FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Wzgórze
Autor Wiadomość
Zdumiewający Kolec 
Adept Ziemi
Kurcze pióro!



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 4
Płeć: Samiec
Opiekun: Światokrążca
Mistrz: Za młody
Wiek: 25
Dołączyła: 02 Maj 2015
Posty: 1342
Wysłany: 2015-12-30, 11:18   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| M: 1| P: 2| A:3
   U: W,B,Pł,L,M,Skr,A,O: 1


// Event

Szkwał słysząc rozwścieczony ryk Nauczyciela i czując impuls w którym otrzymał wiadomośc o tym co się tu wydarzyło, wyruszył na poszukiwania. Pierwszym miejscem w jakie się udał było wzgórze, na którym miał nadzieję cokolwiek odnaleźć. Tak więc przybiegł tutaj i zaczął chodzić po Wzgórzu, niezbyt śpiesznym krokiem by niczego nie przegapić. Przeczesywał spojrzeniem każdy skrawek przysypanego śniegiem terenu, odgarniał również biały puch w nadziei że może coś się pod nim znajdzie. Starał się dostrzec jakiś błysk albo może plamę jakiegoś koloru nie pasującego do otoczenia, szlachetne kamienie były w końcu dość charakterystyczne. Jak mu się jednak tu nie powiedzie to ruszy dalej, było wszak tyle terenów na których mogły leżeć porozrzucane błyskotki.
_________________
Wypowiedzi-thistle

Przedmioty Posiadane:
Pożywienie: ---
Kamienie: ---
Inne: ---

Atuty:
I:
II:
III:
IV:
 
 
Przedwieczna Siła 
Uzdrowiciel Wody



Rasa: Skrajny
Księżyce: 70
Płeć: Samica
Opiekun: Dwuznaczna Aluzja*
Dołączyła: 23 Cze 2015
Posty: 3645
Wysłany: 2015-12-30, 13:54   
   A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,A,O,MA,MO,Skr,Śl,Kż: 1| MP,W,Lecz: 2
   Atuty: Ostry węch, Kruszyna, Skupiony


Błękitny Szkwał wprawnym okiem rozejrzał się po Wzgórzu. Na pierwszy rzut ślepia nie było tutaj nic, co mogłoby go zainteresować, ale nie poddawał się. Był przecież Łowcą! Więc jeśli coś kiedyś się tutaj ukryło, to on na pewno to znajdzie!
Wyglądało jednak na to, że nie tylko nie było tutaj żadnych wizualnych zmian - nie było tu także ani woni chochlika, czy innego podejrzanego, ani też żadnych dźwięków, które mogłyby jakoś naprowadzić smoka na miejsce ukrycia kamienia szlachetnego... a może nawet wielu kamieni? To dopiero byłby skarb!

// Smok po odejściu z tego tematu, może rozpocząć poszukiwania w innym.
_________________
Cień forever.
 
 
Zdumiewający Kolec 
Adept Ziemi
Kurcze pióro!



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 4
Płeć: Samiec
Opiekun: Światokrążca
Mistrz: Za młody
Wiek: 25
Dołączyła: 02 Maj 2015
Posty: 1342
Wysłany: 2016-01-02, 08:36   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| M: 1| P: 2| A:3
   U: W,B,Pł,L,M,Skr,A,O: 1


No trudno to skoro tutaj niczego nie udało się mu znaleźć, ruszył niespiesznie w kierunku innego miejsca na terenie Czarnych Wzgórz. Kto wie gdzie te wstrętne chochliki pochowały kamienie szlachetne i czy w ogóle jakikolwiek uda sie mu znaleźć.
_________________
Wypowiedzi-thistle

Przedmioty Posiadane:
Pożywienie: ---
Kamienie: ---
Inne: ---

Atuty:
I:
II:
III:
IV:
 
 
Lilliathreven
Gracz



Stado: Waham się
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Dołączył: 03 Sty 2016
Posty: 37
Wysłany: 2016-01-19, 19:00   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 1| A: 1
   U: L: 1| A,O,Skr,Kż,Śl: 2| B,S: 3
   Atuty: Ostry Węch; Pamięć Przodka;


Lilliathreven przechadzała się po terenach wspólnych Wolnych Stad. Powoli oswajała się z tym miejscem, z zapachami i zwyczajami... Czas więc i podszkolić swoje umiejętności, by móc dorównać innym smokom. Jak dotąd wystarczało jej to, co potrafiła - tutaj czuła na sobie jakąś presję, że powinna więcej. To akurat całkiem niezła forma motywacji.

Jako, że Lilliath jeszcze nie potrafiła posługiwać się magią, musiała sobie radzić tylko z naturalnymi obiektami jako utrudnieniami. Postanowiła zacząć od biegu, który był podstawową umiejętnością. Oczami wyobraźni wyznaczyła sobie tor biegu. Potem przyjęła odpowiednią pozycję - ugięte łapy, długi ogon z kitką uniesiony, ogromne skrzydła luźno przy ciele. Obniżyła nieco łeb, by tylko ledwie ponad kręgosłupem był. Chwilę trwała w tej pozycji, poprawiając szczegóły - takie, jak rozstawienie łap, ułożenie skrzydeł i jeszcze lekkie uniesienie i naprostowanie ogona. O, teraz była gotowa do nauki! A jako, że bazowała na zwinności, postanowiła zacząć od lekkiej rozgrzewki, by potem z rozgrzanymi mięśniami móc pójść na całość!
Ruszyła spokojnie, zahaczając pazurami mocno o glebę. Pilnowała, by się nie poślizgnąć, bo na śniegu i lodzie było to nie takie trudne, jak mogłoby się wydawać. Truchtała przed siebie, stawiając pewne kroki i odrywając prędko łapy od ziemi, by po chwili postawić je kawałek dalej. Ogon wahał się od lewej do prawej, wspomagając ją w utrzymywaniu równowagi. Żeby choć odrobinę urozmaicić sobie rozgrzewkę, zrobiła kilka skrętów. Najpierw skręt w prawo - skręciła w tę stronę łeb, tułów i ogon, a także delikatnie pochyliła się na prawo. Jak dotąd wszystko szło gładko - jej ruchy były płynne, krok pewny, a cała sylwetka dostojna. Lill zawsze była gotowa na to, że ktoś może ją podglądać, wolała więc zawsze wyglądać na taką... z klasą. A wracając do treningu - zrobiła dwa pełne okrążenia w prawo, dosyć duże o małym skręcie, by przypadkiem nie upaść. Przecież nie to było jej celem! Po wykonaniu dwóch okrążeń, wyprostowała całe ciało, chwilę znów truchtała przed siebie, a potem skręciła ponownie, ale tym razem w lewo. Przechyliła się na tę stronę, skręciła łeb, tułów i ogon. Zaczęła skręcać, wykonując najpierw delikatny łuk, który powiększał się i wydłużał - aż w końcu zamknął w pełne okrążenie. Po tym oczywiście wykonała kolejne, by w obie strony wykonać równą ilość okrążeń. Po drugim okrążeniu na chwilę zwolniła, ale przede wszystkim ponownie wyprostowała całe swoje ciało. Chwilę niby truchtała, ale znacznie wolniej, by już po chwili... Lilliath zerwała się z całych swoich sił do biegu! Nie, nie zwykłego biegu. To był sprint! Naprzemiennie odbijała się łapami od ziemi - to oboma przednimi, to tylnymi. Robiła długie susy, a ogon tym razem balansował nie tylko w lewo i prawo, ale także w górę i dół! Ciało to uginało się, wyginając kręgosłup niczym koci grzbiet, to prostowało maksymalnie, jednocześnie sięgając przednimi łapami jak najdalej w przód, a tylnymi będąc świeżo po mocnym wybiciu. Nie zapominała jeszcze mocniej ryć ziemię pazurami, by nie poślizgnąć się... to by dopiero była wtopa! Zrobiła sobie tor przeszkód. Musiała je wymijać, by oniknąć zderzenia czy upadku. Najpierw niewysoki, chudy krzew. Smoczyca pochyliła się w lewo, skręciła w tę stronę łeb, ciało i ogon i wyminęła go, mając krzew po prawej stronie. Kiedy tylko się z nim zrównała, skręciła w drugą stronę, a potem wyprostowała, by wrócić na swój "tor". Potem jakieś głazy... Samotniczka skręciła, tym razem w prawo - tak łeb, jak tułów i ogon oczywiście, przechylając ciało na tę samą stroną. Skręciła i wyprostowała się, biegnąc wzdłuż nich. Ah! Przed każdym skrętem nie zapominała odpowiednio zwolnić, oczywiście, inaczej jej sprint na pewno zakończyłby się jednym z największych upadków! Lill była zręczna, ale niewystarczająco, by w nieskończoność biec tak szybko - w pewnym momencie zaczęła oddychać przez pysk, zamiast przez nozdrza, a potem całkiem go otwarła, dysząc ciężko. Powoli zwalniała, nie potrafiąc utrzymać morderczego tempa. Zwalniała, robiąc coraz krótsze susy, potem przechodząc do biegu, wolniejszego biegu, aż w końcu znów do truchtu. Chwilę truchtała dla uspokojenia, aż w końcu stanęła kompletnie z - o dziwo - zadyszką mniejszą, niż początkowo.

[ Dodano: 2016-01-19, 19:57 ]
Po krótkiej przerwie - dosłownie króciutkiej, musiała wrócić do treningu. Jej zadyszka szybko przeszła, należało więc korzystać z rozgrzanych mięśni i gotowego do ruchu ciała. Lill odetchnęła raz jeszcze, ostatni, głęboko i spokojnie, a mroźne powietrze przyniosło jej ukojenie.

Ponownie wyznaczyła sobie w wyobraźni pewien schemat, coś na kształt planu treningu. Rozgrzewkę miała za sobą, teraz więc ogarnie skakanie. Czuła, że powinna nad skokami popracować. Ugięła mocniej łapy - bardziej tylne, rzecz jasna. Miała zamiar najpierw skakać z miejsca, przygotowała sobie więc wcześniej przeszkody. Najpierw nieduża skała. Lill wybiła się mocno z łap, przechylając mocno do przodu, by raczej poniosło ją bardziej w przód, niż w górę. Skałka była niska, nie było więc szans, by zahaczyła o nią łapą. A jednak pilnowała łap, delikatnie podkurczając je w trakcie bycia w powietrzu. Skrzydeł nie rozkładała, chociaż bardzo ją to kusiło - trzymała je przy ciele, ale pozostawiała luźno na tyle, by nie ograniczały swobody ruchów. Musiała przecież wyglądać przyzwoicie, mimo zmęczenia! Przechodząc do lądowania, jej sylwetka powoli się zmieniała w związku z wysunięciem przednich łap do przodu, w sumie podobnie jak tylnych, oczywiście tylko nieznacznie. Łapy były ugięte - musiały amortyzować dotknięcie ziemi, inaczej lądowanie na prostych łapach mogłoby się skończyć nawet jakąś kontuzją, albo, co gorsza, złamaniem. A nawet jeśli nie, to choćby upadek byłby przykry!
Po wylądowaniu, przeszła do wolnego truchtu. Kolejny skok miał zostać wykonany z biegu, dla utrudnienia. Dodatkowo, musiał być dłuższy - chciała przeskoczyć cały podłużny lód! W odpowiednim momencie wybrała miejsce, w którym dotknie wszystkimi łapami ziemi, tuż przed lodem. Zrobiła to, by od razu ugiąć mocno łapy i wyprostować je, silnie odpychając się od podłoża. Wybiła się, ponownie bardziej w przód niż w górę i przeleciała z wyprostowanym doskonale ciałem ponad lodem. Przednie łapy były mocno wysunięte w przód, zupełnie, jakby chciała czegoś bardzo sięgnąć, a tylne pozostały z tyłu po wybiciu. Przechyliła ciało do przodu, kiedy traciła prędkość i zaczynała opadać. Przygotowała łapy i ciało na dotknięcie ziemi, poprzez delikatne ugięcie przednich. To nimi jako pierwszymi dotknęła śniegu, dopiero potem wylądowały tylne. Przystanęła i rozejrzała się. Co by tu teraz?.. Ah! Podeszła prędko do kamieni obok. Były różnej wysokości i po różnych jej stronach, usadowiła się więc między nimi. Odetchnęła głęboko kilka razy, spokojnie, wyciszając się i skupiając. I znów - ugięła mocniej łapy i wybiła się. Z małym wyjątkiem. Tym razem mocniej wybiła się z lewej przedniej i tylnej łapy i przechyliła ciało nieznacznie na prawo. Tym sposobem skoczyła w górę i w prawo, wskakując na wyższą skałkę obok. Jednocześnie był to skok bardziej wzwyż niż na odległość. Przed lądowaniem ugięła łapy nieco mocniej - lądowała z większej wysokości, więc mogło to być jeszcze bardziej niebezpieczne. Dla pewności wolała łapy ugiąć mocniej, nic nie zaszkodzi, a na pewno tylko zapewni jej więcej bezpieczeństwa. Teraz postanowiła zrobić odskok - a więc w tył. Ugięła łapy i wybiła się z nich mocno, więcej siły wkładając w przednie łapy. W powietrzu szybko przechyliła swoje ciało w tył, jakby... do pozycji pionowej. Ogon został na dole, ale wciąż stanowił przedłużenie jej ciała i pomagał jej utrzymywać równowagę. Dopiero teraz zorientowała się, że skakanie po skałach, których powierzchnia może być zmrożona, śliska, jest... niezbyt mądre przy takiej pogodzie. Ale trudno! Trening to trening, teraz już i tak była w powietrzu ponad skałą, nic nie zmieni... Kiedy poczuła, że zaczyna opadać, ponownie przygotowała się na lądowanie, delikatnie uginając łapy, a w końcu opadając miękko na podłoże. Stawy zadziałały jak sprężyny, jak amortyzacja, dobrze działający mechanizm. Pozostał jej jeden, ostatni skok do przećwiczenia. Podobny jak ten, który wykonała chwilę temu w prawo. Była na skale, a więc skokiem w lewo ponownie znajdzie się na nieco bezpieczniejszym śniegu. W tym celu znów ugięła łapy i wybiła się z nich mocno, większą siłę wkładając w prawą przednią i tylną łapę. Pilnowała znów skrzydeł... w te skoki w bok jakoś wydawały się jej być bardziej potrzebne, ale przecież nie mogła ich użyć. Przechyliła swoje ciało także na lewą stronę i podkurczyła pod siebie łapy. Kiedy poczuła, że zaczyna zbliżać się do ziemi - znów ugięła łapy, ale nieznacznie. Nie zeskakiwała z dużej wysokości, ani nawet z dużą prędkością.

Odetchnęła po treningu, tym razem zupełnie gotowa na odpoczynek. Była zmęczona, ale czuła przypływ energii! Kondycja już jej się polepszyła, a ciało wcale nie wyglądało na wychudzone i słabe, jak wtedy, kiedy tu przybyła... wracała do formy!
 
 
Martwy Kolec 
Gracz
Szkarada



Rasa: Skrajny
Księżyce: 48
Płeć: Samiec
Opiekun: Jeździec Apokalipsy?
Partner: Phi. A kto by mnie chciał
Wiek: 22
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 337
Wysłany: 2016-01-19, 20:11   
   A: S: 1| W: 1| Z: 1| I: 1| P: 2| A: 2
   U: S: 1| L, O: 2| A, B, Sl: 3
   Atuty: Szczęściarz; Oporny Magik;


Wszystko to obserwował pewien smok. Rzecz jasna Martwy, który z uśmiechem na pysku próbował dostrzec jej technikę i samemu też się czegoś nauczyć. Obserwował w jaki sposób skakała. Wszystko to robiła z taką lekkością, jakby już umiała tak skakać wcześniej, a teraz tylko się popisywała. Gdy tylko przerwała swój trening, cały zmarznięty smok podszedł do smoczycy. Jego ciało trzęsło się z zimna, zaś głos był ochrypnięty. -Nieźle biegasz...i skaczesz.-powiedział uśmiechając się jeszcze szerzej do smoczycy. Nie był to uśmiech obsesyjny. Był raczej szczery i sympatyczny, chociaż sam smok urodą nie zachwycał. Nagle głównym zainteresowaniem stał się zapach smoczycy. Nie przypominał żadnego dotychczas jakiego znał. Śmierdziała potem, ale jakby tylko nim. Czuł jej ciało, ale nie to skąd jest. Zdezorientowało to trochę Martwego, po czym starał się zachować choć trochę kulturalnie. Przechylił więc łeb i patrząc w ślepia smoczycy spytał-Jak ci w ogóle na imię? Oraz skąd jesteś?-spytał podchodząc o krok za blisko i wąchając nowo poznaną smoczycę. Była mniej więcej w jego wieku i wyglądała dość ponętnie. Pomimo jej zadyszki wyglądała wciąż jakby miała pełno siły. Podobało się to smokowi. Widać było, że jest silna i wytrzymała. Cenił sobie te cechy. Gdy tylko ją powąchał odsunął się z powrotem i usiadł na śniegu dociskając mocno skrzydła do ciała by jak najmniej ciepła uciekało. -Jest naprawdę atrakcyjna-powiedział sobie w myślach smok mierząc ją dyskretnie wzrokiem.
_________________
,,Kiedy walczysz z potworami uważaj by nie stać się jednym z nich. Bo kiedy długo patrzysz w Otchłań, Otchłań zaczyna patrzeć w ciebie."
,,Ten, kto raz nie złamie w sobie tchórzostwa, będzie umierał ze strachu do końca swoich dni"



U:B1
Atuty:Szczęściarz ( W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.
Evolution of Suntrux

Ostatnio zmieniony przez Martwy Kolec 2016-01-19, 20:11, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Lilliathreven
Gracz



Stado: Waham się
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Dołączył: 03 Sty 2016
Posty: 37
Wysłany: 2016-01-19, 21:37   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 1| A: 1
   U: L: 1| A,O,Skr,Kż,Śl: 2| B,S: 3
   Atuty: Ostry Węch; Pamięć Przodka;


Lilliath usłyszała skrzypienie śniegu. O nie! Ktoś ją cały czas oglądał! W pierwszym momencie lekko się speszyła, ale szybko się poprawiła - zanim smok jeszcze był blisko i mógłby to zauważyć. Smoczyca była przyjaźnie nastawiona, więc uśmiechnęła się od razu widząc przybysza. Wysunęła nieznacznie jęzor, smakując powietrze i jego woń, która do niej dotarła... Jego zapach był całkiem inny od tych, które jak dotąd poznała. A poznała już smoki z trzech na cztery stada... ten więc musiał być z Cienia.
Lill wyprostowała się, pochyliła łeb ku niemu i wysunęła przed siebie prawą łapę w dostojnym ukłonie. Ruchy nie były wymuszone czy sztywne, wręcz przeciwnie! Zachowywała się naturalnie, a więc poruszała swobodnie i płynnie.
- Witaj, nieznajomy. Ja jestem Lilliathreven. Pochodzę spoza bariery i nie należę do żadnego ze znanych Ci stad. - odparła swym melodyjnym głosem, obdarzając go słodkim uśmiechem i wzrokiem pełnym zaciekawienia.
- Dziękuję za komplement. Przyłapałeś mnie na treningu, wcześniej nie potrafiłam tak "nieźle" skakać i biegać. Jak Ty się zwiesz? - zapytała w końcu, nie mogąc się doczekać, aż pozna jego miano. Jego wygląd był nietypowy jak dla smoka, ale był dla niej miły, nie miała więc powodu zachowywać się wobec niego inaczej. Końcówka jej ogona z kitką granatowego futra drgała, ale nie z zimna. Było jej gorąco, jeszcze po treningu, drganie oznaczało raczej zainteresowanie nowopoznanym. Widziała za to, że mu jest zimno... i miała ochotę go otulić choćby skrzydłem, ale nie wypadało jej. Nie odsunęła się co prawda, kiedy podszedł bliżej, by ją powąchać, ale jej rozmówca nie był już pisklęciem, a smokiem w prawdopodobnie wieku podobnym do jej własnego! Tak naprawdę bardzo trudno było określić dokładny wiek dorosłych... ale samiec zachowywał się raczej jak jeden z tych młodszych, więc mógł liczyć nawet niej księżyców od niej.
Ostatnio zmieniony przez Lilliathreven 2016-01-19, 21:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Martwy Kolec 
Gracz
Szkarada



Rasa: Skrajny
Księżyce: 48
Płeć: Samiec
Opiekun: Jeździec Apokalipsy?
Partner: Phi. A kto by mnie chciał
Wiek: 22
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 337
Wysłany: 2016-01-19, 23:00   
   A: S: 1| W: 1| Z: 1| I: 1| P: 2| A: 2
   U: S: 1| L, O: 2| A, B, Sl: 3
   Atuty: Szczęściarz; Oporny Magik;


Szlachetne i wyrafinowane gesty ze strony smoka wzbudzały w nim duże podniecenie. Nie spotkał się wcześniej z taką gracją. Smoczyca wydawała się dosyć smukła i miała okazałe skrzydła. Była to prawdziwa smoczyca alfa z urodzajem godnym podziwu. Gdy ta się ukłoniła smok nie wiedział jak się zachować. Myślał tylko o tym jakim wieśniakiem musi się dla niej wydawać. Na dodatek ta cieknąca ślina z jego dzioba. Wytarł ją szybkim ruchem skrzydła po czym docisnął je z powrotem do ciała. Gdy smoczyca zadała pytanie Martwemu, tan jakby na chwilę się zawiesił patrząc na jej ciało po czym się ocknął i z głupim uśmiechem odpowiedział ochrypniętym głosem-Ja jestem Martwy Kolec. Serio dopiero teraz się tego nauczyłaś? Gratuluję...-rzekł nie wiedząc co mówić. Był jakby speszony. Po chwili ciszy zanim smoczyca doszła do zdania wtrącił jeszcze-A więc jesteś spoza bariery? Ja też byłem. Tylko byłem zupełnie sam i szukałem pomocy. Tak zawędrowałem do cienia. A jak ty sobie radzisz? Nie wolisz dołączyć do Cienia? Tam by o Ciebie dbano. Pomógłbym ci poznać miłe smoki.-zaczął próbować przekonywać smoczycę do siebie, chociaż nie miał u niej prawdopodobnie żadnych szans. Chciał pokazać, że jest opiekuńczy i że mógłby się nią zaopiekować. Wystarczy, że powiększyłby swoje legowisko i na pewno by jej się tam spodobało. Końcówka ogona Martwego również zaczęła drżeć niczym u grzechotnika, a znajdujące się na końcówce ogona kolce się najeżyły. Smok był podekscytowany, a jego podniecenie rosło z każdą chwilą obok smoczycy. Jako iż nie wiedział nic o seksie, to jego erotycznym spełnieniem było wspólne bieganie ze smoczycą o zmroku jesienią. Niczego lepszego nie mógł sobie wyobrazić, choć miał już ponad 30 księżyców.
_________________
,,Kiedy walczysz z potworami uważaj by nie stać się jednym z nich. Bo kiedy długo patrzysz w Otchłań, Otchłań zaczyna patrzeć w ciebie."
,,Ten, kto raz nie złamie w sobie tchórzostwa, będzie umierał ze strachu do końca swoich dni"



U:B1
Atuty:Szczęściarz ( W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.
Evolution of Suntrux

 
 
 
Lilliathreven
Gracz



Stado: Waham się
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Dołączył: 03 Sty 2016
Posty: 37
Wysłany: 2016-01-19, 23:31   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 1| A: 1
   U: L: 1| A,O,Skr,Kż,Śl: 2| B,S: 3
   Atuty: Ostry Węch; Pamięć Przodka;


Oh, Lilliath raczej nie należała do alf... w jej stronach spotkanie alfy graniczyło raczej z cudem, chociaż będąc tu zaledwie księżyc, już miała okazję poznać alfę stada Ognia. Urok, jaki rozsiewała wokół siebie Płomień Pustyni pozostawił na niej wrażenie nawet do teraz, a uczucie to odnawiało się za każdym razem, kiedy przypomniała sobie jej wygląd i respekt, jaki w Lill wzbudziła.
Na Martwego Kolca wcale nie patrzyła jak na wieśniaka. Był nawet... całkiem uroczy, kiedy błąkał się między własnymi słowami. Co prawda ten lekki brak ogłady w jej stronach byłby zupełnie nieuznawany, ale Lill czasem podobało się to, czego tak im bronili, lub co w nich tępili w Królestwie.
- Dziękuję za troskę, Martwy Kolcu. - odpowiedziała, uśmiechając się do niego szerzej i cieplej zarazem. Mówiła tonem łagodnym, jakby chciała go pogłaskać po głowie, uspokoić, a jednocześnie wciąż radośnie.
- Ja i moja siostra, Nadeith, nie należymy do żadnego z tych stad. Przybyłyśmy niedawno. Właściwie ona przybyła tutaj pierwsza, a ja ją odszukałam. Pochodzimy z odległego Królestwa na górze Kira, gdzie szkolono nas w różnych profesjach... całkiem innych niż te, które znasz. - powiedziała, może nieco tajemniczo, chcąc wzbudzić jego nie tylko zainteresowanie, ale i sympatię. Z tego, co zdążyła zauważyć, niewiele było takich, jak one, bezstadnych... a właściwie były tylko one dwie. Dlatego mogły wydawać się dla innych jakimś zjawiskiem, chociaż Lill patrzyła na to zupełnie z innej perspektywy.
- Opowiesz mi coś o sobie? - zapytała z nutką nadziei w głosie. Jej błękitne ślepia dyskretnie oceniły samca, w momencie, kiedy ten odwrócił wzrok. Nie chciała być natarczywa, lub też żeby Martwy poczuł się niezręcznie. Jej postawa świadczyła o jej swobodzie, pewności siebie, ale była przyjazna. Chciała, by i on mógł poczuć się pewniej i swobodniej przy niej, by jej zaufał.
 
 
Martwy Kolec 
Gracz
Szkarada



Rasa: Skrajny
Księżyce: 48
Płeć: Samiec
Opiekun: Jeździec Apokalipsy?
Partner: Phi. A kto by mnie chciał
Wiek: 22
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 337
Wysłany: 2016-01-20, 19:31   
   A: S: 1| W: 1| Z: 1| I: 1| P: 2| A: 2
   U: S: 1| L, O: 2| A, B, Sl: 3
   Atuty: Szczęściarz; Oporny Magik;


//O matko...jak czytałem ten mój post, to jestem zażenowany tym co napisałem, ale niech już taki pozostanie XD
Źrenice smoka powiększały się z każdym zdaniem wypowiadanym przez Lilliathreven. (odmienia się to imię? :B) Historia, którą opowiadała z odległym królestwem była dla smoka czymś bardziej niż fascynująca. Jego pysk był pewien nadziei, a oczy zaczęły błyszczeć od powoli gromadzących się łez, aż spytał pod koniec historii.-A jest w Waszym królestwie, ktoś kto wygląda tak jak ja?-spytał, jakby wiedział, że potwierdzi. A przynajmniej tak strasznie tego chciał. Nagle jednak smoczyca chciała usłyszeć coś o nim samym. Kompletnie nie wiedział od czego mógłby zacząć. Jego życie w ogóle nie było interesujące. Spojrzał więc znowu na jej pysk, po czym trochę niepewnym głosem spróbował coś o sobie opowiedzieć.-Więc gdy byłem mały, to mieszkałem poza tymi wszystkimi stadami. Żyłem sobie ja, moja siostra i rodzice. Każdy wyglądał inaczej, co było dość śmieszne, ale miałem naprawdę dziwną rodzinę. Wujek nie miał skrzydeł, a siostra podobno po mojej babci miała takie dziwne rogi jak ma sarna. Pewnego razu chciałem się przejść na spacer. Był to czas wojny i głupi byłem, bo nie sądziłem, że może stać się coś złego. Gdy wróciłem...-przerwał na chwilę odwracając łeb. Nie płakał, ani nie widać było, że go to dotknęło emocjonalnie. Opowiadał jak o suchych faktach. Po chwili westchnął i obrócił głowę znów w stronę smoczycy, jednakże już nie patrzył jej w oczy. Jakby nie chciał o tym mówić, ale coś go do tego ciągnęło. Jakby chciał to z siebie wyrzucić.-Gdy wróciłem...nikogo w legowisku nie było, a ja widziałem jedynie krew. Nagle znalazłem się w cieniu. Spojrzałem do góry i zlatywał na mnie jakiś smok. Próbował mnie zabić. Rozpruł mi skórę wzdłuż ogona, a jedną z kończyn mi złamał, bym nie uciekł mu daleko. Znęcał się nade mną. W pewnym momencie ze śmiechem mnie wypuścił by patrzeć jak przerażony próbuję uciec. Pewnie myślał, że nie przeżyję.-coraz bardziej głos smoka przypominał szlochanie. Jego oddech był coraz szybszy, a on sam przysunął się do smoczycy i oparł o nią swój łeb. Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło. Nie miał pojęcia co w niego wstąpiło. Już całkowicie mu chyba odbiło. Była dla niego atrakcyjna. Nie chciał ciągnąć swojej historii dłużej, a przez myśli przechodziły mu straszne czyny. Nagle instynktownie wstał i otarł się swoim pyskiem o nią i powiedział szeptem jedynie-Przepraszam...wiem, że musisz teraz mieć o mnie złe zdanie. Powinienem być dojrzały.-po tych słowach odwrócił się od samicy zaczął iść przed siebie. Cały entuzjazm z niego wypłynął, a piękno smoczycy bolało go najbardziej. Podobała mu się ona tak bardzo, a on znowu zrobił coś tak głupiego. Rozłożył jedno ze swoich skrzydeł i podał je sobie do dzioba, po czym zacisnął go mocno na nadgarstku. Chciał poczuć ból fizyczny, by zatuszować cierpienie psychiczne. W pewnym momencie zaczęła cieknąć krew po skrzydle i kapać na biały śnieg barwiąc go na czerwono. Smok aż zapiszczał. Lecz było to bardzo ciche. Miał nadzieję, że tego nie słyszała.
_________________
,,Kiedy walczysz z potworami uważaj by nie stać się jednym z nich. Bo kiedy długo patrzysz w Otchłań, Otchłań zaczyna patrzeć w ciebie."
,,Ten, kto raz nie złamie w sobie tchórzostwa, będzie umierał ze strachu do końca swoich dni"



U:B1
Atuty:Szczęściarz ( W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.
Evolution of Suntrux

Ostatnio zmieniony przez Martwy Kolec 2016-01-20, 19:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Lilliathreven
Gracz



Stado: Waham się
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Dołączył: 03 Sty 2016
Posty: 37
Wysłany: 2016-01-20, 21:51   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 1| A: 1
   U: L: 1| A,O,Skr,Kż,Śl: 2| B,S: 3
   Atuty: Ostry Węch; Pamięć Przodka;


// Czemu? Nie jest taki zły :P A imię się nie odmienia, ale możesz skracać. :)

Łzy? Przez trzydzieści księżyców życia nigdy nie widziała takiego zjawiska u żadnego ze znanych jej smoków... Ludzie i elfy owszem, ale smoki? Nigdy! A Martwy Kolec był już drugim, który przy niej uronił łzę. W dodatku drugim samcem. Nie miało to większego znaczenia... Lill po prostu nie bardzo wiedziała, jak powinna na to reagować, a nie chciała zachować się niegrzecznie... no i wciąż nie do końca pojmowała wszystkie zasady, jakimi smoki tutaj żyły.
- W naszym Królestwie było mnóstwo różnych smoków. Każdy wyglądał inaczej i każdy miał inne zalety, był lepszy w czymś innym. Martwy Kolcu, jesteś wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju... Nie powinno Cię to martwić. - powiedziała z łagodnym wyrazem pyska, jednocześnie wypowiadając słowa delikatnie, wręcz czule. Przekrzywiła łeb na bok, patrząc na niego błękitnymi ślepiami. Czuła jego smutek, ale nie potrafiła go pocieszyć... Miała nadzieję, że jej słowa choć odrobinę podniosą go na duchu.
Uśmiechnęła się ponownie, kiedy zaczął opowiadać. Trwało to tylko chwilę, bo... jego historia okazała się być bardzo smutna. Ten samiec wychowywał się sam, a jego rodzinę spotkał straszny los. Poruszyła nosem i zmrużyła delikatnie powieki, patrząc na niego w zatroskaniu. Spokojnie, cierpliwie wysłuchała całej wypowiedzi, co było do niej niepodobne. Zwykle to jej siostra była lepszą słuchaczką, ona potrafiła słuchać i zawsze dobrze dobierać odpowiednie słowa... Lilliath nie miała tej zdolności, ale historia stojącego przed nią smoka poruszyła ją prawdziwie do głębi. Nie odsunęła się, kiedy oparł o nią łeb - wręcz przeciwnie. Wysunęła skrzydło, by osłonić go przed... przed wiatrem, zimnem, śniegiem, przed światem, całym złem i niebezpieczeństwem... Chciała, by poczuł się bezpieczny. Zaufał jej, mówiąc to wszystko... Kąciki jej pyska drgnęły. Wcale nie miała go za niedojrzałego. Każdy cierpi na własny sposób, a żeby przejść żałobę, trzeba sobie na nią pozwolić. On... musiał walczyć o przetrwanie, a kiedy tutaj przyszedł, zapewne nikt nie pytał go o przeszłość. Czy była pierwszą, która usłyszała jego ponurą przeszłość?
Odchodził, ale nie pozostała w tyle. Uniosła się na łapach i podążyła za nim, ale w niewielkiej odległości.
- Martwy... Nie powinieneś się tak zadręczać. To, co się wydarzyło... jest okropne. Nie wiem, jaki smok mógłby wyrządzić tak ogromną krzywdę i pastwić się nad pisklęciem... Coś jednak sprawiło, że przeżyłeś. Czy to byli wasi Bogowie, czy Twoja wola przetrwania, a może po części to i to. Ostatecznie znalazłeś się tutaj, masz swój dom i przyjaciół. Czerp w życia ile możesz, po to jesteśmy na tym świecie. Bez zapominania o przeszłości, ale także bez jej rozpamiętywania. Trzeba żyć teraźniejszością. - mówiła ostrożnie, ale z pasją. Próbowała do niego przemówić, ale nie go zranić. Chciała, by ją zrozumiał, by przemyślał jej słowa. Może i nie potrafiła dobierać ich tak doskonale jak bliźniaczka... ale starała się ze wszystkich sił.
 
 
Martwy Kolec 
Gracz
Szkarada



Rasa: Skrajny
Księżyce: 48
Płeć: Samiec
Opiekun: Jeździec Apokalipsy?
Partner: Phi. A kto by mnie chciał
Wiek: 22
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 337
Wysłany: 2016-01-20, 22:36   
   A: S: 1| W: 1| Z: 1| I: 1| P: 2| A: 2
   U: S: 1| L, O: 2| A, B, Sl: 3
   Atuty: Szczęściarz; Oporny Magik;


Gdy ta wstała i zaczęła za nim iść, smok odwrócił się, a dziób był brudny od kropli krwi, której nie wytarł. Po chwili nagle i niespodziewanie podbiegł truchtem do smoczycy i znów się zaczął do niej ocierać. Było to co najmniej dziwne zachowanie jak na tak starego smoka. Przynajmniej takie odczucie panowało u Martwego tuż po tym jak to zrobił. Lecz nie myślał o tym długo. Nie znał pojęcia miłość. Nie w takim sensie. Darzył uczucie do Apokalipsy, ale ona była dla niego jak matka. pełnie inne emocje. Nie wiedział jak się zachować. Zaryzykował jednak wszystko i powiedział coś, czego mógł tylko żałować.-Kocham Cię...-nie istotne było to, że wiedział o smoczycy tak mało. Nie była to tak naprawdę miłość, ale skąd on mógłby o tym wiedzieć. Ocierał się o nią pyskiem, po czym cofnął się o krok by zobaczyć jej reakcję. Bał się, że nie odwzajemni. Gdyby tak było coś by w nim chyba pękło. Czuł się całe życie brzydki i niechciany. Co gorsza. Czuł się niewidzialny. Jakby zginął, to nikt by nawet tego nie zauważył. Poza przybraną matką, ale oprócz tego to niby kto? Przedwieczna? Przecież ona nim gardzi i pomiata. Owszem. Nakarmiła go, ale nauka z nią była okropna. Przy Lilliathreven czuł się jakoś lepiej. Nie było mu nawet zimno. Hormony w nim buzowały. Miał potrzebę erotyczną, której nie wiedział jak ujarzmić. Czuł się bardzo dziwnie. Podszedł więc znowu do smoczycy i odwrócił się, by oba smoki były odwrócone w tę samą stronę głowami i oparł się o nią siadając z wyprostowanymi przednimi kończynami. Po chwili trochę załamany dodał szeptem.-Wybacz mi. Zapomnijmy o tym. Poniosło mnie.-powiedział patrząc w nieistniejący punkt gdzieś przed sobą.
_________________
,,Kiedy walczysz z potworami uważaj by nie stać się jednym z nich. Bo kiedy długo patrzysz w Otchłań, Otchłań zaczyna patrzeć w ciebie."
,,Ten, kto raz nie złamie w sobie tchórzostwa, będzie umierał ze strachu do końca swoich dni"



U:B1
Atuty:Szczęściarz ( W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.
Evolution of Suntrux

 
 
 
Lilliathreven
Gracz



Stado: Waham się
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Dołączył: 03 Sty 2016
Posty: 37
Wysłany: 2016-01-21, 01:15   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 1| A: 1
   U: L: 1| A,O,Skr,Kż,Śl: 2| B,S: 3
   Atuty: Ostry Węch; Pamięć Przodka;


Mogła się spodziewać wszystkiego, ale nie tego. Nie była na to kompletnie przygotowana. Mimo to, potrafiła być spontaniczna! Nagła zmiana jego nastroju, zmiana... tematu? Czy można to tak było nazwać? Wyznanie miłości to jednak coś całkiem innego, niż przygnębiająca historia z okresu pisklęcego! Shiro przygotował ją już jednak na takie zmiany nastroju. Tutejsze smoki potrafiły w jednej chwili zmienić się z potulnego i kochanego do agresywnego i pełnego nienawiści, albo z obojętnego do kochającego i troskliwego. Rozchwianie emocjonalne wyczuwała w każdym z nich... i, póki co, nie potrafiła jeszcze tego zrozumieć. U Martwego dało się to wytłumaczyć... ciężkie dzieciństwo i niełatwe życie, zapewne brak bliskiej osoby, której mógłby się zwierzyć i kto by mu pomógł...
Otuliła go dużym skrzydłem raz jeszcze, kiedy się zbliżył. Ona nie widziała w tym nic erotycznego, nie była gotowa na takie doznanie z tym obcym jeszcze dla niej samcem, ale chciała, by nie poczuł się odrzucony, by nie był samotny. Pozwoliła mu na ocieranie łbem, przymrużając delikatnie ślepia. Kiedy się cofnął, mógł zobaczyć jej spokój, błękitny wzrok pełen troski, ciepła oraz czułości. Pochyliła łeb i dotknęła swoim czołem jego czoła, w czymś na kształt przytulenia. Kiedy oparł się o nią łapami, jednocześnie oddalając od siebie, posłusznie cofnęła tułów. Bez krępacji spojrzała w jego ślepia.
- Przeżyłeś tak wiele... Nie wiem, czy ktokolwiek w swoim życiu przeżył tak wiele straszności. Jesteś bardzo silny i zasługujesz na szacunek i podziw. A także na miłość. - wyszeptała, bo był teraz na tyle blisko, że nie musiała mówić głośniej. Uśmiechała się delikatnie, ale we łbie błądziła jej cały czas myśl o tym, że smok ten jest nieprzewidywalny. Dobierała słowa ostrożnie, bo wiedziała, że w każdym momencie może poczuć się zraniony... Nie mogła mu co prawda ofiarować miłości, a przynajmniej nie taką, jakiej może mógłby chcieć. Na pewno mogła mu dać przyjaźń, a czy przyjaźń nie jest także miłością?
 
 
Martwy Kolec 
Gracz
Szkarada



Rasa: Skrajny
Księżyce: 48
Płeć: Samiec
Opiekun: Jeździec Apokalipsy?
Partner: Phi. A kto by mnie chciał
Wiek: 22
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 337
Wysłany: 2016-01-23, 22:21   
   A: S: 1| W: 1| Z: 1| I: 1| P: 2| A: 2
   U: S: 1| L, O: 2| A, B, Sl: 3
   Atuty: Szczęściarz; Oporny Magik;


Towarzystwo Lilliathreven uspokajało wewnętrznie smoka. Gdy wspomniała o miłości był pewien, że odwzajemnia jej uczucia. Godzina była jednak późna. Już dawno było ciemno, a jedynym oświetleniem wydawał się być księżyc, który i tak był tak cienki, że prawie go nie było widać. Smok poczuł potrzebę uśnięcia kładąc łeb na smoczycy. Opatulił się więc skrzydłami niczym kołdrą i oparł o smoczycę. Patrzył ze spokojem na księżyc, który chował się za chmurami i tylko chwilami było go widać.-Opowiedz mi może jeszcze o miejscu, z którego pochodzisz. Uczestniczyłaś tam w jakiejś bitwie?-spytał smok zmęczonym i ospałym głosem, po czym ziewnął odsłaniając wyrostki przypominające zęby wychodzące z jego dzioba.-Dziękuję, że ze mną teraz tutaj jesteś...-powiedział później zasypiając już całkiem i zwijając się w kłębek, podobnie jak zasypiają koty. Myśli o miłości, którą myślał, że czuje do smoczycy dawała mu ukojenie, co sprawiało, że smok przez sen delikatnie się uśmiechał, a z pyska ciekła mu obficie ślina.
_________________
,,Kiedy walczysz z potworami uważaj by nie stać się jednym z nich. Bo kiedy długo patrzysz w Otchłań, Otchłań zaczyna patrzeć w ciebie."
,,Ten, kto raz nie złamie w sobie tchórzostwa, będzie umierał ze strachu do końca swoich dni"



U:B1
Atuty:Szczęściarz ( W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.
Evolution of Suntrux

 
 
 
Lilliathreven
Gracz



Stado: Waham się
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Dołączył: 03 Sty 2016
Posty: 37
Wysłany: 2016-01-25, 15:06   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 1| A: 1
   U: L: 1| A,O,Skr,Kż,Śl: 2| B,S: 3
   Atuty: Ostry Węch; Pamięć Przodka;


Smoczyca miała większe skrzydła od samca, a nie była pewna, czy wciąż było mu tak zimno, jak wcześniej, czy było już lepiej... ale i tak osłoniła go przed mroźnym powietrzem i wciąż padającym śniegiem. Skrzydła nie dotykały go, ale tworzyły osłonę, dzięki której nie musiał tak się męczyć z tą pogodą.
Uśmiechnęła się z ulgą, kiedy smok się uspokoił i zmienił temat. To oznaczało, że jest mu teraz lepiej... a więc jej słowa w jakiś sposób mu pomogły. W takich chwilach dobrze było mieć bliskie towarzystwo innej osoby.
- W królestwie, z którego pochodzę, w zgodzie żyją ludzie, elfy i smoki. Elfy... są jeźdźcami smoków. - powiedziała cicho, wibrującym, niskim głosem. Nie wiedziała, jak Martwy Kolec na to zareaguje i trochę się tego obawiała, chociaż nie wstydziła się miejsca, z którego pochodziła. Więź z jej elfem, jej jedynym była czymś wspaniałym. Była wdzięczna, że mogła przeżyć coś podobnego, bo tutejsi nie mieli na tyle szczęścia...
- Nie mamy takich profesji, jak wy tutaj. Tutaj są cztery: wojownik, czarodziej, uzdrowiciel i łowca. U nas jest ich znacznie więcej... nie mamy typowych łowców, ale za to są poszukiwacze i zwiadowcy. - w pewnym momencie urwała, zerkając na niego błękitnym ślepiem. Uśmiechnęła się do niego ciepło, chociaż już tego nie widział. Zaczął smacznie spać, a na jej ogon zaczęła skapywać ślina. Przesunęła ogon i oparła o bark samca łeb, dając mu kolejną porcję ciepła. Najłatwiej wychłodzić się podczas snu...
 
 
Martwy Kolec 
Gracz
Szkarada



Rasa: Skrajny
Księżyce: 48
Płeć: Samiec
Opiekun: Jeździec Apokalipsy?
Partner: Phi. A kto by mnie chciał
Wiek: 22
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 337
Wysłany: 2016-01-28, 22:18   
   A: S: 1| W: 1| Z: 1| I: 1| P: 2| A: 2
   U: S: 1| L, O: 2| A, B, Sl: 3
   Atuty: Szczęściarz; Oporny Magik;


Sen adepta był bardzo spokojny. Obudził się łagodnie otwierając swoje oczy i dostrzegając jak smoczyca daje mu ciepło. Nie zrobiła tak jak Przedwieczna tworząc magiczne cuda, a leżała obok niego. Nie chciał się w ogóle poruszać, by jej nie zbudzić, bo może leży tak przypadkiem. Może usnęła bo była zmęczona i nie zdążyła się odsunąć. Trzeba przyznać, że nigdy czegoś takiego nie przeżywał. dodatkowo był osłaniany przed śniegiem jej skrzydłem, który był już pokryty tymi zimnymi płatkami. Musiało jej być zimno. Bardzo ostrożnie spróbował ją opatulić swoimi skrzydłami wciąż leżąc przy niej. Było mu ciepło i bardzo przyjemnie. Spokojnie mógł powiedzieć, że to najpiękniejsze chwile w jego życiu. Jednakże żądze smoka były zbyt silne. Zaczął obserwować smoczycę jak spała. Zaczął ją podglądać. Miał zwierzęcą potrzebę kopulacji. Ale strach go powstrzymywał. Mimo to próbował ją obwąchać by wyczuć jej jakieś hormony. Były również intensywne. Smoczyca była gotowa do reprodukcji. Smok wciąż się wahał co może zrobić, a czego nie. Zaczął instynktownie ocierać się swoim pyskiem wzdłuż jej pyska, lecz robił to bardzo delikatnie i powoli z obawy przed jej wybudzeniem. Było to coś nowego dla Martwego. Był on tak podniecony, że stało się. [mogę to usunąć, jeśli jest zbyt intymne/nieodpowiednie] Miał przedwczesny wybuch. Pierwszy raz miał styczność z seksualnością, choć i tak było to łagodne ocieranie się. Lecz psychicznie dla smoka było to bardzo dużo. Od razu po całym zdarzeniu gwałtownie się zerwał i zawstydzony spróbował to zakryć śniegiem. Było to krępujące. Na pewno przebudziło to smoczycę, a gdyby tylko ciało smoka na to pozwalało, to by się zaczerwienił. Ogon zaczął machać na boki. -Hej. Możemy przejść dalej? Coś mnie tu ugryzło-zaimprowizował smok zachęcając przeniesienie się w inne miejsce. Mimo to patrzył w oczy smoczycy z uczuciem, chociaż widać było, że coś jest nie tak. Trzymał się więc w odległości około dwóch metrów od smoczycy. Było mu wstyd, chociaż bardzo chciał powtórzyć to co miało miejsce gdy ona spała.
_________________
,,Kiedy walczysz z potworami uważaj by nie stać się jednym z nich. Bo kiedy długo patrzysz w Otchłań, Otchłań zaczyna patrzeć w ciebie."
,,Ten, kto raz nie złamie w sobie tchórzostwa, będzie umierał ze strachu do końca swoich dni"



U:B1
Atuty:Szczęściarz ( W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.
Evolution of Suntrux

 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!



Wymiana bannerami: KLIK!

DH
SnM


Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 13