FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Jezioro
Autor Wiadomość
Pustynny Kolec 
Adept Ognia
Ognisty Bóg



Stado: Ognia
Rasa: Pustynny
Księżyce: 44
Płeć: Samiec
Dołączył: 07 Sie 2017
Posty: 61
Wysłany: 2017-08-28, 13:10   
   A: S: 3| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 1
   U: B,L,Pł,S,MP,MA,MO,Kż,A,O,Skr,Śl:1
   Atuty: Szczęściarz; Oporny Magik


Ponownie zawitał na terenach wspólnych, idąc dosyć niespiesznym krokiem. Ciekaw był jak wyglądają inni przywódcy stad, w zasadzie to nic o nich nie wiedział. Samiec uniósł swój rogaty łeb ku górze i przechylił się lekko na bok, siadając na zadnich łapach. Na jego pysku gościła powaga, która dodawała mu nieco więcej pewności siebie.
Znajdował się jednak na obcych terenach, na których znajdowało się wiele przeróżnych jaszczurów. Nie mógł cały czas chodzić pewien, że nikt go nie zaatakuje. Może i wiele jaszczurów było miłych, ale wśród nich na pewno znajdowali się ci, którzy pragnęli krzywdy innych.
Pustynny westchnął ze zrezygnowaniem, wpatrując się w wodę, a następnie skierował ku niej swój ociężały krok i przez moment wpatrywał się w swoje lustrzane odbicie.
Odkąd się tutaj zjawił, czuł się inaczej.
Ognisty Bóg nadał mu niezwykle trudną misję, która z pewnością nie będzie należała do łatwych. Samo dotarcie tutaj sprawiło mu przecież niemały problem.
Gad zamknął ślepia, oddychając głęboko. Jak dzisiejszy dzień go zaskoczy?
_________________
 
 
Hila 
Pisklę
Bezimienny.



Stado: Ziemi
Rasa: Morski
Księżyce: 21
Płeć: Samiec
Opiekun: Gonitwa Myśli
Mistrz: Wieczorna Aura
Partner: Zagłada.
Dołączyła: 03 Sie 2017
Posty: 115
Wysłany: 2017-10-08, 12:15   
   A: S: 1| W: 2| Z: 4| I: 1| P: 1| A: 1
   U: B,Pł,MP: 1


Niewielki kolorowy młodzik przybył nad jezioro powolnym, niezgrabnym krokiem, ciągnąc za sobą długi ogon zakończony szerokim wiosłem.
Praktycznie cały czas spędzał tutaj. Był smokiem Ziemi, ale nie pachniał nią jeszcze zbyt dobrze mimo spędzenia wielu księżyców na jej terenach. Wciąż tylko cuchnął wodorostami i glonami. Już nie było kawałków soli zgromadzonych na łuskach, a jedynie roślinność pokrywająca dno Zimnego Jeziora.
Smutne to było. Zupełnie nie pasował do krajobrazu. Cały kolorowy, z brzydkim, szczupakowatym pyskiem.
Na przygnębienie pomagało schowanie się tam, gdzie nikt nie mógł go znaleźć.
Praktycznie wbiegł do wody, ledwie jego łapy dotknęły powierzchni. Zniknął i popłynął jak najdalej od lądu, po czym zanurkował. Widział niewielkie ryby, kilka większych i przeróżne muszelki na dnie. Szare. Małe. Brzydkie.
Zwinął się w kłębek, rozwijając swoje niewielkie skrzydła. Podciągnął łapy do podbrzusza, przymykając malinowe ślepia. Broniąc je przed światem. Wyłupiaste oczy nieznajomych przyglądały mu się bez zainteresowania. Czuł, jak o jego łuski ocierają się malutkie łuseczki rybek w oceanie Zimnego Jeziora. Przykrył swój pysk złocistym ogonem. Skrzydła pracowały wbrew swojej naturze, wpychając go w dół.
Gdyby inne smoki wiedziały, że był tak naprawdę jeszcze dzieckiem. Że się ich bał. Że dalej myślał, że powinien być potępiany za swoje imię.
Codziennie się bał, że sobie to uświadomią. Że ich naraża. Co, jeśli Matrona przyjdzie?
_________________
Avatar to Arkowy Twór.
Mokrutki i różowy, cały kolorowy.
Ostatnio zmieniony przez Hila 2017-10-08, 12:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Obojętny Kolec
Adept Wody



Stado: Wody
Rasa: Morski
Księżyce: 36
Płeć: Samiec
Mistrz: Pozłacane Milczenie
Partner: Intencja
Wiek: 28
Dołączył: 27 Sty 2017
Posty: 348
Wysłany: 2017-10-08, 13:25   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 2| A: 1
   U: A,O,MP,Skr,Kż,W,Pł,B,MA,MO: 1| Śl: 2
   Atuty: Spostrzegawczy, Pamięć Przodków


Był zawieszony w pustce własnych uczuć, a codzienność nie przynosiła nic więcej prócz rozczarowań. Dryfował po bezkresie samotności z przekonaniem o nieuchronności zdarzeń. To, co zdarzyło się wiele księżyców temu wciąż tkwiło w jego sercu bolesną zadrą, ale tak musiało być. Podobnie jak to, co zdarzyło się później. Kilka dni bezsensownej egzystencji, dołączenie do stada i jeszcze większe poczucie osamotnienia.
Izolacja.
Dusił się w rzekach i jeziorach, a bezsennymi nocami marzył o powrocie do zimnych głębin, w których samotność nie byłaby bardziej przytłaczająca niż wśród smoków, które go otaczały. Dławił się samotnością, choć nigdy nie przyznał się do tego nawet przed sobą. Uparcie karmił się przekonaniem o samowystarczalności, obojętności i niechęci, ale czy naprawdę ktoś mógł żyć w taki sposób?
Niewiele smoków przemierzało tutejsze wody wbrew temu, co kiedyś powiedział mu Milczenie. Wśród Wolnych nie było morskich, a już na pewno nie w stadzie Wody. Nie przeszkadzało mu to jednak. Jego gatunek nie przyniósł mu nic więcej prócz zawodu, nie miał do czego tęsknić... nie miał do czego wracać. Nie mógł jednak wyrzec się swojej natury, która ciągnęła go do cichych głębin pozbawionych niepokojącego szumu wiatru i głosów obcych smoków.
Tkwił w bezruchu ukryty w gęstwinie wodorostów, kołysany delikatnymi prądami jeziora. Wokół panowała niczym niezmącona cisza, którą tak lubił. Rozkoszował się nią, przynajmniej dopóki spokoju nie zakłócił mu wyraźny ruch wody, jakby nieopodal przepłynęła naprawdę wielka ryba.
Z ociąganiem otworzył jaśniejące w półmroku, błękitne ślepia. Widok przesłaniał mu las wodorostów, więc wysunął się spomiędzy nich, niczym zwabiony wonią krwi węgorz. Lecz to nie ryba łagodnie opadała na mulaste dno jeziora. Jego zmrużonym ślepiom ukazała się... rafa koralowa. Identyczna z tymi, wśród których się wychował.
Zamrugał kilka razy jakby obawiał się, że zaszkodziła mu tutejsza woda i jak nic ma zwidy, ale wielobarwny skrawek wciąż tam był i z chwili na chwilę coraz bardziej przypominał wyglądem... smoka.
Smok. Tutaj. Na dnie jeziora.
Zrobiło mu się niedobrze. Dziwne uczucie, chyba po prostu mieszanka złości i niedowierzania ścisnęła mu trzewia. Mało nie zwrócił zawartości żołądka. Tkwił tak chwilę, przełykając ślinę, przyglądając się obcemu i próbował wytłumaczyć sobie, że ten młodzik nie ma nic wspólnego z jego przeszłością. Był obcy, nie mógł go znać. To zwyczajnie niemożliwe. To ktoś iny i zapewne niewinny jego krzywd. Ta myśl nieco go uspokoiła i zatrzymała w miejscu.
A więc... jednak był tu jakiś morski, hm?
Sztorm podpłynął do osiadłego na dnie kłębuszka i z pewnym wahaniem dotknął łapą fantazyjnych rogów wystających spomiędzy zlepka skrzydeł, ogona i innych, dziwnych, niezidentyfikowanych wyrostków.
Nie mógł mówić, ale to dla niego nigdy nie stanowiło dużego problemu. Za pisklęcia doskonale potrafił porozumiewać się z innymi za pomocą mowy ciała lub magii, tak bowiem robili inni z jego stada. Czy tak było również wśród innych morskich?
Jeśli młody spojrzał na niego, jego drapieżnie wyglądający pysk i lekko zmrużone, gorejące błękitem ślepia wyrażały nieme pytanie
"kim jesteś?"
_________________
"Pragnienie jest połową życia; obojętność jest połową śmierci."

Spostrzegawczy
+1 do percepcji


Pamięć Przodków
-2 do ST do Ataków/Obron podczas walki z drapieżnikami


~~~~~~~~
RYBKA
Żywiołak Wody pod postacią rysia
KP
S: 1|W: 1|Z: 2|I: 2|P: 1|A: 1
MA,MO:1|Skr:1

~~~~~~~~

 
 
Hila 
Pisklę
Bezimienny.



Stado: Ziemi
Rasa: Morski
Księżyce: 21
Płeć: Samiec
Opiekun: Gonitwa Myśli
Mistrz: Wieczorna Aura
Partner: Zagłada.
Dołączyła: 03 Sie 2017
Posty: 115
Wysłany: 2017-10-13, 20:05   
   A: S: 1| W: 2| Z: 4| I: 1| P: 1| A: 1
   U: B,Pł,MP: 1


Malinowa niewinność zderzyła się z błękitem. Syk gwałtownie wciąganego powietrza. Bąbelki zawirowały, mącąc widoczność.
Zamarcie. Spojrzał w niebieskość. Wyłoniła się z uwięzionego powietrza niczym omen.
Nie.
Nie Matrona jakiś morski skąd mamo nie jestem już za duży
Uniósł się lekko wyżej, aby móc spojrzeć na nieznajomego z bezpiecznej odległości. Przypominał węża. Czy widział wcześniej takie morskie? Zazwyczaj były kolorowe i różowe, zabójcze tylko pod warstwą pozorów. Ten był inny.
Może mógłby próbować się z nim komunikować tak, jak z ojcem. Ale mógł nie znać języka przypominającego skomplikowany niemelodyjny zbiór kląskających odgłosów i pisków.
Dialekt lądowy uczony pod czujnym okiem przy pomocy maddary, a czasem głosu na powierzchni też teraz był nieprzydatny.
Ośmielił się. Też mógł dotknąć, prawda? Łapa powędrowała w stronę groźnie wyglądających, sterczących z łba patyczków. Inne. Skąd on był? Przypominał węża.
Wyszczerzył lekko zęby, po czym uśmiechnął się groteskowo. Prowokował.
_________________
Avatar to Arkowy Twór.
Mokrutki i różowy, cały kolorowy.
 
 
Obojętny Kolec
Adept Wody



Stado: Wody
Rasa: Morski
Księżyce: 36
Płeć: Samiec
Mistrz: Pozłacane Milczenie
Partner: Intencja
Wiek: 28
Dołączył: 27 Sty 2017
Posty: 348
Wysłany: 2017-10-13, 22:46   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 2| A: 1
   U: A,O,MP,Skr,Kż,W,Pł,B,MA,MO: 1| Śl: 2
   Atuty: Spostrzegawczy, Pamięć Przodków


Barwna istota szarpnęła się i wydawało mu się, że czmychnie spłoszona, ale wtedy spomiędzy zasłony wzburzonych bąbelków spojrzały na niego jaskrawe, różowe ślepia. Przez kilka uderzeń serca patrzył w nie, nie ruszając się nawet o milimetr. Łapa, którą wcześniej dotykał porowatego rogu, tkwiła teraz wyciągnięta w jego stronę, jakby właśnie puścił w przepaść trzymanego wcześniej przyjaciela i zamarł w przerażeniu.
Dziwne było to spotkanie. Obudziło w nim tak uparcie odsuwaną tęsknotę za tym, co utracone. Tak, jakby naraz zalało go morze sprzecznych emocji. Jakby znalazł się na właściwym miejscu, pomimo świadomości, że to niemożliwe.
Bzdurne, niepotrzebne nikomu wspomnienia i uczucia.
Nie ruszył się dopóki łapa nieznajomego nie tknęła pióropusza kolców. Wtedy, ruchem rybich oskrzeli uniosły się nieco, a potem opuściły, niemal przyklejając do smukłego karku. Samiec nie cofnął się, a jedynie przekrzywił głowę, mrużąc gorejące ślepia. Dziwaczny uśmiech żywej rafy koralowej wprawił go w konsternację. Może dlatego, że się go nie spodziewał? A może dlatego, że nie był pewny jak go odczytać? Młody morski również różnił się od jego pobratymców, nie tylko wyglądem, ale przede wszystkim swoją reakcją na dotyk. Obojętny spodziewał się gwałtownej ucieczki, agresji, a dostał... no właśnie, co? Uśmiech i śmiałość?
W końcu sam również zdecydował się na uśmiech, ale jego był mroczniejszy, odrobinę złośliwy, choć złośliwość kierował bardziej do siebie niż do młodzika. Tak, własnie zobaczył pierwszego morskiego od wielu, naprawdę wielu księżyców, ale przecież to niczego nie zmieniało. Stare czasy nie wrócą, nic nie wraca tak po prostu.
Pysk Obojętnego złagodniał po chwili i samiec zwinnym, wężowym ruchem wycofał się, sugerując, że nie będzie nieznajomego dłużej niepokoił. Widok innego morskiego wzbudzał w nim głównie niechciane emocje, a nie potrzebne były mu kolejne zawirowania. Czuł się wystarczająco zagubiony. Niech więc żywa rafa koralowa żyje sobie gdzieś tam w innym stadzie, a on nie będzie musiał się nią przejmować.
_________________
"Pragnienie jest połową życia; obojętność jest połową śmierci."

Spostrzegawczy
+1 do percepcji


Pamięć Przodków
-2 do ST do Ataków/Obron podczas walki z drapieżnikami


~~~~~~~~
RYBKA
Żywiołak Wody pod postacią rysia
KP
S: 1|W: 1|Z: 2|I: 2|P: 1|A: 1
MA,MO:1|Skr:1

~~~~~~~~

 
 
Perlisty Śmiech 
Łowca Cienia
Perełka w Cieniu



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 59
Płeć: Samiec
Opiekun: Czerwień Kaliny*
Mistrz: Każdy po trochu
Partner: Kocha każdego
Wiek: 23
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 1284
Wysłany: 2017-12-03, 11:53   
   A: S: 2| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 5| A: 1
   U: B,Pł,L,A,O,MP,MA,MO,W,M: 1| Skr,Śl, Kż: 2
   Atuty: Spostrzegawczy; Pamięć przodka; Tropiciel; Zdrów jak ryba


Młody smok wraz ze swoją kompanką, kozą Hederą ścigał się po terenach wspólnych i póki co wygrywał choć od czasu do czasu zwalniał by dać kózce zludzenie wygranej. Biegli tak i biegli aż Zroszony nieuważnie nie zdołał się zatrzymać i z poślizgiem i wrzaskiem wpadł do lodowatej wody po czym wyskoczył z niej z głośnym sykiem jak wściekły kot. Otrzepał się i zaczął się śmiać, a śmiał się tak że aż padł na ziemię i zaczął się turlać a Hedera przekrzywiła łepetynę i zameczała zdziwiona widząc poczynania swojego smoka. W końcu kiedy wstał omal nie strzasnął się z rogatym łbem kozy która pobiegła w jego stronę.
_________________
ATUTY:
GrupaI:Spostrzegawczy
Grupa II: Pamięć przodka
Smok zna słabe punkty drapieżników, przez co ma -2 do ST do Ataków/Obron podczas walki z nimi (nie działa na Arenie).

Grupa III: Tropiciel.
Raz na dwa tygodnie smok znajduje na polowaniu zwierzę dające 4/4 mięsa, niezależnie od tego czy go szuka. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona. (Data użycia: 9.07.18)

Grupa IV: Zdrów jak ryba
Szansa na wystąpienie chorób i powikłań spada. O pojawieniu się ich świadczy tylko wynik 9 z rzutu k10.


POSIADANE:
Jedzenie: 5/4
Kamyki: Ametyst, opal, diament, onyks
Inne: 1x żeton srebrny ( z grudnia)


Karta Kompana

S: 1| W: 1| Z: 1| I: 0| P: 1| A: 0
A,O: 1


 
 
Szklana Melodia 
Zastępca Ognia
Lalka


Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 42
Płeć: Samica
Opiekun: Zapomniany Rytm
Mistrz: Stada
Dołączyła: 14 Paź 2017
Posty: 1071
Wysłany: 2018-01-09, 15:20   
   A: S: 2| W: 1| Z: 3| I: 1| P: 4| A: 5
   U: Pł,B,Skr,Śl,Kż,MP,A,O,MA,MO:1|M,W,L:2
   Atuty: Kruszyna; Szczęściarz, Mentor


Wiatry przetaczające się przez Ziemię i Cień trafiały też na tereny Wspólne i ustępowały dzięki Wodnym lasom i Ognistym pustyniom. Jednak wszędobylska woda ochładzała też Ogień. Dla Misternej była to pierwsza zima. A ona wciąż była delikatna, mizerna. Nie rosła jak pozostałe smoki. Wciąż była do tyłu. Jej ciało kształtowało się powoli, sprawiając optyczne wrażenie, że mała ma na karku dziesięć księżycy. To tempo rozwoju i niezwykle drobne, platynowo-błękitne łuski nie chroniły jej przed zimnem. Dlatego drżała czasem, gdy porywisty powiew wiatru uderzał ją na równinach. A mimo nich, nie czuła że w pełni oddycha. Czuła się, jakby się podtapiała. Odkrztuszała czasem, trochę pokasływała. Natura umarła. A wraz z nią zamierało zdrowie najsłabszego z piskląt miotu.
Nie chciała być teraz w Ogniu, chociaż to zachowanie wydało się jej głupie. Czuła się słabsza, ale zarazem wolała uciec od przyjaciół, którzy mogliby się martwić, niźli zwrócić się do nich. Do Świtu. Czuła jednak, że zrobi to pewnej nocy. Całkiem niedługo z resztą... Nie spotykała nikogo od jakiegoś czasu, skupiała się na pisklętach i własnym rozwoju. I teraz zauważyła, że zatrzymała się nad wodą, którą uwielbiała w dzieciństwie... Ale gdy dotknęła jej łapą, poczuła okropne zimno. Czuła, że staje się inna. Że jej ciało poddaje się czemuś. Że powinna wrócić do domu, pod ciepłe skrzydło ojca, gdzie długo odnajdywała azyl. Spojrzała tęsknie na wodę. W niej była lekka i nie przeszkadzała jej słabość, którą wyniosła z jaja.
_________________
Skala wielkości wobec typowego smoka
Galeria: od Szyszki (v1); od Szyszki (v2); od Szyszki (v3); od Naona :D ;
Głos: Tomorrow is a hope. Never a promise.
Muzyka: Motywy Muzyczne
Informacje: Teczka; Osiągnięcia; Przydział; Żeton - kwiecień, czerwiec
Rodzina: Drzewo genealogiczne

...........Karta Kompana
...........A: S:2 | W:1 | Z:1 | P:1
...........U: A,O: 1 | Skr,Śl,Kż: 1

Atuty:
~ Kruszyna: Smok wymaga 3/4 pożywienia aby zaspokoić sytość.
~ Szczęściarz: Odwrócenie porażki akcji na 1 sukces: -- | --
~ Mentor: Po nauczeniu przez Piastuna czterech umiejętności podstawowych, uczeń może odblokować drugi poziom umiejętności mając 15 księżycy.
 
 
Przedwieczna Siła 
Uzdrowiciel Wody



Stado: Wody
Rasa: Górski
Księżyce: 36
Płeć: Samica
Mistrz: Morowa Zaraza*
Partner: Tnący Kolec
Dołączyła: 23 Cze 2015
Posty: 3567
Wysłany: 2018-03-05, 19:26   
   A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,A,O,MA,MO,Skr,Śl,Kż: 1| MP,W,Lecz: 2
   Atuty: Ostry węch, Kruszyna, Skupiony


Mara rzadko zapuszczała się na tereny wspólne. Zwykle nie wyściubiała nosa z terenów Wody i Ognia, a na tereny wspólne wkraczała niepewnie i niechętnie. Tym razem jednak dostała sygnał, przechadzając się po terenach Wody - wyczuła woń obcego smoka. Smoka, który nie nosił woni żadnego ze stad, które znała. Po odnajdywanych śladach domyślała się, że smok był jeszcze młody, bardzo młody, był ledwie pisklęciem... czyżby gonił go jakiś drapieżnik?
Mara wysłała mentalną wiadomość do Przywódcy Wody, że podąża za śladem obcego. Widziała, że ślady prowadzą właśnie na tereny wspólne... czyżby obcy chciał dostać się do innego stada? Pozostać niezauważony? Mógł też kompletnie nie wiedzieć, gdzie podążał, i tę wersję Uzdrowicielka uznała za najpewniejszą. Biegiem ruszyła za świeżym tropem, docierając w końcu do zbiornika wodnego. Rozejrzała się uważnie, a także węszyła podejrzliwie, bo w pierwszym momencie nigdzie młodzika nie dostrzegła.
_________________
Przestań się mazać.
Chłopaki nie płaczą.


Atuty:
I. ostry węch - wszystkie testy percepcji na polowaniu oparte na danym zmyśle (węch [zdobycz i zioła]) mają dodatkową kość.
II. kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4.
III. skupiona - smok lecząc z maksymalną ilością ziół ma -1 ST do pierwszego etapu leczenia ran.


Posiadane:
- Fabularne: dwa pióra od Krwistego Kolca
- Mechaniczne: -

Ojojam każde kuku!

Sekret
A: S: 0| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 2| A: 1
A, O, Skr, Kż: 1


#0099FF
 
 
Urągliwy Kolec 
Adept Wody
Ujarzmienie Ustroju



Stado: Wody
Rasa: Wężowy
Księżyce: 22
Płeć: Samiec
Opiekun: Piętno Klątwy
Wiek: 83
Dołączył: 03 Mar 2018
Posty: 243
Wysłany: 2018-03-05, 22:32   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 1| A: 1
   U: B,P,A,O,Skr,W,Śl,MA,MO,MP: 1| MA,MO: 2|
   Atuty: Szczęściarz, Niestabilny


    Wdech, wydech, wdech, wydech.
    Nurt lodowatej wody nieświadomie niósł go ku brzegom. Nie spieszyło mu się; wtulony w objęcia antypatycznego strumienia resztkami sił nabierał gazu w swe przemarznięte płuca. Jedyne co wystawało spod cieczy to małe chrapy, kawał mocarnej grzywy lśniącej w promykach zimowego słońca (w tym długie, łuskowate czoło) oraz dwa sterczące rogi. Łapska mimowolnie poruszały się wraz z podmuchami wiatru, a grzebień tańczył walca poruszając się raz w lewo, raz w prawo, prowadzony przez puchaty dzyndzel na końcu ogona. Frędzel różnił się znacząco kolorem od kudłów na łbie, okropnie rzucał się w oczy wśród lodowatego otoczenia - u nasady biały, reszta seledynowa. Zimny, stonowany, elegancki kolor, który podsumowywał całe kilka metrów gadziny. Martwy czy nie, był imponujący.
    W pół zatopiony wsłuchiwał się w starannie wyselekcjonowane słowa i melodyjkę hibernujących drzew. Odłamkiem rozumu postanowił dołączyć do roślin; wynurzył łeb jak tylko mógł i gwałtownie, ostro zaczłapał żuchwą wydobywając z siebie rozedrgany trel. Niezgrabnie dopasowując się do nadbiegającej fali, Uran wygiął się uciążliwie, strzepnął mokrymi, srebrnymi włosami próbując utrzymać lico nad powierzchnią. Niestety, rześki podmuch silnie przechylił szyję smoka tak, że ta nie posiadając wielkiego zasobu możliwości ugięła się i z chlustem powędrowała pod arktyczne jezioro.
    Głód, chłód i moczowód.Wszystkie z tych rzeczy dokuczały młodziakowi, lecz było ich więcej. Któż raczył rzec, iż życie zagubionego jest łatwe, czyste oraz komfortowe? Jeżeli jakakolwiek istniejąca istota posiadająca w sobie choć krztę Maddary powiedziała coś podobnego, Uran czułby dziką, niekontrolowaną chęć ukatrupienia tego indywiduum. Gorzej z możliwościami wykonania roboty kata. Świadomość swojego stanu (oraz wściekłość ze względu na bezradność) to jedyna rzecz, która raczyła osiedlić się w jego małym móżdżku.
    Gwałtowny impuls.
    Każda żywa materia posiada chęć do życia, szczególnie ta młoda i niedoświadczona. Może to nowy zapach, może jednak zdrowy rozsądek, może nadzieja - tułów, biodra i barki natrętnie walczyły z szyderczym jeziorem. Chlusty, pluski i głuche muśnięcia przeszyły najbliższe środowisko. Giętkie ciało wspomagało raptownymi manewrami całą wężową dynamikę, która płynnie, lecz namolnie poruszała się do przodu. Łapy raz po raz, koślawo, przebijały się na powierzchnię.
    Uderzenie. Jakże nowe, jakże ciekawe, jednakże nie ma na to czasu bądź wystarczającej uwagi, aby zbadać wszystkie parametry danej rzeczy, którą prawdopodobnie - na pewno - był grunt. Mokry piasek, błoto, które za niedługą odległością zamieniało się w stabilną, pokrytą miętową trawą, ziemię. Oparł się na przednich ramionach o breję wciskając swe cienkie pazury; połowa ciała nadal była w wodzie powodując enigmatyczne, migające fale.
    Każde oko, skrupulatne, drobiazgowe czy też nie, zauważyłoby pokrętne cielsko nonszalancko wydostające się z nieoswojonych wód. Błyskawicznie odchylił swój łeb do góry nogami tarzając swą mokrą grzywę w mazi w potrzebie zaczerpnięcia powietrza. Wyniosły ogon uderzył kilka razy o wodę, kiedy Uran kładł się na swe plecy odsłaniając słaby punkt zwany brzuchem.
    Nie otworzył ślepi, nie chciał wiedzieć gdzie dokładniej jest. Lubi swoją wyobraźnię, a specjalnie to, co mógł sobie zobaczyć. Tańczące ognie wokół dzikiego wieprza, a później powoli odrywana przez małe, elementarne chochliki głowa. Ich rączki parzyły skórę, a ścięgna szyjne pryskały tłuszczem, krwią oraz wydawały, przecinający na dwie równe części niebiosa, dźwięk. Ognie rozwierają swe paszcze i pożerają swoich pobratymców kontynuując swoje rytuały, gdy świński pysk się otwiera tworząc jakby nowy wymiar. Jego myśli miały specyficzny, wulgarny bieg, w jaki nie chciał się nawet zagłębiać. Tu było mu wygodnie. Uspokoił się. Klatka piersiowa unosiła się nieregularnie, a nozdrza stwarzały małą parę nad pyskiem młodziaka.
    W takim stanie nigdzie już chyba nie pójdzie, nic ino leżeć i czekać na śmierć pośród pięknych drzew, których nawet nie zechce zobaczyć.
    Wdech, wydech, wdech, wydech.
_________________

___
Szczęściarz
W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.

Niestabilny
Smok dostaje dodatkową kość podczas testów na magię. W przypadku niepowodzenia, maddara smoka zadaje mu maksymalną ranę, na jaką pozwala ilość kostek, którymi smok dysponuje, ale nie poważniejszą niż rana ciężka.

___


___
„i dokonam na nich srogiej pomsty w strasznych karach i poznają, że Ja jestem Pan, gdy wywrę na nich swoją zemstę."
(Ez 25,17)

Motyw Muzyczny | Uran | Jeleń | Mentalne wiadomości
Ostatnio zmieniony przez Urągliwy Kolec 2018-03-11, 13:39, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Przedwieczna Siła 
Uzdrowiciel Wody



Stado: Wody
Rasa: Górski
Księżyce: 36
Płeć: Samica
Mistrz: Morowa Zaraza*
Partner: Tnący Kolec
Dołączyła: 23 Cze 2015
Posty: 3567
Wysłany: 2018-03-07, 19:32   
   A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,A,O,MA,MO,Skr,Śl,Kż: 1| MP,W,Lecz: 2
   Atuty: Ostry węch, Kruszyna, Skupiony


Wokół było dziwnie cicho. Czy to niedawne wydarzenia na Skałach Pokoju wciąż sprawiały, że Mara nie potrafiła swobodnie poruszać się po wspólnych terenach? Wizja wojny, wizja jej własnej walki, bólu, krwi i śmierci były... przytłaczające. Co prawda obiecała stadu wierność i lojalność, sama zadeklarowała gotowość do walki, wiedząc, jak Woda ma niewielu Wojowników i Czarodziejów... a konkretniej - jak ich nie ma. Nie uciekłaby z pola bitwy, walczyłaby do ostatniego tchu. A jednak samo wyobrażenie sobie ryzyka, jakie się za tym niosło, biorąc pod uwagę jej słabe zdolności w tym zakresie, sprawiało... że robiło jej się słabo.
Klątwa miała trudne dzieciństwo. Niewola, poniżenie, głód, samotność. Potem wolność, ale brak przystosowania do życia, do przetrwania... jako pisklę, samotne pisklę w rozpaczy, niedożywione... praktycznie nie miała szans. Udało jej się cudem wyrwać ze szponów śmierci. Łut szczęścia albo przychylne spojrzenie Matki Ziemi czy też tutejszych Bogów sprawiło, że Mara była tu i teraz, dorosła, zdolna, zdrowa. Tutejsze zwyczaje były dla niej wciąż niezrozumiałe, niektóre niepotrzebne, ale zaakceptowała to wszystko - bo dostała to wszystko w zamian. Dlatego nigdy nie odwróciłaby się od nich. Dlatego, że wyrwała się śmierci, nie chciała jeszcze myśleć o odejściu.
Każde naruszenie spokoju i bezpieczeństwa w jej przypadku powodowało ogromny niepokój. Stres skręcał żołądek, napinał mięśnie, powodował zimny pot i myślenie na wysokich obrotach. Obcy smok na terenach Wody... A teraz ona, podążająca za nim sama, aż na tereny wspólne. Nie czuła się tu bezpiecznie. Nie należało zostawać tu zbyt długo. Obowiązek nie pozwalał jej jednak pozostawić tego czynu bez reakcji.
W oddali usłyszała jakieś pluski. Była blisko rzeki i jeziora, toteż ruszyła tym tropem, po drodze węsząc uważnie za wonią nieznajomego. Czy poruszał się wodą, bo chciał zatrzeć za sobą ślady?
Jeszcze kilka kroków... Wiatr zawiał wprost w jej pysk, nozdrza odruchowo wessały powietrze do płuc i przefiltrowały zapachy, szukając tej właściwej, należącej do intruza. I... tak! Znalazła! Przyspieszyła kroku, ale nie panicznie. Zawsze była opanowana, a przynajmniej od kiedy trafiła pod barierę, od kiedy odzyskała spokój ducha...
...no właśnie, bariera! Smoki tutaj mówiły, że Bogowie stworzyli ją, by chronić smoki Wolnych Stad od innych bestii, które mają złe, nieuczciwe zamiary. Jeśli było to prawdą, a Uzdrowicielka Wody miała na to szczerą nadzieję, to intruz przemieszczający się ciagle dalej i dalej nie mógł być... zły. Już z samej woni Mara poznała, że był to samiec, dość młody osobnik. Dodała sobie otuchy własnymi przemyśleniami, więc pewniej ruszyła przed siebie. Wyprostowała pierś, poruszała się zwinnie, choć jej sylwetka górskiego wyglądała dość silnie i ociężale. Rogowe łuski i kontrastowe czarne i krwistoczerwone kolory sprawiały, że jej wygląd mógł być nawet budzący grozę. Ha, a już na pewno w pisklętach i tych, którzy jej nie znali! Jakże mylne przekonanie, w końcu Mara była łagodną Uzdrowicielką niosącą pomoc prawie wszystkim potrzebującym.
Widziała go już teraz. Szła dalej, stąpając cicho, choć mokra od śniegu ziemia i czasem skrzypiący śnieg zdradzały jej obecność. Zatrzymała się dopiero, kiedy mogła go dobrze obejrzeć, choć z bezpiecznej odległości około dwóch ogonów.
- Hej, Ty... - powiedziała głośno, zaczepnie. Zmierzyła go krytycznym wzrokiem spod przymrużonych, intensywnie pomarańczowych ślepi. Nie wyglądał na takiego, co sprawiałby kłopoty, ale chciała się jeszcze przekonać, zanim zdobędzie choć trochę jej zaufania. Inna byłaby sytuacja, gdyby spotkała go na obrzeżach terenów stada, ale nie wtedy, kiedy osobnik przemierzył całe tereny jej stada niezauważony, docierając do centrum wszystkich terenów!
- Zdajesz sobie sprawę z tego, gdzie jesteś? - zapytała, podchodząc dwa kroki bliżej i znów się zatrzymała. Na razie zachowywała chłodną obojętność, z trudem powstrzymując się przed troską czy ciekawością. Obecne zachowanie zdecydowanie nie było jej naturalnym, ale musiała zachować pozory i dopełnić "formalności", które uważała za słuszne.
_________________
Przestań się mazać.
Chłopaki nie płaczą.


Atuty:
I. ostry węch - wszystkie testy percepcji na polowaniu oparte na danym zmyśle (węch [zdobycz i zioła]) mają dodatkową kość.
II. kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4.
III. skupiona - smok lecząc z maksymalną ilością ziół ma -1 ST do pierwszego etapu leczenia ran.


Posiadane:
- Fabularne: dwa pióra od Krwistego Kolca
- Mechaniczne: -

Ojojam każde kuku!

Sekret
A: S: 0| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 2| A: 1
A, O, Skr, Kż: 1


#0099FF
 
 
Urągliwy Kolec 
Adept Wody
Ujarzmienie Ustroju



Stado: Wody
Rasa: Wężowy
Księżyce: 22
Płeć: Samiec
Opiekun: Piętno Klątwy
Wiek: 83
Dołączył: 03 Mar 2018
Posty: 243
Wysłany: 2018-03-07, 23:47   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 1| A: 1
   U: B,P,A,O,Skr,W,Śl,MA,MO,MP: 1| MA,MO: 2|
   Atuty: Szczęściarz, Niestabilny


    ...chochliki wchodziły kolejno do rozwartego ryja świniaka, który nadal wydawał pobłażliwe dźwięki. Ich małe, ludzkie stópki wypalały brodawki smakowe dzieląc się nieprzyjemnym zapachem po okolicy. Język poruszał się flegmatycznie, wręcz błagając, wydając skowyt, wszystko po chociaż krztynę litości! Natomiast te, pochłonięte czarami do szpiku kości, tańczyły wokół wieprza, to wchodziły do paszczy, to całowały i składały najszczersze modły ku niemu, zaś ten... mizantropijny... płakał resztkami sił. Krew lała się strumieniem zza łba, a knur wreszcie, rozgoryczony, spoczął swoich cierpień jednając się z otchłanią.
    Odważny szmer wyjął Urana ze swej mentalnej katorgi. Przypomniał sobie o bólu, o zdrętwieniu, przejmującym zimnie oraz natarczywym głodzie. Upomnienia te przyprawiły młodzieńca o mdłości. Nie, to na pewno nie były te symptomy zbliżającej się śmierci, to musiały być te wspominki! Kwas żołądkowy wybrał się na wycieczkę po przełyku bezwstydnie głaszcząc go (przełyk) od środka. Krtań zadrgała, wspomogła kwas, swego kompana, jednakże jako tako pisklak zapobiegł wylewowi tej cieczy i wsunął ją z powrotem. Ciepło przebiegło w dół i w górę, lecz u nasady rogów uciekło na wolny świat pozostawiając swego twórcę - smoka wężowego. Zagulgotał marnotrawnie.
    Odchylił łeb jeszcze mocniej, napiął pierś w przód, wziął głęboki oddech. Tlen pozostał w jego płucach na niedługo, nie zagościł się, ulotnił się wraz z wydechem. Pierś opadła, łeb osunął się do relaksującej formy. Kędzierzawe włosie zmieniło kolor z srebrnego na kasztanowy, jednakże nadal znajdowały się w czuprynie indywidualne jasne kosmyki. Taplał łeb w błocie i miał to ewidentnie gdzieś. Nie dbał o to, aby umrzeć szlachetnie, aby jakoś wyjść na atrakcyjnego młodziaka z niespełnioną świetlaną przyszłością. Może nie aż tak świetlaną... nie ma znaczenia, ważne tylko to, aby się ogrzać i nażreć! „Nieprawda“ zaprzeczył sam sobie w myślach. Wypowiadając to w głowie wydał gardłowy, przenikliwy pomruk na granicy z bulgotaniem.
    Dryfował bezsilnie na wodzie z łbem oraz barkami na wilgotnym gruncie. Niemniej jednak nie poddawał się w namolnej wojnie przeciwko ledwo funkcjonującym płucom. Podnosił swój tors spod wody, wysuwając go na chwilę, po czym znowu zatapiając. Na tym polegał oddech w tej sytuacji. Na zaangażowaniu.
    - Hej, Ty... - usłyszał zza mgły.
    Ogon nieznacznie poruszył się w bok tworząc nową falę na wodzie, zaś łeb zwrócił się powolnie ku falom dźwiękowym. Nie otworzył jeszcze oczu, nie chciał. Pragnął, aby ta idea trwała wiecznie. Chaos dla chaosu, chaos przeciwko chaosowi. Cichutko kaszlnął w odpowiedzi mocno sugerując słowo „kontynuuj“.
    Jakoby obumierając powrócił na chwilę do swego snu na jawie, o pięknym kulcie ognistych chochlików czczących śmierć w postaci świni. Zaczął zastanawiać się nad niepojętym dla niego sensem tej upiornej, jak na wiek nosiciela owej idei, wizji. Jeżeli świnia znaczy brud i bycie gburem - zdaniem jego ojca, a więc zdaniem Uranu - to śmierć dla świni co może oznaczać? Szlachetność? To jeżeli śmierć świni jest szlachetnością to czym jest szlachetność? Nigdy nie tłumaczono mu tego słowa, ale jego opiekun był tak wygadany, co by nie powiedział, to wszędzie szlachetność wytknie! „Ojcze, ojcze, spójrz! Oto moja szlachetność, niemniej niż Twoja!“ zakpił sam z siebie. Kaszlnął ponownie tym samym zagłuszając kontynuację damskiego głosu:
    - ...esz sobie sprawę z tego, gdzie jesteś?
    Leniwie, niemrawo obrócił swe cielsko ku głosowi, uśmiechnął się na tyle ile tylko mógł, a Bogowie wiedzą, jak mu trudno było!
    Burknął, mruknął, myślał, kombinował. „Uranie, nie zawsze twe słowa muszą zgadzać się z twoimi myślami!“ przypomniało mu się. Sheamer paplał trzy po trzy, lecz nieraz powiedziało mu się coś, co może się przydać pisklakowi. To, akurat, jego ojciec usłyszał od dziada, a dziad od pradziada. Chyba. Któż by to pamiętał w takiej sytuacji?
    Kaszlnął tak mocno, tak potężnie, co by sam olbrzym się nie powstydził. Ciało zareagowało świstem, plaśnięciem ogona o wodę, lecz... nic więcej.
    Minęła minuta, to dwie, to trzy. Główkował jak pojęty, natchniony słowem nieskalanym. Zrozumiałby gdyby istota sobie poszła, zrezygnowała, albo dobiła. Sam, mimo swej cierpliwości, by się wkurzył.
    Przełknął gorzką ślinę wymieszaną z resztkami kwasu żołądkowego, wzdrygnął się niezauważalnie. Czas na odpowiedź, tak? Od tego zależała jego przyszłość. Mruknął przewlekle, po czym rzekł stłumionym głosem, niczym natchniony poeta wyrażający swój wiersz:
    - Jeszcze nie.
    Był rad z tego, co udało mu się wypowiedzieć, jednakże jego ciało cierpiało przez ten wyczyn. Wziął głęboki oddech, odchylił łepetynę ponownie, wyrył lekką dziurę swoimi rogami, po czym... wydech. Ależ on był rad, że na tyle go stać. Nawet posiadając większy zasób sił lepiej by tego nie ujął w słowa. Zachował szczerość, nie rozżalał się, wykazał siebie w jednym zdaniu. Mimo wszystko radość szybko uciekła, była jak piasek w dłoniach.
    Otworzył sennie ślepia obdarowując samicę wyglądem swoich gałek ocznych. Niczym dwa czerwone klejnoty bez tęczówki, ni źrenicy. Wąs, który nie przylegał do ziemi, drgnął. Gdyby tylko miał swą energię to by wiał, wszak to już nie miało znaczenia.
_________________

___
Szczęściarz
W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.

Niestabilny
Smok dostaje dodatkową kość podczas testów na magię. W przypadku niepowodzenia, maddara smoka zadaje mu maksymalną ranę, na jaką pozwala ilość kostek, którymi smok dysponuje, ale nie poważniejszą niż rana ciężka.

___


___
„i dokonam na nich srogiej pomsty w strasznych karach i poznają, że Ja jestem Pan, gdy wywrę na nich swoją zemstę."
(Ez 25,17)

Motyw Muzyczny | Uran | Jeleń | Mentalne wiadomości
Ostatnio zmieniony przez Urągliwy Kolec 2018-03-08, 18:14, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Przedwieczna Siła 
Uzdrowiciel Wody



Stado: Wody
Rasa: Górski
Księżyce: 36
Płeć: Samica
Mistrz: Morowa Zaraza*
Partner: Tnący Kolec
Dołączyła: 23 Cze 2015
Posty: 3567
Wysłany: 2018-03-12, 21:19   
   A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,A,O,MA,MO,Skr,Śl,Kż: 1| MP,W,Lecz: 2
   Atuty: Ostry węch, Kruszyna, Skupiony


Stała nad młodzieńcem niczym wyrocznia albo kat. To od niej teraz zależały losy młodego samca. A ona... nie pierwszy raz zamierzała pomóc. Im dłużej tak nad nim stała, przyglądała się, obserwowała i wnikliwie diagnozowała... tym bardziej wiedziała, że nie był tu świadomym gościem i niebezpiecznym intruzem. Był młody, osłabiony, ba... wycieńczony. Być może był też chory, a z pewnością... samotny. Mara westchnęła głęboko, głośno, nie kryjąc się ze zmianą nastawienia. Jej wrogość mogłaby jeszcze spowodować silny stres, lęk, a to mogłoby pogorszyć jego stan. Z drugiej strony... wężowy nie wyglądał, jakby cokolwiek teraz go jeszcze interesowało i mogło pogorszyć sytuację. Wydawał się być... nieobecny i nieświadomy całej sytuacji.
Klątwa sięgnęła maddarą w stronę wężowego. Oczyściła jego ciało z błota i wszelkich innych zabrudzeń, osuszyła. Otoczyła go aurą ciepła i lekkim zapachu wiosny, świeżym i lekkim powietrzem, by poczuł się lepiej, bezpieczniej i pewniej. Wydawał się być na tyle nieobecny, że mogła sobie na to pozwolić, bo nie miał zwyczajnie sił zareagować. Odczekała kilka chwil, patrząc na niego i czekając, aż zacznie wracać tu, do chwili obecnej, do rzeczywistości. Dopiero wtedy się odezwała.
- Nazywają mnie Piętnem Klątwy, jestem Uzdrowicielką stada Wody. Nie obawiaj się mnie. - powiedziała już swoim zwyczajowym, łagodnym głosem, lekko melodyjnym. Dała mu chwilę na przetrawienie tych informacji, zanim kontynuowała, a musiała coś więcej powiedzieć.
- Wtargnąłeś na tereny Wody, udało Ci się przebiec ekspresowo tereny Wody, aż do centrum ziem Wolnych Stad, do terenów wspólnych. Powinniśmy stąd odejść. Znam bezpieczne miejsce, mam też mięso, którym mogę się podzielić. Nie zmuszę Cię do pójścia razem ze mną, ale nie wiem, czy otrzymasz pomoc od kogoś innego. - albo nikogo nie spotka i umrze w samotności, albo trafi na wroga i umrze szybciej od ran, albo trafi na kogoś innego, mniej opiekuńczego od Uzdrowicielki. Na zachętę, choć kompletnie nie wiedziała po kiego grzyba, przywołała do siebie kawał mięsa. Soczysty i świeży, pachnący, z jakiegoś średniej wielkości zwierza - prawdopodobnie kozy czy osła. - Proszę, częstuj się. - położyła mięso na ziemi przed sobą. Wciąż otaczała samczyka aurą ciepła i przyjemnymi zapachami ze świeżym, lekkim powietrzem. Cierpliwie czekała, aż samiec zje mięso, o ile w ogóle będzie chciał je tknąć. Było kuszące, a Mara nie zamierzała się bawić w prowokacje, jej intencje były czyste.
- Opowiesz, jak tu trafiłeś? - zapytała w końcu, bo zanim wprowadzi go na tereny Wody, musiała czegokolwiek się o nim dowiedzieć. Nie musiała znać całej prawdy, ale liczyła na szczerość.
_________________
Przestań się mazać.
Chłopaki nie płaczą.


Atuty:
I. ostry węch - wszystkie testy percepcji na polowaniu oparte na danym zmyśle (węch [zdobycz i zioła]) mają dodatkową kość.
II. kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4.
III. skupiona - smok lecząc z maksymalną ilością ziół ma -1 ST do pierwszego etapu leczenia ran.


Posiadane:
- Fabularne: dwa pióra od Krwistego Kolca
- Mechaniczne: -

Ojojam każde kuku!

Sekret
A: S: 0| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 2| A: 1
A, O, Skr, Kż: 1


#0099FF
 
 
Urągliwy Kolec 
Adept Wody
Ujarzmienie Ustroju



Stado: Wody
Rasa: Wężowy
Księżyce: 22
Płeć: Samiec
Opiekun: Piętno Klątwy
Wiek: 83
Dołączył: 03 Mar 2018
Posty: 243
Wysłany: 2018-03-13, 17:57   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 1| A: 1
   U: B,P,A,O,Skr,W,Śl,MA,MO,MP: 1| MA,MO: 2|
   Atuty: Szczęściarz, Niestabilny


    Wgapiał się jak idiota w oczęta nieznanej mu samicy. Były głębokie, wypełnione dobrodusznością oraz wcześniej wspomnianą szlachetnością. Mimo tych wszystkich pozytywnych rzeczy zamieszczonych w jej ślepiach on dostrzegł coś... niezwykłego. Nad dolnym punktem łzowym, który odznaczał się swoją nadprzyrodzoną smolistą powłoką, oczy nie były już barierą dla instynktów. Opiekuńcza, tak, owszem, lecz nie z cnoty, lecz lojalności. W środku, pod tęczówką, pod wszystkimi wiązaniami, kryła się dzika, typowa dla samotnych smoków, obrzydliwość. To, bzdura stworzona przez przepojony liryzmem umysł, rozpaliło młodzieńca do czerwoności, natychmiastowo wyszarpując jego obojętność z cielska.
    Chciał się rzucić w przód, wyjść całkowicie na brzeg, wyjąć ogon z objęć wody, krzyknąć „ukaż się!“, aczkolwiek jego stan... stał się wystarczającym ograniczeniem. Wywinął się w bok; zaburczało mu w brzuchu niczym grom z jasnego nieba. Stęknął rachitycznie.
    Nagle, z cielska górskiej samicy, wylęgła się chmara dymu. Powędrowała tuż do niego, a ten, zaszokowany, wydał z siebie głuche syknięcie boleści. Owinęła się wokół jego szyi, to pod łapskami, a niektóre drobinki wtargnęły do środka organizmu. Zacisnął zęby, gotów do ostatecznego ciosu, do pojednania się z halucynacjami, jednak! na wszystkie miłosierdzia, ta smoczyca była boginią!
    Ogromna wielokolorowa mgła wsiąkła pomiędzy błękitnie świecące łuski, a ciało, jakby nigdy nic, absorbowało wszelakie dobra. Gwałtowna zmiana temperatury obszyła go drgawkami. Uran z nieopisanie głupim wyrazem, zastygłym na twarzy, mruknął to i owo, po czym przymknął oczęta. Zapachy wbijały się w jego nozdrza, a uczucie, tak błogie, ścisnęło smoczym żołądkiem.
    Głos dobiegł. Wzrok powędrował ukradkiem na kwadratową twarz urozmaiconą kolcami na kościach jarzmowych. Żuchwa delikatnie kłapała powietrze, a struny głosowe brzęczały melodyjnie. Wyleżawszy, wysłuchiwał z uwagą.
    - Piętno - mruknął wijąc swój wąsik. - Klątwy - powtórzył sam do siebie. Tłumaczyło to wiele rzeczy, specjalnie do myśli na początku. Kiedy lampił się na jej ślepia, zauważył to, i teraz odczuł tę samą chęć krzyknięcia bezsensownych słów. Toć był dzieckiem, a bycie dzieckiem to... emocjonalność oraz swoboda. Potok myśli został przerwany przez kontynuację, więc ostateczną decyzją Uranu było pozostanie na brzuchu.
    Kręcił łbem, kodował wszystko w swój mały móżdżek. Przytaknął kufą w sarkastycznych wyrazach wdzięczności za te komplementy o "ekspresywnym przebiegnięciu terenów". Jego ślepia się zaszkliły, a sam uśmiechnął się mimowolnie. To wszystko jest... cudem. Nagle... nowy zapach, żołądek znowu odezwał się z poirytowaniem.
    Wstał na równe łapska, rozejrzał się w około, zerknął na smoczycę w podzięce oraz oszołomieniu, lecz ignorując te wszystkie emocje - pchnął się ku jedzeniu. Polizał mięsiwo, niuchnął poszczególne miejsca. Zwłoki były pozbawione krwi, nie miały skóry, tylko kości i mięśnie. Ślina wyciekała z pomiędzy zębisk, które natychmiastowo wbiły się w cielsko. Mocny zacisk, pociągnięcie, a dźwięk rozrywającego się ścięgna jak i mięśni, uradował samca. Nie skupił się nawet na przeżuwaniu, surowe kawałki lgnęły przez przełyk z niesamowitą prędkością. Grdyka latała jak szalona. Cienkie pazury wbijały się w doczesną powłokę jakiegoś wszystkożercy, wszak ten gest nie był ordynarny. Był niezwykle... czarowny.
    Kolejne pytanie dotarło do jego bębenków. Przełknął srogi kawał mięsa, oczyska mu się zaszkliły. Ślepia znowu wbiły się w jej - zdaniem Uranu - enigmatyczne gałki oczne. Zaufał górskiej, zaś te emocje nie próbowały się nawet kryć. Łapsko położone zostało na grudce mięsiwa i kości. Zabulgotał, po czym rozpoczął niechętnie swój monolog, prawdopodobnie jedyny, jaki uda mu się wykonać w przeciągu kilku księżyców:
    - Atak. Sheamer - jego łeb wlókł się za... dwunożną postacią! Zauważył mnie, to i też zaatakował, a ja, jak to ja, uciekłem posiadając takową okazję. Tam był klif, taki stromy, lecz niski, ale jednak bardzo stromy. To ten, zamachnął się, a to ja splunąłem kwasem jak mnie Sheamer uczył. Krew bryzgała, coś tam krzyknął, a ja uniknąłem ataku i się wywaliłem. No, spadłem z klifu. Nie miałem nic pod łapskami, a wiatr mnie targał w dół, zamiast uratować i plusk! Wpadłem do wody, i no, obudziłem się tutaj. I wtedy przyszłaś ty, uratowałaś, powiedziałaś coś o wodzie. Na to ja wtedy myślę - przeznaczenie! Wpadłem do wody, wyciągnąłem się z wody i poznałem kogoś z... ino, wody.
    Odchrząknął, głos się załamał, schował pysk pod ogonem. Tym gestem pochwalił się mimowolnie swoją umiejętnością poruszania tą kończyną, a tym rozgadaniem - słabym zasobem słów. Jego ojciec nie należał do najinteligentniejszych, lecz w głębi serca, młodziak czuł, że w ogóle - oprócz chwilowego stylu mówienia - nie był powiązany z tym, zdechłym, smokiem.
    - W ogóle - dodał, jeżeli już zaczął. - co to za cudy?
    Paliczki poklepały resztki żarcia, po czym ogonem poklepał się po ciele. Jeżeli miał okazję to chciał się dowiedzieć czy przypadkiem nie umarł i nie pozostał halucynacją. A nawet jeżeli jest poza światami, to mu to odpowiadało. Nie na długo, wiedział o tym, ale teraz było w porządku. Nawet lepiej, niż w porządku. Wciągnął woń wiosny do płuc, westchnął mimowolnie. Obdarowawszy ją ciepłym spojrzeniem wyczekiwał bardziej odpowiedzi, niż rozwoju sytuacji.
_________________

___
Szczęściarz
W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.

Niestabilny
Smok dostaje dodatkową kość podczas testów na magię. W przypadku niepowodzenia, maddara smoka zadaje mu maksymalną ranę, na jaką pozwala ilość kostek, którymi smok dysponuje, ale nie poważniejszą niż rana ciężka.

___


___
„i dokonam na nich srogiej pomsty w strasznych karach i poznają, że Ja jestem Pan, gdy wywrę na nich swoją zemstę."
(Ez 25,17)

Motyw Muzyczny | Uran | Jeleń | Mentalne wiadomości
 
 
Syreni Śpiew 
Łowca Wody
Rybke!



Stado: Wody
Rasa: Morski
Księżyce: 13
Płeć: Samiec
Opiekun: Nazuz
Dołączył: 18 Lut 2018
Posty: 166
Wysłany: 2018-05-14, 16:14   
   A: S: 1| W: 1| Z: 5| I: 1| P: 1| A: 1
   U: B,P,A,O,MA,MO,MP: 1| Śl,Skr,Kż: 2|


W ramach odmiany od ciągłego przebywania w wodzie morskiej, przybył nad jezioro żeby się schłodzić. A właściwie nie "nad" tylko "do", biorąc pod uwagę, że Głębinowy stanowczo preferował przebywanie bezpośrednio w otoczeniu ulubionego żywiołu. Pogoda dopisywała, a najlepiej widać było to poprzez promienie słoneczne padające na samczyka, które w kontakcie z jego łuskami nadawały smokowi barwę turkusową. Momentalnie zanurkował, wijąc się jak piskorz za każdym razem, gdy chcąc płynąć przed siebie, wyginał smukłe ciało w literę "s".
Obrał kurs możliwie blisko dna, brnąc przez gęstą, podwodną roślinność, okalającą go z każdej ze stron.
Szukał ryb, ale niestety przeliczył się, ponieważ zapomniał o stosowanej dotąd taktyce kamuflażu. Zwierzyna była tutaj tak samo, jeśli nie bardziej czujna, a wszelkie żyjątka na widok Neptuna momentalnie czmychnęły gęstą chmarą, opuszczając swoje dotychczasowe żerowisko.
~Mmm! Rybke!~
Ale nic, następnym razem...
Póki co, postanowił, że zrobi sobie odpoczynek i wypłynął na powierzchnię, kładąc się na jednym z brzegów akwenu, dalej jednak będąc zanurzonym do grzbietu. Ponad kryształową powierzchnię wystawał tylko łebek upstrzony grzebieniem.
Samczyk zamknął ślepia, ale wyostrzył pozostałe zmysły, aby pozostać czujnym. Odpoczywał.
Ostatnio zmieniony przez Syreni Śpiew 2018-05-14, 16:14, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Maestria Kreacji 
Czarodziej Ziemi
prekursor maestriozy



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 28
Płeć: Samica
Opiekun: Dzika Ziemia
Partner: Smoczy Kolec
Wiek: 24
Dołączyła: 04 Mar 2018
Posty: 820
Wysłany: 2018-05-15, 14:19   
   A: S: 1| W: 4| Z: 2| I: 5| P: 2| A: 2
   U: B,L,Pł,A,O,W,MP,Skr,Śl: 1 | MA,MO: 2
   Atuty: Atrakcyjna, Szczęściarz


Młoda wężykowa miała ostatnio dużo czasu, głównie przez zakończone szkolenia podstawowe, ale też przez niesnaski z rodziną - o których ta rodzina pewnie nawet nie wiedziała! Jak na młódkę, zbuntowaną do tego, przystało, zignorowała zew babci na Szczerbatą Skałę. Pewnie oberwie się jej za to po głowie, ale do tego czasu zdąży wymyślić jakąś sensowną wymówkę.
Leciała. Lubiła latać, nawet jeżeli jej gatunek nie miał do tego predyspozycji. Po mamie odziedziczyła tylko skrzydła oraz kilka rogowych wypustek na policzkach. Z niezbyt zadowoloną miną obserwowała świat na dole. Minęła granicę stada z ziemiami wspólnymi i leciała powoli w kierunku jezior. Było gorąco, a ona chętnie by się czegoś napiła. Obniżyła lot kiedy woda zamajaczyła na horyzoncie. Zaalarmowała ją jednak sylwetka, którą dostrzegła będąc znacznie bliżej. Smok, chyba? Był taki trochę oślizgły, a kąpanie się w wodzie zmyło jego zapach. Nigdy dotąd nie widziała takiego stworzenia. Adeptka zawisła w powietrzu, a machanie skrzydeł by się w górze utrzymać mogło zbudzić Głębinowego Kolca - a już na pewno zwrócić jego uwagę. Zmarszczyła nozdrza robiąc nadąsaną minę.
- Czołem! - zawołała wesoło, chcąc przekrzyczeć wiatr. Idealnie maskowała swój grobowy nastrój, wyglądała cały czas na szczęśliwą i uśmiechniętą.
_________________
.
✦ S Z C Z Ę Ś C I A R Z ✦
W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem atut daje automatyczny 1 sukces.


Z i e m n i a k
S: 1 | W: 1 | Z: 2 | I: 3 | P:1 | A: 1
Skr: 1 | MA, MO: 2


Dialogi #3a9147 | MG #b98780 | KK
.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2018).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!


Wymiana bannerami: KLIK!

KrĂłl Lew

SnM
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 14