FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja
Znalezionych wyników: 27
~ Smoki Wolnych Stad Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Smoczy Grzbiet
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 354
Wyświetleń: 52864

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2018-01-03, 15:56   Temat: Smoczy Grzbiet
Jej, pozostawionej za sobą rodzinie, stadu... czasem nie potrafił być szczery nawet ze sobą. Był chorobliwie podejrzliwy wobec innych. W pierwszej kolejności szukał powodów, by nie ufać, a był to proces długi i innym ciężko było przez niego przebrnąć nie zostając zranionym chłodnym zachowaniem morskiego.
Będąc zupełnie szczerym, Obojętny nigdy nie wyzbył się pisklęcego uporu wobec własnych przekonać. Bał się, że jeżeli jego światopogląd legnie w gruzach, to świat zobaczy jak żałośnie miękki był, pozbawiony muru nieufności i niechęci. Podczas ich poprzedniego spotkania obudziły się w nim nadzieje, naiwne i słodkie jak pierwsza miłość. Może tym właśnie Intencja była? Jednak z biegiem czasu wyciszył w sobie emocje wracając do równowagi, do poczucia, które dobrze znał. To niemożliwe żeby ktoś go pokochał, a więc i on nie kochał nikogo.
Szczerość wystarczyłaby, gdyby tylko oboje potrafili się na nią zdobyć, gdyby potrafili okazać słabość... ale do tego potrzebne było zaufanie więc koło się zamykało, trzymając ich w okowach niedomówień.
Uniósł pysk i zajrzał w jej ślepia. Widząc bijący od nich chłód, niemal równy temu jakim on karmił świat... złagodniał. Cofnął głowę, uwalniając się od dotyku jej łapy.
"Tak wiele bólu który można w prymitywny sposób teraz rozdać."
- Krąg nienawiści... - Mruknął, wykrzywiając pysk w pogardliwym grymasie. - Ciężko się od niego uwolnić. - Nie dla niej jednak była pogardliwa nuta, a dla niego. Przecież i on potrafił świadomie ranić, tylko dlatego, że kiedyś sam został zraniony. O tak, z radością sadysty odpłacał światu pięknym za nadobne.
Jego zachowanie i późniejsze słowa nie miały już nic wspólnego z powagą. Kryły prawdziwe uczucia, choć właściwie... jedno z nich było doskonale widoczne i dosadne. Pragnienie bliskości miało zagłuszyć wszystko, stać się podporą do budowania przedziwnej i zapewne nietrwałej relacji. Ale to nie miało znaczenia.
Popchnęła go, a on zaśmiał się kpiąco.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
  Temat: Smoczy Grzbiet
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 354
Wyświetleń: 52864

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2017-12-12, 20:10   Temat: Smoczy Grzbiet
Zaskoczyła go jej reakcja i nie bardzo mu się spodobała. Zabrakło czegoś, czego potrzebował, a nie potrafił powiedzieć wprost - wyrozumiałości. Odsunęła się i nakarmiła go złośliwością, kiedy okazał szczyptę słabości, kiedy na chwilę opuścił gardę.
Poczuł jak trzewia skręcają mu się ni to z irytacji na samego siebie ni z rozczarowania. Intencja mogła widzieć w nim idealnego partnera do zabaw, ale jeśli nie widziała w nim nic poza tym... Może to lepiej?
Przełknął ślinę i zmusił się do uśmiechu. Tym razem zdawał się bardziej przypominać siebie z ich poprzedniego spotkania. Grymas, który wykrzywił mu pysk był kpiący.
Nie skomentował jej docinku, odniósł się natomiast do pytania.
- Sam je uspokoiłem, dla własnego dobra. - Rzeczowy ton i lakoniczne słowa nie tłumaczyły nic, ale nie zamierzał się angażować. Intencja, być może nieświadomie, ale za to skutecznie spłoszyła go kiedy gotów był rozewrzeć muszlę, w której tkwił od wielu, wielu księżyców.
Nie przestał wodzić ogonem po jej grzbiecie, ale zabrał łapę. Zupełnie jakby się wymienili, teraz ona dotknęła jego łuski i zaczęła mówić. Obojętny przyglądał się pyskowi samicy, ale bez wcześniejszej ciekawości. Chłodny błękit błyszczał nieskrywanym pożądaniem, a po pysku błąkał się cyniczny uśmiech. Wewnątrz zaś, Obojętny wrócił do dawnej równowagi, choć słowa smoczycy mu nie pomagały. Słuchając imion, które nic mu nie mówiły, sytuacji, których nigdy nie był świadkiem... czuł się jakby Intencja przeciągnęła go po wybojach swojego życia, o których powinien wiedzieć. Powinien znać te imiona, powinien pamiętać sytuacje. Dziwne to było uczucie. Nieprzyjemne. Sprawiało, ze czuł się winny. A przecież sam zapytał i nie mógł mieć pretensji do nikogo więcej prócz siebie. Był ignorantem, obrzydliwym, samolubnym ignorantem. Zabawne, że tak nieważka rozmowa przypomniała mu o tym tak dobitnie. Tylko, że od dawna nie czuł się winny swojej obojętności wobec świata tak jak teraz. Jednak cokolwiek chodziło mu po głowie, zdusił to, kiedy cofnęła łapę.
Zadała mu pytanie, ale nie odpowiedział na nie. Może porozmawiałby z nią, może podjąłby kwestię zdrad, bólu jaki otrzymała od przywódczyni, wojen w jakich walczyła, ale to niosło za sobą melancholię i pozostawiało gorycz, której ona nie chciała w nim widzieć. Porzucił więc powagę na rzecz zabawy i tego, by być tym, kim chciała by był, kim wolał widzieć siebie.
- Tak wiele bólu... - Stwierdził odrobinę kpiąco, by następnie pieszczotliwie przesunąć ogonem po bliźnie nad jej ogonem, a potem po tylnej łapie. W tym samym momencie dotknął nosem przedniej. Dotykał dokładnie tych samych miejsc, które ona zaznaczała na jego ciele mówiąc o swoich walkach. Robił to nieśpiesznie, drażniąc jej łuski ciepłym oddechem.
Tak prosto było poddać się instynktowi zamiast poddawać się uczuciom. Instynkty rozumiał, uczucia natomiast często pozostawały zagadką. Nie bronił się więc, kiedy zapach jej ciała, jego ciepło zagrało na instynktach.
W końcu nachylił się do nasady szyi i naznaczył ją pociągnięciem języka, którą ona chwilę temu wskazała na jego ciele mówiąc o pierwszej ranie. Z ociąganiem uniósł pysk i lekko ugryzł delikatne miejsce, które kiedyś ktoś chciał rozszarpać. Na sam koniec podniósł na smoczycę spojrzenie, uśmiechnął się krzywo, by ostatecznie przesunąć jęzorem po jej pysku, tym samym całując ostatnie wspomnienie bitew.
- Tak dzielnie go znosiłaś... - Kpił dalej, prosto do jej ucha, kiedy uniósł się na łapach. Potem mocniej zaznaczył zębami bok jej szyi i wydał z siebie niski warkot. - Pomogę ci o nim zapomnieć.
  Temat: Smoczy Grzbiet
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 354
Wyświetleń: 52864

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2017-12-10, 21:44   Temat: Smoczy Grzbiet
Dostrzegłszy jej wzburzenie, uśmiechnął się z przekorą. Lubił się z nią droczyć, ale miał wrażenie, że wydoroślała od ich ostatniego spotkania. Była bardziej pewna siebie, i zupełnie świadomie go prowokowała, ale to może dlatego, że przez kilka słów jakie dzisiaj padło była pewna jego? Miał chęć nazwać ją naiwną. Z taką ufnością zdecydowała się wdepnąć w coś, co jego przerażało. Jednak czy nie byłby wtedy hipokrytą? Przecież gdzieś głęboko w zwykle nieporuszonym sercu tlił się ogień przeznaczony specjalnie dla niej. Czy to nie naiwne ufać komuś tylko dlatego, że przy tym kimś serce zaczyna bić mocniej?
Przez jedną, krótką chwilę pomyślał o Płaczu i przeszył go chłodny dreszcz. Zacisnął szczęki i odetchnął powoli, by pozbyć się niepotrzebnego wspomnienia. Z pomocą przyszła mu nieoczekiwana czułość. Gest smoczycy skutecznie zdusił chłód. Sprawił, że lekko przymknął oczy, wyraźnie czerpiąc przyjemność z dotyku.
- To się okaże... z czasem. - Odparł powoli i czuć było, że faktycznie podchodzi do tego poważnie. Na chwilę bowiem, w jego ślepiach pojawił się dziwny cień. Zupełnie jakby przeżywał na nowo jakieś odległe wspomnienie. Cień zniknął jednak, kiedy pazury smoczycy z cichym chrzęstem przesunęły się po jego łusce, sprawiając, że spojrzał Dirlilth w oczy całkiem przytomnie. Uśmiechnął się pobłażliwie, nieświadomie sprawiając wrażenie dużo bardziej zmęczonego i doświadczonego.
To oczywiste, że nikt prócz niego nie zweryfikuje jej szczerości, ale na to potrzeba było czasu i on zamierzał go sobie dać, nawet jeśli obawiał się, że to wszystko jest kolejnym nietrafionym wyborem. Dziwił się jednak tej jej szczerości, temu z jaką ufnością podchodziła do niego. Wyglądała jakby żadne obawy nie zaprzątały jej myśli. Była tak pewna jego intencji?
Przez chwilę dzieliło ich milczenie. Dostrzegł zmianę jaka zaszła w jego towarzyszce kiedy wyjawił swoje imię. Nie wiedział dlaczego, ale Intencja wydawała mu się wtedy smutna. Gdy więc znów na niego spojrzała, on już od kilku chwil patrzył na jej posagowy profil. W chłodnych, błękitnych ślepiach samca pojawił się cień zatroskania. Widać jednak było, że chciał to ukryć. Nie skomentował więc jej zachowania.
- Myślę, że kiedyś bardziej przypominałem Sztorm. - Uśmiechnął się kpiąco. - Ale podoba mi się, że tak sądzisz.
Podobało mu się też jak jego imię brzmiało wypowiadane jej głosem, ale tego nie zdecydował się powiedzieć. Zachował dla siebie samolubną myśl.
Jego uwadze nie uszło spięcie mięśni, kiedy zuchwale przesuwał ogonem po jej ciele. Nie mógł odmówić sobie złośliwego, lekko kpiącego uśmiechu satysfakcji. Wprawdzie pozwolił, by splotła ich ogony, ale to nie przeszkadzało mu przed ułożeniem się na boku i wodzeniu łapą po gładkiej łusce u nasady jej szyi.
Więc nie pomylił się sądząc, że Intencja była wojownikiem. A choć pochwaliła jego spostrzegawczość, on nie sądził, by jej profesja była trudna do wydedukowania. Całą sobą cienista zdawała się mówić o sile i niebezpieczeństwie. Od przenikliwego spojrzenia ślepi, po drapieżny uśmiech i ostrzegawczo nastroszone kolce.
- Opowiedz o swoich bitwach. - Mruknął nagle, leniwie przesuwając pazurami po jej łusce. Z rozmysłem, łagodnie wyswobodził ogon, tylko po to, by prowokacyjnie raz jeszcze wodzić jego końcówką tuż nad blizną. Wyraz jego pyska jasno sugerował, że doskonale zdaje sobie sprawę z jej reakcji i zwyczajnie się z nią droczy. Wynagradzał jednak tę drobną złośliwość własnym głębszym oddechem i przeszywającym spojrzeniem, które jasno sugerowało, że niezwykle podoba mu się to, co widzi.
  Temat: Smoczy Grzbiet
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 354
Wyświetleń: 52864

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2017-12-06, 23:48   Temat: Smoczy Grzbiet
"Pokaż więc, może uda ci się za mną nadążyć."
Uśmiechnął się na te słowa, drapieżnie i z wyższością. Zupełnie jakby prowokował ją, by faktycznie musiał postarać się, by jej dorównać w... czymkolwiek. Wiedział przecież, że cienista nie lubiła oddawać pola bez walki, nawet jeśli były momenty, kiedy jej spojrzenie bliższe było nieśmiałej młódki niż silnej wojowniczki.
Obserwował jak z niewymuszonym dostojeństwem kładzie się na skałach, jakby właśnie wzięła je w posiadanie. Nie mógł powstrzymać uśmiechu satysfakcji, kiedy w głowie pojawiła się myśl "uczyniłem ją moją." Jednak dziwna duma, która mieszała się z masą innych uczuć, obawą, pożądaniem, sympatią... zniknęła, kiedy samiczka odezwała się kolejny raz, tym razem po prostu się przedstawiając.
Roześmiał się. Tak, śmiał się z jej imienia, ale nie złośliwie. Po prostu zupełnie mu do niej nie pasowało. Tak jak pierwsze nic mu nie mówiło, przydomek wydawał się całkiem adekwatny, tak ostatniego nie mógł do niej dopasować. I w tamtej chwili nawet przez myśl nie przeszło mu, że być może właśnie imię ma niezwykle pasujące. Może miała naturę manipulatora i kłamcy? Ale nie pomyślał o tym, chcąc widzieć ją szczerą wobec siebie. Nic nie mógł na to poradzić, przynajmniej w tamtej chwili. Podjął pewne kroki, wytłumaczył sobie pewne kwestie i teraz musiał mierzyć się z konsekwencjami.
Zbliżył się do niej, spoglądając w jej oczy z leniwym uśmiechem, który zastąpił bezczelne szczerzenie kłów.
- Ukryta Intencja. - Wymówił powoli, niskim, mruczącym głosem, choć jego ślepia wciąż roziskrzone były rozbawieniem. - Ładnie, choć mi bardziej podobałyby się szczere intencje. - Choć mówił żartobliwym tonem, to podkreślił ostatnie słowa w nieoczywisty sposób przekazując cienistej swoje oczekiwania. Potem usiadł obok niej, ledwie tylko stykając swój bok z jej bokiem. Miał ochotę znów sprawić, by topniała w jego uścisku, by jej oddech parzył mu łuski, ale nie wykonał ku temu żadnego kroku, choć wiedział, że by mu nie odmówiła. Uznał jednak, że nim znów pozwolą sobie na zapomnienie, najpierw uczynią siebie godnymi zapamiętania i wszystkich tych uniesień.
Spojrzał na zasnute mgłą jezioro wsłuchując się we własny ciężki oddech. Jakkolwiek rozmowa o imionach byłaby... żenująca, on zdawał się czuć całkiem swobodnie, swobodniej nawet niż wtedy, gdy wyciągnął ją z wody i złośliwie żartował.
Spojrzał na nią gdy zapytała. Uśmiechnął się krzywo i z wolna kiwnął głową.
- Nadano mi imię Sztorm. Tutaj natomiast przyjąłem imię Obojętny Kolec i jak na razie przy nim pozostaję. - Odpowiedział, na dłuższą chwilę zatrzymując wzrok na jej pysku. Nawiedziła go naiwnie romantyczna myśl, że jej oczy rozświetlone blaskiem dnia zyskują nowy wymiar piękna. Były zupełnie inne niż te, które zapamiętał z ostatniego spotkania. Czystsze, łagodniejsze.
- Teoretycznie szkolę się na łowcę. - Dodał po chwili, a potem przesunął końcówką ogona po bliźnie u nasady jej ogona. Zapamiętał to miejsce i teraz wykorzystał do poparcia swojej teorii. - Ty, jak wnioskuję po szramach i posturze jesteś wojownikiem... - Przesunął ogonem po jej tylnej łapie, jak gdyby nigdy nic.
  Temat: Smoczy Grzbiet
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 354
Wyświetleń: 52864

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2017-11-27, 19:51   Temat: Smoczy Grzbiet
Siła jej spojrzenia wywołała w nim przyjemne uczucie ekscytacji. Tęsknił za tym. Chciał widzieć ją taką. Chciał widzieć ją silną, bo sam był egoistą. Nie zniósłby myśli, że będzie pokładać w nim wszystkie nadzieje. Nienawidził odpowiedzialności za innych. Nie miał przyjaciół. Na własne życzenie, choć czasem żałował. I teraz... albo będzie żałował, albo wszystko okaże się kolejną smutną farsą.
Nieznajoma robiła uniki, ale... on również je robił. Ona robiła je, według niego, mniej sprawnie, ale w pokrętny sposób ta nieoczywista siła mu odpowiadała. Nie uciekła, nie wycofała się, kiedy dostała sygnał, by tego nie robić. Ale gdy się zastanowił, to przecież nigdy tego nie zrobiła. Nie cofnęła się nawet wtedy, gdy bezczelnie ją uwiódł. Dała mu tyle samo ile on dał jej. Nic nie byli sobie winni. Byli siebie warci.
Ta myśl go rozbawiła, ale to nie czas na durne szczerzenie kłów.
Powietrze było naelektryzowane, między ich ciałami skakały iskry pragnień, niedopowiedzeń i zawoalowanej agresji. Ta ostatnia jednak zniknęła zupełnie, kiedy nieznajoma złagodniała.
- To, co poczułem, nie ma znaczenia. - Zadrwił, złośliwie odnosząc się do jej poprzednich słów, a potem szepnął, uprzednio nachyliwszy się do jej ucha. - Nie masz pojęcia jaki jestem. - W jego głosie nie było tak wyraźnego napięcia jak poprzednio. Najwyraźniej uspokoiła go swoimi słowami, czy raczej wyraźnym przekazem, którego się nie wstydziła. - Ale, pokażę ci. I lepiej dla ciebie żeby to nie poszło na marne, bo nie skoczyłbym za wrogiem. - W złowróżbnych słowach pojawił się uśmiech. Potem mogła poczuć ciepły jęzor na swojej szyi i delikatny dreszcz, który wstrząsnął jego ciałem, kiedy jego pierś przywarła do niej na kilka chwil. Odetchnął głębiej, jakby właśnie pozbył się jakiegoś ciężaru.
Nie spodziewał się, że świadomość jej zainteresowania, jej pragnienia, by była dla niego kimś wyjątkowym, sprawi mu satysfakcję. Nie mogła tego zobaczyć, ale mimo to, albo może właśnie dlatego, cholernie bał się następstw swoich wyborów. Bo nie rzucał słów na wiatr i w myślach błagał los, by tym razem dokonał dobrego.
Cofnął się, a cienista mogła dostrzec jak pysk przecina mu znajomy, szelmowski uśmiech. Ślepia, które zwykle karmiły świat zimną obojętnością, teraz spoglądały na nią z uznaniem, może nawet sympatią.
- Jak masz na imię?
  Temat: Smoczy Grzbiet
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 354
Wyświetleń: 52864

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2017-11-27, 18:36   Temat: Smoczy Grzbiet
Z pewnej perspektywy można było sądzić, że Obojetny ze swoim podejściem do życia trafił do kompletnie nieodpowiedniego stada. Z tak silnie zakorzenionym strachem przed okazaniem słabości byłby doskonałym nabytkiem. Gdy tu trafił, ktoś z giętkim umysłem łatwo mógł zrobić z niego pozbawioną uczuć maszynę do zabijania. A jednak przydarzyło mu się coś zupełnie innego. Trafił w wir zdarzeń, które namieszały mu w głowie, sprawiając, że od wielu, wielu księzyców był rozdarty pomiędzy dawnymi przyzwyczajeniami, a naiwną wiarą w nowy początek. Tylko nowego początku wciąż nie widział na horyzoncie. Sentymentalny i naiwny.
Zignorował jej słowa o bohaterstwie, bo nie miały najmniejszego znaczenia w obliczu jej zachowania.
Speszyła się i nie toego oczekiwał. I próbowała zmienić temat. A przecież tak naprawdę ion miał pewne... oczekiwania. Wystarczająco to okazał. Liczył więc, że gdyby powiedziała głośno to, co chodziło im po łbach, musiałby się zmierzyć z tymi słowami i własnymi pragnieniami. Tak się jednak nie stało. Może to lepiej? Może lepiej było, gdyby zdusił wszystko w zarodku?
- Czyżby? - Zmrużył ślepia, a ich spojrzenie stało się przeszywające, jakby dusił w sobie irytację. Patrzył wprost w jej oczy, zdając się mówić, że nie powinna z nim igrać, że w tym momencie nie ma na to najmniejszej ochoty.
W jednej chwili znalazł się bardzo blisko, niemal przygniatając ją do skały, którą miała za grzbietem. Zwiesił nad nią głowę, lekko przekręcając w bok. Wyglądał jakby chciał samym tylko spojrzeniem wydrzeć myśli z jej głowy.
- Nie jesteś szczera ze sobą więc dlaczego chcesz, żebym to ja był szczery z tobą? - Syknął i choć w nos drażniła go słodka woń jej ciała, nie cofnął się nawet o krok. Ta sytuacja przypominała mu inną. Dlaczego samice były takie... głupie? Dlaczego sądziły, że wystarczy podwinąć ogon, załkać, a każdy będzie rozdzierał sobie serce jedynie po to, by ukoić ich smutek? W tym momencie nie widział w cienistej silnej wojowniczki, którą była. Widział w niej smoczycę, która mu się poddała, która miała wobec niego oczekiwania, ale była zbyt słaba, by powiedzieć o nich wprost. Był hipokrytą? Tak, ale nie dbał o to. Minął czas, kiedy to on śmiało otwierał przed innymi serce. Przyrzekł sobie, że teraz by w nie zajrzeć, ktoś musi własne wydrzeć sobie z piersi i wepchnąc mu w łapy. Smoczyce były głupie, ale czyż on nie był głupszy, że mimo wszystko nie potrafił rezygnować z kogoś, kto próbował do niego dotrzeć?
  Temat: Smoczy Grzbiet
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 354
Wyświetleń: 52864

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2017-11-25, 18:31   Temat: Smoczy Grzbiet
Nie był pewny co popchnęł go do tego, by ją uratować. Najprawdopodobniej to, że tak należało. Gdy targał bezwładne ciało Mary na tereny Wody, również nie myślał o tym akcje jako o czymś niezwykłym. Tak należało, bo nikt nie zasługuje na śmierć w bezsensowny sposób, również nieznajoma cienista. A moze nawet ona bardziej.
Spojrzał jej w pysk i dostrzegł to, co nie raz gościło na jego własnym.
Brzydziła się sobą.
W pierwszej chwili nie pojął tego grymasu, nie powiązał go z zaistniałą sytuacją. Chciała umrzeć? Nieświadomie uratował ją przed pochopnymi wyborami?
Trzewia ścisnęła mu nieokreślona obawa i gdzieś w głębi jego umysłu rozpaliła się iskra gniewu. Po chwili jednak okazało się, że nieznajoma po prostu nie chciała być mu dłużna. To akurat doskonale rozumiał, on również unikał sytuacji, w któych mógłby stać się czyimś dłużnikiem. I już otwierał pysk, by odpowiedzieć, zapewnić, że tak naprawdę nie potrzebuje nawet jej wdzięczności, bo przecież był zwyczajnie w dobrym miejscu i czasie, ale wtedy padło pytanie.
Zatrzasnął paszczę, patrząc na jej profil w zamyśleniu. Zaskoczyła go, ale nie wytrąciła z równowagi. Czas odmierzał cichy plusk spływających z ich ciał kropel wody.
Może mu się wydawało, ale miał wrażenie, że kryje się w tym pytaniu drugie dno. Że smoczyca chciała usłyszeć bardzko konkretne słowa. Ale czy on mógł nimi szastać z taką łatwością?
Była dla niego kimś wyjątkowym? W pewnym sensie... Często gościła w jego myślach, częsciej niż sam by tego chciał, ale wystrzegał się podobnych emocji, wiedząc jak bywają zgubne. A teraz, stawał przed przedziwnym wyborem.
Nie nawykł do myśli, że mógłby dzielić z kimś życie, po prostu nigdy nie przyszło mu na myśl, by ktoś tego chciał, ale czy on chciał? Czy chciał uczynić kogoś wyjątkowym dla siebie?
- Również bym skoczył. - Przynał, bo tak brzmiała prawda. - Ale nie to chciałaś usłyszeć. - Stwierdził, bez cienia zażenowania. Jego głos stał się głębszy, łagodniejszy. Zbliżył się, a gdy znów zabrał głos, zniżył ton do mrukliwszego, cieplejszego, jakby chciał jedynie tym przekazać, że nie ma zamiaru jej skrzywdzić. Błekitne ślepia szukały jej spojrzenia i były niepokojąco poważne.
- Co chciałaś usłyszeć?
  Temat: Smoczy Grzbiet
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 354
Wyświetleń: 52864

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2017-11-15, 19:37   Temat: Smoczy Grzbiet
W gęstej mgle ciężko było coś dostrzec, ale w lepkiej ciszy popołudnia łopot skrzydeł był doskonale słyszalny. Obojętny z ociąganiem otworzył ślepia, by dostrzec jak wzburzając mgłę i rozcinając szponami taflę wody, mknęła w jego kierunku znajoma sylwetka. Uniósł głowę nie do końca wierząc własnym zmysłom, ale... tak. Jaskrawe łuski, których fakturę doskonale pamiętał, pamiętał nawet ich smak, wyraźnie odcinały się na tle bieli... Nie mylił się. Nieznajoma-znajoma szybowała tuż nad wodą niesiona majestatycznymi, połyskliwymi skrzydłami. Lecz nim zdążył choćby skonfrontować się z uczuciami jakie ogarnęły go na jej widok, głośny plusk otrzeźwił uśpione instynkty.
Bez zastanowienia skoczył w wodę. Chłód uderzył w niego nieprzyjemną falą, ale już po chwili co innego rozgrzewało jego ciało - gniew.
Pośród kotłującej się wody dostrzegł wężowe ciało potwora, który mocno oplótł przedramię smoczycy i ciągnął ją w głębiny. Obojętny odruchowo nastroszył pióropusz kolców i obnażył kły. Nie wahał się, a dosłownie jedno mrugnięcie okiem później, wodę zabarwił szkarłat. Potwór zwinął się w bólu, kiedy kły samca zatrzasnęły się na śliskim ciele. Czerwień utrudniała widok, ale morski zdawał się doskonale wiedzieć, co robi.
Uścisk na łapie smoczycy zelżał, ale zamiast tego mogła poczuć, jak łapy samca chwytają ją w talii, jak jego ciało wężowym ruchem ociera się o jej grzbiet gdy wyciągał ją z chmury czerwieni.
- Do brzegu. - Zimny, rozkazujący ton smagnął jej jaźń, ale morski jej nie puścił. Nie był pewny, czy potrafiła pływać. Jeśli nie, utonie jeśli ją puści. Pchnął ją więc ku górze, a gdy głowa przebiła taflę wody, odeskortował ją do samego brzegu z jej pomocą lub bez.
Bestia nie ruszyła w pogoń, najwyraźniej zbyt zaskoczona bólem i liczebną przewagą wroga. Obojętny natomiast wysunął się z wody na skalisty, wąski brzeg tej samej skały, która wcześniej robiła mu za legowisko. Gdy cienista poszła w jego ślady, otaksował ją spojrzeniem. Nie dostrzegł na jej ciele świeżych ran, co znaczyło, że stwór nie zdążył zatopić w jej ciele swoich kłów.
- Spotykamy się w... dziwnych okolicznościach. - Rzucił cierpko i odwrócił wzrok ku leniwie falującej mgle, która nie zdążyła jeszcze scalić się po tym jak zmącili ją ruchem swoich ciał. - Ale wychodzi na to, że dla ciebie to spotkanie okazało się całkiem korzystne. - Pokusił się o cyniczny uśmiech i skrzyżował spojrzenie z jej jasnymi ślepiami. Wyraz jego pyska zdawał się mówić kpiąco: "nie ma za co."
  Temat: Smoczy Grzbiet
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 354
Wyświetleń: 52864

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2017-11-10, 13:54   Temat: Smoczy Grzbiet
Nad Zimnym Jeziorem leniwie unosiła się mgła i przy odrobinie wyobraźni skały wydawały się wynurzać spomiędzy chmur, wysoko, wysoko na niebie. To jedyne złudzenie przebywania w przestworzach na jakie Obojętny mógł sobie pozwolić, ale nie dlatego się tu znalazł. Przysiadł nisko, tuż nad jeziorem łagodnie omywającym potężną skałę. Jego łuski wciąż ociekały wodą i błyskały blado w świetle chmurnego popołudnia. Właściwie... brakowało mu celu. Jedna z górujących nad jeziorem skał stała się jego legowiskiem tego dnia, jak poprzednio było nim koryto rzeki, a jeszcze innego dnia głębiny zatoki. Przez jakiś czas unikał wszystkich i zapewne niektórym mogłoby się zdawać, że odszedł, tak jak miał zamiar na samym początku, jednak on po prostu miotał się z kąta w kąt popychany pragnieniem zmian. Nie przywykł do trzymania się jednego miejsca, bo też żadnego nie uważał za dom. Dusił się we własnej jaskini, a wychodząc z wody na ląd przerażała go przestrzeń pełna samotności i złudnych nadziei. Trzymał się więc jezior i rzek, nurzając w głębinach ciało i myśli. Czasami tylko nawiedziło go wspomnienie niedawnego ciepła, ale zamiast zmusić go do podejmowania decyzji, pchało jedynie ku nieznanemu, byle dalej od wyimaginowanego zagrożenia. A przecież był tak pewny, że jeszcze się spotkają...
Westchnął ciężko i rozciągnął ciało na wychylonej nad wodą skalnej półce. Szponem wydłubał obluzowany przez wiatr i deszcz kamyk, by po chwili cisnąc go w dół. Ciszę zakłócił plusk. Mgła nad wodą na chwilę zakotłowała się, ale potem zamknęła nad tonącym kamykiem wtórując wodom jeziora.
Samiec ułożył pysk na chłodnej skale i zamknął ślepia. Otoczył go łagodny nimb ciepła, który rozgrzał wilgotne łuski chroniąc go przed chłodem. Szkoda, że nie mógł zrobić tego samego z własnym sercem.
Uśmiechnął się cierpko, ganiąc się w myślach za niepotrzebną melancholię.
  Temat: Jezioro
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 795
Wyświetleń: 95638

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2017-10-13, 22:46   Temat: Jezioro
Barwna istota szarpnęła się i wydawało mu się, że czmychnie spłoszona, ale wtedy spomiędzy zasłony wzburzonych bąbelków spojrzały na niego jaskrawe, różowe ślepia. Przez kilka uderzeń serca patrzył w nie, nie ruszając się nawet o milimetr. Łapa, którą wcześniej dotykał porowatego rogu, tkwiła teraz wyciągnięta w jego stronę, jakby właśnie puścił w przepaść trzymanego wcześniej przyjaciela i zamarł w przerażeniu.
Dziwne było to spotkanie. Obudziło w nim tak uparcie odsuwaną tęsknotę za tym, co utracone. Tak, jakby naraz zalało go morze sprzecznych emocji. Jakby znalazł się na właściwym miejscu, pomimo świadomości, że to niemożliwe.
Bzdurne, niepotrzebne nikomu wspomnienia i uczucia.
Nie ruszył się dopóki łapa nieznajomego nie tknęła pióropusza kolców. Wtedy, ruchem rybich oskrzeli uniosły się nieco, a potem opuściły, niemal przyklejając do smukłego karku. Samiec nie cofnął się, a jedynie przekrzywił głowę, mrużąc gorejące ślepia. Dziwaczny uśmiech żywej rafy koralowej wprawił go w konsternację. Może dlatego, że się go nie spodziewał? A może dlatego, że nie był pewny jak go odczytać? Młody morski również różnił się od jego pobratymców, nie tylko wyglądem, ale przede wszystkim swoją reakcją na dotyk. Obojętny spodziewał się gwałtownej ucieczki, agresji, a dostał... no właśnie, co? Uśmiech i śmiałość?
W końcu sam również zdecydował się na uśmiech, ale jego był mroczniejszy, odrobinę złośliwy, choć złośliwość kierował bardziej do siebie niż do młodzika. Tak, własnie zobaczył pierwszego morskiego od wielu, naprawdę wielu księżyców, ale przecież to niczego nie zmieniało. Stare czasy nie wrócą, nic nie wraca tak po prostu.
Pysk Obojętnego złagodniał po chwili i samiec zwinnym, wężowym ruchem wycofał się, sugerując, że nie będzie nieznajomego dłużej niepokoił. Widok innego morskiego wzbudzał w nim głównie niechciane emocje, a nie potrzebne były mu kolejne zawirowania. Czuł się wystarczająco zagubiony. Niech więc żywa rafa koralowa żyje sobie gdzieś tam w innym stadzie, a on nie będzie musiał się nią przejmować.
  Temat: Lustrzany las
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 588
Wyświetleń: 63388

PostForum: Szklisty Zagajnik   Wysłany: 2017-10-13, 19:20   Temat: Lustrzany las
Paszcza samca kłapnęła tuż obok niej, kiedy zwinnie przeturlała się w bok. Pewnie gdyby bardziej się starał, nie byłoby jej tak łatwo, ale grunt, żeby nabrała odpowiednich odruchów. Zaraz zaraz... za co właściwie obchodziło go jej wyszkolenie?
Skrzywił się sam do siebie, a potem lekko się zdziwił, kiedy młoda mignęła mu z boku i z pełną agresją rzuciła mu się na... zadek.
Poważnie?
Końcówka ogona samca odruchowo podwinęła się do boku i niczym bicz smagnęła młodą po łapkach, tym samym podcinając je i zwalając ją na ziemię. Samiec nie miał zamiaru przetrącać jej kończyn, ale skutecznie ją obalił. Nasada ogona lekko go piekła, bo samiczka zdążyła już lekko ją chwycić. Dlatego mogła poczuć w pysku smak krwi. Dalekie jednak było to od rany, którą mogłaby zadać gdyby bardziej się postarała.
- Nadal sądzisz, że gryzienie w zad jest dobrym pomysłem? - Zapytał, obracając się do niej i zwieszając swój uśmiechnięty złowrogo pysk nad jej głową. - Lepiej zastanów się gdzie należy atakować żeby wyrządzić największe szkody. - Odsunął głowę, by czasem nie przyszło jej do łba rzucanie mu się do pyska. Z resztą, jego rozluźniona postawa sugerowała, że nie ma zamiaru dłużej się z nią... bawić.
  Temat: Jezioro
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 795
Wyświetleń: 95638

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2017-10-08, 13:25   Temat: Jezioro
Był zawieszony w pustce własnych uczuć, a codzienność nie przynosiła nic więcej prócz rozczarowań. Dryfował po bezkresie samotności z przekonaniem o nieuchronności zdarzeń. To, co zdarzyło się wiele księżyców temu wciąż tkwiło w jego sercu bolesną zadrą, ale tak musiało być. Podobnie jak to, co zdarzyło się później. Kilka dni bezsensownej egzystencji, dołączenie do stada i jeszcze większe poczucie osamotnienia.
Izolacja.
Dusił się w rzekach i jeziorach, a bezsennymi nocami marzył o powrocie do zimnych głębin, w których samotność nie byłaby bardziej przytłaczająca niż wśród smoków, które go otaczały. Dławił się samotnością, choć nigdy nie przyznał się do tego nawet przed sobą. Uparcie karmił się przekonaniem o samowystarczalności, obojętności i niechęci, ale czy naprawdę ktoś mógł żyć w taki sposób?
Niewiele smoków przemierzało tutejsze wody wbrew temu, co kiedyś powiedział mu Milczenie. Wśród Wolnych nie było morskich, a już na pewno nie w stadzie Wody. Nie przeszkadzało mu to jednak. Jego gatunek nie przyniósł mu nic więcej prócz zawodu, nie miał do czego tęsknić... nie miał do czego wracać. Nie mógł jednak wyrzec się swojej natury, która ciągnęła go do cichych głębin pozbawionych niepokojącego szumu wiatru i głosów obcych smoków.
Tkwił w bezruchu ukryty w gęstwinie wodorostów, kołysany delikatnymi prądami jeziora. Wokół panowała niczym niezmącona cisza, którą tak lubił. Rozkoszował się nią, przynajmniej dopóki spokoju nie zakłócił mu wyraźny ruch wody, jakby nieopodal przepłynęła naprawdę wielka ryba.
Z ociąganiem otworzył jaśniejące w półmroku, błękitne ślepia. Widok przesłaniał mu las wodorostów, więc wysunął się spomiędzy nich, niczym zwabiony wonią krwi węgorz. Lecz to nie ryba łagodnie opadała na mulaste dno jeziora. Jego zmrużonym ślepiom ukazała się... rafa koralowa. Identyczna z tymi, wśród których się wychował.
Zamrugał kilka razy jakby obawiał się, że zaszkodziła mu tutejsza woda i jak nic ma zwidy, ale wielobarwny skrawek wciąż tam był i z chwili na chwilę coraz bardziej przypominał wyglądem... smoka.
Smok. Tutaj. Na dnie jeziora.
Zrobiło mu się niedobrze. Dziwne uczucie, chyba po prostu mieszanka złości i niedowierzania ścisnęła mu trzewia. Mało nie zwrócił zawartości żołądka. Tkwił tak chwilę, przełykając ślinę, przyglądając się obcemu i próbował wytłumaczyć sobie, że ten młodzik nie ma nic wspólnego z jego przeszłością. Był obcy, nie mógł go znać. To zwyczajnie niemożliwe. To ktoś iny i zapewne niewinny jego krzywd. Ta myśl nieco go uspokoiła i zatrzymała w miejscu.
A więc... jednak był tu jakiś morski, hm?
Sztorm podpłynął do osiadłego na dnie kłębuszka i z pewnym wahaniem dotknął łapą fantazyjnych rogów wystających spomiędzy zlepka skrzydeł, ogona i innych, dziwnych, niezidentyfikowanych wyrostków.
Nie mógł mówić, ale to dla niego nigdy nie stanowiło dużego problemu. Za pisklęcia doskonale potrafił porozumiewać się z innymi za pomocą mowy ciała lub magii, tak bowiem robili inni z jego stada. Czy tak było również wśród innych morskich?
Jeśli młody spojrzał na niego, jego drapieżnie wyglądający pysk i lekko zmrużone, gorejące błękitem ślepia wyrażały nieme pytanie
"kim jesteś?"
  Temat: Lustrzany las
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 588
Wyświetleń: 63388

PostForum: Szklisty Zagajnik   Wysłany: 2017-10-08, 12:24   Temat: Lustrzany las
Młoda była całkiem szybka kiedy już faktycznie próbowała mu zaszkodzić. Sztorm jednak zgrabnie odskoczył do tyłu tuż po tym jak samiczka wykonała skok ku niemu rozczapierzając łapę. Pazurki Kojącej ze świstem smagnęły jedynie powietrze.
Błyskawicznie, tuż po tym jak odskoczył, odbił się od ziemi wykorzystując pęd lądowania do zmniejszenia dystansu między nimi.
Morski nie dał jej wytchnienia, niech poczuje przypływ adrenaliny. W końcu wcale go nie znała, może naprawdę mógł zrobić jej krzywdę? Nie wyglądał na kogoś, kto nie byłby w stanie zaszkodzić pisklęciu.
Skok nie był długi, samiec opadł nieco bliżej lewego boku samiczki, rozwierając paszczę pełną ostrych i cienkich jak ości kłów. Celował w jej kark, korzystając z przewagi wielkości i z tego, że młoda na karku nie miała żadnych kolców, które mogłyby go zranić. Chciał chwycić ją jak byle królika i siłą szczęk być może nawet przetrącić kruchą szyję.
Atakowi towarzyszył złowróżbny warkot dobywający się gdzieś z głębi jego gardzieli.
Młoda samiczka miała tylko kilka sekund zanim paszcza zatrzaśnie się na jej ciele.
  Temat: Lustrzany las
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 588
Wyświetleń: 63388

PostForum: Szklisty Zagajnik   Wysłany: 2017-10-02, 21:10   Temat: Lustrzany las
Młoda odskoczyła, co prawda niezbyt wprawnie, ale uniknęła kontaktu z pazurami Sztormu i... to by było na tyle. Samiczka nie wykonała kolejnego ruchu, stojąc jak wryta. Na co czekała? Na zaproszenie?
Samiec prychnął i uniósł wyżej łeb, spoglądając na pisklę z góry z wyjątkowo złośliwym uśmiechem.
- No, na co czekasz? Aż rozpruję ci bebechy? - Zasyczał złowróżbnie. - Atakuj. W prawdziwej walce dawanie czasu przeciwnikowi na atak jest niemal równoznaczne ze śmiercią. - Wyzywające spojrzenie i kpiący uśmiech miał podjudzić młodą do próby rozpoczęcia imitacji walki.
Sztorm ponownie nieco osiadł na łapach i opuścił głowę. Spiął mięśnie, gotowy do walki. Dla lepszego efektu uniósł nawet nieco pióropusz kolców zdobiących mu kark.
  Temat: Lustrzany las
Obojętny Kolec

Odpowiedzi: 588
Wyświetleń: 63388

PostForum: Szklisty Zagajnik   Wysłany: 2017-09-28, 14:07   Temat: Lustrzany las
Czepiał się, owszem, głównie dla własnej uciechy, ciekaw reakcji pisklęcia. Gdy fuknęła i ostentacyjnie odrzuciła do tyłu czarne kosmyki, samiec jedynie poszerzył swój niepokojący uśmiech.
Jej imię wcale go nie obchodziło. Jakoś wątpił żeby się jeszcze kiedyś spotkali. Zastanawiało go jedynie dlaczego mała przedstawiła się adepckim imieniem skoro ledwie odrosła od ziemi. I... zaraz, czy naprawdę został nazwany staruszkiem w wieku dwudziestu dwóch księżyców? Cóż, to tylko potwierdziło jego przypuszczenia, że Fia faktycznie była jeszcze dzieckiem, bez względu na miano jakie nosiła.
Samiec nie musiał zbyt wiele robić, by uniknąć skaleczenia przez pazurki pisklęcia. Po prostu uniósł łapę, lekko opuścił głowę i zaciskając pazury w pięść zbił łapkę Kojącej z toru lotu. Zrobił to mało delikatnie więc prawdopodobnie młoda odczuła tępy ból w nadgarstku.
- Musisz być szybsza albo silniejsza. To samo dotyczy obrony. Jeśli czujesz, że jesteś wystarczająco silna, by zablokować cios, to zrób to. Ale sądząc po twoich obecnych gabarytach będzie lepiej, jak unikniesz. - Wyszczerzył się wrednie i bez ostrzeżenia przeszedł do ataku. Nie wysilał się specjalnie. Nawet nie wykorzystywał w pełni swojej zręczności, kiedy unosił prawą łapę lekko nad ziemię, rozczapierzył pazury i ciął od prawej do lewej na wysokości łapek pisklęcia. Robił to niemal od niechcenia, bo gdyby się starał, młoda mogłaby odnieść poważne obrażenia, a nie chciał żeby wszystkie smoki Stad nękały go za zranienie pisklaka.
 
Strona 1 z 2
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!

Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 15