FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja
Znalezionych wyników: 241
~ Smoki Wolnych Stad Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Labirynt Kobalta
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 118
Wyświetleń: 4282

PostForum: Woda   Wysłany: 2019-08-12, 02:37   Temat: Labirynt Kobalta
  Nic, nic, nic… Cóż, to nie pierwszy eksperyment, który nie przyniósł efektów. Wręcz przeciwnie- Lód spojrzał beznamiętnie na larwy pełzające w pokaźnej próbie mięsa zakonserwowanego z ziołami, zdolnej wykarmić nawet i dorosłego smoka. Liczył, że okażą się one wykazywać lecznicze właściwości, lecz stężenie substancji w larwach pewnej odmiany chrabąszczy było na tyle niskie, że pozostało mu sprawdzić już tylko jedno: czy największa akceptowalna dla smoka dawka świeżych owadów będzie działała dostatecznie silnie. Choć szczerze powiedziawszy już nawet w to wątpił.
  Pysk samca wystrzelił wprzód, głód zaś doskwierał mu tak silny, że dałby sobie łeb odgryźć, że żołądek oidskoczył mu do góry, by jak najszybciej przyciąć porcję 4/4 mięsa z soczystą owadzią wkładką. Odrywane pasy znikały w gardzieli po ledwo kilku przegryzieniach, rozwiązując problem głodu. Uzdrowiciel przeniósł się na przylaboratoryjne posłanie, wreszcie zaspokojony w podstawowej potrzebie i nasłuchujący w skupieniu ewentualnych oczekiwanych reakcji organizmu na larwy. Niestety, nawet on sam nie dawał sobie na to zbyt wielkich nadziei.
  Temat: Labirynt Kobalta
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 118
Wyświetleń: 4282

PostForum: Woda   Wysłany: 2019-08-01, 18:32   Temat: Labirynt Kobalta
  – To jest wykonalne. – syknął ni to do siebie, ni to do Iluzji; ni to o schemacie wyrytym w kamieniu, ni to o ranie rzeźbionej w smoku. Pochwyciwszy w uścisk maddary parę misek i miar wody zbliżył się do pacjenta. Złote ślepię błysnęło tuż przed oczodołem Fiołkowego, krytycznie oceniając przekrwioną tęczówkę i mętność jej spojrzenia. Chmiel nurzał się we wrzątku, tańcząc wokół bliźniaczej szyszki nim upłynęło drugie wahnięcie ciężkiego wahadła lecznicy- chłodny oddech zblazowanego cokolwiek Uzdrowiciela i zdrowotny płyn mógł zagościć w gardzieli tego, który nazywał siebie pozorem piękna.
  Lód oparł nos na czole chorego i z jęzora wyrwały się włókna maddary, by sięgnąć wnętrza obcej czaszki. Zapalenie otok mózgowych? A może zatok? Albo ognisko choroby tkwiło we krwi i trawiło większą część organizmu, tylko objawy ograniczały się do łba? Tyleż możliwych przyczyn, a dla wszystkich rozwiązanie stanowiły dwie szyszki i pewne strugi energii, które korzenie źródła magicznego słały do wnętrza miast pobierać, łamiąc sens własnego podobieństwa formy.
//Poproszę Szczęściarza w razie porażki w którymkolwiek etapie leczenia
  Kiedy organizm Iluzji odzyskał władzę nad maddarą, łatwiej będzie zajmować się również jego raną: w zdrowym źródle tkwiła siła cichej współpracy między ciałem smoka a Uzdrowicielem. Tak więc opary z odrobiny sproszkowanego kozłka lekarskiego zapewniły pacjentowi nieco ulgi w bólu, naostrzony diamentem szpon zdarł bezużyteczną warstwę przemrożonych łusek, zaś pasta ze ślazu dzikiego i żywokostu pokryła obmyte ówcześnie mięso.
  Maddara powróciła do pracy, otaczając zwartym kokonem cały tors samca. Odnalazła właściwe położenie dla złamanego żebra, właściwe zawiązki nowych połączeń obu części kości- pobudziła do zrośnięcia i pomogła odnaleźć w ciele właściwy budulec. Zmiażdżone tkanki w jednostajnym tempie miały odzyskiwać jędrność, wszelkie resztki obcej magii, których nie przegonił ślaz, musiały ustąpić gdy źródło Uzdrowiciela popychało źródło pacjenta do walki o własne terytorium. Ono samo rzecz jasna wciąż pozostawało, zręcznie obchodząc wszelką agresję i dotykając kolejnych warstw zranienia: naczyń krwionośnych, skóry, łusek…
  – Zdrowyś. – orzekł lekarz i powrócił do swoich planów.
//ciężka:
//migrena: 2x chmiel
Poproszę Wybrańca na pierwszy etap leczenia rany, Szczęściarza w razie porażki w etapie magicznym, ale pierwszeństwo Szczęściarz ma na leczenie migreny
  Temat: Wierzbowy Bór
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 418
Wyświetleń: 5131

PostForum: Woda   Wysłany: 2019-07-08, 22:27   Temat: Wierzbowy Bór
  – Sądzisz, że Szakal chciał „przybliżyć do siebie” Odium, pozbawiając go ogona? – sapnął z lekkim rozbawieniem, gdy Łza odpowiedziała jakby sprowadzając pytanie Remedium do członu dotyczącego jego czynu – Ale masz rację. Nie zawsze w relacjach między smokami potrzeba dominującego i dominowanego a tak by się stało, gdyby tylko Odium pozostał napiętnowany przez Szakala. A później weszłaś ty, Łzo. I oddałaś swój ogon Szakalowi. Wiesz, że smocze dusze potrafią się odradzać w nowym ciele po śmierci? – raz jeszcze prześwidrował córkę badawczym spojrzeniem, a sugestia zawisła między nimi.
  Pozostawił to jednak dla przemyśleń Łzy, zaś przeszedł do nieoczekiwanej zmiany tempa. Zareagowała jak zwykle, ale Lód uważał takie doświadczenie za potrzebne, choć niechciane przez Złotołuską. Był to również wstęp do właściwej nauki – To bazyliszek. Bliski kuzyn smoków, piękny lecz groźny. – syknął, nim wyskoczyli ponad drzewa. Później zaś: – Rozumiem, że możesz nie lubić gwałtowności. Ale w powietrzu zawsze może zaskoczyć cię podmuch powietrza, zmusić do natychmiastowej reakcji, a może nawet cisnąć między przeszkody. Z resztą, nie tylko w locie. I tak jak w życiu masz swoje wyczucie, by podpowiadało ci, jakie poczynania są słuszne, podobnie latając skupiaj się na wrażeniach, które powoduje powietrze opływające ciało. Czasem trzeba reagować szybko, lecz znów jak we wszystkim innym: nigdy panicznie. Teraz dam ci chwilę spokoju. Poobserwuj, wczep się w mój grzbiet, rozwiń skrzydła, a gdy poczujesz się pewniej spróbuj naśladować moje ruchy, dopóki nie poczujesz, że się unosisz ponad mnie. Tutaj mamy spokojne, ciepłe prądy wznoszące, nic Ci nie grozi. Spróbuj na razie lecieć wciąż ponad moim grzbietem.
  Przechodząc tak do samej nauki lotu, Lód postarał się o powolne, średnio głębokie uderzenia własnych skrzydeł, o zwolnienie prędkości lotu i o dobranie jak najmniej zaskakującej trasy pośród powietrznych zawirowań w oczekiwaniu, aż Łza uniesie się na własnych skrzydłach.
  Temat: Labirynt Kobalta
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 118
Wyświetleń: 4282

PostForum: Woda   Wysłany: 2019-07-05, 22:45   Temat: Labirynt Kobalta
════

  Migocenie ognistych płomyków zmieniło się w niepokojący gniew, gdy ledwie wyczuwalny przez łuski podmuch powietrza chciał rozegnać nieintencjonalnie ogień. Zjawisko to, wraz z niedyskretnym szuraniem i krzątaniem się Łzy w grocie dotarło do medyka i zostało zarejestrowane przez jego zmysły – na co odwrócił swoją uwagę od legowiska i na krótką chwilę zwrócił ją ku córce, gdy ta wtenczas dzieliła truchło konia na mniejsze części.
  Na jej powiadomienie o obecności, a następnie zdziwione pytanie uniósł lekko kąciki ust, po czym odłożył trzymaną w lewej łapie skórę ścielającą leże i zwrócił się ku Łzie, by zbliżyć się o dwa kroki. Stukot jego pazurów ucichł pół ogona przed adeptką, a złote ślepia błysnęły i wzmocniły swój kolor trafione przez żółtopomarańczowe refleksy.
  - Wymieniałem skóry w legowisku. – odrzekł na jej pytanie, nie zmywając drobnego uśmieszku, po czym przeniósł spojrzenie na podane przy ognisku jadło. - Dziękuję Ci za jedzenie, Łzo. Widzę, że bardzo dobrze Ci poszło na polowaniu. – ocenił, podchodząc do ubitej koniny i mierząc ją zmrużonymi ślepiami. – To powód do dumy, przyszła łowczyni. Gratuluję tak owocnego połowu.
  Po tych słowach Lód przystąpił do konsumpcji [4/4] zwierzyny, która szybko skończyła w jego żołądku i pozostawiła po sobie jedynie niejadalne części. Aktem kończącym jedzenie miało być popicie ostatnich kęsów kilkoma łykami wody, gdy Kobalt zbliżył się do źródła i zamoczył w nim pysk.
  Temat: Labirynt Kobalta
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 118
Wyświetleń: 4282

PostForum: Woda   Wysłany: 2019-06-16, 12:25   Temat: Labirynt Kobalta
════

  Równie cicho i bez komentarza, co sam odwiedzający, Lód wziął się pierw za leczenie nowego nabytku Wody. Zerknął, bezceremonialnie sięgnął i ucisnął łapę, choć za sprawą maddary sprawił tym znacznie mniej bólu, niż w normalnych warunkach. Syknął zdegustowany. Smoki chyba miały kości z gałązek, patrząc na częstość złamań. Rzut oka na stojącego obok Iluzję tylko potwierdzał tezę. Tymczasem woda ze źródełka w grocie przyfrunęła w dwóch sferach, w drodze łącząc się kolejno z owocem kaliny oraz lawendą. Szczelne maddarowe naczynie oddzielało łaskawie Uzdrowiciela od mdłego fetoru, zaś oba dekokty miały w sumie działanie przeciwkrwotoczne i uspokajające, przy okazji lekko oczyszczając organizm.
  Lód wsparł się barkiem o ścianę groty naprzeciw pacjenta, chwytając pewnie złamanie między przednie kończyny. Źródło już tkwiło wewnątrz ciała pewnymi korzeniami, tępiąc sygnały bólu nim dotarły do mózgu, aż medyk nie odnalazł w spokoju właściwego ułożenia złamania. Wtedy też rozpoczął się proces regeneracji, podczas którego maddarowa otulina doprowadzała jeszcze ułożenie kości do perfekcji. Odciągnięcie wylanej krwi, regeneracja naczyń krwionośnych, obniżanie opuchlizny, regeneracja zmiażdżonych tkanek oraz pobudzanie szpiku do odnowienia zapasów krwi przebiegały symultanicznie, gdy Remedium trwał wsłuchany w organizm pacjenta, manipulując jego rytmami i wzmacniając własną energią. Wreszcie mógł sprawdzić efekty pracy siecią impulsów i magicznych receptorów, wprowadzając ostatnie poprawki.
//Tonący średnia: owoc kaliny, lawenda

[ Dodano: 2019-07-05, 20:38 ]
════

  Zbliżał się zmierzch. Sferyczna tarcza, choć skryta pod zbitymi, ciasnymi chmurami kończyła oświetlać dzisiejszy dzień, zbliżając się ku horyzontowi. Mrok spowił już jaskinię pozbawiając ją światła dziennego, zostawiając migocące, niewinnie szalejące błyski żywo pomarańczowego ognia odbijające się od surowych skał oraz granatowych łusek medyka. Złote ślepia w chwilowym zamyśleniu zawiesiły swój wzrok w tańcu płomieni dziejącym się nieopodal niego, by następnie odwrócić swój łeb i powieść oczyma po zakątkach groty. Było pusto.
  ~ Łzo, mam nadzieję, że jesteś już w drodze powrotnej z owocnego polowania. Byłbym chętny zgłosić się do Ciebie po pożywienie, gdy wrócisz do groty. ~ splótł mentalne przesłanie, które trafiło do umysłu jego potomkini, będącej tego dnia na pierwszym swoim polowaniu.
  Nie oczekiwał odpowiedzi od córki. Cierpliwie czekając na jej przybycie, Kobalt postanowił uprzątnąć kiełkujący chaos, który obrał sobie miejsce w legowisku.
  Temat: Mała plaża
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 725
Wyświetleń: 64702

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2019-06-29, 13:03   Temat: Mała plaża
  Przestąpił z łapy na łapę i zastygł, wsłuchany w słowa smoczycy dobywające się spod ruchliwego runa z cienia. Ślepia Uzdrowiciela, choć otwarte, ukazywały nieobecne spojrzenie, gdy ten kierował słowa smoczycy meandrami umysłu, wysiewając z nich zagajnik tuż przy grocie pamięci. Przymus jako kosodrzewina do złudzenia przypominająca smoczycę wychodziła spod dębu o pustych szyszkach i zdawała się zmierzać do kamiennego zapadliska wypełnionego krystaliczną cieczą, gdzie drobna zielona łuska wodna przechodziła w okazałe nenufary im bliżej środka się znalazła. Zieloną tkankę pokrywały drobne czarne kropki, które wraz z martwym bobrem dryfującym pod listowiem w cieniu skałki sugerowały, że to nie prawdziwa Alaleya objawiła się Łowczyni. I tak dalej, aż całość zdarzeń i informacji zawartych w słowach i między nimi nie odnalazło swego miejsca w osobistej przestrzeni, prawdziwej tylko dla swego twórcy. Przynajmniej w tym jednym miejscu Jad Duszy otrzymał lepszy pochówek, choć o traktowaniu jego czaszki przez dawną Zastępczynię Ognia Remedium nie miał pojęcia.
  Kreacja nowego otoczenia była bardziej zajmująca niż uzupełnianie szczegółów groty, lecz czasem warto wydzierżawić czysty teren w umyśle. Później odnajdzie nowe, wygodne przejście z tego zagajnika wprost to Sali, którą poświęcił na zebrane fakty i sugestie, zawarte w poszyciu jaskini, zapachach i świetlnych mirażach kamiennego pyłu. W zamyśleniu zdołał jednak reagować na słowa Dzikiej Gwiazdy, z pewnym wahaniem skinąwszy łbem na pytanie o poznanie duszki-nauczycielki sztuki zielarskiej, czy zataczając powolny okrąg kostną bródką gdy padła sugestia, że odnalezienie ciała Jadu Duszy poprzedziło jego wyklucie. Owszem, to było dobre przybliżenie; Lód nie dysponował w tym względzie precyzyjną wiedzą, lecz rzeczone dwa zdarzenia schodziły się w czasie.
  – Dziękuję za ostrzeżenie. – zaczął od końca, a pełniejszy ruch ogona zaakcentował powrót do własnych czterech łap. W zdaniach Łowczyni, między faktami już poznanymi kryło się też wiele takich, które wyklarowały się z dotychczasowych podejrzeń Uzdrowiciela – Nakrapiana to bardzo… adekwatna potomkini Szlachetnego Nurtu. Nie mieszka już ze mną, ale zainteresuję się tym. – skoncentrował poważne spojrzenie na rozmówczyni – Co się zaś tyczy utraty zmysłów, bo tak faktycznie było… Nienachalny strumień uporządkowanych wspomnień przebył przestrzeń, by otrzeć się o łeb Starszej Ziemi:
    Coś się zmieniło. Coś bardzo ważnego. Czuł się inaczej. Zbrukany. Okradziony. Dlaczego?

    Remedium Lodu. Remedium Lodu! REMEDIUM LODU!

    Cichy, ale bardzo natarczywy głos rozbrzmiewający w głowie smoka zwrócił na siebie uwagę tonem nieznoszącym sprzeciwu. Ciężko było skupiać się na otoczeniu, kiedy w umyśle panował harmider, nie zostało więc nic innego, jak skierować myśl w stronę głosu, i...

    Nazywam się Naqimia. Nie wiem w jaki sposób, ale zostałeś dotknięty łapą zła. Czekam na ciebie na Skałach Pokoju. Przyprowadź wszystkie pisklęta i wszystkich Adeptów twojego stada, ich pomoc będzie niezbędna! Szybko!
    Obraz przemknął szybciej- Uzdrowiciel bezskutecznie badajćy się na znane sobie sposoby, po czym gromadzący młodych wówczas Wodników.


    ~ Nie byłbym sobą, gdybym nie miał podejrzeń, że może się w tym kryć forma zasadzki. ~ głos Remedium wpłynął między wspomnienia ~ Faktycznie, okazało się później, że duszka przyjmująca formę jaskrawo upierzonego ptaka nie była Naqimią. Nie poznaliśmy jej tożsamości, niemniej miała rację, a prawdziwe duszki i nawet Kaltarel zignorowali fakt, że nieznana istotka zdołała nimi manipulować. To była przyczyna, dla której nawoływałem, by nie oddawać mocy „kulek” Kaltarelowi: niepokoiło mnie to. Czarny proszek pokrywał ciała nas, „dotkniętych złem”, choć nikt poza najmłodszymi nie mógł go dostrzec. Nie wdając się w szczegóły- parę wpadek piskląt dowodziło, że przynajmniej dla nich był w pełni rzeczywisty. Same jasne kulki zaś były czymś bardzo szczególnym…

    Dadu podszedł do Remedium Lodu, patrząc na Uzdrowiciela z pisklęcą niepewnością.
    - To jest brakująca część ciebie. To cię nie zrani - powiedział nieśmiałym głosem, jakby dosłownie bał się zwracać do dorosłego smoka, jakim był Remedium Lodu.
    Naqimia zagwizdała cicho, unosząc łeb w górę na krótką chwilę.
    - Pisklęta i Adepci przede wszystkim chcą wam pomóc. Jeżeli zgadzasz się z ich wolą, niech smok, który trzyma kawałek należący do ciebie, stanowiący utraconą część ciebie, położy ów kawałek w okolicach serca i popchnie, tak, aby bariery spowijające oba się zlały - duszka wydała z siebie szybkie instrukcje. - Kiedy tylko będziecie do tego gotowi.
    Z nieba, niczym miniaturowy meteor, spadła ze świstem kolejna wężowa postać. Bezskrzydła Alaleya, o złocistych łuskach, soczyście zielonych ślepiach. Zawirowała ona tuż nad głową Naqimii, śmiejąc się radośnie.
    - Brawo! Pewnie wszyscy głodni! Proszę, proszę! - zawołała do wszystkich zebranych tu smoków.
    Zupełnie niespodziewanie pod łapami każdego ze smoków znalazła się sterta darów od duszki drzewek owocowych. Na pewno okażą się przydatne w nadchodzących księżycach!
    - Żegnajcie, smoki. Odwagi. Jesteście silniejsi niż sądzicie. - powiedziała jeszcze na pożegnanie Naqimia.
    Postacie duszków zaczęły się rozwiewać (wszystkich - także świeżo przybyłej Alaley. Czyżby duszki czerpały moc pozwalającą im przybrać cielesne postaci z jednego źródła, które było bliskie wyczerpania? Czy też coś innego wzywało je do siebie?), a Riromi zaczął panicznie uciekać w kierunku południowym.
    - Ja jeszcze nie skończyłem! Wrócę tu...! - zdematerializował się w połowie wypowiedzi.

  Lód odczekał, aż smoczyca przetrawi wspomnienie we własnym tempie. Przywykł już do faktu, że smoki różnie reagowały na bardziej intensywne przekazy mentalne. W końcu jednak podjął cichym sykiem, puentując – Mam nadzieję, że taki fragment Ci wystarcza. Oczywiście mogę przekazać większą część, choć pisklęta rozbiegły się na różne strony więc nie znam poszczególnych składowych całej historii, jedynie gotowy napar. W tej chwili nie mam o co Cię pytać, choć skoro wybierasz się do Kaltarela, to byłbym wdzięczny za możliwość poznania tego, co padnie między Tobą a bogiem Białej Ziemi. Coś jeszcze? – spytał niespiesznie i rozejrzał się po zieleni na obrzeżach plaży i w wodzie, poszukując surowca odpowiedniego na doraźną herbatę. Pierwsze, nieśmiałe krople deszczu zrosiły smocze łuski, choć efekt mógł okazać się daleki od ulewy, której wcześniej samiec oczekiwał.
  Temat: Mała plaża
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 725
Wyświetleń: 64702

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2019-06-27, 23:59   Temat: Mała plaża
  – Czyż imię nie sugeruje jedynej słusznej odpowiedzi? Dziękuję, choć sięgnę po własny lód. – z Zimnego Jeziora wypełzła wypełniona wodą rzeźba eskulapa, wspięła się na łeb samca, zwinęła na jego czubku i zamarzła, wygodnie opleciona o jeden róg, zaś ogonem schodząca na szyję i kark. Schyliwszy nieco łeb, Lód rozmasował się dokładnie po czaszce, pobudzając szponami lepiej ukrwione miejsca, głównie odpowiedzialne za transport krwi do mózgu i gałek ocznych. Choć przynajmniej obecnie nie spodziewał się żadnego zmiany zachowania po starszej Łowczyni, mimo wszystko ruchy kontrolował tak, by zawsze choć jednym ślepiem móc widzieć smoczycę i jej cienia. Z podobnego względu postanowił powziąć własny materiał do chłodzenia- ostatecznie od przemiany cudzego maddarowego śniegu na czaszce Uzdrowiciela dzieliła go potencjalnie wyłącznie decyzja o jego przyjęciu.
  To wcale nie oznacza, że nie miał pewnej dozy zaufania. Nawet jako paranoik posiadał takowe. Po prostu dlań również matka Daru była nieznanym. Gorzej- była smoczyą, na temat której mógł już zebrać trochę informacji, głównie za sprawą jej wspólnych ekscesów z Gonitwą, czy dawniejszym spotkaniu w Świątyni – Wybacz, postaram się pamiętać. Mam zwykle problem z pamiętaniem dalej jak pierwszego znanego mi imienia smoka. Matka całkiem ambitnie wysunęła dla Ciebie imię „gwiezdne”, choć bez względu na przyszłość całkiem zasłużenie. – odsunąwszy łapę od grud śniegu oblepiających obecnie czołową część grzywy i miło włażące pod łuskę, Lód przystanął nieopodal smoczycy w zrelaksowanej pozie.
  Skinął krótko łbem z aprobatą dla sugestii wymiany informacji, po czym podał go zaraz w bok, kosząc się coraz mocniej na lewą stronę po wysłuchaniu pierwszego pytania. Westchnął lekko – Wiesz, nie umiem nie zastanawiać się nad tym, jakiej odpowiedzi Ty oczekujesz, Zar… Dzika Gwiazdo. Ale moje własne zdanie jest takie, wysnute z obserwacji: bariera była niepełna być może nawet przed moim wykluciem. W piątym księżycu mojego życia widziałem i dotykałem tych dziur, gdy śledziłem drogę z której przybył Skalny Gigant, gdy Dar biegł za żywą skałą. Gdy napastnicy uderzali na Wodę w dwunastym księżycu mojego życia, Szlachetny Nurt wyraźnie widział jak przelatywali oni poprzez barierę w miejscu, gdzie nie było luk. Wędrówka Słońca mnie później wyjaśnił, że bariera chroni wyłącznie przed Równinnymi. Nic więcej: zdrajcy, łowcy smoków i inne dwunogi o dowolnych zamiarach szkodzenia nam, katastrofy naturalne… W zamian obserwuję, jak bariera wpływa na naszą mentalność. Kosztem zapewnienia nam bezpieczeństwa przed jednym zagrożeniem, stworzyła pozór bezpieczeństwa absolutnego i doprowadziła smocze lenistwo do rangi sztuki. – powiódł krótko spojrzeniem po nierównościach plaży   
  – Lenistwo tak fizyczne jak i umysłowe, gdzie wolimy spoglądać na siebie z niechęcią, otruwać się, zakładać pułapki na granicach i „dla dobra Stada”, czy też z egoizmu wcielać w życie najgorsze pomysły. Jednak barierę albo powinniśmy zdjąć świadomie, albo ją rozszerzyć o nowe zagrożenia, nie pozwalać jej bez kontroli upaść. W końcu jeśli to faktycznie moc wyższego duszka, czy też bogini Naranlei spleciona ze smoczą, to któż może mieć pewność, czym się to objawi? Czy upadek nie spowodowałby choćby uwolnienia mocy, z której przygotowany na takie zdarzenie wróg mógłby skorzystać? Dotychczas Ci wszyscy mniej lub bardziej powiązani oni zdają się wiedzieć więcej od nas, ot samo przesłuchanie Jadu Duszy i morderstwo jego wraz z moją babką pozostawiły ich z wiedzą, nas zaś jak pisklęta we mgle. Kończąc, bo to już dygresje: bariera mogłaby być przydatna, ale sądzę, że utrata świadomości posiadania wspólnego zagrożenia z zewnątrz psuła powoli Wolne Stada. Powinniśmy dotrzeć do jej źródeł i poznać jej naturę, lecz jak dla mnie celem jej wygaszenia i wykorzystania źródła do lepszych celów. Ot, choćby Kaltarel, który na Spotkaniu Młodych łasił się na energię ledwie czterech smoków jak adept na śpiące bantengi.
  Wzruszył skrzydłami, przy okazji strzeliwszy jakby od niechcenia językiem, zaś na pysku zagościł znów półuśmiech – Nie pytałabyś mnie o to bez powodu. Nie wiem, czy próbujesz właśnie ewaluować, na ile moje słowa są dla Ciebie wartościowe, ale chciałbym Cię spytać, co Ty wiesz obecnie o naszej sferze w Rumowisku Proroków. To pytanie pozwoli mi również Tobie udzielić zaraz lepszych odpowiedzi… a może odnaleźć jeden czy dwa problemy, bo o odpowiedziach powoli przestaję marzyć.– Remedium, zajęty samym tematem rozmowy, dochodzeniem do siebie po nieudanym badaniu i próbami zachowania względnej czujności zdołał jeszcze rozważyć, jakim cudem rozmowy z nim polegają zwykle albo na słuchaniu półsłówek, albo od razu całych monologów opuszczających rozwidlony język Uzdrowiciela. Być może zasadnym byłoby sprawdzenie, czy nieumyślnie nie założył w paszczy jakiejś hodowli odmiany lewiatanów zbudowanych z samych kropek i znaków zapytania...
  Temat: Wierzbowy Bór
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 418
Wyświetleń: 5131

PostForum: Woda   Wysłany: 2019-06-20, 17:56   Temat: Wierzbowy Bór
  Oh, ależ nawet nie miał zamiaru odpowiadać. To była przecież tylko kwestia ułamku chwili, nim… no właśnie. Pisklę miało na tyle instynktu samozachowawczego, by złapać się jego grzywy zamiast wierzgać na grzbiecie – W podróży. – odpowiedział prosto i zwyczajnie, na przerażenie reagując spokojem – I w locie. A przynajmniej na razie tylko ja jestem w locie. – zniżył pułap pod same czubki bagiennych drzew, aż do ich słuchu docierały fantastycznie odbite od ziemi echa uderzeń smoczych skrzydeł.
  – Chciałem skorzystać z ciepłej nocy i cię nauczyć, jak latać. Wcześniej jednak chciałem z tobą porozmawiać w cztery ślepia, kiedy nie masz jak schować się za braćmi. – spojrzał na złotołuską istotkę trwającą w nocnej scenerii jak żywa drobinka dnia. Nie widział najmniejszego sensu w tym, by nie powiedzieć jej tego wprost. W ogóle nie widział sensu w mówieniu innym niż wprost chyba, że zależało mu na zmuszeniu kogoś do samodzielnego myślenia – Co sądzisz o tym, co Szakal zrobił Odium po narodzinach? I o tym, co ja zrobiłem jemu? O tym, co uczyniłaś sama sobie? O tym, co działo się później między wami? Tutaj nie ma dobrych ani złych odpowiedzi; po prostu chcę poznać twoje spojrzenie, moja mała. – we Łzy był ten rodzaj życiowej prostoty, który pragmatycznemu, lecz wiecznie wpatrzonemu w złożoność Kobaltowi po prostu umykał. Może więc dobrze by było, gdyby ojciec, ale i sama córka mieli pewność, że rozumieją, co kipi w złotym łebku.
  – Chyba, że naprawdę wolisz tylko latać. Albo od razu wrócić do groty, zdana na zdolności innych. Ale chyba nie na tym Ci zależy, hm? Mnie na pewno zależy na twoim dobru. Złap się mocniej, coś Ci pokażę. – ledwo przebrzmiał spokojny głos, a jego właściciel złożył skrzydła i zapikował między korony drzew. Wbrew pozorom nie było to niebezpieczne: wystarczyło zamiast gałęzi dostrzegać odpowiednią strukturę przeszkód i wspomóc się odpowiednio w nawigacji czującą chmurą maddarowego pyłu. Gdy jednak ze świstem wpadli między pnie, przed smokami roztoczył się widok godny tej chwili strachu… albo też celowej lekcji zaufania. Pośród połyskliwymi taflami wód i miękkimi fakturami mchu na bagnach unosiły się błędne ogniki. Lód sam nie był pewny, jaka jest geneza tego zjawiska, niemniej było fascynujące: świetlne sfery podrygujące leniwie w przestrzeni, w całonocnej kłótni z chmarami owadów. Gdzieś między drzewami zasyczał i nastroszył się bazyliszek, chcący odstraszyć niespodziewaną gadzią konkurencję w polowaniach. Remedium śmignął ponad nim, przechylając się jakby prezentował przed drapieżnikiem piękno własnego pisklęcia, przed pisklęciem zaś roztaczając pełnię obrazu dziczy, z niedoszłą zwierzyną bazyliszka śmigającą parą kopyt między zarośla. I wtedy zaklęcie buszujące między gałęziami odnalazło nową drogę ku górze i Lód zamotał skrzydłami karkołomny ciąg ruchów, wspinając się z Łzą na powrót ponad drzewiastą przegrodę między niebem a bagnem.
  – Jak ci się podobał ten widok? – spytał zupełnie poważnie. To było prawdziwe smocze dziedzictwo. Wszelkie pomysły na zmiany w grotach w ostateczności służyły wyłącznie temu, by z czasem powrócić tutaj: do miejsc, gdzie wszystko jest nietknięte. Ciekaw był, jak na to zareaguje chowające się w wygodach skór pisklę. Uzdrowiciel obawiał się bowiem, że zapewnił Łzie nadmiar komfortu i stłumił zbyt wiele ze smoczej natury. Ale… ale może to tylko kolejny wymysł z jego strony? Hipoteza, którą zdoła jeszcze obalić lub na którą odnajdzie lekarstwo, jeśli okaże się słuszna?
  Temat: Błękitna Skała
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 415
Wyświetleń: 38899

PostForum: Błękitna Skała   Wysłany: 2019-06-20, 14:26   Temat: Błękitna Skała
  Broda młodzika łaskotała we wrażliwszą łuskę skrytą pod grzywą, zmuszając do lekkiego poruszenia szyją i syknięcia. Akurat na skwitowanie niepewnej odpowiedzi, którą otrzymał na swoje pytanie – Będziemy latać. Ale najpierw porozmawiamy. Złap się mocniej i obejmij mi szyję. – dał synowi chwilę, by zareagował na polecenie wplecione w odpowiedź. Parę uderzeń serca, nie więcej nim natarł skrzydłami przeciw masywom powietrza, a skręciwszy tułów i wywinął pętlę po skosie, zakręcając się przy tym raz wokół własnej osi. Szakal dowiedziałby się, że asekurują go wciąż zaklęcia jedynie wtedy, gdyby jego własny chwyt nie wystarczył przeciw siłom lotu.
  Nocny Uzdrowiciel ustabilizował ruch i zerknął ponownie na Szakala – Wiesz, czemu nie pozostawiłem ci wyboru, mój synu? – zawiesił głos, choć nie oczekiwał odpowiedzi. Znając młodzika spodziewał się po nim myśli: bo mogłeś; bo jesteś silniejszy. Niemniej chciał mimo wszystko jego chwili zastanowienia. Smok, który rozważa zagadnienie to smok bardziej otwarty na nowe myśli. Szczególnie, gdy pytanie może dotyczyć naraz kilku zdarzeń. Dlatego więc niech Szakal sam odnajdzie swoje ścieżki; byle popchnąć go ku wysiłkowi, nie zaś ku jedynemu słusznemu kierunkowi, taki bowiem nie istniał – Ponieważ nie zostawiasz wyboru innym. Chcesz być ponad innymi i wiesz, Szakalu? Jestem z ciebie dumny. – ostatnie wymruczał mocniej, a niskie wibracje poniosły się po niebiosach. To mogło brzmieć jakby Lód zadał kłam tym wszystkim przyganom wobec potomka, lecz…
  – Jest tylko coś- jeden istotny błąd- który popełniasz. Nie pozostawiłem ci wyboru, żebyś wiedział że świat ma identyczne prawo traktować ciebie, jak ty traktujesz jego. I czego byś nie uczynił, ukształtujesz nie tylko własne prawa, ale i prawa świata wobec siebie. – w tym momencie do Szakala napłynęło uczucie zmysłowe, jakie rodziła bujająca się na końcu ogona świdrowana końcówka. Przyjemny, stabilny, własny ciężar – Dlatego warto zawsze mieć smoki, którym się ufa, synu. I jeśli kiedyś pomimo konsekwencji postanowisz mi się odpłacić za swoją stratę i mnie pokonasz, będę z ciebie tak samo dumny jakbym był, gdybyś obronił rodzeństwo przed krzywdą lub został Czempionem Villiara. Ale teraz przed tobą są inne szczyty do zdobycia. I na razie masz mnie, żebym cię złapał nim się rozbijesz. …albo też bym cię strącił, jeśli uznam że jesteś zbyt słaby w ścieżkach, które obierasz i zbyt uparty, by je odmienić. Sugestii tej jednak Szakal już nie odczytał, chyba że z zimnego prądu powietrza, który uderzył go w pysk, pachnący sugestią smoczego oddechu.
  Temat: Mała plaża
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 725
Wyświetleń: 64702

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2019-06-19, 14:25   Temat: Mała plaża
  ~ Oczywiście, niebawem będę. ~ stonowane, ascetyczne potwierdzenie otarło się o umysł Starszej Ziemi tuż po tym, jak opuściło zanurzony w Ataiurze łeb Uzdrowiciela. Łeb obecnie otoczony barwną aureolką, gdy rzeczony gad przepłukiwał pysk przeistaczając wodę w różowo-żółty roztwór krwi i wymiocin. Nie ma takiego poziomu wiedzy i doświadczenia, który zapewnia nieomylność. Lód zaś pomylił się bardzo istotnie w oczekiwanym działaniu mieszanki ziół i zwierzęcych substancji leczniczych. Próby uczynienia uzdrowicielskiego pożytku ze zwierząt, które dotychczas spełzały na niczym, tym razem omal nie wyleczyły lekarza z problemu egzystencji. Uniósł szyję ponad rzekę i syknął cicho, czując jak od szybkiej zmiany krążenia atakują kolejne ukłucia pod czaszką.
  Dał sobie jeszcze czas na parę spokojnych wdechów, nim zebrał się do lotu nad Zimne Jezioro. Ostre, zimne wiatry zmuszały do konkretnego młócenia skrzydłami, ale przynajmniej odnalazł w tym zagadkę by sprawdzić, czy mózg nie ucierpiał od zatrucia- zaraz więc mógł lecieć znacznie spokojniej, gdy złożone dalece bardziej niż męczące energetycznie zaklęcia koiły powietrze pod błonami i korygowały wiry powietrza. Taki więc przyleciał na miejsce- fizycznie osłabiony lądując z gracją daleką od uzdrowicielskiej zwinności i księżyców spędzonych na badaniach w terenie, ale przynajmniej umysłowo odnowiony przez odrobinę mentalnego wysiłku.
Bariera i ostatnie spotkanie młodych… Pytaj więc, choć i ode mnie spodziewaj się pytań: o własne pytania, o swoją wiedzę i o działania, które już podjęłaś. Smoki niestety bardzo łatwo zapomniały o problemach, skoro tylko przestały grozić natychmiastową anihilacją. Witaj, Zaranna Iskro. – skłonił lekko łbem przed obłożoną śnieżną breją Zielonołuską, z lekkim półuśniechem i zainteresowaniem w przekrwionych tęczówkach obserwując Starszą i jej cienistego kompana. Starszej smoczycy nawet wiek jakby zbyt wolno odbierał żywotność, a z ciała nie ścierał run przeszłości wydrapanych obcymi kolcami, kłami i szponami. Burza zbliżała się nieubłagalnie i już niebawem maddarowy śnieg mógł okazać się całkiem zbędny, gdy oba smoki otrzymają chwilę wytchnienia w postaci zimnych strug deszczu.
  Temat: Szkarłatne Cosie (a raczej ich echo)
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 164
Wyświetleń: 9589

PostForum: Galeria   Wysłany: 2019-06-11, 12:13   Temat: Szkarłatne Cosie (a raczej ich echo)
Absolutnie, Dar Tdary avatarowo dorósł do swoich postów. Cudowne. :D
  Temat: Wierzbowy Bór
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 418
Wyświetleń: 5131

PostForum: Woda   Wysłany: 2019-06-10, 18:00   Temat: Wierzbowy Bór
  W pół nocy zabrał Ją. Tym razem to misterne zaklęcie, manifestacja ukochanej przez Odium maddary posłużyła, by powoli wysunąć złotołuską spod jego boku. Łza nawet zdawała się chrzęścić delikatniej o łuski Kobalta, ostrożnie wtulona zaklęciem w jego ciepły, owiany świeżością pierwszego lotu grzbiet. Grzywa wciąż jeszcze pachniała lekko Szakalem- misterna warstewka zjawisk podtrzymująca sen córki. Na przekór czystego nocnego światła, budzącego przed światem nowy obraz smoczej szlachetności, gdy podwójna sylwetka odepchnęła ziemię spod łap, by nieistotna planeta uciekła ku północy. Pozostawiając ich tak, żeglujących na południe.
  Dolatując do Mistycznego Kamienia, Lód odbił na wschód, ponad Wierzbowy Bór i ponad Zdradliwe Bagno. Nagrzana suszami gleba oddawała niebiosom słodkie bogactwo powolnego rozkładu- złoty oddech odartego z całej wartości dawnego życia. W granicę tego leniwego, ciepłego prądu wznoszącego wgryzł się granatowy smok, obracając łeb i budząc samiczkę mentalnym otarciem.
  Temat: Opisz memem postać powyżej
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 86
Wyświetleń: 8608

PostForum: Gry   Wysłany: 2019-06-06, 18:58   Temat: Opisz memem postać powyżej
  Temat: Ciemna Grota
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 277
Wyświetleń: 31063

PostForum: Błękitna Skała   Wysłany: 2019-06-06, 00:11   Temat: Ciemna Grota
  Wodna duszka zapadła się w sobie i przygasła, jakby słowa Strażnika zadały cios jej dzielnemu, duszkowemu serduszku. Jednocześnie strumienie wody wspomagające samca zachwiały się i osłabły nieco, drżące wraz z żalem istotki. – A… ale… Ja nie chciałam… Czy ja cię uwięziłam? – wzdrygnęła się, rozbolała tą myślą. A później spojrzała niesamowitymi, podwójnie teraz wilgotnymi ślepiami – Nie mogę teraz odejść. Proszę cię, zaufaj mi i zaufaj wodzie. Złóż łapy, bo to bardzo boli, gdy szarpiesz tak wodę. To nas boli i przez to woda ucieka spod ciebie. Kiedyś Piastun o brązowych łuskach wspominał pisklakowi, żeby układał łapki, jakby trzymał w nich rzecznego otoczaka. – duszka spróbowała uśmiechnąć się uprzejmie, wyraźnie lekko rozpromieniona dobrym wspomnieniem. Wyprostowała ciałko, które nagle odzyskało nieco kształtów, o ile Strażnik faktycznie złożył łapy w poprawniejsze przy pływaniu „miseczki”. Tak zwykł nazywać to Wędrowiec, tego jednak określenia Lód dla własnego bezpieczeństwa wolał uniknąć.
  Podczas gdy w jaskini trwały zmagania Strażnika z pisklęcą nauką, Lód powoli aby nie stracić koncentracji poruszał również innym zaklęciem, zasypującym na nowo sztuczny kanał rzeczny. Bez tego nie mógł sobie przecież pozwolić na wypuszczenie smoka.
  – Spróbuj teraz popłynąć obok mnie, dobrze? Przepraszam, ale mogę ci tylko opowiedzieć i pokazać, jak pływały we mnie pokolenia smoków. Nie jesteś rybą, żebym potrafiła wyszeptać ci tajemnice rzecznych nurtów. – duszek, wciąż zachowując odległość, pływał spokojnie dookoła samca, prezentując technikę całkiem poprawną, choć nieco przybarwioną pisklęcym brakiem zgrabności w ruchach. – Żebym opowiedziała ci, jak pływa się po żywych wodach północy, po wartkim wschodzie i obok słonych braci zachodu. – wyraźna chwila rozmarzenia przeszła w lękliwe stężenie – Oraz jak płynąć przez Martwe Góry – wyszeptała do siebie, kreśląc nieco lunatyczny skręt w wodzie. Ciekawe, kiedy to powróci do Strażnika. Może od razu, może później a może nigdy lecz pozostał tylko jeden niewymieniony rejon, czyż nie?
  Temat: Sosnowe Zacisze vs Karminowy Kolec
Remedium Lodu

Odpowiedzi: 40
Wyświetleń: 2737

PostForum: 5/2019   Wysłany: 2019-06-03, 16:11   Temat: Sosnowe Zacisze vs Karminowy Kolec
  "Skutecznie" zrealizowany plan młodej oponentki umieścił ją frontem do Uzdrowiciela i parę kroków jej małych łapek za nim, zgodnie z planowaną przez smoczycę lekką przebieżką. Ojej, jakież cudnie odkryte boczki. Lód, gdy zaklęcie się rozwiało, miał już łeb odwrócony za siebie i spoglądał wprost na małą. Nawet się nie obracał, zawinął tylko ogonem i machnął nim z lewa na prawo, ułatwiając sobie nadzór nad ruchem zaklęcia.
  Z ziemi, około czwartej części ogona odległości od lewego boku Aank miała wyrosnąć fala morskiego przyboju. Poruszała się jak dziecko oceanu, uderzała jak dziecko oceanu, lecz... wykonana była z litego obsydianu. Jej ruch zaś był przyspieszony do prędkości pozwalającej połamać smocze żebra i cisnąć dydelfowate smoczę w bok i dalej od Kobalta, nic jednak ponad to- Granatowołuskiemu absolutnie nie chodziło o zmiażdżenie smoczycy i poruszał falą adekwatnie do tego zamiaru. Ot, przepłynie wprost na oponentkę, uderzy ją i pociągnie po ziemi przez pół ogona, nim rozpadnie się w morską pianę i w niebyt. Długa była na cały swój cel, z ćwiercią ogona zapasu z każdej strony i podwiniętym grzbietem na krańcach, by utrudnić unik. Szklisty obsydian był chłodny jak białozimowe morze, wydzielał intensywny mineralno-słony aromat i taki też miał smak. Na dodatek ten niezwykły dźwięk kamiennego przypływu....
  Maddara natomiast przeciekała ze źródła bezdźwięcznie, miraż umysłu przepalając w rzeczywistość.
 
Strona 1 z 17
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!



Wymiana bannerami: KLIK!

DH
SnM


Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 15