną u Nauczyciela za ten właśnie rubin i rzuci krótkim "dziękuję"? Może ktoś jeszcze kiedyś o nim pomyśli pozytywnie? Na starość się ponoć dziecinniało. Miało prostsze cele, mniej rzeczy potrzebowało się do szczęścia.
Dzieciństwa Nathiego nie można było nazwać szczęśliwym. Nie miał przyjaciół i wcale nie uszczęśliwiały go małe rzeczy. Zawsze miał wielkie ambicje. Może teraz nadeszła ta chwila? Na proste życzenie - wdzięczność potomka.
- Rubin leży w lewym kącie groty pod najwyższym z Czarnych Wzgórz, tym naprzeciwko wejścia. Ukryty pod skórami. Czy mogłabyś go tutaj przynieść? Ja w tym czasie spróbuję zjeść tego nieszczęsnego bizona. Wolałbym, żeby cię przy tym nie było... - mruknął, co mogło być całkiem zrozumiałe biorąc pod uwagę jego pierwszy kęs. Jadł bardzo nieporadnie, jakby zapomniał, jak to się robi. Chciało mu się płakać. Był to żałosny widok i wolałby, żeby Kiara nie musiała na to patrzeć. Żeby zajęła się czymś innym - poszukiwaniem rubinu. Przyniesie go tutaj, a Nathi będzie miał pewność, że jego ostatnie życzenie zostanie spełnione.
Zaczęło padać.

[ Dodano: 2016-07-11, 02:33 ]
Nathi nie odesłał Kiary po rubin dlatego, bo wstydził się przy niej jeść.
Nie zrobił tego również po to, aby upewnić się, czy oby na pewno dostanie kamień w swoje łapy.
Wysłał ją do swojej groty dlatego, bo musiał umrzeć. Czuł to już od kilku minut. Z początku lekkie zawroty głowy, silniejsze pieczenie ran i ból skręcający mu wszystkie organy wewnętrzne. Ból serca, blizn, mięśni, kości. Dzielnie to ukrywał. Miał nadzieję przeczekać to, skończyć rozmawiać z Kiarą, pójść gdzieś na wzgórze, może nad rzekę, położyć się i zasnąć.
Teraz wiedział, że nie wytrzyma. Nagły chłód, jakby Ateral dyszał mu za plecami. Mógłby przysiąc, że słyszał czyjść oddech. Czuł na sobie cudze spojrzenie. Bóg śmierci, czy obłęd starca?
Gdy tylko Apokalipsa zniknęła za jednym ze wzgórz, lecąc śpiesznie, łapy się od nim ugięły. Zupełnie, jakby przez ten cały czas wykorzystywał całą pozostałą mu siłę woli, by utrzymać się na łapach. W jednej chwili jakby cała ta siła z niego uleciała. Nikogo w pobliżu nie było, ale on poczuł na grzbiecie ogon Aterala. Silne uderzenie od góry, powalające go na glebę. Bóg milczał. Może go tu nie było? Może to było szaleństwo? Nathi nie wiedział. Nie zastanawiał się nad tym.
- Uch - jęknął przy nagłym kontakcie z podłożem. Pod siłą upadku jego szczęka się zamknęła, a drobne ząbki wbiły się w jęzor. Nie poczuł bólu, jedynie smak krwi, która to pociekła teraz śpieszną strużką po podbródku. Tuż obok tej zwierzęciej, żubrzej, po zjedzonym przed chwilą posiłku.
Przewrócił się bezwładnie na bok. Zakaszlał, zwracając w części spożyte mięso. Najwidoczniej organizm nie chciał go już przyjąć. Było za późno.
Kwas, który wypalił mu przed kilkoma księżycami dziurę na pośladku na nowo się odezwał, zasyczał. Jakby przez cały czas tam siedział, w skórze, w mięśniu, a teraz ulotnił się z parą. Czy to możliwe, czy znowu miał zwidy? A może to znów bóg śmierci się nim bawił?
- Aaach - zamknął ślepia i wygiął do tyłu kręgosłup i szyję. Bolało. Z trudem otworzył głeboko zapadnięte oczy. Całe przekrwione, dziwinie mocno pieczące. A przecież nic mu w nie nie dolegało.
Czy oby na pewno? W kwiecie jego wieku doszło między nim, a Dwuznaczną Aluzją do starcia. Niehonorowego, w którym Cienista złamała dane słowo i zaatakowała jego gardło. W innym pojedynku z nią zraniła go w ślepia i gdyby nie udana interwencja uzdrowiciela Słowo mógłby pozostać niewidomy przez dłuższy okres swojego życia.
Padł na niego cień. Świat na około niego był rozmazany przez łzy i zmrużone powieki, a jednak jedną postać widział wyraźnie. Stała tuż przed nim, jak żywa, jak realna. To ona zasłaniała mu światło. Czy była zjawą, czy jego wyobrażeniem, czy jeszcze żyła i postanowiła go odwiedzić - nie wiedział. To właśnie fioletowołuska samica, jego przeciwniczka, rywalka.
Nic nie mówiła. Uśmiechała się tylko. Szyderczo szczerzyła śnieżnobiałe kły. Nie ruszała się, nie oddychała, nie mówiła. Stała i patrzyła na jego półmartwe ciało, niczym złowroga rzeźba. Delektujący się widokiem śmierci padlinożerca.

Pierwsza z trzech par, które go nawiedziły. Zło i Prymitywność. Zło z Prymitywności i Prymitywność ze Zła. Po prostu. Bez celu, bez ambicji, bez pomysłu, bez sensu. Bez uczuć, bez honoru, bez szacunku, bez zastanowienia. Istota stworzona nie do życia, a do uniemożliwiania go innym. Może i byłaby cennym narzędziem do likwidowania innych szkodliwych jednostek, ale była zbyt nieokiełznana na stanięcie się narzędziem. Nie smok, a bestia. Smoki składały się ze zwierzęcych instynktów i zarazem inteligencji. Niekompletna. A jednak przeszkoda.
Aluzja była jedynie przedstawicielką całej takiej masy. Cienistych i Równinnych. Jednej z przeszkód do osiągnięcia ideału. To mu najbardziej przeszkadzało. Że jego przeszkoda nie uniemożliwia mu działania dlatego, bo nie chce, żeby plan się ziścił; uniemożliwia mu to, bo do tego jest stworzona. Do niszczenia. Im, Stwórcom, zawsze było trudniej.

Poczuł ból głowy. Magiczna siła naciskała na jego skronie coraz to mocniej i mocniej, rozsadzała go od wewnątrz. Ankaa zniknęła, a Nathi zamknął ślepia. Wtem cała kula ziemska przyspieszyła, kręcąc się z niebywałą prędkością. Starzec czuł, że aby się utrzymać, nie oderwać się od podłoża i nie wylecieć w przestrzeń kosmiczną, musi chwycić się gruntu pod stopami. Tak też zrobił, wbił pazury głęboko w błotnistą ziemię.
Deszcz się nasilił. Gdzieś w tle błysnął piorun, a jego złowrogie grzmienie dotarło do uszu drzewnego niespełna dwa uderzenia słabego serca później. Woda lunęła z ukosa niemal podwajając swoją siłę i uderzając niczym grad w bok leżącego.
- Woda znów zabierze ci Życie - usłyszał znajomy głos. Ból łba nie ustępował, a Nathi rozwarł delikatnie ślepia jakby starając się odnaleźć rozmówcę. Stał blisko. W przeciwieństwie do fioletowej wojowniczki poruszał się, oddychał. Miedzianołuski spoglądał na niego z wyższością. - Znów przegrałeś - szepnął Ciche Wody.

Przywódca Wody przedstawiał kolejną parę. Inteligencję i Przebiegłość. Chodzący fałsz. Aktora, który chciwie pragną władzy, a gdy już ją dostał udawał. Udawał całe życie dobrego, troskliwego opiekuna, przywódcę. A gdy wracał do ciężkim dniu do groty chichotał złowieszczo. W przeciwieństwie do pierwszej z par on był w pełni świadomy tego, co uczynił. Odrzucił większe dobro dla własnych celów, dla nakarmienia swojej próżnej, egoistycznej duszy.

Obraz czarodzieja rozpłynął się z deszczem. Nathi wypluł z pyska nadmiar wody. Poczuł, jak zapada się pod ziemię. Wszędzie naokoło było błoto. Umierał brudny i lepki, jak świnia. Maź ta po zetknięciu z wciąż jeszcze świeżymi ranami pobudziła je na nowo. Zaczęły piec, palić jak ogień. Mimo wody, mimo deszczu, Nathi się palił. Widział płomienie i własne, zwęglające się ciało.
Poczuł, jak między jego oczy uderza gęsta ciecz. W pierwszej chwili pomyślał, że to kolejne z milionów kropli deszczu, ale ta była zbyt duża i dziwnie ciepła. Czuł, jak spływa mu wzdłuż łuku brwiowego, znajdując w końcu wgłębienie w czaszce i powoli posuwająca się ku gałce ocznej. Wojownik uniósł łeb wyżej, starając się dostrzec, skąd owa substancja pochodzi.
Stał nad nim ten młody Ognisty. Kruczopióry? Nie był pewien. Zrozumiał, że właśnie w niego splunął, że tym była zagadkowa ciecz.

Młodość i Głupota. Nowe pokolenie kroczących przed siebie głupców. Pędzących z uniesionymi w górę łbami, pewnych siebie, dumnych i przekonanych o tym, że świat należy do nich. Czy nie widzą przepaści? Nie widzą. Przecież nie spoglądają w dół.
Kruczopióry nie rezprezentował tylko Kruczopiórego. Bez względu na to, co sobie myślał, takich jak on były dziesiątki. Jednakowych. Nie poznał go zbyt dobrze, ale nie musiał. Wiedział, z kim ma doczynienia. Zamiast niego mógł widzieć teraz jeden z wielu innych jednakowych, szarych pysków. To nie miało znaczenia. Byli wielogłową hydrą.
Zbuntowani, wielcy, ambitni i głupi. Zanim się obejrzą ich młodość przeminie, a oni wszyscy będą zdychać w błocie.

Zagrzmiał kolejny piorun, jeszcze bliżej, a Nathi jęknął z bólu, jakby starał się go przekrzyczeć. Już się nie palił. Teraz był zimny jak lód. Zaczął się trząść. Niemal nie czuł łap. Poruszył skrzydłem i szybko tego pożałował. Bół przebiegł przez całe ciało. Wszystkie rany, stare i nowe blizny pulsowały. Przekrzykiwały się. Słyszał setki wołających go głosów. Pysk wykręcił się w grymasie bólu. Smok załkał. Nie wytrzymał. Łzy poleciały. Gęsty potok. Chciał do ciepłej groty. Zapragnął świeżego mięsa. Nie. Nie. Nawet nie tego chciał. Zwyczajnie pragnął odejść. Umrzeć, ale nie w ten sposób. Położyć się na łące i zasnąć.

- Pomocy - wychrypiał. Słowo Prawdy, leżący w błocie, pełny ran, zakrwawiony i cały się trzęsący wołał o pomoc. Nieugięty pękł. Szkoda tylko, że nikt nie słyszał słabego starczego głosu wśród szumu wiatru i ulewy.
- Pomocy - powtórzył błagalnie. - Boli. Uzdrowiciela - załkał.

- Zdrajca - usłyszał.
- Kłamca - powiedział inny głos.
- Tyran.
- Manipulator.
- To nie wojownik.
- To nie smok.
Głosów przybywało. Słyszał kroki. Stukot wielu par łap. Ze wszystkich stron. Otaczały go. Szły po niego.
Pod łapami plątało się niewielkie białe pisklę. Jego brat, Tethi. Patrzyło teraz nienawistnie, otwierając paszczę pełną długich, gotowych do zabicia kłów. Milczało. Tylko patrzyło na swojego oprawcę, gotów do zemsty.
Niegdyś ciepłe, matczyne spojrzenie Mruczącej Łuski wyrażało dezaprobatę i zawód. Stojąca u jej boku młoda Nuta też nie patrzyła przychylnie.
Złudzenie Życia zawarczał gniewnie. "Nigdy się nie nauczysz, Nathi".
Zza białofutrego wyłonił się Oko Zmierzchu. Syknął z nienawiścią, gotów do ataku.
Cieniści szli razem, nieokiełznani, wyrywając się i szczerząc kły. Uśmiech Cienia, Dwuznaczna Aluzja, Spojrzenie Mroku, Pierwotny Instynkt, Koszmarny Kolec, Nieokiełznany Kolec, Szaleństwo Cieni, Czerwień Kaliny, Migotliwa Aura. Nieco z tyłu szła Łagodna Łuska, która miała w oczach jedynie żal.
Gałązka Jaśminu przekręciła łeb, jakby zastanawiając się, co o tym myśleć.
Jesień Bzów otoczona była Kaszmirowym i Oczywistym. Adepci, bo takimi ich zapamiętał Słowo, patrzyli po sobie, zerkając na mistrza z zawodem w oczach, ale i gniewem. Sama Jesień sprawiała wrażenie ledwo powstrzymującej się od wybiegnięcia przed wszystkich i zadania mu rany jako pierwsza.
Lodowym wzrokiem obrzucał go stojący obok Bezchmurne Niebo. Iskra Nadziei zdawała się przyjąć nastawienie partnera.
Gdzieś dalej zamajaczyli nawet Zwiastująca Łuska i Czerwony Kolec, jego niedoszli sojusznicy z czasów wczesnej młodości.
Płomień Pustyni nie wyglądała na świadomą wydarzenia, w którym brała udział, ale podążała za Runą Ognia, Pożeraczem Księżyca, Nadchodzącą Wichurą, czy wyrywającym do przodu Kruczopiórym. Z boku stał uśmiechnięty Jad Duszy, który najwyraźniej czerpał z marszu na Słowo rozrywkę.
Były też dwie Ogniste, z którymi Nathi kłócił się tak bardzo przed wojną z ich stadem, wiele księżyców temu. Niepamięć Świtu i Odmienna Łuska. Były zirytowane, jakby dyskusja dopiero co się skończyła. Jakby wojna miała się dopiero zacząć.
Z drugiej strony stała Woda. Jej przywódca, widziany już przed chwilą Ciche Wody. Tym razem bardziej powściągliwy, otoczony Bezkresną Galaktyką i Paraliżującą Łuską, tą młodą samicą, nowym pokoleniem stada, które nic jeszcze nie rozumiało, Zgniłą Łuską, a także Podszeptem Szaleństwa i stojącą u jego boku... Ulotne Wspomnienie, zwana później Zorzą Północy. Matką jego dzieci. Zdrajczynią, która nie zawahała się, by go wykorzystać. Przymknęła ślepia, jakby nie chciała na niego patrzeć lub jakby starała się skumulować maddarę do przeprowadzenia ataku.
Ich dzieci. Shiro, Noxlyn, Nixlun, Naxis. Wieczne Ukojenie spoglądał na ojca spod swojej kościanej maski ze smutkiem. Chór Światła pokręcił łbem wzdychając teatralnie.
Kiara, teraz Jeździec Apokalipsy, którą przecież przed chwilą widział miała w ślepiach ból. Zawiódł ją, nie podołał wyzwaniu, jakim było ojcostwo. Bez patrzył, jakby nieco zawiedziony faktem, że to tego żałosnego starca słuchał. Wrzos patrzyła niepewnie to na brata, to na ojca. Truskawka wychyliła się z grzbietu Kiary, marszcząc pyszczek.
Było ich dużo więcej. Setki. Nie wszystkich rozpoznawał z pysków. Niektórych znał tylko z widzenia. Niektórych był pewny, że nigdy nie widział.

Smoki oblazły go i zaczęły wyrywać kłami kawałki mięsa. Każdy wziął tylko jeden i odszedł. Nathi krzyczał z bólu. Niektórzy szarpali go czerpiąc przyjemność z zadawanego Nathiemu bólu, inni traktowali to jako przykry obowiązek, gryząc tylko odrobinę i szybko odchodząc.
Machnął ogonem rozbryzgując naokoło błoto. Wił się jak żmija schwytana przez węża i krzyczał, jakby wizja była realna i naprawdę rozrywano go na strzępy.
Płakał i ciężko dyszał, nie mogąc znieść bólu. Serce biło mu szybciej i szybciej. Ostatnie szare pisklaki obgryzły ostatnie kości i szybko pomknęły do rodziców. Nasycone ucztą smoki odeszły i zniknęły, rozpływając się w powietrzu.
- Choć - powiedział zmaterializowany znikąd Ateral. Nathi otworzył szeroko ślepia, a gdy oddech przyspieszył tak, że nie dało się szybciej, a bicie serca brzmiało jak stukot kopyt stada koni...

Piorun w tle.
I cisza.
Nic.

Żałował, że urodził się w świecie, w którym bóg musiał umrzeć w nędzy, a niegodne życia istoty mieszkały z całymi rodzinami w ciepłych grotach udając szczęśliwe. Były niczego nieświadome. Nie wiedziały, że właśnie odszedł smok idealny. Jedyny, który byłby w stanie zmienić ich życia na lepsze. Ten, którym wzgardzono. Jedyny smok o czystym sercu. Ostatni przedstawiciel stada Ziemi, które teraz oficjalnie można było uznać za nieistniejące.

Ciało starca przestało się poruszać. Powieki opadły. Klatka piersiowa już się nie podniosła. Ogon się uspokoił. Zwłoki coraz bardziej zagłębiały się w błoto.

To był koniec Słowa Prawdy.
  Temat: Nick, tytuł, avatar, sygnatura
Nathi

Odpowiedzi: 1005
Wyświetleń: 101020

PostForum: Gry   Wysłany: 2016-07-08, 22:56   Temat: Nick, tytuł, avatar, sygnatura
N: Przy adepckich ciężko o coś fajnego niestety, ale jest okej, aprobuję! Pisklęce imię już niestety mniej, zupełnie nie pasuje mi do smoka. Zerknąłem do KP szukając wskazówki, do czego może się odnosić i znalazłem :p W sumie fajnie, że takie nieoczywiste, ale można sobie poszukać, jak kogoś ciekawi. Chociaż osobiście zawsze byłem fanem imion, które nie są po prostu polskim słowem. Tak jakoś, ale to tylko moje prywatne preferencje
T: Nie wiem, dlaczego i imho lepiej wyglądają tytuły, które jakoś odnoszą się do postaci fabularnie
A: Niezupełnie mój gust, daleki od stylu, jaki ja lubię, ale to znowu tylko własne preferencje :D Z jednej strony wolę, jak jest więcej kontrastów, ale tutaj widzę, że to celowy zabieg, postać jakby wtapia się w tło, a po zmrużeniu oczu ślepia i ta biżuteria (?) wyglądają jak gwiazdy i jeszcze bardziej kamuflują, więc gratulacje dla autorki za taki sprytny i fajny zabieg :)
S: Tajemniczy cytat pasujący do równie tajemniczego avataru i ciemnego tła forum. W porządku kolorki, chociaż jeszcze lepiej wyglądałyby na samotniku/Cienistym :p
OOU: Wiem, że prowadziłaś Jesień i widuję na shout boxie, chyba na plus, ale nie znam za bardzo :p
OOP: Nie znam.
  Temat: Drzewo na Wzgórzu
Nathi

Odpowiedzi: 378
Wyświetleń: 37825

PostForum: Czarne Wzgórza   Wysłany: 2016-07-08, 22:22   Temat: Drzewo na Wzgórzu
Spojrzał na nią uważnie. On leżał, ona stała. Ona była młoda i silna, a jego dni były policzone. Nie byłby w stanie pokonać nawet pisklęcia; pewnie zaczęłoby biec, a Nathi próbując je dogonić padłby z wysiłku. Czy się bał? Nie. Niczego już się nie bał.
Kolejna nieświadoma istota. Wkrótce Słowo, jeden z ostatnich smoków znających prawdę o stadzie Wody zdechnie. Kto jeszcze żył z tych, którzy byli przy tamtych pamiętnych wyborach na przywódcę? On, Cichy... Kto jeszcze? Nie miał pojęcia. Mieszkał na tym odludziu, niemal nie wychylając pyska z własnej groty i nie zdając sobie sprawy z niczego, co działo się w stadach. Mogły toczyć się wojny, Równinni mogli atakować, przywódcy mogli nie żyć, bogowie mogli zstąpić, kataklizmy mogły wszystko zniszczyć. Ale jak długo nic z tego nie dotarłoby do Czarnych Wzgórz, tak długo Nathi najprawdopodobniej nie miałby o niczym pojęcia. To właściwie tak, jakby już nie żył.
Pamiętał czasy, w których wiedział najwięcej. Na krótko po odejściu ze stada Życia mógł wymienić każdego jego członka z imienia, scharakteryzować, nawet pisklęta. Tak samo z Wodą. I Cieniem, w którym się znajdował. Z Ognistymi też swego czasu sporo rozmawiał. Znał dokładną sytuację polityczną, plany, myśli. Zdawać by się mogło, że cały świat trzymał w zaciśniętej pięści, podglądając go przez szparę. A teraz? Siedział sam na środku niczego, oddalony od wszystkiego.
- Cóż... Nie mylisz się, smoczyco. Jestem tylko żałosnym starcem - przyznał. - A starcy, poza żałosnością charakteryzują się głównie tym, że kiedyś kimś byli. Coś widzieli lub w czymś uczestniczyli. Czasami zdarza się nawet, że to pamiętają - stłumił kaszlnięcie. Przekręcił się na bok, żeby łatwiej mu się mówiło, odsłaniając tym samym obszerną ranę po ogniu na drugim z boków. Jego smutne, choć mądre ślepia skupione były na wodnej adeptce.
- Młodość, niewiedza i gniew doprowadziły cię do pierwszego błędu. Woda nie ma prawa istnieć, jak zresztą nic zbudowanego na kłamstwie. Woda powstała, bo pewien smok przegrał, a nie mogąc pogodzić się z porażką stworzył rebelię, na skutek której samozwańcza Woda odłączyła się od stada, któremu przysięgała wierność. Z tego, co mi wiadomo śmiałek ten po dziś dzień sprawuje u was władzę, a wszelkie zbrodnie zostały zapomniane... Ale ja pamiętam. I nie zapomnę aż do śmierci- stwierdził chłodno i pewnie. W końcu dużo mu nie zostało.
  Temat: NSSUNSS & CoconutClub
Nathi

Odpowiedzi: 649
Wyświetleń: 47983

PostForum: Inne   Wysłany: 2016-07-08, 21:43   Temat: NSSUNSS & CoconutClub
*cichy, smutny skowyt ze strychu, brzęk łańcuchów i pozbawione nadziei drapanie w podłogę*
  Temat: Prace Nathiego
Nathi

Odpowiedzi: 146
Wyświetleń: 22513

PostForum: Galeria   Wysłany: 2016-07-08, 04:18   Temat: Prace Nathiego


Moja następna postać. Jak ja dawno nie malowałem smoków O.o RIP Nathi. To znaczy RIP od niedzieli. Rysunek z dzisiejszej nocy. Nie mam już siły na jakieś detale w pazurach etc. :p
  Temat: NSSUNSS & CoconutClub
Nathi

Odpowiedzi: 649
Wyświetleń: 47983

PostForum: Inne   Wysłany: 2016-07-07, 00:28   Temat: NSSUNSS & CoconutClub
Brzmi dobrze. Zawsze chciałem mieć własną działkę. Czy to w gratisie do strychu?

Kruczopióry :0 Czyżby pierwszy klient?
  Temat: NSSUNSS & CoconutClub
Nathi

Odpowiedzi: 649
Wyświetleń: 47983

PostForum: Inne   Wysłany: 2016-07-06, 23:43   Temat: NSSUNSS & CoconutClub
Byłem dwa razy kurtyzaną w grze w mafię na zlocie SWS w Krakowie, już nie chcę :<



Ale jeśli muszę, to mam nadzieję, że będzie to ładnie urządzony strych i duże zarobki.
  Temat: NSSUNSS & CoconutClub
Nathi

Odpowiedzi: 649
Wyświetleń: 47983

PostForum: Inne   Wysłany: 2016-07-06, 22:14   Temat: NSSUNSS & CoconutClub
Dlaczego chcesz do nas dołączyć?: też chciałbym do Sosnowca, zawsze lubiłem wyjazdy za granicę.
  Temat: Wypalona plaża
Nathi

Odpowiedzi: 571
Wyświetleń: 45136

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2016-07-06, 16:16   Temat: Wypalona plaża
Ale Nathi nie upadł. Gdy stał już dłuższą chwilę, a kręcenie w głowie ustało, powoli obrócił się ku Keezheekoni. Nie pytał ją o imię, bo niewiele go to interesowało. Lada moment umrze. Z całą pewnością nigdy nie będzie z nikim o niej rozmawiać, ani nie będzie mu dane spotkać ją ponownie. Świat, na którym będzie żyła nie będzie już jego światem.
Obracając się robił małe kroki, niemal nie odrywając łap od podłoża. Jakby bał się, że ziemia spod niego ucieknie, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja.
- Cóż, najdalsze wspomnienia często się idealizuje. Zwłaszcza, jeśli nie zdążyło się ich dość dobrze poznać. Ile masz księżyców? Ile spędziłaś tam? I jak bardzo, hm, musiałaś być znudzona, by dotrzeć aż tutaj? - spytał spokojnie. Miał przed sobą pisklę, może adeptkę, która nie mogła widzieć zbyt wiele świata. Kiedy on był w jej wieku ledwo znał tereny własnego obozu. Może nawet nie mówiła prawdy? Mogła być kreatywną smoczycą, której marzyły się odległe tereny i która wyjątkowo bardzo nie przepadała za najbliższym otoczeniem.
Mogła też mówić prawdę. Może ktoś ją zmusił do przybycia tutaj? Porwał? Zaczarował? Może miejsce, o którym mówiła przestało istnieć i była zmuszona do ucieczki? Jak niegdyś Cieniści, tak mu się wydawało. Nie znał zbyt dokładnie ich historii, ale czy i oni nie zostali napadnięci na swoich ziemiach i nie musieli utorować sobie drogę przez Równiny? Ledwo uszli wtedy z życiem. Jakie szanse miało tak młode pisklę? Kto jej pomógł?
Spojrzał pod łapy.
- Stąd? Nie, z Życia. Później z Cienia. Dopiero później stąd - wyjaśnił.
  Temat: Kanion Szeptów
Nathi

Odpowiedzi: 616
Wyświetleń: 43684

PostForum: Czarne Wzgórza   Wysłany: 2016-07-04, 22:49   Temat: Kanion Szeptów
Obserwował ją uważnie, jak do niego podchodziła, jak mówiła. Pamiętał ją gdy się wykluwała. Pamiętał gdy była pisklęciem. Gdy uczyła się mówić, biegać, gdy uczył ją z Nixlunem podstaw walki. Pamiętał gdy Kiara była młoda i ambitna, zawzięta, a jej marzenia o byciu potężną wojowniczką stanowiły cały jej świat. Przygarnął ją i kłamał mówiąc, że jest jej prawdziwym ojcem. Gdy obserwował jak dorasta uśmiechał się i był zadowolony... Ale czy z niej, czy z tego, jak przydatnym narzędziem może okazać się w przyszłości?
Walczył dla niej. Uratował ją przed równinną bestią i przypłacił za to kalectwem. Co wtedy nim kierowało? Próbował sobie przypomnieć, ale nie potrafił. Nie wiedział, co myślał w tamtej chwili. Że musi ratować swoje plany, swoją przyszłość? Pokazać Cienistym, że nie da sobą gardzić i udowodnić swoją wartość? Wypędzić Równinnego i nastawić przeciwko niemu stado? Czy może żeby bronić swojej córki...?
Pamiętał, jak spłodzili dzieci. Nie wiedział, czy zdawała sobie sprawę z tego, że go odwiedziły i wyznał im prawdę. To wszystko wydawało mu się tak dziwne. Przeszłość zlewała mu się w jedno. Pamiętał, jak ją wychowywał i pamiętał, jak z nią kopulował. Jak mógł do tego dopuścić?
Patrzył na dojrzałą, dorosłą i silną wojowniczkę po pięćdziesiątce. Spoglądały na niego te same ślepia, które niegdyś śledziły każdy jej ruch, patrzyły na niego w górę mając nadzieję, że kiedyś mu dorównają. Był autorytetem. Kim stał się teraz? Role się obróciły. Jedyne, o czym mogła myśleć w tej chwili Kiara to to, aby nie skończyć jak ojciec.
- Kruczopióry - mruknął cicho. Wszystkie jego rany cielesne - z wyjątkiem tej jednej spowodowanej przez Aterala - wyrządził mu właśnie ten młody Ognisty. Przez niego jego ostatnie księżyce życia stały się prawdziwą udręką. Nie była to żadna zemsta, nie była to też honorowa walka. Rozmawiali, a to czarodziej okazał się być agresorem. Każde jego słowo było pełne nienawiści, na podstawie tego, co Kruczopióry słyszał o starcu od innych. W końcu gdy ten uznał, że Nathi z niego "kpi", zaatakował go, a samotnikowi cudem udało się uniknąć śmierci.
Pod jego stopami pojawiło się coś, czego od dawna nie widział. Właściwie to od opuszczenia Cienia. Tereny Wspólne niemal pozbawione były zwierzyny łownej. Czasem udało mu się dopaść królika, ale później ciało zaczęło odmawiać mu posłuszeństwa. Głodował.
Grube futro i tłuste zwierzę. Świerze mięso. Odległy sen. Łapy Nathiego były chude jak patyki, a wystające żebra mógł policzyć nawet ślepiec. Od księżyców nie biegał, od księżyców nie wzbił się nawet w powietrze. Nie miał już na nic siły.
Ostrożnie schylił się nad darem od córki, jakby obawiając się, że to tylko okrutna iluzja, zdradziecka maddara. Mięso zaraz zniknie, a jego własne dziecko rzuci mu się do gardła jako zemsta za wszystko, co zrobił.
Tak się nie stało. Nachylił łeb tuż nad żubrem i mógłby przysiąc, że w życiu nie czuł tak przyjemnego zapachu. Ostrożnie otworzył paszczę i wyrwał swoją słabą szczęką ciągnący się kawałek mięsa. Ostrożnie go przeżuł. Krew zwierzęcia spłynęła mu po żuchwie. Nie sądził, że dane mu jeszcze będzie przed śmiercią spróbować czegoś takiego. Znalazła go córka i nakarmiła. Po prawym poliku spłynęła mu łza.
- Dziękuję - powiedział, spoglądając Kiarze w ślepia. Było to szczere podziękowanie. Czy to było szczęście? Samiec całe życie negował istnienie czegoś takiego. Nazywał szczęście kłamstwem i grą pozorów, która zaślepiała smoki przed osiągnięciem prawdziwego celu. Teraz jednak, gdy stracił wszystko i dostał tak codzienną rzecz... Jak inaczej mógł to nazwać? Czy przez tę krótką chwilę, pierwszy raz w życiu był szczęśliwy?
Być może nie. Być może młody Słowo miał rację i szczęście nie istniało. Stał się słaby i dał się zmanipulować. Nie wiedział. Nic już nie wiedział.
Nie zjadł więcej. Jeden kęs mu wystarczył. Jego organizm był zbyt odzwyczajony od jedzenia, żołądek się skurczył. Nie dałby rady zjeść całości. A nawet jeśli, to wiedziałby, że jedzenie to się... zmarnuje.
- Dziś umrę - stwierdził chłodno. Ton jego głosu i spojrzenie były pewne. Nie było mowy o żadnych przypuszczeniach, dał to jasno do zrozumienia. On po prostu o tym wiedział.
Wiedział o tym od bardzo dawna, ale odrzucał ten fakt. Nie wierzył w niego. Dopiero teraz, gdy usłyszał własne słowa pojął ich znaczenie. Dopiero teraz odkrył, że jest to niezaprzeczalna prawda.
Był przy tym spokojny. Nie krzyczał. Nie płakał. Teraz, gdy czuł oddech Aterala na jego własnym karku jego własne życie stało mu się obojętne.
 
Strona 1 z 26
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!



Wymiana bannerami: KLIK!

DH
SnM


Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 15