FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Ukryty zagajnik
Autor Wiadomość
Gwieździsty Poranek 
Piastun Ziemi
Astral



Stado: Ziemi
Płeć: samiec
Księżyce: 61
Rasa: morski
Opiekun: Morska Bryza
Mistrz: Zamącony Błysk
Partner: Goździk!
Wiek: 22
Dołączył: 17 Sty 2014
Posty: 6660
Wysłany: 2015-10-03, 17:24   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| M: 3| P: 5| A: 2
   U: Pł,L,Prs,MP,MA,MO,O,Kż,Skr,Śl: 1 | W,B,A: 2
   Atuty: Ostry Wzrok, Szczęściarz, Mentor, Opiekun, Uzdolniony


//W stronę ptaków i Ciebie jednocześnie, bo jesteś blisko nich :P

Wadery zdążyły się już uspokoić, podczas gdy basior również nieco się wycofał, wciąż jednak czujne szukając zagrożenie. Podejście do niego na chwilę obecną było zbyt głupie, bowiem smok wyszedłby na otwartą przestrzeń. Mógł za to od zarośli podkraść się do samic, miał najdogodniejszą pozycję do tego.
-Podkradaj się do wader, samiec jest zbyt czujny i w złym dla Ciebie położeniu- doradził mu Bezchmurny.
_________________
Atuty
- Ostry wzrok: dodatkowa kość do testu Percepcji opartego na wzroku (kamienie szlachetne)
- Szczęściarz: 1 sukces zamiast niepowodzenia raz na 2 tygodnie (01.11)
- Mentor: może uczyć B/L/Pł/W/M na poziomy wyższe niż sam posiada
- Opiekun: stałe -2 ST do wszystkich akcji kompanów
Błysk Przyszłości: następne użycie 11.11

KK - Brodacz (kruk)
S: 1| W: 1| Z: 2| M: 1| P: 3| A: 2
Skr, Śl, Kż: 1 | L, A, O: 2
-Nieugiety (mdlejąc, kompan może zaatakować przeciwnika, który ma +4 ST do akcji)


KK - Łuskacz (żywiołak ognia, legwan)
S: 1| W: 2| Z: 2| M: 2| P: 3| A: 1
B,MP,Skr,Kż,Śl: 1 | MA, MO: 2


KK (niemechaniczny) - Włochatek (gigantyczny pająk)
  Niespodziewajki: nie
 
Trzy Odcienie 
Łowca Ognia



Stado: Ognia
Płeć: Samiec
Rasa: Zwyczajny
Wiek: 22
Dołączyła: 05 Lut 2015
Posty: 688
Wysłany: 2015-10-05, 19:38   
   A: S: 2| W: 1| Z: 2| I: 2| P: 1| A: 1
   U: MP,S: 2| MA,MO,Skr,Śl,Kż,B,O,W: 3| L,A: 4
   Atuty: Urodzony lotnik; pamięć przodka; tropiciel


Samiec prawie zapomniał że to wszystko to iluzja. Tak się niemalże wciągnął w to, że naprawdę o tym zapomniał. Prawie zapomniał, że Bezchmurny tutaj jest i to jego sprawka. Postanowił więc, trzymając się porady łowcy, podejść jedną z wader. Pozostając w przybranej pozycji, postanowił podkraść się do najbliższej wadery. Zaczął poruszać się powoli by zajść od tyłu waderę. Stawiał łapy ostrożnie, obserwując całą okolicę ; uważał na zachowanie wilków, uważał teraz też na ptaki. Trzymał przy ciele skrzydła, ogon był uniesiony i nieruchomy. Kontrolował ciało i zamierał w bezruchu gdyby wilki patrzyły w jego stronę. Tak powoli się przemieszczał, bez pośpiechu. Oddychał spokojnie aż chciał zbliżyć się na około ogon od swojego celu.
_________________
:.....my nie widzimy:.....:
:.....my nie widzimy:.....:

~~~~~~~~
My wciąż musimy dokonywać wyborów.
Zwierzę jedynie działa, jest.
My jesteśmy spętani, one wolne.
Zatem być ze zwierzęciem, to zaznać odrobiny

WOLNOŚCI

~ATUTY~
I ---
II ---
III ---
IV ---
V ---
VI ---

l motyw muzyczny 1 l l głos l l motyw muzyczny 2 l
 
 
Gwieździsty Poranek 
Piastun Ziemi
Astral



Stado: Ziemi
Płeć: samiec
Księżyce: 61
Rasa: morski
Opiekun: Morska Bryza
Mistrz: Zamącony Błysk
Partner: Goździk!
Wiek: 22
Dołączył: 17 Sty 2014
Posty: 6660
Wysłany: 2015-10-07, 16:56   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| M: 3| P: 5| A: 2
   U: Pł,L,Prs,MP,MA,MO,O,Kż,Skr,Śl: 1 | W,B,A: 2
   Atuty: Ostry Wzrok, Szczęściarz, Mentor, Opiekun, Uzdolniony


Samcowi udało się bezproblemowo dotrzeć do wadery, pomimo czujności basiora. Wilki jednak nagle zniknęły, zatem Ognisty nie mógł zaatakować i zdobyć porcję mięsa. Czego się jednak spodziewać po iluzji, nie zastąpi ona prawdziwego jedzenia.
-Dobrze. Jest coś czego chciałbyś się nauczyć albo coś przećwiczyć?- spytał. Jeśli nie, to coś się wymyśli, ale może Odcień miał coś z czym sobie nie radził najlepiej podczas polowań.


Widząc niezainteresowanie ucznia, Niebo odszedł kawałek i wezwał ze swojej groty tura. Szybko pochłonął całą porcję mięsa, wypełniając swój brzuch pysznym jedzeniem. Lepiej nie umrzeć z głodu, prawda? Byłaby to głupia śmierć w takim wieku. Wzbił się w powietrze i doleciał w kierunku swojej groty.
_________________
Atuty
- Ostry wzrok: dodatkowa kość do testu Percepcji opartego na wzroku (kamienie szlachetne)
- Szczęściarz: 1 sukces zamiast niepowodzenia raz na 2 tygodnie (01.11)
- Mentor: może uczyć B/L/Pł/W/M na poziomy wyższe niż sam posiada
- Opiekun: stałe -2 ST do wszystkich akcji kompanów
Błysk Przyszłości: następne użycie 11.11

KK - Brodacz (kruk)
S: 1| W: 1| Z: 2| M: 1| P: 3| A: 2
Skr, Śl, Kż: 1 | L, A, O: 2
-Nieugiety (mdlejąc, kompan może zaatakować przeciwnika, który ma +4 ST do akcji)


KK - Łuskacz (żywiołak ognia, legwan)
S: 1| W: 2| Z: 2| M: 2| P: 3| A: 1
B,MP,Skr,Kż,Śl: 1 | MA, MO: 2


KK (niemechaniczny) - Włochatek (gigantyczny pająk)
Ostatnio zmieniony przez Gwieździsty Poranek 2015-11-06, 23:17, w całości zmieniany 1 raz  
  Niespodziewajki: nie
 
Popielaty Kolec 
Adept Ognia
Nienawidzę się.



Stado: Ognia
Płeć: Samiec
Księżyce: 45
Rasa: Skrajny
Dołączył: 07 Maj 2015
Posty: 174
Wysłany: 2015-11-29, 23:08   
   A: S: 3| W: 1| Z: 2| I: 2| P: 1| A: 3
   U: MP: 1|Skr,B,S,A,O: 2|L :3
   Atuty: Zwinny, Kruszyna, Magiczny Śpiew


Podążał za zapachami. Na terenach wspólnych zawsze były jakieś - mniej lub bardziej świeże i aktualne, ale często nawet rzęsisty deszcz nie był w stanie przywrócić tym miejscom naturalnej kolei rzeczy, odkąd zawsze musiał pojawić się tutaj jakiś nieproszony gość w często niespecjalnie konkretnym celu. Dzisiaj akurat taką istotą był Szarak. Całkiem spory, postawny, z kusząco rysującą się pod błyszczącą łuską rozrośniętą muskulaturą, kroczył niczym pies tropiący, podążając za powoli ulatniającym się zapachem dwójki smoków. "Pewnie jakaś para" - pomyślał niezbyt błyskotliwie, z trudem przeskakując ogromny korzeń prastarego drzewa, niegustownie przecinające jego drogę. Żar ciekaw był, co to to dwójka smoków. I to jeszcze z jakich stad! Nigdy nie czuł takiej dziwnej mieszanki, jakby zapachu minerałów, skał i woni ciemnej jaskini. Niestety, tuż po lądowaniu i zrobieniu kilku kroków zapach gwałtownie się urywał. Jeden krok... I już nic nie czuć. Albo to on jest taki w tym słaby? Zdezorientowany rozglądnął się po okolicy. Drzewa, drzewa oraz drzewa, przetykane gdzieniegdzie jakimiś czarnawymi krzakami, czy kępami mchów i paproci, tworząc razem zadziwiającą gęstwinę, niemożliwą do spenetrowania wzrokiem. Westchnął, uświadamiając sobie swoje beznadziejne położenie. Czy nie wspominałem wam już, że ponadto się zgubił?
Zawiesił na chwilę wzrok na kępce smoliście czarnych krzewów po lewej stronie, niczym zwalista ściana zasłaniająch razem z dwójką drzew przestrzeń z tyłu. Zaciekawiony przyjrzał się bliżej. Czy to nie jest może jakieś ukryte wejście? Postąpił kilka kroków w przód, rychło zmniejszając dystans. Cholera, ciernie. A może jednak warto by sprawdzić co kryje ten tajemniczy leśny portal?
Pojękując przez zaciśnięte szczęki wypełznął z krzaków i wypadł prosto na mrocznawą polankę, niepodobną do żadnej, którą wcześniej oglądał. Otoczona skwapliwie przez roślinna barierę nie pozostawiała złudzeń - dawno nikt się tu przypadkiem nie przypałętał. Ta obietnica prywatnego azylu z pewnością zachwyciłaby popielatego... Gdyby nie krwawiące, piekące rany na całej objętości jego skrzydeł, połączone pajęczyną gęstych strumyczków szkarłatnej krwi. Fuknął zirytowany, marszcząc nos podczas krytycznej obserwacji. Miał rację, twarde łuski ochroniły resztę. Ale czemu do licha musiał zapomnieć o tym, że ma olbrzymie skrzydła?!
Spojrzał w niebo. Szare chmury kłębiły się groźnie, zwiastując ulewę i zacinający wiatr wszystkim, którzy nie maja żadnego schronienia. Nie myśląc wiele, szarołuski oddalił się szybkim krokiem od ciernistej zasłony i schował pośród bardziej przystępnych sobie krzaków pod drzewami, liżąc swoje rany. Przeczeka. W końcu i tak nie wyszedłby z tej puszczy przed ustaniem deszczu.
Ostatnio zmieniony przez Popielaty Kolec 2015-11-30, 14:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Przedwieczna Siła 
Uzdrowiciel Księżyca



Płeć: Samica
Księżyce: 70
Rasa: Skrajny
Opiekun: Dwuznaczna Aluzja*
Dołączyła: 23 Cze 2015
Posty: 2753
Wysłany: 2015-11-30, 10:06   
   A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,A,O,MA,MO,Skr,Śl,Kż: 1| MP,W,Lecz: 2
   Atuty: Ostry węch, Kruszyna, Skupiony


Przedwieczna także dotarła w to miejsce. Była tutaj pierwszy raz, w ogóle w tych okolicach. Przechadzała się, rozglądając uważnie i pozostając czujną. Przecież to tereny wspólne... mogła tutaj spotkać kogokolwiek. Szukała jak zwykle... no właśnie, czego szukała? Może tym razem to właśnie towarzystwa, a nie samotności? Generalnie, było jej wszystko jedno - mógł to być nawet krwiożerczy drapieżnik. Kroczyła ostrożnie, ale niespecjalnie wolno. Wtem do jej nozdrzy doszedł świeży zapach smoka. Natychmiast zwróciła łeb w kierunku, z którego dochodził. Nie miała wątpliwości, że smok należy do Ognia, bo poznała już dobrze zapach nie tylko Rozjarzonego, ale także Runy.
Wciągnęła głęboko powietrze przez nos raz jeszcze, a potem ugięła mocniej łapy i zaczęła skradać się w kierunku nieznajomego Ognistego. Ślad prowadził między cierniste krzewy, Sombre stworzyła więc na sobie niewidzialną, przezroczystą powłokę. Elastyczna, dopasowana do całego jej ciała, z dziurami przy nosie, by mogła oddychać bez przeszkód. Osłonka miała chronić ją przed gałązkami i cierniami, a pod jej naciskiem ciernie miały cicho odginać się - a nie łamać. Chciała pozostać niezauważona jak najdłużej. Sięgnęła do źródła maddary i zaczerpnęła jej odrobinę. Była to ilość wystarczająca, by stworzyć powłokę.
Zachmurzone niebo i wiele cieni sprzyjały jej ciemnym łuskom. Ruszyła w krzaki bez wahania. Jeszcze zanim z nich wyszła, dostrzegła szarą postać. Zmrużyła lekko ślepia, przyglądając się poranionemu smokowi. Zapewne nie wpadł na to, żeby stworzyć z maddary tarczę podobną do jej własnej. Zaczęła obchodzić polankę, tak, by dojść do smoka niepostrzeżenie, a kiedy była już tuż przy nim, za jego plecami, uniosła się normalnie na łapach.
- Witaj, nieznajomy. - mruknęła, lekko chrapliwym głosem. Czemu zawsze miała taką ambicję, żeby do każdego się podkradać i go straszyć? Ten osobnik wyglądał na takiego w jej wieku, a ona bawi się w podkradanie...
_________________
Cień forever.
 
 
Popielaty Kolec 
Adept Ognia
Nienawidzę się.



Stado: Ognia
Płeć: Samiec
Księżyce: 45
Rasa: Skrajny
Dołączył: 07 Maj 2015
Posty: 174
Wysłany: 2015-11-30, 16:37   
   A: S: 3| W: 1| Z: 2| I: 2| P: 1| A: 3
   U: MP: 1|Skr,B,S,A,O: 2|L :3
   Atuty: Zwinny, Kruszyna, Magiczny Śpiew


Z niemałą ulgą kończył proces zwierzęcej pierwszej pomocy, widząc jak rany powoli przestają krwawić. Co jakiś czas spoglądał w górę, z kwaśną miną krytykując w myślach niezdecydowanie pogody. "To będzie w końcu lać, czy nie?..." Niebo nie odpowiedziało, dalej tylko kłębiąc się złowieszczo w swej antracytowej czeluści. Ironia... A pewnie jak tylko spróbuje wyjść spod drzewnego baldachimu tu lunie, zalewając go pierwszym lepszym jesiennym oberwaniem chmury. Żyjąc w tym przekonaniu, nie podnosił się z miejsca. Ponoć duża ilość gwałtownej wody rozpuszcza strupy - a im szybciej to wszystko się zagoi, tym szybciej odzyska swobodę ruchów. Złożył skrzydła.
W pewnym momencie kątem oka dostrzegł jakiś ruch. Jakby coś czaiło się w mrocznej gęstwinie, zwietrzywszy woń krwi zbliżało się, skuszone obietnicą upolowania osłabionej, zranionej zwierzyny. Szary uniósł zaniepokojony łeb i uważnie przyjrzał się ciernistej bramie, zaraz potem wertując wzrokiem przynależącą wokół pełną cieni roślinność. Skupiony wyciągnął do przodu łeb, zmrużył podejrzliwie ślepia i poniekąd uniósł się lekko na łapach, próbując ze wszystkich sił wyłapać sylwetkę drapieżnika, który odważył się zadrzeć z niepokonaną ognistą bestią, jaką jest smok. Niestety, nawet po kilkudziesięciu uderzeniach serca wzmożonej obserwacji nic nie dostrzegł, uznając że pewnie mu się przywidziało. Nieprzekonany z powrotem opadł do opozycji półleżącej, oglądając z przerwami swoje ostre jak żyletki szpony. Czy na pewno nic tam nie ma? Czuł pod skórą, że coś tu nie gra, że nie jest sam... A intuicja często nie miała zwyczaju się mylić. I było podobnie także w tym przypadku.
Zesztywniał, słysząc za sobą czyjś chrapliwy, mrożący krew w żyłach głos. Z pozoru niegroźny i potencjalnie przyjazny, ale coś w jego tembrze zjeżyło na grzbiecie młodego wszystkie łuski. Starając się ze wszystkich sił nie poddawać panice, opuścił delikatnie łeb, powstał niespiesznie i odwrócił się milcząco, za wszelką cenę zachowując resztki godności. Skoncentrowany, lekko rozbiegany wzrok mimowolnie skierował się prosto ku złocistym ślepiom "nieznajomej", bacznie wypatrując jakichkolwiek oznak chociażby przelotnych emocji. Końcówka jego ogona drżała w nieopanowanych konwulsjach skryta za grzbietem. Jak tu się pokazać od dobrej strony, kiedy własne ciało nie chciało cię słuchać?
- Kim jesteś? - zapytał zbyt cicho, zbyt niepewnie, jak na górę rzeźbionych mięśni którą był. Musiał zmazać to wrażenie. Szybko.
- Sądziłem, że jestem tu sam - dodał głośniej, poprawiając się po tamtej niewyraźnej próbie zawiązania konwersacji. Krótkim mignięciem ślepiami szybko oglądnął rozmówczynię od stóp do głów i poczuł, jak serce zaczyna mu mocniej bić, a oddech próbuje przyspieszyć w ostatniej chwili zatrzymany w krtani silną wolą samca. Plama zakrzepłej krwi. Na jednej z łap Cienistej. Smoczej krwi. Może powinien zejść trochę z tonu?...
Przełknął skrycie ślinę i nie przerywając kontaktu wzrokowego czekał na odpowiedź. Przedwieczna mogła wyczuć jak jego gorący oddech z trudem ulatnia się z popielatych nozdrzy, delikatnym rozedrganiem nadgryzając maskę ustabilizowanej, spokojnej i nieustraszonej fizjonomii. A tak naprawdę ognisty doskonale zdawał sobie sprawę, w jak bardzo odciętym zagajniczku się znajdowali... I że gdyby ciemnołuska tylko chciała, mogłaby bez świadków wyżyć się na ciemnopomarańczowej gardzieli samca za wszystkie nieprzyjemne chwile jej niedługiego życia. Dlatego starał się nie okazywać strachu. Gra pozorów. Jego jedyna nadzieja.
Ostatnio zmieniony przez Popielaty Kolec 2015-12-01, 16:39, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Przedwieczna Siła 
Uzdrowiciel Księżyca



Płeć: Samica
Księżyce: 70
Rasa: Skrajny
Opiekun: Dwuznaczna Aluzja*
Dołączyła: 23 Cze 2015
Posty: 2753
Wysłany: 2015-11-30, 16:52   
   A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,A,O,MA,MO,Skr,Śl,Kż: 1| MP,W,Lecz: 2
   Atuty: Ostry węch, Kruszyna, Skupiony


Ah, już sobie przypomniała, dlaczego tak uwielbiała się zakradać. Ognisty sprawił jej niemałą frajdę, zapewne nieświadomie, samemu będąc zbyt zajętym opanowywaniem własnego głosu i ciała. A ona czerpała dziką satysfakcję, kiedy widziała wystraszony wzrok, słyszała łamiący się i niepewny głos, a ciało przyjmowało jakąś taką uległą i skruszoną postawę. Przywitała go co prawda chłodnym tonem, ale to nie był szczyt jej umiejętności. Temu smokowi nie miała zamiaru pokazywać, na co było ją stać. Bądź co bądź, był Ognistym, a do nich nic nie miała. Co innego, gdyby był z innego stada... wtedy mógłby się obawiać.
Sombre parsknęła, słysząc jego pytanie i stwierdzenie zaraz po pytaniu. Parsknięcie rozbawienia, dla 'rozmówcy' mogło być ciężko rozróżnić irytację od rozbawienia, biorąc pod uwagę wyraz jej pyska. Nie wyglądała zbyt przyjaźnie. Widziała, że zwrócił uwagę na krew. Cóż, trudno było to przeoczyć, a ona jakoś ostatnio się zapuściła. Chociaż o tego typu szczegóły powinna była wcześniej zadbać, teraz posłużyła się maddarą, by oczyścić łapę.
Cienista nie siadała, jak zwykle czekając na rozwój sytuacji. Była Łowczynią, we łbie miała zakodowane być gotową do reakcji w każdej chwili. Dopóki więc nie przekona się, że Ognisty nie ma złych zamiarów, nie spocznie. Sam on wcale nie musiał zrobić jej krzywdy - w krzewach obok mógł czaić się drugi, zakamuflowany smok. To byłoby mniej ciekawe, chociaż Sombre nie bała się walki.
- Byłeś przez chwilę sam. Przyzwyczaj się raczej do tego, że nie dane Ci będzie spędzać czas samotnie, bo wszędzie wokół pełno upierdliwych smoków. - mruknęła z lekkim rozbawieniem, ale wciąż dosyć oschle. Ona także często chciała być sama, ale ktoś przeszkadzał. Zawsze ktoś przeszkadzał.
- Jestem Przedwieczna Siła, Łowczyni Cienia. A Ty, kim jesteś, Ognisty? - przedstawiła się, dosyć kulturalnie, mrużąc ślepia. Niechże się oswoi z jej obecnością, nie pogryzie go. Raczej.
_________________
Cień forever.
 
 
Popielaty Kolec 
Adept Ognia
Nienawidzę się.



Stado: Ognia
Płeć: Samiec
Księżyce: 45
Rasa: Skrajny
Dołączył: 07 Maj 2015
Posty: 174
Wysłany: 2015-12-01, 20:10   
   A: S: 3| W: 1| Z: 2| I: 2| P: 1| A: 3
   U: MP: 1|Skr,B,S,A,O: 2|L :3
   Atuty: Zwinny, Kruszyna, Magiczny Śpiew


Bez trudu rozpoznał, że smoczyca bawi się z nim w kotka i myszkę. Poniekąd rozluźniona, upiornie zrelaksowana powoli toczącym się czasem, spajała łapczywie eter strachu spływający po jego łuskach ciągłym, skąpym, acz wyraźnym strumyczkiem. Mimowolnie zacisnął szpony na wilgotnej ziemi, z coraz większą udręką znosząc jej pewne siebie, ale tajemnicze i niebezpieczne spojrzenie. Podświadomie napiął mięśnie w momencie, kiedy parsknęła. Co to miało znaczyć? Zirytował ją? Polubiła go? A może ona też jedynie grała rolę, próbując go zwieść fałszywymi znakami? Żar nigdy nie znał się na mowie ciała. Odwieczna, zagadka, której nie potrafił rozgryźć. A teraz miał właśnie okazję poćwiczyć - w grze, w której stawką był szkarłątny płyn krążący w jego żyłach.
Jej czujna postawa tylko wzmogła niepokój Ognistego. Nie był przyzwyczajony do rozmów w cztery ślepia... A tu nagle pachnąca obcym stadem nieznajoma pojawia się znikąd za jego plecami, zakrwawiona nie swoją posoką i uśmiecha się do niego dziwnym grymasem, oscylującym na granicy naciągającego mordu oraz delikatnej aprobaty. Wydłużył oddech, próbując uspokoić serce kołatające w piersi jak ciężki stalowy młot. "Będzie dobrze... Tylko zachowaj zimną krew" - uspokoił się, nie odsuwając się do tyłu ani o krok. Przez chwilę nawet miał wrażenie, jakby nowy zastrzyk pewności siebie spływa na ciało strumieniem przyjemnego ciepła.
A potem się odezwała. Szary zadrżał mimowolnie.
- Upier.dliwych, bądź podejrzanych - poprawił ją niskim, czystym i opanowanym głosem, kolidującym z zapachem młodego: mieszanką lęku, testosteronu, gryzącej siarki oraz spalenizny. Nie ma co. Swoje odsiedział wśród ognistych skał.
Na drugim pytaniem chwilę pomyślał. Nie - zawahał się. Zdradziło go kilka przyspieszonych mrugnięć, tik nerwowy na rubieżach linii dolnej szczęki, czy szybkie poprawienie lewego skrzydła z którego popłynęła stróżka krwi, w nagłej ciszy skapująca na liść paproci irracjonalnie głośnym tąpnięciem. Z Ognika chyba nie było zbyt dobrego aktora. Chociaż nie... Może był właśnie zbyt dobry?
- Jestem adeptem stada Ognia - odpowiedział równie kulturalnie - Mów mi Antracyt.
Niespodziewanie odzyskał całkowite panowanie nad własnym organizmem. W jednej chwili zdał się dziwnie rozluźniony, jak gdyby właśnie zwierzył jej się z jakieś rodzinnej tajemnicy, plugawego występku, skrywanego przez pokolenia w najciemniejszych zakątkach smoczych umysłów. Jego wzrok przestał być strachliwy, roztrzepany, niepewnie lawirujący między jednym bursztynowym ślepiem, a drugim. Teraz wpatrywał się w Przedwieczną z siłą i fascynacją. Chorą fascynacją.
- A ty do którego z tych dwóch rodzajów gości należysz?... - zapytał z celowym brakiem elokwencji, unosząc niezauważalnie koniuszek pyska, ale wciąż nie odrywając wzroku od hipnotyzującego płynnego złota, którym tak bogato mieniły się oczy rówieśniczki. Oddychał zbyt spokojnie, jak na tak niemiłe pytanie, wypowiedziane z tak niedużej odległości. To było jak wyzwanie. Rzucane przez istotę, która nie dorastała łowczyni do pięt.
 
 
Przedwieczna Siła 
Uzdrowiciel Księżyca



Płeć: Samica
Księżyce: 70
Rasa: Skrajny
Opiekun: Dwuznaczna Aluzja*
Dołączyła: 23 Cze 2015
Posty: 2753
Wysłany: 2015-12-01, 20:38   
   A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,A,O,MA,MO,Skr,Śl,Kż: 1| MP,W,Lecz: 2
   Atuty: Ostry węch, Kruszyna, Skupiony


Podobało jej się, że niektórzy się jej bali, ale to zwykle szybko jej się nudziło. Zwykle w momencie, kiedy uznawała, że młodzi nie są zagrożeniem albo nie mają obstawy, z którą można by się pobawić. Ognisty, który stał przed nią, był po prostu kolejnym z wielu, który tylko połechtał jej ego, a kiedy się tym znudziła, mogła porzucić zabawę w kotka i myszkę.
Kąciki jej pyska uniosły się nieznacznie, kiedy usłyszała sprostowanie. Smok miał jaja, jeśli zdążył opanować strach, którym śmierdział chyba na kilometr. Szkoda, że nie tak łatwo było ukryć fizyczne oznaki stanu psychicznego, jak łatwo było opanować głos i wyraz pyska. Chociaż, też nie do końca - Sombre uwielbiała wyłapywać te drobne oznaki, tiki, czytać mowę ciała, która wyrażała więcej, niż tysiące fałszywych słów.
- Masz rację, Antracycie. Podejrzani także się zdarzają, ale o nich łatwiej na granicach. - skinęła lekko łbem, a grzebień na całej długości jej ciała zafalował. Ton jej głosu nie był już tak chłodny, ale również nie był ciepły. Była opanowana i spokojna. Pewna siebie i tym właśnie emanowała, ale na pewno nie miała postawy takiej, żeby rozmówca mógł uznać ją za jakiekolwiek zagrożenie. Płaszczyć też się przed nim nie będzie, jasne, że nie, ale nie chciała robić sobie wrogów w tym stadzie. Mogła mu więc pokazać nieco milszą wersję siebie, o ile też będzie tego chciał.
- Ja? - ściszyła głos, zniżyła i zbliżyła łeb do niego.
- Trochę strasznym, trochę podejrzanym i na pewno trochę upier.dliwym. - mruknęła z rozbawieniem, także - dla obserwującego uważnie - widocznym w jej ślepiach. Bo jak inaczej można było odebrać jej zachowanie? Każde z tych określeń było prawidłowe do tego pierwszego wrażenia.
- Ale nie uważasz, że pierwsze wrażenie często jest mylne? - zapytała i uniosła się z powrotem do wyprostowanej pozycji. Tym razem usiadła już i owinęła przednie łapy ogonem. Nie musiał jej odpowiadać, wolała, żeby się zastanowił. O ile potrafił myśleć.
- Co tutaj robiłeś samotnie? Czekałeś na kogoś? - zapytała, będąc pewną, że młody odpowie. Mógł nie powiedzieć jej prawdy, ale ona nie zasłaniała się kłamstwem. Nienawidziła kłamstwa, nawet w sprawach błahych. Gdyby się okazało, że przeszkodziła, cóż... po prostu podniosła by zadek i odeszła.
_________________
Cień forever.
 
 
Popielaty Kolec 
Adept Ognia
Nienawidzę się.



Stado: Ognia
Płeć: Samiec
Księżyce: 45
Rasa: Skrajny
Dołączył: 07 Maj 2015
Posty: 174
Wysłany: 2015-12-05, 23:19   
   A: S: 3| W: 1| Z: 2| I: 2| P: 1| A: 3
   U: MP: 1|Skr,B,S,A,O: 2|L :3
   Atuty: Zwinny, Kruszyna, Magiczny Śpiew


Z drugiej strony patrząc, interakcja z przerażonym osobnikiem jest także mocno ograniczona. Lawirowanie między słowami tylko po to, żeby nie zmusić rozmówcy do panicznej ucieczki bywa nużące i poniekąd frustrujące, a samo powodowanie tego prędkiego odwrotu nie jest aż tak satysfakcjonujące, jak się wstępnie wydaje. Dlatego też szarołuski byłby Przedwiecznej niewysłowienie wdzięczny za tak nieoczekiwanie pozytywny obrót sytuacji, gdyby... No, gdyby nie przekonywał się, że już się jej nie boi.
- Hmm, brzmisz jakbyś miała z tymi sytuacjami na granicach jakieś doświadczenie... - rzucił na pół pytająco, zamrugawszy spoglądając na cienistą pod innym kątem. Jej nienaruszalna pewność siebie oraz spokój powoli zaczynały wpływać na młodego, przeganiając gdzieś strach o własne życie i podsuwając niekoniecznie elegancką śmiałość, epatowaną chociażby jego ostatnimi dwoma stwierdzeniami. On natomiast, nie miał nic przeciwko. Skupiony bardziej na zaspokajaniu własnej ciekawości jak to jest dbać i utożsamiać się z czymś więcej niż własne cztery litery, już zapomniał o tym wybuchu trwogi, który łowczyni wywołała swoim pojawieniem. Zdawał się również zapominać po co tu w ogóle był, źle zwiastując na przyszłość. Machnął ogonem z tępym świstem. Nie przyzna się przecież do niepamięci, a nie chciał znowu kłamać!
Drapieżny gest smoczycy doskonale podkreślił jej słowa. Odruchowo cofnął łeb i podciągnął koniec pyska do siebie, kiedy łowczyni na krótki moment zmniejszyła dystans, opuszczając ostre zębiska na równą linię z wysokością jego gardzieli. Tak, to było straszne. Jak słoneczny poranek, który nagle zaszedł ciemnymi chmurami, grzmiąc głuchym echem nadchodzącej burzy. Wrażenie to tylko spotęgował porównywalny wzrost dwójki jaszczurów - Żar przez chwilę miał wrażenie, jakby próbował bawić się z atakującą żmiją, z której otwartej paszczy aż ciekły krople mętnego, zielonego jadu. Znowu zacisnął pazury. Nie przeszło to bez echa także i na jego mimice. Czas, który normalnie spożytkowałby na zastanowieniem się nad następującym pytaniem, był teraz zmuszony zużyć na doprowadzanie swojej psychiki do porządku.
- Zazwyczaj jest... Ale równie często stanowi postawę, na której opiera się dalszy kontakt między dwójką smoków. - odpowiedział niezbyt klarownie, drugą częścią zaprzeczając pierwszej. Uniósł brew, oglądając zmieniającą się pozycję cienistej, trochę na zbyt długo zatrzymując się na niedawno zakrwawionych szponach, teraz czystszych niż łza. Zdziwiony i skonsternowany znowu wbił wzrok w epicentrum złocistych ogników, strzelających błyskawicami charakteru pośród kruczoczarnych, matowych łusek Nieustępliwej. Również usiadł, odprężony.
- Ale właśnie całe piękno tkwi w tym, by to pierwsze wrażenie zacierać. Naginać, łamać, zmieniać i pozostawać w ruchu, zostawiając drugą stronę na lodzie niepewną, czy niewinny baranek z tak ciepłym uśmiechem jeszcze chwilę temu naprawdę mógł spoglądać w twoim kierunku z żądzą mordu. - kontynuował z łobuzerskim uśmiechem, uderzenie serca później wypchniętym przez rozanieloną pogodność, z uniesionym pyskiem próbującą przebić się przez korony drzew i sięgnąć zasępionych chmur. Właśnie zwierzył się łowczyni z wymarzonej wersji samego siebie, dogorywającej w niekończącym się labiryncie prostolinijności własnego, niezmiennego charakteru. Gdzieś tam w środku zawsze był głupim i przewidywalnym pisklęciem. Zawsze.
- Próbowałem przeczekać tą pogodę w jakimś ustronnym miejscu - odpowiedział w akompaniamencie pojedynczego drgnięcia potężnej muskulatury, z powrotem wracając do bezlitosnego wgapiania się w światło bijące od ślepi samicy - A trafiłem do tego zagajnika raczej przypadkiem. Chciałem trochę poobserwować z ukrycia dwójkę smoków, z nudów, ale ich zapach mi gdzieś uciekł - rzekł i zaśmiał perliście - Mimo, że zazwyczaj i tak zostaję wykryty, a potem zmuszony do ucieczki przed kulami ognia i furią rozwścieczonych wojowników. Jakoś tak mam szczęście stanąć na jakiejś wyschniętej gałązce!
Zakończywszy wreszcie swój ciepły oraz barwny jak góra lodowa monolog, wiedziony jakimś gwałtownym impulsem uśmiech ognistego sczezł i bezpowrotnie zniknął. Popielaty ukłuty igiełką chłodnej logiki zorientował się, że zaczyna się spoufalać z zupełnie nieznajomą, obco pachnącą smoczycą, zwierzać z porażek i zwyczajów traktując jak przyjaciela, którego zna od dzieciństwa. Przełknął cierpko ślinę zniesmaczony tą myślą, po czym podjął wciąż niepełną wypowiedź. Zgorzkniał i zmarszczył nos zirytowany. Akurat przyjaciel, to by mu się chyba cholernie przydał.
- Jeden osobnik z tej dwójki pachniał podobnie do Ciebie - rzucił szybko głosem charczącym jak dźwięku zwłok ciągniętych po żwirze - A co ty tu robisz?
 
 
Przedwieczna Siła 
Uzdrowiciel Księżyca



Płeć: Samica
Księżyce: 70
Rasa: Skrajny
Opiekun: Dwuznaczna Aluzja*
Dołączyła: 23 Cze 2015
Posty: 2753
Wysłany: 2015-12-06, 22:37   
   A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,A,O,MA,MO,Skr,Śl,Kż: 1| MP,W,Lecz: 2
   Atuty: Ostry węch, Kruszyna, Skupiony


O tak, ona miała już z takimi doświadczenie...
- Na granicach zdarzają się różni idioci. - rzuciła, a jej ślepia zabłysnęły złowrogo. Zdarzało jej się już poszarpać wtedy parę grzyw.
- A więc mogę rozumieć, że nie oceniasz smoków szybko? - zapytała, tym razem na chwilę skupiając na nim wzrok. Wyrażał lekkie zainteresowanie, ciekawość, chociaż wciąż nie był bardziej poufały. To jest coś, z czym Łowczyni ma problem... kontakty z innymi. Mogła uchodzić za byle jaką, za złą, gniewną, okrutną, samotniczkę. Taka była, ale czy nie była to zaledwie maska? Nikogo tak naprawdę nie interesowało, co działo się wewnątrz niej. Niektórzy uważali, że nie posiada serca... i tak właśnie się zachowywała. Ale czy można osądzać tylko po czynach? Czy naprawdę nigdy, ale to nigdy nie liczy się to, co myśli dany osobnik? Jaki naprawdę chce być i kogo chciałby mieć przy sobie? Zapewne nikt nigdy nie dowie się o tym, co krąży po łbie Sombre. Może faktycznie była tylko taka lodowata, a może to tylko maska.
Zabawne. Dopiero co zaczęli rozmowę, ledwie się poznali, a tak wiele już o nim wiedziała. Nie sądziła, by Ognisty był taki, jaki powiedział - niewinny i bezbronny, a nagle okaże się być krwiożerczą bestią. Nie, z ich dwójki to ona mogła za taką uchodzić, ale nie on. Mniejsza już z tym, czy sobie to chwaliła i czy była z tego dumna. Taka po prostu była... jeśli wierzyć temu, jak się zachowywała.
Nie mogła sobie wyobrazić lepszego spotkania, lepszej "ofiary" i jej reakcji. Ognisty był kępką nerwów, a na koniec nawet zaczął się śmiać... nerwowo. Zbyt nerwowo, chociaż przez chwilę chyba nawet zapomniał, że tak się jej boi. Przedwieczna obejrzała swoje szpony z uwagą, jakby to interesowało ją znacznie bardziej niż to, co właśnie mówił młody. Co ją obchodziło, że się szlajał za jakimiś parami? Ona by to nazwała szpiegostwem albo jakimś rodzajem zboczenia. Chyba raczej wolałby, żeby tego nie komentowała. Zdawał sobie w ogóle sprawę z tego, jak zabrzmiało to, co mówił?
- A więc mały podglądacz z ciebie. - mruknęła i łypnęła na niego w tym momencie. Wbiła wzrok w jego ślepia nagle i na długo. Kąciki jej pyska uniosły się odrobinę, bynajmniej w przyjaznym geście. Zapadła chwila milczenia, może trochę niezręczna i sztucznie przez nią przeciągana. Pierwsze wrażenie? Sombre potrafiła je zmienić, ale nie musiała tego robić. Nie będzie się otwierać przecież przed jakimś obcym i być może wcale tego nie wartym smokiem.
- Mam nadzieję w takim razie, że nie aspirujesz na Łowcę, bo kiepsko byś się sprawował podczas skradania. - odezwała się, przerywając w końcu ciszę, jaka zapadła. Jedynym dźwiękiem, który wcześniej mógł im towarzyszyć był jego niespokojny oddech. Sombre wciąż emanowała spokojem, pewnością siebie, ale także obojętnością. Jej pysk nie wyrażał zainteresowania czy specjalnego zaangażowania w rozmowę. W ogóle... zwykle mało co wyrażał, prócz obojętności lub gniewu. W przeciwieństwie do Ognistego, który zmieniał się zupełnie jak humory u samicy. Może był samicą w przebraniu samca? Raz przerażony, raz udawał spokojnego, innym razem się śmiał.
- Ja? Szukałam samotności i spodziewałam się natknąć na nieznajomego. Padło na Ciebie. - westchnęła, niezbyt zadowolona z tego faktu. Zawsze, kiedy chciała być sama, spotykała KOGOŚ. Zwykle było to jakieś pisklę i zwykle chciało się uczyć. Chociaż czasem zdarzały się te głupki z Życia, którym można było nawbijać, wtedy nawet było zabawnie.
_________________
Cień forever.
 
 
Popielaty Kolec 
Adept Ognia
Nienawidzę się.



Stado: Ognia
Płeć: Samiec
Księżyce: 45
Rasa: Skrajny
Dołączył: 07 Maj 2015
Posty: 174
Wysłany: 2015-12-08, 23:10   
   A: S: 3| W: 1| Z: 2| I: 2| P: 1| A: 3
   U: MP: 1|Skr,B,S,A,O: 2|L :3
   Atuty: Zwinny, Kruszyna, Magiczny Śpiew


Jak cię widzą, tak cię piszą. Nikogo nie będzie obchodzić trauma z dzieciństwa rozgrywająca groteskowe przedstawienie wewnątrz czyjegoś umysłu, jeżeli ten ktoś właśnie zajmuje się krwawym rozpruwaniem gardeł kilku smokom. Żar odrobinę o tym wiedział. Dostajesz tyle, ile dajesz.
- Nie mówię, że nie oceniam - niemalże wszedł samicy w słowo, psując pewnie jedyne dobre wrażenie jakie na niej wywołał - Ja po prostu wierzę, że możesz być inny, niż aktualnie jesteś.
Prawie przygryzł sobie język, kiedy w ostatniej chwili powstrzymał się przed powiedzeniem "inna".
Rozwijając swój kulejący monolog z zaniepokojeniem przypatrywał się całkowicie obojętnej postawie łowczyni, oglądającej w pozornym zaciekawieniu własne szpony i uzmysławiającej mu swój stosunek do tej historyjki brutalniej, niż bezpośrednim wyznaniem. Tłamszony tym wrażeniem parł jednak dalej, zdenerwowanym śmiechem zakopując głębiej coraz szybciej rozrastający się w nim kłąb gęstej złości. Mełł w paszczy kwaśny posmak wyjałowienia, myślami już się przeklinając za naiwność chowającą się pod fasadą zirytowanego spojrzenia, pełznącego powoli po sylwetce łowczyni. Kiedy ta wbiła weń wzrok, ten odpowiedział z równą nagłością. Nie przerywał ciszy, nie miał po co. Zaciśnięciem szczęk rozprowadził gniew pulsujący w tętnicach i zbierający się na języku, tłocząc bezmyślną determinację niemocy do powoli kurczących i rozkurczających się muskułów ognistego. Nie obchodziło go to, jak brzmiał. W jego sytuacji i wieku cokolwiek zrobi lub czymkolwiek się stanie, nie będzie akceptowalne. I cienista nieświadomie jedynie pomagała mu to sobie uzmysłowić.
- Moją drugą nieodłączną zaletą jest regularne przymieranie głodem - Zarzucił charczącą gardłowo próbą żartu, teraz zalatującą raczej inkantacją klątwy na Sombre i wszystkich jej potomków - Nie, nie zamierzam być łowcą.
Zostawiając Przedwiecznej resztę jakże niecierpiącej zwłoki kwestii jego wymarzonej profesji, wysłuchał beznamiętnego wyznania, równie wypranym z pozytywnych emocji umysłem. Opatulony urastającym znużeniem urwał boleśnie kontakt wzrokowy i niespiesznym ruchem aż jątrzącym się ironią rozejrzał się po okolicy. Gdziekolwiek źrenice młodego nie padły, dzika roślinność splatała się w mięsistozielony mur, świecący jedynie skromną pustką ciernistego pasażu w miejscu, skąd przyszli. Z rozbawionym sapnięciem wrócił do adorowania szlachetnego metalu, którym opływały oczy samicy, przez chwilę nawet uśmiechając się półgębkiem z prawdziwą pogodą ducha. Przez chwilę. Bądźmy poważni.
- Gdybyś naprawdę szukała samotności, to raczej nie trafiłabyś tu przypadkiem... - mruknął przeciągle, krótkotrwałym przebłyskiem radości przebijając się przez grubą kurtynę gburowatego odrętwienia. Znowu oderwał się od poprzedniego zajęcia i zlustrował od niechcenia najbliższe łowczyni otoczenie z wyrazem tak kapryśnego lenistwa, że aż chciało się ukrócić o głowę tą transwestytkę w skórze faceta.
- Ale... No, nie narzekam.
Bujne korony drzew zaszumiały mocniej zwiastując nawałnice chłodnego wichru, uderzenie serca później smagające dwójkę dezerterów od prawej po pokrytych łuską o ciemnych odcieniach ciałach. Popielaty ustawił niespiesznie pysk z wiatrem, przyglądając się apatycznie jak chmurka czarnego dymu unosi się z jego nozdrzy i ulatuje gdzieś w bok rozpływając się w świeżym, wilgotnym powietrzu. Gdzieś w oddali zagrzmiało głuchą groźbą, wzbogacając o złowieszcze nuty zaległe milczenie opadającego kurzu pomiędzy Antracytem i Nieustępliwą, przeciągające się równie bardzo co niedawna, pełna napięcia cisza. Szarołuskiemu trzeba było to przyznać - kiedy nie lał z siebie potoku bzdurnych słów, był o wiele bardziej nudny. Dlatego też wkrótce ten marazm konwersacji urósł do pewnego rodzaju próby, sprawdzającej jak bardzo cienista "szukała" tej podejrzanej samotności, w tym samym czasie odkrywając kolejne warstwy psychiki ognistego, wyraźnie przegryzającego właśnie zakąskę niezręcznego zawahania popijając poddenerwowaniem rysującym się przez jego uaktywniony ogon. Coraz chętniej zaczynał spoglądać w coraz dalszy bok. Ostatecznie jednak zdecydował się przełknąć wstyd. Dużą porcję. Gulp, dosłownie.
- Jesteś łowczynią, prawda? Skoro już tak tu siedzimy bez większego celu, to tak sobie pomyślałem... Nie miałbym może szansy podszkolić swojej sztuki podkradania się w twoim towarzystwie? Znaczy pod twoim okiem, bo na pewno jesteś lepsza w tych kwestiach... - poprosił, szukając w ślepiach smoczycy przedwcześnie krystalizujących się myśli oraz innych reakcji. Wydawał się teraz taki kruchy... Zupełnie jakby od jej wyroku zależało jego bezwartościowe życie. Na pewno zdawał sobie z tego faktu sprawę. I raczej nie był specjalnie zadowolony.
 
 
Przedwieczna Siła 
Uzdrowiciel Księżyca



Płeć: Samica
Księżyce: 70
Rasa: Skrajny
Opiekun: Dwuznaczna Aluzja*
Dołączyła: 23 Cze 2015
Posty: 2753
Wysłany: 2015-12-10, 21:02   
   A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,A,O,MA,MO,Skr,Śl,Kż: 1| MP,W,Lecz: 2
   Atuty: Ostry węch, Kruszyna, Skupiony


Antracyt był tak blisko prawdy, że aż tknęło to Sombre. Kąciki jej pyska uniosły się wyżej, chociaż wciąż nie można tego było nazwać uśmiechem. Raczej czymś... co zawierało w sobie trochę upiorności, a trochę przebiegłości. Przestała się wpatrywać w swoje szpony, a przeniosła powoli wzrok żółtych ślepi na Ognistego. Szukała na jego pysku sygnału, który zdradziłby jej myśli samca. Czy był świadom, naprawdę świadom tego, co mówi? Nie mogła tego wiedzieć, ani on nie mógł wiedzieć, o czym myślała ona. A ona wiedziała, że mogła zmienić swoje nastawienie wobec niego. To właśnie jej podejście miało wpływ na to, że właściwie każda jej relacja z innymi wyglądała w ten sposób. Każdy zdążył poznać ją od tej strony, od obojętnej, chłodnej i zdystansowanej Siły, brutalnej i bez serca. Była taka, bo nie zależało jej na tym, by zmienić tę opinię. Nie każdego było stać na to, by chcieć poznać dogłębniej charakter, nie oceniając po pozorach czy pierwszym wrażeniu. Jeśli juz ktoś przebrnął przez ten etap, mógł faktycznie uznać, że Sombre wcale nie jest taka zła, a może nawet... trochę dobra? Oczywiście, w życiu by tego nie przyznała!
Z rozmyślań nad charakterem i zmianami wyrwał ją drugi temat. Ah, tak. Profesja. Chwilę zajęło jej porzucenie poprzednich myśli i nakierunkowanie na coś innego. Skoro nie Łowcą, kim zatem zamierzał zostać? Postanowiła pozostawić sobie to pytanie na później. Nie wszystko na raz, nie? Przecież Łowca to tylko Łowca, a nie żaden intelektualista. Chociaż, kto ją tam wie...
- Jest wiele prawdy w tym, co mówisz. - powiedziała, powtarzając swoje myśli. Nawiązała trochę do początków jej zamieszania we łbie, chociaż tak naprawdę odpowiadała - co nie do końca było potrzebne - na komentarz co do jej poszukiwań samotności.
- Szukałam kogoś do towarzystwa. Konkretnie smoka z Ognia. - powiedziała półszeptem, jakby to skrywało jakąś tajemnicę. Tak naprawdę nie skrywało - jej nienawiść do Życia i Wody była jawna, a każdego w Cieniu już znała. Co do Ognia natomiast, chciała ich poznać, chociaż po jej zachowaniu można było mieć co do tego spore wątpliwości. Ale czy Sombre traktowała jakoś specjalnie pisklęta Cienia? Nie. Dla nich była równie nieprzyjemna. Przedwieczna chciała poznać przyszłych być może sojuszników. Oby. Rozjarzonego znała już bardzo dobrze i miała nadzieję, że ich relacja się nie zepsuje. Poza nim, poznała właściwie tylko Runę Ognia, a o pozostałych tylko słyszała, chociaż zapewne i tak nie o wszystkich. Na wspomnienie o Błysku przez sekundę Sombre się zmieniła. Była jakaś... mniej zdystansowana, cieplejsza, przyjaźniejsza. Coś w jej ślepiach wyrażało pozytywne emocje, a nawet wyraz jej pyska się zmienił. Jednak... trwało to zaledwie (jak na to, co było zwykle to może aż?) sekundę i Antracyt mógł to dostrzec, ale tylko jeśli się jej przyglądał. Sombre ceniła Rozjarzonego za jego umiejętności, miała do niego zaufanie i darzyła szacunkiem. Niewielu było jej rówieśników, o których miała takie właśnie zdanie.
Nauka? Spojrzała na Antracyt jeszcze raz, tym razem z czymś takim w jej ślepiach, co wyraźnie mówiło "upadł na łeb, czy naprawdę chciał się tego podjąć?". Sombre była cholernie wymagająca, ale przede wszystkim... Należało zacząć od tego, że praktycznie w ogóle się nie znali. Fakt, to nie stanowiło zbyt dużego problemu. Kolejną sprawą było to, JAK się poznali. A także to, że wcale nie należeli do tego samego stada. Mogła mu odmówić, ale nie chciała. Może i miała w tym swój własny cel?
- Jasne, mogę Cię poduczyć. - tylko czy jesteś tego pewien? zapytała w myślach z rozbawieniem. Nie czuła się mistrzynią w tej kwestii, ale na pewno nie jest nieodpowiednim smokiem, do którego się zwrócił. Przecież Łowca musi umieć się skradać!
- Zacznijmy od tego, co wiesz o skradaniu? - zapytała dla formalności, będąc przygotowaną na to, że zaczną od totalnych podstaw. Musiała jednak zadać to pytanie - przecież nie wiedziała, czy Ognisty był już przez kogoś uczony i chciał się tylko poprawić swoje umiejętności (co wynikałoby z jego lenistwa, bo mógłby to zrobić przecież sam) czy jednak w ogóle nie potrafił się skradać i chciał, żeby to akurat Sombre go tego nauczyła... Śmiech na sali.
_________________
Cień forever.
 
 
Popielaty Kolec 
Adept Ognia
Nienawidzę się.



Stado: Ognia
Płeć: Samiec
Księżyce: 45
Rasa: Skrajny
Dołączył: 07 Maj 2015
Posty: 174
Wysłany: 2015-12-25, 23:53   
   A: S: 3| W: 1| Z: 2| I: 2| P: 1| A: 3
   U: MP: 1|Skr,B,S,A,O: 2|L :3
   Atuty: Zwinny, Kruszyna, Magiczny Śpiew


Przekrzywił łeb o kilka łusek, kiedy do jego uszu dotarła mglista odpowiedź na jego zaczepkę dotyczącą szukania samotności. Coś się ewidentnie kotłowało pod czaszką łowczyni i "adept" to zauważył. Pomimo całej tej szopki stawiającej cienistą w świetle bezwzględnej i stanowczej łowczyni, gotowej wytknąć światu wszystkie jego niedoskonałości, wpadła w podejrzaną zadumę ledwie po krótkiej wymianie zdań na dość osobliwy dla młodego temat. Mimo wszystkiego innego, co można było mu zarzucić, naprawdę myślał to, co mówił - gorzej, że nie miał zbyt wielu okazji brutalnego utwardzenia swoich poglądów w praktyce. Czyste zainteresowanie wypchnęło resztki strachu. Teraz tylko przyszło przelać całą nadzieję na ocieplenie stosunków między nimi w empatyczne zdolności postrzegania samca, niemalże nieodrywającego wzroku od Sombre... Ach, czyli jednak nie ma nadziei.
Trzeba było przyznać szarołuskiemu, że znał swoją niecodzienną towarzyszkę mniej niż wcale. Nie spodziewał się nawet, że mogłaby darzyć nienawiścią którekolwiek ze stad, odkąd patrzył na świat przez pryzmat własnych odczuć i przeżyć, a sam nie miał żadnych nieprzyjemności z Życiem bądź Wodą. Jednakże, jego pełzające życie towarzyskie póki co dało mu do zrozumienia, że te dwa obiekty znienawidzenia nie są aż takie złe - w końcu przywódczyni jednego z nich uratowała go dwukrotnie przed śmiercią głodową, natomiast przedstawicielka drugiego podćwiczyła, ukracając męki rozległej niekompetencji zielonookiego, ciągnące się dłużej, niźli sam potrafiłby spamiętać. Natomiast krótkotrwałej zmiany w mimice Przedwiecznej nie mógł nie zauważyć. Złapał się chwilę potem na tym, że próbuje podświadomie przewiercić ją wzrokiem, chorą fascynacją obserwując każdy jej wdech i wydech pośród usilnej dedukcji przyczyn tak przyjemnej dla oka zmiany. Dałby wiele żeby móc ponownie wywołać u niej ten stan, ujrzeć te kilka radosnych iskierek zawieruszonych gdzieś pośród twardo rzeźbionego obsydianowego posągu samicy... Kusząca, acz prymitywna potrzeba. Jednakże czym jest życie, jeżeli nie zaspokajaniem potrzeb, szukaniem drobnych przyjemności?
Speszony odwrócił wzrok, orientując się jak nachalnie nie odwraca wzroku przez czas dłuższy, niż powinien, zahaczając o niebezpieczną granicę interpersonalnego braku taktu. To było nienaturalne. Nawet jak na takiego laika kontaktów międzysmoczych.
- Ta łowiecka sztuka daje możliwość poderżnięcia ofierze gardła zanim ta się w ogóle zorientuje o obecności drapieżnika - zauważył, kwaśnym pół-uśmiechem reagując na przemyślenia Siły, nadzwyczajnie klarownie malujące się na jej pysku. Doskonale zdawał sobie sprawę z absurdu wynikłej sytuacji, acz pomimo tego pchał ten korowód abstrakcji dalej, do przodu. Co miał przecież robić, skoro przez brak ogłady popielatego nie mieli wielu tematów do obgadania? Lepsza nauka niż bezczynne siedzenie w miejscu!
Hmm, a może nie odczytał tego wszystkiego z oblicza Nieustępliwej? Jest szansa, że Antracyt się takiej reakcji po prostu tam spodziewał. To plus: przynajmniej myślą podobnie.
- Z drugiej strony patrząc, jest to po prostu sposób bezszelestnego przemieszczania się, dający szeroki wachlarz możliwości - dorzucił, wyprostowując poprzedni lekki garb, który jął jątrzyć jego nienaganną sylwetkę - Przykładem jest chociażby sytuacja całkiem sprzed chwili.
Wtem podniósł się gwałtownym szarpnięciem i cofnął dwa kroki w tył, spoglądając na Sombre spode łba ślepiami przeszytymi na wskroś lodowatą logiką. Poprawił oraz przycisnął skrzydła do boków, wyraźnie bijąc się z myślami. Powinien pozwolić sobie na tak oburzającą niesubordynację, czy nie? Kiedy wydawało się, że powietrze wokół jego jadowicie zielonych źrenic zaczyna zamarzać, cofnął się jeszcze o krok i zahaczając końcem luźno zwieszonego za sobą ogona obrócił się o kilkadziesiąt stopni względem łowczyni, aby wylądować ku niej bardziej bokiem, niż przodem. Wbił wzrok w gąszcz przed siebie, ustawił się stabilnie na łapach i ugiął je solidnie, opuszczając łeb na wysokość tułowia. Napięte mięśnie i skoncentrowany wyraz wręcz lśniły od samozaparcia i zdyscyplinowania. Był kiepskim uczniem. Nikt natomiast nie mógł mu zarzucić braku determinacji.
Odgraniczając swe podbrzusze od podległego gruntu warstwą przestrzeni, oczekiwał w napięciu rozkazów. A może by go tak trochę potorturować i zostawić chwilę w tej głupiej pozie? Wybór należy do Ciebie. Wasza Miłości.
- A tak myślę, powinna wyglądać postawa do skradania.
Ostatnio zmieniony przez Popielaty Kolec 2015-12-26, 11:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Przedwieczna Siła 
Uzdrowiciel Księżyca



Płeć: Samica
Księżyce: 70
Rasa: Skrajny
Opiekun: Dwuznaczna Aluzja*
Dołączyła: 23 Cze 2015
Posty: 2753
Wysłany: 2015-12-30, 15:26   
   A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,A,O,MA,MO,Skr,Śl,Kż: 1| MP,W,Lecz: 2
   Atuty: Ostry węch, Kruszyna, Skupiony


Zamyślenie... Tak, Cienista często w nie wpadała. Zwykle działo się to jednak, kiedy była sama, bez obecności innych smoków, ewentualnie na zebraniach stadnych, o ile nie musiała się na czymś skupiać. Natomiast w przypadku rozmowy z pisklęciem... Cóż, zdążyła się już zorientować, że nic jej nie grozi. Nie ma obstawy w postaci dwójki wojowników, czy coś takiego, mogła więc pozwolić sobie na chwilę oderwania od rzeczywistości. Tym bardziej, że nie gubiła wątku rozmowy.
Sombre zwykle faktycznie starała się udać bezwzględną i zimną, bo taka w istocie była. Jedynie Cienistym (i to nie wszystkim!) i niektórym Ognistym mogła ukazać tę cząstkę siebie, która nie pragnęła zemsty i cierpienia wrogów, walki na śmierć i życie, prawdziwego, krwawego tańca. Od pierwszych księżyców to właśnie siedziało w jej łbie, co mogło wydawać się dziwne. Jak dla kogo. Sombre, wychowana w takim a nie innym otoczeniu i w ideałach, które stały się jej ideałami. Pragnęła tego, czego od zawsze pragnął Cień. Sombre była Cieniem, była w stanie tak poświęcić się stadu... Można to już było nazwać fanatyzmem, dzikim i ślepym, niebezpiecznym. Takim, jakim była wiara w jedyne bóstwo - chociaż bóstwo widzące i wiedzące wszystko było czymś zdecydowanie bardziej absurdalnym. Cień, stado, przynajmniej istniało.
I wśród takich poglądów znalazło się w umyśle Sombre miejsce dla Ognia - stada, które uważała za sojusznicze. Nie nazwałaby tych smoków braćmi i siostrami, jak Cienistych, ale mogli być przyjaciółmi Bo sojusznik to nie zawsze przyjaciel... czasem tylko wróg wspólnego wroga. Jednak, co tak naprawdę Ogień mógłby od niej chcieć? Była mała i nieważna, tak jej się przynajmniej wydawało, bo zapewne tak właśnie było. A ona dodatkowo straszyła każde napotkane pisklę - żywiąc się ich przerażeniem i posłuszeństwem wobec jej osoby.
I tu właśnie wchodziły w grę uczucia... emocje, których Przedwieczna zdawała się nie mieć.
Spojrzała na nowego ucznia ponownie, uważnie. Czy mógł stać się kimś wartościowym? Dla niej?.. Niewykluczone. Młody patrzył na nią, nachalnie, natarczywie, niemal przewiercając ją wzrokiem. Nie lubiła tego uczucia - nigdy, nawet, gdyby był to bardzo bliski jej smok. A Antracyt nim nie był i tym nie poprawiał swojej sytuacji. Nie miała ochoty zbytnio zgłębiać się w analizę wyrazu jego pyska. Widziała, że kryło się tam zaciekawienie, niemalże chora fascynacja, pytanie brzmiało: dlaczego? Może zwyczajnie lubił, kiedy ktoś się nad nim pastwił? A może jednak Cienista nie była tak mała i nieważna, jak jej się to zdawało?..
Powstrzymała ciche westchnięcie, które pchało jej się do pyska. Zaczynała gubić się w chaosie własnych myśli, dość tego.
Już chciała powiedzieć, że Antracyt odpowiedział poprawnie, dobrze, nic nawet nie uzupełniając w jego wypowiedzi, kiedy.. Heheh. A więc tak się bawimy.
Sombre zmrużyła ślepia tak, że z żółtego pozostały dwie poziome, lekko ukośne kreski. Ogonem przecięła powietrze niczym bat, z całej siły uderzając nim w podłoże. Rozległ się huk, a pomniejsze kamyczki obok uderzenia uniosły się w powietrze. Poza tym gestem, nic jednak nie wskazywało na to, że Ognisty ją czymś uraził. Wręcz przeciwnie.
- Dobrze, Antracycie. Przynajmniej szybko łapiesz fakty. - syknęła i wyszczerzyła się w upiornym, szerokim uśmiechu. Myślała, że straszenie go już jej się znudzi, ale nie! On dostarczał jej świetnej rozrywki!
- A teraz zachowaj się jak prawdziwy samiec i stań normalnie przede mną. - zamruczała, tym razem bez śladu syku czy warkliwego tonu. Bardziej wydawała się być zadowolona, bo i przewidywała, że nauka będzie ciekawsza, niż wszystkie uprzednie. Niechże tylko ten smok pokaże, że ma jaja, to może nawet go polubi. Zadziorny, nie będzie miał z nią łatwo!
- Przyjmij postawę do skradania. Jest całkiem podobna do tej, którą przyjmuje się do biegu, ale mocniej trzeba ugiąć łapy. - odparła, mając nadzieję, że Antracyt... cóż, potrafi już biegać. Musiałaby się głośno roześmiać, gdyby okazało się, że nie!
- Ogon unosisz wyżej, na wysokość kręgosłupa, a łeb obniżasz. Skrzydła przy tułowiu, ale nie tak, by krępowały Twoje ruchy. - dokończyła i spojrzała na niego, przekrzywiając łeb - wyczekująco i może nieco nawet nagląco.
_________________
Cień forever.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!

Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 14