FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Aleja Zakochanych
Autor Wiadomość
Dymomówczyni 
Czarodziej Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 49
Płeć: Samica
Opiekun: Wieczna Perła i Strażnik Gwiazd
Mistrz: Płomień Wiary
Dołączyła: 10 Gru 2019
Posty: 237
Wysłany: 2020-08-25, 20:38   
   A: S: 2| W: 3| Z: 1| M: 4| P: 1| A: 1
   U: B,L,W,MP,Śl,Skr,Kż,M,MO,MA: 1
   Atuty: Wytrwały, Niestabilny, Twardy jak diament


Z jednej strony wolałaby całkowicie skupić się na Goździk, a z drugiej nie umiała puścić mimo uszu dialogu, który odbywał się tuż obok. Liczyła raczej na jakieś przyjemne spotkanie. Dawno nie widziała brata i nawet jeśli cel mógł być melancholijny, to jednak mieliby chwilę na spędzenie czasu. Taką bez trupów, wymiocin i innych nieprzyjemności tak blisko związanych z cyklem rodzenia się i umierania...
Na pewno nie chciała teraz słyszeć, jak ojciec usilnie próbuje coś udowodnić Basiorowi. Do tego coś, czego Poszukująca nie rozumiała. Co tak bardzo mu w tym wszystkim przeszkadzało? Czy naprawdę musiał drążyć? Czy naprawdę teraz?
Miała ochotę po prostu stąd odejść...
Nie! Skup się na czym innym. Na przykład na Goździk!
- To perła - odparła lakonicznie, ale tym razem nie mogła się powstrzymać, by nie dodać jeszcze kilku słów. - Dostałam ją od mojej Mamy, a twojej babci. To pióro, to też pamiątka po niej - dorzuciła, lekko przechylając łeb i wskazując szponem na złote pióro feniksa przymocowane do lewego rogu. To zaskakujące jak bardzo je lubiła mimo tego, jak bardzo nienawidziła jego właściciela...
A po tej melancholijnej wstawce przyszedł czas na coś bardziej optymistycznego. Estrel uśmiechnęła się lekko, tylko nieznacznie odsłaniając kły:
- Nie mam nic przeciwko. To miłe. - Sama korzystała z tego słowa zawsze, gdy myślała o Perspektywie. “Ciocia Aank”. Mimo wszystko to określenie kojarzyło jej się bardzo dobrze.
Wszelkie pozytywne odczucia prysnęły jak mydlana bańka. Zastrzygła uszami i zerknęła na Strażnika z wyraźnym bólem.
Ale to był tylko ułamek chwili. Zaraz wzięła głębszy wdech i znów miała na pysku swoją zwyczajową, neutralną minę.
Był wściekły. Pewnie powiedział tak z rozpędu...
A jeśli nie? Estrel przypomniała sobie rozmowę z Rozrabiaką. Dołączyła do tego niejasne skojarzenia ze spotkania z Zamąconym... Może bańka, która pękła, nie była wcale bańką dobrych odczuć. Może raczej była to iluzja, której uparcie wciąż się trzymała, mimo że wszystko wokół wskazywało, że to tylko miraż? Piękny i wyraźnie fałszywy miraż. I tak długo nie chciała tego do siebie dopuścić... Wciąż nie chciała.
Lobelia! Tak, to było teraz ważne. Nie jakieś tam nic nie warte słowa. Lobelia.
Poszukująca przez chwilę grzebała w pamięci. Skąd ona kojarzyła tę nazwę? Czy to nie był ten wodny kwiat?
Odpowiedziała bratu lekkim uśmiechem i skinęła łbem.
- Musimy jeszcze dojść do Kurhanu. Może po drodze wymyślimy jakiś tekst...? - dodała, wstając i jakby całkowicie ignorując słowa Strażnika. Albo jego postać w ogóle, bo pytając wciąż wpatrywała się w Hebzena i po krótkiej chwili przeniosła spojrzenie na Goździk.
_________________
 
 
Cynamonowe Zauroczenie 
Łowca Ziemi



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 20
Płeć: Samica
Opiekun: Basior Lancetowaty
Mistrz: Wyzwolony Rozrabiaka
Partner: Jeden to za mało!
Dołączyła: 08 Lip 2020
Posty: 282
Wysłany: 2020-08-27, 09:29   
   A: S: 1| W: 2| Z: 5| M: 1| P: 3| A: 1
   U: W,B,Pł,L,M,Śl,Kż,A,O,MP,MA,MO: 1 | Skr: 2
   Atuty: Ostry wzrok, Pamięć przodka


Mała całkowicie skupiła swoją uwagę na błyskotkach, które miała na sobie ciocia. Chociaż pióro dostrzegła dopiero wtedy, gdy Poszukująca bezpośrednio na nie wskazała. I musiała przyznać, że całkowicie ognistej smoczycy ono pasowało. Goździk nigdy nie widziała jednak podobnego piórka nigdzie.
- Ciociu, a co to za pióro? Jaki ptak ma takie złote pióra? - zapytała, przekrzywiając lekko łebek, aby lepiej się przyjrzeć owemu piórku. Z rozmów, które toczył się wokół niej mała zrozumiała tylko tyle, iż babcia już niestety nie żyje, a tatuś ciocia oraz Prorok, chcą ją upamiętnić. Chociaż może Strażnik niekoniecznie chciał aby Basior i Poszukująca chcieli ją upamiętniać? Pisklę przez to poczuło się trochę nieswojo. Nie znała partnerki Proroka, może nie powinno jej tu być? Ale przecież tatuś ją tutaj zabrał, a skoro on tak postanowił to na pewno mogła tutaj być! Nie zaszkodzi więc dowiedzieć się czegoś więcej o babci.
- Ciociu, a jaka była twoja mama? Opowiesz mi coś o niej? Proszę! - rzekła z zainteresowaniem, jednak na tyle cicho by nie przeszkadzać Basiorowi i Strażnikowi w rozmowie.
- Bo tatuś powiedział kiedyś, że ona jest już gwiazdą. I to jest miłe chyba, że ona patrzy tam z góry, z nieba. - stwierdziła z przekonaniem. Podobała jej się świadomość, że gdyby coś... To tam na górze jest ktoś, z kim będzie mogła się pobawić i porozmawiać. Mimo, że mała nie poznała Perły to czuła, iż kiedyś ją polubi. Chociaż może mogłaby ją poznać?
- Strażniku, a czy możesz zrobić tak żebym porozmawiała z babcią? - wpadł jej do łebka nowy pomysł. Ciekawe czy prorocy potrafią takie rzeczy. Wstała razem z ciocią i podeszła ponownie do tatusia. Jeśli gdzieś szli, to chciała się trzymać blisko niego. Podniosła na niego wzrok błękitnych ślepi i zapytała cichutko - Tata, gdzie idziemy?
_________________
Atuty:
ostry wzrok ~ wszystkie testy percepcji na polowaniu oparte na danym zmyśle: wzrok [kamienie szlachetne] mają dodatkową kość.
pamięć przodka ~ smok zna słabe punkty drapieżników, przez co ma -2 do ST do Ataków/Obron podczas walki z nimi
 
 
Strażnik Gwiazd 
Prorok
Smocze drzewo



Stado: Ziemi
Rasa: Drzewny
Księżyce: 28
Płeć: Samiec
Opiekun: Lato
Partner: ...
Wiek: 23
Dołączyła: 03 Kwi 2018
Posty: 1369
Wysłany: 2020-08-30, 18:25   
   A: S: 5| W: 3| Z: 1| M: 1| P: 1| A: 1
   U: B,L,W,MO,MA,MP,Kż,Skr,Śl,M: 1 | O: 2 |A:3
   Atuty: Silny, Szczęściarz, Twardy jak diament, Pojemne płuca, Znawca terenów


Przyjazne nastawienie Goździka, jej urocze pytania, wnikliwość, próba nadgonienia za sytuacją, były po prostu... blade i nijakie, gdyż wypowiadała je postać, która - jak przekonywał się coraz bardziej, w ogóle nie powinna istnieć. Czy podchodził do Hebzena, Estrel i Ibrisa jakoś inaczej niż do swojego pierwszego dziecka?
Czy spłodzenie ich miało jakiś cel, plan, próbę zadośćuczynienia za poprzednie młode? Nie, tamta bliskość była jedynie "darem" dla Perły, żałosnym i obślizgłym, którego prawdopodobnie wcale nie potrzebowała, bo nigdy więcej się o niego nie upomniała. Postąpił lekkomyślnie, egoistycznie i jak ostatni śmieć, ale w tamtej chwili coś istotnego przysłoniło jego osąd. Nie chciał stracić Perły taką jaka była, nie chciał trzymać jej na dystans, kiedy obiecywała mu zmianę. Nie było to dobre usprawiedliwienie i niczego w zasadzie nie zmieniało, ale miał cokolwiek. Hebzen opierał się mimo tłumaczeń, choć nic go nie pętało. Nie chciał widzieć błędności swego postępowania, bo na wszystko był obojętny. Jakby życie piskląt, ich komfort i rozwój były bez znaczenia.
Estrel nie zasługiwała aby również ją przez to ciągnąć, to prawda, zwłaszcza że jej niema, ale wyraźnie przygnębiona reakcja uderzyła Strażnika. Nie okazał tego, spojrzał na nią z surową obojętnością, znów z rozpędu, zbyt wściekły na syna, żeby potrafić rozdzielić swoją reakcję pomiędzy ją, a niego.
-
Zależało mi na Perle, dlatego byłem głupi i nie pomyślałem o konsekwencjach. Gdybym się wstrzymał i pomyślał jaką krzywdę wyrządzę kolejnym dzieciom, nie byłoby was tutaj - Nie istnieliby. Nie byli potrzebni. Nie musieliby doświadczać sytuacji takich jak ta, z ojcem takim jak on.
Nabrał powietrza głęboko i westchnął.
-
To nie wasza wina - powiedział lżej, ale wcale nie przepraszająco i spojrzał na Goździk - Bycie gwiazdą to tylko przenośnia. Perła nie żyje - Nawet gdyby była duchem szukającym kontaktu, nie powinni go akceptować. Nie chciał fałszywych nadziei, ani ułudy w której obecnie nurzał się Hebzen.
Strażnik znów spojrzał mu prosto w ślepia. Zawiedziony.
-
Goździk nie wydaje się złym młodym, dlatego nie zasłużyła na ojca, który nie rozumie po co powstała i któremu naprawdę na niej nie zależy-

Ale-

Pieprz się. Nie był hipokrytą. Wiedział, że sam jest zły. Nie chciał widzieć jak podobny scenariusz odgrywa się ponownie, ale z innej perspektywy.
-
Nie płódź więcej piskląt, dopóki nie nauczysz się jak i po co być ojcem. Nie powielajcie moich błędów -

Gniew ustąpił w końcu i choć Strażnik ani razu nie podniósł głosu - stanowczo, surowo wypowiedziane słowa miały w jego wykonaniu ten sam wydźwięk. Żałował tego, ale nie miał siły się powstrzymywać. Denerwowało go jak bardzo nie potrafił porozumieć się z własnymi bliskimi. Po co im przy kurhanie w takim stanie?
Powinien powiedzieć coś jeszcze, ale zaniechał tego. Zamierzał ich po prostu wyminąć i odejść.


O ile nikt go nie zatrzymał, została sarna. Patrzyła na zgromadzonych skonsternowana, może trochę wystraszona, bo jej uszy były skierowane do tyłu, ale poza tym zupełnie nieruchoma.
_________________
.
Kazes
A: S: 1| W: 1| Z: 1| M: 1| P: 1| A: 1
U: B, A, O, Kż: 1
» s z c z ę ś c i a r z :..........................................................................
..odwrócenie porażki akcji na 1 sukces raz na walkę/polowanie/raz na 2 tygodnie w misji.
» t w a r d y... j a k... d i a m e n t :......................................................
stałe -1 ST do testów na Wytrzymałość........................................................
» p o j e m n e... p ł u c a :..................................................................
.........raz na walkę -2 ST do ataku smoczego oddechu. -1 ST do obron przed smoczym oddechem.
.... » z n a w c a... t e r e n ó w :..................................................................
znalezienie zdobyczy dającej 4/4 pożywienia/kamienia szlachetnego/dorodnego zioła
....raz na dwa tygodnie w polowaniu/wyprawie
.....................................................
.
[color=#6b645c] [color=#918167] [color=#af9d6a]
[color=#8a4128]
Ostatnio zmieniony przez Strażnik Gwiazd 2020-08-30, 18:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Oblubieniec Ładu 
Piastun Ognia
Senny Grafoman



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samiec
Opiekun: Sztorm Stulecia
Partner: kamienna tabliczka
Wiek: 91
Dołączyła: 29 Kwi 2020
Posty: 345
Wysłany: 2020-10-18, 13:03   
   A: S: 4| W: 3| Z: 1| M: 1| P: 3| A: 4
   U: B,Pł,L,A,Skr,Śl,Kż,MP,MO,MA: 1| W,M,O: 2
   Atuty: Boski ulubieniec, Szczęściarz


Z nozdrzy uciekła mu chmara dymu, wszak tył łba uderzył lekko o pień. Aedal oparł się niechętnie, trzymając naręcze mleczy na piersi, a na nadgarstku lśniło Oko Kammanora. Płetwa oplotła się między tylnymi łapskami, lekko wtulonymi w miękkość jesiennych traw. Praktycznie, nie robił nic. W teorii, toczył zażartą batalię ze sobą, próbując przemienić piękny dzień w owocne planowanie przyszłości. Owszem, brał na swoje barki wielkie brzemię, lecz... mógł oczekiwać od siebie chociaż godziny spokoju, racja? A nuż wyciągnąłby z tego spotkania więcej niż kolejną salwę stresu o przyszłość.
Wyczekiwał tego jedynego przeciwnika, który go zachwycił.
Tego, jak się zmienił, i jak Bojowy Okrzyk prezentuje się po księżycach rozłąki.
_________________
    Ω boski ulubieniec - spotkanie duszka raz na polowanie lub misję, owocujące o połowę większą nagrodą niż jest to dopuszczalne w przypadku "czegoś niespodziewanego"
    Ω szczęściarz (xx.xx) - odwrócenie porażki akcji lub rzutu na wytrzymałość; do użycia raz na dwa tygodnie
    Ω altruista - stałe -2 ST do wszystkich akcji towarzysza na misji lub polowaniu; modlitewny dar Dadu dla innego smoka raz na miesiąc

    KK — MISIO (samica hydry)
    S: 1| W: 1| Z: 3| M: 1| P: 1| A: 1
    B, Skr, A, O: 1| Pł: 2

    KK — SZACH (basior)
    S: 1| W: 1| Z: 1| M: 1| P: 1| A: 1
    B, Skr, A, O: 1
 
 
Bojowy Okrzyk
Wojownik Ziemi



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 26
Płeć: Samiec
Opiekun: Lepka Ziemia
Mistrz: Astralny Poranek
Dołączył: 04 Maj 2020
Posty: 153
Wysłany: 2020-10-18, 20:56   
   A: S: 5| W: 2| Z: 1| M: 2| P: 1| A: 1
   U: W,B,Pł,L,M,Skr,Śl,Kż,A,O,MP,MA,MO: 1
   Atuty: Ostry wzrok, Adrenalina


    Nie odpowiedział na wiadomość, co częściowo wywoływało w nim wstyd, a częściowo złośliwą satysfakcję. Wiedział, że to świadczy o nim źle - w końcu Oblubieniec odpowiedział mu od razu i to w bardzo uprzejmy sposób. Nie mógł Ognistemu nic zarzucić. Kiedy lądował w Alei Zakochanych - nie miał wcześniej pojęcia, że to miejsce się tak nazywa - zaczynał już czuć znajomy uścisk nerwów. Wyciszenie osiągnięte podczas walki znikało coraz szybciej.
    Dwie pary skrzydeł zgodnie biły powietrze, kiedy Ziemny i jego kompanka znaleźli się nad aleją. Drzazga poczekała aż Bojowy wyląduje - wzbijając do góry obłoczek suchych liści - i nadstawi dla niej skrzydło. Przysiadła na jego ramieniu i ćwierknęła wdzięcznie.
    Teraz mogli szukać Ognistego. Nie było to trudne - w rozgrzanej Alei panował zapach suszących się liści, ostatnich jesiennych kwiatów i wyraźne nuty popiołu. Skierował się w jego stronę, wypatrując też świeże ślady łap.
    I znalazł go przed sobą - plamę bieli, czerni i jesiennej rudości, jakby przyrośniętą do jednego z pni. Dziedzictwo Oblubieńca było teraz znacznie wyraźniejsze niż tylko wąsy i grzywa - Okrzyk zawiesił oko na dłuższych zwojach jego cielska. Miał mięśnie, których nie powstydził by się Łupieżca... Ani on sam.
    Okrzyk wiedział, jak sam wygląda. Długie, masywne łapy niosły szczupły - może nawet za bardzo - korpus i długą, zgrabną szyję. Koralowe łuski poznaczone były kroplami zaschniętej, brązowej krwi. Drobna mżawka posoki znaczyła jasną plamę na pysku, przechodziła na pierś i poznaczone błękitem łapy. Szarawy pył z Areny gdzieniegdzie przykrywał migoczące łuski. Zapach Ziemi przykrywał nadal wyczuwalny aromat ziół i metaliczny posmak juchy.
    Zacisnął zęby i nie zwalniał. Zwyczajnie, po walce by się umył. Ale teraz... Teraz chciał, by Oblubieniec zobaczył, co go ominęło - chociaż usprawiedliwiał to przed sobą tym, że po prostu nie chciał by Ognisty czekał na niego jeszcze dłużej.
    - Jestem. Wybacz, że musiałeś czekać. Oto Drzazga. - Skłonił łeb w przywitaniu, jednakże niezbyt nisko. Głos - opanowany i niski - brzmiał rzeczowo. Na przedstawienie, dzięciolica zaklekotała dziobem i poruszyła głową, pokazując swój żółty grzebień z obu stron. To sprawiło, że Okrzyk nieco się rozluźnił, nie mogąc powstrzymać napływu czułości.
    Podszedł bliżej, zostawiając pomiędzy nimi dystans jednego ogona. Nie siadał - nie chciał by Drzazga musiała się przesiadać. Zamiast tego przechylił lekko łeb i wbił pomarańczowofioletowe spojrzenie w jasne ślepia Piastuna.
    - O czym chcesz pomówić? - zapytał, cytując właściwie słowa samca. Stojące w zenicie słońce kładło się promieniami na jego pysku, rozświetlając charakterystyczny błękitny znak, zdobiący niegdyś pysk Wojowniczki Ognia.
_________________

☾ ostry wzrok ☽
dodatkowa kość do testu Percepcji opartego na wzroku [kamienie szlachetne]


☾ adrenalina ☽
dodatkowa kość w testach na akcje fizyczne (bieg, atak, obrona)
w przypadku niepowodzenia akcji maksymalna rana wynikająca z sumy kostek na akcję.



Drzazga (kk)
S: 1| W: 1| Z: 1| M: 1| P: 2| A: 1
B, A, O, Kż: 1


#57c0c3
 
 
Oblubieniec Ładu 
Piastun Ognia
Senny Grafoman



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samiec
Opiekun: Sztorm Stulecia
Partner: kamienna tabliczka
Wiek: 91
Dołączyła: 29 Kwi 2020
Posty: 345
Wysłany: 2020-10-18, 21:23   
   A: S: 4| W: 3| Z: 1| M: 1| P: 3| A: 4
   U: B,Pł,L,A,Skr,Śl,Kż,MP,MO,MA: 1| W,M,O: 2
   Atuty: Boski ulubieniec, Szczęściarz


Spoglądał leniwie na nadchodzącego Ziemistego i każdy jego ruch obserwował tak, jak w trakcie pierwszej ich walki. W aprobacie wręcz podziwiał jak Bojowy Okrzyk mieni się na niebie, to łapami miażdży pod sobą kruche źdźbła trawy; bezdenne oczy Aedala, ot, w nieokiełznanym chłodzie patrzyły na każdy refleks światła w łuskach Ziemistego. Był on wysoki, woził się dumnie w świetle dnia, i z jeszcze większą dumą raczył przynieść ze sobą krew.
Juchę, jaka kroplami zdobiła jego pysk.
Piastun mógł przyrzec, że ten, kogo widzi naprzeciw, bez wątpienia jest stereotypem Ognistego. Zmrużył po chwili bezdenne ślepia. Cichy pomruk uciekł dymem z nozdrzy, do których docierała woń walki... której, o dziwo, nie potrafił już zdzierżyć. Bezsensowny rozlew, trening brata z bratem, jaki nieraz kończył się śmiercią. Ale rozumiał więcej, niźli chciał rozumieć. Aedal miał być zazdrosny, że te kły wylądowały na innym ciele niż jego. I może trochę mógł być, acz skwitował to zarysem uśmiechu pod firaną wąsów.
Morien.
Pomówi później. Nie teraz. Nie mógł.
Łbem pokrótce ukłonił się na przywitanie, lecz było to zbyt krótkie. Nie potrafił zdjąć z niego oczu. Mlecze zacisnął w łapie, wstając powoli. Pokręcił łbem delikatnie, podszedł ze stukotem obsydianu, a nagle... ogromna, pomarańczowa łapa musnęła łuskowatą brodę. Łupnął zadem, usiadł tuż przed nim, świecącym jak koral, i potężnymi palcami wycierał posokę z Harnasia.
- Chociaż wygrałeś - rzucił cicho, a głos jego nadal ciężki, lecz zimny niczym lód. Mimo to uśmiechał się dalej, przymrużając ślepia. Niknąc w cudowności dziedzictwa. - To zaszczyt cię widzieć. Byłem przekonany, że się nie zjawisz. Zanim zacznę, daj się wyczyścić... spójrz, jak wyglądasz...
Język uciekł z niebieskiego podniebienia, cisnąc się na wysunięty kciuk. Jeśli wojownik mu pozwolił, szpon ten przejechałby po piersi, bowiem zanim Aedal podjął się dotknięcia, podarował mu wymowny uśmiech.
_________________
    Ω boski ulubieniec - spotkanie duszka raz na polowanie lub misję, owocujące o połowę większą nagrodą niż jest to dopuszczalne w przypadku "czegoś niespodziewanego"
    Ω szczęściarz (xx.xx) - odwrócenie porażki akcji lub rzutu na wytrzymałość; do użycia raz na dwa tygodnie
    Ω altruista - stałe -2 ST do wszystkich akcji towarzysza na misji lub polowaniu; modlitewny dar Dadu dla innego smoka raz na miesiąc

    KK — MISIO (samica hydry)
    S: 1| W: 1| Z: 3| M: 1| P: 1| A: 1
    B, Skr, A, O: 1| Pł: 2

    KK — SZACH (basior)
    S: 1| W: 1| Z: 1| M: 1| P: 1| A: 1
    B, Skr, A, O: 1
 
 
Bojowy Okrzyk
Wojownik Ziemi



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 26
Płeć: Samiec
Opiekun: Lepka Ziemia
Mistrz: Astralny Poranek
Dołączył: 04 Maj 2020
Posty: 153
Wysłany: 2020-10-18, 21:59   
   A: S: 5| W: 2| Z: 1| M: 2| P: 1| A: 1
   U: W,B,Pł,L,M,Skr,Śl,Kż,A,O,MP,MA,MO: 1
   Atuty: Ostry wzrok, Adrenalina


    Zapomniał już, jak niepokojące było lazurowe, bezdenne spojrzenie. Pamiętał, że takie właśnie były ślepia Oblubieńca - ale pamiętać, a doświadczać po raz kolejny to dwie zupełnie różne rzeczy. Zmuszał więc swoją pierś do pracy, nie chcąc zastygnąć pod ciężarem nieprzeniknionego wzroku. Kiedy Ognisty ruszył w jego stronę, zesztywniał w niepewności. Nie chciał aby Drzazga musiała go puścić. Czuł się pewniejszy dzięki jej obecności.
    Jego uwagę przykuł nieznany, szklisty kamień zdobiący nadgarstek Oblubieńca. Nie wyglądał jak żaden znany mu klejnot. Coś zdawało się migotać w środku...
    Dziwniejsze jednak były mlecze, nadal ściskane, co sprawiało że chód samca stał się odrobinę mniej zgrabny.
    Drgnął, kiedy wibracje spowodowane klapnięciem Aedala przeszły po jego łapach. Zmrużył ślepia w nie do końca przyjazny sposób, w nieufny sposób śledząc wyciągniętą w swoją stronę łapę. Jego zmysły, przed chwilą jeszcze zachowujące się normalnie, zdawały się wejść w tryb walki. Każdy ruch powodował chęć odwrotu i ucieczki, każde drgnienie powodowało napięcie.
    Drzazga zakołysała się delikatnie na jego skrzydle, niezadowolona tego, że jej nie została poświęcona żadna uwaga. Ale mocniej chwyciła Okrzyk, dodając mu dotykiem swojego opanowania.
    Nie drgnął, kiedy poczuł dotyk na szczęce, a potem na piersi. Zmusił po raz drugi do normalnego oddechu. To nic nie znaczyło. Mango też pomagał mu czasem czyścić łuski. Przed chwilą jeszcze okładał się pięściami i ogonem z bratem nad Zimnym Jeziorem. Perspektywa dotyku, nawet od prawie-obcego Ognistego nie powinna go paraliżować. Nie mógł się cofnąć - byłoby to pokazanie, że mu to przeszkadza, że jest wrażliwy, że w jakikolwiek sposób go to obchodzi. Nie poprawił więc słów komentujących walkę, skupiając się bardziej na obojętnym tonie Aedala i jednoczesnym uśmiechu. Nabijał się? Bojowy nie zamierzał dać się podpuścić. Ognisty sam wyrzekł się prawa do walki. Nie powinien oczekiwać, że teraz będzie dostawał na ten temat szczegóły.
    - Zanim zdążyłem odpowiedzieć, ktoś zdążył już odpowiedzieć na wyzwanie. - Skłamał gładko, nie spuszczając wzroku z ozdobnej bransolety. Nie był jednak pewien, ile jeszcze może wytrwać bez ruchu, bez drżenia za każdym razem, kiedy obca łapa dotykała jego łusek.
    Uratowała go Drzazga, która nagle wypuściła z dzioba długi trel i nachyliła się by dziobnąć pomarańczową łapę, zmuszając ją do odsunięcia jej.
    - Wybacz. Bywa terytorialna - powiedział natychmiast, przez więź przesyłając dzięciołce falę wdzięczności. Nie był pewien, jak skomentować resztę słów Piastuna. Zaszczyt? Czy naprawdę tak się czuł, czy było to zaledwie drażnienie się? - Nie chciałem, byś czekał dłużej. Co to za sprawa, Oblubieńcu? - zapytał ponownie, tym razem z większym naciskiem. Po raz pierwszy wymawiał na głos nowe imię Aedala. Bez drugiego członu brzmiało... Pesząco intymnie.
_________________

☾ ostry wzrok ☽
dodatkowa kość do testu Percepcji opartego na wzroku [kamienie szlachetne]


☾ adrenalina ☽
dodatkowa kość w testach na akcje fizyczne (bieg, atak, obrona)
w przypadku niepowodzenia akcji maksymalna rana wynikająca z sumy kostek na akcję.



Drzazga (kk)
S: 1| W: 1| Z: 1| M: 1| P: 2| A: 1
B, A, O, Kż: 1


#57c0c3
 
 
Oblubieniec Ładu 
Piastun Ognia
Senny Grafoman



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samiec
Opiekun: Sztorm Stulecia
Partner: kamienna tabliczka
Wiek: 91
Dołączyła: 29 Kwi 2020
Posty: 345
Wysłany: 2020-10-18, 22:32   
   A: S: 4| W: 3| Z: 1| M: 1| P: 3| A: 4
   U: B,Pł,L,A,Skr,Śl,Kż,MP,MO,MA: 1| W,M,O: 2
   Atuty: Boski ulubieniec, Szczęściarz


On widział... to była przeszło satysfakcja, jak kątem oka zauważał te delikatne, nienamacalne zmiany, chociażby w cieple oddechu, jakie padało na nadgarstek. W pędzie płuc, nieżyczliwości źrenic, a nawet w tempie ruchu, który nieomal został przegapiony. Wszak Aedal nie skupiał się już na pysku wojownika, teraz zaprawionego w walce, a na zarysie mięśni, jakie spinały się pod każdym kolejnym muśnięciem. Niewyobrażalną przyjemnością było siedzieć przed kimś tak... nieznajomo znajomym. I nie mógł zarzucić, że mięśnie te były silniejsze od jego własnych, i że mniejszą wiotkością się odznaczały pod cynobrowymi polami rozsianych łusek.
Urodzony był by walczyć, w tym nie było cienia wątpliwości... choć ta walka niezrozumiałą enigmą stała się w oczach Aedala, rzekomo lazurowych. Sęk w tym, że nigdy nie wpatrywał się w nie tak długo, jak w bursztyny zaklęte na morskiej tarczy, jaką było lico Bojowego. Rozwarł w podziwie wargi, te mlasnęły niemo, już miał uciec jakiś głos, zgoła niepodobny do Ognistego...
- Tu jestem - upomniał się cicho. Owszem, obsydian był fantastyczny. Boski, zarazem, lecz dla Aedala nie był błyskotką. Najzwyczajniej, przypominajką o większym celu. Upomnieniem o nadmiernej dumie, jaka go fascynowała w drugim, o niższości i służalności, jakiej pragnął, za cenę tego, co czuł obecnie. Chciał się zbliżyć do Ziemistego, bardziej niż do kogokolwiek przedtem. Pierwotna chuć, rzecz jak sekret na końcu holu, wystarczyło tylko przejść. I przejść raz jeszcze, w nowym wcieleniu. Pragnął więcej niż kiedykolwiek w swoim życiu, chwiejnym i krótkim. Nie pragnął tego nigdy, nawet do Zorzy. Nawet do nadziei na lepsze jutro. Zamilkł, nie mogąc wydusić słowa. Upadał w głębię, czeluść, w której czołga się do jedynej ikony. Tutaj, zbyt filuternie ozdobionej. Urok Nytby. Język przebiegł po kłach, łeb przechylił w błogostanie, słowo... uciekło przez palce. - Och - łapa odskoczyła, zaś wzrok runął na Drzazgę, o jakiej najwyraźniej Oblubieniec Ładu zapomniał. Galopem myśli uderzyły o siebie i coś błysnęło w oczach uśmiechniętego wężowego. - Jest... zdumiewająca. Pięknie śpiewa.
Odsunął się, nie naruszając już terytorium dzięcioła. Trzymał się siebie... i mleczy, iskrzących żółcią niezmiernie okropną. Brzydką, intensywną, niczym nieodpowiednia rzecz w nieodpowiedniej łapie. A ta lekkim ruchem, powolnym, uciekła tuż pod nos Bojowego Okrzyku.
Nie mówił nic, ino darował.
Patrzył, nie akceptując sprzeciwu. Patrzył, nie sugerując nic. Patrzył, akceptując wszystko, co najdzie.
Odkaszlnął wreszcie, wypluwając gulę w gardle.
Sprawa boska.
Sprawa wyższa.
Nie ma cię tu, Aedal. Nigdy cię tu nie było.
- Muszę znaleźć Immanora - zaczął ciężko. Wyprostował się, ciągnąc swoim nadmiernie obojętnym głosem: - Stwierdziłem, że jako, iż to wasz patron, chciałbym iść w poszukiwaniu Jego iskry z Ziemistymi, z tobą na czele. Gdy tylko znajdę odpowiednią zapłatę za błogosławieństwo Sennah, poinformuję cię, żebyś zebrał chętnych, jeśli się zgodzisz na moją propozycję. Poza tym, chciałem pomówić o twojej... matce. Była samicą wyjątkową, to zapewne, i bezsprzecznie zasługuje na upamiętnienie na terenach Stada Ognia w postaci pomnika lub osobnego kurhanu. Oczekuję, że wiesz jak wyglądała, i poszukuję Ziemistych rzemieślników, żeby mi pomogli z pracą. Sam nie jestem najlepszym artystą. Wtedy, chciałbym żebyś był obecny wraz ze swoim bratem, w celu jak najlepszego odwzorowania jej... specyficznego znakowania. Poza tym, chciałem ciebie zwyczajnie widzieć.
_________________
    Ω boski ulubieniec - spotkanie duszka raz na polowanie lub misję, owocujące o połowę większą nagrodą niż jest to dopuszczalne w przypadku "czegoś niespodziewanego"
    Ω szczęściarz (xx.xx) - odwrócenie porażki akcji lub rzutu na wytrzymałość; do użycia raz na dwa tygodnie
    Ω altruista - stałe -2 ST do wszystkich akcji towarzysza na misji lub polowaniu; modlitewny dar Dadu dla innego smoka raz na miesiąc

    KK — MISIO (samica hydry)
    S: 1| W: 1| Z: 3| M: 1| P: 1| A: 1
    B, Skr, A, O: 1| Pł: 2

    KK — SZACH (basior)
    S: 1| W: 1| Z: 1| M: 1| P: 1| A: 1
    B, Skr, A, O: 1
Ostatnio zmieniony przez Oblubieniec Ładu 2020-10-18, 22:37, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Bojowy Okrzyk
Wojownik Ziemi



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 26
Płeć: Samiec
Opiekun: Lepka Ziemia
Mistrz: Astralny Poranek
Dołączył: 04 Maj 2020
Posty: 153
Wysłany: 2020-10-19, 00:05   
   A: S: 5| W: 2| Z: 1| M: 2| P: 1| A: 1
   U: W,B,Pł,L,M,Skr,Śl,Kż,A,O,MP,MA,MO: 1
   Atuty: Ostry wzrok, Adrenalina


    Speszony uwagą, podniósł spojrzenie. Kamień był dobrym rozproszeniem, jednak nie chciał sprawić wrażenia aż tak nim zainteresowanego. Podniesienie oczu było prostsze już bez rozpraszającego dotyku. Rozżarzone wewnętrznym ogniem bursztyny ślepi znów znalazły się na pysku Ładu. We łbie, z tyłu, zaczęła mu się kręcić irytująca, niedająca się uciszyć myśl. Ma miękkie opuszki i bardzo gładkie łuski. Trudno było się nie zastanawiać, czy drobny pancerz pokrywający pysk Ognistego jest taki sam w dotyku. Skóra na pewno była cieńsza przy oczach, gdzie znajdowały się czarne pręgi, tak podobne i różne od jego własnych znaków.
    Drzazga odśpiewała kolejny fragment swojej melodii, tym razem wyraźnie akceptując komplement wąsatego smoka. Brązowe ślepia spojrzały na niego życzliwiej.
    A Okrzyk, zaskoczony wiechciem mleczy przed swoim pyskiem, bezwiednie przesunął ciężar ciała na trzy łapy i podniósł przednią kończynę. Długie, różowo-niebieskie palce zacisnęły się delikatnie wokół wątłych łodyżek. Nikt nigdy nie dał mu kwiatów.
    Od razu pomyślał o matce, która z wielką ostrożnością zrywała ostróżeczki i żmijowiec, po czym dawała mu je powąchać. O jej zwinnych, pewnych łapach Uzdrowicielki, które w wolnym czasie plotły wianki. Jedna z jego pierwszych ceremonii...
    Dla kogoś innego mlecze mogłyby być tylko chwastem niewiele różniącym się od trawy. Dla niego, chociaż nie były uzdrowicielskim ziołem, przypominały o pasji matki i łanie mleczy, na którym żywiły się jej pszczoły. Smoki często przynosiły zioła dla swoich stadnych Uzdrowicieli, nawet jeśli nie były pewne ich działania. I chociaż Okrzyk wiedział, że te nie zdadzą się do niczego prócz wąchania, poczuł się... Nie wiedział jak. Inaczej.
    (Dobrze pamiętał, jak Grabieżca przyniosła ze soba na mianowanie Łupieżcy dwa bukiety. Jeden rzuciła Basiorowi, ale drugi... Drugi oddała matce. Pamiętał ich spojrzenia. Uśmiechy).
    - Dziękuję. - Wypadło nieproszone spomiędzy bezwiednie rozchylonych warg, o wiele bardziej nieśmiałe i ciche niż życzyłby sobie Okrzyk. Zielononiebieski, wąski język wysunął się nerwowo, smakując powietrze.
    Durny! Kto się tak zachowuje?! Są przecież jakieś granice wymaganej uprzejmości. Mógł je wziąć i położyć na ziemi, udać, że nie traktuje ich jako podarku. Że nie ma to dla niego znaczenia, że odbiera to jako dziwactwo Ognistego. Czy jakiś inny Wojownik pozwoliłby na to, by Piastun z innego stada dawał mu bez powodu bezużyteczne badyle? Łupieżca pewnie przyjąłby to jako zasłużony komplement i zaśmiał się czarująco, że żółć to jego kolor, chociaż żaden kwiat nie może się z nim równać.
    Przez chwilę pożałował, że nie zabrał ze sobą brata. Nie czułby się tak przytłoczony obecnością Oblubieńca...
    (Ale też nie miałby całej jego uwagi dla siebie).
    Skupił uwagę, słysząc miano patrona Ziemi. W piersi wezbrał mu się ironiczny, niedowierzający śmiech. Stłumił go jednak, kaszląc i wypuszczając z nozdrzy obłoczki ciemnego dymu. On! Na czele ekspedycji! I to z Ognistym?
    Tak czy owak, teraz było mu się o wiele łatwiej skupić. Dotyk i mlecze zbladły - Oblubieniec miał swój cel, a jego zachowanie mogło być zwyczajnie przekomarzaniem się lub zmiękczaniem Okrzyku i jego decyzji.
    Po raz pierwszy od wylądowania w Alei pozwolił sobie na uśmiech, chociaż pozbawiony krztyny ciepła. Był to krzywy wyszczerz, mówiący "Mam cię, bratku".
    - Żadne stado nie ma "wyłączności" na poszukiwania Iskier, jednakże zgodzę się z tym, że właściwym byłoby, gdyby to Ziemni odnaleźli Immanora. Tak samo jak Ogień znalazł jego brata. - Zaznaczył wyraźnie, mówiąc szybko i bez wahania. - Jeśli tak miałoby się stać, nie jestem pewien czy moi współstadni byliby otwarci na podróż w towarzystwie Ognistego. Pozbyliście się naszego zdrajcy, Wrotycza, jednakże po waszych terenach nadal chodzi kolejny, Beri. O ile do tej pory nie uciekł. - Zawiesił ostre spojrzenie na pysku Oblubieńca, wypatrując tików czy grymasów. Dla zdrajców Ziemi nie miał żadnej tolerancji. Jego ton nie pozostawiał co do tego żadnej wątpliwości.
    - Pomyślę o tym - dodał jednak, już bez wielkiej zaciekłości. Na wspomnienie o matce uśmiech nabrał bardziej gorzkiego wyrazu. Rozluźnił się jednak i wzruszył barkami, pozwalając na zmianę tematu. - Widziałem ją raz. Mogę jednak przekazać twoją prośbę Łupieżcy, z pewnością nie będzie miał nic przeciwko. Lub Gasnącemu Wiciokrzewowi - tak teraz nazywamy Lepką Ziemię. Nie wiadomo mi nic o rzemieślnikach w stadzie. Zorientuję się jednak, czy któryś z magów nie byłby skłonny pomóc. - Szczerze w to wątpił, bo i czemu Grabieżca miałaby obchodzić kogokolwiek w Ziemi. A pewnie najsprawniej z magią precyzyjną radziła sobie matka lub Basior. Gasnącej nie chciał narażać na ból, a nie wyobrażał sobie prosić Lancetowatego.
    Ostatnie słowo zbiło go z pantałyku, jednak nie dał po sobie tego poznać. Zmrużył ślepia, po ptasiemu przechylając pysk w bok - coś, co przejął bezwiednie od Drzazgi. Teraz, kiedy już znał prawdziwy motyw spotkania i ochłonął, łatwiej mu było znieść bliskość i wyznanie.
    (Chociaż nikt nigdy mu tego nie powiedział. Że chciałby go zwyczajnie zobaczyć).
    - Tak, przyznam, że też byłem ciekaw czy jeszcze żyjesz... jak żyjesz. Dlatego cię wyzwałem. I chciałem się przekonać, czy tym razem też bym cię pokonał. - rzucił lekko, zaczepnie. Z wyraźną nutą, która świadczyła o tym, że nie wątpił wcale w swoje siły.
_________________

☾ ostry wzrok ☽
dodatkowa kość do testu Percepcji opartego na wzroku [kamienie szlachetne]


☾ adrenalina ☽
dodatkowa kość w testach na akcje fizyczne (bieg, atak, obrona)
w przypadku niepowodzenia akcji maksymalna rana wynikająca z sumy kostek na akcję.



Drzazga (kk)
S: 1| W: 1| Z: 1| M: 1| P: 2| A: 1
B, A, O, Kż: 1


#57c0c3
Ostatnio zmieniony przez Bojowy Okrzyk 2020-10-19, 00:06, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Oblubieniec Ładu 
Piastun Ognia
Senny Grafoman



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samiec
Opiekun: Sztorm Stulecia
Partner: kamienna tabliczka
Wiek: 91
Dołączyła: 29 Kwi 2020
Posty: 345
Wysłany: 2020-10-19, 12:42   
   A: S: 4| W: 3| Z: 1| M: 1| P: 3| A: 4
   U: B,Pł,L,A,Skr,Śl,Kż,MP,MO,MA: 1| W,M,O: 2
   Atuty: Boski ulubieniec, Szczęściarz


Reakcja Ziemistego była... zanadto ciekawa. Jak gdyby odsłonił przed Ognistym kurtynę nieznaną dla żywiołu raptownego, że Ziemia - choć znana teraz ze swawoli - nadal tętni nieokiełznaną radością, ba, miłością do darów natury, jakie to otaczają każdego z Wolnych. Jakaś głęboka, zakorzeniona tradycja, w odniesieniu do wątłych kwiatów, poczęła buchać jak żywy wulkan, rozlewać się z oczu Bojowego Okrzyku ku zdziwieniu Oblubieńca. Właśnie tego oczekiwał od swoich pobratymców... właśnie po to żył, żeby Ogniści...
Mruknął w zadowoleniu, gdy ten mu podziękował. Wprawdzie, to on wyrywał się do podzięki, nawet do zbędnego chichotu, którego się nie podjął. To nie dla niego, to wbrew jemu, lecz tak bardzo chciał. Uroczym było smagnięcie języka, te wszystkie małe tiki, jakie barwnie malowały obraz zawstydzenia.
Lecz to tylko pobieżne myśli. Kątem oka powiódł na obsydian, lśniący żarliwie na nadgarstku, i wydusił z siebie niewidoczne westchnięcie. Zatrząsł uchem, szpony uderzyły bezdźwięcznie w limonkowe trawy. Te dwa zdania jak mantra biły w rozszalały umysł. Był prostym smokiem, smokiem, którego nigdy nie miało być, zapomniany w cieniu własnych ambicji. Musiał być wystarczający. Musiał kochać nie smoka, a wspólnotę, nie podążać za ścieżką innego, a wydrążyć własne. Nie mógł się zatrzymywać ani na chwilę. Przez chwilę migotała nieokreślona żałość, potrzeba, chęć... bezradność. Jego twarz nagle kamieniem obrosła, mchem przysłoniła iskry w oczach, i Aedal siedział na miarę pomnika, bezdusznie wlepiając bezdenne ślepia w pysk Ziemistego. Bez serca, bez życia, ino z godnością stadną, wysłuchiwał słów, jakoby od nich zależało jego życie.
Przytaknął powoli, zamykając oczy. Długie wąsy położyły się w wiązaniach na ziemi, zaś dwa palce ścisnęły kufę.
- Nie przypominam sobie - wyburczał sam do siebie. Chwilę tak siedział, w zamyśleniu, oddany tylko sobie... po czym nagle uniósł łeb ze świstem błon i jął pewny siebie, tonem służalczym: - Nic mi o tym nie wiadomo i pierwszy raz słyszę jego imię. Czymkolwiek wam zawinił, to w przeciwieństwie do Wrotycza, nie zagrażał on wszystkim Wolnym. Jestem pewien, że Ogień go nie wspiera, a daje schronienie jako wymiar szacunku dla Praw Wolnych Stad i zwyczajnej empatii. Jeśli zaś uciemiężył Ziemię na tyle, byśmy jako Stado mogli go uważać za godnego kary, to jestem przekonany, że Ogień nie stanie na przeszkodzie. Za odpowiednim uzasadnieniem, większym niż złamanie obietnicy, zapewne Ogień zgodziłby się na negocjacje międzystadne. Jednak nie wierz mi na słowo, Bojowy Okrzyku, bowiem nie należę do Ognistej rady.
Zatrzymał się wreszcie, nie pozwalając sobie na następne słowa. Obawiał się, że wyjdzie na to, jak gdyby się wywyższał i zamiast dumy, pychą okalał swoje miano. Bardzo się tego obawiał po słowach Kammanora. Jednak nie był przez to obojętny na wypowiedź odnośnie Grabieżcy Fal, ani o zmianie miana przez Lepką Ziemię. Ukrywał, może nieumiejętnie, swoje nadmierne zainteresowanie o zmianie przywódcy; to, co miał wiedzieć, pojawi się przed nim tak czy siak. Nie musiał drążyć żadnego tematu.
Niedługo po tym mruknął w zrozumieniu, niezbyt rad z potencjalnych opcji, jakie go zastały. Był to przeciągły, basowy dźwięk, jakoby na siłę wyciągnięty z dna płuc. Nie świadczyło to dobrze. Jeśli Ziemia nie ma rzemieślników, będzie musiał pomęczyć starego ojca lub wyciągnąć pomocną łapę w stronę Wody. Szczerze wątpił, że Plaga przyczyni się do rozwoju innego stada niż własne.
Aczkolwiek teraz, wyciągnął łapsko w stronę Drzazgi. Leniwy, powolny ruch, jakże podobny do dawnych nawyków byłego wojownika, powitał dzięcioła. Wielki palec wygiął się z pięści, zapraszając kompankę na nowe tereny, gdy właściciel mówił lekko i nader przyjaźnie. Łuk brwiowy Aedala delikatnie się uniósł, zaś głos uniósł się w odpowiedzi niedługo po zaczepce:
- Wierzę, że podołałbyś. W ogóle nie trenowałem... ach, nie chcesz wiedzieć, jak żyję. Niech bogowie tylko wiedzą. Ale jeszcze się zmierzymy. Tym się nie przejmuj. Nie po to zostałem piastunem by zostać niańką. - Uśmiechnął się łagodnie, chowając łeb w cieniu swojej aureoli. Półszeptem kontynuował, co chwila zachęcając Drzazgę do wskoczenia: - Brzydzę się ranieniem... śmiercią. Lecz nie sprawia to, że nie mogę od niej ratować w jedyny sposób, w jaki potrafię. Słowem i łapą. Dlatego też chciałem akurat iść z tobą w poszukiwaniu Immanora, lecz rozumiem stadną niechęć. Wierzę, że mamy... podobny styl, Bojowy. Że z czasem moglibyśmy rozumieć się na tyle, bym mógł przyjmować rany za ciebie, a ty ranić za mnie. Jak jeden smok.
_________________
    Ω boski ulubieniec - spotkanie duszka raz na polowanie lub misję, owocujące o połowę większą nagrodą niż jest to dopuszczalne w przypadku "czegoś niespodziewanego"
    Ω szczęściarz (xx.xx) - odwrócenie porażki akcji lub rzutu na wytrzymałość; do użycia raz na dwa tygodnie
    Ω altruista - stałe -2 ST do wszystkich akcji towarzysza na misji lub polowaniu; modlitewny dar Dadu dla innego smoka raz na miesiąc

    KK — MISIO (samica hydry)
    S: 1| W: 1| Z: 3| M: 1| P: 1| A: 1
    B, Skr, A, O: 1| Pł: 2

    KK — SZACH (basior)
    S: 1| W: 1| Z: 1| M: 1| P: 1| A: 1
    B, Skr, A, O: 1
 
 
Basior Lancetowaty 
Uzdrowiciel Ziemi



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 45
Płeć: Samiec
Opiekun: Ziemniaki
Mistrz: Światokrążca/Gasnący Wiciokrzew
Partner: Pyza & Agatka
Dołączyła: 20 Gru 2019
Posty: 669
Wysłany: 2020-10-26, 01:56   
   A: S: 5| W: 2| Z: 4| M: 3| P: 3| A: 1
   U: B,Pł,W,M,O,MA,MO,Kż,Śl,Skr: 1 | A,L,Lecz: 2 | MP: 3
   Atuty: Silny, Adrenalina, Konsyliarz, Wybraniec Bogów


[Ja tylko dokończe staaary odpis i mnie nie ma tu xD]

Coraz bardziej wydawało mu się że Ojciec jest wiecznie nieszczęśliwym kłębkiem sprzeczności. Z jednej strony chciał chyba jakoś naprawić stosunki z nim oraz Estrel a z drugiej co to się spotkali zawsze krytykował. W sumie krytykował wszystkich a to czy ktoś się przejął jego uwagami czy nie było zależne od statusu relacji i tego jak ktoś podchodził do jego osoby.
W tym momencie Uzdrowiciel skupiał się na tym by frustracja Ojca nie przelała się bardziej na Estrel. To że oberwała "przy okazji" nie było w porządku a on dobrze znosił krytykę pod swoim adresem. Chociaż z każdym słowem właśnie zastanawiał się nad tym jak to odbierać.
Był młody i filtrował sobie to co uważał za słuszne a resztę wyrzucał. Pewnie z wiekiem nauczy się że starszych należy słuchać a każda rada na swój sposób jest cenna.. Nawet jeżeli wypowiedziana szorstko w formie krytyki.
Na skierowanie się do Trel, zaraz po jego słowach skinął jej głową.
- Coś wymyślimy. Trzeba pomyśleć co najbardziej nam się z mamą kojarzy.. - wyglądało na to że zignorował słowa Strażnika nie odpowiadając mu od razu.. Jednak zaraz zwrócił się znów pyskiem do niego. Złote ślepia nie wyrażały dalej niczego konkretnego na zawiedziony wzrok odpowiedziały jednak..
Zmęczeniem.
Skoro tak to dlaczego nie zrezygnował z tego by w ogóle się nimi zajmować? Podjął się czegoś na co bezustannie narzeka.. Nie wyobrażał sobie Ojca w roli omamionego miłością samca, który dla swojej ukochanej zrobi wszystko, nawet sam przyznał że jej nie kochał ale mu na niej zależało.. Zrobił błąd. Dobrze, są wynikiem błędu i nieprzemyślanej decyzji, godnej pożałowania.
Milutko.
Chwile tak postał bez słowa jak gdyby zabrakło mu argumentów ale bardziej zastanawiał się nad tym czy dalej bronić swoich przekonań a może podziałać bardziej agresywnie? Towarzystwo Strażnika rzutowało na bardzo ponury nastrój wszystkich zebranych, chociaż sprawa oczywiście kręciła się wokół tego że ważył się rozmnożyć.
- Dziękuje za radę.. Ale wychował mnie Świat oraz Lepka i w razie problemów to do nich pójdę po poradę. Nie martw się o Goździk, będzie miała dobrze w Ziemi. - choć ton pozostawał spokojny, sam dobór słów miał swój prześmiewczy ton, bowiem Basior nie stronił od sarkazmu. Oczywiście, Strażnik w jego dzieciństwie był obecny w jakimś stopniu, Hebzen nauczony był tego iż jest Prorokiem i po prostu nie ma czasu tak samo jak on jest zajęty byciem Uzdrowicielem ale.. Z jakiegoś powodu surowe podejście Ojca nigdy nie trafiało do buntowniczej duszy Basiora a prawdą było że duży odłam czasu spędzał ze swoimi mistrzami. Wydobył od nich pewne nawyki oraz podejście.
No i sam w jakiś sposób nauczył się nie spierać z Prorokiem a pokornie przyjmować jego uwagi. To czy ich słuchał czy nie zależało od jego subiektywnej piramidki wartości.
Ciężki przypadek z tej Łajzy.
- Idziemy zrobić Babci ładny pomnik. By zawsze o niej pamiętano - odpowiedział córce a potem ruszył za siostrą, stawiając kropę w ich szorstkiej wymianie zdań.
Chociaż czy była.. Szorstka?
Bardziej smutna bo dalej nie znaleźli żadnej drogi do porozumienia i wzajemnego zrozumienia.
_________________

~Adrenalina~
"Co Cię nie zabije to wku--Zdenerwuje."
Smok dostaje dodatkową kość podczas testów na akcje fizyczne (bieg, obrona, atak). W przypadku niepowodzenia wykonywanej akcji, na skutek przegapienia przeszkody środowiskowej, smok otrzymuje maksymalną ranę, na jaką pozwala liczba kostek, którymi smok do danej akcji dysponuje, ale nie poważniejszą niż rana ciężka

~Konsyliarz~
" Pamiętajcie, na każdą chorobę jest zioło"
Smok lecząc z pomocą co najmniej minimalnej ilości ziół ma -1 ST przy etapie magicznym leczenia ran.


~Wybraniec Bogów~
"Wszystko grozi wszystkim, życie grozi śmiercią"
Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek/dwa tygodnie polowania/misji/bitwy/dla uzdrowicieli raz na tydzień w dowolnie wybranym miejscu.
Ostatnie użycie: xxx


Lola - Brzeginia
W,Zr,M,P: 1 |A:2
PŁ,MA,MO,Skr:1[/size]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2019).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!

Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 12