FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Buczyna
Autor Wiadomość
~ Moderator




Dołączył: 08 Sty 2014
Posty: 8926
Wysłany: 2014-01-10, 19:17   Buczyna

Jest to spore skupisko buków, dębów i kilku innych gatunków. Znajduje się na obrzeżach starego lasu i łączy z nim na dużej przestrzeni, jest jednak dużo młodszy, a krzewy w nim nie tak gęste. Ciągle tu coś szeleści i świergocze, a przez szpary w zielonych liściach przesącza się łagodne światło.
 
 
Mrucząca Łuska 
Adept Ziemi
Are you scared?



Stado: Umarli
Rasa: Skrajny
Księżyce: 2147483647
Płeć: Samica
Opiekun: Teraz ja opiekuję się żywymi.
Partner: Złudzenie Życia, na dole.
Wiek: 17
Dołączyła: 10 Sty 2014
Posty: 671
Skąd: okolice Iłży
Wysłany: 2014-01-11, 10:32   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 1| P: 2| A: 1
   U: B,S,L,P,W,MA,MO: 1| MP: 2| A,O,Skr,Śl,Kż: 3
   Atuty: Zwinny; Pamięć przodka


Esencja Maddary
Uzdrowiciel Wody

Wysłany: 2014-01-04, 21:19
A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 5| P: 3| A: 3
U: MA,MO,S,P,B,L,O,A,Skr,Śl,Kż,M: 3| W: 4| MP,Lecz: 6
Atuty: Szczęściarz,Chtry Przeciwnik,Konsyliarz,Utalentowany,Magiczny Śpiew
Wędrowałam przez Tereny zwane Wspólnymi, zagłębiając się w Dziką Puszczę. Szukałam odpowiedniego miejsca, o ile takie istniało, by móc spotkać się ze swym synem Lotosem, a także jego ojcem, Kobaltowym Szponem. Miałam nadzieję, że Uzdrowiciel miał czas i odpowie na moje wezwanie, że zechce przyprowadzić mój mały zagubiony skarb. Bolał mnie fakt, że nie mogłam uczestniczyć w jego życiu, że nie mogłam obserwować, jak dorasta, dojrzewa i poznaje nowe umiejętności, by w przyszłości mógł objąć rangę Adepta...
Starałam się jednak myśleć racjonalnie. Nie mogłam obwiniać Ziemnych o to, co się stało, chociaż nadal nie opuszczało mnie przeświadczenie, że to oni przyczynili się do kradzieży mojego jaja.
Zaszłam w końcu w miejsce, którego jeszcze nie widziałam. Rosło tu wiele drzew liściastych, które obecnie były pozbawione swej szlachetnej, szmaragdowej okrywy, za to ich nagie konary kołysały sie na mroźnym wietrze. Śnieg skrzypiał pod moimi łapami, ale nie przejmowałam się tym zanadto. Usiadłam pod jednym z uśpionych buków i przesłałam delikatny impuls magiczny ku młodemu Uzdrowicielowi, prosząc go o jego chwilę czasu, by mógł przyjść z Lotosem. Owinęłam łapy ogonem, nastawiając się na długie czekanie...


Kobaltowy Szpon
Uzdrowiciel Ziemi

Wysłany: 2014-01-04, 21:44
A: S: 1| W: 2| Z: 4| I: 3| P: 1| A: 1
U: L,O,A,MO,MA: 1| B,S,Skr: 2| W: 3| MP,Lecz: 4
Atuty: Inteligentny; Pamięć Przodka;
Przyszedł Kobaltowy Szpon. Był nieco zmęczony, ale obiecał i obietnicy pragnął dotrzymać. Miał zamiar umożliwić Esencji Maddary kontakt z jej synem, nawet jeśli jej syn wyrzekł się całego kontaktu z samym Kobaltem po spotkaniu z matką.
- Witaj, Esencjo Maddary - powitał uzdrowicielkę skinieniem łba, po czym obejrzał się za siebie. - Lotos zaraz powinien do nas dołączyć...


Lotos
Pisklę

Wysłany: 2014-01-04, 22:05
A: S: 1 | W: 2 | Z: 1 | I: 2 | P: 2 | A: 3
U: P,W: 1| B,S: 2| L: 3
O nie, Lotos przecież nie wyrzekł się kontaktu z Kobaltem! Nie wiedział po prostu jak zacząć rozmowę, nie wiedział, czy zostawić tą sprawę w spokoju, czy o niej pogadać, a jeśli tak, to w jaki sposób... Dlatego poczuł się nieswojo, kiedy widział, jak zachowuje się Kobaltowy Szpon wobec niego. Dla niego ojcem będzie zawsze nie Nieokiełznane Wody, a właśnie Uzdrowiciel, chociaż oczywiście chętnie przyszedł na spotkanie z mamą. Zatrzymał się po swojej stronie granicy, wiedział, że nie wolno jej przekraczać.
- Witaj, mamo - rzekł wesoło, patrząc na Wodną spokojnym, nieco wesołym spojrzeniem srebrnym ślepi. Obrócił się ku Szponowi, szturchając go nieco łapą, a gdy ten (prawdopodobnie) pochylił się ku Lotosowi, zbliżył pysk do jego ucha.
- Tato? Jesteś na mnie zły? - zapytał cichym głosem, w którym dało się usłyszeć wyraźne nutki smutku.


Esencja Maddary
Uzdrowiciel Wody

Wysłany: 2014-01-04, 22:19
A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 5| P: 3| A: 3
U: MA,MO,S,P,B,L,O,A,Skr,Śl,Kż,M: 3| W: 4| MP,Lecz: 6
Atuty: Szczęściarz,Chtry Przeciwnik,Konsyliarz,Utalentowany,Magiczny Śpiew
Wbrew pozorom nie musiałam czekać tak długo, jak się spodziewałam. Bo już po jakimś czasie, może nie najkrótszym, ale akurat takim, któy pozwalał zjawić się z odległego miejsca tutaj, usłyszałam szelest, chrzęst łąmanych gałęzi i skrzypienie śniegu. A zaraz potem na tą niewielką polankę wyszedł dobrze mi znany niebieski samiec. Uśmiechnęłam się mimowolnie, potrząsając długą, ciemną grzywą i uniosłam się na swych łąpach, przenosząc ogon za siebie. Skinęłam mu głową na powitanie, usmiechając się leciutko.
- Witaj, Kobaltowy Szponie. Dziękuję, że odpowiedziałeś na me wezwanie. Wybacz, że kazałam ci iść taki kawał drogi, wyglądasz na wyczerpanego - przemówiłam spokojnym, cichym głosem, w którym było więcej życzliwości, niż przy naszym pierwszym spotkaniu. Wtedy nie myślałam racjonalnie, kierowałam się instynktem pierwotnym i silnym...
Spojrzałam za niego, słysząc kolejne kroki i już po chwili dostrzegłam swego jaskrawego fioletowo różowego samczyka. Na moim pysku pojawił się czuły, radosny uśmiech, a ogon poruszył się żywiej, gdy spojrzałam w jego srebrzyste oczka.
- Witaj, synku - przywitałam się. Ale nie podeszłam, wyczuwając, że samczyk nie chce tego zrobić, zwłaszcza, że właśnie coś szeptał na ucho swemu ojca. Zastrzygłam własnym uchem, czując, jak ogarnia me serce smutek, ale trzymałam się dzielnie, nie zbliżając się i nie chcąc im przeszkadzać.


Kobaltowy Szpon
Uzdrowiciel Ziemi

Wysłany: 2014-01-05, 10:32
A: S: 1| W: 2| Z: 4| I: 3| P: 1| A: 1
U: L,O,A,MO,MA: 1| B,S,Skr: 2| W: 3| MP,Lecz: 4
Atuty: Inteligentny; Pamięć Przodka;
- Nie - odpowiedział Lotosowi ze zdziwieniem całkiem wyraźnym w głosie. - Po prostu nie sądziłem, że jedynym czasem, kiedy będę miał okazję cię zobaczyć, będzie moment kiedy spotykasz się ze swoją rodzoną matką - Kobalt wzruszył ramionami, po czym ruchem pyska wskazał Esencję. - No, dalej. Ona na pewno długo czekała na szansę porozmawiania z tobą. Niegrzecznie jest kazać jej czekać dłużej.


Lotos
Pisklę

Wysłany: 2014-01-05, 11:25
A: S: 1 | W: 2 | Z: 1 | I: 2 | P: 2 | A: 3
U: P,W: 1| B,S: 2| L: 3
Westchnął cicho, odsuwając się leciutko i patrząc w zamyśleniu na Szpona.
- To dobrze. Bałem się, że jesteś na mnie zły, bo nie wiedziałem jak porozmawiać. Ale nie gniewaj się - powiedział i liznął Uzdrowiciela w policzek. Później usiadł obok niego, patrząc radośnie na Esencję Maddary. Owinął ogon zakończony puszystą kitą wokół łapek i przekrzywił lekko głowę. Granatowa grzywa piór cała kołysała się i falowała
- Mamo, wołałaś nas tutaj po coś konkretnego, czy tylko porozmawiać? - zagadnął wesoło, chcąc jakoś zagaić rozmowę. Nie miał nic przeciwko 'tylko porozmawianiu', o nie! On jak najchętniej. Ale to zawsze jakiś pomysł na rozpoczęcie rozmowy.


Esencja Maddary
Uzdrowiciel Wody

Wysłany: 2014-01-07, 18:10
A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 5| P: 3| A: 3
U: MA,MO,S,P,B,L,O,A,Skr,Śl,Kż,M: 3| W: 4| MP,Lecz: 6
Atuty: Szczęściarz,Chtry Przeciwnik,Konsyliarz,Utalentowany,Magiczny Śpiew
Siedziałam w odległości około ogona, może dwóch od nich, nie wtrącając się w ich cichą wymianę zdań. Nie mogłam, chociaż moje serce krwawiło, zwłaszcza, potem, gdy mój synek nie podszedł do mnie, tylko rozsiadł się u boku młodszego Uzdrowiciela, zadając mi to pytanie. Niby faktycznie dobrze będzie rozwiać tą wątpliwość, ale... czy nie mogłam chcieć się z nim spotkać dla samego jego towarzystwa, czy to było dziwne?
Uśmiechnęłam się lekko, odsuwając od siebie te myśli, nie chcąc cierpieć bardziej, niż to było możliwe. Miałam dosyć bólu przez całe swoje życie. Może jednak nie powinnam była szukać zaginionego jaja? Może faktycznie byłoby lepiej, gdyby Lotos wyrastał w przeświadczeniu, że to Kobaltowy Szpon jest jego ojcem? Końcówka mojego ogona poruszyła się niespokojnie, uderzając o moje kostki.
- Owszem, że po coś konkretnego. Chciałam się z tobą zobaczyć - odpowiedziałam swobodnym, cichym głosem, przekrzywiając lekko łeb na długiej szyi. - Co u ciebie, synku? Jak postępuje twoje szkolenie? - zagadnęłam, chcąc jakoś nawiązać naszą rozmowę, a maluch mi tego nie ułatwiał.


Lotos
Pisklę

Wysłany: 2014-01-07, 19:50
A: S: 1 | W: 2 | Z: 1 | I: 2 | P: 2 | A: 3
U: P,W: 1| B,S: 2| L: 3
Cóż, to że Lotos nie podszedł do Esencji, to nie znaczy, że nie podejdzie. W końcu nadal był jeszcze nieco onieśmielony, ale nie dawał tego po sobie poznać, wiedząc, że matce może być przykro. Zresztą, pewnie zaraz mu to minie. Każde pisklę jest na początku nieśmiałe.
Posłał matce lekki uśmiech. Cóż, pewnie gdyby mógł z nią mieszkać, nie byłoby inaczej niż jest teraz. Teraz Lotos przychodził do jaskini tylko i wyłącznie, gdy był senny, nawet nie, kiedy się zmierzchało; zostawał jeszcze chwilę po zachodzie słońca na zewnątrz, chcąc popatrzeć na granat i gwiazdy nad nim, przecież były takie piękne. Dnie zaś całe spędzał na włóczeniu się i wędrowaniu, zwiedzaniu czy nawet naukach i treningach. Ale już można było poznać, że ma w sobie krew podróżników.
Ale wracając do tematu, wtedy jednak mogła być inaczej. Zawsze wiedziałby, że ma matkę pod łapą w zasadzie, ona nie martwiłaby się o niego, on nie martwiłby się o nią. W końcu jednak musiałby się przecież przenieść do własnej groty... ale to nie to samo, gdy należy się do stada matki.
- Bardzo się cieszę, mamo - odparł z lekkim uśmiechem, patrząc srebrnymi ślepiami na Uzdrowicielkę. - Nauki idą mi bardzo dobrze i szybko, za księżyc zostanę Adeptem - oznajmił z cieniem dumy w głosie, w końcu ranga Adepta to spory, sensowny powód do dumy.
- A co u ciebie, w Wodzie? Pacjenci cię lubią? - zapytał, unosząc nagle łeb, w oczach zabłysły lekkie iskierki rozbawienia. Już on by ich znalazł, gdyby nie lubili Esencji! Jak można jej nie lubić?
Lotos, nagle ośmielony wstał i podszedł do Maddary, siadając przy jej boku i opierając się o jej przednią, lewą łapę. Nie bał się jej, skąd! Ufał jej. W końcu jest jego rodzoną matką, a rodzonym rodzicom się ufa. I mógł chyba powiedzieć, że ją kocha. Nie wiedział, czy to co czuje do Esencji to miłość, ale niedługo pewnie się przekona, że tak. Martwił się o nią, rozmyślał podczas licznym wędrówek. Mama. Nie miał jej u Kobaltowego Szpona, tam był tylko tata - mimo, że nie ten prawdziwy, to dla niego jednak zawsze pozostanie tatą. A Esencja...
No, kochał ją. Kochał ją po prostu, i tyle. Jak syn matkę. Z każdym księżycem coraz mocniej.
_________________
Widzę was, choć wy nie widzicie mnie...

Zapraszam do Galerii.
 
 
 
Słoneczny Kolec.
Adept Cienia
Tiernan Krewki



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 28
Płeć: Samiec
Dołączył: 11 Sty 2014
Posty: 43
Wysłany: 2014-01-16, 16:15   
   A: S: 1 | W: 1 | Z: 3 | I: 1 | P: 2 | A: 1
   U: B,S,P,L,W,MO,MA,MP,Skr,M: 1 | Śl: 2 | O,A: 3


Od słów, do czynów, mój drogi! Obiecałeś, że się wyszkolisz. Tiernan wziął głęboki oddech, jak przed skokiem do wody i kilkakrotnie zamrugał. Tak mu się nie chciało! Ale mus to mus. Trenować trzeba.
Stał w miejscu, oddychając jak najgłębiej. Skupiał się na zapachach które przepływały przez jego nozdrza, zostawiając „ślad” do zidentyfikowania. Głównie smocze, nie ma się co dziwić. Nie zamierzał jednak śledzić któregoś z Cienistych, to by było za proste. Poddał więc wonie specjalnej selekcji. Nie ty, nie ty, nie ty, ani ty, ty, ty… Ty! Kolejne pociągnięcie nosem utwierdziło go w przekonaniu, że niedawno był tu kot. Zostawił specyficzny zapach futra i… uryny, uch. Czyli oznaczał terytorium. Nadal węsząc, starał się zlokalizować „obznaczone” drzewo. Zastrzygł uszami – zapach wydawał się dość intensywny, może kot nie jest tak daleko! Udało mu się znaleźć odpowiedni pniak – był też na nim ślad pazurów, ale nie żbiczych, a smoczych. To go nie interesowało. Ale wyjaśniało ponowne „obznaczenie” terenu przez drapieżnika.
Żbika, dokładniej rzecz biorąc. W śniegu zostały ślady łapek, co prawda przysypane białym puchem ale nadal widoczne. Słoneczny ruszył tym tropem, na ugiętych łapach i z uniesionym ogonem. Złożył też skrzydła i przycisnął je do boków – nie chciał, żeby mu przeszkadzały. Tropienie w zimie mogło wydawać się łatwe, ale wcale takie nie było. Koty miały lekki chód, nawet takie małe baryłki jak żbiki. Dlatego Tiernan nadal polegał na swoim nosie – wąchał każdy ślad, starając się sprawdzić kiedy został zostawiony. Woń była przytłumiona ale nadal dość świeża, co stwarzało nadzieje że nie męczy się na próżno. Zatrzymał się nagle – ślad się urywał, właśnie tutaj, kiedy odciski łap były głębsze! Niech to! Zaraz, głębsze?
Rozejrzał się, unosząc łeb. Aha! Na najniższej gałęzi pobliskiego drzewa widział ślad pazurów. Małe gałązki musiały zaczepić o zwierzaka, bo została na nich kępka futra. Jednak trudno byłoby mu śledzić żbika, kiedy ten zaczął skakać z drzewa na drzewo. Zaczął węszyć – niewiele to dało, wiatr co i rusz zmieniał kierunek i nozdrza Tiernana odbierały sprzeczne sygnały. Uch! Zaczął się rozglądać, starając się wyłapać jakieś inne ślady które mu pomogą. Głupi ma szczęście, zobaczył mignięcie burego futra w koronie pobliskiego drzewa. Nadstawił uszu, ściszając własny oddech. Trzaski… Tylko to dochodziło. Kierując się dźwiękiem i przystając co chwilę w poszukiwaniu śladów żbika, ruszył na wschód. Maszerował szybko, żeby nie zgubić zwierzęcia. Niepotrzebnie się martwił – kot zeskoczył na ziemię, znalazł sobie jakąś zdobycz. Na śniegu została krew. Wsiąkła już w puch, barwiąc go na karminową czerwień. Nie parowała, ale kiedy Tiernan jej spróbował – była letnia. Miał trochę opóźnienia! Śnieg wokół był trochę zadeptany, ale z kłębowiska wychodziły kocie ślady. Gdzieniegdzie pojawiały się kropelki krwi. Niósł jedzenie? Niee, przecież to samiec, oznaczał teren… Hmm, pewnie się ubrudził. Wąchając ślady i uważając by ich nie zadeptać ani nie zamieść ogonem, ruszył znalezionym tropem. Bardzo szybko doszedł do polanki na której zobaczył… ta-dam! Żbika! Kot prychnął i uciekł na widok smoka. Tiernan odwdzięczył się tym samym i wdzięcznie wzbił się w powietrze. Koniec pracy!
_________________
All that is gold does not glitter,
Not all those who wander are lost;
The old that is strong does not wither,
Deep roots are not reached by the frost.



Oporny magik (+1 ST dla przeciwnika atakującego magią)
 
 
Mrucząca Łuska 
Adept Ziemi
Are you scared?



Stado: Umarli
Rasa: Skrajny
Księżyce: 2147483647
Płeć: Samica
Opiekun: Teraz ja opiekuję się żywymi.
Partner: Złudzenie Życia, na dole.
Wiek: 17
Dołączyła: 10 Sty 2014
Posty: 671
Skąd: okolice Iłży
Wysłany: 2014-01-29, 19:27   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 1| P: 2| A: 1
   U: B,S,L,P,W,MA,MO: 1| MP: 2| A,O,Skr,Śl,Kż: 3
   Atuty: Zwinny; Pamięć przodka


Rozgwieżdżony szedł powoli ku miejscu, w którym zamierzał poćwiczyć magię precyzyjną. Leniwie powłóczył łapami, ogon zwisał luźno. W końcu dotarł na miejsce, usiadł i zaczął tworzyć.
Chwilę myślał nad tym, jaką iluzję stworzyć, ale ostatecznie zdecydował, że będzie to kotołak, Oczyścił umysł ze wszystkich niepotrzebnych myśli, by nie przeszkadzały mu w zabawie maddarą. Zaczerpnął ze swego źródła odpowiednią ilość i zaczął formować z niej obraz przed sobą.
Zaczął od łba. Łeb ów miał być dość duży, mocny i masywny. Przypominał pysk domowego kota, gdyby smoki takowe znały, był jedynie o wiele większy. Pyszczek szeroki, okrągło zakończony. Gdyby kotołak zdecydował się otworzyć go, można byłoby ujrzeć w środku mnóstwo niesamowicie ostrych, śnieżnobiałych kłów i jasnoróżowy, chropowaty język. Całą głowę porastała dość krótka, ale miękka i aksamitna sierść o głębokiej, czarnej barwie. Cały łeb był tego koloru - pysk, nos, wąsy, a jedynie oczy odznaczały się wśród tego. Ślepia były piękne, szafirowe, przecięte pionową, smolistą źrenicą. Wśród tego szafiru błądziły ledwie dostrzegalne, ale jednak widoczne jaśniejsze nici, błękitne i srebrzysto mieniące się. Za i nad magicznymi ślepiami sterczały spiczaste, trójkątne uszy, porośnięte oczywiście czarnym futrem.
Teraz pora na resztę ciała. Łeb z tułowiem łączył mocny i silnie umięśniony kark. Łapy były dosyć długie, ale smukłe, przystowane zarówno do szybkiego biegu, jak i do walki, zakończone niesamowicie ostrymi, jasnoszarymi zakrzywionymi pazurami. Na bokach zwierzęcia odznaczały się żebra, ale nie aż tak bardzo. Kotołak był szczupły, ale nie wychudzony; kiedy się poruszał, widać było grę falujących mięśni pod skórą i futrem. Jego ogon był dość długi, giętki, nie odznaczający się niczym szczególnym. Całe ciało kotołaka pokryte było czarną jak węgiel, miłą w dotyku dość długą sierścią o lekkim metalicznym połysku. Rozgwieżdzony tchnął w swoje wyobrażenie odpowiednią ilość maddary, by pokazało się przed jego oczami.
Teraz pora na resztę szczegółów iluzji. Będzie dodawał je stopniowo, po kolei. Najpierw woń.
Samiec wyobraził sobie,
że wokół kotołaka tworzy się delikatna, ledwo wyczuwalna mgiełka zapachu. Miał to być zapach lasu, jodłowych igieł i ściółki, połączony z indywidualną wonią zwierzęcia. Nie miał tu dużego pola do popisu, ale to zawsze coś. Przesłał do wyobrażenia maddarę i wnet iluzja zapachniała tak jak powinna.
Teraz pora na ruch. Kolec zaczerpnął kolejną porcję maddary ze źródła i zaczął tworzyć kolejne elementy iluzji.
Klatka piersiowa kotołaka zaczęła rytmicznie podnosić się i opadać w rytm jego oddechu. Szafirowe oczy były co jakiś czas przysłaniane na moment przez czarne powieki, końcówka ogona drgała. Jedno z uszu czasami wykręcało się do tyłu, łapiąc jakieś interesujące dźwięki.
Teraz może dźwięk? Drapieżnik mógł od czasu do czasu zawarczeć głucho w głębi gardła. W końcu jednak przyszła pora na coś bardziej złożonego.
Kotołak teraz położył się w trawie i zaczął lizać jedną ze swoich łap. Wodził po niej różowym, chropowatym językiem, zostawiając wilgotne futro, a co za tym idzie przylizane i błyszczące bardziej od reszty. Uważny słuchacz mógłby dosłuchać się cichego, kojącego mruczenia, jakie wielki kot wydawał podczas tej czynności.
Potem zwierzę znieruchomiało, wbiło szafirowe ślepia w jeden punkt, tylko ruszające się uszy i drgająca końcówka ogona zdradzały, że czegoś nasłuchuje. Kotołak wstał i obrócił się w drugą stronę płynnym ruchem. Przyjął postawę do skradania się: ugiął mocno łapy, tak że prawie szorował brzuchem po podłożu - ale jednak nie, bo przez to mógłby hałasować. Uniósł długi ogon, a łeb opuścił w dół, tak by to wszystko tworzyło jedną, prostą linię z kręgosłupem. Trójkątne uszy były sztywno postawione, szeroko otwarte szafirowe oczy wpatrywały się się w jeden punkt - w kupkę zeszłoobrotowych liści, leżącą kilka ogonów od kotołaka.
Wielki drapieżnik zaczął się skradać w jej kierunku. Stąpał lekko, jakby w ogóle nie chciał dotykać poduszkami łap ziemi. Widać było sieć mięśni grających pod skórą, kiedy podnosił po kolei łapy. Co jakiś czas zastygał w bezruchu, tylko drgająca końcówka ogona zdradzała, że żyje. Kiedy podszedł wystarczająco blisko, zatrzymał się, przygiął łapy jeszcze mocniej i wyprostował je mocno i szybko, wybijając się do góry i do przodu. Usztywnionym ogonem korygował tor lotu, przednie łapy podkulił, tylne pozostawił wyprostowane.
Gdy zaczął opadać ku ziemi, obrócił się w powietrzu tak, że łeb miał teraz niżej niż zad. Zmienił także ustawienie łap: tylne podciagnął do brzucha, a obie przednie wyprostował, by móc na nich lekko wylądował. Kiedy dotknął poduszkami łap liści, ugiął je mocno, amortyzując upadek i dostawił tylne kończyny.
Rozgwieżdzony czuł już, że jego maddara jest na wyczerpaniu, toteż nie ciągnął dalej swojej iluzji; odciął jej dopływ do kotołaka, ten zaś zniknął. Na dziś wystarczy. Adept wstał, przeciągnął się, po czym udał się szybkim truchtem do domu, na odpoczynek.
_________________
Widzę was, choć wy nie widzicie mnie...

Zapraszam do Galerii.
 
 
 
Nocna Łuska.
Adept Ziemi



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 12
Płeć: Samica
Dołączył: 27 Sty 2014
Posty: 51
Wysłany: 2014-02-02, 20:55   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 3
   U: S,L,W,Skr: 1| B: 3


Nocna wkroczyła między buki, stawiając miękko łapy w śniegu. Idąc, próbowała wyobrazić sobie, jak to miejsce musi wyglądać, kiedy świat nie jest taki zimny i, przynajmniej pozornie, martwy. Oczyma wyobraźni widziała podszycie leśne pełne mchów, traw i krzewinek, a także korony drzew, szeleszczące liśćmi, gościnne dla ptaków i wiewiórek. Jakże pełne życia byłoby to miejsce! Teraz jednak w jej uszach dzwoniła cisza, zakłócana jedynie lekkim szeptem płatków śniegu, padających na ziemię. Nocna rozglądała się bystro, szukając obiektu, który mogłaby poobserwować. Szkoda, że zimno tak skutecznie wypłasza większość zwierząt!
 
 
 
Cisza Wyklęta 
Łowca Ognia


Stado: Ognia
Płeć: Samica
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 134
Wysłany: 2014-02-02, 21:31   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 2| P: 3| A: 1
   U: O,A: 2| B,L,Pł,S,W,MO,MA,MP,Kż,Skr,Śl,M: 3


Głucha Cisza... nie... Niema Cisza, Niema Cisza robiła dużo hałasu przechodząc przez śniegi, w które zatapiała się po łokcie, jak nie łopatki. Jednak była to bardzo leciutka i wychudzona samica. Miała ogromne skrzydła, które mimo woli samicy ciągnęły się teraz po śniegu. Ale nie cały czas. Czasem unosiła złożone pokrywy skrzydeł ponad kłąb odsłaniając boki. Jeden zwykły, matowo-złoty jak ona sama, zaś drugi makabrycznie przeorany bliznami. Oczy złotołuskiej były również złote, kiedyś barwy płynnego złota, teraz, jakoby ktoś wlał w nie mleko. Tęskniła za... Tarramem? Nie. Tęskniła za dniami, kiedy Złota Twarz nie pojawiała się na horyzoncie, kiedy panował mrok, żyły wychudzone rośliny niekarmione blaskiem słońca, kiedy miały jeszcze liście. Soczyście zielone liście. Oddech bolał, choć wiatr przestał wiać. Para unosiła się z nozdrzy samicy kiedy wypuszczała powoli powietrze. Patrzała w przód nie patrząc. Jedynie złota mgiełka wirowała wokół niej, najdalej ogon od niej, a kiedy taka zetknęła się z drzewem złota zgrabnie je wymijała. Maszerując powoli. To nie była dobra pora dla łowców.
 
 
Nocna Łuska.
Adept Ziemi



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 12
Płeć: Samica
Dołączył: 27 Sty 2014
Posty: 51
Wysłany: 2014-02-02, 21:52   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 3
   U: S,L,W,Skr: 1| B: 3


Spokój buczyny przerwał odgłos, który Nocna sklasyfikowała jednoznacznie - coś dużego przedzierało się przez śnieg. Przypadła do ziemi na tyle, na ile pozwalały jej zaspy i węszyła, próbując określić, czy grozi jej niebezpieczeństwo. Była w miejscu, gdzie każdy smok, a przynajmniej zrównoważony smok, winien zachować pokój, dlatego bardziej obawiała się jakiegoś niebezpiecznego zwierzęcia. Wtem dostrzegła między pniami pobłysk złotych łusek. Nieznajomy osobnik nie zadawał sobie trudu, by pozostać niezauważonym, toteż Nocna uznała, że nie może mieć złych zamiarów. Nie pachniał Ziemią. Musiał należeć do innego stada, a Nox jeszcze kogoś takiego nie spotkała, więc jej ciekawość wygrała z obojętnością i atramentowa smoczyca podniosła się na łapy, podchodząc bliżej. Próbowała uchwycić spojrzenie mlecznych ślepi, jednak obcy smok zdawał się jej nie dostrzegać. Ryknęła więc głucho, przyjaznym tonem i rzuciła w stronę nieznajomej postaci:
- Widząc cię ma się wrażenie, że jesteś obojętna na wszystko, co cię otacza, ale nie możesz mnie nie zauważyć na tle tego śniegu, to zwyczajnie niemożliwe... Witaj!
 
 
 
Cisza Wyklęta 
Łowca Ognia


Stado: Ognia
Płeć: Samica
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 134
Wysłany: 2014-02-02, 22:04   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 2| P: 3| A: 1
   U: O,A: 2| B,L,Pł,S,W,MO,MA,MP,Kż,Skr,Śl,M: 3


Przed krokami usłyszała ryk z daleka i tam przekręciła głowę stając w miejscu. Uniosła i złożyła skrzydła na ostatnią chwilę pokazując pobrużdżony bok obcemu. Od razu rozpoznała zapach Ziemi. Tęskniła za nim? Też nie. Jej zapachem była ostra siarka. Ogień był jej domem, choć wiedziała, że niebawem się z nim pożegna. Pysk jej był kamienny i nieczuły choć tak melancholijny. Wydawała się nie rozumieć co Nocna mówi do niej i przez kilka chwil trwały w milczeniu. Zamrugała powoli zmarzniętymi jakby oczyma. Mlecznymi, zamglonymi oczyma.
~ Witaj. ~ Powiedziała cichym głosem w jej głowie, w jej umyśle, nie otwierając pyska. Jednak nie odezwała się więcej. Wyglądała na głęboko zamyśloną. Osłabioną, chorą.
 
 
Nocna Łuska.
Adept Ziemi



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 12
Płeć: Samica
Dołączył: 27 Sty 2014
Posty: 51
Wysłany: 2014-02-02, 22:21   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 3
   U: S,L,W,Skr: 1| B: 3


Cierpliwie czekała na odpowiedź. Wiedziała, jak to jest, gdy ktoś próbuje wyrwać cię z zamyślenia, podczas gdy błądzisz gdzieś we własnej głowie i niekoniecznie chcesz wracać. Tych kilka chwil poświęciła na przyjrzenie się nieznajomej. Musiała być smoczycą, przynajmniej tak Nocna zgadywała. Jej złotołuskie ciało było eleganckie i smukłe. Nox właśnie próbowała przyjrzeć się uważniej poznaczonemu parowami blizn bokowi lśniącej samicy, ale ta szybkim ruchem złożyła skrzydła, jakby kryjąc się przed jej wzrokiem. "W porządku, nie powinnam może tak nachalnie się przyglądać. Chociaż ślady po ranach to wszak nie wstyd, a świadectwo walki o jakąś sprawę" pomyślała, wracając spojrzeniem do pyska smoczycy. Wtem usłyszała jej głos w swojej głowie, chociaż ta nawet nie rozchyliła szczęk. Było to zupełnie nowe, dziwne i natrętne doświadczenie, więc Nox, zaskoczona, przysiadła na zadzie i sięgnęła szponami do głowy, jakby drapanie mogło załagodzić natarczywe mrowienie w głowie.
- Musisz to robić? Nie jestem przyzwyczajona i trochę mi nieswojo. Nazywam się Nocna Łuska i jestem Adeptką Ziemi. A jakie jest twoje imię? Pierwszy raz spotykam kogoś z innego stada? Należysz do Ognia, prawda? Kojarzy mi się z nim twój zapach.
Złotołuska wciąż wydawała się Nocnej nieobecna i zdecydowanie smutna. "Być może nie życzy sobie mojego towarzystwa" pomyślała. "Czy na to wskazuje jej milczenie? Spróbuję pociągnąć ją trochę za język."
Ostatnio zmieniony przez Nocna Łuska. 2014-02-02, 22:23, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Cisza Wyklęta 
Łowca Ognia


Stado: Ognia
Płeć: Samica
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 134
Wysłany: 2014-02-04, 12:50   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 2| P: 3| A: 1
   U: O,A: 2| B,L,Pł,S,W,MO,MA,MP,Kż,Skr,Śl,M: 3


Pociągnąć niemowę za język! Wspaniały pomysł, tym bardziej, że język duszy tej samicy jest naprawdę, naprawdę długi. Wpatrywała się zamglonymi oczami w Nocną, zamyślona. Dziwnie korna i smutna. Jednak z każdym słowem oczy samicy nabierały nowego blasku. Delikatnego błysku, jakby wybudzała się z pewnego snu.
~ Nazywam się Cisza Wyklęta, Łowca Ognia. ~ Powiedziała spokojnym, apatycznym tonem. Trochę bezosobowym. Głos poniósł się do Nocnej, trafił do jej uszu, nie umysłu, a mimo to Wyklęta nadal nie otwierała pyska.
~ Na kogo się szkolisz? ~ Zapytała spokojnie. Tak samo, jak przed chwilą, tworząc głos w powietrzu.
 
 
Nocna Łuska.
Adept Ziemi



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 12
Płeć: Samica
Dołączył: 27 Sty 2014
Posty: 51
Wysłany: 2014-02-04, 13:14   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 3
   U: S,L,W,Skr: 1| B: 3


"Cisza Wyklęta" pomyślała Nocna, w nagłym błysku zrozumienia. Nie próbowała jednak pytać o przeszłość nowo poznanej smoczycy, to nie spotkałoby się pewnie z jej aprobatą. "Musiała sporo przeżyć, wygląda jakby jakieś zdarzenie ją złamało. Bije od niej przygnębienie, może nawet żal...".
- Chcę zostać Łowczynią - oznajmiła krótko, po czym znów zadzwoniła między nimi cisza. Wtedy w głowie Nocnej zaświtał nowy pomysł. Wahając się przez chwilę, po raz któryś z kolei przyjrzała się uważnie złocistej smoczycy, ważąc na języku słowa, które za chwilę miała wypowiedzieć. Prychnęła, machając lekko ogonem dla dodania sobie kurażu.
- Może chciałabyś podzielić się ze mną swoim doświadczeniem. Skoro jesteś Łowcą, to twoje rady mogły by być niezwykle cenne, a ja chcę być bliska doskonałości, chociaż musnąć ją szponami. Pomożesz?
Pytająco spojrzała na Ciszę, zastanawiając się, co odpowie na tę propozycję.
 
 
 
Cisza Wyklęta 
Łowca Ognia


Stado: Ognia
Płeć: Samica
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 134
Wysłany: 2014-02-04, 13:23   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 2| P: 3| A: 1
   U: O,A: 2| B,L,Pł,S,W,MO,MA,MP,Kż,Skr,Śl,M: 3


Uśmiech rozjaśnił pysk samicy. Jej oblicze złagodniało z kamiennej maski, zaś ona sama stała się jakby wyraźniej weselsza. No, stała się. Same kości i łuski, a jednak wyglądała teraz nazbyt żywo jak na obraz, który przedstawiała.
~ Jeżeli nie masz mentora, mogę się nim dla Ciebie stać. ~ Powiedziała z uśmiechem na zamkniętym pysku. ~ Jest jednak coś, czego pragnę w zamian. Niewiele jest łowców, a pora nie nadaje się do łowienia, jest jednak coś, o co Cię proszę. Przekażę Ci wszystko co wiem, zaś Ty zrobisz to samo moim potomkom, kiedy będą w stanie się uczyć. ~ Powiedziała żwawo, choć pod koniec jej głos jakby zgasł. Pomyślała o swoim małym Echu, grzecznie śpiącym na posłaniu. Może bawiącym się? Dlaczego sama nie nauczy tego swoich piskląt...?
~ Zacznijmy od skradania. Spróbuj mi je zdefiniować tak, jak sama to rozumiesz. Powiedz mi na co będziesz zwracała uwagę skradając się i na co będziesz uważać. ~ Powiedziała spokojnie wyraźnie zadowolona, że może przekazać swoją wiedzę przyszłemu łowcy. ~ Nie bój się odpowiadać, mów śmiało co Ci ślina na język przyniesie. Moim zadaniem będzie poprawienie tych słów. Zaczynajmy. ~ Rzekła z delikatnym znów uśmiechem.
 
 
Nocna Łuska.
Adept Ziemi



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 12
Płeć: Samica
Dołączył: 27 Sty 2014
Posty: 51
Wysłany: 2014-02-04, 13:47   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 3
   U: S,L,W,Skr: 1| B: 3


Natychmiast dostrzegła zmianę w nastawieniu smoczycy. Wyraźnie się ożywiła, jak roślina, której włókna nagle zostały otulone promieniami słońca. Spodziewała się raczej rezerwy i zdawkowej odmowy, więc była lekko zdumiona. "Nie jestem taka zmyślna i jak mi się wydawało" pomyślała. "Wcale nie tak łatwo przewidzieć zachowania innych".
- Bardzo chętnie skorzystam z twojej wiedzy i doświadczenia - oznajmiła, przysiadając na zadzie i rozchylając szczęki w lekkim uśmiechu. Zaraz jednak zamknęła je, zaskoczona kolejnymi słowami Ciszy. Ona miałaby kogoś uczyć? Ciężko jej było wyobrazić sobie podobną sytuację z obecnej perspektywy, gdy nie umiała praktycznie nic. Zamilkła na moment, spuszczając wzrok na własne szpony, wciąż zbyt delikatne i nie poznaczone żadnymi śladami czasu czy walki.
- Dobrze, Ciszo - odpowiedziała z powagą w głosie. - Zrobię wszystko, by stać się świetną Łowczynią, a potem spróbuję także twoich potomków poprowadzić do doskonałości.
Po tym oświadczeniu skupiła się na pierwszym zadaniu, jakie zleciła jej nowa mentorka. Skradanie... Myśląc o nim oczyma wyobraźni widziała jakiegoś przyczajonego drapieżnika.
- Lubię obserwować zwierzęta - zaczęła, jakby nie w temacie. - Podziwiam niektóre z nich. Na przykład wilki, szare cienie. Kilka razy udało mi się zobaczyć, jak skradają się ku ofierze. Skradanie to chyba po prostu dyskretne zbliżanie się do określonego miejsca bądź istoty. Jego celem, samym w sobie, jest bycie niezauważonym. To, co wydaje mi się najważniejsze, to uważne obserwowanie otoczenia i ogromna kontrola nad własnym ciałem. Każdy ruch powinien być wyważony i precyzyjny, by nagłym hałasem nie zdradził naszej obecności. Nieostrożne stąpnięcie na suchą gałązkę może wszystko zepsuć. Wszystkie zmysły muszą pracować na najwyższych obrotach, bo wszystko jest nam potrzebne. Słuch i węch mogą być pomocne tak samo jak wzrok.
Przerwała na chwilę, zastanawiając się, czy powinna coś dodać.
- Ach, jeszcze wiatr! - zakrzyknęła w nagłym olśnieniu. - Powinnam skradać się pod wiatr, żeby nikt nie wyczuł z daleka mojej woni. Mam rację?
 
 
 
Cisza Wyklęta 
Łowca Ognia


Stado: Ognia
Płeć: Samica
Dołączyła: 11 Sty 2014
Posty: 134
Wysłany: 2014-02-04, 14:03   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 2| P: 3| A: 1
   U: O,A: 2| B,L,Pł,S,W,MO,MA,MP,Kż,Skr,Śl,M: 3


Odpowiedź Nocnej sprawiła, że Cisza aż wyszczerzyła kły w szczęściu i zdumieniu. To uczeń, którego pragnęła, a który nie był jej jeszcze pisany. Nauczy jej wszystkiego, co sama potrafi. Szkoda, że nie jest mistrzem w tym fachu... Jednak samodoskonalenie się nadal jest ważne. Jej nie zostało wiele czasu, ale Nocnej? Ty będzie duma na jej skażonym mieniu. Tak samo jak Echo. Być może jej potomkowie zatrą ślady jej hańby.
~ Wspominając i zagłębiając się w pewne sytuacje można wynieś bardzo wiele wniosków, prawda? ~ Powiedziała z szerokim uśmiechem na pysku. Mleczne oczy rejestrujące przed sobą czarną sylwetkę pojaśniały z powrotem. Gdyby nie wymizerniałe ciało... Jej oczy znów lśniły płynnym złotem.
~ Masz całkowitą rację. Krok skradającego się musi być cichy, nie może wywoływać żadnego dźwięku. To jest w zasadzie podstawa. Jak i ukrycie zapachu - dlatego należy skradać się możliwie pod wiatr. Czyli dokładnie to, co mówisz. Co zrobisz, kiedy Twoją drogę przetnie zapach i wyraźny ślad kopyt, czy łap? Zapach mówi, byś szła na zachód, zaś ślady kończyn na wschód. ~ Zapytała spokojnym tonem. Była wręcz... uradowana! Żywa! Ocknęła się z czegoś, co gnębiło ją i zamykało oczy.
 
 
Nocna Łuska.
Adept Ziemi



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 12
Płeć: Samica
Dołączył: 27 Sty 2014
Posty: 51
Wysłany: 2014-02-04, 14:23   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 3
   U: S,L,W,Skr: 1| B: 3


Złotołuska wyglądała na zadowoloną, co dodało Nocnej pewności siebie. Jej pysk bardzo zmienił oblicze od chwili, gdy przypadkiem się spotkały. Jej wcześniejsze oblicze było zimną, obojętną maską, natomiast to teraz pojaśniało i nabrało życia. Obserwowanie tej przemiany sprawiało Nox dużą przyjemność. Skinęła głową na pierwsze pytanie, nie dodając już nic więcej. Skoro obie rozumieją, jak ważna może być gra skojarzeń, wielokrotne powtarzanie tego faktu w towarzystwie zmieniających się ozdobników było bezcelowe. Skupiła się na kolejnym pytaniu Ciszy, które wzbudziło jej wątpliwości. Właściwie zupełnie nie wiedziała, co powinna na nie odpowiedzieć. "Co jest ważniejsze: tropy czy zapach?" myślała spokojnie, wiedzą, że pośpiech jest wrogiem logicznego myślenia.
- Gdybym natknęła się na takie ślady, próbowałabym ustalić, czy są świeże. W końcu one też mają swój zapach, co może mi pomóc w odkryciu kierunku, w który powinnam się udać. Myślę jednak, że bardziej zaufałabym zapachowi i poszłabym na zachód.
Nie wiedziała co dopowiedzieć, więc zapytała tylko z rozbawieniem:
- Powiedz, Ciszo, przez taką decyzję zostałabym bez obiadu czy też nie?
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2016).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!


Wymiana bannerami: KLIK!


KrĂłl Lew
SnM
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 12