FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Otwarty przez: Mistrz Gry
2020-11-07, 23:57
Ostatnie starcie z mrokiem
Autor Wiadomość
Błysk Przeszłości 
Starszy Ziemi
Od dziś na zawsze.



Stado: Ziemi
Płeć: Samiec
Księżyce: 83
Rasa: Morski
Opiekun: Świadek Puszczy
Mistrz: Teza Obłędu
Partner: Morska Bryza
Wiek: 21
Dołączył: 30 Maj 2019
Posty: 1529
Wysłany: 2020-04-09, 00:31   
   A: S: 5| W: 3| Z: 1| M: 3| P: 3| A: 4
   U: B,W,Prs,L,Śl,Skr,Kż,MA,MO: 1| Pł,A,MP: 2 | O: 3
   Atuty: Okaz Zdrowia, Adrenalina, Tancerz, Pierwotny Odruch, Magiczny Śpiew


Cały ten chaos, pomieszanie odległego, dziwnego śpiewu z okrzykami bólu, kłótni, ostrych rozkazów, zadziałał na Zamąconego na odwrót, niż powinien. Odseparował się umysłowo od całej reszty, co mogło nieść za sobą w późniejszym okresie opłakane skutki. Zaczął nagle mimo wszystko w atakowanej bestii coraz mocniej dostrzegać związki z samym sobą, jakkolwiek bardzo nie byłoby to niedorzeczne. Zwłaszcza, że przed chwilą chciał natychmiastowej śmierci bestii. Aczkolwiek właśnie wtedy nie chciał tego zrobić dla swojego własnego świętego spokoju, ale własnie po to, by oszczędzić Mroku zbędnego cierpienia. Po oberwaniu, na szczęście nie aż tak poważnym, Zamącony zacisnął swoje zęby i stojąc cały czas przy prawej stronie ciała Mroku, zamierzał rzucić się na jego prawą, przednią łapę i... chwycić ją obiema (aczkolwiek bardziej lewą, bo prawa była trochę ranna) swoimi jak najmocniej potrafił, by nie dać bestii uciec. Nie próbował jej zranić. Chciał spróbować, mimo wszystko jakoś do niej... dojść. Zrozumieć. Spróbować zrozumieć. Bez żadnego powodu przecież nic z tego, co zrobiła, nie stałoby się. A powodem, które rozpatrywał teraz umysł Błysku mogła być albo jakaś swego rodzaju żądza zemsty, albo żądza nieskończonej władzy, albo... albo coś, co było mu najbliższe. Brak zrozumienia. Niemoc w próbie pomocy i samemu sobie, i komukolwiek innemu. Może i morski był głupi, w ogóle chcąc zrobić cokolwiek innego, niż nakazywała mu cała reszta i podstawowe sumienie, ale... Cóż. Nic na to nie poradzi. Jest, jaki jest i zrobi to, co zrobi. Przecież świat się przez to nie skończy. ...prawda?
- Czemu zawsze pierw w ruch szpony idą,
A potem dopiero myślimy, co czynią?
Po co się teraz kłócić, kto dobry, kto zły...

~ Przez to wszystko po równo złyś Ty, i My.
Dlaczego zmieniałeś w kamień smoki?
Miałeś w tym jakiś swój cel głęboki?
A może po prostu... zagubiony się czułeś?
I tak bez końca po świecie się snułeś...
Nikt nie potrafił Ciebie zrozumieć...
By Tobie pomóc, trzeba to umieć.
Więc masz okazję, wysłuchaj mnie proszę.
Ja całe swe życie podobnie znoszę...
Powiedz mi szybko, póki jest czas,
Jak jeszcze można ocalić Nas...?
Mów Mroku, czego pragnąłeś od zawsze?
Żeby twe życie znów było jaskrawsze...?
Skoro tak bardzo chcesz trzymać się życia...
Musisz mieć cel jakiś, nie do przebicia.

Nie odwracając swojego wzroku od pyska Mroku, pierw do niego mówił zwykle, a potem "przerzucił" się na komunikację mentalną, jeśli takowa w ogóle w jego przypadku działała, akurat przez lekkie tymczasowe zawstydzenie próbą zrozumienia monstra, którego wszyscy inni z wielką chęcią chcieli zabić. Nadal starał się utrzymać po pierwsze swoją świadomość, która przed chwilą o mało co go nie opuściła, a po drugie łapę przeciwnika. Przy okazji Zamącony zamierzał sprawdzić, czy mrok faktycznie coś czuje i czy go w ogóle słucha. A oceni to na podstawie tego, czy zaraz nie zostanie znów zaatakowany. Bo przecież na razie, w tym malutkim starciu Zamącony postanowił zawiesić swą broń...

// magiczny śpiew
_________________
Narracja: #787A6F | Dialog: #7698B5 | Mentalka: #567885

Isn't this what we really wanted...?
W: 9 | R: 1 | P: 6 | V: 11
      Okaz Zdrowia- odporność na choroby, brak +2 ST po 100 księżycu
      Adrenalina - dodatkowa kość do biegu, ataku i obrony, w przypadku niepowodzenia - rana ciężka
      Tancerz - stałe -1 ST do rzutów na obronę fizyczną
      Pierwotny Odruch - raz na walkę -2 ST do obrony
      Magiczny śpiew- raz na pojedynek/2 tygodnie polowania, odejmuje 2 sukcesy przeciwnika
      - - - - - ·
      Błysk Przyszłości - Automatyczne powodzenie akcji/rana ciężka dla przeciwnego smoka

Motywy muzyczne:
Motyw Główny | Walka | Z przyjaciółmi
Kalectwa:
uszkodzone skrzela (+1 ST do akcji pod wodą)
Karta kompana:
Irys
#8080DD
S 1 | W 1 | Z 1 | M 3 | P 2 | A 1
L, MA, MO, Skr 1
  Niespodziewajki: tak
 
Kres Pragnień 
Czarodziej Ognia



Stado: Ognia
Płeć: Samiec
Księżyce: 100
Rasa: Północny
Opiekun: Milknący Szept* Światłość Erycala*
Mistrz: Nierozważny Duch
Partner: Błękit Nieba
Wiek: 28
Dołączył: 30 Lip 2019
Posty: 743
Wysłany: 2020-04-09, 06:56   
   A: S: 2| W: 3| Z: 1| M: 5| P: 3| A: 4
   U: B,Pł,L,A,O,W,MP,Kż,Skr,Śl,Prs: 1| MO: 2| MA: 3
   Atuty: Okaz zdrowia, Szczęściarz, Twardy jak diament, Magiczny Śpiew, Uzdolniony


Przez całą walkę czuć było przytłaczającą aurę śmierci. Abominacja z którą walczyli była ogromna, jej wygląd był kreacją najgorszych koszmarów. A jednak sam oddech śmierci poczuł w momencie gdy zmaterializowane ataki dotarły do niego. Kolec Mroku wbił się w jego ścianę, ale z jaką siłą! Płomień ze strachem mógł przez chwilę obserwować jak niewiele brakowało by jego życie zawisło na krawędzi. Trzymał obydwa tworu pod kontrolą, bojąc się że odcięcie dopływu maddary twór znów zostanie wprawiony w ruch, niczym nieunikniony los który on tylko przedłużał.
Ale czujne oko już w chwili potrafiło zorientować się że przetrwał atak. Przynajmniej ten pierwszy. Dosłownie po chwili poczuł na swoim niesamowicie silne uderzenie, niemal zwalające z łap. Dopływ maddary do bariery momentalnie znikł, ale iluzja wciąż stała. W chwili w której Płomień przytłumiony był bólem, jego iluzja natychmiast podeszła i przytrzymała go by teraz stać się oparciem bo nieudanej próbie przejęcia pocisku. Cudem było że jeszcze utrzymywał dopływ maddary do iluzji po tak silnym uderzeniu, być może wciąż wierzył że uda mu się zatrzymać pocisk gdy dalej nie wiedział co w jego stronę zostanie posłane. Nic jednak z tego.
Okropny, paskudny ból natychmiast zalał całą jego głowę, momentalnie go paraliżując. Przywódca przysiadł, przykładając prawą łapę do zadanej mu rany. Krew wypływała obficie, nie wiedział w jakiej ilości, ale sam fakt że to ona przysłaniała mu widoczność coś mówiło. Nie wiedział ile jeszcze usta, ale zamierzał wykorzystać czas który zaczęto mu odliczać.
Iluzja skinęła łbem, jakby zupełnie komunikując się wyłącznie ze swoim właścicielem. Nikt z nich nie wypowiedział żadnego słowa na głos, ale w chwili w której przeżył szok spowodowany obrażeniami, jego projekcja twórcza instynktownie zachowywała się tak, jak gdyby była prawdziwa. Przez chwilę była odbiciem jego źródła, kawałkiem duszy któremu nadano życie. W taki sposób przez chwilę gniewnie obserwowała otoczenie, po czym ponownie spojrzała się na swojego stwórcę.
- Rozumiem. - Wypowiedział na głos, by dopiero po chwili zniknąć. Płomień zaś wstał z miejsca, oddychając ciężko, ale próbując ze zdecydowaniem ponownie zadziałać. Był świadom tego co się dzieje i nie zamierzał stać bezczynnie. Czym prędzej ponownie wziął się za kreację maddarą.

Za cel obrał sobie kończyny Mroku, cokolwiek co pozwalało mu się w tej chwili przemieszczać. Dookoła dwóch z nich powstać miało ciemnobłękitna ciecz, gęsta i chłodna. Otoczyć miała grubą warstwą dwie z kończyn mroku, mocno przytwierdzając się do nich oraz w grunt. Jakiekolwiek otwory z powstałych paszcz, czy ran również byłyby zalane, a ciecz nawet popłynęła by głębiej, co było efektem ubocznym, choć oczywiście bardzo mile widzianym. Najważniejszy był drugi etap w którym czarodziej przekształcił swój twór, zmieniając jego stan skupienia. Tak dwie, wielkie warstwy cieczy momentalnie zamieniły się w twardą i niesamowicie ciężką lodową bryłę, natychmiast z wielką siłą uderzając o ziemię, lądując na niej twardo i unieruchamiając to co zamroziły w środku. Bryła lodu która powstała miała jeszcze jedną właściwość. Oprócz bycia potwornie zimną - co odczuć można było niczym tysiące igieł wbijanych w skórę - bryła w swojej właściwości i poprzez ciężar i masę bardzo chciała stać się masą jednolitą, dążąc do wyeliminowania pozostałych, inwazyjnych elementów należących do mroku. Przez to lód stale naciskał na ciało Mroku, gniotąc je stopniowo coraz bardziej i bardziej. Efekt ostateczny miał pozwolić na unieruchomienie, albo przynajmniej spowolnienie potwora. Drugi zaś czynnik mógł jedną, albo obie kończyny mocno uszkodzić, powodując że z czasem staną się bezużyteczne w czasie gdy odmrożenia znacznie powinny spowolnić ich zdolności regeneracyjne, których się spodziewał po tak przedziwnym stworzeniu.
W swój twór przelał sporą ilość maddary, wystarczająco by upewnić się że przynajmniej uda mu się przez chwilę zatrzymać Mrok.


//Szcześciarz na wytrzymałość przez całą walkę
_________________


Kalectwa: osłabienie lewej przedniej łapy (+1 ST do akcji fizycznych)
Atuty:
 Okaz zdrowia 
Odporność na choroby, brak +2 ST po 100 księżycu
 Szczęściarz 
Odwrócenie porażki akcji na 1 sukces raz na dwa tygodnie
 Twardy jak diament 
-1 ST do testów na Wytrz.
 Magiczny Śpiew 
raz na walkę/polowanie, obniżenie liczby sukcesów przeciwnika: A 1-2 - -1 sukces, A 3-4 - -2 sukcesy, A 5 - -3 sukcesy.

CD Szczęściarz: 23.03.2021
CD Błysk Przyszłości: 04.07.2021

Za'warudo - Cień
S:1| W:1| Z:1| M:3| P:1| A:1
MA: 2 L,Pł.MO,Skr: 1

Liquire - Żywiołak Wody
S:1| W:1| Z:1| M:3| P:2| A:1
MA:2 B,Pł,MO,Skr: 1
  Niespodziewajki: nie
 
~ Mistrz Gry.
Smoków Wolnych Stad



Dołączył: 08 Sty 2014
Posty: 1192
Wysłany: 2020-04-09, 13:37   

MojaSztorm Stulecia rzuciła wyzwanie zdradzieckiej czarodziejce, puszczając się biegiem w jej stronę. Ale ona tylko wyciągnęła przed siebie przednie łapy, pozornie wolne od jakiegokolwiek czaru, jakby chciała porwać Ognistą w objęcia.
Mrok śledził ich poczynania jednym okiem, a kiedy zauważył, że Klepiąca wcale się nie broni, zmarszczył pysk w skupieniu. Przywołał pojedyncze roślinne pnącze, którym złapał Sztorm za prawy nadgarstek i przyciągnął do ziemi. Wojowniczka zatrzymała się gwałtownie – wtedy Klepiąca z zabójczą myślą przytknęła łapy do jej łba.
Huh, posłuchałaś się... ale samo-poświęcenie to część mojej roboty. – Smoczyca zachichotała. Nie sądziła chyba jednak, że Sztorm pozostanie w tej pozycji na długo? Wystarczył jeden szybki ruch szyi, by palce Klepiącej zsunęły się z niebieskich łusek – nie miała siły utrzymać w miejscu kogoś, kogo przepełniała właśnie boska moc. Zdążyła jednak zadać przeciwniczce trochę bólu – dotąd nietknięta Sztorm skończyła ze poparzonym policzkiem.

Ułamek sekundy później na arenie pojawiła się żaba, której działania Duch nie miał zamiaru testować na swojej skórze. Zamknął skoczny twór pod tak twardą kopułą, że gdyby obejrzał ją potem od środka, nie znalazłby na ściankach żadnej rysy po wybuchu.
Dopiero teraz Klepiąca uświadomiła sobie pełną powagę sytuacji: odtrącona przez Viliara stała się słaba, krucha jak gałązka. I każdy ze zgromadzonych mógł ją złamać bez wysiłku.

Kiedy Burdig skończył śpiewać, poczuł na sobie spojrzenie nie jednego, nie trzech, a wszystkich ślepi potwora. Jego źrenice zaokrągliły się lekko. I trwało to tak krótko i zarazem tak długo, jakby czas się dla nich zatrzymał – a Chochlik wiedział już, że swoją piosenką przebił się przez każdą warstwę skorupy bestii, skutecznie i... nieodwracalnie. Mrok westchnął zrezygnowany i poświęcił cenny moment walki na to, by przyłożyć palce przedniej łapy do miękkiego policzka Burdiga i przyciągnąć go bliżej siebie.
Szalony aniele – wyszeptał bez złości Perspektywy. – Coś w tobie sprawia, że chcę robić rzeczy, których nie powinienem – powtórzył po Chochliku jeszcze, jeszcze ciszej, jakby teraz to on starał się go uwieść. I uśmiechnął się do niego, z początku słabo, potem pewniej, chytrzej. A wtedy Burdig zorientował się, że ułatwił działanie niewłaściwej stronie konfliktu – w ślepiach potwora błyszczała teraz nadzieja, jeszcze silniejsza wola walki. I choć ledwo trzymał się na swoich krzywych nogach, to stał z nowo odnalezioną dumą, gotowy odeprzeć każdy atak, jaki rzucą na niego smoki.

Spojrzenie potwora padło na Tezę, który nabierał właśnie powietrza w płuca… i dmuchnął. Wielki pióropusz ognia skąpał arenę w pomarańczowym blasku, zmuszając pozostałe smoki do odwrócenia wzroku. Stojący najbliżej potwora Burdig i Błysk musieli nawet odsunąć się na chwilę na bok, żeby nie zostać poparzonym samym gorącym powietrzem. A gdy zabójcze płomienie w końcu wygasły, odsłoniły piasek stopiony na szkło oraz stygnącą tarczę Mroku, nieuszkodzoną nawet w najmniejszym stopniu. Tyle wysiłku na nic?...
Świat zaczął się rozmywać przed ślepiami wojownika. I bez względu na to, jak bardzo Tezie zależało na dalszej walce, jego ciało nie mogło wytrzymać ani chwili dłużej – smok stracił kontakt z rzeczywistością.

Krwawe Oko obiecał Viliarowi, że na pewno powstrzyma potwora przed ucieczką. Poprosił jeszcze o pomoc swojego poprzedniego sprzymierzeńca, a potem poderwał się gwałtownie do lotu, gotowy wypełnić swoje przeznaczenie. W okamgnieniu zbliżył się do celu, wyciągając przed siebie pazury przedniej łapy. I ciął, i rwał skórę potwora, sięgając szponem aż do delikatnego mięśnia. Po ciele Mroku popłynęła świeża krew. I choć Viliar początkowo wywracał ślepiami na zuchwałą obietnicę Wojownika Ziemi, teraz patrzył na jego dzieło z niemałym zadowoleniem.

TEN TWÓJ ZAS.RANY BOHATER MORDOWAŁ NASZYCH BLISKICH, BIJĄC W PLECY I NIE DAJĄC NAWET MRUGNĄĆ NA OBRONĘ! JEŚLI NIC NIE WIESZ, TO STUL DZIÓB. TO NIE JEST TWOJA HISTORIA! – Okrzyk Perspektywy wywołał na pysku Viliara ledwo dostrzegalny uśmiech. Ale potwór już czekał na jej atak, otaczając ranne skrzydło twardym pancerzem. Ostre pazury drapnęły o metal, pozostawiając na nim tylko rysy.

Czemu zawsze pierw w ruch szpony idą,
A potem dopiero myślimy, co czynią?
Po co się teraz kłócić, kto dobry, kto zły…
– zaczął śpiewać Zamącony Błysk. Mrok wysłuchał pozostałych zwrotek, nie odcinając się od telepatii smoka. Nie skorzystał również z okazji do ataku. Mrużył tylko ślepia, analizując odmienne zachowanie przeciwnika.
“Powiedz mi szybko, póki jest czas,
Jak jeszcze można ocalić nas...?”

“Daj mi uciec” – odpowiedział, zmieniając słowa Viliara. – “Proszę” – tu zacytował początek pierwszej piosenki Chochlika. I choć wypowiedź brzmiała sensownie, skąd pewność, że Mrok tak naprawdę rozumiał to, co mówił? Jak poznać, czy odczuwał cokolwiek poza bólem?... Hah. Niektóre rzeczy trzeba po prostu brać na wiarę.

Potwór rozprostował wreszcie drugie, błoniaste skrzydło i pomachał obojgiem na próbę – momentalnie wykrzywił pysk z bólu, jaki sprawiała mu rana po pazurach Krwawego. Nie porzucił jednak planu lotu, a czar przywódcy Ognia, który miał go unieruchomić na stałe, pojawił się nieco za blisko niż powinien – przez to zalane oko Płomień miał kłopoty z oceną odległości.
Mrok zacisnął zęby, zmrużył ślepia z determinacją i odepchnął się łapami od ziemi. A ponieważ było z niego silne bydle, zdołał poderwać się w powietrze razem z trzymającym się go Błyskiem – Wojownik nie czuł już pod sobą gruntu, uwieszony potwora jedną zdrową łapą. O bogowie, to nie był przyjemny sposób lotu! Jego mięśnie krzyczały z wysiłku, a mimo to nie zdołał ściągnąć bestii na dół. Mrok szybował dalej w kierunku Klepiącej, by w odpowiednim momencie podłożyć pod nią łapę, jakby planował przenieść smoczycę gdzie indziej albo po prostu usunąć ją z walki. Przy okazji o mało nie uderzył w nią rozhuśtanym Błyskiem, bo nie potrafił dobrze manewrować z takim balastem.

A kiedy Mrok był gotowy opuścić arenę, skierował się na północ, stale nabierając wysokości z dwójką porwanych smoków.

____________

Odniesione obrażenia, zużyte atuty/przedmioty:
    Krwawe Oko: 1x ciężka [trzy długie, pionowe ślady po pazurach na szyi, silne krwawienie, ale jeszcze nie tragiczne - tętnica szyjna nietknięta, skóra paskudnie poszarpana, naruszony mięsień, intensywny ból wzmaga się przy poruszaniu szyją, obca krew w ranie - wysokie ryzyko zakażenia]
    Zużyte atuty: chytry przeciwnik

    Nierozważny Duch: 1x ciężka [złuszczona skóra i spopielone łuski na całej głowie, szyi, zachodzące na barki i początek grzbietu, bąble z ropą, napuchnięte żyły w poranionych miejscach, niedokrwienie, tępy, nagły ból, podrażnione oczy, problemy z oddychaniem]
    Wykorzystane przedmioty: eliksir wzmacniający moc
    Zużyte atuty: wybraniec bogów

    Perspektywa Wieczności: 1x średnia [rana magiczna: głęboka kłuta na lewym barku, słabe krwawienie zewnętrzne, ale dużo gorsze wewnętrzne, silny ból, naruszone ścięgno i pęknięcie kości ramienia]

    Płomień Wiary: 1x ciężka [dziura w czaszce niedaleko lewej stroni, pęknięcie rozchodzi się dalej, drobne odłamki kości wbijają w skórę, niebezpieczny ucisk na mózgu, wysoki ból, krew zalewa lewe oko, podrażniając je i utrudniając widzenie]

    Sztorm Stulecia: 1x lekka [rana magiczna - porażony prądem prawy policzek zesztywniał, przypieczone łuski odpadają gdzieniegdzie od poparzonej skóry]
    Wykorzystane US: błysk przyszłości

    Teza Obłędu: 1x średnia [piekące otarcie na skórze, złamanie zamknięte kości przedramienia prawej przedniej łapy, silny ból uniemożliwia stanie na łapie, drobne odłamki naruszyły mięsień wywołując krwawienie wewnętrzne] - nieprzytomny
    Zużyte atuty: szczęściarz, czempion, pojemne płuca

    Zamącony Błysk: 2x średnia [zwichnięty prawy nadgarstek ze złamaniem zamkniętym dwóch kostek, smok nie może opierać na nim ciężaru ciała, krew zbiera się pod zmiażdżoną skórą wokół nadgarstka, połamane łuski wbijają się boleśnie w ciało]
    [trzy głębokie nacięcia między szyją a prawym barkiem smoka, uszkodzony mięsień i ścięgno, krawędzie rany poszarpane w bardzo bolesny sposób, silne krwawienie, obca krew w ranie - ryzyko zakażenia]
    Zużyte atuty: tancerz, szczęściarz, magiczny śpiew

    Viliar: 1x krytyczna [rozprute podbrzusze]
    _______

    Klepiąca Łuska: 1x ciężka [trzy wąskie i bardzo głębokie rany kłute na brzuchu, przebity żołądek i wątroba (dwukrotnie), krwawienie przede wszystkim wewnętrzne, rozdzierający ból, wysokie ryzyko zakażenia]
    Zużyte atuty: furia niebios

    Mrok: 3x lekka [niegroźne porażenie prądem, poparzenia na jednej z łap i lewym boku ciała]
    2x średnia [poszarpane ciało po prawej stronie szyi, głęboka rana kłuta na lewym boku]
    2x ciężka [poszarpane ciało po lewej strony szyi, parę nacięć na ramieniu lewego skrzydła]
 
 
Sztorm 
Samotnik
Paladyn Pospólstwa



Stado: Ognia
Płeć: samica
Księżyce: 92
Rasa: skrajny (morski x górski)
Opiekun: Kaskada Kości
Mistrz: Iluzja Piękna
Partner: Nierozważna wdowa
Wiek: 71
Dołączyła: 14 Lut 2019
Posty: 1815
Wysłany: 2020-04-09, 14:44   
   A: S: 3| W: 4| Z: 5| M: 3| P: 3| A: 2
   U: B,L,W,Prs,MP,MA,MO,Śl,O: 1| Pł,Skr,Kż: 2| A: 3
   Atuty: Pechowiec, Pamięć przodka, Bestiobójca, Otoczona, Wszechstronna


// edit : dodano tylko opis fabularny

Doskoczyła i wyciągała pazury przed siebie, niesiona furią sprawiedliwych. Poczuła jej łapy na swoich policzkach i warknęła w zachwycie, kiedy jej wyciągnięty szpon zbliżał się w do brzucha Czarodziejki.
Nagle jej łapa obrosła pnączami i całe ciało zawisło w powietrzu. Ryknęła złowrogo, nie czując nawet bólu obrażeń. Wściekłość gotowała jej krew w żyłach, bezcelowo zaszamotała się w uścisku. Czerwona mgła żądzy mordu gwałtownie zgęstniała, zasłoniła jej wszystko co działo się poza nią i jej celem. Uwięziona w czarze potwora mogła tylko mówić, więc warknęła, niskimi grzmiącym głosem, przerażającym i złowrogim:
- Poświęcić można tylko coś, co mają jakąkolwiek wartość. W twoim przypadku to tylko pozbywanie się śmieci.
Uścisk pnączy zelżał, ale zanim zdążyła się wyplątać ciemny kształt zagarnął w locie zdrajczynię, porywając ją w niebo. O nie, nie, nie... NIE! Nikt nie kradnie zdobyczy Sztormowi Stulecia. Bez zastanowienia przebiegła kawałek i zwinnie skoczyła w powietrze, robiąc od razu śrubę i unosząc się wraz z powietrznymi prądami, które wytworzył Mrok.
Nie byłą już sobą. Była żądną krwi bestią, która nie spocznie, aż jej cel nie wydusi ostatniego, zdradzieckiego tchnienia. Zafiksowana kompletnie, nie zauważyła smoków zadających ani zdobywających rany. Wydawało się, że rusza w pościg jak nakazał Viliar, ale jego też nie słyszała. Czuła tylko, jak boska moc płynie przez szpony, a ona sama, jak avatar Boga Wojny, leciała na spotkanie z krwawym przeznaczeniem...

// obiecany motyw muzyczny [;

Sztorm leciała z gracją i nastrojem nadciągającego anioła śmierci. Ślizgała się na prądach powietrznych, łapiąc je pod skrzydła i zyskując na prędkości. Instynktownie przeskakiwała z podmuchu na podmuch, korzystając z korytarza jaki tworzył za sobą Mrok i nie spuszczała ślepi z celu - a była nim smoczyca w jego objęciach. Próbowała dogonić jej wybawiciela i ustawić po jego lewej stronie.
Kiedy udało jej się podlecieć i zrównać się z monstrum, wyciągnęła przednie łapy wzdłuż tułowia i wystawiła szpony. Wyczuła odpowiedni moment, kiedy wielkie skrzydło opadło i zanurkowała poprzecznie, obracając się przodem do Czarodziejki Ziemi. Chciała przelecieć przed nią i wbić szpony w okolicę jej obojczyków - następnie pęd miał ją wynieść dalej, na drugą stronę potwora. Zakrzywione pazury zaś miały ciągnąć tkankę w górę, tnąc ją i patrosząc teraz w przeciwnym kierunku niż ostatnio, w górę. Chciała otworzyć jej szyję, tętnice, a potem rozerwać wszystko co miała pod pyskiem, aż po same nozdrza. Oburącz. Precyzyjny atak, wymagający zręcznego manewrowania. Ale Wojowniczkę niosła furia i gniew, napędzający ją jak wiatr w morski cyklon.
_________________

Łowca z zawodu, Wojownik z zamiłowania, Uzdrowiciel z wyboru, Piastun z przypadku.
...
═══════════════════════════════════════════════
...
❄ ❄ Sztorm Stulecia ❄ ❄ ❄ Orkan Wieków ❄ ❄
...
═══════════════════════════════════════════════
Pechowiec, po każdym niepowodzeniu -1 ST do następnej akcji.
...
Pamięć przodka, -2 ST do walki z drapieżnikami.
...
Samotny medyk, Samotny medyk: może szukać konkretnych ziół na polowaniu
...
Otoczony, możliwość walki z dodatkowym przeciwnikiem/zwierzyną za cenę +1 ST
...
Wszechstronny, -1 ST do testów umiejętności opierających się na [Moc] i [Percepcja]
═══════════════════════════════════════════════
Awantura - KK, kelpie
...
A: S: 1| W: 1| Z: 1| M: 2| P: 2| A: 1
U: B,Pł,Skr,Kż,Śl,MP: 1| MA,MO: 2

═══════════════════════════════════════════════
❅ Błysk przyszłości ❅
następne użycie - 23.06
...
Kalectwo wrodzone: czupryna jasnych włosów na łbie, przechodząca w grzywę na karku i barkach.
Efekt wpływu trzeciej rasy, smoków wężowych. Związane z tym dodatkowe ryzyko przegrzewania się i

..................................................................zwiększone ryzyko bólów głowy z tytułu udarów słonecznych.
Kalectwo nabyte: widoczny ubytek w masie mięśniowej lewego barku (+1 ST do akcji fizycznych)
Mechaniczne protezy: pełna proteza ogona, zwieńczona szerokim, metalowym grotem; proteza .......
...............................................................................
prawej łapy do łokcia z ruchomymi szponami.
Ostatnio zmieniony przez Sztorm 2020-04-11, 12:15, w całości zmieniany 1 raz  
  Niespodziewajki: nie
 
Ruda Ciocia 
Starszy Plagi
Burdig Zmysłowy



Stado: Plagi
Płeć: samiec
Księżyce: 91
Rasa: północny
Opiekun: Fia
Partner: Rawr Szydź
Dołączyła: 09 Wrz 2019
Posty: 1194
Wysłany: 2020-04-09, 19:05   
   A: S: 3| W: 1| Z: 3| M: 1| P: 4| A: 5
   U: Pł,O,W,MO,MA,MP,Kż,Skr,Śl: 1| B,L,A: 2| Prs: 3
   Atuty: Atrakcyjny; Szczęściarz; Altruista; Opiekun; Magiczny śpiew


Kiedy wytoczyły się z jego pyska ostatnie słowa pieśni, poczuł silny ból gardła. Zdawało się że śpiewanie nie jest wysiłkiem, patrząc na to co wyczyniali tutaj wojownicy i czarodzieje... Oh jakżeby się ktoś dziwić mógł! Cały ten czas Burdig musiał panować nad tonacją, mową ciała a pieśń, szczególnie ta ostania miała dotrzeć do potworzego serca oraz umysłu, kompletnie pętając go i uniemożliwiając dalsze poruszanie.
I nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
Wszystkie ślepia zwróciły się do niego a Burdig już wcześniej dostrzegając lubieżne spojrzenie trochę mu nie wierzył lub chyba wmawiał sobie że mu się przywidziało. Ale nie, oh nie.. Kiedy łapa wyciągnęła się ku niemu, kiedy Mrok wsunął swoje krzywe paliczki pomiędzy pasma futra na jego policzku i delikatnie przysunął go do siebie, Chochlik zdał sobie sprawę jak bardzo ma przesr*ane.
Piastun zgłupiał kompletnie, zapominając swojego imienia, przydomku, przynależności a nawet czasu czy tego w jakim uniwersum aktualnie znajduje się jego dusza. Wbił puste, niezbyt inteligentne spojrzenie w potwora gdy ten przytoczył słowa Aank a lubieżne spojrzenia wszystkich par ślepi.. To spojrzenie było znajome. Patrzył tak na niego Kheldar, patrzyli wszyscy którzy kiedykolwiek chcieli zakosztować jego wdzięków czy po prostu zawieszali na nim oko, wabieni niczym ćmy wątłym światłem o północy. Umysł jednak dalej był pusty do tego zdawało się iż próba rozproszenia, przerodziła się w dosyć śmiały doping i Mrok jedynie na tym zyskał.
Smocza rasa póki co przegrała tę bitwę lecz wciąż mogła wygrać wojnę. Bestia wybiła się do góry a Ognista Wojowniczka pomknęła za nią.. Trzeba było przyznać że teraz jego kształty wydawały się być bardziej smocze.. Pośledził chwilę jego sylwetkę by potem wymownie unieść łeb i spojrzeć na niebo, uśmiechając się boleśnie. To znów brzmiało jak bardzo kiepski żart Starej Uzdrowicielki. Oh Matko.. Ty to chyba nawet po śmierci nie dasz mi spokoju.
Nie czekał dłużej, wybił się mocno do góry a skrzydła zaczęły machać z całych sił, zagarniając powietrze za siebie. Przycisnął kończyny do ciała a ogon balansował na boki by utrzymać rytm lotu. Wkładał dużo siły - Pchnięcia skrzydeł były mocne i stanowcze tak aby jak najszybciej dotrzeć do wielkiej postaci. Wybił się trochę do góry chcąc znaleźć się nad nią i.. Co tak na dobrą sprawę zamierzał?
- To niegrzeczne tak zaczynać i sobie uciekać w pooo-łooo-wieee~ Jeszcze z Tobą nie skończyliśmy zabawy! - zakrzyknął zachrypniętym gardłem, co dodawało mu jedynie zmysłowości a ton zdawał się wabić Stwora niczym pszczołę do miodu. Dobrze, skoro przeszliśmy na układ podrywu to dalej spróbujemy utrzymać takie wrażenie. Czas na akt pt. Denerwująca Ważka.
Kheldar na ten wyczyn był dosyć odporny, ponieważ Rudzielec bardzo często to na nim stosował. Tu jednak chciał to trochę bardziej zmodyfikować by pozornie było miło ale tak nie do końca. Zamierzał on bowiem dolecieć do potwora i znajdując się dokładnie nad jego łbem objąć go mocno tak aby cały jego ciężar "zawisł" na łbie i by utrudnić mu orientacje w terenie oraz spokojny lot bowiem ciężko jest lecieć gdy coś uwiesiło Ci się na łbie, prawda? A jak Może jeżeli mu się uda, reszta będzie miała łatwiej zaatakować?...
_________________
..................
..................
..Life is nothing if you're not obsessed. I only think terrible thoughts, I do not live them... Yet.
    ALTRUISTA
    ....-2 ST do wszystkich akcji towarzysza Piastuna na misji/polowaniu.
    SZCZĘŚCIARZ
    ....odwrócenie porażki akcji na 1 sukces raz na dwa tygodnie.
    OPIEKUN
    ....-2 ST dla każdej akcji kompanów.
..Na pozór silna dziewczyna a w środku ledwo się trzyma.
..______________________________________

..MORTADELKA (bies) - karta kompana -
.....S: 3| W: 1| Z: 1| M: 1| P: 1| A: 1
.....B,A,O,Skr: 1

..BERLINKA (hipogryf) - karta kompana -
.....S: 1| W: 1| Z: 2| M: 1| P: 2| A: 1
.....B,L,A,O,Skr: 1


.............Tema musical para Burek
  Niespodziewajki: tak - tylko dla smoka
 
Gasnący Wiciokrzew 
Starszy Ziemi
Miodowa Cesarzowa



Stado: Ziemi
Płeć: samica
Księżyce: 99
Rasa: bagienny
Mistrz: Feeria Ciszy i Dar Tdary
Partner: Grabieżca Fal
Wiek: 21
Dołączyła: 27 Cze 2019
Posty: 854
Wysłany: 2020-04-09, 22:25   
   A: S: 1| W: 3| Z: 4| M: 5| P: 3| A: 1
   U: Śl,Skr,Kż,B,Pł,MO,Prs,A,O,MP: 1 | Pł,W: 2 | MA: 3
   Atuty: Okaz Zdrowia, Szczęściarz, Mistyk, Wszechstronna, Przezorna


Kiedy Teza padł, tego było już za wiele. Kopuła pękła w jakimś międzyczasie, jakby na znak, że Uzdrowicielka może już przyjść, a więc przyszła - poderwała się, przepraszając Torvi i mówiąc, że wróci, raczej, za moment - i popędziła z trybun w lesie ku poległemu, zaciskając kły, ale krok jej śmialał i szczęka się rozluźniała, gdy tylko ciemna masa zaczęła oddalać się od reszty. Doskonale. Nie przyglądała się szczegółom, chyba nie lubiła. Budziły złe... wspomnienia. Skupiła wzrok tylko na czarno-czerwonym smoku, który zapewne wolałby, aby go zanieść do Hojnego bądź ojca, niż żeby się zbliżała, ale zemdlony smok to posłuszny smok, któremu nie zadaje się pytań, co woli.

Zjawiwszy się na miejscu, nie umknął jej uwadze [color=coralViliar[/color], dopiero teraz zauważyła tak jego, jak i potok płynący z jego pięknych trzewi. O to te złote góry, jakimi kiedyś omamiał Dar. Powstrzymała iskierki w oczach i zmusiła głos do rozbrzmienia profesjonalnizmem.
- Viliarze, na moment. Jestem Uzdrowicielką. - oznajmiła, pokazując u boku swoją zielarską torbę. Do tej pory tak poważną ranę było jej dane w pełni wyleczyć u Atiny, więc dlaczego nie spróbować by z bogiem? Była zbyt kierowana skrywaną ekscytacją, by martwić się o to, z kim ma do czynienia czy powinna bardziej nalegać. Zwykle szkliste, czarne ślepia i przyjemny pysk załatwiały wszystko.

[leczenie Viliara]
Wyciągnęła trzy miski i wypełniła skroploną wodą, zagotowała czarem; do pierwszej trafiła kora topoli, do drugiej liście kozłka oraz mięty, do trzeciej płatki ostróżeczki - i tak, jak pierwsze dwa naczynia pozostawiła, pozwalając ziołom się ładnie wygotować, tak ostróżeczkę jedynie sparzyła - i płatki, ochłodzone podróżą przed powietrze, ułożyła dokładnie na skórze podbrzusza, blisko rozcięcia, aby pomóc jej w regeneracji. Wylała wodę po kwiecie i oczyściła miskę po jego pozostałościach - i starła nad nią w łapach uszuszony korzonek żywokostu, a następnie do tego proszku dodawała po kropli świeżej wody, mieszając pazurem, aż wyszła jej odpowiedniej konsystencji maź, którą zebrała na łapę i rozprowadziła dokładnie po podbrzuszu w pobliżu rozcięcia tam, gdzie poprzedni okład nie mógł już sięgnąć, aby ten dopomógł proces gojenia się. Następnie przeczyściła łapy i znów naczynko, znów także wypełniła je wodą - i zagotowała, po czym wrzuciła suszu z liści jemioły. Pora powrócić do poprzednich zupek - gdy ten kozłkowo-miętowy zdał się być już wystarczająco otumiający, ogień pod nim ustał, a samicy przesunęła go przed Viliara, serią przyjemnych szeptów zachęcając Viliara, aby spokojnie sobie to powdychał. Kłęby objąć miały jego pysk, ułatwiając to zadanie, a Ziemia przeszła do topoli - zdjęła ją z ognia, otuliła lodowym szaliczkiem miskę, studząc wywar; i gdy ostygł, czas znów zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni i Uzdrowicielka nakazała mu się zagotować. Odstawiła miskę w spokoju - i poszła przeczekać na ten z jemioły. Gdy zgęstniał odpowiednio, wraz z gestem jej łapy i przelania źródła, miał i ostygnąć - a następnie narysowała krzyżyk szponem w tej masie, dzieląc ją na cztery równie części - zgarnęła jedną na łapę i nałożyła ostrożnie na samo już rozdarcie, tak powłoki, jak i narządów wewnątrz - a miskę z większą resztą podała niecodziennemu pacjentowi.
- Zatamuje krwawienie, ułatwiając mi pracę. - powiedziała z delikatnym uśmiechem, ale w pewien sposób nie do zdarcia i nie do kwestionowania - Lepka nigdy nie prosiła o nic pacjentów. Dawała polecenia, nawet, jeśli obrane słodko w brzmienie sugestii. Bóg był pacjentem jak każdy.
Gdy przyjął wywar i otrzymała pustą miskę, przystąpić mogła do następnego etapu.
Otwarte podbrzusze. Ojejciu.
Dziewanna pokryła swoje przednie łapy nieprzepuszczalną i lepką osłonką, mającą odgrodzić je od świata zewnętrznego - a także sprawić, że będą jałowe, że nie wepcha brudu i drobnożyjątek głębiej w smoka, ani że nic nie wyślizgnie się jej z łap. I wraz z zapleceniem palców na wieńcu wypłyniętego jelita, wniknęła maddarą. Impuls rozlał się błyskawicznie po naruszonych wnętrznościach, a sonda, jaką przywołała na świat samica miała prawidłości i nieprawidłowości w ciele poszkodowanego. Czy bóg miał anatomię jak inne smoki? Jak głęboko naruszyło jego wnętrze rozdarcie, czy przecięło tylko płat mięśni i ścięgien, czy i część z wypadniętych narządów miała uszkodzone ściany? Otrzymując obraz obrażeń i korzystając z wiedzy, gdzie co poszczególnie znajduje się w smoku, a gdzie sonda podpowiada, że w Viliarze także, zaczęła wkładać z powrotem wszystko do środka, oboma łapami, wspomagając się magią, aby zostawało na miejscu, gdy puszczała - zarówno jelita, jak i żołądek czy narządy im towarzysząca, nerki, jeśli ześlizgnęły się niewspierane już przez sąsiadów, czy też pęcherz jak i prowadzące do niego przewody, jądra i kolegów jeśli bóg się ich nie wyzbył na drodze do boskości - a wieńcząc te niewdzięczne, ale jakże fascynujące puzzle, osłoniła je, naciągając na nie oba płachty skóry, aby stykały się z powrotem. I gdy mechaniczna część zabiegu była gotowa, a samica nadal przytrzymywała wrota do wnętrza Viliara łapami, nieprzerwany impuls ze zbieracza informacji i asystenta mówiącego, że to maleństwo na prawo, a tą pętle na lewo, bo tak ma sarna, bo tak ma ona, bo tak najpewniej miał Viliar - zmienił się w jej drugie dłonie. Metaforycznie, nie przywoływała iluzji łap - i pracując na tak obszernym obszarze, najpierw miał wniknąć w największe, główne żyły i tętnice, zapatrujące wątrobę, żołądek, potem całą resztę niżej - i przepływając odtwarzać wszelkie ubytki w ścianie naczyń, jak rozerwania, rozcięcia, zwracając uwagę na cieńsze w żyłach i jędrne, solidne tętnic - i gdy największe na całej długości były całe, przeszła w mniejsze odnogi rozwidlenia, skrupulatnie i po kolei powtarzała tę czynność - aż calutka sieć naczyń podbrzusza i wnętrza stanowiła znów obieg zamknięty, z którego ani kropla nie mogła uciec, a jedynie krążyć i... działać swoje krwiste cuda. Impuls roznosił się delikatnym chłodem, aby zbić gorączkę pourazową, jak i nie pozwolić naczyniom się rozszerzyć i dać upust przesączającemu się osoczu. Po tym zajęła się oczyszczaniem - po kolei przemykała po powierzchni każdego narządu, który mógł mieć albo kontakt z ziemią, albo z narządem, który go miał, albo znajdował się przy otwartym naczyniu - i po kolei usuwała to skrzepy, to wylaną krew i treści z uszkodzonych organów, to glebę i jej mieszkańców, inny brud - ale i możliwe rodzące się ogniska ropy czy właśnie plamy z osocza, przez które potem niektóre tkanki lubiły się delikatnie rozwarstwiać. Również wszystko inne, na co natrafiła, a co było obce dla wnętrzności. Miejsce pracy czyste. Teraz tylko... skleić resztę. Honi oddychała spokojnie, w pełni skupiona, czerpiąc ze źródła niteczka po niteczce - zaczęła od żołądka, idąc jego przewodem do niższych partii narządów, ale i niczym latarenka oświetla nie pasmem, a sferą, i sama doglądała i poukładanym przez nią, sąsiadującym narządom: wątroby i jej przewodów, mniejszych gruczołów i organów, poprzez jedną partię jelit, kolejną, zahaczając o nerki, pęcherz, jądra, wszystko po drodze i wszystko, co je łączy - na swojej drodze naprawiając tak jakieś mikrouszkodzenia w błonie czy ściankach poprzez tarcie czy szarpnięcie, jak i poważne otwarcia, jak otwarty był brzuch; dokładnie przyglądając się budowie tkanki okolicznej, całej i odtwarzając w podobnej manierze splot w miejscu urazu, inaczej w otrzewnej - inaczej tam, gdzie ściana tworzyła wnętrze narządu. I tak po kolei, aż wszystko, co przejrzała, minęła, było całe, albo bo takie się ostało, albo bo takim je uczyniła - aż jamę brzucha mogła zamknąć błoniastym ścięgnem, zespalając je na zerwaniu, podobnie poczynając z mięśniami, a następnie zająć się ostatnim tworem - skórą. I tu już jak zawsze - najpierw warstwa żywa, najbliższa mięśniom, do której dochodziły jeszcze najmniejsze naczynia, poprzez kolejne poziomy, z wszelkimi ich gruczołami czy receptorami czy co jeszcze bóg mógł mieć - aż do zrogowaciałego naskórka, tworzącego łuskę. Gdy ostatnim zadaniem impulsu było pobudzić właśnie tą warstwę do regeneracji i nie zostało już nic innego na jej liście do zrobienia... odetchnęła. Wycofała maddarę z powrotem do siebie. I oderwała łapę.

Doskonałe przeżycie. Wreszcie los postanowił się nad nią zlitować i pozwolić jej wkładać flaki. Czy jakiś jeszcze typ ran został na jej Uzdrowicielskiej liście? Teraz o żadnym nie potrafiła pomyśleć.
Ukłoniła się Viliarowi grzecznie, ale jako przejaw rutyny, dał jej wszystko, co chciała, więc rozmowa by sprawdzić, jak się ma, była nużącą formalnością. Zabrała, co jej i przeszła kawałek dalej, ku poległemu Ziemistemu. Teza był teraz kąskiem, który zjada się z nudów siedząc w grocie i trawiąc tura.
- Tezo-tezo, wstawaj. - zawołała, klepiąc smoka po poliku, a gdy tylko zauważyć mogła drżenie powiek, zajęła się ziołami -

[leczenie Tezy Obłędu]
W dwóch miskach pojawiła się woda przywołana z powietrza, a następnie w jednej - trochę płatków żmijowca, a w drugiej, po odszukaniu gdzieś na dnie - kwiaty dziurawca. Ściany naczyń oplótł jęzor ognia wyczarowany za wdzięcznym kiwnięciem ucha, a woda zaczęła się gotować. Trochę cierpliwości to też składnik lekarstw... gdy napary były gotowe, jęzor jak raz zmieniła w mroźną poduszeczkę, najpierw podając Tezie napar przeciwbólowy, a potem, jeszcze chłodniejszy - ten na złamania. Instrukcja prosta jak strzały, wypić, nie wydziwniać.
Gdy napary zniknęły w jego żołądku, przeszła do drugiego etapu - położyła łapę na boku Wojownika i wniknęła w niego maddarą. Impuls miał przejść najpierw do złamanej kości samca, wyzbierać większe odłamki w okolicy i ułożyć w miejsce ubytku, a następnie szczelinę zalepić - pobudzając komórki kostne do nienaturalnie wręcz prędkiego namnożenia się, ale na tyle precyzyjnie, by nie spowodować buł i narośli. Przedramienna miała być gładka na zewnątrz, o zbitej skorupie i znacznie bardziej pusta, wyłożona filarkami wewnątrz - naprawiła też okostną, a potem przeszła do naczyń - aby zregenerować uszkodzone ścianki i pozbyć się resztek odłamków, mniejszych, których nie wybrała wcześniej - i natychmiast naprawiać ubytki w naczyniach po nich. Gdy obieg krwi się już zamknął, wzięła się za kontynuację czyśczenia - i pousuwania ostatnich resztek po kości, jak skrzepów czy wciąż płynnej, wylanej krwi. Następnie przeszła w uszkodzone mięśnie - zregenerowała pasemka i pęczki i powlokła błoną, a potem wniknęła w skórę - usuwając najpierw wydarte łuski, co mogły się wbić i teraz wywoływać pieczenie, potem zajęła się naprawą mikrourazów na którymkolwiek z poziomów skóry. Aż też nie zostało jej już nic do roboty. Wycofała się z ciała smoka.

Kiwnęła Tezie łbem na znak, że to koniec i powlokła oczami po miejscu walki. Żadnych więcej poległych. Uniosła wzrok - tamtych niech i sama Sennah ma w opiece. Próbowała nie martwić się bardzo i nie wnikać, co robią. To nie jej walka, jak mogło się nieść jeszcze echo. Przywódczyni wycofała się w tyły, aby móc bezpiecznie przeczekać na dalszy rozwój wypadków.
_________________


Okaz zdrowia: odporność na choroby, brak +2 ST po 100 księżycu;

Szczęściarz: 1 sukces zamiast niepowodzenia raz na 2 tygodnie;
zużyty: 13.12

Mistyk: raz na walkę +1 sukces do ataku magicznego;

Wszechstronna: -1 ST do testów umiejętności opierających się na Percepcji i Sile;

Przezorna: +2 ST do kontrataków przeciwników;

Błysk przyszłości
zużyty: 13.10

Kalectwa:
Brak skrzydeł, niemożność Lotu;
Niedowład lewej przedniej łapy (+1 ST do akcji fizycznych);
Wzdęcia i bóle brzucha (+1 ST do wytrzymałości).

[teczka] | [rodzinka] | [theme]
  Niespodziewajki: tak - tylko dla smoka
 
Błysk Przeszłości 
Starszy Ziemi
Od dziś na zawsze.



Stado: Ziemi
Płeć: Samiec
Księżyce: 83
Rasa: Morski
Opiekun: Świadek Puszczy
Mistrz: Teza Obłędu
Partner: Morska Bryza
Wiek: 21
Dołączył: 30 Maj 2019
Posty: 1529
Wysłany: 2020-04-10, 00:57   
   A: S: 5| W: 3| Z: 1| M: 3| P: 3| A: 4
   U: B,W,Prs,L,Śl,Skr,Kż,MA,MO: 1| Pł,A,MP: 2 | O: 3
   Atuty: Okaz Zdrowia, Adrenalina, Tancerz, Pierwotny Odruch, Magiczny Śpiew


Gdyby Mrok nie rozumiał co mówił, bardzo dużym zbiegiem okoliczności byłby fakt użycia akurat tych konkretnych słów... i to jeszcze w bezpośredniej odpowiedzi mentalnej. Zamącony... szczerze nie wiedział co zrobić. Z jednej strony presja ze strony innych na zabicie "monstrum", z drugiej jego wyrzuty sumienia, że... kiedyś, gdzieś widział już kogoś w sytuacji, w której znajdował się teraz Mrok. Może nie w dosłownie tej samej, ale analogicznej.
Z tego braku decyzyjności mógł wyjść spory problem na wyprowadzenie potencjalnej obrony przed atakiem, lecz... stwór go nie zaatakował. Nie próbował go nawet strzepać z łapy, gdy się jej chwycił. Ba, nawet nie strzepywał go, kiedy ten wzbijał się w powietrze... zaraz, co? W powietrze?
Czując, jak całe jego ciało odrywa się od ziemi, Zamącony tylko instynktownie poprawił swój chwyt i spróbował jeszcze nawet owinąć wokół łapy Mroku swoją prawą, chcąc po prostu tylko się tak lepiej przytrzymać choć samym przedramieniem, bez używania uszkodzonej dłoni. Nie chciał dyndać jak jakiś luźny liść na gałązce obwiewany wiatrem.
Wszystko się działo dosłownie tak szybko, że nim się obejrzał, był już razem ze smoczycą, która... która atakowała wcześniej inne smoki coraz wyżej i wyżej nad ziemią. Nadal nie miał kompletnie pojęcia, co miał zrobić. Czy smoki uznają go również za zdrajcę, jeśli będzie tylko tak wisiał u łapy mknącego przez powietrze monstrum? Czy jak znowu zrobi mu się słabo i zemdleje, czy spadnie na samą ziemię? Czy Mrok go złapie? Czy ktokolwiek go złapie? Czy w ogóle... jak w ślepiach boga wojny zostanie uznany za zdrajcę i zostanie cofnięte mu błogosławieństwo, czy... czy nie zacznie się też zmieniać w kamień? Jak reszta smoków?
Z chaosu tych myśli, na szczęście wyłonił się tylko jeden plan. Błysk chciał po prostu... zrozumieć. Zrozumieć to wszystko ze wszystkich stron. Nie wierzył w to, że Mrok był bezdusznym mordercą. Musiał mieć jakiś motyw do działań. To wszystko musiało mieć jakiś sens. Skoro teraz rzeczywiście nie próbował go zabić, to... To znaczy, że rzeczywiście coś czuje.
Dlatego też jedyną rzeczą, jaką teraz robił Błysk było mocne trzymanie się łapy Mroku i wiary w to, że ta decyzja była słuszna. Nie atakował nikogo. Wojownik był pewien, że puszczając łapę i próbując używać własnych, małych skrzydeł za nic w świecie nie utrzymałby tempa lotu bestii.
Była to dogodna dla niego sytuacja, bo dla reszty mogło to wyglądać po prostu na to, że Zamącony walczy z samym utrzymaniem się przy bestii, nie mając w ogóle możliwości do ataku. A tak na prawdę morski samiec uwierzył w to, że pomoże zarówno i innym smokom, jak i niezrozumiałemu przez świat zewnętrzny Mrokowi, nie przeszkadzając mu w ucieczce. Nawet do niego nic na razie nie mówił, nie chcąc go dekoncentrować. Potem, gdy sytuacja się uspokoi spróbuje... porozmawiać? O ile nie zginie.
A jak zginie, to trudno. Tak czy siak według wojownika jego śmierć nikogo by zbytnio nie obchodziła.
O borze, w co ty się zaś wpakowałeś...
_________________
Narracja: #787A6F | Dialog: #7698B5 | Mentalka: #567885

Isn't this what we really wanted...?
W: 9 | R: 1 | P: 6 | V: 11
      Okaz Zdrowia- odporność na choroby, brak +2 ST po 100 księżycu
      Adrenalina - dodatkowa kość do biegu, ataku i obrony, w przypadku niepowodzenia - rana ciężka
      Tancerz - stałe -1 ST do rzutów na obronę fizyczną
      Pierwotny Odruch - raz na walkę -2 ST do obrony
      Magiczny śpiew- raz na pojedynek/2 tygodnie polowania, odejmuje 2 sukcesy przeciwnika
      - - - - - ·
      Błysk Przyszłości - Automatyczne powodzenie akcji/rana ciężka dla przeciwnego smoka

Motywy muzyczne:
Motyw Główny | Walka | Z przyjaciółmi
Kalectwa:
uszkodzone skrzela (+1 ST do akcji pod wodą)
Karta kompana:
Irys
#8080DD
S 1 | W 1 | Z 1 | M 3 | P 2 | A 1
L, MA, MO, Skr 1
  Niespodziewajki: tak
 
Klepiąca Łuska 
Adept Ziemi
mini boss



Stado: Waham się
Płeć: Samica
Księżyce: 52
Rasa: Skrajny
Partner: Mrok:)
Wiek: 39
Dołączyła: 12 Mar 2020
Posty: 76
Wysłany: 2020-04-10, 11:59   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| M: 4| P: 1| A: 1
   U: B,Pł,L,W,A,O,Skr,Śl,MP: 1 | MA,MO: 2
   Atuty: Bogata z rodu; Niestabilna; Nieugięta; Furia Niebios


Zaśmiała się szyderczo... nie czując nic. Żadnego nowego zadrapania. Nic na sobie. Spalone lico przed sobą. Nie mogła odlepić łap. Nie chciała. Było jej zbyt dobrze, nawet jeżeli futrzana na nią krzyczała. Doniośle, skrzepliwie; a ona tylko śmiechem wieńczyła jej zdania, jak gdyby odrzucając dziecinność tych zarzutów. Ładna i głupia: taka, jaka kobieta powinna być.
- Twoja też nie - rzuciła radośnie, mrużąc małe oczka. Cykuta zachichotała, widząc jak Mrok rozcapierza skrzydła i puściła palce z pyska Inurty. Patrząc szalenie na Aank zadygotała, rykiem zdzierając gardło: - TO JEGO HISTORIA!
Wtem potwór uderzył czarnymi błonami. Łoskot. Arena zamieniła się w zachmurzone niebo. Kurz pałętał się w każdym zakamarku. Na każdej drobinie krwi. Zakasłała lekko, unosząc tęsknie łapy; szeptem wodziła, szeptem kusiła i szeptem błagała wielce rad. Prawie że nie reagowała na słowa Sztormu, ot, rzucała czasem pod nosem „bestia“ czy „pozwól mi być...“. Ale czym? Trudno było połapać się w chaosie areny. W tym, co się działo. W porykach, warknięciach. W nerwowych tikach. Może tak naprawdę Cykuta nigdy nie kończyła przemyśleń? Może po prostu była?
Mrok ruszył, ona wraz z nim. Powtarzała tylko dwa słowa, jedną wiązankę tak radosną oraz zdesperowaną, że słyszalną dla każdego z zebranych. Trzy razy „no dalej“ było mantrą. Magicznymi słowami z nadzieją na lepsze jutro... aż wreszcie capnęła łapy stworzenia.
Rozwarła ślepia, czując jak odrywa się od ziemi.
Gwizd. Wiatr przeszył jej sylwetkę, a ogon pozostawił szramę na arenie. W objęciach. Łapała oddech jak rybka. Rozedrgana, skuliła tylne kończyny do brzucha. Łokcie wcisnęła we wklęsłą pierś. Zacisnęła łapy na przedramieniu i wyjrzawszy spod pachy, pomachała półserio, śmiejąc się do rozpuku.
- Au revoir! Arrivederci! Do widzenia i dzień dobry! - parsknęła nagle, gibając się w miejscu panicznie. - Dziękuję ci bardzo, nie jesteś aż taki zły jak ciebie malują! O, mamy pasażera! Na gapę czy dołączasz się do pięknej podróży w nieznane? Zresztą, skup się tam bardziej na trzymaniu, bo patrząc na tamtych to prędko ciebie zmiotą z planszy. No właśnie-- BESTIE! I co teraz zrobicie?! Będziecie gonić jak zwierzęta?! JESTEŚCIE POWAŻNI? Tak nisko upadliście? Nie zrozumcie mnie źle, rozumiem to. Raz posmakowaliście prawdziwej zabawy za darmo to trudno wrócić do styp rodzinnych z dodatkową zapłatą! Heh, jeżeli wiecie o co mi chodzi - zamilkła na chwilę. - Wiecie o co mi chodzi? AHH-- NIEWAŻNE! To aż przykre. Gdybym tylko mogła... nie, nie, poczekajcie, to potrzebuje jakiejś żałobnej... dobra, dajcie mi chwilę. Poczek-- poczekajcie. Tylko...
I maddara wyciągnęła się leniwie z jej źródła, tkając małą skrzyneczkę zgodnie z wyobrażeniem. Poruszyła lekko palcami, puściwszy ramię Mroku. Do morskiego kikuta przykleiła polik i tak oto powstały dębowe, najzwyczajniejsze skrzypce, a w lichej kończynie długi, majestatyczny smyczek, którym wiwijała kółka w powietrzu.
- Tak... tak, tak, tak... w takim razie fragment rekwiem w E dla miłej pani w oposim futrze, jakiej bardzo przykro z powodu... p-przypomnisz mi czego? Nie umiem sobie przypomnieć. Za bardzo skupiłam się na fragmencie, że to nie moja historia. Wujek ci umarł, tak? Moje kondolencje.
Oczyściła charknięciem gardło, oglądając się za Perspektywą Wieczności. Jeszcze większy uśmiech zarysował się na jej pysku, ukłoniła jej się przed aplauzem i rozpoczęła. Maddarą nawigowała ruch smyczka, jaki wyskoczył z łapy i lewitował nad strunami. Cykuta wydęła usta dumnie, uniosła brodę. Po chwili zaś sama zmarszczyła czoło, chichrając się co chwila, ugięła kark, jeżąc łuskę wzdłuż kręgosłupa i szydziła z utworu. Skrzypce fałszowały perfidnie, każdy ruch smyczka po strunie ostawał się bolesnym jękiem instrumentu, tak niewyobrażalnie głośnym, że nie do zniesienia. Ale jako, że skrzypce te były magiczne to i fale dźwiękowe były; swoją barwą dźwięki miały być na tyle irytujące, że poraniłyby słuch Aank.
Odwróciła się. Za mało czasu by zareagować inaczej. Serce się skurczyło. Błękit Sztormu Stulecia zajaśniał przed nią. Nie miała nawet momentu by przestać się śmiać. Instynktownie rzuciła prosto w pysk samicy uformowane przed chwilą skrzypce, piszcząc w kpinach.
_________________
═══ ═══
Furia Niebios
„Chciałbym jak piorun, uderzyć i zginąć, ale o gwiazdy zaczepić w locie.“
raz na walkę, wyładowanie elektryczne Cykuty zadaje ranę lekką przeciwnikowi

═══ ═══

═══ ═══
Nieugięta
mdlejąc, Cykuta może zaatakować przeciwnika, który ma +4 ST do obrony
═══ ═══
Niestabilna
+1 kostka do akcji magicznych, w przypadku niepowodzenia akcji maksymalna rana wynikająca z sumy kostek na akcję
☳ +1ST do akcji fizycznych ☳
Ostatnio zmieniony przez Klepiąca Łuska 2020-04-10, 13:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Berius 
Gracz



Stado: Waham się
Płeć: Samiec
Księżyce: 87
Rasa: Zwyczajny
Opiekun: Rudzik Płowy
Mistrz: Spękany Kamień/ Sztorm senpai
Wiek: 23
Dołączył: 15 Mar 2019
Posty: 846
Wysłany: 2020-04-10, 16:50   
   A: S: 1| W: 4| Z: 5| M: 1| P: 1| A: 2
   U: W,B,L,MP,MO,MA,Skr,Kż: 1 | O,Śl: 2 | A: 3
   Atuty: Zwinny, Chytry przeciwnik, Twardy jak diament, Uzdolniony, Wybraniec Bogów


Widok krwi na łapach Krwawego niezmiernie go ucieszył. Nie mógł jednak cieszyć się długo gdyż jego ciosy nie przeszkodziły Mrokowi w jego planie ucieczki. Co gorsza kontem oka wojownik zauważył Tezę który leżał bez ruchu na ziemi. Strach i niedowierzanie sparaliżowały samca. Nie wiedział dokładnie co się stało bo był zbyt skupiony na tym by powstrzymać potwora. A co jeśli ten go trafił? Beri poczuł lekką ulgę gdy zobaczył Honi która po załataniu Viliara ruszyła na pomoc Tezie. Wiedział że jest w dobrych łapach. Mógł znów się skupić na potworze który zaczął uciekać.

Złość po zobaczeniu nieprzytomnego Tezy sprawiła że Wojownik nabrał nowych sił i ruszył za Mrokiem. Trzymał się wyższych pułapów machając skrzydłami jak szalony by go dogonić. Gdy był już nad nim zaczął powoli się zniżać. Obserwował dokładnie jego skrzydło. Miał zamiar zaatakować jego błonę by ta będąc poszarpana uniemożliwiła dalszy lot. Musiał jednak zrobić to w odpowiednim momencie. Czekał na moment aż przeciwnik ustawi skrzydła w pozycji do szybowania. Gdy tak się stało Krwawy znów zaczął pracować swoimi skrzydłami i podleciał na wysokość łapy od błony Mroku. Jednym ruchem wbił w nie szpony i rozłożył szeroko skrzydła. Wiatr złapany w błony Krwawego zmusił jego ciało do zatrzymania się. Sprawiło to że jego pazury drapały po błonie z dużą prędkością aż w końcu się z niej ześlizgnęły a sam Krwawy znów zaczął lecieć za Mrokiem gotów do kolejnego podejścia.

Myślami jednak przez cały czas był z Tezą. Wysłał mentalną wiadomość Honi.
Błagam powiedz że Teza jest cały.
Chciał mieć pewność że jak to wszystko się skończy będzie mógł go jeszcze zobaczyć. Ta niewiedza co do stanu jego przyjaciela była dla niego nie do zniesienia. W tym momencie bardziej go interesował stan zdrowia Tezy niż Viliara. Bo wiedział że Bóg na pewno z tego wyjdzie.
_________________
→ Zwinny - brak

→ chytry przeciwnik - +2 ST do akcji przeciwnika raz na pojedynek/polowanie/raz na dwa tygodnie w wyprawie/misji/polowaniu łowcy

→ uzdolniony - brak.

→ twardy jak diament - -1 ST do testów na Wytrz.

→ wybraniec bogów - +1 sukces do akcji raz na walkę/polowanie/raz na tydzień w leczeniu/raz na dwa tygodnie w polowaniu łowcy/misji.



Walki wygrane:7 Remisy:1 Wygrane walki bez rany:4
 
 
Posępny Czerep 
Starszy Ognia
Haunted by Haresis



Stado: Ognia
Płeć: samica
Księżyce: 104
Rasa: północno-zwyczajny
Opiekun: Haresis'Dea
Mistrz: Haresis'Dea
Partner: Haresis'Dea
Wiek: 23
Dołączyła: 27 Lip 2014
Posty: 1737
Wysłany: 2020-04-11, 00:15   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| M: 1| P: 4| A: 3
   U: L,Pł,W,MA,MP,Kż,Skr,Prs: 1| B,A,Śl: 2| O:3
   Atuty: Okaz zdrowia; Empatia; Twardy jak diament; Pierwotny odruch; Wybraniec bogów


Udawało jej się ignorować p******nie różowej żmiji, dopóki ta nie zwróciła się bezpośrednio do niej, rzucając kpiąco coś o stracie wujka. Trzeba było przyznać, że talent do irytowania miała nie mały. W przeciwieństwie do brzmienia wydawanych przez nią dźwięków.
Heh. Ugryzłaby ją w ten chudy zad, to przestałaby być taka buńczuczna...
Uśmiechnęła się jedynie krzywo w odpowiedzi, puszczając jej oczko. Może jak potwór spadnie, to przygniecie tą pyskującą smarkulę, pozwalając Perspekcie zrobić z nią, co jej tylko na myśl przyniesie?
W każdym razie, jak widać - prowokacja tym razem nie wyszła obcej smoczycy.

Choć Aank wolała biegać - nabierający wysokości stwór zmusił ją do lotu. Po krótkim rozpędzie wzbiła się więc, ślizgiem rozkładając skrzydła podczas skoku, wy korzystając z tunelu powietrza jak najszybciej dogonić Mrok. Nie była silna ani wytrzymała, więc tak jak podczas biegu, miała największe szanse na krótkim dystansie. Szybka i zwinna, jak jaskółka - kołysała się na wietrze, jakby za radą pieśni śpiewanej przez Chochlika.
Dogonienie Mroku miało mieć punkt drugi - chciała znaleźć się pod nim, bardzo, bardzo blisko, by wyciągnąć wyżej zwieńczony koroną zaostrzonych rogów łeb. Chciała nimi rozpróć brzuch bestii, jakby z nadzieją, że jej ukochany wypadnie z jego wnętrza. Cztery szramy, ciągnące się równomiernie, tak daleko, jak pozwolą jej skrzydła i pancerz stworzenia.

A Cykuta?
Syknęła jedynie, kładąc uszy po sobie, gdy dźwięki były bliżej. Nie miała jak umknąć dźwiękowi, a zranienie potwora uważała za ważniejsze. No i zdrajczyni ewidentnie była słabsza bez Boskiej opieki.
_________________
Niemechaniczny kompan: Grohiik, pampasowiec grzywiasty

Haresis'Dea - Latawiec - KK
|S:1|W:1|Z:1|M:1|P:2|A:1|
|L,Skr,A,O:1|


ATUTY:
I: Okaz zdrowia: odporność na choroby, brak +2 ST po 100 księżycu
II: Empatia: - 2 ST do mediacji, -2 ST do nakładania więzi
III: Twardy jak diament: stałe -1 ST do rzutów na Wytrzymałość
IV: Pierwotny odruch: raz na walkę -2 ST do obrony
V: Wybraniec bogów: raz na pojedynek/dwa tygodnie polowania + 1 sukces. Jeśli użyte do A/MA, kara +2 ST



Fabularne, zwykle noszone na sobie: naszyjnik z wilczych kłów na rogu
Główny motyw muzyczny
Drzewo genealogiczne


Ostatnio zmieniony przez Posępny Czerep 2020-04-11, 12:35, w całości zmieniany 2 razy  
  Niespodziewajki: nie
 
Kres Pragnień 
Czarodziej Ognia



Stado: Ognia
Płeć: Samiec
Księżyce: 100
Rasa: Północny
Opiekun: Milknący Szept* Światłość Erycala*
Mistrz: Nierozważny Duch
Partner: Błękit Nieba
Wiek: 28
Dołączył: 30 Lip 2019
Posty: 743
Wysłany: 2020-04-11, 10:40   
   A: S: 2| W: 3| Z: 1| M: 5| P: 3| A: 4
   U: B,Pł,L,A,O,W,MP,Kż,Skr,Śl,Prs: 1| MO: 2| MA: 3
   Atuty: Okaz zdrowia, Szczęściarz, Twardy jak diament, Magiczny Śpiew, Uzdolniony


Płomień bardzo uważnie obserwował swój czar. Pojawił się i był doskonały, ale gdy tylko Mrok się ruszył nagle zauważył w nim wielką niedoskonałość, a właściwie.. lód wyglądał dobrze - ale był w złym miejscu!
Wszystko przez tą cholerną ranę która wciąż niesamowicie bolała. Lorelei natychmiast przetarł swoją lewą stronę pyska, przecierając oko swoją łapą. Od razu rzuciła mu się w oczy ilość krwi jaką upuścił, futro już miał cale czerwone na łapie, był to paskudny widok. To, w połączeniu z bólem bardzo silnie działało na decyzje czarodzieja. Jego stan był już poważny i nie mógł temu zaprzeczać, ale nie mógł teraz zrezygnować z walki. Nie po to tu przyszedł, nie miał zamiaru rozczarowywać nikogo tutaj, zwłaszcza Viliara.
Zacisnął mocniej kły i ruszył do przodu, czując przytłaczający przy tym ból, ale z każdym krokiem również i coraz silniejszą determinację. Przyspieszył, rozłożył skrzydła, odbił się z łap i zamachnął skrzydłami by wzlecieć w górę. Starał się ile tylko potrafił by skrócić dystans między nim a potworem. Chociaż latał często, nigdy nie w pośpiechu. Pierwszy raz więc włożył w ruch skrzydeł tak wiele siły jak tylko się dało, jednocześnie pilnując czy właściwie udaje mu się zbliżyć, czy mrok się oddala.
Zakładając że udało mu się zbliżyć wystarczająco blisko, dla Płomienia cel był tylko jeden - skrzydła potwora.
Uniemożliwienie mu lotu było teraz najważniejszym celem dla czarodzieja. Czas był teraz przeciwko niemu, każda chwila z nasilającym się bólem głowy powodował wielkie zagrożenie dla jego życia, nie wspominając o ciągłej utracie krwi. Dlatego jeżeli teraz nie uda się zatrzymać Mroku, to będzie już tylko na straconej pozycji.
Czarodziej wyobraził sobie jak tuż nad grzbietem, w miejscu w którym wyrastało skrzydło (lub ich para, w zależności ile ich było z jednej strony) powstaje jasnozielony pierścień. Wewnętrzna strona pierścienia była zakończona bardzo ostro, zewnętrzna gładko. Pierścień posiadał gładką powierzchnię i elastyczną, ale w połowie twardą. Dodatkowo twór był wręcz toksycznie zielony, rażący w oczy - wszystko po to pomóc lepiej określić położenie czaru, ale to również świadczyło o kolejnej cesze tworu, był on dość gorący.
Atak był dwuetapowy. Najpierw pierścień o ostrej ale niestabilnej konstrukcji pojawił się w postaci dwukrotnie większej niż potrzebnej do zaciśnięcia na lewym skrzydle. Następnie w krótkiej chwili (którą czarodziej wykorzystał do sprecyzowania położenia tworu), pierścień się natychmiast zacisnął by z impetem wbić się w skrzydło. Celem było naruszyć kość. Chwilę po wbiciu się we skrzydło, twór miał zmienić swój stan skupienia by stać się gęstą i gorącą cieczą, teraz jednak z właściwościami żrącego kwasu. Kwas miał zaatakować dalszą część skrzydła i doprowadzić do zupełnego ich odcięcia, tak by mrokowi uniemożliwić albo chociaż utrudnić lot. W swój twór przelał wystarczającą ilość maddary i upewnił się, że droga od źródła do tworu jest stabilna. Wszakże będzie przekształcał swój twór, a do tego potrzebna była ciągła, stabilna porcja maddary.
_________________


Kalectwa: osłabienie lewej przedniej łapy (+1 ST do akcji fizycznych)
Atuty:
 Okaz zdrowia 
Odporność na choroby, brak +2 ST po 100 księżycu
 Szczęściarz 
Odwrócenie porażki akcji na 1 sukces raz na dwa tygodnie
 Twardy jak diament 
-1 ST do testów na Wytrz.
 Magiczny Śpiew 
raz na walkę/polowanie, obniżenie liczby sukcesów przeciwnika: A 1-2 - -1 sukces, A 3-4 - -2 sukcesy, A 5 - -3 sukcesy.

CD Szczęściarz: 23.03.2021
CD Błysk Przyszłości: 04.07.2021

Za'warudo - Cień
S:1| W:1| Z:1| M:3| P:1| A:1
MA: 2 L,Pł.MO,Skr: 1

Liquire - Żywiołak Wody
S:1| W:1| Z:1| M:3| P:2| A:1
MA:2 B,Pł,MO,Skr: 1
  Niespodziewajki: nie
 
Nierozważny Duch 
Starszy Ognia



Stado: Ognia
Płeć: jaskiniowy
Księżyce: 109
Rasa: samiec
Opiekun: Dotyk Cienia [*]
Partner: Sztorm Stulecia
Wiek: 20
Dołączyła: 20 Gru 2018
Posty: 593
Wysłany: 2020-04-11, 12:26   
   A: S: 3| W: 4| Z: 1| M: 5| P: 3| A: 3
   U: B,L,Pł,W,O,A,Skr,Śl,Kż,M: 1|MO,MP: 2|MA: 3
   Atuty: Boski Ulubieniec, Nieparzystołuski, Nieugięty, Utalentowany, Wybraniec Bogów


Czy to bydle naprawdę musiało uciekać akurat drogą powietrzną? Już nawet nie chciał wspominać o tym, co się działo wkoło, bo ta walka z każdą chwilą robiła się coraz bardziej absurdalnie irytująca. Pomijając wariatkę, która została przygarnięta przez mrok to jeszcze na wycieczkę krajoznawczą wybierał się jeden z Ziemnych, który najwyraźniej zapomniał, że jako smok może latać. Do tego poprzednio samiec też nie zrobił wiele szkód, a właściwie to chyba nawet się nie starał ich zrobić, ale ciężko mu było ocenić czy mu się po prostu nie udało, czy było to celowe działanie. Naprawdę liczył na to pierwsze, bo jeśli ktoś jeszcze postanowi głaskać to monstrum po główce i bronić go przed oh jak strasznymi atakami to szczerze zacznie wątpić w zdrowie psychiczne mieszkańców wolnych stad. Dobre tyle, że nie wszyscy z Ziemi oszaleli, bo nie mieliby najmniejszych szans.
Sztorm uparcie skupiła się na czarodziejce, więc zostawił ją, aby wyraziła gniew Ognia za nich wszystkich, a on wraz z resztą spróbuje coś zdziałać temu bohaterowi. Nie miał pojęcia też, co się dzieje między bestią, a rudym śpiewakiem, ale uznał, że nie będzie się w to mieszał. Kompletnie wyciszył wrzaski klepniętej smoczycy, ignorując cokolwiek miała do powiedzenia, uznając to za nie warte słuchania, a zamiast tego rozłożył skrzydła i z całej siły wybił się w powietrze.
Nie lubił latać, ale przez księżyce nauczył się robić to poprawnie, dlatego teraz, nabierając powietrze w błony wystrzelił w kierunku odlatującego potwora. Zachowując panowanie nad tym, gdzie i jak szybko leci. Uderzając metodycznie skrzydłami, za każdym razem starał się wkładać w to więcej siły niż finezji, czy innych sztuczek. Najpierw myślał o celowaniu w podbrzusze, ale widząc jak Aank się za to zabiera zdecydował się podlecieć nad mrok tam, gdzie jego uczeń zaczął już swój atak na skrzydła. Czując, że Płomień decyduje się uszkodzić lewe, Duch przeniósł rubinowy wzrok na prawe.

Reth wyobraził sobie okrągły, płaski dysk o średnicy pięciu szponów. Był on stworzony z czystego diamentu, a krawędzie jego były zaostrzone do granic możliwości niczym idealna śmiercionośna broń, dorównująca smoczym pazurom i kłom. Twór ten nie był potwornie gruby, aby mógł zachować szybką sprawność ruchów, jakiej wymagać będzie czarodziej. Powierzchnia górna i dolna, gdzie nie występowały ostrza, była idealnie gładka, perfekcyjnie oszlifowana bez najmniejszej skazy. Praktycznie przezroczysty z niewielkimi przebłyskami przy zetknięciu z promieniami słonecznymi mógł robić niesamowite wrażenie. Skupiając się na nasadzie prawego skrzydła mroku, Duch chciał, aby jego atak pojawił się właśnie tam i w chwili zmaterializowania miał się obracać z szaleńczą szybkością tak, że zaostrzona część coraz to bardziej zagłębiała się w ciało, tnąc bezlitośnie, aż skrzydło nie odleciałoby całkowicie od zniekształconego tułowiu bestii. Przelał maddarę, starając się utrzymać w powietrzu na tyle blisko, żeby nie przegapił efektu swojej pracy.
_________________


❛ boski ulubieniec ❜
Spotkanie duszka raz na polowanie/raz na 2 tygodnie, owocujące o połowę
większą nagrodą niż jest to dopuszczalne w przypadku "czegoś niespodziewanego


❛ nieparzystołuski ❜
-1 ST do wiodącego Atrybutu i Wytrzymałości w czasie nieparzystych miesięcy
+1 ST do wiodącego Atrybutu i Wytrzymałości w czasie parzystych miesięcy


❛ nieugięty ❜
Mdlejąc, smok może zaatakować przeciwnika, który ma +4 ST do akcji.

❛ wybraniec bogów ❜
+1 sukces do akcji raz na walkę/raz na dwa tygodnie w misji/polowaniu.
 
 
~ Mistrz Gry.
Smoków Wolnych Stad



Dołączył: 08 Sty 2014
Posty: 1192
Wysłany: 2020-04-12, 16:25   

Chochlik poleciał w kierunku potwora, a ten nie przyspieszał lotu, pozwalając się do siebie zbliżyć.
Nie. Cierp. Li-wy – wymamrotał, z trudem składając dźwięki w obce słowo. Jednocześnie przesłał Burdigowi telepatyczną myśl o tym, że bez tej “nieuprzejmej ucieczki” nie będzie mógł z nim spędzić żadnego czasu. Piastun przecież to rozumiał, prawda?...
Wrócę. Obiecuję” – dodał mentalnie, muskając skrzydłem jego futrzasty bok. Lecz gdy smok usiłował mu zarzucić łapy na szyję, Mrok przechylił się na lewą stronę, wychodząc z zasięgu ataku czułości. Palce Chochlika przeleciały przez wolną przestrzeń, a złe ułożenie kończyn zaburzyło równowagę jego lotu. Zwolnił i stracił trochę wysokości.

Wiatr poniósł do przodu Sztorm Stulecia, której Mrok bezczelnie ukradł upragnioną ofiarę. I choć uczynne niebo podsuwało jej pod skrzydła najlepsze podmuchy, ścigana bestia bestia wciąż była o parę szponów za daleko, nie wspominając już o dosięgnięciu różowej żmiji. Mrok śledził ruchy Sztormu gniewnym spojrzeniem czwórki oczu, jakby celowanie w Klepiącą przeszkadzało mu bardziej niż gdyby wojowniczka celowała w niego. Wtem nagle zamachał mocniej błoniastymi skrzydłami, przedzierając się przez niekorzystne prądy powietrza tylko dzięki sile swoich mięśni.

Zamącony dalej zwisał niewygodnie z łapy potwora, najpewniej wywołując u niego niezły ból stawów, o ile takowe posiadał. Dla innych smoków Wojownik Ziemi nie wyglądał wcale na zagrożonego czy cierpiącego – w najlepszym przypadku towarzystwo mogło uznać jego przylepienie do potwora za przejaw skrajnego przerażenia. Ale bez względu na to, co pomyśli o nim reszta, Błysk miał teraz ważniejsze sprawy na głowie: póki co dawał radę utrzymać przytomność, ale nadmierny wysiłek tylko wzmagał jego ból.

Kiedy Perspektywa usiłowała rozpruć odsłonięty brzuch potwora rogami, Cykuta przeszkadzała jej swoim rzępoleniem, za co otrzymała też kuksaniec od potwora. Jasny przekaz: przestań. Smoczyca puściła przeklęty instrument, a ten poleciał w kierunku Sztormu, lecz chybił kompletnie, bo Ognista była już stanowczo za daleko. Niestety, Perspektywa również nie nadążyła za Mrokiem – w tej pogoni nie zrobi już użytku ze swych rogów.

Krwawe Oko rzucił się na potwora z cwanym pomysłem ataku, bo z dziurawą błoną skrzydła i dużym obciążeniem Mrok na pewno nie utrzymałby się długo w powietrzu – ale zanim bestia zostałaby zrzucona na ziemię, Wojownik musiał jej dosięgnąć szponami. Wymachiwał więc skrzydłami co sił, z początku pozostając w równej odległości za potworem, jednak potem dystans wydłużył się, bo pechowy podmuch wiatru zepchnął smoka za bardzo na zachód.

Najciężej ze wszystkich mieli czarodzieje. Płomień Wiary – zdolny mag, ale słaby atleta – został daleko w tyle za ścigającymi, kiedy Nierozważny pruł do przodu napędzany przede wszystkim siłą woli. Był ostatnią szansą Wolnych Stad, jedynym smokiem, który mógł jeszcze dopaść uciekającego potwora. Przez ten krótki moment stanowił jedność z wiatrem, a jego diamentowy dysk lśnił w powietrzu, równie piękny i zabójczy co Reth.
Broń poszła w ruch, źrenice potwora zwęziły się w obawie. Przycisnął do siebie Cykutę i szarpnął całym ciałem na lewo. Błysk zakołysał się niebezpiecznie, z trudem utrzymując się na nodze – w tym samym czasie dysk przemknął tuż obok skrzydła potwora. Ocalona bestia przyspieszyła gwałtownie, wkładając w lot całą energię, jaka jej pozostała.

Mijały cenne sekundy, a smoki czuły, jak z każdym kolejnym uderzeniem skrzydeł opuszcza je boska moc. Nie wiedziały, czy za bardzo oddaliły się od areny, czy czas trwania zaklęcia został skrócony przez rany Viliara. Efekt był taki sam – obrońcy Wolnych Stad tracili szybko przewagę nad wrogiem, aż wreszcie nie zostało im nic poza zwykłą, smoczą determinacją. A Mrok? Niknął już na horyzoncie, znów wolny i niepowstrzymany.

____________

Wynik starcia: Potwór uciekł, porywając ze sobą dwa smoki. Z powodu odniesionych ran nie będzie zagrażać stadom przynajmniej przez następne 4 księżyce.

Zdobyte PS: 4 dla Ognia, 4 dla Ziemi, 1 dla Plagi

Nagrody dla zawodników:
    Krwawe Oko: 2 PH, Nieczyste zagranie (jednorazowe +3 ST do akcji przeciwnika), Kaprys Viliara (jednorazowy Szczęściarz), 3 wybrane kamienie lub 12/4 pożywienia

    Nierozważny Duch: 2 PH, Nieczyste zagranie, 3 wybrane kamienie lub 12/4 pożywienia

    Perspektywa Wieczności: 2 PH, Nieczyste zagranie, Kaprys Viliara (jednorazowy Szczęściarz), 3/4 pożywienia

    Płomień Wiary: 2 PH, Nieczyste zagranie, 3/4 pożywienia

    Sztorm Stulecia: 2 PH, Nieczyste zagranie, Zemsta Viliara (kontra Sztormu usuwa przeciwnikowi 2 sukcesy), 1 wybrany kamień lub 4/4 pożywienia

    Teza Obłędu: 1 PH, Nieczyste zagranie, 2 wybrane kamienie lub 8/4 pożywienia

    Chochlik Miłości: Pogarda Viliara (do 25.04 wszystkie rzuty dają o 1 sukces mniej)

    Zamącony Błysk: 2 PH, Niechęć Viliara (wszystkie rzuty dają o 1 sukces mniej przez 1 tyg od powrotu na tereny Wolnych Stad), 3 wybrane kamienie lub 12/4 pożywienia

    Klepiąca Łuska: 2 PH, Przekleństwo Viliara (2 tyg od powrotu wszystkie rzuty dają o 1 sukces mniej, a rzuty na MA - zero sukcesów, co przy Niestabilnym wiąże się z otrzymaniem rany ciężkiej), Błogosławieństwo Mroku (jednorazowa możliwość atakowania 3 przeciwników na raz), 1 wybrany kamień lub 4/4 pożywienia

Inne informacje:
– Klepiąca Łuska i Zamącony Błysk opuszczają tereny Wolnych Stad (Ich walki/polowania zostają wstrzymane. Nie mogą zaczynać nowych wątków fabularnych, ale wolno im dalej pisać we wcześniej rozpoczętych)
– Teza Obłędu budzi się. Viliar jest dalej na arenie z uzdrowicielką Ziemi.
Misja zamienia się w temat fabularny aż do odejścia ostatniego uczestnika - możecie dokończyć wątek bez podziału na tury.
 
 
Posępny Czerep 
Starszy Ognia
Haunted by Haresis



Stado: Ognia
Płeć: samica
Księżyce: 104
Rasa: północno-zwyczajny
Opiekun: Haresis'Dea
Mistrz: Haresis'Dea
Partner: Haresis'Dea
Wiek: 23
Dołączyła: 27 Lip 2014
Posty: 1737
Wysłany: 2020-04-12, 16:42   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| M: 1| P: 4| A: 3
   U: L,Pł,W,MA,MP,Kż,Skr,Prs: 1| B,A,Śl: 2| O:3
   Atuty: Okaz zdrowia; Empatia; Twardy jak diament; Pierwotny odruch; Wybraniec bogów


- Nie. - Sapnęła wpierw krótko, widząc, jak mimo usilnych starań, potwór i porwane przezeń dwa smoki oddalają się. Starała się. Zarzynała się w tym locie, próbując pokonać własną nieudolność, własne słabości, próbując... - NIEEEEE.
...
- A niech to szlag! - Zarzęziła, kiedy zachwiało nią, kiedy dziwaczna sylwetka Mroku niknęła na horyzoncie.
Zaczęła opadać, próbując kontrolować to jeszcze jakoś z pomocą zmęczonych już ramion, ale niewiele z tego wyszło. Spadała w dół, jak liść, czasem zwalniając, gdy napięte błony łapały wiatr, a czasem runąć grzbietem do dołu. Siła upadku nie była duża, ale pozycja w jakiej wylądowała znacznie zaprzeczała wszelkiej wizji kontroli nad swoim ciałem.
Leżała na boku. Dysząc. Ze ślepiami napiętymi i niewidząco zwróconymi w tą jedną stronę.
Zaczęła pazurami drzeć ziemię. Motała się jak motyl przygnieciony do ziemi za jedno ze swych delikatnych skrzydełek. Ogon bił w ziemię, wytracając frustrację choć tak...
- Przegraliśmy. - Powiedziała z niedowierzaniem, nie wiedząc nawet, czy ktokolwiek wylądował obok, czy polecieli dalej, czy zawrócili...
- Wszystko na nic. Wszy-stko. Na. Nic. - Cedziła przez zaciśnięte zęby, wyglądając jak prawdziwie oszalałe zwierzę.
Ale nie płakała. Nie było już nawet złości.
Nie było nic.
_________________
Niemechaniczny kompan: Grohiik, pampasowiec grzywiasty

Haresis'Dea - Latawiec - KK
|S:1|W:1|Z:1|M:1|P:2|A:1|
|L,Skr,A,O:1|


ATUTY:
I: Okaz zdrowia: odporność na choroby, brak +2 ST po 100 księżycu
II: Empatia: - 2 ST do mediacji, -2 ST do nakładania więzi
III: Twardy jak diament: stałe -1 ST do rzutów na Wytrzymałość
IV: Pierwotny odruch: raz na walkę -2 ST do obrony
V: Wybraniec bogów: raz na pojedynek/dwa tygodnie polowania + 1 sukces. Jeśli użyte do A/MA, kara +2 ST



Fabularne, zwykle noszone na sobie: naszyjnik z wilczych kłów na rogu
Główny motyw muzyczny
Drzewo genealogiczne


Ostatnio zmieniony przez Posępny Czerep 2020-04-12, 16:44, w całości zmieniany 2 razy  
  Niespodziewajki: nie
 
Gasnący Wiciokrzew 
Starszy Ziemi
Miodowa Cesarzowa



Stado: Ziemi
Płeć: samica
Księżyce: 99
Rasa: bagienny
Mistrz: Feeria Ciszy i Dar Tdary
Partner: Grabieżca Fal
Wiek: 21
Dołączyła: 27 Cze 2019
Posty: 854
Wysłany: 2020-04-12, 16:57   
   A: S: 1| W: 3| Z: 4| M: 5| P: 3| A: 1
   U: Śl,Skr,Kż,B,Pł,MO,Prs,A,O,MP: 1 | Pł,W: 2 | MA: 3
   Atuty: Okaz Zdrowia, Szczęściarz, Mistyk, Wszechstronna, Przezorna


~ Teza jest cały i zdrowy, Krwawy, bez obaw. Jak z tobą? Jak z Błyskiem? Jak z resztą - czy są sami w stanie wezwać swoich Uzdrowicieli czy mam po nich posłać? - zero pytań o wynik, o potyczkę, o to, co dalej - teraz była przede wszystkim w pracy. Wiadomość trafiła do Oka zaraz po tym, gdy Ziemia zerknęła raz jeszcze na Tezę, a potem w stronę, w którą całe towarzystwo się oddaliło. W tym i Mrok. Czy... czy on coś trzymał? Kogoś?? Zerknęła na Viliara, ale nic nie pytała, tylko zacisnęła kły. Nie dobrze jest przychodzić za późno na zabawę. Nie dobrze jest być tylko Uzdrowicielem, czekającym cierpliwie, aż żywi wrócą, a martwych zobaczy jak opadnie bojowy pył, nikim więcej.
_________________


Okaz zdrowia: odporność na choroby, brak +2 ST po 100 księżycu;

Szczęściarz: 1 sukces zamiast niepowodzenia raz na 2 tygodnie;
zużyty: 13.12

Mistyk: raz na walkę +1 sukces do ataku magicznego;

Wszechstronna: -1 ST do testów umiejętności opierających się na Percepcji i Sile;

Przezorna: +2 ST do kontrataków przeciwników;

Błysk przyszłości
zużyty: 13.10

Kalectwa:
Brak skrzydeł, niemożność Lotu;
Niedowład lewej przedniej łapy (+1 ST do akcji fizycznych);
Wzdęcia i bóle brzucha (+1 ST do wytrzymałości).

[teczka] | [rodzinka] | [theme]
  Niespodziewajki: tak - tylko dla smoka
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!

Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 15