FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Las
Autor Wiadomość
Nieprawidłowy Element 
Uzdrowiciel Ziemi
Szewc bez butów



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 45
Płeć: Samiec
Opiekun: Opoka Ziemi
Mistrz: Kapłanka Cienia
Partner: Kryształowa Łuska*
Wiek: 16
Dołączyła: 28 Sie 2014
Posty: 3251
Wysłany: 2017-03-25, 18:04   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 3| P: 2| A: 1
   U: M,Skr,A,O,MA,MO,S,L,Pł,Śl,W,MP,B: 1| Lecz: 2|
   Atuty: Boski Ulubieniec, Niestabilny, Zielarz; Wybraniec bogów


Daimon bez komentarza przyjął słowa swojego rówieśnika, który pochwalił go, doradził mu co ma teraz zrobić ze znajomością tej umiejętności i chyba oficjalnie zakończył etap tej umiejętności. Samiec chciał mu już podziękować i oddalić się, kiedy tamten zaproponował mu dalsze szkolenie.
Daimon zawahał się. Praktycznie obcy mu samiec, z innego stada dalej chce mu poświęcać swój czas na naukę czegoś, co on może kiedyś wykorzysta przeciwko jemu lub jakiemuś członkowi jego stada? Chciał tej nauki, bo chociaż chciał mieć jak najmniej wspólnego z przemocą, wiedział, że musi znać te podstawy. I lepiej to zrobić wcześniej i mieć to z głowy. Czuł się jednak trochę niekomfortowo tak wykorzystują Obsydianowego. Chwilę się zastanawiał, po czym zgodził się.
-Chciałbym.- skinął mu głową, ale widać było, że jest na czymś bardzo skupiony. Po chwili wiadomym było, że wykorzystywał akurat swoje zdolności magiczne do tego, by teleportować tu kamień, cytryn, który bez słowa, jakby bojąc się, że tamten go nie przyjmie, położył przy swoim nauczycieli magii.

///oddanie cytryny Obsydianowemu Kolcowi
_________________
Może jestem szaleńcem,
lecz te głosy wzywają,
wzywają mnie z głębi nocy,
z księżyca, z głębi ciszy w mym pokoju,
abym ruszył i przemierzył suchą stopą morze świata.


Może jestem czarownikiem,
który słyszy jak mówią soki drzew
i widzi poprzez drzewa,
czarownikiem który stracił
władzę zaklinania.



Ulubieniec
W połowie polowania/misji smok spotyka duszka lub boską manifestację. W przypadku polowań łowców/wypraw - raz na 2 tygodni
Niestabilny
Smok dostaje dodatkową kość podczas testów na magię, ma jednak +1 do ST takich akcji. W przypadku niepowodzenia, maddara smoka zadaje mu maksymalną ranę, na jaką pozwala ilość kostek, którymi smok dysponuje, ale nie poważniejszą niż rana krytyczna.
Zielarz
Raz na tydzień Uzdrowiciel napotyka na swej drodze poszukiwane przez siebie dorodne zioło. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
Wybraniec bogów
Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia).
 
 
Płomień Świtu 
Przywódca Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 59
Płeć: Samiec
Opiekun: Kruczopióry[*]
Mistrz: Krew Mandragory[*]
Partner: Mistycznooka[*]
Dołączył: 07 Lis 2016
Posty: 1960
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2017-03-26, 21:08   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 4| P: 3| A: 1
   U: S,A,O,Kż,M,MA,MO,B,L,Pł,W,Skr,Śl:1| MP:2| Lecz:3
   Atuty: Inteligentny; Kruszyna; Niesprawiedliwy; Wybraniec Bogów


- Ja... dziękuję, to bardzo miłe - powiedział zaskoczony, przywołując do siebie piękny kamień który kiedyś spożytkuje z korzyścią dla stada. W końcu stary Mistrz żyjący na Terenach Wspólnych nie dzieli się swoją wiedzą za darmo. Cytryn wylądował w jego wyciągniętej łapie z cichym pacnięciem. Nie spodziewał się tak wspaniałego prezentu od Ziemnego kleryka. A teraz jeszcze bardziej zależało mu na rzetelnym przeprowadzeniu lekcji. Samoobrona jest bardzo ważna, w końcu nie wszyscy darzą kleryków i uzdrowicieli dostatecznym szacunkiem by nie podnosić na nich łapy. Wziął głębszy wdech, pierś miarowo uniosła się w górę. Mógł przysiąc że wydawał się teraz kilka łusek wyższy.
- Teraz gdy opanowałeś podstawy tworzenia konstruktów z maddary, przekonasz się że używanie jej do walki praktycznie nie różni się od tkania niegroźnych przedmiotów. Jedyna różnica jest taka, że musisz dodatkowo wyobrazić sobie dokładną ścieżkę po której poleci twór i nadać mu jakieś krzywdzące właściwości. Na przykład ostre kolce, cierniste pnącza, skrajną temperaturę, żrącą kwaśność. Cokolwiek co widziałeś i podpowie ci wyobraźnia. Jednak pamiętaj! Nie jesteś w stanie korzystać z materiałów dostępnych wokół siebie i dodawać ich do tworów. Naranlea chyba nie przewidziała iż można by zebrać wilgoć z powietrza i uformować ją w ostry sopel lodu który poleci w oko przeciwnika. Albo wiedziała co robi i specjalnie ją ograniczyła? - tu zrobił pauzę na krótkie zastanowienie się. Temat powoli schodził na tematy filozoficzne, a tego chciał uniknąć. Tymczasem pora kontynuować wykład. Na północnym drzewie oddalonym o dwa ogony, na wysokości piersi dorosłego smoka, pojawił się okrąg o średnicy trzech łusek uformowany z malutkich igiełek ściółki leśnej.
- Zaczniemy od ataku. Stwórz coś niegroźnego, na przykład kulkę błota, albo śniegu, wedle twojego uznania i poślij ją w środek celu - polecił wskazując szponem kciuka swój prosty cel.
_________________
Atuty:
I: Inteligentny - jednorazowo +1 do Inteligencji
II: Kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4
III. Niesprawiedliwy - jeśli Uzdrowiciel ma kontakt fizyczny z ofiarą w momencie wykorzystywania atutu, rozprasza go na jedną turę i raz na walkę może go zaatakować bazując na Magii Precyzyjnej i Inteligencji. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
IV. Wybraniec Bogów - smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Posiadane przedmioty:
Kamienie: onyks, cytryn
Pożywienie: 28/4 mięsa
Inne: eliksir wytrzymałości, ognisty kamyk (jednorazowo rana średnia)
Żetony: 1x złoty(15.10), 2x srebrny(21.09, 21.11), 1x brązowy (14.12)


Ostatnio zmieniony przez Płomień Świtu 2017-03-26, 21:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Nieprawidłowy Element 
Uzdrowiciel Ziemi
Szewc bez butów



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 45
Płeć: Samiec
Opiekun: Opoka Ziemi
Mistrz: Kapłanka Cienia
Partner: Kryształowa Łuska*
Wiek: 16
Dołączyła: 28 Sie 2014
Posty: 3251
Wysłany: 2017-04-02, 15:39   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 3| P: 2| A: 1
   U: M,Skr,A,O,MA,MO,S,L,Pł,Śl,W,MP,B: 1| Lecz: 2|
   Atuty: Boski Ulubieniec, Niestabilny, Zielarz; Wybraniec bogów


///Wybacz, że tak długo.

Daimon nie odpowiedział na jego podziękowania. Nie uważał, żeby był na miejscu. Odwdzięczył się po prostu za jego czas, który poświęcił mu, by mógł poznać tajniki magii. To była jakby wymiana. Kleryk Ziemi czuł się teraz po prostu uczciwiej.
Porzucił jednak rozważania na tematy wdzięczności, wymiany, czy zapłaty, gdyż Obsydianowy szybko przeszedł do tego, by zacząć z nim naukę ataku i obrony magią. Samiec wysłuchał jego wstępu, który trochę potwierdził budujące się w jego głowie założenia, a propos używania maddary do walki. Zara po tym Ognisty kazał mu wyczarować jakiś prosty twór atakujący i skierować go na cel, który stworzył. Daimon cieszył się, że nie kazał mu celować w samego siebie, takim wypadku nie mógłby się odpowiednio skupić na tym, by wykonać polecenie.
Ziemisty na nowo odłączył się od świata w ten dziwny, tak często powtarzany przez innych sposób. Czyli widział i słyszał i był całkowicie świadom tego co się wokoło dzieje, a w każdej chwili mógłby zareagować na możliwą zmianę sytuacji, ale jednocześnie był gdzie indziej. Daleko w swoim wnętrzu, przy źródle, które odnalazł już wcześniej. Zaczerpnął z niego mocy, maddary, by następnie móc ją przekierować na swoje twórcze wyobrażenie. A było nim kula ze śniegu, wiedział jak takowa powinna wyglądać i jaka była jej prawdziwa natura, gdyż tak jak nie miał poczynienia z perłami, tak z kulami śniegowymi owszem, na przykład na Bitwie o Lodowy Fort. Wyobraził więc sobie kulę, wielkości, ściśniętej smoczej pięści. Kulka ta była mocno zbita i twarda, jakby bardzo długo uciska ją w łapach. Była też zimna, jak to śnieg w białym kolorze. Wyobrażenie i nadanie właściwości takiej kulce było dla Daimona naprawdę łatwe, gdyż niemal czuł ją w swoich łapach. Jej chłodną, równą powierzchnię, która z wierzchu była najbardziej miękka i przechodziła do dużo twardszego wnętrza. Nie miała zapachu, ani nic takiego. Ot, najprostsza kulka ze śniegu, taka sama jak wszystkie które lepił. Oczywiście mimo tego, że wyobrażenie jej było łatwe, to bardzo się skupił na tym, by dokładnie ją określić, a kiedy już to wszystko zrobił zaczął przelewać magię w swój twór. Magicznymi ścieżkami, których nie musiał już na nowo tworzyć, gdyż jego wcześniejsze przypominające koryto rzeki był pewne i sprawdzone zaczął przelewać maddarę do wyobrażenia. A kiedy kulka już by się pojawiła, nie przerywając tego upustu mocy, którą wysyłał do świata zewnętrznego, zaczął kreślić ruch swojej pracy. Kulka miała unieść się z jego wyciągniętej dłoni i prostym ruchem, szybkim jak zamach ptasiego skrzydła unieść na wysokość celu, który dał mu Obsydianowy. Cały cza przelewał magię, by ziścić to postanowienie. Następnie wyobraził sobie, a raczej przywołał wspomnienie tego jak wygląda rzucona łapą śnieżką. Oczywiście każdy smok rzuciłby inaczej, dlatego w jego wyobrażeniu kula miała zostać wyrzucona z siłą i szybkością jaką zrobiłby to on sam i to wyobrażenie przelał w rzeczywistość. Śnieżka miała lecieć z szybkością porównywalną do pikującego smoka, na lekkim łuku do góry, aby potem opaść i rozbić się na celu. Skupiony samiec cały czas doprowadzał magię do tego przedsięwzięcia.
_________________
Może jestem szaleńcem,
lecz te głosy wzywają,
wzywają mnie z głębi nocy,
z księżyca, z głębi ciszy w mym pokoju,
abym ruszył i przemierzył suchą stopą morze świata.


Może jestem czarownikiem,
który słyszy jak mówią soki drzew
i widzi poprzez drzewa,
czarownikiem który stracił
władzę zaklinania.



Ulubieniec
W połowie polowania/misji smok spotyka duszka lub boską manifestację. W przypadku polowań łowców/wypraw - raz na 2 tygodni
Niestabilny
Smok dostaje dodatkową kość podczas testów na magię, ma jednak +1 do ST takich akcji. W przypadku niepowodzenia, maddara smoka zadaje mu maksymalną ranę, na jaką pozwala ilość kostek, którymi smok dysponuje, ale nie poważniejszą niż rana krytyczna.
Zielarz
Raz na tydzień Uzdrowiciel napotyka na swej drodze poszukiwane przez siebie dorodne zioło. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
Wybraniec bogów
Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia).
 
 
Płomień Świtu 
Przywódca Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 59
Płeć: Samiec
Opiekun: Kruczopióry[*]
Mistrz: Krew Mandragory[*]
Partner: Mistycznooka[*]
Dołączył: 07 Lis 2016
Posty: 1960
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2017-04-05, 13:13   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 4| P: 3| A: 1
   U: S,A,O,Kż,M,MA,MO,B,L,Pł,W,Skr,Śl:1| MP:2| Lecz:3
   Atuty: Inteligentny; Kruszyna; Niesprawiedliwy; Wybraniec Bogów


Śnieżka przecięła powietrze niczym pocisk bezbłędnie mknąc po łuku wprost w improwizowany cel. Chwila napięcia i ciszy takiej że można było niemal usłyszeć Złotą Twarz przesuwającą się po niebie, aż wreszcie pocisk dosięgnął tarczy na której roztrzaskał siebie i ją przy okazji w pył. W obu tworach nie było zbyt wiele energii, były one kruche, łatwe do zniszczenia. Jak przystało na naukę, w której nie chodziło o to, by wypruć się z maddary i słaniać na nogach po tym wszystkim.
- Nieźle ci poszło, Strzaskany - pochwalił ucznia, ukrywając zdumienie że powiodło mu się za pierwszym razem. Choć z drugiej strony czemu miałoby się nie powieść? Samiec wykazywał predyspozycje do tkania maddary, gdyby takowych nie miał nie zdecydowałby się na profesję uzdrowicielską, która wymagała zrozumienia daru Naranlei w stopniu nieosiągalnym przez czarodziei. Wziął głębszy wdech, czerpiąc ze swojego źródła porcję energii, której nadał trochę teatralnych efektów. Ściółka leśna wzburzyła się od podmuchu chłodnego, jesiennego wiatru, który rozszedł się pojedynczą falą koliście od Onyksa, w tempie połowy ogona na uderzenie serca.
- Teraz pomyśl jak sobie poradzić z... tym - dłoń przed nosem Strzaskanego pojawiła się... ważka. O niebieskozielonym ciele, uderzająca skrzydełkami w oszałamiającym tempie, tak że wydawały się tylko rozmazanymi liniami, która przyjrzała się z ciekawością swoimi licznymi oczami, po czym zaczęła szybko, w tempie ogona na dwa uderzenia serca latać wokół kleryka Ziemi, niczym natrętna mucha, zmieniając kierunki lotu, siadając to na barku, to na plecach, by wreszcie powrócić przed pysk, po czym usiąść na głowie. Nie było w tym żadnego schematu ruchu. Tak opracował swoje dzieło by przemieszczało się w losowe miejsca, ale zawsze co najwyżej ćwierć ogona od Strzaskanego. Jak uczeń pokona tego małego, acz irytującego stwora?
- Niech nie zmyli cię niepozorny wygląd tego owada. Wprawny tkacz maddary może dodać mu trujący kolec, który wprowadzi w twój organizm neurotoksynę, która porazi układ nerwowy i spowolni cię na tyle byś nie uciekł przed kolejnym atakiem - rzucił zawczasu, uprzedzając ewentualne prychnięcie czy też wywrócenie oczami na coś tak pozornie nieszkodliwego.
_________________
Atuty:
I: Inteligentny - jednorazowo +1 do Inteligencji
II: Kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4
III. Niesprawiedliwy - jeśli Uzdrowiciel ma kontakt fizyczny z ofiarą w momencie wykorzystywania atutu, rozprasza go na jedną turę i raz na walkę może go zaatakować bazując na Magii Precyzyjnej i Inteligencji. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
IV. Wybraniec Bogów - smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Posiadane przedmioty:
Kamienie: onyks, cytryn
Pożywienie: 28/4 mięsa
Inne: eliksir wytrzymałości, ognisty kamyk (jednorazowo rana średnia)
Żetony: 1x złoty(15.10), 2x srebrny(21.09, 21.11), 1x brązowy (14.12)


 
 
Nieprawidłowy Element 
Uzdrowiciel Ziemi
Szewc bez butów



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 45
Płeć: Samiec
Opiekun: Opoka Ziemi
Mistrz: Kapłanka Cienia
Partner: Kryształowa Łuska*
Wiek: 16
Dołączyła: 28 Sie 2014
Posty: 3251
Wysłany: 2017-04-12, 18:15   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 3| P: 2| A: 1
   U: M,Skr,A,O,MA,MO,S,L,Pł,Śl,W,MP,B: 1| Lecz: 2|
   Atuty: Boski Ulubieniec, Niestabilny, Zielarz; Wybraniec bogów


I tym razem zrezygnował ze słów, ograniczając się w odpowiedzi na pochwałę swojego nauczyciela, krótkim skinieniem głowy. W głębi duszy cieszył się ze swojego powodzenia i miał wielkie nadzieje, ze kolejne ćwiczenia również pójdą mu dobrze, jednak nie okazywał tego po sobie w żaden sposób.
Kiedy nagle w powietrzu zmaterializowała się mała, niebieskozielona ważka nie pokazał po sobie zdumienia, choć owszem- zdumiony był. Czarodziejski owad siadał mu to raz na grzbiecie, raz na głowie, próbując rozproszyć i wzbudzając niepewność Daimona. Skoro Obsydianowy zdecydował się teraz na własny ruch magią, pewnie zależało mu na tym, by się jakoś obronił przed tą niepozorną igraszką. Potwierdzenie tej myśli znalazł w kolejnych słowach Ognistego samca.
Zmrużył lekko oczy, skupił się i udał się w "podróż" do swojego źródła, jednocześnie przestając dekoncentrować się obecnością ważki. Cały czas zdawał sobie sprawę z jej obecności, ale jednocześnie był gdzieś obok. Odłączył na moment umysł od ciała, tak jakby widział samego siebie i latającą nad sobą ważkę, ale to go nie dotyczyło. Ten zabieg pozwolił mu na to by dokładniej wyobraził sobie barierę ochronną, którą chciał stworzyć. Cienka powłoka, idealnie przylegająca do jego ciała. Oblepiająca je niczym druga skóra. Nie omijająca żadnego miejsca na własnym ciele. Znał siebie najlepiej, był całkowicie świadom swojej fizyczności, więc obleczenie magią każdego miejsca swojego ciała nie było, aż takie trudne. Trudniej było nadać magicznej powłoce właściwości, ale i tutaj Daimon spróbował swoich sił i powierzył się swojej wyobraźni. Powłoka była przezroczysta i pozwalająca komórkom jego ciała na swobodny dostęp tlenu. Nie zasłaniała mu widoku, pozwalała mu oddychać, wszakże miała go chronić, a nie sprawiać mu ból. Była lekka jak powietrze i cienka jak skrzydło motyla, bez zapachu. Czysta szata z maddary, która miała się zmaterializować na ciele kleryka wychodząc wprost z jego wnętrza, nie nakładała się na niego z zewnątrz. Dzięki temu, gdyby pojawiła się w momencie posiedzenia na jego ciele ważki, odrzuciłaby ją po prostu od jego łusek, bądź piórek i postawiła cienkie nóżki owada na tej właśnie osłonce. Nie mógłby jednak cały czas siedzieć oblepiony magiczną barierką, więc by pozbyć się ważki nadał jej jeszcze jedną właściwość. Od zewnętrznej strony, barierka była bardzo gorąco, porównywalna w temperaturze do ognia i dotknięcie jej przez coś tak ulotnego jak magiczna ważka miało po prostu sprawić, że owad zapłonie i zniknie. Oczywiście od strony wewnętrznej, pokrywającej ciało Daimona miała być temperatury panującej obecnie w Lesie. Dobrze, że w magii takie cuda są dozwolone. Strzaskany zaczerpnął spore ilość magii z źródła i wyuczonym już schematem poprowadził ją przez wykreowane wcześniej ścieżki, zlewając swoją moc do wyobrażenia, które miało się ziścić i ochronić go przed natrętnym owadem.
_________________
Może jestem szaleńcem,
lecz te głosy wzywają,
wzywają mnie z głębi nocy,
z księżyca, z głębi ciszy w mym pokoju,
abym ruszył i przemierzył suchą stopą morze świata.


Może jestem czarownikiem,
który słyszy jak mówią soki drzew
i widzi poprzez drzewa,
czarownikiem który stracił
władzę zaklinania.



Ulubieniec
W połowie polowania/misji smok spotyka duszka lub boską manifestację. W przypadku polowań łowców/wypraw - raz na 2 tygodni
Niestabilny
Smok dostaje dodatkową kość podczas testów na magię, ma jednak +1 do ST takich akcji. W przypadku niepowodzenia, maddara smoka zadaje mu maksymalną ranę, na jaką pozwala ilość kostek, którymi smok dysponuje, ale nie poważniejszą niż rana krytyczna.
Zielarz
Raz na tydzień Uzdrowiciel napotyka na swej drodze poszukiwane przez siebie dorodne zioło. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
Wybraniec bogów
Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia).
 
 
Płomień Świtu 
Przywódca Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 59
Płeć: Samiec
Opiekun: Kruczopióry[*]
Mistrz: Krew Mandragory[*]
Partner: Mistycznooka[*]
Dołączył: 07 Lis 2016
Posty: 1960
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2017-04-25, 18:26   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 4| P: 3| A: 1
   U: S,A,O,Kż,M,MA,MO,B,L,Pł,W,Skr,Śl:1| MP:2| Lecz:3
   Atuty: Inteligentny; Kruszyna; Niesprawiedliwy; Wybraniec Bogów


Plan był dobry. Nawet za dobry. Daimon posiadał naturalny dar tkania maddary, przez co mógł poradzić sobie z nieco bardziej złożonymi tworami niż rówieśnicy nienawykli do tworzenia. Jednak maddara nie cierpi pustki i niedopowiedzeń. Niczego nieświadoma ważka usiadła na ciele kleryka i spaliła się, rozpadając na proch, rozwiewając na wietrze. Jednak od temperatury ciała zapaliła się też sucha ściółka leśna, która delikatnie poparzyła skórę Strzaskanego Kolca. Niegroźnie, za parę dni nie będzie najmniejszego śladu, ale dawała wrażenie sztywności i zaczynała swędzieć. Onyks widząc to czym prędzej sięgnął do swojego źródła i wytworzył trzy dłonie nad głową Ziemnego dysk o średnicy dwóch ogonów, gruby na pół dłoni, wypełniony czystą, bezwonną i bezsmakową cieczą naśladującą wodę. Ciecz była ciężka i lepka niczym woda, o temperaturze zimnego podziemnego jeziora. Dysk miał spaść poziomo w dół, zaś ciecz przylgnąć i spłynąć po tym, czego dotknie po drodze, dając częściową ulgę oparzeniom i gasząc tlącą się ściółkę. Biały dym uniósł się nad potencjalnym pogorzeliskiem.
- Plan był dobry, tylko musisz uważać aby samemu nie zrobić sobie krzywdy. Maddarze wszystko jedno czy pochodzi z twojego ciała czy z obcego, jeżeli dasz krzywdzący czynnik, w tym przypadku temperaturę, to mogą się od niej zająć pobliskie łatwopalne rzeczy, jak w tym przypadku suche igły. Przy atakach musisz zwrócić częściową uwagę na otoczenie. Gdybyś stał na gołej skale, zupełnie nic by ci się nie stało, zaś pod powierzchnią wody temperatura mogłaby zagotować ciecz wokół ciebie i ranić przez dłuższy okres czasu niż płonąca ściółka od której możesz po prostu odskoczyć. Muszę przyznać że kreatywności ci nie brakuje. Teraz przejdziemy do obrony. Rzucę w ciebie czymś mało szkodliwym, a Ty spróbuj dostrzec skąd nadejdzie atak i wytwórz coś, co nie zużyje dużo maddary a cię osłoni - polecił, patrząc na punkt znajdujący się pięć dłoni nad czubkiem łba Daimona. Oczy młodego uzdrowiciela lekko zabłysnęły błękitem, sugerując kanalizowanie maddary. Ale nie ma tak łatwo, to był najbardziej pospolity z podstępów. Dwa ogony naprzeciwko zadu kleryka Ziemi, a jedną trzecią ogona nad ściółką, uformowała się w powietrzu brązowa kulka średnicy dłoni. O gęstej konsystencji, pachnąca gliną i zbutwiałymi kawałkami roślin, wyjątkowo nieapetyczna w smaku, przypominająca miękką glebę. Przemieści się z prędkością pięciu dłoni na uderzenie serca celując w miejsce gdzie ogon łączy się z zadem i rozpaćka na przestrzeni trzech dłoni przy kontakcie ze skórą. Chyba że Daimon zawczasu przewidzi gdzie atak był wycelowany i stworzy coś na swoją obronę.
_________________
Atuty:
I: Inteligentny - jednorazowo +1 do Inteligencji
II: Kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4
III. Niesprawiedliwy - jeśli Uzdrowiciel ma kontakt fizyczny z ofiarą w momencie wykorzystywania atutu, rozprasza go na jedną turę i raz na walkę może go zaatakować bazując na Magii Precyzyjnej i Inteligencji. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
IV. Wybraniec Bogów - smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Posiadane przedmioty:
Kamienie: onyks, cytryn
Pożywienie: 28/4 mięsa
Inne: eliksir wytrzymałości, ognisty kamyk (jednorazowo rana średnia)
Żetony: 1x złoty(15.10), 2x srebrny(21.09, 21.11), 1x brązowy (14.12)


 
 
Nieprawidłowy Element 
Uzdrowiciel Ziemi
Szewc bez butów



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 45
Płeć: Samiec
Opiekun: Opoka Ziemi
Mistrz: Kapłanka Cienia
Partner: Kryształowa Łuska*
Wiek: 16
Dołączyła: 28 Sie 2014
Posty: 3251
Wysłany: 2017-05-08, 17:05   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 3| P: 2| A: 1
   U: M,Skr,A,O,MA,MO,S,L,Pł,Śl,W,MP,B: 1| Lecz: 2|
   Atuty: Boski Ulubieniec, Niestabilny, Zielarz; Wybraniec bogów


///Ale nam to topornie idzie. xD Nie wiem czemu tak ciężko mi odpisywać w tej nauce. :P

Zaklął cicho, pod nosem, kiedy poczuł że jego łapy mają kontakt z takim nieprzyjemnym gorącem. Oparzenia co prawda niepoważne i, które szybko przestały boleć, zamiast tego zaczynając swędzieć, ale jednak dały Daimonowi do myślenia. Rzeczywiście musi bardziej uważać na to, co jest wokoło niego i mieć na względzie warunki otoczenia, nim przejdzie do tworzenia magii. Cieszył się, że taką naucze dostał tutaj na nauce, a nie gdyby rzeczywiście z kimś walczył, co miał nadzieję nigdy nie będzie miało miejsce. Nie sprawiało mu przyjemności kreowanie tworów obronnych, czy atakujących, a dopiero wysyłanie magii w nie, by zaistniały. Jednak radość z czarowania powinna być czerpana we wszystkich jej aspektach, dlatego też Daimon wolał wybrać Uzdrawianie niż bycie Czarodziejem.
Po przemowie Obsydianowego, którą Daimon oczywiście skwitował milczeniem i delikatnym kiwaniem głowy, zdecydowanie nie był rozmowny, tamten po krótkim ostrzeżeniu przeszedł do tego, by wyczarować twór mający go zaatakować. Strzaskany nie dał się podchwycić spojrzeniu, którym omiótł go nauczyciel. Zamknął oczy i zaraz po zlokalizowaniu skąd nadejdzie atak, szybko przeniósł się do źródła, to było już instynktowne i od razu zaczął wyobrażać sobie najprostszy twór obronny, jaki przybył mu na myśl. Dwie łuski nad ziemią i dwie łuski od końcówki jego ogona miała wyrosnąć ściana na grubość 3 łusek. Wysoka na 2 ogony i szeroka na jeden. Duża, ale wolał mieć pewność, że nie będzie miał kontaktu z błotem. Zrobiona z najzwyklejszego kamienia, szarego, bez zapachu, bez smaku. Twarda i stabilna ściana, nie chwiejąca się, o którą miała uderzyć kulka i polecieć do dołu, rozmazując się o nią. Mimo, że najważniejszy był teraz czas, Daimon dokładnie określił swój twór, po czym wytarowanymi już ścieżkami, zaczął przekierowywać magię do swojego wyobrażenia, które jak miał nadzieję zaistnieje i ochroni jego tyły. Pewnie oddawał i wylewał ze swojego źródła maddarę, napełniając naczynie i tworząc ścianę. a przynajmniej miejmy nadzieję, że ją stworzył.
_________________
Może jestem szaleńcem,
lecz te głosy wzywają,
wzywają mnie z głębi nocy,
z księżyca, z głębi ciszy w mym pokoju,
abym ruszył i przemierzył suchą stopą morze świata.


Może jestem czarownikiem,
który słyszy jak mówią soki drzew
i widzi poprzez drzewa,
czarownikiem który stracił
władzę zaklinania.



Ulubieniec
W połowie polowania/misji smok spotyka duszka lub boską manifestację. W przypadku polowań łowców/wypraw - raz na 2 tygodni
Niestabilny
Smok dostaje dodatkową kość podczas testów na magię, ma jednak +1 do ST takich akcji. W przypadku niepowodzenia, maddara smoka zadaje mu maksymalną ranę, na jaką pozwala ilość kostek, którymi smok dysponuje, ale nie poważniejszą niż rana krytyczna.
Zielarz
Raz na tydzień Uzdrowiciel napotyka na swej drodze poszukiwane przez siebie dorodne zioło. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
Wybraniec bogów
Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia).
 
 
Płomień Świtu 
Przywódca Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 59
Płeć: Samiec
Opiekun: Kruczopióry[*]
Mistrz: Krew Mandragory[*]
Partner: Mistycznooka[*]
Dołączył: 07 Lis 2016
Posty: 1960
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2017-05-28, 10:52   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 4| P: 3| A: 1
   U: S,A,O,Kż,M,MA,MO,B,L,Pł,W,Skr,Śl:1| MP:2| Lecz:3
   Atuty: Inteligentny; Kruszyna; Niesprawiedliwy; Wybraniec Bogów


Imponujące, kleryk nie dał się zaskoczyć! Zwolnił maddarę utrzymującą kulkę błota w powietrzu, która ciągnięta w dół niewidzialną siłą natury opadła i rozpaćkała się na stworzonym naprędce bloku skalnym. Wtedy do końca przerwał nicie energii łączące go z tworem i ten rozwiał się w pył na niewidzialnym wietrze.
- Dobrze, nie dałeś się zwieść spojrzeniu, które powędrowało zupełnie gdzie indziej niż atak. O to właśnie chodzi, by wyczuwać gdzie maddara się gromadzi i zawczasu wymyślić coś do obrony. Wprawdzie nie szkolimy się w tym w takim stopniu jak czarodzieje jednak jak widzisz też potrafimy zawczasu wyczuć atak. Teraz przejdziemy do ostatniego zadania, czyli jak się pewnie domyśliłeś obrony przed atakiem obszarowym. Ten ma to do siebie, że wymaga zasłonięcia wielu części ciała, dlatego rozsądnie jest przykucnąć albo się skulić by zminimalizować powierzchnię ciała i zużycie energii. Nigdy nie rób tego gdy walczysz z wojownikiem czy łowcą którzy posługują się też maddarą. Jeżeli sprowadzisz się do parteru to tylko ułatwisz im robotę, jak skończą tworzenie czegoś z energii - wyjaśnił, zaś Strzaskany Kolec mógł poczuć jak za plecami powiał delikatny niby wietrzyk. Znak, że spory zapas maddary został przelany w miejsce znajdujące się ogon od jego zadu. Niezliczone igiełki i wyschnięte liście, szyszki, żołędzie, a nawet sarnie bobki uniosły się nad ziemię tworząc ścianę o rozmiarze ogon na ogon. Jak na niewypowiedzianą komendę, ściółka leśna poleciała na kleryka Ziemi aby uderzyć w ogon, zad, tylne łapy, grzbiet, skrzydła, kark i łeb, zostawiając resztki i zabrudzenia na jego łuskach.

//po twoim odpisie raport MA I, MO I, uff ;)
_________________
Atuty:
I: Inteligentny - jednorazowo +1 do Inteligencji
II: Kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4
III. Niesprawiedliwy - jeśli Uzdrowiciel ma kontakt fizyczny z ofiarą w momencie wykorzystywania atutu, rozprasza go na jedną turę i raz na walkę może go zaatakować bazując na Magii Precyzyjnej i Inteligencji. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
IV. Wybraniec Bogów - smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Posiadane przedmioty:
Kamienie: onyks, cytryn
Pożywienie: 28/4 mięsa
Inne: eliksir wytrzymałości, ognisty kamyk (jednorazowo rana średnia)
Żetony: 1x złoty(15.10), 2x srebrny(21.09, 21.11), 1x brązowy (14.12)


 
 
Nieprawidłowy Element 
Uzdrowiciel Ziemi
Szewc bez butów



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 45
Płeć: Samiec
Opiekun: Opoka Ziemi
Mistrz: Kapłanka Cienia
Partner: Kryształowa Łuska*
Wiek: 16
Dołączyła: 28 Sie 2014
Posty: 3251
Wysłany: 2017-06-01, 16:02   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 3| P: 2| A: 1
   U: M,Skr,A,O,MA,MO,S,L,Pł,Śl,W,MP,B: 1| Lecz: 2|
   Atuty: Boski Ulubieniec, Niestabilny, Zielarz; Wybraniec bogów


Jak zawsze skinął mu głową, wyrażając szacunek do jego słów i nauki i przygotował się do kolejnej obrony przed jego magią. Obsydianowy mówił, że warto się skulić i zbliżyć do parteru, przed atakiem który może nadejść zewsząd i być cało obszarowy, ale w przypadku wojownika lub łowcy walczącego magią nie powinno się tego robić. I teraz nie wiedział, czy zaliczało się to do wszelkiego rodzaju przeciwnika magicznego, czy tylko do tych dwóch profesji. Jednak zastanawianie się nad tym mogło zająć by mu full czasu, a on miał obronę do wykonania. Zamknął więc oczy i pozostając w swojej pozycji, lepszy mniejszy błąd, niż większy, momentalnie udał się do swojego źródła. Z tego niebezpiecznego, ale silnego i bogatego miejsca zaczerpnął spory kawał energii i zaczął sobie wyobrażać jak jego ciało zaczyna otaczać cienkie schronienie. Był nim prostokąt, wystający spod ziemi, parę łusek od jego stóp. Sięgał mu parę łusek nad głowę i właściwie od wszystkich punktów szczytowych, jak końcówka ogona, pysk, głowa, czy też stopy oddzielały go trzy łuski. Był wiec to dosyć ciasne, ale swobodnie dopuszczające powietrze, by mógł nim oddychać. Bez smaku, zapachu, ani żadnych estetycznych wartości. Jego głównym zadaniem było chronić go przed atakiem, który mógłby nastąpić z zewnątrz. Materia więc, z której go wykonał była twarda i nie dająca się spalić, przedziurawić, ani jakkolwiek inaczej zniszczyć. Miała go porządnie ochronić. Utworzonymi strumieniami wysłał potok swojej maddary i przelał ją w życie, tworząc rzeczywiste schronienie przed kupą śmieci zebranych przez jego rówieśnika-nauczyciela.
_________________
Może jestem szaleńcem,
lecz te głosy wzywają,
wzywają mnie z głębi nocy,
z księżyca, z głębi ciszy w mym pokoju,
abym ruszył i przemierzył suchą stopą morze świata.


Może jestem czarownikiem,
który słyszy jak mówią soki drzew
i widzi poprzez drzewa,
czarownikiem który stracił
władzę zaklinania.



Ulubieniec
W połowie polowania/misji smok spotyka duszka lub boską manifestację. W przypadku polowań łowców/wypraw - raz na 2 tygodni
Niestabilny
Smok dostaje dodatkową kość podczas testów na magię, ma jednak +1 do ST takich akcji. W przypadku niepowodzenia, maddara smoka zadaje mu maksymalną ranę, na jaką pozwala ilość kostek, którymi smok dysponuje, ale nie poważniejszą niż rana krytyczna.
Zielarz
Raz na tydzień Uzdrowiciel napotyka na swej drodze poszukiwane przez siebie dorodne zioło. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
Wybraniec bogów
Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia).
 
 
Płomień Świtu 
Przywódca Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 59
Płeć: Samiec
Opiekun: Kruczopióry[*]
Mistrz: Krew Mandragory[*]
Partner: Mistycznooka[*]
Dołączył: 07 Lis 2016
Posty: 1960
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2017-06-17, 09:40   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 4| P: 3| A: 1
   U: S,A,O,Kż,M,MA,MO,B,L,Pł,W,Skr,Śl:1| MP:2| Lecz:3
   Atuty: Inteligentny; Kruszyna; Niesprawiedliwy; Wybraniec Bogów


Warstwa leśnych śmieci przecięła powietrze i wylądowała... wprost na pysku, bokach, grzbiecie i łapach aspirującego uzdrowiciela, delikatnie smagając go mnóstwem igiełek, opadłych liści, szyszek, łupin żołędzi i wszystkiego innego co rozkładało się na podłożu. Czy to maddara zawiodła? Czyżby dała o sobie znać niestabilna natura kanałów energetycznych Daimona? A może po prostu...
- Zbyt ambitnie Strzaskany Kolcu - odparł Onyks gdy już przestał się śmiać widząc ten wielce zabawny obraz kleryka oblepionego mokrymi elementami ściółki, które nie tylko smagnęły, ale i zostały na łuskach, jednak była ich może jedna czwarta spośród tego, co w niego wymierzył.
- Sam próbowałem zasłonić się całkowicie przed atakiem który miał nadejść nie wiadomo skąd i nie zdążyłem zebrać tyle energii by odnieść sukces. Musisz szybko zanalizować twardość i ciężar tego, co w ciebie leci i na jego podstawie opracować obronę. Leśna ściółka składa się z bardzo leciutkich elementów, mogłeś na przykład stworzyć podmuch wiatru, który rozszedłby się w kierunku od ciebie i zdmuchnął wszystko. Gdybym chciał aby te igiełki były metalowe wystarczyłoby pokryć łuski cienką warstwą kamienia - wyjaśnił. Taki prostopadłościan całkowitej ochrony... nie wiedział czy ktokolwiek pod Barierą byłby w stanie się obronić w ten sposób. Być może najpotężniejszy z czarodziejów, Cichy Potok...
- Koniec z podpowiedziami, broń się! - polecił, stając w lekkim rozkroku, przystawiając łeb nisko, niżej niż linia grzbietu. Zmrużył oczy, ściółka nieco wzburzyła się od gwałtownego wypuszczenia powietrza z nozdrzy. Maddara wzburzyła i pomknęła przednimi łapami niczym rwąca rzeka wnikając płytko w ziemię na trzy dłonie od szponów. Igły i opadłe liście zostały odrzucone na boki gdy z gleby wystrzeliły w górę dwa kolce długie na ćwierć ogona, szerokie na dłoń u podstawy, o groźnym błyszczącym zaostrzonym szpicu. Wykonane były z szarego kamienia, gładkie, bezwonne i bez smaku, lecz... miękkie niczym przybrzeżne błoto nad Rzeką Tadir. Maddara utrzymywała je w stanie stałym, jednak Daimon nie mógł o tym wiedzieć zanim by w niego uderzyły. Uniosły się pół ogona nad ziemię, groźnie zakręciły wokół własnej osi i pomknęły naprzód z prędkością ogona na uderzenie serca, kierując się wprost na pierś adwersarza. Kleryk nie miał dużo czasu na reakcję, co zrobi?
_________________
Atuty:
I: Inteligentny - jednorazowo +1 do Inteligencji
II: Kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4
III. Niesprawiedliwy - jeśli Uzdrowiciel ma kontakt fizyczny z ofiarą w momencie wykorzystywania atutu, rozprasza go na jedną turę i raz na walkę może go zaatakować bazując na Magii Precyzyjnej i Inteligencji. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
IV. Wybraniec Bogów - smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Posiadane przedmioty:
Kamienie: onyks, cytryn
Pożywienie: 28/4 mięsa
Inne: eliksir wytrzymałości, ognisty kamyk (jednorazowo rana średnia)
Żetony: 1x złoty(15.10), 2x srebrny(21.09, 21.11), 1x brązowy (14.12)


 
 
Nieprawidłowy Element 
Uzdrowiciel Ziemi
Szewc bez butów



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 45
Płeć: Samiec
Opiekun: Opoka Ziemi
Mistrz: Kapłanka Cienia
Partner: Kryształowa Łuska*
Wiek: 16
Dołączyła: 28 Sie 2014
Posty: 3251
Wysłany: 2017-06-17, 11:42   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 3| P: 2| A: 1
   U: M,Skr,A,O,MA,MO,S,L,Pł,Śl,W,MP,B: 1| Lecz: 2|
   Atuty: Boski Ulubieniec, Niestabilny, Zielarz; Wybraniec bogów


Mruknął coś niezadowolony pod nosem, kiedy leśna ściółka spadła na jego łuski, nieprzyjemnie wchodząc między łuski. Strząsnął ja z siebie, w trakcie kiedy jego aktualny mistrz udzielał mu pouczenia i mówił co powinien zrobić na przyszłość. Okej, zapamięta. Nie miał jednak czasu tego powiedzieć, gdyż zaraz po tym, Onyks wydał krótko brzmiące polecenie, nakazujące mu się bronić. Już widząc, że magia zbiera się trochę przed nim, że wychodzi wraz z ziemią, wiedział, że chronić powinien właśnie swój przód, nie tył. Zamknął wiec oczy, skupił się i udał się do swojego magicznego źródła, pobierając stamtąd odpowiednia ilość maddary, potrzebną do powstania tworu, który widział już oczami wyobraźni. Szeroka na pół ogona i wysoka na jego 2/5 ścianka, która unosiła się nad ziemią, tuż naprzeciw jego piersi, jakieś 2 szpony przed nią, wisząc równą łapę (od dłoni do ramienia) nad ziemię. Wykonana z niekruszącej się skały, ciemnoszara, gruba na szpona. Bezwonna, bez smaku, nie mieniąca się. Gładka w dotyku, zimna. Spełniać miała tylko najprostsze funkcje, ochronić go przed kolcami, które Obsydianowy zmaterializował i kierował na jego ciało. Poprowadził maddarę korytami swoich kanałów, które wylewając na zewnątrz miały zmaterializować jego ochronną ściankę. Może nie popisał się z nią jakoś kreatywnością, ale chciał stworzyć coś prostego, mało ambitnego, co jednak rzeczywiście uratuje mu tyłek i nie powtórzy się sytuacja z leśną ściółką. Tym bardziej, że tym razem jego nauczyciel stworzył coś co rzeczywiście wyglądało na niebezpieczne. Nie rozumiał jednak po co cała ta otoczka, z podmuchem wiatru u ziemi i wyjściem kolców właśnie z niej, potem te zakręty i tak dalej. Tym razem to on tracił więcej czasu na ambitny pokaz, który jednak dla Daimona był korzystny. Mógł mieć więcej pewności, że jego ścianka wyrośnie na czas.
_________________
Może jestem szaleńcem,
lecz te głosy wzywają,
wzywają mnie z głębi nocy,
z księżyca, z głębi ciszy w mym pokoju,
abym ruszył i przemierzył suchą stopą morze świata.


Może jestem czarownikiem,
który słyszy jak mówią soki drzew
i widzi poprzez drzewa,
czarownikiem który stracił
władzę zaklinania.



Ulubieniec
W połowie polowania/misji smok spotyka duszka lub boską manifestację. W przypadku polowań łowców/wypraw - raz na 2 tygodni
Niestabilny
Smok dostaje dodatkową kość podczas testów na magię, ma jednak +1 do ST takich akcji. W przypadku niepowodzenia, maddara smoka zadaje mu maksymalną ranę, na jaką pozwala ilość kostek, którymi smok dysponuje, ale nie poważniejszą niż rana krytyczna.
Zielarz
Raz na tydzień Uzdrowiciel napotyka na swej drodze poszukiwane przez siebie dorodne zioło. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
Wybraniec bogów
Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia).
 
 
Płomień Świtu 
Przywódca Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 59
Płeć: Samiec
Opiekun: Kruczopióry[*]
Mistrz: Krew Mandragory[*]
Partner: Mistycznooka[*]
Dołączył: 07 Lis 2016
Posty: 1960
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2017-06-17, 13:27   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 4| P: 3| A: 1
   U: S,A,O,Kż,M,MA,MO,B,L,Pł,W,Skr,Śl:1| MP:2| Lecz:3
   Atuty: Inteligentny; Kruszyna; Niesprawiedliwy; Wybraniec Bogów


Niewidzialne nicie maddary splotły się ze sobą tworząc wskazane twory. Niestabilna maddara Daimona związała się ze sobą i zmaterializowała z powietrza kamienną osłonę, stabilna energia zasilająca kolce popchnęła je naprzód. Chwila napięcia, cichy świst obiektów skracających dystans do kleryka ziemi i... głośno rozpaćkały się o kamień, wygięły i rozprysły o wytworzoną przeciwko nim obronę, po czym rozwiały niczym na niewidocznym wietrze.
- Dobrze! Nie stój tak, wymierz we mnie jakiś atak! Zepchnij mnie do obrony! Nie daj mi czasu na odzyskanie równowagi po ataku! - polecił zbierając maddarę w źródle, kierując ją do koniuszków szponów wszystkich łap. Czujne oczy ani na moment nie odrywały się z kleryka, który z pewnością wytworzy coś niszczycielskiego, nie wiedział przecież że te kolce nie były stworzone by go skrzywdzić. Wytężył swój zmysł magii by zawczasu wykryć zbieranie się energii. Nie robił tego tak dobrze jak czarodzieje, jednak powinno wystarczyć w starciu z niedoświadczonym młodzikiem. Lekko uchylił pysk, niewidoczna para towarzysząca oddechowi wyleciała na zewnątrz. Wyciszył się i uspokoił adrenalinę szykując na to, co niebawem nadejdzie
_________________
Atuty:
I: Inteligentny - jednorazowo +1 do Inteligencji
II: Kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4
III. Niesprawiedliwy - jeśli Uzdrowiciel ma kontakt fizyczny z ofiarą w momencie wykorzystywania atutu, rozprasza go na jedną turę i raz na walkę może go zaatakować bazując na Magii Precyzyjnej i Inteligencji. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
IV. Wybraniec Bogów - smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Posiadane przedmioty:
Kamienie: onyks, cytryn
Pożywienie: 28/4 mięsa
Inne: eliksir wytrzymałości, ognisty kamyk (jednorazowo rana średnia)
Żetony: 1x złoty(15.10), 2x srebrny(21.09, 21.11), 1x brązowy (14.12)


 
 
Nieprawidłowy Element 
Uzdrowiciel Ziemi
Szewc bez butów



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 45
Płeć: Samiec
Opiekun: Opoka Ziemi
Mistrz: Kapłanka Cienia
Partner: Kryształowa Łuska*
Wiek: 16
Dołączyła: 28 Sie 2014
Posty: 3251
Wysłany: 2017-06-20, 17:35   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 3| P: 2| A: 1
   U: M,Skr,A,O,MA,MO,S,L,Pł,Śl,W,MP,B: 1| Lecz: 2|
   Atuty: Boski Ulubieniec, Niestabilny, Zielarz; Wybraniec bogów


Młodzikiem, który co prawda był w tym samym wieku co jego nauczyciel. Chociaż rzeczywiście mniej doświadczony, skoro pobierał od kolegi po fachu naukę magii ataku i obrony. Teraz przyszła kolej na jego atak, a on nie chcąc dawać Czarnemu szans na wyszukaną obronę, jakby przeczuwał, że to jest już jakby ostatni sprawdzian podczas tej nauki i powinien postarać się jak najlepiej, od razu przeszedł do tworzenia. Już jak na wyczucie, równie naturalnie jak przychodzi mu zamknięcie oczu, czy obrót głową, udał się do swojego niestabilnego, ale pełnego mocy źródła z, którego zaczerpnął mocy, by stworzyć swój atakując twór. Prosty, ale efektowny. Wyobraził sobie ognistą kulkę, o średnicy dwóch szponów. Był to czyste, palące płomienie ognia zebrane w formie płonącej kuli, buchające pomarańczowo-czerwono-żółtymi jęzorami. Niczym unoszące się ognisko, z płomieniami skierowanymi do góry. Oczywiście gorące. Daimon widział oczyma wyobraźni tą kulkę, czuł bijące od niej ciepło, zapach popiołu, nieregularnie unoszące się jęzory, palące wnętrze, samo serce tego ognia. W twór przelała całe swoja wyobrażenie na temat tego jaki jest en niezbadany ogień, całą swoją wiedzę i całą swoją wyobraźnie, która kreśliła mu jego dokładny obraz. Kulka miała się zmaterializować 5 szponów nad czubkiem głowy Obsydianowego, między dwoma rogami i spaść na nią w szybkości upuszczonego z takiej samej wysokości kamienia. Prowadząc magię znanymi kanalikami przelał ją w swoje naczynko, po czym poprowadził je ustalonym torem, by zadać cios swojemu nauczycielowi. Miał nadzieję, że jeśli tamten nie zdąży z obroną, choć szczerze w to wątpił, uda mu się zatrzymać płonącą kulkę.
_________________
Może jestem szaleńcem,
lecz te głosy wzywają,
wzywają mnie z głębi nocy,
z księżyca, z głębi ciszy w mym pokoju,
abym ruszył i przemierzył suchą stopą morze świata.


Może jestem czarownikiem,
który słyszy jak mówią soki drzew
i widzi poprzez drzewa,
czarownikiem który stracił
władzę zaklinania.



Ulubieniec
W połowie polowania/misji smok spotyka duszka lub boską manifestację. W przypadku polowań łowców/wypraw - raz na 2 tygodni
Niestabilny
Smok dostaje dodatkową kość podczas testów na magię, ma jednak +1 do ST takich akcji. W przypadku niepowodzenia, maddara smoka zadaje mu maksymalną ranę, na jaką pozwala ilość kostek, którymi smok dysponuje, ale nie poważniejszą niż rana krytyczna.
Zielarz
Raz na tydzień Uzdrowiciel napotyka na swej drodze poszukiwane przez siebie dorodne zioło. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
Wybraniec bogów
Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia).
 
 
Świetlista Łuska
Adept Ziemi
Chłodna euforia



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Opiekun: Opoka Ziemi
Mistrz: Figlarne Serce [*]
Dołączył: 15 Kwi 2017
Posty: 284
Wysłany: 2017-07-16, 07:01   
   A: S: 1| W: 2| Z: 2| I: 3| P: 2| A: 1
   U: M,W,A,O,L,Pł,S,Skr,B,Śl,MP,MO: 1| MA: 2|
   Atuty: Szczęściarz, Chytry Przciwnik


Leciała nad drzewami wprost z Cichego Wąwozu, zastanawiając się, czym mogłaby się zając teraz. Ponieważ Dzika Puszcza rozciągała się wszędzie w zasięgu wzroku, Świetlista Łuska miała okazję, by trochę odpocząć po treningu skoków i nabrać chęci na szlifowanie kolejnej umiejętności. Zaczęła więc wypatrywać jakiegoś przejaśnienia między poskręcanymi gałęziami prastarych drzew, które umożliwiłoby jej łatwiejsze rozwiązanie i, być może, zwiastowałoby obecność jakiegoś strumienia. Przy pierwszej napotkanej okazji zapikowała więc w dół i zatrzymała się około trzech skrzydeł nad ziemią, po czym poszybowała prosto między przerzedzone w tym miejscu konary drzew.
Gdy osiadła na ziemi, rozejrzała się uważnie i po chwil zauważyła strumień, do którego natychmiast podeszła i zaczęła chciwe chłeptać wodę. Zmęczenie zostało gdzieś wysoko ponad drzewami, a teraz, gdy dodatkowo pozbyła się pragnienia, była gotowa do dalszego treningu.
Zamyśliła się na chwilę, po czym przybrała pozycję do skradania- zwinęła ciasno skrzydła, ugięła mocno łapy, dzięki czemu jej tułów znajdował się blisko ziemi, wyprostowała wiotki ogon za swoim ciałem i opuściła łeb, prostując także szyję. Po ostatnim treningu pozycja ta wydawała jej się wygodna i prawie naturalna, więc uspokoiła i wyciszyła oddech i bez chwili zwłoki ruszyła przed siebie, wkraczając w gęsty las. Stąpała powoli i uważnie, ponieważ nazwa tego miejsca nie wzięła się znikąd i wszędzie leżały suche gałązki i zbutwiałe liście które stanowiły potencjalne źródło dźwięku. Dodatkowo z zielonego sklepienia zwieszały się girlandy porostów i odrośle krzewów, które mogły wywołać hałas, gdyby zahaczyć o nie ogonem bądź skrzydłem. W ten właśnie sposób, kosztem prędkości, Świetlista ostrożnie parła naprzód, patrząc na przemian przed siebie i na zdradliwą ziemię.
Jeszcze wzrok i węch.
Zamiast przeć na oślep przez leśną gęstwinę, adeptka zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu potencjalnych kryjówek- w tak dzikim lesie nie było problemu z jej znalezieniem, więc przesuwając się pomiędzy głazami, krzewami i rachitycznymi drzewkami Świetlista nie musiała nawet znacząco zmieniać toru swojego ruchu. Przeszła w ten sposób parę skrzydeł, po czym skupiła się na ostatnim elemencie, który musiała wyeliminować z gry- własnym zapachu. Przystanęła na chwilę i wystawiła język, by sprawdzić, z której strony wieje wiatr. W takim gąszczu powiewy stanowiły niewielki, prawie nieobecny problem, ale jednak zawsze warto się upewnić. Po chwili stwierdziła, że delikatne powiewy docierają z jej prawej strony, więc właśnie tam skierowała swoje następne kroki, rozumując, że w ten sposób to ona poczuje zapach zwierzyny, a nie na odwrót.
Podążała nadal uważnie do przodu, zadowolona z faktu, że udało jej się połączyć w spójną całość wszystkie elementy bez większego wysiłku. W panującym w poszyciu leśnym półmroku musiała zwolnić, ponieważ niedobór światła utrudniał jej identyfikację wszystkich gałązek i liści. Skradając się od kryjówki do kryjówki, nagle usłyszała coś jakby rozmowę- wiedziona ciekawością, zbliżyła się do jej źródła, pamiętając o wszystkich elementach ćwiczonej umiejętności. W miarę jak zbliżała się do celu, głosy stawały się coraz wyraźniejsze, a do jej nozdrzy dotarł wymieszany zapach Stada Ziemi i Ognia.
Przysunęła się na tyle blisko, by dostrzec sylwetki dwóch smoków, które chyba trenowały walkę. Pozostała na chwilę w zaroślach, przyglądając się im- zwłaszcza Ziemistemu, którego nie miała wcześniej okazji spotkać- a potem zaczęła się wycofywać. Nie było sensu przeszkadzać im w nauce, więc odeszła na bezpieczną odległość, z której nie mogli jej już usłyszeć, i biegiem ruszyła w kierunku strumyka po śladzie swojego zapachu.
Była ukontentowana- smoki były wprawdzie zajęte, ale wyglądało na to, że nie zauważyły jej obecności, co mimo wszystko stanowiło dobrą wiadomość. Stanęła wszystkimi czterema łapami w strumieniu i pociągnęła jeszcze kilka łyków chłodnej, źródlanej wody. Po chwili ugięła łapy i wyskoczyła w powietrze, machając skrzydłami. Lawirując pośród konarów, wynurzyła się w końcu z leśnego gąszczu i skierowała się tam, gdzie leciała wcześniej, zastanawiając się, kto jeszcze znalazł schronienie w wielkim i dzikim borze.

/ZT
 
 
Wybrana Łuska 
Adept Ziemi
imperfekcja



Stado: Ziemi
Rasa: Pustynny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Opiekun: Ziemia
Mistrz: Życie
Dołączyła: 14 Lip 2017
Posty: 199

Wysłany: 2017-08-09, 15:50   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| I: 5| P: 1| A: 1
   U: W,B,S,O,L,Śl,Skr,MP: 1| MA,MO: 2|
   Atuty: Inteligentny, Niezdarny Wojownik


Nie mogła wiecznie trwać w stagnacji.
Musiała wreszcie ruszyć do przodu, kontynuować ćwiczenia, doskonalić samą siebie. Musiała być silna, by w ogóle przeżyć w tym okrutnym świecie. Tak zawsze jej powtarzał Llywelyn; jeśli chciała żyć, to musiała osiągnąć potęgę Pierwszej, niezależnie od tego, jak bardzo niechętnie podchodziła do tego tytułu. Swój świat, były świat, byłe stado, byłe społeczeństwo, miała za sobą. Nie mogła nimi wiecznie żyć, wiedziała to i rozumiała. Musiała iść przed siebie, bo jeśli dalej pozostanie na tym samym poziomie... Nie chciała wiedzieć, co by się wtedy stało.
Westchnęła ciężko, kiedy skierowała samą siebie w dół, pragnąc wylądować. Jej ślepia wypatrzyły las jakiś czas temu, i to do niego się kierowała; potrzebowała celów. Wielu celów, wytrzymałych i takich, które nie załamałyby się pod byle uderzeniem. Wylądowała sprawnie na ziemi i zmierzyła spojrzeniem otaczające ją drzewa. Było ich wiele, potężne i górujące nad nią, zaś ona sama stała jakby w kręgu otoczonym z nich. Kiwnęła łbem do samej siebie. Powinny starczyć. Skupiła się uważnie, w głowie tworząc zarys tego, jak chciała przeprowadzić swój trening. Ojciec... Ojciec zawsze powtarzał, że przede wszystkim musi się skupić, zebrać jak najwięcej energii w sobie. Nie mogła przechodzić od razu do poważnych czarów, bo te szybko wyczerpałyby jej siły, nadwyrężyłyby je. Rozgrzewka? Chyba tego potrzebowała. Zatem zaczynajmy.
Westchnęła lekko, po czym zamknęła oczy, rozluźniając mięśnie, pozwalając, by wszelkie napięcie i stres od niej odeszły. Nie potrzebowała ich teraz, były zbędne i jedynie zaburzały równowagę, tak potrzebną do władania Ling. Następnie, kiedy wreszcie poczuła, jak jej ciało ogarnia spokój, skupiła się, pragnąc dostrzec źródło swojej maddary. Znała doskonale miejsce, w którym się znajdowało, więc nie zajęło jej to zbyt długo; serce. Lawirowało wokół serca, mieniąc się jasnym, acz pastelowym światłem. Posiadała w sobie mieszaninę różnych kolorów, od różu, jaśniejszego i ciemniejszego, po szkarłat w małych ilościach. Biel także się pojawiała, a to wszystko wirowało wokół siebie, jakby pasma każdego z kolorów, nie raz zlewając się ze sobą i dzieląc. Przełknęła ślinę. Źródło już miała, spokój i równowagę również; postanowiła zacząć od czegoś prostego, czegoś, co uwielbiała najbardziej. Świateł, tak na rozgrzewkę, jako coś, co znała. Wyobraziła sobie, jak wokół niej pojawiają się małe, latające punkciki, wielkości jednej łuski. Ich odcień wahał się od jasnej żółci po biel, zamieniały się jakby, raz będąc jednego koloru, raz drugiego. Do nich dodała delikatną poświatę, otoczkę, aurę, która roztaczała niewielkie światło wokół siebie. Każda jedna kulka posiadała własne, indywidualne światło, które sięgało nie dalej, niż na długość szponu od jej środka. Miała ich wygląd, następnie inne cechy. Nie posiadały smaku, ani zapachu; nie potrzebowały go, toteż im żadnego nie nadała. Były one w postaci jedynie iluzji, nie dało się ich dotknąć, jak i nie posiadały żadnej temperatury. Z każdą próbą kontaktu miały się rozpływać w powietrzu, przestawać istnieć. Wiatr nie miał na nie wpływu, latały bez żadnego określonego schematu, lecz otaczając Jingyi, nie oddalając się od niej dalej, niż na trzy szpony. Wciągnęła powietrze do płuc i tchnęła energię w twór, by, kiedy otworzyła oczy, mogła dostrzec dokładnie to, co sobie wyobraziła. Nie czuła jednak zaskoczenia. Robiła to wiele razy, nie było dla niej problemem stworzyć iluzję. Dlatego musiała przećwiczyć coś, w czym dobra nie była. W materialnych tworach. Odwołała twór, a on, z kolejnym jej mrugnięciem, rozpłynął się w powietrzu.
Ponownie zamknęła oczy. Teraz zaczęła sobie wyobrażać, jak przed nią pojawia się w ziemi niewielkie zagłębienie, na głębokość dwóch szponów i szerokość trzech. Zawahała się nagle, nie będąc pewną tego, co powinna zrobić. Przez uderzenie serca trwała, nim ponownie zaczęła snuć wyobrażenia na temat swojego tworu. Zaczęła wyobrażać sobie, jak zagłębienie nagle zaczyna się wypełniać czymś... Dziwnym. Czymś, jakby błotem z dużą ilością wody, a przynajmniej o tej samej konsystencji. Nie chciała, by była bezbarwna, więc nadała jej kolor... Pierwszy, który wpadł do jej głowy; fioletu, pastelowego. Następnie nadała temu kleistość, miało brudzić sobą łapy, kiedy tylko się w nią wetknęło swoją część ciała. Kleiste, jednak miało pozwalać na swobodny ruch. Coś jak woda, tylko nieco, odrobinę gęstsza. W dotyku miało być chłodne; nie zimne, lecz właśnie chłodne, przyjemne. Teraz zapach. Długo myślała nad tym, jaki zapach nadać tworowi; w końcu zdecydowała się na coś miłego dla nozdrzy. Delikatny, fiołkowy zapach, nienarzucający się, mało intensywny. Najlepiej byłoby go czuć, gdyby tylko zbliżyć swój łeb do mazi. W smaku jednak miało być gorzkie, obrzydliwe wręcz, odrzucające, jednak niepodobne do smaku żadnego materiału, żadnej rzeczy, jaką można było spotkać; u nieco mniej odpornych z pewnością wywoływałoby odruch wymiotny. Tchnęła Ling w swój twór i otworzyła oczy. Ujrzała ową maź, jednak nieco ciemniejszą, niż sobie zapragnęła. Uniosła lekko łapę, by zaraz zamoczyć ją w tworze. Było takie, jak wykreowało, przynajmniej pod tym względem. Przylepiło się do jej ciało i delikatnie, wolno skapywało na ziemię. Zbliżyła łapę do ziemi i zaciągnęła się powietrzem, by zaraz móc wyczuć słaby fiołkowy zapach. Próbować... Próbować jednak się bała, toteż zaraz zdematerializowała twór, a razem z nim to, co miała na łapie.
Huh. Odetchnęła lekko. To było czasochłonne i odrobinę męczące. Pozwoliła sobie zatem nieco odsapnąć, nim zebrała się w sobie, by ponownie ruszać z ćwiczeniami. Następne miały być ataki. Dlatego tutaj była. Zmierzyła spojrzeniem pobliskie, duże drzewo, o szerokim i, jak się zdawało, potężnym pniu. Podobnie, jak inne. Kiwnęła głową i skupiła się, przymykając oczy. Zaczęła sobie wyobrażać długi, na jednym końcu cienki, na drugim szerszy, sopel. Nie byle jaki sopel; był zdecydowanie większy od takiego, który można było napotkać w momencie, gdy na świat spadał śnieg. Mierzył sobie trzy szpony długości i dwa grubości w najgrubszym jego miejscu. Lód był twardy i śliski, a na cienkim końcu bardzo, bardzo ostry. Nie posiadał szczególnej barwy, był lekko niebieskawy, lecz jakby przezroczysty, czysty. W dotyku lodowato zimny, tak zimny, iż stojąc od niego szpon długości, czuło się jego przenikliwy chłód. Wokół niego roztaczała się delikatna mgiełka pod wpływem różnic temperatury lodu, jak i powietrza. Nie posiadał ani smaku, ani zapachu. Jego cel był prosty – miał polecieć prosto w drzewo znajdujące się przed nią i wbić jak najgłębiej, a to, co zostało poza drzewem, miało objąć swoimi mackami pień, tracąc swoją formę jakby przy uderzeniu, tworząc coś podobnego, do tego, jak wrzucamy ciężki kamień do wody, a ona rozpryskuje się dookoła. Miał lecieć szybko, tak, jak pikujący ptak. Wyobraziła sobie jeszcze, że pojawia się w odległości ogona od niej, tak, żeby nie skrzywdził jej samej. Tchnęła maddarę w swoje wyobrażenie i otworzyła oczy. Lód już leciał przed siebie z zawrotną prędkością, by zaraz uderzyć w drzewo i zrobić dokładnie to, co sobie wyobraziła. Podeszła tam szybko, a twór w tym czasie zniknął, lecz z pewnością, gdyby zaatakował smoka, zostawiłby na nim poważne odmrożenia. Dostrzegła, że sopel wbił się na nieco ponad jeden szpon długości. Westchnęła. Nie był to zadowalający wynik, lecz taki powinien wystarczyć. Nie miała jednak zamiaru dać odsapnąć, ha, drzewom, bowiem zaraz ponownie skupiła się, by tym razem wyobrazić sobie coś niebezpiecznego, lecz na zupełnie inny sposób. Mianowicie był to kwas. To na niego zdecydowała się, nie na ogień, który mógł doprowadzić do pożaru lasu. A tego... Nie chciała.
Zatem kwas. Chciała uformować go w kulę, która, tak samo jak poprzedni twór, pojawiłaby się ogon przed nią. Kwas byłby uwięziony w jakby bańce o średnicy jednego szponu, czymś, co nie pozwalałoby mu wydostać się z niej dopóki nie osiągnąłby swojego celu, choć w rzeczywistości nie było tam nic. Widziała oczyma wyobraźni, jak kwas lekko wiruje, trzymając się uparcie kształtu kuli. Był koloru neonowej zieleni. Konsystencją przypominał wodę; poruszał się jak ona, był tak samo gęsty. Temperaturą nie odbiegał od otoczenia, zaś śmierdział zgnilizną. Smaku nie dała mu żadnego. Cel. Celem było drzewo znajdujące się na jej lewo od tego, które wcześniej potraktowała lodem. Nie miało określonej wysokości, w które miałoby trafić. Kwas miał wyżerać wszystko, z czym tylko się zetknął, a w tym przypadku miało być to drewno. Na wszelki jednak wypadek nie dała mu takiej siły, jaką zrobiłaby to w prawdziwym pojedynku; nie chciała, by przeżarł drzewo na wylot, a jedynie do połowy maksymalnie. Prędkość lotu. „Kula” kwasu miała lecieć dokładnie tak szybko, jak jej poprzedni atak; niczym pikujący ptak. I tchnęła w to swoją energię, otwierając oczy, a wszystko zmaterializowało się przed nią i poleciało prosto tam, gdzie miało. Podeszła do „rannego” drzewa, przyglądając się. Zostawiło dość spore wyżłobienie w pniu, nierówne. Kiwnęła głową. Tyle wystarczyło. Teraz mogła dołączyć do tego obronę, lecz najpierw usiadła, by przez chwilę odetchnąć i naładować siły. Trening był męczący i odbierał sporo sił, a do tego musiała przećwiczyć jeszcze obronę.
Kiedy w końcu odsapnęła, dzień zbliżał się ku końcowi; mimo to nie miała zamiaru przestawać. Jak do końca, to do końca. Bez poddawania się, tego ją nauczono. Zacisnęła zęby. Najpierw obrona na ataki ogniste. Wyobraziła sobie, jak z odległości dwóch ogonów, ogon ponad nią, pojawia się ognista kula. Za pięć uderzeń serca miała ona zacząć lecieć w jej stronę, jednak jeśli obrona by się nie udała – miała zniknąć, nim ją zrani. Szybko określiła jej właściwości, temperaturę ognia (taką samą, jak posiada zwykły), zapach i smak (brak), po czym od razu na szybko zaczęła tworzyć swoją obronę. Dobrym przeciwnikiem na ogień była woda, dlatego wyobraziła sobie, jak jakieś dwa szpony od czubka jej głowy, pojawia się nad nią kopuła stworzona z wody; miała być zimna. Wyobraziła sobie, jak utrzymuje się w jednym miejscu i nie ścieka na nią. Nie miała żadnego smaku, ani zapachu – była zwykłą, najzwyklejszą wodą. Kopuła była grubości dwóch szponów, tak na wszelki wypadek, a otaczała ją całą, nie licząc jej spodu. Tchnęła maddarę w swój twór w momencie, kiedy kula ognia ruszyła przed siebie i zaraz wpadła prosto na wodę, która szybko ją ugasiła i zniwelowała. Odwołała kopułę i kiwnęła głową do samej siebie. Teraz coś związanego z kamieniem. Wyobraziła sobie... Zwykły, dość sporawy kamień, wielkości jej łba. Bez smaku, ani zapachu, w temperaturze pokojowej. Za to twardy, można by powiedzieć w wyolbrzymieniu, że wręcz niezniszczalny. Trzy ogony od niej, dość szybki, lecz wolniejszy od jej tworów. Dokładnie tak, jak kula, miał zniknąć, jeśli obrona by się nie udała. I... Miał lecieć już w tym momencie. Szybko zaczęła tworzyć tarczę; miała pojawić się przed nią, wysoka na cały jeden ogon i pół. Szerokość ta sama. Miała być gładka, na grubość czterech szponów. Twarda, bardzo twarda, niemalże tak twarda, jak metal. Ciemnoszara, zrobiona z jakby kamienia. Bez smaku i zapachu, Nieco zaokrąglona, tak, że jej koniec znajdował się nad jej głową, dwa, boczne, po jej bokach. Niestety... Tchnęła w niego maddarę zbyt późno, bo kiedy otworzyła oczy, kamień, który wcześniej wytworzyła, dokładnie w tym momencie widowiskowo pękł na wiele części, które zniknęły zaraz po tym. Opadła na ziemię w jakby szoku, nie wiedząc, co zrobić. Zatem musiała poćwiczyć nad szybkością. Była wyczerpana, lecz postanowiła stworzyć jeszcze jedną obronę. Dokładnie taką samą, jak przed chwilą. Odwołała poprzedni twór i przywołała nowy kamień, taki sam, jak poprzednio. Zaczął lecieć, a ona skupiła się na szybko; tym razem zrobiła nieco mniejszą tarczę, bo na pół ogona wysoką i szeroką na niecały jeden. Wyobraziła sobie, że jest bardzo, bardzo twarda, stworzona z kamienia o szarej, ciemnej barwie. Miał być tak twardy, by tylko coś naprawdę silnego mogło się przez niego przebić. Tym razem dała mu grubość pięciu szponów. Pozbawiła go smaku i zapachu, bowiem nie potrzebował tego zupełnie; temperaturą zaś nie odbiegał od otoczenia, tak, jak wcześniej. Zmaterializowała twór w momencie, że kamień momentalnie napotkał przeszkodę i się z nią zmierzył, zostawiając... Wgłębienie. Westchnęła. Wciąż lepiej, niż wcześniej, jednak nie tak dobrze i szybko, jak by mogło być. Zacisnęła zęby, czując wręcz, jak mięśnie jej drżą z wysiłku, choć wcale nie ruszała się z miejsca. Położyła się, odwołując wszystkie twory i leżała tak, zbierając siły na powrót. I dopiero, kiedy księżyc zajaśniał nad nią i przebił się przez drzewa, była w stanie wstać i odlecieć. Wolno, leniwie, by w obozie paść na swoim legowisku i spać przez długi, długi czas.

/zt
_________________
I used to be a d a r l i n g starlet like a centerpiece
Had the whole world wrapped around my ring

. .

a t u t y

.· Inteligentna ·.
Jednorazowo +1 do Inteligencji.

.· Niezdarna wojowniczka ·.
Kiedy smok jest atakowany fizycznie, atakujący ma dodatkowe +1 do ST.
Atut uniemożliwia zostanie wojownikiem i łowcą.


. .

You said I
Shine too bright




głos
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2016).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!


Wymiana bannerami: KLIK!


KrĂłl Lew
SnM
Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 11