FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Kurhan Pamięci
Autor Wiadomość
Apogeum Konfliktu 
Uzdrowiciel Plagi
Calad Odrodzony



Stado: Plagi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 47
Płeć: Samiec
Opiekun: Dar Tdary i/lub Kirvoith
Partner: Namárië!
Wiek: 27
Dołączył: 21 Sie 2019
Posty: 2566
Wysłany: 2020-06-29, 19:41   
   A: S: 1| W: 3| Z: 3| M: 4| P: 4| A: 2
   U: W,B,L,Pł,A,O,M,MA,MO,Kż,Śl: 1 | Skr,MP,Lcz: 2
   Atuty: Boski ulubieniec; Szczęściarz; Zielarz; Wybraniec bogów


Dar nie był w stanie wpłynąć na jego decyzję. Calad był cholernie uparty i zmieniał się tylko za sprawą wydarzeń, a nie słów. Uczucia grały bardzo dużą rolę w jego życiu do tej pory i nie było w tym raczej nic dziwnego, prawda? Miłość, poniżenie przy obecności stada- zmiana. Teraz było w miarę normalnie więc i jego charakter nieco się uspokoił, ale nic nie trwało wiecznie.
Nic.
Słuchał ojca i z każdym jego słowem coraz bardziej był przekonany o tym, iż do niczego nie doją przy tej rozmowie, dlatego milczał i słuchał, tak jak właśnie sobie wymarzył. Zaśmiał się nawet cicho dwa razy, a na sam koniec kiedy zaczął odchodzić to Calad rzucił się na niego. Objął łapą i o mało nie wywrócił. Był jednak tak chudy jak Kaskada, więc i siły fizycznej w tym nie bylo.
- Twoje zdanie jest dla mnie ważne, ale i tak go nie posłucham. Bywaj, tato. Obyś w tych ostatnich księżycach znalazł chociaż cząstkę tego co poszukiwałeś całe życie. I do zobaczenia! Prędzej czy później Cie znajdę, niezależnie gdzie trafisz. Zobaczysz!
Puścił go, zaśmiał chrapliwie, a potem odwrócił i podszedł znów do kurhanu wody, dotknął swoich napisów i następnie sam zniknął.
Co mogło pójść w najbliższych księżycach nie tak...
[zt]

[ Dodano: 2020-06-30, 20:08 ]
_____________________


Jak wiele może się popsuć w przeciągu kilku księżyców? Czas okazał się być jego największym wrogiem. Kiedyś spoglądał w przyszłość z zadowoleniem, a jednak teraz stał przed kurhanem i kreślił słowa, których zapewne nikt nie przeczyta. To nieważne, ważne że będzie wiedziała ona...
Najbardziej bezlitosną rzeczą na świecie jest miłość. Kiedy jej zabraknie, pustki, która po niej zostaje, nic nie może wypełnić, nawet wspomnienia.
Ta pustka...
Nie da się jej opisać.
Tylko jej następstwa.
Uczepienie się kretyńskiego życia. Bezsilność. Pragnienie przeszłości. Zacząć wszystko od nowa, uniknąć błędów, jakich błędów? Skazany na pustkę? To jest najwyraźniej mu pisane. Przeznaczenie. I wszystkie te bzdury. Najmniejszy ruch jest trudny. Ślepia wbite w ziemię. Obojętność na wszystko...
Był wybrakowany i już taki zostanie. Nie wiedział dlaczego. Nie rozumiał, czemu aż tak bardzo się zepsuł i w jaki sposób, jednak właśnie to się wydarzyło. Jakby Eurith przed śmiercią złapała jego serce i wykradła je, a na to miejsce podłożyła gorący kamień, który bolał przy każdym oddechu, a siarka powodowała łzawienie ślepii.
Wczoraj odbył się Plagowy pogrzeb w Pladze, ale Calad całą noc przesiedział na kurhanie będąc głuchym na wszystko i wszystkich. Cmentarz był miejscem równie dobrym co świątynia, ale dookoła świątyni nie rosły te cholerne kwiaty, które wyzbierał w całej okolicy, aby obłożyć nimi to co opisał.
Było popołudnie, dość ładna pogoda, a Calad leżał oparty o kurhan. Odpoczywał, próbował dać sobie trochę wytchnienia, jednak skończyło się na przymknięciu ślepi na chwilę. Kolejne próby nic nie dawały, dlatego też wyciągnął fajkę z tobołka i ze złością ją odpalił, mocno zaciągając się dymem, chociaż jeszcze ciężko było trafić roztrzęsioną łapą w pysk. Nikt raczej nie zagląda na kurhan jeśli nie ma powodu, więc mógł być tu sam i sam utopić się we wspomnieniach, które przeplatały się z widokiem korpusu bez łba.
Nie, on nie znał praktyki urywania łba zmarłemu, nie uważał tego za odpowiednie, a tym bardziej jeśli jakaś suka robi to zanim ktokolwiek zobaczy ostatni raz spokojnie śpiący pysk...
Znów zaczynała rosnąć w nim złość, dlatego sobie odpuścił, położył się na boku i nerwowo się zaciągał. Zioła tłumiły myśli, tępiły pazury, które ostrzył ciągle na kamiennym sercu.
_________________
.


.
Tak więc, jak ja to postrzegam, mamy wybór!
Możemy traktować kompana jak zwierzę o prymitywnych instynktach, bez przerwy czegoś się od nas domagające i brudzące skóry w legowisku, za którą nabiegaliśmy się po lasach. Możemy też jednak widzieć w nim duchowego przewodnika, przyjaciela i uzdrowiciela, który pomaga nam doświadczyć wieczności czającej się w każdej chwili. Tak samo jest ze smokami. A jak Ty postrzegasz inne smoki?



☾ boski ulubieniec: Smok często spotyka duszki na wyprawie, które są bardziej hojne. Ponadto, na modlitwy smoka w Świątyni bogowie zawsze odpowiadają. I widzenie zmarłych <3
☾ szczęściarz Fail rzutu zamienia sie na 1 sukces. Następne użycie możliwe po: 20 sierpnia
☾ zielarz: +2 do zbieranych ziółek
☾ wybraniec bogów: +1 sukces na dowolną akcję. Następne użycie możliwe po:-
☾ Błysk przyszłości Następne użycie możliwe po: 21.07



Grunt (KK)
A: S: 1 W: 1 Z: 1 M: 2 P: 3 A: 1
U: B,MA,MO,Skr,Śl:1



Głos Smoka || Calad Theme
 
 
Bandycka Groźba
Wojownik Plagi
Mimir Ostra



Stado: Plagi
Rasa: Górski
Księżyce: 25
Płeć: Samica
Opiekun: Eskalacja & Apogeum Konfliktu
Mistrz: Khardah
Wiek: 27
Dołączył: 20 Mar 2020
Posty: 385
Skąd: własna piwnica
Wysłany: 2020-07-03, 21:51   
   A: S: 5| W: 4| Z: 1| M: 1| P: 3| A: 1
   U: B,L,Pł,W,MO,MA,MP,Skr,Śl,M: 1| O,A: 2
   Atuty: Ostry węch; Adrenalina


Gdy skończyła się ceremonia pogrzebu matki, Mir uciekła w góry. Blisko szczytów, tak wysoko by nikt nie mógł za nią podążać. Wykorzystała ten czas by wygasić szalejącą w sobie mieszaninę gniewu i złości, podsycaną przez paliwo bezsilności i rozczarowania. Była zła, że matki już nie było, że ciotka zrobiła to co zrobiła, a ona sama nie była dość silna by ją powstrzymać, za to że ojciec próbował wszcząć burdę. Musiała się wyładować, wędrowała więc po Yraio, ćwicząc do upadłego lot, bieg i walkę. Zmagała się z rozrzedzonym powietrzem, zimnem, zdradzieckimi wiatrami i zwietrzałą skałą. W końcu wróciła do swojego legowiska, zmęczona i poobijana, czują w swoim sercu dziwny, melancholijny rodzaj pokoju.

Kolejnego dnia postanowiła wybrać się na Cmentarz. Rodzice opowiadali jej o tym miejscu. Znajdował się tam kurhan Cienia, stada na którego zgliszczach wyrosła Plaga, która swojego kurhana już nie miała. Bo i po co? Ciała zmarłych były palone, a gdy stały się już kupką popiołu czyż nie było lepszego miejsca na ich upamiętnienie niż pamięć żywych? Ona chciała jednak wiedzieć, chciała zobaczyć to miejsce na własne oczy, dowiedzieć się jak zmarłych chowają inne stada. Element wiedzy jak każdy inny, a może pewnego dnia jej się przyda. Przemierzała więc Cmentarz wolnym krokiem, rozglądając się z ciekawością dookoła.

Dość szybko dostrzegła między trzema wysokimi kamieniami znajomy kształt i granatowe łuski. Ojciec? Nawet jeśli nie była pewna, wątpliwości rozwiał dobiegający zapach fajkowego ziela. Nieprzyjemny, drażniący nos, od którego zawsze kichała jako pisklę. Pamiętała, że matka nie pozwalała ojcu. Teraz gdy jej nie było...
- Co tu robisz? - zapytała, spoglądając na niego lekko zmrużonymi, żółtymi ślepiami. W jej głosie oraz ruchach można było wyczuć niepewność i lekkie spięcie, jakby spodziewała się, że Calad skoczy na nią z pazurami. Nie rozstali się ostatnio w najlepszej komitywie. Samiec także nie wyglądał najlepiej. Łapy mu drżały, zaciągał się nerwowo, a leżąca dookoła trawa świadczyła, że nie przybył tutaj przed chwilą. Świtem? Wieczorem dnia poprzedniego? Żółte ślepka znów dostrzegły to, co dostrzegały już od kilku księżyców: jego pęd ku autodestrukcji. Nie mogła zrozumieć, dlaczego? Ona, matka, niezliczeni wujowie oraz ciotki, większość z nich była wojownikami. Liczyli się ze śmiercią, ale jednocześnie byli dość silni by wziąć się z nią za bary i wygrać. Ojciec różnił się od nich - mniejszy, lżejszy, szczupły, o tanecznym kroku. W jej oczach powinien być ostrożniejszy, bardziej powściągliwy choćby z tego powodu. Tymczasem on zachowywał się niczym ćma latająca wokół ogniska: to dalej, to bliżej ku zatraceniu się w płomieniach. Widziała to - przy spotkaniu z cieniami, w ich pojedynku, na pogrzebie, a także teraz.
- Dlaczego tak bardzo chcesz umrzeć? - zapytała bezpardonowo. Nie mogła odwracać ślepi. To co kilka dni wcześniej było nieprzyjemną wątpliwością, którą można było upchnąć z tyłu głowy, teraz stało się oczywistością. Jeszcze kilka dni temu wyciągnęłaby do niego łapę w każdej chwili. Teraz... nie była tego już taka pewna.
_________________

    ❖ Ostry Węch: Wszystkie testy percepcji na polowaniu/wyprawie oparte na węchu [zwierzyna i zioła] mają dodatkową kość.

    ❖ Adrenalina: Dodatkowa kość na akcje fizyczne (bieg, atak, obrona), w przypadku niepowodzenia - rana ciężka


    Batou - żywiołak ziemi
    niedźwiadek
    A: S:1 | W:1 | Z:1 | M:3 | P:2| A:1
    U: B:1 | MA: 1 | MO: 1 | Skr: 1
 
 
Apogeum Konfliktu 
Uzdrowiciel Plagi
Calad Odrodzony



Stado: Plagi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 47
Płeć: Samiec
Opiekun: Dar Tdary i/lub Kirvoith
Partner: Namárië!
Wiek: 27
Dołączył: 21 Sie 2019
Posty: 2566
Wysłany: 2020-07-04, 08:22   
   A: S: 1| W: 3| Z: 3| M: 4| P: 4| A: 2
   U: W,B,L,Pł,A,O,M,MA,MO,Kż,Śl: 1 | Skr,MP,Lcz: 2
   Atuty: Boski ulubieniec; Szczęściarz; Zielarz; Wybraniec bogów


On zabłądził. Jego umysł uciekł jakby medytował. Przypominał tego samca, którym był w czasie kiedy Eurith zniknęła na księżyc z leża, nie pokazywała się, a Calad starał się być zawsze nad córką. Kiedy ta spała, kiedy wstawała... On był przy niej, ciągle gotowy, przerażony za każdym razem kiedy Mimir pytała 'gdzie jest mama'. Matka wróciła, zajęła się córką ale od tamtej chwili relację ze samym samcem uległy pogorszeniu i wydawało się, iż z każdym dniem było coraz gorzej... I nie mógł nic na to poradzić! Samica po prostu unikała go, jakby zrobił jej niewyobrażalną krzywdę, której sam nie pojmował. Chciał to naprawić, ale wtedy Mimir dorosła, odeszła z leża i rozerwała kompletnie łącznik między swoimi rodzicami. Kiedyś wystarczyło 'Gdzie jest Mimir', aby zacząć jakąkolwiek rozmowę... Od tamtej pory nie było już niczego.
I to nie jej wina oczywiście. Wina była Calada, gdyż to on pozwolił jej zatracić się, oddać w objęcia śmierci. Teraz już nawet nie było kogo przepraszać, pozostała paląca nienawiść do samego siebie. Ta psia suka miała rację z tym, iż to on odpowiadał za to co się stało. Po części miała też rację z tym, że bez niej był nikim.
Po co więc żyć? Co mu pozostało?

Calad nie zareagował na przybycie córki, wciąż wpatrywał się w bliżej nieokreślony punkt na ziemi i po prostu palił. W końcu wyrwało go pytanie z tego całego zamyślenia, spojrzał na córkę i zakasłał od dymu. Pokazał łapą na kurhan Cienia fajką i nic więcej. Atak? Oh, w życiu nie podniósłby na nią łapy... nie licząc oczywiście chwil ustalonej walki.
- Pogrzeb.
Odpowiedział krótko i powrócił do pykania fajką, jednak tym razem zapatrzył się już na przyszłą wojowniczkę. Była tak cholernie podobna do matki... Nie wiedział czy jej widok poprawiał mu humor czy był jak gmeranie w otwartej ranie.

A jednak tu był. Jakże często w jego zwątpieniu wyobraźnia podsuwała mu obrazy, za pomocą których dokonywał samozniszczenia? Odpowiedź nachodziła powoli, a samiec zaczynał się nawet krzywo uśmiechać patrząc na córkę. Chciała poznać prawdę, a więc ojciec miał dla niej odpowiedź. Była już na tyle dorosła, aby przełykać te cholerne przykrości.
-Bo od dawna jestem nieszczęśliwy. Nie dlatego, że kocham Ciebie i kochałem Eurith, że moja miłość zawsze szła w parze z rozpaczą, nie... nie dlatego. Jestem nieszczęśliwy, bo kochałem za mocno, za bardzo, kochałem niemożliwie. Zawsze tak kochałem. I to jest straszne. To jest miłość, która niszczy i zabija, wypala mnie, stałbym się kiedyś garstką popiołu. Tak nie można kochać życia, tak nie można kochać świata, bo świat na to nie zasłużył. I jeszcze więcej Ci powiem. Kocham zło w świcie. To okropne, co Ci mówię, ale to jest prawda. Kocham zło, bo zło porusza we mnie jakieś niesamowite moce. Straszna i piękna była moja przeszłość... jakie nędzne i wielkie było moje życie, moje zepsucie, moje samozniszczenie...
Samiec zamilkł na chwilę i tym razem nawet lekko się uśmiechnął. patrząc na kurhan.
- Nie jestem wyjątkowy, co do tego nie mam wątpliwości. Jestem zwyczajnym smokiem o zwyczajnych myślach i wiodłem zwyczajne życie. Nikt nie postawi pomnika ku mej czci, a moje imię szybko pójdzie w zapomnienie, lecz kochałem - całym sercem i duszą - a to moim zdaniem wystarczająco dużo. Czas coś zmienić, śmierć to też jakieś rozwiązanie.
Znów zamilkł i dopełnił fajkę w którą trzęsące się łapy nie mogły trafić, a on na to przeklinał. Czuł się jakby mu adrenalina płynęła w żyłach. Czuł, że gdyby nawet oberwał po łbie teraz to nawet tego nie poczuje. Niemniej jego płuca miały powoli już dość tej ilości wypalonego zioła i co jakiś czas przypominały mu lekkim kaszlem o tym.
_________________
.


.
Tak więc, jak ja to postrzegam, mamy wybór!
Możemy traktować kompana jak zwierzę o prymitywnych instynktach, bez przerwy czegoś się od nas domagające i brudzące skóry w legowisku, za którą nabiegaliśmy się po lasach. Możemy też jednak widzieć w nim duchowego przewodnika, przyjaciela i uzdrowiciela, który pomaga nam doświadczyć wieczności czającej się w każdej chwili. Tak samo jest ze smokami. A jak Ty postrzegasz inne smoki?



☾ boski ulubieniec: Smok często spotyka duszki na wyprawie, które są bardziej hojne. Ponadto, na modlitwy smoka w Świątyni bogowie zawsze odpowiadają. I widzenie zmarłych <3
☾ szczęściarz Fail rzutu zamienia sie na 1 sukces. Następne użycie możliwe po: 20 sierpnia
☾ zielarz: +2 do zbieranych ziółek
☾ wybraniec bogów: +1 sukces na dowolną akcję. Następne użycie możliwe po:-
☾ Błysk przyszłości Następne użycie możliwe po: 21.07



Grunt (KK)
A: S: 1 W: 1 Z: 1 M: 2 P: 3 A: 1
U: B,MA,MO,Skr,Śl:1



Głos Smoka || Calad Theme
Ostatnio zmieniony przez Apogeum Konfliktu 2020-07-04, 20:06, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Bandycka Groźba
Wojownik Plagi
Mimir Ostra



Stado: Plagi
Rasa: Górski
Księżyce: 25
Płeć: Samica
Opiekun: Eskalacja & Apogeum Konfliktu
Mistrz: Khardah
Wiek: 27
Dołączył: 20 Mar 2020
Posty: 385
Skąd: własna piwnica
Wysłany: 2020-07-05, 20:32   
   A: S: 5| W: 4| Z: 1| M: 1| P: 3| A: 1
   U: B,L,Pł,W,MO,MA,MP,Skr,Śl,M: 1| O,A: 2
   Atuty: Ostry węch; Adrenalina


Gdy ojciec mówił Mir podeszła do kurhanu Cienia, przyglądając mu się przez moment, nim wróciła wzrokiem do Calada. Milczała przez moment, przypatrując mu się raczej chłodno. Gdy wspomniał o miłości do niej, na pysk wystąpił jej na moment kwaśny grymas. Aha, kocha ją, szkoda tylko że gdy potrzebowała jego wsparcia jak nigdy wcześniej, na pogrzebie matki, był tym który zadał jej najmocniejszy cios. Kocham Cię córeczko, ale nie wystąpiłaś przeciwko ciotce, więc żegnaj, moja miłość nie sięga tak daleko. Ona nie zamierzała jednak odpuszczać. Na pogrzebie pogodziła się z tym, że utraciła i ojca, zamierzała odciąć wiążące ich więzy, ale podczas pobytu w górach uznała, że tak nie może. Gdyby to zależało od niej, Calad mógłby dla niej zdechnąć i nigdy już nie wrócić. Stanowili jednak część większej całości - Plagi. A Plaga potrzebowała smoków, żywych i zdolnych do walki. Tylko ten fakt powstrzymywał ją przed tym by powiedzieć ojcu, że skoro chce tak bardzie umrzeć, to niech skoczy ze Zdradliwego i tyle. Po co angażować w to tyle smoków?

Czuła jak zagotowała się w niej krew. Dopalający się w niej gniew po pogrzebie wybuchł ponownie - była wściekła. Cholera, ile ona miała księżyców? Trzynaście. Musiała naprostować smoka, który miał trzy razy tyle, smoka, który powinien prostować ją, a nie odwrotnie! Podeszła płynnym, zwiewnym krokiem do ojca i mocnym pacnięciem łapy wytrąciła mu fajkę z łapy, odrzucając ją w stronę kurhanu Cienia, a potem przywaliła mu pięścią w bok pyska. Nie na tyle mocno by spowodować ranę, na tyle mocno by nim wstrząsnąć. Cały jego wywód był dla niej bełkotem, z którego zrozumiała jedno: "chcę umrzeć, ale mam odwagi się zabić, proszę zwróć na mnie uwagę."
- Weź się w garść. - powiedziała gniewnie, cała nastroszona. - Chcesz kochać, to kochaj. Smoczyc i smoków po lasach jak saren, więc zwróć na siebie czyjąś uwagę. Z matką ci się udało, więc musiałeś przedstawiać sobie jakąś wartość, bo nie sądzę, żeby zadowolił ją "zwykły smok o zwyczajnych myślach", nie interesowało jej byle co. Kochasz zło? To kochaj do cholery, zostań wreszcie wojownikiem jak należy, rozrywaj i rwij ciała przeciwników. - wyrzuciła z siebie. - Na pewno nikt nie zapamięta twojego imienia, jeśli będziesz robił to. - zatoczyła łapą krąg. - Leżał upalony w trawie, rozpaczając o tym jak bardzo cierpiący jesteś i jak bardzo niszczą cię twoje własne emocje. Jeśli twoja łapa jest źródłem twojej słabości, odetnij ją. Jeśli twoje uczucia są źródłem twojej słabości, pozbądź się ich. - powiedziała twardo, stanowczo. - Plaga nie toleruje słabości. Ja nie toleruję słabości. - warknęła. - Imienia wyryte w kamieniach są bezwartościowe. Pomniki są bezwartościowe. Pamięć smoków to jedyne w czym warto odcisnąć swoje imię. Gdybyś chciał umrzeć, po prostu skoczył byś ze skały i nie rozłożył skrzydeł, a nie leżał tu i popalał to świństwo. Więc przestań udawać przed samym sobą, przestań uciekać, wstań i żyj, tak żeby cię zapamiętali. - powiedziała, patrząc mu prosto w ślepia.

Dla stada. Dla...mnie.

Gdyby ktoś spytał ją dlaczego próbowała na swój sposób ratować ojca, oczywiście odpowiedziałby, że to dla Plagi. Ale gdzieś w głębi serca, mimo tego wszystkiego co się wydarzyło, nie chciała utracić kolejnego rodzica. Dlatego jeszcze tu była, a nie zawróciła gdy tylko spostrzegła Calada leżącego w trawie. Niezależnie od tego jak twarda i samodzielna chciała się wydawać, wciąż była młodziutką, trzynastoksiężycową samiczką. I z tej prostej, instynktowej potrzebny chronienia bliskich, także przed nimi samymi wciąż tu była.
_________________

    ❖ Ostry Węch: Wszystkie testy percepcji na polowaniu/wyprawie oparte na węchu [zwierzyna i zioła] mają dodatkową kość.

    ❖ Adrenalina: Dodatkowa kość na akcje fizyczne (bieg, atak, obrona), w przypadku niepowodzenia - rana ciężka


    Batou - żywiołak ziemi
    niedźwiadek
    A: S:1 | W:1 | Z:1 | M:3 | P:2| A:1
    U: B:1 | MA: 1 | MO: 1 | Skr: 1
Ostatnio zmieniony przez Bandycka Groźba 2020-07-05, 20:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Apogeum Konfliktu 
Uzdrowiciel Plagi
Calad Odrodzony



Stado: Plagi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 47
Płeć: Samiec
Opiekun: Dar Tdary i/lub Kirvoith
Partner: Namárië!
Wiek: 27
Dołączył: 21 Sie 2019
Posty: 2566
Wysłany: 2020-07-05, 21:59   
   A: S: 1| W: 3| Z: 3| M: 4| P: 4| A: 2
   U: W,B,L,Pł,A,O,M,MA,MO,Kż,Śl: 1 | Skr,MP,Lcz: 2
   Atuty: Boski ulubieniec; Szczęściarz; Zielarz; Wybraniec bogów


Właśnie, była młoda, nie rozumiała co akurat stracił jej ojciec, jak wiele oddał temu uczuciu, które po prostu sobie umarło. Jak wielkie uczucia nim kierowały kiedy przyszedł na cmentarz... Czemu nie poczekałaś z wyniesieniem jej do reszty? Czemu nie zawezwałaś uzdrowiciela, aby sprawdził jej stan... Bałaś się, że zgnije od czekania tych kilku chwil dłużej?
Prawda była taka, że to nie ta sukowata czarodziejka odebrała mu szansę na odpowiednie pożegnanie, ale własna córka. Owszem, nie była tego świadoma, jednak czyn Infamii był do przewidzenia... Czyn Mimir już zdecydowanie mniej. Oto gorycz, która lała się przez jego żyły od czasu pogrzebu. Postawił ją obok ciotki, gdyż stracił możliwość pożegnania.
Wtedy wytrąciła mu z pyska fajkę, a chwilę później poprawiła uderzeniem w pysk, który spowodował, że samiec zaczął warczeć i się podnosić. Jakim prawem uderzyła własnego ojca?!
Nie zrozumie go, bo matka wpoiła jej taki sam brak uczuć jak sama miała! Jak mogła wymagać od niego pozbierania się do kupy kiedy zobaczył ukochaną bez łba! Jak miał patrzeć w pysk własnej córki, skoro pozwolił partnerce odejść samotnie w pustym leżu!
Ich dzisiejsze cierpienia łączyła jakaś zadziwiająca symetria. Byli dwojgiem zranionych smoków próbujących się pozbierać po stracie bliskiej osoby i każde z nich musiało się zmagać z bólem.
- Nie jestem w stanie pozbierać się do kupy od tak, nigdy nie potrafiłem i powoli nie mam już na to siły... Kiedy bardzo o coś zabiegasz, najbardziej wkurzający jest ktoś, kto według ciebie z łatwością mógłby to mieć, lecz z jakiegoś powodu wcale tego nie chce, co?
Calad warknął zamiast zarechotać, chociaż w jego głowie był to całkiem zmyślny żart. Pomasował swój polik i spokojnie poszedł po swoją fajkę. Nie było w nim wrogości, nie zamierzał już jej oddać. Pozwolił, aby złość po nim spłynęła i obdarzył swoją córkę grobowym spokojem. Podniósł fajkę i czyścił fajkę, z której wysypała się większa ilość zioła. Niemniej patrzył na nią, ich ślepia ciągle wpatrywały się w siebie.
Może jednak będzie warto spróbować chociaż wytłumaczyć siebie czemu go nie było przy niej na pogrzebie? Warto wytłumaczyć się, chociaż dla zdenerwowanej osoby i to może być czystym bełkotem.
- Czy wiesz, co to jest nie przynieść potrzebującej istocie nadziei? To gorzej niż oślepić i zabić. Ja wiem, że czekałaś na tę nadzieję oraz wsparcie na pogrzebie, i to ode mnie. Ja nie mogłem przy Tobie być, gdy zobaczyłem ją bez łba. Ja czułem, że sam nie powinienem żyć. Cóż jest warte własne życie, jeśli się innym nie przynosi nadziei, hm?
Przerwał i syknął kiedy dotknął żaru, który próbował wydłubać. Łapy mu się trzęsły, a głos łamał, jednak na pysku była powaga.
- Kocham zło, a to podpowiada mi, abym zabił Twoją ciotkę. Walczyłem z nią już dwukrotnie z czego raz oboje chcieliśmy zabić tego drugiego. Teraz podlegam kodeksowi i nie zamierzam okazać się zdrajcą, bo tak ty jak i ja należę do tego stada, wiem o tym. Jeśli myślisz, że targnę się na własne życie to grubo się mylisz, Mimir. Ja po prostu staram się połknąć coś czego nie wybaczyłaby mi nawet matka w zaświatach.
Podszedł do niej powoli na jego pysku malowała się złość, ale i chłód. Jego ojciec miał od zawsze rację... To nie uczucia powinny nim kierować i już nigdy więcej sobie na to nie pozwoli.
Stanął przed córką na długości łapy. Zaciśnięta szczęka powstrzymywała coś co miało nadejść, ale zamiast wybuchu złości... Pojawiło się to co chciał tak cholernie ukryć... To przebiło się przez jego wypalone zielsko, to uderzyło mocniej niż sama Mimir.
- Tak cholernie mocno mi ją przypominasz...
Rzekł cicho złamanym głosem, obrócił łeb, w bok, aby nie patrzeć na nią. Próbował się powstrzymać, ale znów potrzebował chwili... dłuższej chwili, aby stłamsić to co czuł.
_________________
.


.
Tak więc, jak ja to postrzegam, mamy wybór!
Możemy traktować kompana jak zwierzę o prymitywnych instynktach, bez przerwy czegoś się od nas domagające i brudzące skóry w legowisku, za którą nabiegaliśmy się po lasach. Możemy też jednak widzieć w nim duchowego przewodnika, przyjaciela i uzdrowiciela, który pomaga nam doświadczyć wieczności czającej się w każdej chwili. Tak samo jest ze smokami. A jak Ty postrzegasz inne smoki?



☾ boski ulubieniec: Smok często spotyka duszki na wyprawie, które są bardziej hojne. Ponadto, na modlitwy smoka w Świątyni bogowie zawsze odpowiadają. I widzenie zmarłych <3
☾ szczęściarz Fail rzutu zamienia sie na 1 sukces. Następne użycie możliwe po: 20 sierpnia
☾ zielarz: +2 do zbieranych ziółek
☾ wybraniec bogów: +1 sukces na dowolną akcję. Następne użycie możliwe po:-
☾ Błysk przyszłości Następne użycie możliwe po: 21.07



Grunt (KK)
A: S: 1 W: 1 Z: 1 M: 2 P: 3 A: 1
U: B,MA,MO,Skr,Śl:1



Głos Smoka || Calad Theme
 
 
Bandycka Groźba
Wojownik Plagi
Mimir Ostra



Stado: Plagi
Rasa: Górski
Księżyce: 25
Płeć: Samica
Opiekun: Eskalacja & Apogeum Konfliktu
Mistrz: Khardah
Wiek: 27
Dołączył: 20 Mar 2020
Posty: 385
Skąd: własna piwnica
Wysłany: 2020-07-06, 00:03   
   A: S: 5| W: 4| Z: 1| M: 1| P: 3| A: 1
   U: B,L,Pł,W,MO,MA,MP,Skr,Śl,M: 1| O,A: 2
   Atuty: Ostry węch; Adrenalina


Bandytkę można było oskarżyć o wszystko, ale z całą pewnością nie o brak uczuć. Bo to uczucia właśnie rozsadzały ją teraz od środka. Czarne źrenice zwężyły się w szparki, ogon świsnął w powietrzu, gdy miotnęła nim na boki. W pysku zaczynała czuć posmak kwasu. Miała ochotę rozedrzeć, spopielić to miejsce, stopić milczące kurhany. Wiele wysiłku kosztowało ją utrzymanie się w ryzach. Tak jak destrukcyjne emocje Calada koncentrowały się na nim samym, tak z jego córki wylewały się na zewnątrz.
- Skoro masz siłę by rzucać się do walki jak berserk, jeśli masz siłę leżeć tu i wypalać sobie mózg, masz się by się pozbierać. Problem polega na tym, że ty nie chcesz tego zrobić, Calad. Sam sobie odmawiasz szczęścia. - odparła niemal natychmiast. Im bardziej on był spokojny, tym bardziej ona traciła nad sobą panowanie. Ugryzła się w język, żeby ból ją odrobinę otrzeźwił. Już i tak przywaliła ojcu, jeszcze trochę a straci łapę za zaatakowanie członka stada. - Tak, ci są najbardziej irytujący. Dlatego dostałeś w pysk. - szczeknęła, ugniatając pazurami ziemię, żeby nie świerzbiły ją łapy. Zamierzała rozmawiać z nim na chłodno, ale nie potrafiła, chociaż wiedziała że musi się opanować. Nie może dawać się prowokować, nie może się tak nakręcać, bo ktoś może to w przyszłości wykorzystać. Nie było to dla niej łatwe zadanie, co zdradzała mowa jej ciała i falująca grzywa.

Miała ochotę znowu go uderzyć, żeby wreszcie przestał używać górnolotnych farmazonów o przynoszeniu nadziei i byciu dobrą wróżką. Świat Bandytki był znacznie bardziej czarno-biały: rozumiała chęć zemsty na Mahvran, rozumiała jego złość bo i sama ją odczuła. Bardziej jednak zabolało ją to, że Calad cały czas skupiał się na sobie. Na swoich uczuciach. On, on, on i on. Tak ją kochał, tak się o nią troszczył, ale koniec końców uczucie autodestrukcji było ważniejsze. Mimir potrząsnęła gniewnie głową na boki.
- Znowu to robisz. Znowu skupiasz wszystko na sobie. - odparła ostro. - Ty nie powinieneś żyć. Twój ból, ważniejszy jest niż mój. Kochasz mnie, ale śmierć zdaje się bardziej. - jej głos, który do tej pory przepełniała złość, nagle, raptownie się złamał. Dlaczego musiała tak walczyć? - Kazałam Ci się wynosić, bo nie miałam siły walczyć jeszcze z tobą. Nie miałam siły, żeby powstrzymać Mahvran. Nie miałam siły, bo jestem tylko cholernym pisklęciem! - cofnęła się i z rozmachem łupnęła ogonem w ziemię, zostawiając głęboką bruzdę i wyrywając kolczastą buławą kawał trawy. - Myślisz, że lubię to uczucie? Połamałabym jej to skrzydło, gdybym mogła, ale w przeciwieństwie do ciebie, chcę żyć. Nie zamierzam umierać za kawał zimnego zezwłoka. Bo to już nie była matka, ona jest tutaj! - powiedziała piskliwie, wskazując czarnym szponem na swoją głowę, a potem skuliła się na moment, kiedy wstrząsnął nią dreszcz. Sama na początku myślała by zabrać z ciała matki coś, co będzie jej o niej przypominać, ale kiedy stos stanął w płomieniach...uznała że to nie ma sensu. Najtrwalszy obraz Eurith jaki miała był w jej głowie, nie w łusce która zmatowieje czy łbie, który zbieleje, czy pazurze który w końcu się złamie.

- Więc wyzwij ją raz jeszcze i ją zabij. Bo jeśli zamierzasz zaatakować ją z znienacka, polecę do niej i jej to powiem. - powiedziała już spokojniej, ponownie falując grzywą, choć jej spojrzenie nadal pozostawało dzikie. Spojrzała na niego twardo, surowo, chociaż odwrócił łeb, mógł czuć na sobie jej świdrujące spojrzenie... które jednak uciekło w bok, kiedy wyznał jej że przypomina matkę. Było to coś, czego się nie spodziewała, coś co mile połechtało jej dumę, bo Eurith była dla niej wzorem.
- Bo noszę ją w sobie nie tylko jej krew, ale i pamięć o niej. - mruknęła. "Tak samo, jak o tobie, ty cholerny idioto" miała ochotę dodać.
_________________

    ❖ Ostry Węch: Wszystkie testy percepcji na polowaniu/wyprawie oparte na węchu [zwierzyna i zioła] mają dodatkową kość.

    ❖ Adrenalina: Dodatkowa kość na akcje fizyczne (bieg, atak, obrona), w przypadku niepowodzenia - rana ciężka


    Batou - żywiołak ziemi
    niedźwiadek
    A: S:1 | W:1 | Z:1 | M:3 | P:2| A:1
    U: B:1 | MA: 1 | MO: 1 | Skr: 1
Ostatnio zmieniony przez Bandycka Groźba 2020-07-06, 00:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Apogeum Konfliktu 
Uzdrowiciel Plagi
Calad Odrodzony



Stado: Plagi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 47
Płeć: Samiec
Opiekun: Dar Tdary i/lub Kirvoith
Partner: Namárië!
Wiek: 27
Dołączył: 21 Sie 2019
Posty: 2566
Wysłany: 2020-07-06, 19:24   
   A: S: 1| W: 3| Z: 3| M: 4| P: 4| A: 2
   U: W,B,L,Pł,A,O,M,MA,MO,Kż,Śl: 1 | Skr,MP,Lcz: 2
   Atuty: Boski ulubieniec; Szczęściarz; Zielarz; Wybraniec bogów


To fakt, widział w końcu jej zachowanie i jak wiele uczuć w to wkłada. Był jej ojcem, obserwował dokładnie jak rośnie, jak się wypowiada i niekiedy też zgadywał jej myśli. Robił wszystko, aby móc się nazwać dobrym ojcem.
Finalnie zawiódł jej zachowanie z... Egoistycznych pobudek. To zabawne stwierdzenie kiedy po prostu swoim egoizmem starasz się jeszcze bardziej nie wszczynać problemów. Wszyscy są egoistami! Myślimy tylko o sobie, a jeżeli zdarza nam się o kimś drugim, to dlatego, by go dla swoich celów wykorzystać. Taka jest, niestety, brutalna prawda o życiu. Kochasz kogoś więc robisz co tylko możesz, aby był szczęśliwy. TY go kochasz, więc TY decydujesz jak postąpić i TY decydujesz co jest dla niego dobre...
Prawda i pewność zależy od punktu widzenia, co?
- Tego się nie robi przez jeden wschód złotego pyska, Mimir. Jeśli Ty umiesz to zazdroszczę Ci takiej umiejętności. Może odziedziczyłaś to po niej, gdyż potrafiła ubolewać nad stratą, ale żyła dalej... tylko jak widać wszystko ma swój kres.- jego spokojny ton mógł być denerwujący, jednak dla niego to się nie liczyło. Istotne było to, aby jego córka rozumiała co się do niej mówi, a im dalej w las tym ciemniej się wydawało.
Na wzmiankę o uderzeniu nawet się uśmiechnął, chociaż taki uśmiech był raczej karykaturą, która dość szybko znikła.
Uh i znów egoizm... A i owszem był egoistą, gdyż dla każdego śmierć Eurith była OSOBISTĄ rzeczą. Kto ją najbardziej kochał, na prawdę to powinni rozpatrywać? Czy kocha się bardziej istoty, które się dostało od życia w postaci rodziny, matkę, ojca, barci, siostry, dzieci... Czy bardziej kocha osoba która dokonała wyboru świadomego i oddała wszystko, aby tą miłość otrzymać...? To takie nieludzkie porównywać dwa typy miłości, ale w jego łbie była to myśl istotna.
Jeśli chciała przebić się przez jego kamienne podejście to najwyraźniej coś zaczynał odnosić skutek, gdyż westchnął odkładając na podłoże fajkę.
- Jesteś jeszcze młoda, kruszynko.Musisz się jeszcze wiele nauczyć o tym, jak działa świat... Nie poczytaj tego jako traktowanie z góry... Przemawiasz sercem i to rozumiem, jednak nie wszystko jest takie proste. Mój świat był niegdyś tak samo czarno-biały. Jakiekolwiek zadanie do wykonania - nieważne, czy spadło na mnie przypadkiem, czy było efektem wyboru lub pracy - zawsze musiało przynosić pełną satysfakcję. Być zrealizowane idealnie, z jak największą korzyścią. W przeciwnym razie rezygnowałem z niego zupełnie. Nie znałem kompromisów ani "pójścia na łatwiznę". Pragnąłem być perfekcyjny w każdej dziedzinie życia. I byłem, prawie zawsze. Układałem mięso wielkością, a skóry kolorem sierści, polowałem na stada wielkich zwierząt i praktycznie nigdy żadne nie uciekły mi spod łap... Iluzja porządku odbijała się prawdą, przerażała pomyłkami i przypominała o jednym. O naszej bezbronności, bezsilności i niemocy... nie zrozumiesz mnie, dopóki nie zaczniesz postrzegać świata takim jaki jest na prawdę.
Mówił to zniżając łeb do córki, jednak jej nie dotknął, gdyż wiedział, że ta odtrąci go. W jego wypowiedzi na razie nie było chłodu, a zwykła powaga i obserwacja. Zielsko może i otępiało, jednak nie był przecież wypity, aby nie mógł mówić z sensem.
- Nie mam do Ciebie żalu, sam siebie też bym wyrzucił, chociaż nie widzę innej możliwości. Twoja ciotka od samego początku robiła wszystko, aby odebrać mi Eurith. Odebrała mi ostatnie pożegnanie przed jej drogą do gwiazd. Pluję na jej obrzędy, pluję na nią i wyszczam się na jej pysk kiedy kolejny raz umrze... Czy gdybym został to lepiej byłoby, abym na nią napadł? Oboje tego nie chcieliśmy prawda?
Samiec położył się na łapach i spuścił łeb. Oh, nie spodziewał się, że przyjdzie taki moment, że się będzie musiał tłumaczyć.
- Ona jest w gwiazdach, ona 'istnieje' nie tylko w Twoim łbie i sercu. Spotkasz ją po swojej śmierci, JA ją zobaczę po śmierci. Pewnie nie opowiadał Ci nikt o tym, ale kiedy byłem mniej więcej w Twoim wieku na terenach wspólnych pojawiły się duchy naszych przodków. Nie tylko Plagi i Ziemi, były tam różne smoki, jedne miały bolesne historie, inne miały przyjemne... Finalnie wychodziło na to, że trzeba umrzeć w zgodzie ze sobą, pogodzić się z losem. Mama na pewno tam jest i nawet jeśli to odnajdę ją kiedy już faktycznie przyjdzie czas na mnie.
Teraz kiedy się skuliła, ojciec położył na niej łbie swoją wychudzoną łapę. Jeśli Mimir była wroga to oczywiście ją zabierze. Finalnie i tak westchnie po raz kolejny podnosząc łeb.
- Więc sugerujesz mi, abym wyzwał Twoją ciotkę na pojedynek łamiący kodeks i uważasz, że to jest rozwiązanie...? Mahvran po prostu robi wszystko, aby mnie zranić, przy okazji trafiło to w Ciebie... ale matka zmarła sama. Myślę, że po części wszyscy jesteśmy tego winni, a egoistycznie wydaje mi się, że przede wszystkim winny jestem ja. Chociaż chciałbym to nie złamię przysięgi wobec stada, Eurith by tego nie chciała.
Wstał i wtedy też zapatrzył się na córkę, po obrocie łbem już nie wrócił spojrzeniem. Obrócił się i podszedł po fajkę. Starczy tego odsłaniania się. Kochał córkę i chciał dla niej jak najlepiej, jednak nie wybierze drogi życia za niego. Calad nie dąsał się, bo zabrano mu kość którą obgryzał, nie miał podstaw, aby też wyładowywać złość na kimkolwiek ze stada... ale musiał coś zrobić. Po raz kolejny ulokować uczucia w kimś? Nie, po prostu je zabić. Pozostawić ich resztki w istotach, które są tego warte, a resztę po prostu stłamsić.
Na opinie o tym, że miała ją w sobie... cóż, wolał nie reagować. Gdzieś przez smutek się uśmiechnął, jednak tego nie zobaczyła, gdyż ten stał obrócony w stronę terenów Plagi. Nie powiedział już nic, tylko wytworzył maddarę, aby znów odpalić fajkę. Stłamsić to co napływało.
_________________
.


.
Tak więc, jak ja to postrzegam, mamy wybór!
Możemy traktować kompana jak zwierzę o prymitywnych instynktach, bez przerwy czegoś się od nas domagające i brudzące skóry w legowisku, za którą nabiegaliśmy się po lasach. Możemy też jednak widzieć w nim duchowego przewodnika, przyjaciela i uzdrowiciela, który pomaga nam doświadczyć wieczności czającej się w każdej chwili. Tak samo jest ze smokami. A jak Ty postrzegasz inne smoki?



☾ boski ulubieniec: Smok często spotyka duszki na wyprawie, które są bardziej hojne. Ponadto, na modlitwy smoka w Świątyni bogowie zawsze odpowiadają. I widzenie zmarłych <3
☾ szczęściarz Fail rzutu zamienia sie na 1 sukces. Następne użycie możliwe po: 20 sierpnia
☾ zielarz: +2 do zbieranych ziółek
☾ wybraniec bogów: +1 sukces na dowolną akcję. Następne użycie możliwe po:-
☾ Błysk przyszłości Następne użycie możliwe po: 21.07



Grunt (KK)
A: S: 1 W: 1 Z: 1 M: 2 P: 3 A: 1
U: B,MA,MO,Skr,Śl:1



Głos Smoka || Calad Theme
Ostatnio zmieniony przez Apogeum Konfliktu 2020-07-06, 19:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Bandycka Groźba
Wojownik Plagi
Mimir Ostra



Stado: Plagi
Rasa: Górski
Księżyce: 25
Płeć: Samica
Opiekun: Eskalacja & Apogeum Konfliktu
Mistrz: Khardah
Wiek: 27
Dołączył: 20 Mar 2020
Posty: 385
Skąd: własna piwnica
Wysłany: 2020-07-08, 22:24   
   A: S: 5| W: 4| Z: 1| M: 1| P: 3| A: 1
   U: B,L,Pł,W,MO,MA,MP,Skr,Śl,M: 1| O,A: 2
   Atuty: Ostry węch; Adrenalina


Żółte ślepia zwężyły się, a brwi zbiegły w nieprzyjemnym grymasie, gdy ponownie spojrzała na niego ostro.
- Czy ja ci do ciężkiej grzybicy wyglądam jakbym się pozbierała, Calad? - wysyczała. - Nie, oczywiście, że nie. Moje smutki, moje zmartwienia są moim ciężarem i nie mogę dopuścić by ktokolwiek je widział. Ani ty, ani żaden inny Siewca, ani żaden inny cholerny smok na tych terenach. Kiedy ktoś cię widzi, wkładasz na pysk maskę i nie dajesz niczego po sobie poznać. Bo oni mają dość własnych problemów, a twoje są twoimi do rozwiązania. - powiedziała warkliwie, a w jej głosie znać było groźbę i wyrzut. - Nawet jeśli chcą, nie można ich odrywać od ich żyć, od ich obowiązków. Twoje ciężary są tylko i wyłącznie twoje. - dodała. Mimo tłumaczeń Calada, świat i bandyckie spojrzenie na niego były, cóż, bardzo proste. Masz problem, masz go rozwiązać. Potrzebujesz pomocy? Poproś o nią, nie kombinuj, nie kręć, nie zwracaj na siebie dramatycznie uwagi. Nie potrzebujesz pomocy? To jeszcze lepiej, bierz się do roboty.

- Więc wróć do tego. Bądź doskonały, utrzymuj tę doskonałość, szlifuj ją. Popełnisz błąd? To wstań i go popraw. To dlatego matka zwróciła na ciebie uwagę, bo byłeś bardziej doskonały od innych. - powiedziała. Byłeś bardziej doskonały, a potem...potem pozwoliłeś sobie na bezsilność. Dlatego jesteś tutaj. Dlatego oboje jesteśmy tutaj. - pomyślała, ścierając łapą kroplę kwasu, która wyciekła jej z pyska. - Najlepiej byłoby gdybyś na nią napadł zaraz po pogrzebie. Wtedy była najważniejsza Eurith, nie Mahvran, ani ja, ani ty. - Nie skomentowała uwagi o tym, że ciotka podbierała jej matkę i odsuwała ją od ojca. Pachniało to jak coś, czego nie chciała się dotykać, urocze relacje rodzinne. - Po śmierci nie ma... - warknęła, jakby ostatnie słowo utknęło jej w gardle. Dlaczego nie mogło jej to przejść przez gardło? - ...nic. Jest pustka, nicość. - powiedziała. - Dlatego jest ważne, żeby pamiętać o zmarłych, dlatego smoki stawiają te bezwartościowe śmieci - machnęła łapą w kierunku. - Gdy ginie ciało, ginie dusza, zostaje tylko w pamięci żywych. I gdy oni zapomną, smok odchodzi ostatecznie i nieodwołalnie. Ja jej nie zapomnę. Nigdy. - dodała ciszej. Nie skomentowała wzmianki o duchach. Upalił się ojciec pewnego dnia, wlaz w mgłę i zobaczył dziwne rzeczy, ale nie miała ochoty na metafizyczną dyskusję o tym czy i którą gwiazdką na niebie się stanie albo do jakiej pustki trafi. Za życia obchodziło ją życie, po śmierci nie będzie obchodzić jej już nic, nie widziała potrzeby żeby drążyć temat.


Nie zrzuciła tym razem jego łapy, ale spięła się lekko, gdy ją dotknął. Pod warstwą fioletowych łusek mógł wyczuć, twarde, gorące mięśnie. Był jej ojcem, ale przy jego ciągu do destrukcji jej ciała zareagowało instynktownym wzdrygnięciem.
- Hahaha - zaśmiała się brzydko. - Przed chwilą sam przyznałeś, że walczyliście już na śmierć i życie, mają w zadkach kodeks, więc tak, dokładnie to sugeruję. Im szybciej jedno zabije drugie, tym szybciej będziecie mogli zakończyć tą farsę, która prędzej czy później odbije się czkawką nam wszystkim. - powiedziała chłodno. - Narusza kodeks? I jedno i drugie ma doskonały pretekst do walki, a jestem pewna że dziadek nie ukarze zwycięzcy o ile walka będzie na uczciwej, ubitej ziemi. Na pewno będzie wolał żeby sprawa została rozwiązana szybko, niż żebyście przez kolejne trzydzieści księżyców bawili się w podchody. - dodała. Skrzywiła się gdy ponownie odpalił fajkę i podniosła z pooranego pazurami podłoża, zbierając się powoli do odejścia. Bo i o czym było więcej gadać? Wygarnęła ojcu co leżało jej na wątrobie, miała jedynie nadzieję, że nie pogrąży się znów w poczuci bezsiły i beznadziejności. Nawet gdyby chciała, nie mogła go z tego wyciągnąć. Musiał to zrobić on sam.
_________________

    ❖ Ostry Węch: Wszystkie testy percepcji na polowaniu/wyprawie oparte na węchu [zwierzyna i zioła] mają dodatkową kość.

    ❖ Adrenalina: Dodatkowa kość na akcje fizyczne (bieg, atak, obrona), w przypadku niepowodzenia - rana ciężka


    Batou - żywiołak ziemi
    niedźwiadek
    A: S:1 | W:1 | Z:1 | M:3 | P:2| A:1
    U: B:1 | MA: 1 | MO: 1 | Skr: 1
 
 
Apogeum Konfliktu 
Uzdrowiciel Plagi
Calad Odrodzony



Stado: Plagi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 47
Płeć: Samiec
Opiekun: Dar Tdary i/lub Kirvoith
Partner: Namárië!
Wiek: 27
Dołączył: 21 Sie 2019
Posty: 2566
Wysłany: 2020-07-10, 17:22   
   A: S: 1| W: 3| Z: 3| M: 4| P: 4| A: 2
   U: W,B,L,Pł,A,O,M,MA,MO,Kż,Śl: 1 | Skr,MP,Lcz: 2
   Atuty: Boski ulubieniec; Szczęściarz; Zielarz; Wybraniec bogów


Samiec wiele już nie mówił, jakby kompletnie się w sobie zamknął. Skupił się jedynie na kurhanie na długi czas i jakby odleciał gdzieś w cholerę.
Córka wyglądała... Dobrze. Według niego całkiem dobrze znosiła stratę matki, tak samo jak on zniósł utratę swojej kochanej siostry z wody... i tak samo kochanego brata z ziemi. On się chyba powinien przyzwyczaić do tego, że ciągle ktoś ginie, ale na tą chwilę było to wszystko niesprawiedliwe. Wolałby, aby to jego grzebano! Egoista, oczywiście! Łatwiej byłoby zwalić nieprzyjemne uczucia na innych, niż samemu je ciągle przyjmować.
Młoda myliła się w kwestii noszenia ciężarów- zrozumie to, iż to co jest Twoim ciężarem można nosić z innymi... Jej myślenie najwyraźniej było podobne do Eurith, ale nie wszystko było stracone. Była koszmarnym połączeniem tego co najlepsze i najgorsze w rodzicach...
Samica zawsze chowała głęboko uczucia, a samiec zawsze uwypuklał je. Finalnie Mimir miała piekielną chęć wyciśnięcia z siebie uczuć na wierzch i czasami tak było, ale miała również twarde myślenie wobec siebie... No przynajmniej na to wyglądało.
Z tym atakiem to na prawdę chyba się przeliczyła. Ona na prawdę chciała zobaczyć walkę ciotki i ojca na śmierć i życie? Calad wierzył w swoje szczęście, ale ile tego szczęścia może być... W końcu zginie i to zapewne niedługo.
Odzyskał świadomość dopiero kiedy ta zaczęła kwestionować istnienie tego co widział. Warknął przeciągle i nawet wstał. Po chwili jednak westchnął zrezygnowany i przestał warczeć. Bez sensu jest prostować jej myślenie, kiedy dookoła jest tyle złych uczuć.
- Błogosławieni Ci co nie widzieli, a wierzyli...
Szepnął i odwrócił na chwilę wzrok w stronę nieba, jakby próbował przeprosić niebo za to, iż jego córka okazała się tak bardzo pokaleczona w sprawie wiary. To prawda, że liczyło się tu i teraz, gdyż tutaj właśnie można było coś... zrobić. W zaświatach po prostu jest spoczynek od tego wszystkiego, a nie... nic. Uh.
Skoro nie odrzuciła jego łapy to ten ją głaskał lekko i na jej kolejne słowa nieco się skrzywił, ale głaskać nie przestał.
- Wtedy jeszcze nie byłem... tak ostatecznie z Twoją matką. Wtedy jeszcze żyłem w Ziemi, spotkałem ją na granicy i wymieniliśmy... poglądy. Kodeks nie dotyczy smoków spoza stada, więc tak ona mogła mnie zabić jak i ja ją. Przeszłości nie zmienię, ale teraz jestem Plagą, przysięgałem, a przysięgi dotrzymuję.
Rzekł i wyjątkowo się zaśmiał, chociaż było słychać w tym gorycz. W końcu ją puścił i mogła się odsunąć.
- Bo wiesz, w Ziemi złożyłem przysięgę, że będę dbał o to, aby mięli pożywienie, ale nigdy im nie przysięgałem wierność. Dlatego nie plotę głupot.
Pozwolił się jej oddalić i zadowolenie znikło z jego pyska.
Nie powiedział nic więcej, po prostu przygaszoną fajkę zapalił znów i sam zebrał się, aby wreszcie odejść... Czy rozmowa coś dała? Oh, na pewno.
[zt]
_________________
.


.
Tak więc, jak ja to postrzegam, mamy wybór!
Możemy traktować kompana jak zwierzę o prymitywnych instynktach, bez przerwy czegoś się od nas domagające i brudzące skóry w legowisku, za którą nabiegaliśmy się po lasach. Możemy też jednak widzieć w nim duchowego przewodnika, przyjaciela i uzdrowiciela, który pomaga nam doświadczyć wieczności czającej się w każdej chwili. Tak samo jest ze smokami. A jak Ty postrzegasz inne smoki?



☾ boski ulubieniec: Smok często spotyka duszki na wyprawie, które są bardziej hojne. Ponadto, na modlitwy smoka w Świątyni bogowie zawsze odpowiadają. I widzenie zmarłych <3
☾ szczęściarz Fail rzutu zamienia sie na 1 sukces. Następne użycie możliwe po: 20 sierpnia
☾ zielarz: +2 do zbieranych ziółek
☾ wybraniec bogów: +1 sukces na dowolną akcję. Następne użycie możliwe po:-
☾ Błysk przyszłości Następne użycie możliwe po: 21.07



Grunt (KK)
A: S: 1 W: 1 Z: 1 M: 2 P: 3 A: 1
U: B,MA,MO,Skr,Śl:1



Głos Smoka || Calad Theme
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!



Wymiana bannerami: KLIK!

DH
SnM


Strona wygenerowana w 0,27 sekundy. Zapytań do SQL: 13