FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Las
Autor Wiadomość
~ Moderator




Dołączył: 08 Sty 2014
Posty: 8926
Wysłany: 2014-01-10, 19:17   Las



    Sercem Dzikiej Puszczy są jej drzewa. Tysiące ogromnych, starych i młodych przeplatających swe długie gałęzie między sobą. Każde rosnące tu drzewo ma bliskiego sąsiada, a zwykle nawet z pięciu. Roślinność jest tutaj gęsta, a przy ziemi zawsze panuje półmrok i chłód, bez względu na porę roku i dnia. Nocą panują tutaj nieprzeniknione ciemności, a gdzieniegdzie tylko pięknie błyszczą świetliki. Życie w Puszczy tętni pełnią życia. Można spotkać tutaj wiele gatunków zwierząt - tych dużych i tych małych. Czasem nawet w cieniu większego drzewa można dojrzeć przemykającego
    jednorożca czy elfa.
Ostatnio zmieniony przez Moderator 2014-01-10, 19:20, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Gra 
Pisklę



Stado: Cienia
Rasa: Morski
Księżyce: 7
Płeć: Samica
Wiek: 18
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 419
Wysłany: 2014-01-11, 15:23   
   A: S: 1 | W: 1 | Z: 1 | I: 1 | P: 2 | A: 3


Cichy Szafir
Łowca Wody

2014-01-08, 22:43
A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 3| A: 1
U: L,M,O,MO: 1| P,W,Kż,MP,B,S: 2| Śl,A,MA: 3| Skr: 5
Atuty: Ostry Wzrok,Pamięć Przodka,Poszukiwacz,Wybraniec Bogów,Znawca Terenów
- A więc powiedz mi czy wiesz w ogóle na czym polega zdolność kamuflażu oraz z pomocą czego możemy się ukryć- powiedział i wpatrzył się w Wyblakłego wyczekującym spojrzeniem, czy znał odpowiedź na to pytanie ? Nie było to trudne więc powinien sobie z łatwością poradzić.

Wyblakły Kolec
Adept Wody

Wysłany: 2014-01-08, 23:31
A: S: 1| W: 2| Z: 2| I: 1| P: 3| A: 2
U: S,W: 1| B: 2| Skr,Śl: 3
Atuty: Ostry Węch
Oczywiście wiedział czym jest kamuflaż. W końcu szkoli się na łowcę, jakby mógł nie wiedzieć?
- Kamuflaż stosujemy po to, żeby zwierzyna nie mogła nas zauważyć. Polega on na tym, żeby po prostu wtopić się w otoczenie, oraz zamaskować swój zapach, żeby nie można było nas wyczuć. Oczywiście trzeba też zatrzeć wszystkie ślady, tak, jakby nas nie było - powiedział i chwilkę się zastanowił nad drugim pytaniem - Do kamuflażu możemy użyć na przykład błota. Dzięki niemu zamaskujemy swój zapach, oraz łatwiej będzie się zakamuflować przy pomocy liści czy trawy, ponieważ będzie się ona do nas przyczepiać. Natomiast podczas zimy można skryć się w śniegu, wcześniej też maskując zapach.
No, może nie wiedział wszystkiego, ale od tego miał mistrza, żeby ten w razie czego mu pomógł. Jednak miał nadzieję, że chociaż to co teraz powiedział będzie dobre.
 
 
 
Morze 
Pisklę
Stoik wśród smoków



Rasa: Morski
Księżyce: 17
Płeć: Samiec
Opiekun: Bezchmurne Niebo i Iskra Nadziei
Wiek: 23
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 106
Wysłany: 2014-01-12, 09:14   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 2| A: 2
   Atuty: Ostre zmysły - wzrok


- Tak, masz rację. Ale do kamuflażu możemy użyć właściwie wszystkiego, zeschłych liści, mchu, grzybów które maskują nasz zapach, gałęzi i wielu innych elementów otoczenia w którym jesteśmy.
Dobrze, to jak ukryłbyś smoka czerwonego, niebieskiego, białego i zielonego, ale nie oblepiając ich niczym ani nie używając magicznego kamuflażu. Wykorzystaj ich barwę aby wtopiły się w jakieś tło.
_________________
Jestem ledwie słyszalnym głosem pokoju, na ziemi nękanej wojną...

Przedmioty Posiadane

Mięso: -
Owoce: -
Kamienie: -
[b]Inne:-


Atuty:
Grupa I - Ostry wzrok
Wszystkie testy percepcji na polowaniu oparte na danym zmyśle wzrok mają dodatkową kość.
Grupa II
Grupa III
Grupa IV
 
 
Gra 
Pisklę



Stado: Cienia
Rasa: Morski
Księżyce: 7
Płeć: Samica
Wiek: 18
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 419
Wysłany: 2014-01-12, 12:37   
   A: S: 1 | W: 1 | Z: 1 | I: 1 | P: 2 | A: 3


Pokiwał głową, słuchając słów mistrza i starając się wszystko zapamiętać. W końcu kiedyś mu się to przyda, nie byłoby zbyt dobrze gdyby o tym zapomniał, a potem nie wiedział co zrobić. Słysząc kolejne pytanie chwilkę się zastanowił. Wprawdzie było dosyć proste i już znał odpowiedź prawie na wszystko, lecz pewna część sprawiła mu małe problemy. Najgorsze było to, że nigdy nie widział kolorów i trudno mu się było w tym wszystkim połapać. Na szczęście udało mu się podczas rozmów usłyszeć o kilku rzeczach, co jest jakiej barwy, a także mógł to rozróżnić po odcieniach. Wprawdzie wszystko szare, ale nie takie same.
- Zielony ma właściwie najłatwiej. Może skryć się w wysokiej trawie, jeśli nie jest zbyt dużej wielkości, czy to pośród krzewów. Biały ma za to dobrze w zimie, gdyż nie będzie go widać wśród śniegu. Niebieski za to mógłby się schować w wodzie, czy wśród kwiatów jeśli jest ich dużo. Natomiast jeśli niebo jest bezchmurne to może wzlecieć do góry i wtedy będzie ciężko go ujrzeć. Za to czerwony... Może w trakcie jesieni, kiedy opadną liście? Część z nich będzie czerwona, więc będzie mógł się w nich schować. Albo tak samo jak niebieski, wśród kwiatów, jednak innego koloru - powiedział.
Wprawdzie gdy mówił to wszystko, kilka razy przerwał, żeby się zastanowić i nic nie pomylić. Miał jednak nadzieje, że wszystko będzie dobrze, chciał jak najszybciej i najlepiej wyuczyć się tych wszystkich potrzebnych mu umiejętności.
 
 
 
Słoneczny Kolec.
Adept Cienia
Tiernan Krewki



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 28
Płeć: Samiec
Dołączył: 11 Sty 2014
Posty: 43
Wysłany: 2014-01-17, 17:11   
   A: S: 1 | W: 1 | Z: 3 | I: 1 | P: 2 | A: 1
   U: B,S,P,L,W,MO,MA,MP,Skr,M: 1 | Śl: 2 | O,A: 3


Tiernan rzadko zwracał uwagę na otoczenie. Nie, nie chodziło o to, że nie obchodziło go gdzie się znajduje. Bynajmniej, zawsze wszystko sprawdzał i oglądał, szukając ewentualnych kryjówek lub sekretnych przejść. Po prostu rzadko doceniał piękno jakiegoś miejsca jako... Miejsca. Dzika Puszcza była wyjątkiem. Dobrze się czuł wśród gęsto rosnących drzew, ukryty przed wzrokiem i otoczony wszechobecnymi cieniami. Nawet na śniegu nie był zbyt dobrze widoczny, jeśli nie chciał. Jedynym śladem który po sobie zostawiał był rozsypany śnieg - używał ogona do zacierania własnych odcisków. Bardziej z przyzwyczajenia niż prawdziwej potrzeby.
Spacerował, tym razem leniuchując w miarę aktywny sposób. Przemykał między drzewami, mając świetliki za jedyne światło i oddychając głęboko świeżym powietrzem. Lubił porę Białej Ziemi - jak ją tutaj zwali - właśnie ze względu na powietrze. Było świeże i czyste, przyjemnie szczypało w nozdrza.
_________________
All that is gold does not glitter,
Not all those who wander are lost;
The old that is strong does not wither,
Deep roots are not reached by the frost.



Oporny magik (+1 ST dla przeciwnika atakującego magią)
 
 
Cisza Wyklęta 
Łowca Ognia


Stado: Ognia
Płeć: Samica
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 134
Wysłany: 2014-01-17, 18:19   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 2| P: 3| A: 1
   U: O,A: 2| B,L,Pł,S,W,MO,MA,MP,Kż,Skr,Śl,M: 3


Wychowani w mroku i strachu, lęku przed nieznanym i bojaźń za tym, co podąża ich tropem... W ten sposób żyło stado Cienia. Mimo, że nie szkolili się na łowców sami wiedzą, jak mają jak się ukrywać, ich zmysły wyostrzyły się, gdy szukali niebezpieczeństwa, a przecież te nawyki nie mijają. Ba! Mijają dopiero z pokoleniami. Wiele księżycy minie, nim słabsi poczują się pewnie, nim ci, którzy nie lubią takich zmian się ustatkują, nim... w ogóle coś się zmieni.
Tym samym lasem szła samica. Bardzo drobna, równie koścista i całkowicie złota. Tak mała, że wyglądała na dużo młodszą. Cóż, granica bowiem była między dwudziestką a trzydziestką zazwyczaj sporo zauważalna i mniej-więcej na tyle sugerował wygląd samicy. Kiedy szła wyglądała, jakby miała się przewrócić. Nic jednak z tych rzeczy, po prostu... szła bardzo ostrożnie badając łapami teren, po którym się porusza. Drzewa zaś omijała o łuski. Znający magię osobniki wyczuliby wokół niej zawirowania maddary. Gdyby byli blisko. Jako, że Słoneczny szedł ostrożnie, cicho, złota go nie zauważyła. Był na to za daleko, kilka ogonów, jednak on mógł zobaczyć ją z łatwością w chwilami rzednącym lesie. Bardzo charakterystyczne u niej były zamknięte oczy. Cóż, poza tym, że wyglądała jak chodzący trup i nie miała na ciele niezłotego elementu.
 
 
Słoneczny Kolec.
Adept Cienia
Tiernan Krewki



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 28
Płeć: Samiec
Dołączył: 11 Sty 2014
Posty: 43
Wysłany: 2014-01-17, 18:35   
   A: S: 1 | W: 1 | Z: 3 | I: 1 | P: 2 | A: 1
   U: B,S,P,L,W,MO,MA,MP,Skr,M: 1 | Śl: 2 | O,A: 3


Bojaźni za tym, co podąża ich tropem? Nie! Nie bali się. To wszystko było logiką, chłodną logiką. Mogli się zemścić, byli na tyle silni żeby zaatakować w odpowiedzi, nawet jeśli mieliby zginąć. Nie zrobili tego, a Tiernan mógłby się założyć że w Wolnych Stadach było o wiele więcej mniej-rozsądnych(albo zwyczajnie głupich) osobników.
Przyśpieszył, widząc migające mu między drzewami złote błyski. Nie krył się za bardzo - nie świadomie - a złote błyski znalazł dość szybko. Smok! No, smoczyca. Od której wiało trochę siarką i popiołem. Powstrzymał się od prychnięcia i poczuł wdzięczność za świeże powietrze. Gdzie oni mieszkają, że aż tak cuchnął?
- Nie uważasz, że z otwartymi oczami byłoby bezpieczniej? - zamruczał, idąc równolegle ze smoczycą ale nadal w odległości dwóch, trzech ogonów. Przemykał między pniami równie zwinnie, może nawet zgrabniej niż smoczyca, mogła więc go z początku przegapić, jeśli otworzyłaby ślepia. Tiernan by otworzył. Kto wie, co się czai w ciemnym lesie?
_________________
All that is gold does not glitter,
Not all those who wander are lost;
The old that is strong does not wither,
Deep roots are not reached by the frost.



Oporny magik (+1 ST dla przeciwnika atakującego magią)
 
 
Cisza Wyklęta 
Łowca Ognia


Stado: Ognia
Płeć: Samica
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 134
Wysłany: 2014-01-17, 18:55   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 2| P: 3| A: 1
   U: O,A: 2| B,L,Pł,S,W,MO,MA,MP,Kż,Skr,Śl,M: 3


Jednak Cisza nie otworzyła oczu. Zatrzymała się nagle zwracając pysk ku przybyszu. Nigdy nie słyszała jego głosu. Raczej też przeklęła się w myślach, że wcześniej go nie usłyszała. Za wiele, za często myśli. A to na zdrowie nie wychodzi. Poczuła zapach, od którego drgnęły jej chrapy, Cień.
~ Między Stadami nie ma drapieżników. ~ Kolejny dziw, ha! Mimo, że nie otworzyła pyska jej głos poniósł się między drzewami aż do uszu przybysza. Swoim torem dosyć dziwnym tonem mówiła. Bezosobowaym, chociaż można było w nim wyczuć neutralność i niezdenerwowanie. Bardziej jakby echo jakiegoś stwierdzenia. Ruszyła dalej, zawirowania maddary stały się silniejsze, gdy niewidzialna mgła wysoka na szpon ponad powierzchnią śniegu zaczęła otaczać samicę z każdej strony na odległość ogona, a przednia jej część nieco się podniosła po łuku. Szła wolno, powoli kładła łapy, jakby ziemia miała się zapaść, jednak mniej ostrożnie niż przed chwilą. Także odległość między nią, a drzewami stała się różna, gdy je wymijała. Chciała iść dalej, jednak nadal słyszała kroki Cienistego, wsłuchała się w nie, lekko spięta, chociaż tego aż tak bardzo podczas chodu widać nie było.
 
 
Słoneczny Kolec.
Adept Cienia
Tiernan Krewki



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 28
Płeć: Samiec
Dołączył: 11 Sty 2014
Posty: 43
Wysłany: 2014-01-17, 19:14   
   A: S: 1 | W: 1 | Z: 3 | I: 1 | P: 2 | A: 1
   U: B,S,P,L,W,MO,MA,MP,Skr,M: 1 | Śl: 2 | O,A: 3


- Właśnie widzę... - mruknął kpiąco, przewracając oczami. Co to były za smoki? Tak nisko się ceniły, że nie brały pod uwagę własnych ziomków jako element stanowiący zagrożenie? Życie pod kloszem! Widać, jak ich zepsuło. Ale Cień nie da się tak łatwo, ba, w ogóle się nie da. Zawsze będą drapieżnikami.
Cały czas szedł równolegle z samicą, przypatrując się jej otwarcie i nie chowając już za pniami drzew. Skoro i tak nie patrzyła! Zmarszczył pysk, widząc że łapy smoczycy zaczyna zasłaniać mgła. Poważnie? I tak zapadali się trochę w śniegu, musiała dodawać sytuacji dramatyczności? Nie powstrzymał cichego parsknięcia. Niech sobie myśli co chce, jego to bawiło.
- Chyba będziesz musiała uaktualnić dane. Niedawno pojawiła się nowa wataha, zauważyłaś? - zagadnął, akcentując ostatnie słowo, bawiąc się jego brzmieniem. Miał przeciętny głos, choć raczej miły dla ucha. W przeciwieństwie do złotej smoczycy.
_________________
All that is gold does not glitter,
Not all those who wander are lost;
The old that is strong does not wither,
Deep roots are not reached by the frost.



Oporny magik (+1 ST dla przeciwnika atakującego magią)
 
 
Cisza Wyklęta 
Łowca Ognia


Stado: Ognia
Płeć: Samica
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 134
Wysłany: 2014-01-17, 20:11   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 2| P: 3| A: 1
   U: O,A: 2| B,L,Pł,S,W,MO,MA,MP,Kż,Skr,Śl,M: 3


Mimo wszystko uśmiechnęła się delikatnie, szczerze. Pogrążona w myślach. Otworzyła swoje oczy, delikatnie, mrużąc je jednak, mgła, niemal niewidoczna nieco ustąpiła. Spojrzała na samca łagodnymi oczami, a może nie były takie łagodne? Raczej pogodzone z losem. Były silnie zamglone, kiedyś intensywnie złote, teraz poblakłe, żółte, przesłonione mgłą. Znów odwróciła wzrok przed siebie.
~ Nie, nie zauważyłam. ~ Powiedziała jakby lekko rozbawiona, nieco się uśmiechając. Tym razem odezwała się w jego głowie, ton nie był tak silnie bezosobowy, dużo przyjemniejszy, jakby naśladowała jego... ale w damskiej wersji. Westchnęła lekko. Przyspieszyła kroku rozdeptując głośno śnieg, zupełnie inaczej, niż robiłby to cichy łowca.
~ Uważam smoki za coś więcej niż drapieżniki. Zwierze nie kocha, zwierze nie nienawidzi, nie rozumie, nie myśli. Smoki są czymś więcej. ~ Powiedziała spokojnym, cichym tonem, czy raczej takowy wysłała w jego umysł. ~ Nie jesteśmy równinnymi. Nie zabijamy się nawzajem. Wy też, czyż nie? ~ Zapytała spokojnie spoglądając na niego. Pałała aż zanadto spokojem. Jakby oczekiwała czegoś... ważnego. Widziała rozmazaną sylwetkę, jednak o tym świetle i jego ubarwieniu bardzo trudno jej było określić jego kontury. Musieli być razem, aby przetrwać. Czymże jest jeden smok naprzeciw chmarze równinnych? W grupie zawsze jest przetrwać łatwiej.
~ Przeszliście przez barierę, którą stworzyła Naranlea, bogini. Nie przepuści ona równinnych, ani tych, którzy mają złe zamiary, więc życie tutaj jest spokojne. Mogę bać się tylko jednego smoka wśród tych stad. Zdrajcy karani są śmiercią, tak samo jak dzieciobójcy. ~ Jej głos przybierał nieco barwę szeptu. Głęboko zamyślona zastanawiała się nad czymś, wyraźnie. Coraz pewniej omijała drzewa, coraz pewniej stawiała swoje łapy. Zaśmiała się bezgłośnie, wyglądało to nietypowo, gdy drgała jej pierś i uniżała łeb. Z jej pyska nie wychodziła ani jedna nuta. ~ Chociaż oficjalnie nim już nie jestem. Tutaj też dzieją się różne rzeczy. Inne, niż te poza barierą, ale się zdarzają. Chociaż bardziej przypomina to użeranie się pisklaków, które lubią rządzić swoim małym światem. ~ Mruknęła cicho przypominając sobie Uskrzydlonego Marzeniami. Tylko jego zdążyła znienawidzić. "Bliżej mu do bycia równinnym, niż ty kiedykolwiek będziesz miała", rzekła jej protektorka. Pocieszyły ją te słowa. Zwolniła kroku, żeby w końcu stanąć, odwróciła się w stronę Słonecznego i usiadła.
~ Moje imię brzmi Cisza Wyklęta, a Twoje? ~ Zapytała z uprzejmym zainteresowaniem. Czasem była bardzo... dziwna, czyli taka, choć nieczęsto. Zamknięta w sobie, a jednocześnie dziwnie otwarta.

/Wybacz, muzyka taka .-.
Ostatnio zmieniony przez Cisza Wyklęta 2014-01-17, 20:23, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Słoneczny Kolec.
Adept Cienia
Tiernan Krewki



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 28
Płeć: Samiec
Dołączył: 11 Sty 2014
Posty: 43
Wysłany: 2014-01-17, 20:49   
   A: S: 1 | W: 1 | Z: 3 | I: 1 | P: 2 | A: 1
   U: B,S,P,L,W,MO,MA,MP,Skr,M: 1 | Śl: 2 | O,A: 3


Kamyczek może spowodować lawinę. Tak to szło? Cóż, w każdym razie, sama prawda. Wystarczyło kilka umiejętnie rzuconych słów a złotołuska się rozgadała. A powieki rozkleiła. Słoneczny, nie ukrywając ciekawości, wyciągnął szyję żeby lepiej zobaczyć jej oczy. Nie musiał być uzdrowicielem, by zauważyć niezdrową mgłę, zasłaniająca tęczówki i odbierającą im kolor.
- Zaćma? - zapytał rzeczowo i tym razem nie ukrywając zaciekawienia. Nie było w tym nic zdrożnego, podobnie jak w byciu ślepym(czy też wpół-ślepym).
Skrzywił się. Nie przepadał za telepatią, to była działka Kalhaira. Nie miał nic do magii, preferował jednak używanie głosu jaki dała mu natura. Naturalnym było to, że tego samego oczekiwał od innych. Takie tam władcze zapędy. Nie blokował jednak łącza, po części dlatego że wcale go to nie złościło, po części dlatego że za słabo opanował magię by to zrobić.
- Nie. Chociaż nie wiem jak moi bracia. To zaskakujące, ale czasami mają dziwne, mordercze instynkty skierowane do mojej osoby. - Uśmiechnął się - właściwie wyszczerzył, trochę złośliwie. Nie zamierzał w inny sposób komentować zdania złotołuskiej. Bardzo to było szlachetne i wzniosłe, to "coś więcej".
- Zdrajcą czy dzieciobójcą? - wtrącił się jej wpół zdania, mrużąc ślepia. Proszę, profil panny Złotołuskiej powoli się zapełniał. Cicha, zdystansowana, zaćma, dobrze radzi sobie z magią, niema, być może zdrajczyni lub zabójczyni piskląt. Stawiał na to pierwsze, bo nie wydawała mu się zdolna do morderstwa. Wtedy prawdopodobnie oszalałby od wyrzutów sumienia. Albo by ją ukamieniowali. Zobaczymy, czy obraz będzie klarowniejszy.
- Trudno się nie zgodzić. - Było to jedno z tych bezosobowych potaknięć, tak często wprowadzanych do pogawędki. Słoneczny wykorzystał je w celu wywołania reakcji, niemniej trochę się z nim zgadzał.
- Słoneczny Kolec. - Głos zadrżał mu od stłumionego śmiechu przy wymawianiu "adepckiej" części. To sobie wymyślili! Nie podobało mu się, że nie może się już przedstawić jako Tiernan. Chociaż... Teraz to imię było zarezerwowane tylko dla Cienistych.
_________________
All that is gold does not glitter,
Not all those who wander are lost;
The old that is strong does not wither,
Deep roots are not reached by the frost.



Oporny magik (+1 ST dla przeciwnika atakującego magią)
 
 
Cisza Wyklęta 
Łowca Ognia


Stado: Ognia
Płeć: Samica
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 134
Wysłany: 2014-01-17, 21:28   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 2| P: 3| A: 1
   U: O,A: 2| B,L,Pł,S,W,MO,MA,MP,Kż,Skr,Śl,M: 3


/Skąd smok, zwłaszcza nieuzdrowiciel może dysponować taką wiedzą i językiem? ej xD

No cóż, Cisza zawsze była bardzo rozmowna. Nawet za bardzo. Hej-hej, "warto rozmawiać"! Nie? Tak czy inaczej, może wzrok jej nie był sprawny, jednak reszta zmysłów jak najbardziej. Nie musiano mówić o niej źle, skoro nadal polowała i przynosiła pożywienie.
~ Nie lubią światła. ~ Powiedziała lekko się uśmiechając. Aż nadto pogodna teraz była. W zasadzie od bardzo dawna tak się nie zachowywała. Od młodu. Nie mogła znać myśli Słonecznego posługując się samą telepatią. Żyła raczej w przekonaniu, że ten powie jej, czy mu się to nie podoba, czy też nie.
Wyczuła coś w jego głosie, złośliwość, ale może bardziej jakby przekomarzanie się, jak emocjonalnie mówi się o kimś bliskim, kogo nie ma obok. Jak mimowolnie mówi się z szacunkiem do podziwianej osoby. Tak Wyklęta to odebrała.
W jego umyśle pojawił się cichy śmiech za jego pytaniem. Jednak jej profil nigdy się nie wypełni. Chyba, że zamiast zachowań wpisać "nieprzewidywalność" i w zasadzie to samo oznaczyć w połowie rubryk.
~ Chyba nie mogę się określić. ~ Rzekła naprawdę rozbawiona. Nie podjęła jednak tego wątku. Jeżeli Słoneczny zechce to poznać, zapyta, jak nie, znaczyć to będzie, że nie chce tego wiedzieć. No, do trzech razy sztuka. Reakcja raczej nie była jakaś nieprzewidywalna na jego stwierdzenie. ~ Pożyjesz tu, zobaczysz. Niektóre rzeczy bywają bezsensowne, chociaż stały się już tradycją. ~ Powiedziała spokojnie, cicho.
Trochę się jej zmienił wyraz pyska, gdy głos tamtego zadrżał. Próbowała się domyślić co mu chodziło po głowie, gdy to mówił, ale mimo mrużenia oczu raczej nie dane było jej to poznać. Zaraz potem jej pysk przybrał pisklęcy wyraz, spojrzała na niego szeroko otwartymi oczyma jakby od czegoś się powstrzymując. Stwierdziła bowiem, że ma on... futro! Uwielbiała futerko!
~ Mogę Cię pogłaskać? ~ Powiedziała jak pisklę zaabsorbowane czymś ładnym. Nie wyglądała na 30 księżycy, ale na dwadzieścia, wielkością. Jej pysk chyba jeszcze bardziej ją teraz odmłodził, tym bardziej, że ogon jej drgał mocno, bujał lekko na boki.
 
 
Słoneczny Kolec.
Adept Cienia
Tiernan Krewki



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 28
Płeć: Samiec
Dołączył: 11 Sty 2014
Posty: 43
Wysłany: 2014-01-17, 23:29   
   A: S: 1 | W: 1 | Z: 3 | I: 1 | P: 2 | A: 1
   U: B,S,P,L,W,MO,MA,MP,Skr,M: 1 | Śl: 2 | O,A: 3


//Pomyślmy... Ma Uzdrowicielką jako szwagierkę(czy jakkolwiek się nazywa żona brata) i praktycznie go wychowywała, więc coś podłapał :3

- Cóż za ewenement! - zachwycił się, podchodząc bliżej i z fascynacją przypatrując się zamglonym oczom samicy. Żałował, że nie ma przy nim Talaith. Ona wiedziałaby więcej!
- W takim razie, czy w ciemności widzisz lepiej? Jakie to uczucie? Czy wszystko jest rozmazane, jakbyś patrzyła przez zasłonę? Możesz się skupić i "wyostrzyć" obraz? To wada wrodzona? Nabyta? - pytał dalej, zupełnie się nie przejmując że to nie do końca miłe. Jego zainteresowanie było czysto pisklęce, nigdy nie ciągnęło go to uzdrowicielskiej pracy. Zapewne gdyby bardziej się na tym znał, mógłby się nawet dopraszać o próbkę do zbadania. Nawet pośmiertnie. A potem, w połowie badania straciłby cierpliwość i wyrzucił do kałuży.
Kiedy już się napatrzył, cofnął się, zwiększając dystans. Nadal posługiwała się maddarą. Niema od urodzenia? Trudno byłoby śmiać się bezdźwięcznie posiadając głos. Struny głosowe by rezonowały, nawet jeśli robiłyby to bardzo cicho.
- Jesteś niema? - zapytał bezpośrednio, po raz kolejny nie okazując najmniejszego śladu taktu i dobrego wychowania. Nie był delikatny, jedynie ciekawski. Akurat nie miał ochoty na kluczenie i zabawę słowami, może następnym razem. Zmarszczył pysk i zmrużył oczy, słysząc tą jakże konkretną odpowiedź. To i to? Co może łączyć zabójstwo pisklęcia ze zdradą? Zdradziła przysięgę, zabijając pisklę z własnego stada i za to ją wygnali, czyniąc podwójnym zdrajcą? Próbowała dokonać mordu? Hmm!
- To bardzo dziwne. Jeśli chodzi o mnie, różnica między zabijaniem smoka mającego mniej niż sześć księżyców a zdradzeniem przysięgi i opuszczeniem szeregów rodzinnego stada jest naprawdę dość duża. Spróbuj, proszę, się określić. - Rozbawienie znikło z jego tonu, chociaż nie zostało zastąpione chłodem ani wrogością. Ciekawość dominowała, bo Tiernan był jej uosobieniem. Był wirującą iskrą, pożerająca wszystko na swojej drodze, cieniem który chce zagarnąć więcej, więcej, więcej. Wiedzieć wszystko, tylko po to, by ugasić palącą chęć wiedzy i zgasić, chociażby chwilowo, nudę.
- Przykład? - zagadnął lekko. Jakąż to lukę we wspaniałym świecie znajdzie jego mieszkanka? Co jej najbardziej przeszkadza?
- Zależy. Co ja będę z tego miał? - prychnął z rozbawieniem, ponownie wkradającym się w głos. Cofnął się jeszcze krok do tyłu, jakby zaznaczając że "nie ma nic za darmo". Był jak kot - wokół niego mógł panować burdel, jednak on sam musiał być nieskazitelnie czysty. Żadne piórko nie mogło odstawać. Nie tylko umaszczeniu zawdzięczał przezwisko Motylek.
_________________
All that is gold does not glitter,
Not all those who wander are lost;
The old that is strong does not wither,
Deep roots are not reached by the frost.



Oporny magik (+1 ST dla przeciwnika atakującego magią)
 
 
Cisza Wyklęta 
Łowca Ognia


Stado: Ognia
Płeć: Samica
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 134
Wysłany: 2014-01-18, 00:20   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 2| P: 3| A: 1
   U: O,A: 2| B,L,Pł,S,W,MO,MA,MP,Kż,Skr,Śl,M: 3


/Nie dasz futelka? ;-;

Z bliska widziała go nad wyraz dobrze, może nie najlepiej, ale lepiej. Nie mogła się powstrzymać i... uderzyła nosem jego nos, delikatnie, musnęła wyciągając szybko szyję. Kiedy zasypał ją pytaniami zaczęła się śmiać w jego myślach, jak i w swoim ciele, niemo, bezdźwięcznie, naprawdę rozbawiona. Zachowywał się dokładnie tak, jak ona, gdy wyniucha jakieś mięciutkie futro.
Jednak "zamilkła" nagle. Zamknęła oczy.
~ Pierwszy raz zobaczyłam Złotą Twarz przed kilkoma księżycami. ~ Powiedziała do niego spokojnie. Pokazała mu obraz kwiatu. Mimo, że wszędzie wokół panował mrok widać było jego kontury, płatki. Ciężko było o kolory, jednak czerwień, będąca teraz krwistym wyróżniała się od bardzo ciemnego, żółtego środka, wszystko miało swoje odcienie. Ale obraz urwał się po kilku chwilach. Zaraz potem jego oczom ukazała się jaskinia. W oddali było strome wejście w górę, korytarz, z którego wypadało trochę światła, ale na ogół całość była mroczna. Woda na lewo od wyjścia, na prawo suchy ląd. I dwie sylwetki. Mała, czerwona z popielatym łbem, z delikatnie rozmazanymi konturami, bez granicy łusek, jedynie intensywne, pisklęce oczy się wyróżniały i druga sylwetka. Równie zamazana jak ta mała, jednak widać było smukłość, końcówkę ogona, gdy fioletowołuska siedziała przed patrzącym, tudzież Ciszą. Błękitny płomień lśnił w lodowych oczach, których krańce zlewały się z powiekami, jak każda łuska, jak rogi z otoczeniem, jednak widać było niektóre ważne szczegóły na pysku, piersi. Potem otworzyła oczy i obraz znikł. Były to dwa obrazy z różnego okresu czasu. Zaraz potem wstała, maddara zawirowała, odwróciła się i truchtem odsunęła od Słonecznego na dwa ogony. Nadszedł ostatni obraz.
Drzewa zalane prześwitami słońca, brązowe słupy stające się jeszcze bardziej... brązowe, zlane z innymi, z otoczeniem. Rażące niczym nieopanowany blask światło pochodzące od lśniącego śniegu, kilka liści na drzewach. A na środku On. Słoneczny. Pomarańczowa, niewyraźna plama. Gdzieniegdzie znikała, zlewała się kompletnie z ciemniejszym tłem tam, gdzie futro motyla stawało się czarne, a białe plamy podobne były do zacienionego śniegu, niestety jednak gołe gałęzie nie chroniły przed światłem. Obraz trwał nadal. Cisza postąpiła krok, potem następny, lekkie zachwianie przez krok obrazu. Zaczęły się wyróżniać błękitne kropki na pysku. Kolejny krok, jeszcze jeden, kolejny, czerń powoli przestawała być tłem, stawała się bliższa, zlewała do smoka bardziej, niż do otoczenia, szafirowe oczy stawały się coraz intensywniejsze. Pojawiały się cienie na szyi, pod uszami, które nabierały powoli kształtu. Chrapy. Zamknęła oczy i nastała czerń, i ją widział Słoneczny. Zatrzymała się, gdy poczuła jego oddech na swoim pysku. Gdy otworzyła oczy pojawił się obraz intensywnych ślepi, każdy włosek na pysku, na uszach, które w oddali nadal się rozmazywały z otoczeniem. A potem... Słoneczny widział tylko oczy Ciszy. Kiedy patrzała z tak bliska, gdy była tak bliziutko to jemu obraz powinien bardziej się rozmazywać, gdy dla niej jest ostry. Odsunęła się pół ogona i usiadła zamykając oczy. Westchnęła bardzo głęboko.
~ Od jaja ~ Uśmiechnęła się delikatnie odpowiadając na pytanie. Nie była smutna. Użyła dużo maddary, by oddać wszytko to, co widziała takim, jakie było, jakie jest, jakie pamięta.
Wyszczerzyła (o dziwo!) białe kiełki, gdy Słoneczny tak rozwodził się nad jej zdradą i pisklobójcą. Jej ogon drgnął delikatnie. ~ Uzdrowiciele i Łowcy nie walczą. Nie mają umiejętności by to robić. Inaczej służą Stadu, zaś jego Przywódca jest jakoby rodzicem reszty stada, dba o podopiecznych. Nie naraża ich bez przyczyny. ~ Powiedziała mu, jakoby o wstępie jakiejś długiej opowieści, ale zamilkła na trochę, oddychając głęboko. Zużywa za dużo maddary. ~ Mając piętnaście księżycy pokłóciłam się z wojownikiem mającym dwanaście. Przywódca wysłał nas na arenę. Moja biologiczna matka. I Matka całego stada. Stanęłam przeciwko wojownikowi, który od narodzin był silny, który dużo ćwiczył i zdążył zawrzeć się w boju, przynajmniej jak na swój wiek, kiedy ja udoskonalałam moje techniki łowieckie. Niemal umarłam. Nie mogłam się dłużej bronić, jednak ten wojownik chciał mnie dobić. Przywódczyni mu nie pozwoliła. Odebrała mi rangę i wstawiła się za Wojownikiem. A więc... Zdradziło mnie stado. Ten Wojownik jest teraz jego przywódcą. Przywódcą stada, w którym się wyklułam. ~ Opowiedziała, a jej głos jakoś się oddalał, na pysk wystąpiło zamyślenie, lekki gniew. Cała wypowiedź brzmiała, a może nawet miała echo "przecież ja miałam rację!". Posmutniała, a jej głos stał się nieco pusty.
Podeszła do niego korzystając z mniemania, że zanim zareaguje coś zrobić, to ona zdąży zrobić swoje. Stanęła blisko, bardzo blisko, wyciągnęła szyję i położyła na karku północnego smoka zatapiając się w jego miękkim futrze. ~ Mięciutko. ~ Szepnęła bardzo, bardzo cichutko w jego umyśle rozkoszując się tym dotykiem. Zaczęła wyglądać, jakby zaraz miała upaść. Jej oczy się jakby zakleiły, a kontakt ze Słonecznym stawał się... dziwny. Ciepły, senny, jak wtedy gdy zasypiał w ciche, spokojne noce po dobrym, wykańczającym dniu. O ile takie chwile miewał.
Kontakt zaczął się oddalać. Coraz bardziej. Bliska upadku ze zmęczenia. Wykorzystania swojej maddary, co nadwyrężyło w pewien sposób jej drobniutkie ciało.
 
 
Słoneczny Kolec.
Adept Cienia
Tiernan Krewki



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 28
Płeć: Samiec
Dołączył: 11 Sty 2014
Posty: 43
Wysłany: 2014-01-18, 14:57   
   A: S: 1 | W: 1 | Z: 3 | I: 1 | P: 2 | A: 1
   U: B,S,P,L,W,MO,MA,MP,Skr,M: 1 | Śl: 2 | O,A: 3


Tiernan wyprężył się i warknął. Głucho, groźnie, jak sprowokowany wilk. Odskoczył, nie dbając o to czy smoczyca straci równowagę. Zmrużył gniewnie ślepia, oglądając potargane futro na karku. Uch! Jak zwykle. Na Kruczopiórego! Czy każda samica musi być przylepą? Hmpf. Czemu od razu myślą, że skoro nie gryzie to jest nastawiony przyjaźnie? Głupie to. Wziął garść śniegu i umył sobie kawałek "skażonego" futra, nie przejmując się tym czy smoczyca to wyczuła czy też nie. Nie chciał śmierdzieć siarką. A wszelki kontakt, którego on sam by nie zainicjował, był niechciany.
- Należy mi się coś w zamian za to... Robienie za podpórkę. - Wtrącił zimno, przysiadając pod jednym drzew. Z dala od Ciszy. Teraz dopiero mógł zebrać myśli, jednak napięcie nie opuszczało mięśni.
Ta smoczyca była naprawdę ufna! I strasznie zapalczywa. Tak często ją ignorowali, że dostawała kręćka kiedy ktoś jej słuchał? Biedaczka. Ciekawe, czy tak by się cieszyła, gdyby znała prawdę. Tiernan zamierzał wykasować zaraz niepotrzebne słowa, zachowując tylko te które wnosiły coś do jego własnego życia. Czyli... Żegnajcie, kolorowe obrazki! Och, na Kruczopiórego, ależ się rozczuliła. Wyklęta miała szczęście, że nie dostał migreny przez to łącze telepatyczne, bo zasłużyłaby na coś więcej niż warkot.
- No to współczuję. Ten twój... "Rywal", nie odpuści. - Mimo tej deklaracji, w głosie Tiernana brakło tonów innych niż chłodne i może nieco rozbawione. Pokłóciła się z młodszym Wojownikiem! Pięknym musieli być stadem, skoro skakali sobie do gardeł jak szczeniaki. I, oczywiście, każda ze stron "ma rację". Każda jest pokrzywdzona! Na mdłości się zbiera. Tiernan był wdzięczny za pustkę w żołądku, bo naprawdę mógłby puścić pawia. Chyba że to efekt głodu. Zanim Kalhair zdobył dla nich tereny, nie polował. Teraz to nie miało sensu, padłby po dłuższych poszukiwaniach. Musiał znaleźć jakiegoś łowcę. Albo zapytać Mawgana albo Aidena czy mają coś w zapasach.
_________________
All that is gold does not glitter,
Not all those who wander are lost;
The old that is strong does not wither,
Deep roots are not reached by the frost.



Oporny magik (+1 ST dla przeciwnika atakującego magią)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2016).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!


Wymiana bannerami: KLIK!


KrĂłl Lew
SnM
Strona wygenerowana w 0,76 sekundy. Zapytań do SQL: 11