FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Kurhan Pamięci
Autor Wiadomość
Rhaegranthur
Pisklę
Strzelec



Stado: Waham się
Rasa: Wężowy
Księżyce: 50
Płeć: Samiec
Mistrz: samouk
Partner: wolny strzelec
Dołączył: 05 Wrz 2017
Posty: 81
Wysłany: 2018-01-07, 19:25   
   A: S: 1| W: 1| Z: 1| I: 1| P: 3| A: 1
   U: B,S,L,Pł,A,O,W,MP,MA,MO,Skr,Śl,M: 1
   Atuty: Ostry wzrok, Pamięć przodka


Czekał cierpliwie chociaż szczerze mówiąc nieco zaczynało mu się już nudzić. Jeśli nuda trwała zbyt długo zaczynał czuć senność, a jak każdy senny smok wkrótce zaczął pochrapywać. Wyglądał dość zabawnie i mało niebezpiecznie. Ot siedział sobie długaśny smok i spał nie zwracając wcale uwagi na swojego potomka. Pierwszy rzut oka mógł być jednak mylący... Rhae bowiem trwał w półśnie i najmniejszy trzask obudziłby go do pełni gotowości. Był trochę za barierą więc raczej kolacją dla nikogo stać się nie chciał.
Dlatego też gdy przywódca wylądował na ziemi otworzył swoje dwukolorowe ślepia i spojrzał na nadchodzącego samca. Uśmiech pojawił się pod wąsem gdy został przywitany zdawkowym słowem, nie groźnym warkotem.
-Witaj.- pochylił lekko łeb choć nie spuszczał obcego z oka. Taki już był... nigdy nie wolno było odwrócić wzroku od innego smoka.
-Owszem i niezwykle cieszę się iż czuję przed sobą smoka odpowiedzialnego za opiekę nad tym stadem.- zaczął spokojnym nawet całkiem przyjacielskim tonem. Co do zapachu to faktycznie czuł siłę bijącą z Nurta. Nie taką jaką odznaczają się wojownicy, ale po prostu... przywódcy. W dodatku te ozdoby dyndające mu z rogów. To trofea czy nagrody od samic? Dobra, nie czas myśleć o tym! Wyciągnął łapę i bezceremonialnie zagarnął przed siebie Tiala. Postawił pisklę tuż przed Nurtem.
-Oto mój syn Tialdreith, moje imię zaś brzmi Rhaegranthur. Pochodzę zza bezpiecznej bariery którą roztoczyli nad wami ponoć sami bogowie. Sprawa dotyczy mojego syna. Nie jest to prośba łatwa dla ojca, ale czy byłbyś w stanie przyjąć go pod skrzydła ochronne waszego stada Wody? Mieszkacie chyba blisko wszelkich wód i morza, a to wymarzone tereny dla takich jak my. Chciałbym by ten szkrab był... - zawahał się na moment. Zależało mu na bezpieczeństwu syna, ale też tak otwarte okazywanie uczuć okazało się być dla niego nieco kłopotliwe. On miał być tym luzackim, nie przejmującym się nim tatkiem, a nie odpowiedzialnym ojcem. Odchrząknął w łapę i kontynuował.
-Potrzeba mu terenów na których może czuć się jak w domu... w sumie to lepiej niż w domu jakby tak dokładnie się nad tym zastanowić.- zmarszczył brwi przywołując w pamięci noce gdy musieli z rodziną uciekać przed równinnymi bądź ludźmi. Niezbyt to było ciekawe.
-Jest leniwy i pyskaty, ale jeśli pokażesz mu Wodę myślę że powinien się zmienić.- uśmiechnął się nieco zakłopotany jakby faktycznie miał ze 20 księżyców nie prawie 50.
_________________

Matthew Mercer (głos Rhae)
Nauki (kogoś i u kogoś): 1,2,3
Fabuły: 1, 2, 3
 
 
Szlachetny Nurt
Przywódca Wody
Szlachetny Zgon



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 53
Płeć: Samiec
Opiekun: Wzburzone Wody
Mistrz: Mistycznooka
Wiek: 19
Dołączył: 25 Sty 2017
Posty: 1803
Wysłany: 2018-01-09, 20:37   
   A: S: 1| W: 3| Z: 5| I: 2| P: 4| A: 1
   U: MA,MO,M,B,L,Pł,W,Kż,O,MP: 1| Śl,A: 2| Skr: 3
   Atuty: Zwinny, Pamięć Przodków, Tropiciel, Wybraniec Bogów


A więc tan tajemniczy smok okazał się... samotnym ojcem. Skąd on to znał? Mogło to wydawać się dosyć dziwne, ale wężowy zyskał sobie tym samym w jego oczach. W końcu wychowywanie samodzielnie pisklaka nie było czymś prostym, co zresztą i w tym przypadku się potwierdziło. Zapewne było to jednym z czynników, który to wpłynął na decyzję samotnika.
- Skąd pochodzicie, jeżeli mogę spytać? Nie zdarza mi się tu widywać wielu smoków podobnych do was. - Zapytał, bo po prostu go to ciekawiło. A ze swoją ciekawością nigdy się nie krępował i po prostu starał się ją w jakiś sposób zaciekawić. Cóż, nie miał pojęcia, że przed nim stoi potomek Chłodnego Obrońcy.
Sama propozycja Rhaegranthura wydawała się dość dobra dla Wody... ciężko byłoby komukolwiek w to uwierzyć, ale w jego stadzie nie było w tym momencie żadnego pisklaka. A co za tym idzie brakowało im czegoś niezwykle ważnego, młode smoki zawsze były podstawą, na której to można było zbudować silne stado. Im właśnie tego brakowało.
- Samotne zajmowanie się pisklakiem nie należy do najprostszych... coś o tym wiem. - Powiedział po chwili zamysłu. - Jeżeli zależy Ci na jego bezpieczeństwie, to z pewnością oddanie go jednemu ze stad jest słusznym wyborem. - Przeniósł swój wzrok na Tialdreitha. - Zakładam, że młody jest świadomy twojej decyzji, prawda? - Cóż... gdyby miało być inaczej, to nieco skomplikowałoby sprawę.
Jeżeli samczyk miałby być oddalony od swego ojca, nieco wbrew swojej woli... no to nie wyszłoby z tego nic dobrego. Póki co maluch nie odzywał się, być może był zaskoczony tym wszystkim? A może po prostu się bał... w końcu nie było to coś prostego dla tak młodego smoka.
- Sama propozycja wydaje mi się interesująca... Wodzie przydałoby się trochę świeżej krwi. - Pozostawała jednak jeszcze jedna kwestia, a mianowicie opieka nad tym malcem. W ich stadzie nie było żadnego piastuna, to też musiałby wziąć Tialdreitha pod własne skrzydło. Nie przeszkadzało mu to jakoś bardzo, chociaż mocno zależało to też od charakteru tego pisklaka. Chociaż nazwanie go "leniwym i pyskatym" nie wróżyło tutaj zbyt dobrej przyszłości. Jednak po części większość pisklaków jest właśnie taka, nowe otoczenie i stado może to trochę zmienić.
- Jeżeli przyjąłbym go do Wody... to nadal chciałbyś utrzymywać z nim kontakt, prawda? Przynajmniej to wydaje mi się logiczne. Kwestia stada to jedno, ale kompletne pozbawianie go pierwotnego opiekuna może nie wyjść na dobre ani jemu, ani Wodzie. - Dodał po chwili, choć wydawało mu się to kwestią dość oczywistą, ale wolał, żeby wszystko zostało tutaj jak najlepiej ustalone.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Szlachetny Nurt 2018-01-09, 20:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Tialdreith 
Pisklę



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 4
Płeć: Samiec
Opiekun: Rhaegranthur
Wiek: 18
Dołączyła: 04 Gru 2015
Posty: 1168
Wysłany: 2018-01-09, 21:00   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 2| A: 3


Ciekawość, która rodziła się w małym łebku wciąż narastała i narastała. Każde wyjście z groty było dla niego czymś nowym, dotychczas niespotkanym i niezwykle interesującym. Szeroko otwarte ślepia obserwowały otaczający je świat i starały się pochłonąć jak najwięcej. Jak najwięcej informacji, odczuć... wszystkiego, czego tylko się dało.
Nawet przez chwilę nie pomyślał o tym jaki mógłby być cel ich wspólnego wyjścia, ale jego uwadze nie umknął pośpiech ojca, który dodatkowo go pogonił. Cicho westchnął i przyspieszył kroku, ciągnąc swoje długie i już nieco podrośnięte cielsko, za starszym samcem. Ale wciąż obserwował otaczające ich tereny.
Aż w końcu dotarli do celu. Gdy tylko spojrzenie pisklęcia zostało skierowane na kurhan, młody stanął jak oczarowany i mogłoby się zdawać, że cała reszta świata przestała mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie.
Nie zwrócił uwagi na ryk ojca, nie zwrócił uwagi na przybycie złotołuskiego i ich rozmowę. Całą jego uwagę pochłonęły runy, litery, którymi były pokryte nagrobki. Nie znał ich znaczenia, ale wiedział, że jakieś mają. Coś takiego nie mogłoby się tu znajdować tak po prostu.
- Co to jest? - spytał po prostu, wcinając się w rozmowę dwóch smoków.
Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że dzieje się tutaj coś istotnego.
Pokręcił łbem na boki, odrywając się od swoich zamyśleń i przekrzywił głowę, wbijając pełne zainteresowania spojrzenie w złotego smoka. Kolejny starszy, który różnił się od innych, dotychczas spotkanych. Mimo, że Złota Twarz kryła się za chmurami, to drobne łuski mimo to lśniły pod wpływem słabego światła i przykuwały uwagę młodzika. Jego bystremu spojrzeniu nie umknęły też "dodatki" w postaci naszyjnika, czy pióra doczepianego przy rogu. To wszystko było... nowe.
Niepewnie kiwnął łbem na przywitanie, mimo, że nieznajomy znajdował się tu od kilku dobrych minut.
Następnie skierował pytające spojrzenie w stronę ojca, jakby domagając się odpowiedzi na poprzednio zadane pytanie jak i tłumaczeń co do tego wszystkiego co tutaj się działo. Urywki rozmowy tkwiły w jego łebku, ale nie był w stanie poskładać tego w całość.
 
 
 
Rhaegranthur
Pisklę
Strzelec



Stado: Waham się
Rasa: Wężowy
Księżyce: 50
Płeć: Samiec
Mistrz: samouk
Partner: wolny strzelec
Dołączył: 05 Wrz 2017
Posty: 81
Wysłany: 2018-01-11, 16:41   
   A: S: 1| W: 1| Z: 1| I: 1| P: 3| A: 1
   U: B,S,L,Pł,A,O,W,MP,MA,MO,Skr,Śl,M: 1
   Atuty: Ostry wzrok, Pamięć przodka


Nie przejmował się tym, że jego pierworodny był całkowicie pochłonięty otoczeniem. Jakoś nie zastanowił się nad sensem spotkania w tym miejscu. Ot grobowiec smoków, chyba... nie wnikał.
-Pochodzę daleko z zachodu gdzie razem łączą się olbrzymie rzeki i wpadają do morza które chyba znacie. Rzeki dawały nam mnóstwo pożywienia i ułatwiały ucieczki przed równinnymi. Tam jest wielu takich jak ja. Mój syn z kolei wykuł się już tu chociaż samica złożyła go za północną granicą.- powiedział zdawkowym tonem. Nie przepadał za opowiadaniem o tym co jest za barierą. Smoki tu nie powinny o tym wiedzieć i zaprzątać sobie głowy. Wolne stada były spokojne mimo tak wielu różnych smoków i zdecydowanie bardziej podobało mu się tu niż tam. Skoro jednak przywódca, smok decyzyjny w ich sprawie miał się zgodzić na przyjęcie Tiala to proszę bardzo... niech weźmie część informacji dla siebie.
Słysząc jakby nie patrzeć dość współczującą wypowiedź samca, Rhae uśmiechnął się pod nosem.
-Z dwojga złego dobrze, że nie jesteśmy ssakami, wtedy młode nie miałyby żadnych szans.- rzucił niby żartobliwie niby poważnie.
-Taaaaak wie.- pokiwał szybko głową i poklepał Tiala po łbie. Poza tym po cóż miał pytać młodego o zdanie. Gdyby młodzi mogli decydować pewnie ciągle leżeliby z brzuchami do góry nogami.
Nos go jednak nie mylił. Na wspólnych terenach nieco już czasu spędził i rzeczywiście Woda czuł na nich najmniej. Mogło to oznaczać, że nie chcieli się pokazywać ale równie dobrze mogli przecież być mało liczni. Poza tym czuł wilgotne prądy płynące z zachodu... tam na pewno musiało być morze lub rzeki. No i sama nazwa stada chyba coś sugerowała.
-Mmmmh, nigdzie się nie wybieram. Zostanę w swojej grocie na terenach wspólnych. Wolałbym po prostu by pachniał twoim stadem, nie mną... to będzie dla niego lepsze.- westchnął i spojrzał na małego który w końcu się odezwał całkowicie chyba nie wiedząc co się dzieje.
-To grobowiec smoków które zamieszkiwały te ziemie... chyba... w każdym razie ten smok cię zabierze do nowego domu. To twój... wujek rozumiesz Tialdreith?- powiedział poważnie.
_________________

Matthew Mercer (głos Rhae)
Nauki (kogoś i u kogoś): 1,2,3
Fabuły: 1, 2, 3
 
 
Szlachetny Nurt
Przywódca Wody
Szlachetny Zgon



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 53
Płeć: Samiec
Opiekun: Wzburzone Wody
Mistrz: Mistycznooka
Wiek: 19
Dołączył: 25 Sty 2017
Posty: 1803
Wysłany: 2018-01-12, 18:09   
   A: S: 1| W: 3| Z: 5| I: 2| P: 4| A: 1
   U: MA,MO,M,B,L,Pł,W,Kż,O,MP: 1| Śl,A: 2| Skr: 3
   Atuty: Zwinny, Pamięć Przodków, Tropiciel, Wybraniec Bogów


A więc było więcej takich jak Rhaegranthur czy Tialdreith. Całkiem niedawno dowiedział się od swojego brata o istnieniu stada olbrzymów gdzieś za barierą, a teraz jeszcze coś na wzór stada, lub chociażby zgrupowania wężopodobnych smoków, gdzieś na zachodzie. Z jakiegoś powodu zawsze interesowały go tego typu tematy, czego nie był w stanie jako tako wyjaśnić. Na ten moment jego ciekawość została jednak zaspokojona.
- Cóż... wtedy z pewnością byłoby ciężej, szczególnie tym przychodzącym zza bariery. Jednak nie jesteśmy ssakami i powinniśmy się z tego faktu cieszyć. - Odpowiedział, jednak dość mało przejętym głosem. No umówmy się... temat ten nie należał do najpoważniejszych.
Młody wiedział o "niecnych" planach swojego ojca... jednak sposób w jaki to wszystko przyjmował był co najmniej dziwny. Za chwilę jakiś obcy smok miał go wziąć na niewidziane dotąd wcześniej tereny, z daleka od jego opiekuna, no a młody uznał za bardziej interesujące głazy, z wyrytymi na nich napisami.
Nie spodziewał się tu jakichś radosnych ryków, jeżeli już to myślał, że będzie to wyglądać wręcz odwrotnie. Jakieś ucieczki, łapanie się pazurami wszystkiego co popadnie. Tak tylko, żeby dziwny złoty pan go nie zabrał. A tu nic. Cisza.
Czy będzie tak dalej? To już za chwilę się okaże. Choć podejrzewał, że młody po prostu nie do końca zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, albo jego ojciec nie powiedział Tialdreithowi wszystkiego. Najprawdopodobniej - i jedno i drugie.
- Nie wygląda na zbyt... przejętego. - Odpowiedział, jakby podsumowując część swoich myśli. Nie była to oczywiście jakaś przeszkoda, jednak wydawało mu się to po prostu dziwne.
- Życie samotnika nie należy do najłatwiejszych, a pisklę jest tym bardziej narażone na zagrożenia. Pachnąc Wodą, z całą pewnością będzie bezpieczniejszy. - Odpowiedział, a następnie podszedł nieco bliżej młodego, którego to wujkiem został właśnie mianowany. O dziwo tej "funkcji" nie pełnił już od bardzo dawna. To może być ciekawe. Aczkolwiek z jakiegoś powodu nie czuł takiego poruszenia jak z innymi swoimi bratankami i siostrzeńcami. Zresztą... ostatnimi czasy niewiele czuł i było to dość niepokojące.
- Na tym kamieniu wyryte są imiona. To smoki, które dawno temu odeszły. - Przerwał na chwilę. - To smoki, które poległy w obronie Wolnych Stad... ich imiona tym bardziej godne są zapamiętania, bo zawdzięczamy im naprawdę dużo. - Wskazał pazurem na kamień, ten znajdujący się bardziej po lewej stronie. - Na tym z kolei zapisani są Ci, którzy w jakiś sposób zaginęli. Nie znaczy to jednak, że nie należy im się pamięć. - Postąpił analogicznie, tym razem jednak pokazując prawy kamień. - Ten najmniejszy, to słowa. Upamiętniają wszystkich tutaj zapisanych, jak i tych których to imiona zaginęły. - Tym razem pokazał młodemu najmniejszy z kamieni. Dlaczego tak właściwie to robił? Cóż... Tialdreith był tym zainteresowany. Dlatego właśnie chciał tą jego ciekawość zaspokoić.
_________________
 
 
Tialdreith 
Pisklę



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 4
Płeć: Samiec
Opiekun: Rhaegranthur
Wiek: 18
Dołączyła: 04 Gru 2015
Posty: 1168
Wysłany: 2018-01-12, 23:21   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 2| A: 3


Tialdreith nie był już aż tak małym pisklęciem jak mogłoby się wydawać. Mimo, że nie należał do zbyt rozmownych, to zdążył już pojąć sens większości smoczych słów, dlatego rozmowa dwójki smoków była dla niego w sporej części zrozumiała. O ile ich słuchał.
Sam początek mu umknął. Widok nowych rzeczy wystarczył żeby odwrócić jego uwagę, co sprawiło, że poczuł się odrobinę zagubiony. Pomimo tego, że rozumiał słowa, to nie był w stanie określić o co dokładnie chodziło w całej dyskusji. Warknął zirytowany, spoglądając na samców.
Przekrzywił łeb, słysząc komentarz złotołuskiego na swój temat i lekko zmrużył ślepia, kierując ku niemu zaciekawione spojrzenie. Nie do końca rozumiał co Wodny miał na myśli - w końcu młody nie miał żadnego powodu żeby się przejmować. A przynajmniej tak mu się wydawało, bo na temat "przenosin" nie miał najmniejszego pojęcia.
Dopiero słowa ojca sprawiły, że w łebku samczyka zaświeciła się lampka. Coś tu było... nie tak. Dlaczego ten nieznajomy, dziwnie pachnący smok miał być jego... "wujkiem"? Co to w ogóle miało znaczyć? Posłał ojcu poddenerwowane spojrzenie, a ogon zaczął gwałtownie poruszać się na boki, na samą myśl o tym, że Duży znowu robi coś, co młodemu nie pasowało. A na dodatek sam ma zamiar zostać tam gdzie był wcześniej. Tial spodziewał się, że Rhae może za nim nie przepadać (z wzajemnością) ale żeby aż w takim stopniu?
W młodym, niewielkim łebku pisklęcia powstała wręcz wybuchowa mieszanka uczuć. Złość, spowodowana decyzjami wężowego, połączona ze smutkiem, którego źródła nie był w stanie określić nawet sam Tial. Znajdował się tam też lęk przed tym, co miało się wydarzyć, ale też i ciekawość, chęć żeby poznać to, co ma napotkać. Samczyk miał ochotę rzucić się z pazurami na ojca, a później położyć się na ziemi i zacząć płakać, a następnie uciec gdzieś z rykiem. Albo zrobić to wszystko na raz. Po prostu zapaść się pod ziemię i na chwilę przestać istnieć.
Z tego stanu na szczęście został wyrwany przez złotołuskiego, który odpowiedział na jego pytanie w zdecydowanie bardziej rozbudowany sposób niż ojciec. Młody pokiwał głową, śledząc wzrokiem nagrobki o których mówił Szlachetny i starał się zapamiętać jak najwięcej, przyjąć jak największą ilość informacji. Mimo, że jeszcze nie rozumiał pojęcia śmierci, czy "odejścia" to czuł, że może to być coś niezwykle istotnego. Był zadowolony, że jego ciekawość została na ten moment zaspokojona... ale jednocześnie pojawiło się więcej pytań.
- Imiona... chcę je poznać - powiedział stanowczo - Chcę się nauczyć. Te znaki. I wtedy poznać imiona.
Kiwnął łebkiem, gdy skończył mówić, jakby potwierdzając swoje własne słowa. Następnie obrócił głowę, a szafirowe ślepia zetknęły się z błękitem oczu złotołuskiego samca.
- Nauczysz mnie? - zadał krótkie pytanie.
Nurt był dla Tialdreitha kimś nowym, kompletnie nieznanym. Mimo to jego postawa nie wzbudzała w młodym strachu, ale też nie pozwalała mu zaufać.Nie podobała mu się wizja tego, że miałby z nim odejść... ale być może w tym momencie złotołuski miał okazję wykazać się przed młodym samczykiem.
 
 
 
Rhaegranthur
Pisklę
Strzelec



Stado: Waham się
Rasa: Wężowy
Księżyce: 50
Płeć: Samiec
Mistrz: samouk
Partner: wolny strzelec
Dołączył: 05 Wrz 2017
Posty: 81
Wysłany: 2018-01-17, 16:00   
   A: S: 1| W: 1| Z: 1| I: 1| P: 3| A: 1
   U: B,S,L,Pł,A,O,W,MP,MA,MO,Skr,Śl,M: 1
   Atuty: Ostry wzrok, Pamięć przodka


Czy dało się opisać jednym słowem co czuł ojciec kiedy jego potomstwo tak lekko przyjmowało rozłąkę? Mimo iż momentami czuł się jakby miał kulę u łapy to jednak... czuł się za tą kulę odpowiedzialny w pewnym stopniu. Pragnął tą kulę taszczyć za sobą do momentu aż sama nie postanowi się odturlać gdzieś w siną dal. Westchnął ciężko obserwując Tialdreitha, jak bardzo pochłonęły go te martwe runy na kamieniu. Imiona poległych smoków, hmph?
Zignorował komentarz o ssakach i dopiero następne słowa samca wyrwały go z zadumy. Matowy wzrok pozbawiony teraz zwyczajowego blasku spojrzał na przywódcę Wody.
-Mówiłem już, że jest niezbyt ogarnięty.- rzucił i uśmiechnął się jakby sprawa którą miał załatwić była błahostką. Zgrywał silnego, że wcale nie zależało mu na malcu o którego dbał na swój sposób odkąd się wykluł.
Cała operacja faktycznie była niezwykle łatwa... Tial już teraz chciał się uczyć o Nurta, a dopiero co go poznał. Rhae dość teatralnie przewrócił ślepiami. Wielkie mi co... każdy głupi zna się na słowie pisanym. Pomyślał choć prawda była oczywiście zupełnie inna. Nie znał się na tym bo tego nie potrzebował do przeżycia... musiał być czujny i silny, nie oczytany. Zacisnął lekko zęby i machnął ogonem obracając długie cielsko w miejscu.
-Żegnajcie.- wyrzucił w końcu z siebie. Nie chciał ckliwych pożegnań... chciał po prostu jak najszybciej stamtąd odejść z uniesionym łbem. Ciężar który opadł mu na serce ciążył chyba i w łapach... ale samiec mimo tego ruszył przed siebie.

/jeśli nikt go nie zatrzymuje to zt
_________________

Matthew Mercer (głos Rhae)
Nauki (kogoś i u kogoś): 1,2,3
Fabuły: 1, 2, 3
 
 
Tialdreith 
Pisklę



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 4
Płeć: Samiec
Opiekun: Rhaegranthur
Wiek: 18
Dołączyła: 04 Gru 2015
Posty: 1168
Wysłany: 2018-01-22, 18:14   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 2| A: 3


Nie otrzymał jeszcze odpowiedzi od złotołuskiego, ale za to jego uwagę znów zwrócił ojciec. Młody zmrużył ślepia, jednocześnie kierując wzrok w stronę wężowatego i prychnął, gdy usłyszał nieprzychylny komentarz na swój temat. Nigdy mu się to nie podobało i nie sądził żeby kiedykolwiek miało się to zmienić.
Wcześniej otrzymał od ojca "rozkaz", że ma trzymać się z "wujkiem"... czyli kompletnie nieznajomym mu smokiem. Nie brzmiało to zachęcająco, ale jednocześnie młodego kusiła chęć poznania nowych rzeczy, a złotołuski zdawał się posiadać pewną wiedzę na ich temat. Dlatego Tial zdecydował się zaryzykować i posłuchać rady ojca. Niewielkimi, niepewnymi krokami ruszył w stronę Przywódcy Wody, żeby w pewnym momencie się zatrzymać pomiędzy obydwoma dorosłymi smokami.
Długi ogon zakołysał się na boki, gdy do uszu dotarło pożegnanie Rhae. Pisklak zamknął ślepia i mruknął coś pod nosem, jakby podirytowany i zażenowany całą sytuacją, po czym jedynym, sprawnym ruchem obrócił się z powrotem. Skierował się w stronę ojca i otworzył oczy, posyłając mu chłodne spojrzenie szafirowych źrenic.
- Zhangbèi - powiedział głośniej niż zazwyczaj, tak, żeby ojciec był w stanie go usłyszeć.
I nie zrobił nic więcej - stał w miejscu, wpatrując się w ojca wyczekująco. Naprawdę miał zamiar tak po prostu odejść i go zostawić? Nie podobało mu się to.
 
 
 
Szlachetny Nurt
Przywódca Wody
Szlachetny Zgon



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 53
Płeć: Samiec
Opiekun: Wzburzone Wody
Mistrz: Mistycznooka
Wiek: 19
Dołączył: 25 Sty 2017
Posty: 1803
Wysłany: 2018-01-25, 23:41   
   A: S: 1| W: 3| Z: 5| I: 2| P: 4| A: 1
   U: MA,MO,M,B,L,Pł,W,Kż,O,MP: 1| Śl,A: 2| Skr: 3
   Atuty: Zwinny, Pamięć Przodków, Tropiciel, Wybraniec Bogów


Całość zakończyła się nieco mniej ckliwie niż podejrzewał. Rhae zostawiał syna w obcym miejscu, na zapewne dość długi czas i jedyne co z siebie wydusił, to dość krótkie pożegnanie. Albo Rhae zgrywał nieprzejmującego się niczym ojca, albo faktycznie mało go obchodził los pisklaka. Na dobrą sprawę nowo mianowany wujek sam zaliczałby się teraz do tej pierwszej kategorii.
Kiwnął Wężowemu łbem, a potem skupił uwagę na swoim nowym "bratanku". Jak widać młody nadal był bardziej zainteresowany umiejscowionymi tutaj kamieniami, niż swoim ojcem i tym, że właśnie został "podrzucony" komuś innemu. Dziwna to była rodzina.... być może nawet dziwniejsza od jego własnej. Nie. To by było niemożliwe.
Wrócił myślami do zadanego wcześniej przez Tiala pytania. Interesowały go znaki wyryte na kamieniach, aż za bardzo. Nauczenie go w tym momencie odczytywania ich, byłoby bez wątpienia ciężkie. Zwłaszcza w tak młodym wieku. Musiał więc teraz sprytnie się "wykręcić". Nie znaczyło to jednak, że kompletnie zostawi tą sprawę. Może nauczyć tego Tiala i na pewno to zrobi, jednak będzie to proces dość żmudny i ciężki.
- Rozumienie wyrytych znaków, jest czymś trudnym... czymś czego często nie potrafią nawet dorosłe smoki. - Wydusił z siebie coś na wzór uśmiechu. - Mogę Cię kiedyś tego nauczyć. - Choć na dobrą sprawę Nauczyciel zrobiłby to znacznie szybciej. No, ale czego się nie robi dla bratanka, prawda? - Tial, o ile nie chcesz dalej przyglądać się temu miejscu, to chodź za mną. Zaprowadzę Cię do nowego domu. - Dom... czy póki co młody będzie mógł je tak określić? W pewnym sensie tak. Miał tylko nadzieję, że Tial nie zmieni tu zaraz zdania i nie zacznie odstawiać czegoś niepotrzebnego. Wyszedł ostatnio z wprawy jeżeli chodzi o opiekę nad pisklakami i sprawy z tym związane, więc mogłoby być ciężko. Co nie znaczy, że jest w tym tragiczny. Po prostu musi sobie przypomnieć to i owo.
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2016).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!


Wymiana bannerami: KLIK!


KrĂłl Lew
SnM
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 12