FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja
Znalezionych wyników: 98
~ Smoki Wolnych Stad Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Samotny pagórek
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 446
Wyświetleń: 44866

PostForum: Dzika Puszcza   Wysłany: 2017-03-12, 03:40   Temat: Samotny pagórek
Właściwie to się nawet specjalnie nie nudził. Rozglądał się, spacerował, poszukiwał. Czego? Na to chyba każdy już znał odpowiedź. Niestety, nie miał szczęścia, w najbliższej okolicy nie było żadnych kamieni. Mógł zapuścić się gdzieś dalej, w końcu miał sporo czasu, ale wolał zostać w pobliżu. Na wypadek, gdyby Bzu Imiennemu zeszło na dotarcie do obozu mniej czasu lub gdyby złotołuski się zgubił i nie potrafił odnaleźć drogi do wcześniej wyznaczonego miejsca spotkania.
Wzruszył barkami.
- Nie wiem. Jak powiesz, co to za zadanie, to może będę umiał odpowiedzieć - stwierdził. Nie zamierzał bawić się w infantylne zagadki. Spotykali się tu w interesach. Nie dało się ukryć, że poza chęcią otrzymania Nauragiusa interesowało go również, co takiego morski wymyślił. Spojrzał na niego uważnym wzrokiem ametystowych ślepiów. "Chcę go najpierw zobaczyć" - zdawały się mówić.
  Temat: Zaproponuj imię
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 1177
Wyświetleń: 111301

PostForum: Gry   Wysłany: 2017-03-07, 00:11   Temat: Zaproponuj imię
Białoskrzydła, Samotne Skrzydło (na podstawie obecnego imienia i informacji z KP, poza tym nie znam postaci).
  Temat: Samotny pagórek
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 446
Wyświetleń: 44866

PostForum: Dzika Puszcza   Wysłany: 2017-02-24, 20:28   Temat: Samotny pagórek
Zmrużył ślepia, nie będąc do końca pewnym, czy to, co mówi Niewidoczny jest odpowiedzią na pytania postawione przez Strzegącego, czy raczej luźną myślą, która napłynęła mu do łba. Aż do momentu, w którym nie podsumował swoich rozważań. Wyglądało więc na to, że morski, jak wiele smoków, był nikim i - jak bardzo niewiele smoków - chciał być nikim. Czy dlatego nie miał imienia, a w każdym razie żadnym się nie przedstawiał? Nie miał planów, ambicji. Chciał po prostu żyć i czerpać satysfakcję z każdej rzeczy, która się wydarzy? Czy gdyby, na przykład, ktoś odrąbał mu skrzydło, ten cieszyłby się, bo tego "doświadczył"?
- No to ciekawie - odpowiedział, bo nie był właściwie pewny, co mógł więcej powiedzieć. Sposób postrzegania świata przez Cienistego był inny, a nad swoimi słowami zastanawiał się pewnie sporo czasu. Strzegący nie wiedział do końca, jak mógłby się do nich teraz odnieść. I co to właściwie miało do rzeczy? Czy próbował właśnie powiedzieć, że nie interesuje go punkt widzenia innych smoków i że woli żyć w swoim kłamstwie, niż dociekać prawdy?
- Czyli nie ma też jednej, konkretnej rzeczy, którą chciałbyś "doświadczyć" bardziej niż inne? Czegoś, co chociaż mniej więcej można nazwać celem? - kontynuował temat. Spojrzał przed siebie, chyba zbliżali się już do granicy z Cieniem. - Nikt cię nie szuka? Nikomu nie obiecałeś, że wrócisz tam, skąd przybyłeś? Czy zdążyłeś znaleźć sobie nowych przyjaciół, tutaj?
Ostatnie pytania mogły brzmieć niewinnie, ale Strzegący musiał rozważyć różne rzeczy, jeśli chodziło o kwestię tego, co z nim zrobić. Ciążył na nim wyrok śmierci, został uznany za wroga Wody. Miał przynajmniej dwa kamienie i chciał, aby złotołuski wykonał dla niego cztery zadania. Czy Cieniści traktują go jak swojego, czy raczej ich irytuje? Może dało się pójść na skróty, tak, aby rozwiązać za jednym zamachem szereg problemów?
  Temat: Prastare Drzewo
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 416
Wyświetleń: 41959

PostForum: Dzika Puszcza   Wysłany: 2017-02-22, 19:25   Temat: Prastare Drzewo
Jemu drzewo również całkiem się spodobało. Było ogromne, prawdopodobnie największe, jakie w życiu widział. Jego ogrom i starość robiła wrażenie, choć Strzegący traktował je bardziej jako miejsce, które wypada zobaczyć, ciekawostkę turystyczną, niż prawdziwy obiekt do zachwytu. Bo jednak - mimo wszystko - było to tylko drzewo... Szorstkie, brązowe, powyginane. Będzie musiał tu przyjść w zbliżającą się już Porę Kwiecistych Ziem, obejrzeć, jak Prastare Drzewo kwitnie - jeśli, oczywiście, kwitło. Nigdy nie było mu dane zobaczyć roślinność spowitą żywą zielenią. Urodził się w Porze Liściastych Dywanów; dla niego drzewa miały czerwono-złote korony lub były zupełnie nagie.
Powstrzymał się od komentarza na temat przeszłości jego matki. Może i miała swoje za uszami, ale teraz była dojrzałą smoczycą. Może zwyczajnie wyrosła z młodzieńczych szaleństw, bijatyk, prób podlizania się przywództwie lub zwyczajnego pokazania się światu? Nie chciał się też kłócić, po prostu zapamiętał sobie, że Buchający nie darzy jej zbytnią sympatią i może lepiej będzie, jeśli nie wspomni Apokalipsie o spotkaniu z nim.
- A Ogień? - spytał. - Skoro nienawidził Cienia, to czy nie mógł pójść po prostu do Ognia? Czy go tam nie przyjęli? - zdziwił się. Nathi nadal niezupełnie go interesował, choć kilka fragmentów historii Kruczopiórego zdawała się do siebie nie pasować. Głównie zagadkowe - żeby nie powiedzieć głupie - decyzje dziadka, wybranie go na przywódcę... Ale przede wszystkim w obliczu tych zdarzeń zagadkowy wydał mu się związek jej matki z Cichym. Skoro była córką Słowa, a Cichy założył Wodę dlatego, bo nie zgadzał się z nim... Cóż, może rzeczywiście każdy był sobą, a nie swoim ojcem czy matką? Być może Jeździec wcale nie popierała swojego taty, a może zwyczajnie nie przeszkodziło jej to w doborze partnera?
- Niebywałe, że chodziło kiedyś po tych ziemiach tyle niebezpiecznych smoków... A czy teraz jest ktoś taki, kogo powinno się obawiać? Jakiś szaleniec chcący władzy nad wszystkimi, ktoś nadzwyczaj agresywny? Był u nas w Wodzie taki smok, morski, nie znam jego imienia. Podobno wywalono go za obrażenia, jakie zadał Opoce Ziemi, ale on sam twierdzi, że odszedł dobrowolnie. Słyszałeś coś o nim? - spytał. Ciekawiła go sprawa Niewidocznego. Z jednej strony go nie lubił, uważał za dziwaka, ale coś go też do niego ciągnęło. Może właśnie ta obcość, aura tajemniczości, może zwykła ciekawość? W każdym razie połączyły ich interesy, wciąż jeszcze niezakończone. Może przywódca Ognia, skoro tyle o wszystkim wiedział, coś mu o nim opowie?
- Działo się - podsumował opowieść. - Przykro mi z powodu twojego ojca - powiedział szczerze. Kruczopióry miał już trochę księżyców i utrata rodziców była w tym wieku dość powszechną rzeczą. Ojciec Evarisa spłodził go także jako nie najmłodszy smok i pewnie spotka się z Ateralem dużo wcześniej, niż teraz księżyców miał jego rozmówca.
- A czy nie przeszkadza ci to, że wykonany za pomocą maddary twór jest tylko iluzją? Kolekcjonuję kamienie i mógłbym stworzyć ich na kilka chwil, z pomocą magii, setki, ale nie czułbym się spełniony. Czułbym, że nie są prawdziwe, że zaraz znikną. Dlatego tego nie robię. A marzenia to przecież nie tylko materialne przedmioty, które można utworzyć z maddary. Smoki chcą zostawać wielkimi wojownikami, zdobywać pozycje, czy wychowywać dzieci. Iluzja z maddary nie zbliży ich do tego - zerknął na Buchającego. Jakie on mógł mieć marzenia? Był potężnym czarodziejem, miłośnikiem magii. Krytycznie wypowiedział się o planach Słowa Prawdy, więc zapewne nie planował podboju pozostałych trzech stad. Może chciał walki z Równinnymi? A może nie miał już niczego konkretnego na myśli, może osiągnął to, co miał osiągnąć? A teraz po prostu podziwiał maddarę i wielkie drzewa?
- Smoczy albo jeleni- potwierdził, przechylając łeb w bok i spoglądając w dziwnie uformowaną narośl na jednej z gałęzi.
  Temat: Prastare Drzewo
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 416
Wyświetleń: 41959

PostForum: Dzika Puszcza   Wysłany: 2017-02-21, 01:46   Temat: Prastare Drzewo
Uśmiechał się delikatnie podczas rozmowy o krowie. Nie wykluczał możliwości, że przywódca Ognia go podpuszcza i cała ta historia jest zmyślona lub też po prostu przekoloryzowana, ale nie interesowało go to. Podobała mu się i go bawiła, a Kruczopióry okazał się być w porządku gościem. Choć historyjka o agresywnym bydle sprawiała wrażenie raczej zabawnej anegdotki, niż zapierającej dech w piersiach opowieści o wojnach, intrygach i bohaterach, to Strzegący był przekonany o tym, że opowiadający wiele przeżył i miał sporo do powiedzenia. Evaris jakoś nigdy nadzwyczaj nie interesował się historią, ale kto wie, może jeśli ciekawie mu się ją zaserwuje...?
- A to ciekawe - skomentował kolejne słowa czarnołuskiego. - Czy wszystkie imiona w Ogniu nadają rodzice? U nas jest tak tylko przy pisklętach, później każdy sam dobiera słowa, które go opisują... Ale to pewnie wiesz - dodał prędko. On sam nie znał zbyt dobrze tradycji praktykowanych w innych stadach, ale Kruczopióry - nawet, jeśli w Ogniu działo się inaczej - z całą pewnością wiedział, że w innych stadach każdy sam wybiera sobie imię.
To prawda, nie takiej reakcji oczekiwał po rozmówcy. Zastanowił się, czy może powiedział coś nie tak, ale nic mu nie przyszło do głowy. Chodziło więc o samych rodziców? Znali się? Nie lubili? Gdy samiec zaczął mu się przyglądać, bursztynowołuski otworzył ślepia jakby szerzej, obawiając się, że ten zdecyduje się go zaatakować. Rozluźnił się jednak szybko, w końcu nie miał powodu do niepokoju. Jeśli to rzeczywiście był przywódca Ognia, to z pewnością był dobrym smokiem i nie skrzywdzi adepta obcego stada. Nawet, jeśli ktoś z jego rodziny podpadł mu w przeszłości. Zwłaszcza, że sam przed paroma chwilami powiedział, że to czyny smoka o nim świadczą, a nie powiązania rodzinne. Evaris z kolei bez wątpienia był Evarisem, miał na to niezbite dowody. Na pewno nie Cichym Potokiem ani nie Jeździec Apokalipsy; nie był też żadnym ze swoich braci, na pewno nie Szkarłatnym i z całą pewnością nie był Wzburzonymi Wodami. Był po prostu... Strzegącym.
Zapowiadało się naprawdę przyjemnie i drzewny pożałował, że tak ochoczo wypowiedział wszystkie te imiona. Czyżby teraz Buchający miał oceniać go inaczej? Byłoby to bez wątpienia hipokryzją. Nie spodobał mu się poważny temat i wolałby powrócić do tej weselszej atmosfery, ale z drugiej strony... Nie mógł przecież tak po prostu puścić mimo uszu takich słów o jego matce!
- Ona? Torturowała? Niemożliwe. Jeździec i Cichy to najwspanialsze smoki jakie znam, zwłaszcza mama. Wychowywała mnie bardzo troskliwie i nie wyobrażam sobie, żeby mogła zrobić którąś z rzeczy, które wymieniłeś... Nie zrozum mnie źle. Nie znam kontekstu, w którym to wszystko się wydarzyło i teraz to byłyby dwa różne punkty widzenia, słowo przeciwko słowu. Być może ona przypisałaby ci równie okropne rzeczy, ale nigdy mnie przeciwko nikomu nie nastawiała. Znam ją dobrze, ciebie dopiero poznaję, ale oboje sprawiacie wrażenie prawych smoków - wyślizgnął się z niezręcznej sytuacji. Mówił prawdę; kochał matkę bezgranicznie i nie da sobie wmówić, że jest kimś, kim nie jest, ale przecież do różnych sytuacji dochodziło. Bywało tak, że smoki się ze sobą sprzeczały, walczyły, a Kruczopióry mógł znowu - tak jak w historii o krowie - nieco przekoloryzować. Nie zarzucał nikomu kłamstwa, ale postanowił podejść do podanych mu informacji z dystansem. Gdy wróci do obozu, wypyta Kiarę.
- Poznali się? To znaczy co? Nie wiem nic o dziadku, nie znałem nawet jego imienia. Wiem tylko, że dostałem po nim niewielki spadek - wyjaśnił. Właściwie to niewiele go interesowało, ten cały Słowo mógł być nawet i Królem Równin, już dawno nie żył i nikogo nie obchodził.
- Szkolę się na łowcę i chciałbym godnie reprezentować stado - przyznał. To prawda, że podczas polowań głównie rozglądał się za kamieniami szlachetnymi, ale nie był to żaden jawny spisek przeciw stadu. Evaris naprawdę chciał pomóc, dorównać braciom i zapracować sobie na szacunek. Tylko wiele rzeczy go od tego skutecznie odciągało, a on podświadomie dawał im się odciągać od obowiązków. - A poza łowcowaniem, bo przecież nie można żyć samymi obowiązkami, interesuję się kamieniami szlachetnymi. Kolekcjonuję je. Czy przyglądałeś się kiedyś jakiemuś kamieniowi naprawdę dokładnie? - zwrócił ku niemu łeb, ponownie się rozpogadzając. - Niektóre są naprawdę niesamowite, nie ma piękniejszego widoku od tańca południowego światła wewnątrz czerwonej jak krew, półprzezroczystej powierzchni rubinu... - przymknął na krótką chwilę ślepia, jakby wyobrażając sobie opisany przez siebie widok. Nagle zapragnął wrócić do domu, dotknąć i obejrzeć Ihtana, wyciągnąć go na zewnątrz i pozwolić, aby od jego ścian poodbijały się promienie Złotej Twarzy. - A ja uwielbiam piękno. Właściwie po to też szukam tego całego Prastarego Drzewa, ponoć jest bardzo ładne, chciałbym mu się przyjrzeć z bliska - przyznał, po czym spojrzał naprzód, jakby potwierdzając swoje słowa i sprawdzając, czy drzewo już widać.
  Temat: Ulubione piosenki
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 2818

PostForum: Muzyka, film, telewizja   Wysłany: 2017-02-17, 01:24   Temat: Ulubione piosenki
And Then There Was Silence

To jest takie perfekcyjne, uwielbiam Blind Guardiana od dawna, ale dopiero teraz w pełni poznałem i zagłębiłem się w tekst i znaczenie tego utworu. Mam wrażenie, jakby to był jakiś wyższy poziom od zupełnie wszystkiego, czternaście minut opowieści o Wojnie Trojańskiej oczami Kasandry, od żeglugi do Troi, przez śmierć kuzyna Achillesa, walkę Achillesa z Hektorem, wspomnienie konfliktu bogiń, wprowadzenie Konia Trojańskiego i koniec miasta, coś niesamowitego, w wykonaniu jeszcze niesamowitszego zespołu, polecam bardzo uważnie przesłuchać :D
  Temat: Teraz to cosie od Riavelo
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 265
Wyświetleń: 32992

PostForum: Galeria   Wysłany: 2017-02-16, 18:12   Temat: Teraz to cosie od Riavelo
U Szkarłatka na pewno to, co najbardziej razi to szyja, tzn. to jak się łączy z głową. Czaszka to ta górna część i doczepiona do niej szczęka; kręgosłup łączy się z tą górną częścią tej górnej części, to dobrze widać właściwie na jakimkolwiek obrazku z googla po wpisaniu "dragon skeleton". U Ciebie kręgosłup wchodzi tak w sumie w środkową część czaszki, przez co trochę zgubiłaś fragment Szkarłatnego (mam nadzieję, że za dużo nie namieszałem, pozwoliłem sobie na bardzo drobny overpaint: http://i.imgur.com/MAN1p5w.png ). No i tu szyja+łeb się układają w taki jakby peryskop, za szybko chcesz ciągnąć szyję w dół (co jest naprawdę normalne na tym etapmi, chyba wszyscy tak robili :p), a w rzeczywistości szyja powinna układać się w bardziej esowaty kształt i głowa powinna płynnie z niej wychodzić (nie na zasadzie: szyja = pionowa kreska, łeb = pozioma kreska). Pooglądaj obrazki i przypatrz się tym rzeczom, tak najłatwiej się nauczyć, spróbować zrozumieć jak to działa.

Polecam unikać tej zieleni (z tła za szkarłatnym), jest bardzo agresywna i taka surowa, podstawowa.

Kadrowanie jest nie za fajne, albo bym dorysował resztę smoka, albo uciął tak, żeby nie był lewitującą szyją z głową, to źle działa. :/

Będzie dobrze, dużo rysuj, oglądaj rzeczy i fajnie, że chcesz krytyki/korekt, one zawsze pomagają - my patrzymy świeżym okiem, widzimy tę pracę pierwszy raz w życiu, a Ty jako artystka patrzysz na nią od początku, przez co trudniej wyłapać niektóre błędy, często nawet oczywiste.

Nie bój się światłocienia, polecam popróbować budować bryłę mocniejszymi uderzeniami światła i cienia, kontrastami (tzn. bez przesady, jak tak sobie posprawdzałem w photoshopie, to bardzo ciemne są te brązy, w ciemniejsze rzeczy bym już nie szedł, chodzi raczej o większe różnice kolorów i walorów; pamiętaj, że sąsiedztwo barw jest bardzo ważne i ciemne rzeczy w otoczeniu jasnych będą zdawały się jeszcze ciemniejsze i vice versa).

Powodzenia :)
  Temat: Parujące Źródło
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 249
Wyświetleń: 23137

PostForum: Zimne Jezioro   Wysłany: 2017-02-16, 01:44   Temat: Parujące Źródło
Trudno powiedzieć, czy kąpiel przy znajdujących się na lądzie towarzyszach była wśród smoków niestosownością, ale Strzegący ani myślał rozstawać się z gorącym źródłem. Mediacja polegała w końcu przede wszystkim na mówieniu i analizie, toteż stan skupienia otaczający ciało adepta nie powinno mieć najmniejszego znaczenia. Zauważył, że Szkarłatny postanowił go opuścić, więc złotołuski, odpychając się mocno tylnymi łapami od podłoża podpłynął do brzegu. Wychylił z wody łeb i zwrócił go ku pozostałej dwójce, żeby lepiej im się rozmawiało - i uczyło.
Odetchnął z ulgą, gdy wyszło na to, że północna jest z ich stada. Mogłoby się wydawać, że na nic to nie wpływało, ale Evaris zupełnie inaczej podchodził do przedstawicieli Ognia i Cienia. Mieszkali poza granicą, daleko. Mieli inne zwyczaje, zwłaszcza ci drudzy i inaczej pachnieli. Ta inność napełniała go sporym dystansem i choć samczyk był z natury optymistyczny i otwarty, to przy nich zdarzało mu się zamykać w sobie. Nie szkodzi, że Tęczowa pochodziła spoza ich terenów; choćby dołączyła do Wody przed paroma chwilami, to była już Wodną. Należała do stada Wzburzonego, tego samego, w którym był on, jego rodzina i przyjaciele. Dodatkowo Szkarłatny szybko się z nią oswoił, co w połączeniu z pozytywną mimiką pyska adeptki rozwiało wszelkie wątpliwości drzewnego.
- Strzegący Kolec - przedstawił się, zadzierając łeb ku górze, na siedzące przy brzegu gady.
Była niezwykle kolorowa, co Evaris uznał za plus. W końcu całe jego życie było dość szare, wśród śniegu, nagich drzew i brązowych skał, burych chmur i nieciekawie umaszczonych zwierząt. To właśnie smoki i kamienie szlachetne stanowiły najczęstsze źródła barw. Niestety, zamiast pięknych i połyskujących łusek miała futro, przez co kolory nie były takie czyste i nieskazitelne jak powinny, a układały się kępami, zawijały, zniekształcało je światło i cień. Może i nazywała się Tęczową i jej wygląd mógł przywodzić na myśl to zjawisko, to daleko jej było do połysku łusek chociażby jego, nawet nie wspominając o ideale klejnotów. Korzystanie z barw, ale nie wykorzystywanie w pełni ich potencjału irytowało go wewnętrznie w dziwny sposób.
- Mediacja to metoda przekonywania innych do swoich racji samymi słowami - wyjaśnił nowej koleżance, układając prostą definicję na podstawie wiedzy, którą już posiadał.
  Temat: Prastare Drzewo
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 416
Wyświetleń: 41959

PostForum: Dzika Puszcza   Wysłany: 2017-02-15, 02:35   Temat: Prastare Drzewo
Aha, pierwsze wrażenie, jakie Buchający na nim wywarł nie mijało się z prawdą. Strzegący poznał szereg osiągnięć Ognistego nim ten zdążył się przedstawić! I rzeczywiście były to całkiem imponujące wyczyny. Na szczęście jego postawa, ton i otwartość, z jaką o tym mówił, sprawiły, że Wodny szybko się rozluźnił i zrezygnował stopniowo z pozycji bojowej. Pamiętał jednak, że warto ufać swoim początkowym odczuciom. W końcu ten dziwny bezimienny morski, który najpierw był w ich stadzie, a potem uciekł do Cienia też z początku wydał mu się podejrzany, później go uspokoił, ale koniec końców okazał się być podstępnym i bezlitosnym draniem. Nie ufał mu, tak samo nie zamierzał zbyt szybko zaufać nowo poznanemu.
Mimo zapewnień Kruczopiórego o jego dokonaniach, fakt, że jedna z jego ran została zadana przez krowę zmniejszała jego autorytet i wywołała na pysku Evarisa uśmiech. Oczywiście nie złośliwy - raczej życzliwy, dokładnie taki, jaki zagościłby na paszczy każdego smoka po usłyszeniu tego typu zabawnej anegdotki.
- I zrobiła ci to jak? Rogami, czy raczej się wgryzła? - zainteresował się, przekrzywiając łeb. - Ech, duszki... Ja dostałem kopa w tyłek, śnieg w nozdrza i rozczarowanie - pożalił się, chociaż teraz, z perspektywy czasu, bawiło go to. Może nie tak, jak będzie za kilkadziesiąt księżyców, gdy będzie opowiadał wnukom o swoim pierwszym polowaniu, ale nie mógł nie zgodzić się z faktem, że dowcip Riromiego, choć wyjątkowo prymitywny, to miał swój urok.
Nie spodziewał się, że napotka w lesie samego przywódcę. W końcu jaką miało się na to szansę? Nie zrobiło to na nim takiego wrażenia, jak mogłoby zrobić na młodszym pisklęciu. W końcu Strzegący od urodzenia obracał się w towarzystwie smoków rządzących stadem, w królewskiej rodzinie. Kruczopióry był rangą taki sam, jak jego brat, choć ze względu na rozmiar i wiek Wzburzony nie mógł mu dorównywać. Może w przyszłości będzie większym autorytetem; na tę chwilę pod względem potencjalnej siły i wiedzy przywódca Ognia kojarzył mu się raczej z Cichym, ich ojcem.
- Smok smokiem, ale nie każdy może zostać przywódcą - stwierdził szczerze, nie tylko z grzeczności. - To przywódca może nie zmienić imienia przy ceremonii? - spytał, nie będąc pewnym, czy można zostać przy starym imieniu, czy też czarnołuski był na tyle przywiązany do bycia Kruczopiórym, że postanowił nadal nim być. A może przedstawił się tak odruchowo, bo został przywódcą niedawno?
- Tak, chętnie się przejdę - odpowiedział ochoczo i ruszył wolnym krokiem ku wskazanemu przez czarodzieja kierunkowi. Byle nie zbyt wolnym, zdyscyplinowane smoki nie lubiły, kiedy się przy nich guzdrało. - Nic z tych rzeczy, wyklułem się na Wolnych Stadach i jestem synem prawowitych ich członków. Cichego Potoku i Jeździec Apokalipsy, bratem Wzburzonych Wód i Szkarłatnego Księżyca - bardzo lubił wymieniać członków swojej rodziny, wiedział bowiem, że byli oni znaczącymi i znanymi osobistościami. Zerknął ukradkiem na pysk rozmówcy, jakby chcąc sprawdzić, czy zareagował na któreś z imion. Nie zdziwiłby się, gdyby kogoś z nich znał, zwłaszcza jego ojca lub młodszego z braci.
  Temat: Prastare Drzewo
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 416
Wyświetleń: 41959

PostForum: Dzika Puszcza   Wysłany: 2017-02-14, 22:59   Temat: Prastare Drzewo
Strzegący był szkolony do tego, by słyszeć kroki, czuć zapachy i odnajdywać trop. Chciał być dobrym łowcą, zależało mu na tym - ale nie zawsze był w stanie skupić się wystarczająco na tym, na czym powinien. Często zamyślał się, a myślał przede wszystkim o kamieniach, których to chęć posiadania wciąż w nim rosła. Nie był także skupiony na czynnikach zewnętrznych, gdy wypatrywał błyskotek na ziemi. Nie mógł o tym wiedzieć, ale nieraz zdarzało się, że umknęła mu woń zwierzyny, bo umysł i ślepia zajęte były poszukiwaniami rubinu czy akwamarynu.
Teraz nie poszukiwał kamieni i właściwie nawet nie pogrążał się zbyt głęboko w myśli, był całkiem otwarty na otaczający go świat. Dzięki temu być może zrobi dobre wrażenie na przybyszu i zachowa resztki godności, zachowując prawo do posiadania takiego, a nie innego imienia. Bo jak mógł nazywać się Strzegącym, kiedy nie mógł pilnować własnego siebie przed potencjalnym zagrożeniem?
Obrócił się w stronę powietrznego natychmiast, gdy tylko usłyszał kroki. Nie znał go, a samiec był sporych rozmiarów. Szedł pewnie i wyglądał dość złowrogo. Na wszelki wypadek uważnie go obserwował; nie odwracał wzroku i pozostał czujny. Evaris darzył zaufaniem niemal wszystkich członków Wody, ale bywał podejrzliwy wobec przedstawicieli obcych stad.
Blizny na ciele samca nie dodawały mu aparycji. Były swego rodzaju orderem dla wojowników i czarodziejów. Z jednej strony powinny pokazywać, że nie są niezwyciężeni i ciosy rywali ich dosięgały, ale to tak nie działało. Gdy widziało się smoka z bliznami, to widziało się nieustraszoną w boju bestię, która nie lęka się bólu, bo wie, że i tak zwycięży. Ślady po pazurach i płomieniach przeciwników traktuje z kolei niczym pamiątki, dowody zaciętej walki. Czarnołuski miał zapach Ognia, zatem tego ze stad drugiego sojuszu, które cieszyło się lepszą sławą.
- Dzień dobry. Nazywam się Strzegący Kolec, jestem adeptem Wody - odpowiedział spokojnie, dłuższą chwilę po przywitaniu się nieznajomego, gdy już podszedł. Zastanowił się, czy by nie rzucić kilkoma imionami jego rodziców lub braci, żeby Buchający wiedział, z kim będzie miał do czynienia, gdyby zdecydował się zranić w jakiś sposób złotołuskiego, ale się rozmyślił. Nie mógł przecież zakładać, że ów przybysz miał złe zamiary; z tego, co było mu wiadomo, to nie byli w stanie wojny. W lasach nie brakowało też zwierzyny, nie trzeba więc było uciekać się do kanibalizmu. A sam adept z całą pewnością nie miał żadnych wrogów. Nie było się czego bać.
Lekko ugięte łapy, naturalny odruch, choć nie ulegało wątpliwości, że drzewny nie miałby w starciu najmniejszych szans. Młody i niedoświadczony, o typowej łowieckiej posturze, szczupły. Chuchro.
- Krowy? - zdziwił się. Słyszał o agresywnych skłonnościach pośród byków, ale o niebezpieczeństwie ze strony samic tego gatunku pierwsze słyszał. - Nie widziałem na Terenach Wspólnych zbyt wielu zwierząt... Ale słyszałem, że rośnie gdzieś tu jakieś potężne drzewo, chciałem je obejrzeć - wyjaśnił. Nawet jeśli było dużo większe, to liczne korony drzew z tak niskiego punktu widzenia mu je przysłaniały. Krew matki ciągnęła go do roślinności, a taki pomnik przyrody musiał być czymś wyjątkowym. Trzeba było znaleźć jakieś tymczasowe zastępstwo dla kamieni szlachetnych, nacieszyć ślepia czymś ładnym.
  Temat: Samotny pagórek
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 446
Wyświetleń: 44866

PostForum: Dzika Puszcza   Wysłany: 2017-02-14, 01:52   Temat: Samotny pagórek
Pokiwał łbem. Zatem morski uważał, że wcale go nie wyrzucili, tylko sam zdecydował się opuścić stado? A to ciekawe! Ale Strzegącemu coś nie chciało się w to wierzyć.
- Dość wygodne wytłumaczenie - stwierdził, ale postanowił nie ciągnąć tematu. Nie miał nic przeciwko droczeniu się z nim, ale w tym przypadku nie miał ochoty na bardziej złożone dyskusje. Poza tym Niewidoczny był przecież smokiem niespełna rozumu. Męczenie pisklęcia i wyłudzanie od niego rzeczy, atak na przywódczynię sprzymierzonego stada... No i bez wątpienia był dziwakiem. Zachowywał się nietypowo. Wspominał mu chyba kiedyś, że nie pochodzi z tych ziem i można było to poznać na pierwszy rzut ślepia. Było w nim coś, co nie pasowało do reszty. Zamiłowanie do adrenaliny i poszukiwanie przygód? Nie, to chyba lubiła większość smoków, każdy potrzebował krwawych potyczek na arenie, czy emocjonującego polowania. Nie chodziło o to, ale o coś mniej oczywistego. Evaris potrzebował więcej czasu, żeby go rozpracować.
- A gdzie rozpoczęła się ta cała wędrówka? I czy upatrzyłeś sobie jakiś jej cel? Zamierzasz wyruszyć poza Wolne Stada, czy zabawisz tu na dłużej? - uznał, że dobrze będzie podchwycić temat podróżowania jego partnera interesów i dowiedzieć się o jego przeszłości, jak i przyszłych planach.
  Temat: Rzeka Falar
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 329
Wyświetleń: 5482

PostForum: Woda   Wysłany: 2017-02-11, 12:06   Temat: Rzeka Falar
Zapamiętał słowa brata. Prawda, zawsze mógł oberwać rykoszetem, mogła zajść jakaś dziwna reakcja. Trzeba było mieć się na baczności, aż do momentu całkowitego zniknięcia zagrożenia.
Poczuł jak obca maddara pojawia się pod jego ogonem. Drgnął nerwowo, jakby chcąc zwyczajnie rzucić się na bok, ale wiedział, że Wzburzony nie będzie zadowolony takim rozwiązaniem. On sam też nie będzie - w końcu nie tego się teraz uczył. Miał zadanie do wykonania, a było nim opanowanie sztuki czarowania. Musiał ochronić swój ogon, i to prędko. Wyobraził sobie coś na kształt gumy. Co prawda nigdy nie widział takiego materiału, ale wiedział już, że maddara nie musiała tworzyć tylko rzeczy, które naprawdę istniały. Mógł sobie wyobrażać co chciał, nadawać tym wyobrażeniom różne właściwości.
Błona miała mieć szerokość jednej czwartej szpona. Wyobraził ją sobie wyciętą w prostokąt trzy na dwa szpony, w połowie odległości między tworem Wzburzonego, a jego ogonem. Miała być bladożółta, nieco przypominająca kolor podbrzusza adepta. Nie na kolorze się jednak skupiał; nadał go jej, bo tak łatwiej mu się ją wyobrażało, tak ją zobaczył. Miała być gładka, ale nie śliska. Sprężysta, ale nie nadto. Musiała być bardzo wytrzymała, gęsta i nie do przebicia. Jej zadaniem było stawić opór silnemu strumieniowi wody. Nie mogła się rozerwać, miała rozpryskiwać atak Wzburzonego na wszystkie strony, zamieniając go w nieszkodliwe kropelki. Tchnął w twór maddarę prosto ze swojego źródła i zmaterializował go we wcześniej wybranym miejscu.

Jego atak był staranniej wybrany dla jego przeciwnika - Wzburzonych Wód, a niegdyś Burzowego Kolca. Miał uderzyć piorun. Zmaterializować się pół ogona od łba smoka, nieco z tyłu. Tak, aby piorun uderzający go w tył głowy opadał w linii prostej, pionowo w dół. Nie bawił się w chmury i inne nastrojowe rzeczy związane z błyskawicami. Miał być to czysty piorun; niewiarygodnie szybki, niezwykle potężny. Precyzyjny i przede wszystkim gorący. Niematerialny, bezwonny, jasny jak światło; do takiego stopnia, że patrząc na niego trzeba było zmrużyć ślepia. Linia przecinająca powietrze nad przywódcą, rozchybotana, z licznymi rozgałęzieniami, wszystkimi celującymi właśnie w tylną partię czaszki. Poza siłą uderzenia piorun miał parzyć. Pozostawić na łuskach liczne zwęglenia, piekące rany, usiłując się dostać głębiej i powodując silniejsze obrażenia mózgu. Uderzeniu miał towarzyszyć głośny, zastraszający huk, który dotarł do uszu Strzegącego dopiero pół uderzenia serca po samym błysku. Tchnął w to wymagające wyobrażenie sporą dawkę maddary. Był już zmęczony i miał nadzieję, że nauka wkrótce się skończy, ale przy tym ostatnim ataku postanowił dać z siebie wszystko.
  Temat: Rzeka Falar
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 329
Wyświetleń: 5482

PostForum: Woda   Wysłany: 2017-02-04, 00:20   Temat: Rzeka Falar
Strzegący, jak zwykle podczas obrony przed kolejnym szybkim atakiem brata, nie myślał zbyt długo. Ostatnia rzecz, którą widział była stal Wzburzonego i to właśnie taki materiał postanowił wykorzystać do swojej obrony. Twardy, zimny i gładki metal, srebrny i odbijający światło. Niezwykle wytrzymały, chociaż wcale nie taki gruby - miał mniej niż pół szpona szerokości. Złotołuski nie wiedział, jaki czeka go atak, wyczuł jedynie, gdzie będzie wymierzony. Uznał, że stal powinna wystarczyć na większość znanych mu materiałów.
Tarcza ta miała przylegać do ziemi i sięgać niemal wysokości łokcia adepta. Jej szerokość była mniej więcej dwa razy krótsza od wysokości i zaginała się w delikatny łuk, połowicznie otaczając kończynę smoka. Przelał w nią maddarę, licząc, że to wystarczy.

Wybór żywiołu nie był trudny. To ogień wydawał się być najniebezpieczniejszy. Bo jaką krzywdę mógł wyrządzić wiatr lub ziemia, w porównaniu do potencjalnych poparzeń wywoałynch przez płomienie?
Języki niezwykle gorącego ognia miały zakręcić się wokół nadgarstka prawej przedniej łapy Wzburzonych Wód. Były bardzo jasne, niemal białe, co szło w parze z wysoką - nawet jak na ogień - temperaturą, którą przyszły łowca jej nadał. Chciał, aby stworzyły coś na kształt bransolety, kajdan. Pomyślał o ogniu. Niematerialnym, migocącym, jasnym. Postanowił tradycyjnie nie nadawać mu żadnego zapachu.
Tchnął w płomienistą obręcz maddarę, wyobrażając sobie, jak przechodzi ona prosto w miejsce, które sobie wcześniej wybrał, niewidzialną falą. Następnie rozkazał jej poruszyć ogniem, aby oprócz obracania się bransoleta się skurczyła i dotkliwie poparzyła czarodzieja.
  Temat: Rzeka Falar
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 329
Wyświetleń: 5482

PostForum: Woda   Wysłany: 2017-02-03, 22:44   Temat: Rzeka Falar
Motywacja rzeczywiście była ogromna. Poczuł, jak coś materializuje się nad jego grzbietem i czym prędzej zabrał się za tworzenie obrony. Jego łapa drgnęła, ale Wzburzony miał rację. Uczyli się magii, nie mógł tak po prostu odskoczyć! Trzeba było działać, a działanie w tym przypadku nie oznaczało ruchu fizycznego, a wysilenie umysłu.
Naturalną obroną na ciecz było stworzenie czegoś, bo czym ciecz będzie mogła spłynąć. Nie mógł tak po prostu stworzyć tarczy o małej objętości, bo kula kwasu rozbije się o nią, a sama substancja rozpłynie się i prędzej czy później zacznie skapywać na ciało samca.
Alternatywą dla spływania było stworzenie czegoś w rodzaju misy. Uniesione krawędzie spowodują, złotołuski nie oberwie rykoszetem, a szczelność naczynia uchroni go przed szukającymi szpary zagubionymi kroplami. Nie miał wiele czasu, więc decyzję podjął szybko. Misa. Miała być kamienna, ale tempo walki nie pozwalało mu już na fantazje dotyczące rodzajów klejnotów, przezroczystych diamentów i innych tego typu rzeczy. Postawił na zwykły, toporny kamień, taki jak ten, na którym przed chwilą balansował olbrzymią kroplą wody. Ściany miały być grube i szorstkie, jednolicie szare. Określił grubość na dwa szpony, chociaż nie dbał o to, aby wszędzie było to rozłożone równomiernie, nie miało to wielkiego znaczenia. Kamień o średnicy czterech szponów, z wgłębieniem pośrodku, nieudolnie naśladujący misę w zupełności go satysfakcjonował. Był w dotyku raczej chłodny. Ponownie nie przykładał wagi do zapachu, był on całkowicie zbędny. Twór miał pojawić się nad środkiem jego grzbietu, idealnie pod kulą Wzburzonego. Jego zadaniem było złapanie kwasu. Ciężki przedmiot miał lewitować, aby po kontakcie ze śluzem czarodzieja przesunąć się na bok, w lewo i tam opaść, przechylając się w kierunku przeciwnym do Evarisa i wylewając na glebę zawartość.

Jego atak miał być niewidoczny. Wąski, ponownie diamentowy grot o długości podobnej do czaszki dorosłego smoka. Niezwykle ostro zakończony, gładki i lśniący. Mało naturalny, pięknie wyciosany w kształt stożka. W jego połowie znajdować się miało wgłębienie z drobnymi, równomiernie rozmieszczonymi ostrzami układającymi się w przeciwnym kierunku do głównego z ostrzy, a ich zadaniem miało być zaczepianie się o mięśnie przeciwnika. Miało to działać jak w ludzkich i elfich grotach strzał i włóczni, sprawiać dodatkowy ból przy próbie poruszania pociskiem i wyciągnięcia go, a także dbać o to, aby stabilniej tkwił w smoczym ciele.
Jego przezroczysty twór miał zmaterializować się tuż przed klatką piersiową Strzegącego. Łatwiej było wytworzyć rzeczy blisko siebie, a dodatkową tego zaletą był fakt, że Wzburzony go tak łatwo nie wyczuje. Musiał go wypatrzeć, ale na ile wnikliwym obserwatorem był? Adept tchnął niemałą dawkę maddary w swoje śmiercionośne narzędzie i nakazał mu rozpędzić się jak tylko szybko się dało, wbijając się w nasadę szyi brata.
  Temat: Rzeka Falar
Strzegący Kolec

Odpowiedzi: 329
Wyświetleń: 5482

PostForum: Woda   Wysłany: 2017-02-03, 21:20   Temat: Rzeka Falar
//Noo, trochę tak, wyobrażając sobie jej objętość wyobraziłem sobie trzy kartony mleka :p

Po odpowiedzi Wzburzonego Evaris jeszcze bardziej docenił sztukę, jaką była magia. Nie musiał wybierać dokładnego adresata wołania o pomoc, mógł po prostu rozesłać na dużą odległość "ogłoszenie", które nie traciło na głośności wraz z przebytym dystansem i docierało do uszu każdego w określonym promieniu.
Wysłuchał uważnie wprowadzenia do tej niebezpieczniejszej dziedziny czarowania. Nie był czarodziejem i jeszcze nie w pełni ufał maddarze. Nie do końca był pewny, czy podoba mu się perspektywa stania w miejscu gdy jest się atakowanym i w pełni zdanie się na siłę własnego umysłu. Gdyby po prostu rzucił się na bok, odskoczył... Wtedy widziałby rezultat na bieżąco, zdawałby sobie sprawę z tego, jak daleko znajduje się od niego cel, jakie ma szanse i co jeszcze zrobić. Ale stworzenie tarczy przed własnym pyskiem, gdy leciały na niego płomienie, kwas? Co jeśli tarcza okaże się być zbyt słaba, nie wytrzyma lub nie zmaterializuje się na czas? Cóż, trzeba będzie się przyzwyczaić do daru Naralnei. Używać go często, traktować jako dodatkową część ciała, jedność ze smokiem, ufać jej.
- Może paść na bok? - odpowiedział na pytanie, chociaż nie był pewny, czy Wzburzony tego od niego oczekiwał.
Gdy padło słowo "atak", Strzegący odruchowo ugiął łapy, przybierając pozycję gotowości. To zapewne typowy odruch u smoków, które najpierw nauczyły się zdolności walki fizycznej. Szybko uświadomił sobie, że zmienił pozycję zupełnie bezsensownie. Bronił się siłą umysłu. Mógł stać rozluźniony.
A jeśli obrona się nie uda? Koniec końców stanął w czymś pomiędzy; delikatnie napięte mięśnie, lekko ugięte łapy, ale nie tak bardzo jak przy pozycji gotowości. Skupił się. Wiedział, że jeśli Wzburzony zdecyduje się na utworzenie tworu blisko niego, to prawdopodobnie wyczuje go wcześniej, niż zobaczy. Jeśli jednak wystrzeli jakiś kolec sprzed siebie, to trzeba będzie go zobaczyć, starać się przewidzieć tor lotu i w porę zareagować.
Wyłączył węch i słuch - skupił się na wypatrywaniu celu i próbie wyczucia go. Ale czy cel nie mógł być przezroczysty...?
Dziwne mrowienie w powietrzu, trochę jakby używał maddary, ale było w tym coś obcego. Niedługo zajęło mu pojęcie, że musi być to materializujący się twór jego brata - w końcu na tym był skupiony, tylko tego oczekiwał. Przedmiot ten znajdował się pod nim, przy łapie. To ona musiała być celem ataku, ale czy na pewno? Co jeśli była to tylko zmyłka i w rzeczywistości poleci na przykład w górę, prosto w jego miękkie, nieosłonięte podbrzusze? Nie mógł tego określić, w końcu go nie widział, a przedmiot ataku jeszcze się nie poruszył, nadal powstawał.
Nie wiedząc, co to dokładnie będzie - z czego i w co wymierzone - postanowił osłonić tylne lewą łapę od wewnętrznej strony i fragment podbrzusza - na wszelki wypadek - znajdujący się centralnie nad miejscem, w którym poczuł obcą maddarę. Najmocniejsza ochrona miała jednak przylegać do łydki.
Bez wątpienia musiał użyć czegoś twardego, wytrzymałego. Nie miał zbyt wiele czasu do namysłu, więc wybrał pierwszy materiał, który przyszedł mu do głowy - kamień szlachetny, a dokładniej diament. Nie skupiał się tym razem na wiarygodnym odwzorowaniu połysku, gładkości czy temperatury tworu. Przezroczysty, niezwykle twardy i mocno zbity, szeroki na jakieś pół szpona przy łydce i ćwierć pod brzuchem. Bezwonny, o temperaturze powietrza. Raczej gładki, ale nie myślał zbytnio nad tym - nie przeszkadzałoby mu, gdyby miejscami pojawiały się szorstkości i niedoskonałości. Pierwsza część jego obrony miała okalać łydkę półkolem, od wewnątrz, na całej jej wysokości, natomiast fragment na podbrzuszu był krążkiem o średnicy łapy dorosłego smoka. Prędko przelał w twór maddarę i zmaterializował go w wybranych miejscach.

Sam również postanowił zmaterializować swój atak niedaleko celu, nie dając Wzburzonemu zbyt dużo czasu na reakcję. Jego pierwsza próba nie była zbyt skomplikowana - w końcu walki toczyły się szybko, nie było czasu na dopieszczanie tworów i wymyślanie ładnie wyglądających efektów. Wyobraził sobie stalową kulkę o niecałym szponie średnicy, bardzo twardą, pełną w środku, niezwykle jak na takiej wielkości przedmiot ciężką. Srebrną - ale nie nazbyt połyskującą - chłodną w dotyku, gładką. Brakowało jej ostrzy czy wyżerających, palących substancji. Miała inne przeznaczenie - miażdżyć. Bursztynowołuski chciał, aby kulka jak najmocniej uderzyła w bok przywódcy, prosto w żebra, ugniatając po drodze łuski i skórę, docierając do łamliwych kości i krusząc je, pozostawiając krwawy siniak. Musiał ją bardzo mocno rozpędzić na krótkim odcinku, ale od czego była maddara? Przedmiot miał utworzyć się jakieś pięć szponów od prawego boku brązowołuskiego, aby mieć wystarczająco czasu na rozpęd i nie być aż tak łatwą do wyczucia. Tchnął w twór maddarę, wysyłając ją jak najszybciej prosto w miejsce, w którym miała się pojawić. Następnie popchnął ją niewidzialną siłą, aby prędko pokonała tor lotu do punktu na ciele samca w linii prostej i boleśnie się w nie wbiła.
 
Strona 1 z 7
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!



Wymiana bannerami: KLIK!

DH
SnM


Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 15