FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Ukryty zagajnik
Autor Wiadomość
Zaciekły Kolec 
Adept Cienia


Stado: Cienia
Rasa: Północny
Księżyce: 33
Płeć: Samiec
Opiekun: Czerwień Kaliny
Partner: Mistycznooka
Wiek: 24
Dołączył: 16 Sty 2014
Posty: 681
Wysłany: 2017-04-15, 11:55   
   A: S: 1| W: 2| Z: 4| I: 2| P: 2| A: 1
   U: S,L,Skr: 1| M,Pł,Kż,B,MP: 2| W,Śl,A,O: 3
   Atuty: Inteligentny; Nieparzystołuski;


Samiec skinął łbem na jej pierwsze stwierdzenie. Był nawet zadowolony z faktu że Sekret nie będzie wyłącznie okazywać pokory za swoje postępowanie. W głębi duszy uważał że postąpiła słusznie, co kłóciło się z tym racjonalnym myśleniem które wówczas podpowiadało że bardziej prawidłowo było wówczas dalej ulegać. Być może widział ją by dzisiaj w Cieniu i mógł na zawsze spędzić swój czas u jej boku. Tak.. Musiał się nacieszyć teraz każdą chwilą dopóki było to możliwe.
Zaplótł swój ogon znacznie mocniej od Sekretu która jako pierwsza wykazała inicjatywę w tym geście. Spojrzał na nią z zainteresowaniem, wsłuchując się w to co chciała mu przekazać.
Odetchnął głębiej, wypuszczając przeciągle powietrze przez nozdrza gdy znowu pojawił się temat jego sióstr. Chciał ją o coś zapytać, ale postanowił że nie będzie dalej ciągnął tego tematu. Było minęło. Oboje nie mają wpływu na przeszłość, mogą co jedynie kształtować własną przyszłość.
Pokręcił łbem gdy Sekret zapytała o jego matkę. To było dość skomplikowane.
- Nigdy nic nie powiedziałem swojej matce, jednak jestem niemal pewny że już wie o nas. Jaspis z pewnością nie otrzymała tamtego wywaru od nikogo innego jak od Kapłanki Cienia. Nie wiem czego powinienem się spodziewać, z pewnością jednak czekają mnie konsekwencje z takiego zbiegu wydarzeń. - Wyjaśnił jej, spoglądając na chwilę w innym kierunku. Utkwił spojrzenie gdzieś w oddali, by po chwil znów ponownie spojrzeć na swoją partnerkę.
- Ale nie martw się, raz dwa się to załatwi. Może nawet znajdziemy wspólnie jakieś rozwiązanie? - Podkreślił optymistycznie, lekko szturchnąwszy swoim bokiem o jej bok.
- Chociaż jedno mnie ciekawi.. Kim jest ten twój ojciec? I jak to tak po prostu się zgodził? Opowiesz mi coś o nim więcej? O tej waszej wspólnej rozmowie? - Zapytał ją, chcąc nieco odbiegnąć od tego smętnego tematu w którym to cały Cień zrobi teraz na nią polowanie. Nikt nie jest tak zawzięty żeby wyznaczać za jej głowę trofea, a tym bardziej dla nikogo Mistyczna nie stanowi zagrożenia. Co innego gdy sama nawinie się Południowej, ale właśnie dlatego zakazał jej zbliżania się do granicy.
 
 
 
Mistycznooka 
Łowca Wody
Żyje w sajgonie



Stado: Wody
Rasa: Górski
Księżyce: 55
Płeć: Samica
Opiekun: Płacz Aniołów
Mistrz: Opoka Ziemi
Partner: Płomień Świtu
Wiek: 20
Dołączyła: 18 Wrz 2016
Posty: 2465
Wysłany: 2017-04-22, 21:47   
   A: S: 3| W: 3| Z: 5| I: 1| P: 4| A: 3
   U: MA,MO,MP,M,W,Pł,S,L,O,B: 1| Śl,Kż,A: 2| Skr: 3
   Atuty: Zwinny, Pamięć przodków, Tropiciel, Znawca terenów


Nie była zadowolona z tego faktu. Wiedziała, że gdyby sama nie powiedziała Ojcu, to gdyby tak nagle zauważył że zrobiła się trochę cięższa, nie byłoby zmiłuj.. Zastanawiała się, czy to właśnie Kapłanka wymyśliła cały ten proceder. A może po prostu pomogła, dając sam napar? Teraz nieważne motywy. Ważne to, jakie to "konsekwencje" poniesie jej ukochany.
- Nie jestem tego taka pewna kochanie.. - skwitowała jego dosyć optymistyczne zapewnienie, a w jej głosie można było wyczuć smutek - Nie wiem czego się spodziewać teraz.. sytuacja między naszymi stadami jest napięta. Ech, mam nadzieje jednak że masz rację i zbytnio nie ucierpisz przez to.. Polityka jest głupia. - mówiąc to, delikatnie ułożyła swój łeb tuż pod jego pyskiem. Trochę topornie, jednak jakoś jej wyszło. Zamknęła oczy i słuchała kolejnych słów. Wiedziała że zejdzie na temat jej Ojca. Pewnie takie zachowanie w stosunku do najpewniejszej reakcji jego matki musiało być dziwne. Ale tu już nawet nie chodziło o Kapłankę, tylko o oba stada. Mistyk miała wrażenie że jej stado nie ma nic do kontaktów z Cienistymi, jedynie zachowują jakąś tam minimalną czujność. Zaś Cieniści.. I po co to komu?..
- Cytując "Tak? Ojej, to słodkie. Fajnie." Tak. To była jego pierwsza reakcja reakcja. - powiedziała z lekkim śmiechem. - Dziwne, no nie? Zważywszy że moim Ojcem jest sam zastępca - Płacz Aniołów. Wiesz, on jest zdania że nic mu do tego jak ja sobie układam życie. Póki Ty jesteś dla mnie dobry, jemu nic do tego. A stado.. Kilka smoków też o tym wie. "Miłość nie wybiera, prawda?". Tak powiedziała Tęcza.. - westchnęła. Teraz czas jednak na trochę bardziej gorzką prawdę..
- Wojna trochę to zmieniła. Wodni są teraz czujni a Ojciec nie jest już tak bardzo obojętny na nasz związek. Ma trochę pretensji.. ale nie staje mi na drodze szczęścia. I jestem mu za to wdzięczna. - dodała z uśmiechem, delikatnie trącając go pyskiem. Westchnęła głośno, delikatnie dla pieszczot, skierowała nozdrza w stronę jego uszu by ciepłe powietrze pomuskało wrażliwe obszary uszysk.
- Wiesz na co mam ochotę? - odezwała się po chwili - Uciec od tego wszystkiego. Po prostu wybić się i odlecieć za barierę, może nawet dalej, gdzie mnie wiatr poniesie.. Byleby z Tobą.. - ostatnie powiedziała bardzo cicho, jakby przeznaczone byłoby to dla jego uszu. Przycisnęła się do jego ciała mocniej, chcąc zatrzymać czas. Tak bardzo chciała go przy sobie zatrzymać.. Szczególnie teraz..
_________________

Hansel
Sowa

U: A,O: 3| Skr,Kż: 2 // A:W:1 Z:2 I:1 P:2 A:1

KP
Umiejętności magiczne/fizyczne: +4ST
Śledzenie/MP: +1ST
-1ST po rzutach na "widzenie maddarą"
-2ST w przypadku poświęcenia tury kompana
(nie tyczy się śledzenia i MP)
~Atuty~
Pamięć Przodków
Smok zna słabe punkty drapieżników, przez co ma -2 do ST do Ataków/Obron podczas walki z nimi (nie działa na Arenie).
Zwinny
Jednorazowo +1 do Zręczności
Tropiciel
Raz na dwa tygodnie smok znajduje na polowaniu zwierzę dające 4/4 mięsa, niezależnie od tego czy go szuka. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
Znawca Terenów
Raz na dwa tygodnie smok napotyka na polowaniu/wyprawie dodatkową zdobycz (dającą 4/4 mięsa), kamień czy dorodne zioło (w zależności od tego czego akurat szukał).

Ostatnio zmieniony przez Mistycznooka 2017-04-22, 21:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Zaciekły Kolec 
Adept Cienia


Stado: Cienia
Rasa: Północny
Księżyce: 33
Płeć: Samiec
Opiekun: Czerwień Kaliny
Partner: Mistycznooka
Wiek: 24
Dołączył: 16 Sty 2014
Posty: 681
Wysłany: 2017-05-07, 09:19   
   A: S: 1| W: 2| Z: 4| I: 2| P: 2| A: 1
   U: S,L,Skr: 1| M,Pł,Kż,B,MP: 2| W,Śl,A,O: 3
   Atuty: Inteligentny; Nieparzystołuski;


Niejako musiał się ostatecznie zgodzić w kwestii z polityką. To był najczęściej nieprzyjemny temat który chciało się zwyczajnie pominąć. Z drugiej strony, gdyby faktycznie pozostawał obojętny w stronę polityki, byłby najzwyczajniej w świecie ignorantem. Za słowem polityka kryje się wiele innych wartości które są dla niego bardzo ważne i przez które warto walczyć słowem, walczyć o swoje rację.
I może dlatego był to taki trudny temat.
Potem wysłuchał jej relacji z której po prostu nie mógł choć na chwilę się uśmiechnąć. Słysząc to z zupełnie innej perspektywy było wyjątkowo ciekawe. Zupełnie jakby te wszystkie rzeczy nie powinny dotrzeć do jego uszu, ale nawet wtedy nie miały one jakiejś ogromnej wagi, a jedynie świadomość o ich następstwie była zadowalająca, i tyle.
- Woah.. Ty tak bardzo rozmawiasz z wszystkimi o swoich sprawach. Te reakcje.. To nawet śmieszne jak.. lekko zostało to przez innych potraktowane. Z drugiej strony.. Czy istniał na pierwszym miejscu powód by potępiać nasz związek? - Zapytał sam siebie, po czym dokończył.
- Ja nie jestem tak otwarty pośród innych Cienistych. Często trzymamy swoje prywatne sprawy dla siebie. Są oczywiście wyjątki, albo nawet być może ja wolę wszystko ukrywać i zachowywać dla siebie. Niemniej jednak, w moim stadzie wiele takich spraw każdy trzyma dla siebie. Bardzo sobie ufamy i każdy ma do każdego respekt o ile czymś sobie nie zawinił. A jednak, takich rozmów jeszcze świadkiem nie byłem przez te wszystkie księżyce. Nawet z moją matką, czy Jaspis, Chaos, Etain.. Im mówię bardzo dużo, ale nie wszystko. Są to dla mnie najbliższe osoby w Cieniu. Czuję się teraz dziwnie spoglądając na to z tej perspektywy i przez ten cały czas. - Stwierdził, mówiąc ostatnie słowa ciszej. Czy to znaczyło że on jest jakiś wypaczony? Czy było to coś dziwnego?
Ożywił się słysząc jej propozycję. Zadowolenie jednak minęło gdy zdjął różowe okulary.
- Tak bardzo jak piękna jest to wizja, czuje zbyt silne przywiązanie do własnego stada, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach. Wiele spraw pozostało niezałatwionych, a póki wszystko nie zostanie rozwiązane, nawet nie mógłbym pomyśleć by opuścić swoje stado, zwłaszcza gdyby nastąpił moment gdyby mnie potrzebowano. - Zaczął dość stanowczo, wypowiadając każde następne słowo łagodniej, mimo wszystko przekonując się do jej propozycji. Cały problem w tym.. że nie mógł.
- Może.. kiedyś? - Zaproponował, przykładając swój łeb bliżej jej łba i ocierając się nim lekko.
 
 
 
Mistycznooka 
Łowca Wody
Żyje w sajgonie



Stado: Wody
Rasa: Górski
Księżyce: 55
Płeć: Samica
Opiekun: Płacz Aniołów
Mistrz: Opoka Ziemi
Partner: Płomień Świtu
Wiek: 20
Dołączyła: 18 Wrz 2016
Posty: 2465
Wysłany: 2017-05-07, 13:53   
   A: S: 3| W: 3| Z: 5| I: 1| P: 4| A: 3
   U: MA,MO,MP,M,W,Pł,S,L,O,B: 1| Śl,Kż,A: 2| Skr: 3
   Atuty: Zwinny, Pamięć przodków, Tropiciel, Znawca terenów


Było jej przykro jednak rozumiała. Rozumiała że nie może opuścić stada. Szczególnie teraz, kiedy po wojnie każde ze stad osłabło. Będą jeszcze mieli okazje.. Chociaż czy Mistyczna miała skrytą ochotę zignorować to wszystko?..
Może.
- Rodzina powinna sobie ufać. Dlaczego jestem z nimi szczera. Zdarzają się oczywiście spory, jednak mimo wszystko stanowimy całość, którą ciężko jest naruszyć. Nie ma powodu by potępiać nasz związek i zakazywać nam zakładania rodziny. - skwitowała próbując ustosunkować się do jego "pytania" mimo że zapewne nie było ono do niej skierowane, po czym zamknęła oczy trwając tak z głową w jego futrze. Jakież to było przyjemne!
- Wiesz to pewnie wynika z tego że różnimy się podejściem i charakterem. Myślę jednak że powinieneś porozmawiać z matka na ten temat. Łba Ci może nie skróci. - ostatnie zdanie powiedziała ze śmiechem. Chociaż wiedziała że ryzyko skrócenia o łeb jest możliwe.. Nie mniej jednak optymizm ukochanego udzielił jej się dlatego też zaczęła jakoś dostrzegać pozytywy tej sytuacji. Gdy Fae otarł się o nią, mruknęła zadowolona po czym polizała go czule po policzku kilka razy. Zawsze przy nim, z Sekret robił się jeden wielki pieszczoch który mógłby spędzić całe dnie na przytulaniu i lizaniu się po pyskach. Ewentualnie na jeszcze jednej czynności, jednak teraz Mistyczna wiedziała czym to się kończy. Tak jak świadomość posiadania piskląt radowała ją niezmiernie, tak samo złożenie było czymś... Strasznym. Smoczycy nie spieszyło się do powtórzenia tego rytuału. A właśnie, pisklęta!
- Wiem że minęło mało czasu.. ale wykluło się już coś może z jaj u Ciebie? U mnie na razie nic a nic. - zapytała pełna nadziei i ciekawości. Może zostali już rodzicami?
_________________

Hansel
Sowa

U: A,O: 3| Skr,Kż: 2 // A:W:1 Z:2 I:1 P:2 A:1

KP
Umiejętności magiczne/fizyczne: +4ST
Śledzenie/MP: +1ST
-1ST po rzutach na "widzenie maddarą"
-2ST w przypadku poświęcenia tury kompana
(nie tyczy się śledzenia i MP)
~Atuty~
Pamięć Przodków
Smok zna słabe punkty drapieżników, przez co ma -2 do ST do Ataków/Obron podczas walki z nimi (nie działa na Arenie).
Zwinny
Jednorazowo +1 do Zręczności
Tropiciel
Raz na dwa tygodnie smok znajduje na polowaniu zwierzę dające 4/4 mięsa, niezależnie od tego czy go szuka. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
Znawca Terenów
Raz na dwa tygodnie smok napotyka na polowaniu/wyprawie dodatkową zdobycz (dającą 4/4 mięsa), kamień czy dorodne zioło (w zależności od tego czego akurat szukał).

 
 
 
Przebłysk Jutra 
Wojownik Wody
Cukier



Stado: Wody
Rasa: Północny
Księżyce: 54
Płeć: Samica
Opiekun: Chłodny Obrońca*
Mistrz: Pieśń Słowika*
Partner: Fatum Wieszcza*
Wiek: 18
Dołączyła: 04 Gru 2015
Posty: 1143
Wysłany: 2017-05-27, 21:08   
   A: S: 1| W: 2| Z: 4| I: 1| P: 2| A: 1
   U: Pł,MA,MO,Kż: 1| B,W,MP,L,Śl,Skr,S,M: 2| A,O: 4
   Atuty: Szczęściarz;Oporny magik;Nieugięty


Brązowo-szare, pozbawione dawnego blasku ślepia niczym zahipnotyzowane spoglądały ku niebu, wpatrując się w Księżyc, który w pełnej okazałości rozświetlał rozgwieżdżone nocne niebo. Wyglądał tak samo. Dokładnie tak samo jak tamtego pięknego dnia, który na zawsze zapadł w pamięci smoczycy. Smoczycy, która już ani trochę nie przypominała dawnej siebie.
Zniszczyłaś wszystko, wiesz o tym?
Wzięła głębszy oddech starając się wytrzymać jeszcze chwilę. Zdawała sobie sprawę z nadchodzącego końca... a może jednak nie? Oświetlana delikatnym, jasnym światłem Księżyca wciąż stawiała niewielkie, powolne kroki, które ani trochę nie przypominały chodu ledwo żywego smoka. Zachowywała się tak, jakby zostało jej jeszcze dużo czasu, chciała jeszcze raz zwiedzić to piękne miejsce, poczuć się tak samo jak wtedy, przynajmniej choć jeden, ostatni raz. Ale to nie było możliwe.
Nie była w stanie określić co dokładnie czuje... a być może po prostu nie czuła nic. Jedynie cichą, smętną pustkę, która wypełniała jej martwe serce. Wszelkie emocje, uczucia którymi darzyła innych... zniknęły. Wyparowały. Była w tym momencie niczym skorupa, ciało pozbawione jakiejkolwiek duszy. Zatrzymała się, a ślepia powoli rozejrzały się po zagajniku, żeby na samym końcu ponownie skupić się na jaśniejącym Księżycu i otaczających go gwiazdach. Było już za późno na jakikolwiek ratunek.
Hej, Przebłysku, ty umierasz.
Gwałtownie cofnęła łeb do tyłu, jednocześnie trzęsąc nim na boki, a z jej gardła wydobyło się ciche warknięcie spowodowane bólem, który objął jej ciało. Łapy, które do tej pory spokojnie stąpały po zimnej trawie nagle zostały pozbawione jakiejkolwiek siły, ugięły się, sprawiając że samiczka prawie upadła na ziemię. Każdy, choćby najmniejszy ruch sprawiał, że całe jej ciało przeszywał piekący ból, a obraz rozgwieżdżonego nieba powoli stawał się delikatnie rozmazany. Otworzyła lekko pysk jakby chciała coś powiedzieć, ale nie była w stanie wydobyć już z siebie żadnego dźwięku. To był koniec.
...Nie.
Pusta skorupa, która niegdyś była jej ciepłym, kochającym innych sercem powoli zaczęła wypełniać się dawnymi uczuciami. W umyśle smoczycy pojawiły się obrazy dawnych, przeżytych chwil. Wszystkie wspomnienia powoli wracały. Po kolei uderzały w jej cierpiące serce, doprowadzając ją do jeszcze gorszego stanu. Nie chciała tego. Chciała żeby to wszystko zniknęło, przestała istnieć. Chciała się tego pozbyć.
Do jej oczu napłynęły łzy, które następnie powoli spłynęły na pokryte futrem policzki, a ciało zaczęło drżeć. Była niczym małe, bezbronne pisklę, które zgubiło swą matkę i znajdowało się w sytuacji z której nie mogło znaleźć żadnego wyjścia.
Nie.
Do jej pamięci trafiały obrazy jej rodziny, przyjaciół, którzy wciąż byli na tym świecie. Płacz Aniołów, jej ukochany syn, jedyne pisklę, któremu udało się przeżyć... a ona go zostawiła. I teraz zrobi to kolejny raz. Z jej gardła wydobył się cichy jęk. Nie chciała go zostawiać. Chciała być przy nim, tak jak wtedy gdy dopiero poznawał otaczający go świat. Chciała nadrobić wszystkie te chwile podczas których jej brakowało... a zamiast tego odchodziła. Tym razem już na zawsze.
Jednak Płacz nie był jedynym, który tutaj został. Kruczopióry, jej przyjaciel, który nauczył ją jak posługiwać się maddarą, najsilniejszy i najlepszy przeciwnik z jakim miała okazję się zmierzyć, a walki niezależnie od wyniku były dla niej wspaniałym doświadczeniem. Szept Burzy, jej uczennica, której starała się przekazać wszystko to wiedziała. Cała Woda, która była jej ukochaną rodziną...
A ona powinna jej bronić. Powinna – a tego nie zrobiła. Zabrakło jej, gdy była potrzebna pomoc. To było coś, czego żaden wojownik nie może sobie wybaczyć, a już na pewno nie ona. To nie jest sposób w jaki wojownik powinien umrzeć. Miała chronić wszystkich – a zamiast tego po prostu się poddała. Pozwoliła żeby bogowie zabrali ją do góry, żeby zaświeciła wśród gwiazd, wśród dusz innych smoków, których kochała. Z trudem uniosła łeb żeby jeszcze raz spojrzeć na niebo i dostrzec tych, za którymi tak tęskniła...
NIE.
Ale nie zobaczyła tam Fatum. Nie zauważyła Kła. Nie znalazła Chłodnego Obrońcy, ani Cichych Wód. Oni... nie poddali się. Mimo, że odeszli już dawno, to wciąż byli na tym świecie, a ona o tym wiedziała... i wiedziała też, że ona także nie może się poddać. Nawet jeśli w tym momencie jej życie dobiegało końca, to była pewna tego, że kiedyś powróci. Naprawi wszystko to, co zniszczyła.
Zebrała ostatki swoich sił, żeby ponownie móc stanął na wyprostowanych łapach. Teraz była już świadoma tego, że nie ma dużo czasu, ale została jeszcze jedna rzecz, której nie mogła odpuścić.
Uniosła łeb ku górze, a z jej gardła wydobył się głos – taki sam jak kiedyś, gdy śpiewała podczas spotkań z Piewcą. Spokojny, delikatny, lecz głośny, taki, żeby Fatum mógł ją usłyszeć. Niezależnie od tego gdzie jest. Niezależnie od tego kim jest.

Zbyt szybko minęły mojego życia dni
Mimo, że jeszcze nie powinien nadejść ten czas
Powoli śmierci poddaję się
Zanikam
Lecz zapamiętam to wszystko

Wszystkie wspomnienia pozostaną
Na zawsze w mym sercu
Radosne i smutne
Na zawsze żyć będą we mnie
Czy ty także pamiętasz
Wszystkie te chwile?
Proszę, odpowiedz mi!
Proszę, przypomnij sobie!

Czy ty także byłbyś w stanie kontynuować tę pieśń?
Czy ty wciąż pamiętasz każde jej słowo?
Czy znów byłbyś w stanie oczarować nią moje serce?
Mógłbyś to zrobić?
Spełnij moje życzenie!

Czy znów będę mogła przy twoim boku trwać?
Czy tym razem już nigdy nie zostawisz mnie?
Czy wszystko nareszcie zakończy się tak jak powinno?
Hej, odpowiedz mi
Hej, powiedz mi!
Czy mogę tak po prostu zostawić ten świat?
Czy powinnam pozostawić to wszystko za sobą?
Czy wybaczą mi wszystkie moje najgorsze błędy?
Hej, czy tak powinno być?
Nie, nie mogę tego zrobić...
Czy mogę tu pozostać, naprawić wszystkie swoje winy?
Czy wybaczysz mi, że jeszcze się nie zobaczymy?
Czy wrócisz tutaj do mnie, czy pomożesz mi?
Hej, usłysz mnie
Nie zostawiaj mnie znowu!

Powoli pochyliła łeb, a wzrok skierowała w ziemię. Przednia, lewa łapa powoli powędrowała w stronę jej szyi, żeby następnie przeciąć cienką linkę naszyjnika, który został jej podarowany od jej przybranego ojca. On tutaj zostanie... i wróci do niej w odpowiednim momencie.
Gdy ponownie ułożyła łapę na ziemi, wszystkie cztery ugięły się pod jej ciężarem, a smoczyca była zmuszona położyć się na ziemi. Oparła łeb na zimnej, lekko wilgotnej trawie i delikatnie poruszyła uchem do którego wciąż przyczepiony był złoty kolczyk – cząstka Fatum, która została z nią aż do tej chwili. Ostatniej chwili jej życia.
Na pysku smoczycy pojawił się lekki, ledwo widoczny uśmiech, a ślepia spokojnie się zamknęły. Mogłoby się zdawać, że po prostu zasnęła i po jakimś czasie znów się zbudzi, pełna sił do życia.
Ale jej już tutaj nie było.
_________________


~ Szczęściarz ~
W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.

~ Oporny Magik ~
Kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST. Atut uniemożliwia zostanie magiem i uzdrowicielem.

~ Nieugięty ~
Pod koniec walki, jeśli smok mdleje z powodu otrzymanych ran, może zadać swojemu przeciwnikowi cios, przed którym obrona jest niemożliwa. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.



Szron | Sowa
A: S:0 W:1 Z:2 I:1 P:2 A:1
U: A,O,S,Kż: 1



Fabularne:
Naszyjnik z piór od Chłodu Życia, złoty kolczyk w kształcie listka od Wieszcza

Walki
Wygrane: 5 | Przegrane: 3
PH: 11

~

Migocząca autorstwa Opiewającego Kolca ~ Przebłysk autorstwa Szkarłatnego Kolca ~ Przebłysk autorstwa Brakującej Łuski
 
 
 
Płacz Aniołów 
Wojownik Wody
Pan Sprawiedliwości



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 68
Płeć: Samiec
Opiekun: Przebłysk Jutra
Mistrz: Mama w papierach, w praktyce wszyscy
Partner: Zgon.
Wiek: 20
Dołączyła: 15 Cze 2016
Posty: 2244
Wysłany: 2017-05-27, 22:38   
   A: S: 1| W: 3| Z: 5| I: 2| P: 1| A: 1
   U: MO,Kż,S,MP,MA,Śl,B,L,Skr,W,M: 1| O: 2| A: 3
   Atuty: Ostry Wzrok, Chytry Przeciwnik, Czempion, Wybraniec Bogów, Poświęcenie


To był jeden z tych spacerów, gdzie chciał pobyć sam ze sobą. Sam ze swoimi myślami, które odcinały go od świata coraz bardziej i bardziej, skutecznie izolując go od całego świata, w którym do tej pory żył. Myśli te przelane na czyny i słowa - zdarzało się to rzadko, ale miały większy wpływ niż do tej pory - wpędzały go w samotność. A ta pogłębiała się z dnia na dzień. Skłócił się z najbliższymi, jego jedyny syn odszedł...
Zaczął dostrzegać, że w jego jaskini brakuje mu czegoś. Czyjejś obecności. Zapachu palonych ziół, cząstkowego zapachu Ziemi, gwaru, który tam panował. Jednak nie umiał tych rzeczy nazwać. Jak dotąd sprawnie ignorował te bodźce, tłumacząc się, czy raczej wmawiając sobie, że to uczucie, które ciśnie się do jego serca, oznacza słabość. Jest mu niepotrzebne. I sprawi mu jedynie trudność i przyciągnie pewne niepożądane dla niego w tej chwili myśli.
Ale coś go wyciągnęło na ten spacer. Dlaczego Płacz, który nigdy niczym się nie przejmował, chciałby zostawać sam ze sobą, by wszystko sobie w głowie poukładać? Nie pasowało to do niego. A jednak... jednak to zrobił. Być może jakaś jego cząstka zaczęła odzywać się i dawać o sobie znać, przedstawiając się jako "poczucie winy". I chciała dość do głosu. To ta cząstka ruszała powoli jego łapami, prowadząc go do ukrytego zagajnika. Być może też ta cząstka miała jeszcze inną funkcję, o której Płacz nie mógł wiedzieć. Funkcja... "przewidywania".
Jego rozmowa samego ze sobą w myślach dopuszczała coraz bardziej do głosu tę maleńką cząstkę. Płacz w końcu przed sobą to przyznał. Potrzeba mi kogoś. Jestem sam. A bardziej od tego.. jest samotny. Straciłeś przyjaciela, kierując w jego stronę nieprzepuszczone przez odpowiedni filtr słowa. Słowa mentalne, które wyciągnięte zostały prosto z jego źródła maddary trafiły do umysłu Twojej córki, która była Twoim pierwszym, a teraz jedynym dzieckiem. Wyrzekłeś się jej. A w tej samej chwili podburzyłeś swój własny autorytet u smoków, które jak dotąd darzyły się szacunkiem. Straciłeś autorytet u swojej... przyjaciółki. Pozbyłeś się ich wszystkich.
Byłeś obojętny wobec tego. Równie świetnie sobie radzisz samemu, ale to życie, które prowadziłeś wcześniej opierało się na kontaktach z bliskimi. A teraz kto Ci został?
Myśli zaczęły drążyć jego wspomnienia. Kto mu został? Rodzeństwo już dawno go opuściło. Ojciec, którego nigdy nie miał okazji spotkać odszedł księżyce temu, w momencie, kiedy potrzebowałeś go najbardziej. A matka...
Przystanął. Serce zabiło mu mocniej.
Po krótkiej chwili dotarł do jego uszu rozbity delikatnym echem głos. Głos, którego tonacja układała się w delikatną melodię... melodię, którą już kiedyś słyszał.
Ślepia zatrzymały się na śnieżnobiałej sylwetce, która kiedyś przypominała pełnego życia smoka. Która nie była dotknięta bólem, cierpieniem ani zwiastowaniem końca jej żywota. Stał nieopodal smoka, który śpiewał swoją ostatnią pieśń. W niemal identyczny sposób, co jego ojciec.
Wiedział, co ujrzy za chwilę. Ale stał dalej. Stał przerażająco obojętnie i spokojnie, zwyczajnie obserwując swoją własną, konającą matkę, jak gdyby była to zwykła nieożywiona rzecz.
Miał przez chwilę wrażenie, że on sam zaraz skończy tak, jak ona. Dlaczego... skąd to dziwne uczucie--
. . .

Czy wrócisz tutaj do mnie, czy pomożesz mi?
Hej, usłysz mnie
Nie zostawiaj mnie znowu!

Jesteś teraz... sam...
Całkiem sam...
Mamo...?
Mamo... nie, nie w tym momencie...
Mamo, chciałem Ci tyle opowiedzieć...
Zostałaś babcią... babcią Sekrecika. Jest moim największym skarbem!...
Ja... zostałem Zastępcą. Zupełnie tak, jak Ty kiedyś. Jestem dumny z tego. Mamo, jesteś też ze mnie dumna?
Mamo, mam syna... Nazwałem go po Duszku, wiesz?...
Mamo, Sekrecik została Łowcą! Nie wiesz, jaki jestem z niej dumny...
...mamo... mój syn umarł. Proszę, potrzebuję Twojej pomocy.
Wojna... wojna mnie zniszczyła. Mamo, proszę, pomóż mi. Potrzebuję Cię.
Nie odchodź.
nie...
NIE!


Zdrętwiałe ciało ugięło się pod swoim własnym ciężarem, a pysk, który nie ukazywał emocji stał się wilgotny od łez. Na w pół upadające na ziemię ciało zerwało się z potknięciem, by biec w stronę matki, Przebłysku Jutra, by wyrwać ją z łap Aterala.
Ale ten już zabrał ją ze sobą. Zabrał ją między gwiazdy. Gdzie spotka się tam ze swoimi dziećmi. Ze swoim przybranym ojcem. Ze swoim bratem. Ze swoim ukochanym.
A niegdyś i on do niej dołączy.
Syn prawie uderzył swoim ciałem o jej już nieżywe, obejmując przednimi łapami jej kark. Sztywny, a jednocześnie drżący łeb wtulił tuż obok jej pyska i tak trwał. Trwał tak do momentu, aż nie miał siły już drżeć i wylewać łez.

Po dłuższej chwili ciszy, kiedy horyzont zmieniał kolor na fioletowy, doszedł do jego uszu cichy i delikatny świergot ptaka zwiastujący wschód słońca. Mgiełka miał do połowy przymknięte oczy, które nie miały siły dłużej patrzeć. Były już zmęczone. On cały był zmęczony. Poszedłby do swojej jaskini...
Śpiew ptaka stawał się coraz odważniejszy, jakby miał na celu choć odrobinę podbudować stan psychiczny samca. Po krótkiej chwili jego łeb drgnął, chcąc poruszyć się. Z wysiłkiem odsunął swój łeb na kilka szponów od ciepłego futra Przebłysku, które zostało ogrzane przez niego samego. Zauważył, jak przed jej łapą leży... naszyjnik. Naszyjnik podobny do tego, który on sam dumnie nosi na swojej szyi. Nie wiedział, jakie miał znaczenie dla jego matki... ale jej śmierć nadała tej ozdobie zupełnie nowego i ogromnego znaczenia i wartości dla jej syna.
Wysunął powoli swoją łapę, którą położył na naszyjniku. I złapał go w garść.
A łeb wtulił z powrotem tam, gdzie był wcześniej.
_________________
Mam cierpliwość, by patrzeć
Jak toniesz,
Jak upadasz.


Posiadane:
Mięso - 10/4
Kamienie Szlachetne - 4
Inne - Naszyjnik z piórkiem Duszka, naszyjnik po Przebłysku Jutra


Atuty:
- Ostry Wzrok
Wszystkie testy percepcji na polowaniu oparte na zmyśle wzroku mają dodatkową kość.
- Chytry Przeciwnik
W czasie pojedynku/misji/raz na dwa tygodnie w polowaniu/wyprawie smok może utrudnić akcję swojego przeciwnika, który ma dodatkowe +1 do ST.
- Czempion
Raz na walkę smok ma 1 dodatkowy sukces do ataku fizycznego. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
- Wybraniec Bogów
Smok ma dodatkowy sukces przy dowolnej akcji, raz na pojedynek/polowanie
- Poświęcenie
Raz na atak smok może dodać jeden sukces kosztem rany lekkiej.


To je Płacz Aniołów. One płaczą nad jego duszą. (c) Śnieg, marzec 2k17
Żetony: jedynie dźwięk pustki

Ostatnio zmieniony przez Płacz Aniołów 2017-05-27, 22:41, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Mistycznooka 
Łowca Wody
Żyje w sajgonie



Stado: Wody
Rasa: Górski
Księżyce: 55
Płeć: Samica
Opiekun: Płacz Aniołów
Mistrz: Opoka Ziemi
Partner: Płomień Świtu
Wiek: 20
Dołączyła: 18 Wrz 2016
Posty: 2465
Wysłany: 2017-06-05, 02:20   
   A: S: 3| W: 3| Z: 5| I: 1| P: 4| A: 3
   U: MA,MO,MP,M,W,Pł,S,L,O,B: 1| Śl,Kż,A: 2| Skr: 3
   Atuty: Zwinny, Pamięć przodków, Tropiciel, Znawca terenów


// Tu takie dramy a ja się wbijam tutaj tylko z nauką Kompana!! Trochę humoru w tym miejscu!

Taak, Mistyczna znów wróciła do mozolnych szkoleń. Taak, i teraz właśnie postanowiła zająć się znów sową. Oczywiście, Hansel długo tkwiła w przekonaniu że Białooka poczwara nie będzie jej męczyć i będzie mogła skupić się na szukaniu cennych kamieni oraz na bitwie o jedzenie z Gwiazdeczką.. Ale nie. Tamta musiała sobie przypomnieć o treningach i zaś męczyć sowę takimi głupotami.
Przybyły do Ukrytego Zagajnika, mimo że Mistyczna miała z tym miejscem ostatnie ciepłe wspomnienia z jej ukochanym to tymbardziej (o dziwo) napędzało ją do działania.
- Dzisiaj nauka obrony. Oczywiście nie będę tłumaczyć Ci całej teorii, podstawy obrony znasz. Jednak oprócz odlatywania, chciałaby abyś poczuła się też jak zręcznie unikać ataków na ziemi. - powiedziała na co Sowa zahukała niezadowolona z tego całego pomysłu. Niestety Mistyczna nie próżnowała i od razu z naszykowaną mgiełką wystrzeliła do siedzącej na gałęzi Hansel. Ptaszyszko prawie natychmiast skupiło swój wzrok na nadchodzącej sylwetce a kiedy łapa wodnej była już w pozycji pionowej, lecąc tuż na jej lewe skrzydło, sowa odbiła się mocno od gałęzi, napinając wszystkie mięśnie i zginając mocno rabki aby odskok był jak najbardziej sprężysty ale i też energiczny - jej wzrok cały czas spoczywał na łapie by wyłapać odpowiedni moment do odbicia się. Oczywiście pomogła sobie prawym skrzydłem, zagarniając więcej powietrza na lewo, a atakowane skrzydło przyciskając bardziej do ciała aby uniknąć ataku. Kiedy oderwała się od gałęzi, przechyliła swoje ciało w prawo, mocno szarpiąc głową w tamtą stronę. Pazury łowczyni przecięły powietrze, a szczęśliwie dla ptaszyska unik się powiódł. Mistyczna nie zamierzała jednak próżnować i ledwo opadając na dół znów skoczyła z zamiarem poharatania tym razem prawego skrzydła Sowy, która dopiero co przemieściła się na kolejną gałąź. Tym razem atak nadchodził nie z dołu a z góry bowiem smoczyca wybiła się wcześnie w górę. Sowa ustawiła swoje ciało w linię prostą, obserwując cały czas ruchy spadającej na nią smoczycy. Niczym magiczny pocisk, przycisnęła do siebie skrzydła jak tylko najciaśniej mogła, łeb przycisnęła do szyi, jednak ustawiając go delikatnie w górę by ochraniać również początek grzbietu a ogon ustawiła nie tak sztywno jak resztę ciała by w razie czego odpowiednio zbalansować swój lot. Znów ugięła mocno nogi, wbijając pazury w gałązkę by poczuć się stabilniej na "gruncie" oraz prawie dotykając jej brzuchem i kiedy Mistyczna była blisko ta spięła mięśnie odbijając się mocno od gałęzi, korzystając z siły rozpędu jaką narobiła odbiciem by uniknąć ataku przefrunęła tuż pod smoczycą bowiem zaraz po odbiciu się, gdy tylko znalazła się pod brzuchem, rozłożyła skrzydła wyginając ciało delikatnie w dół także nie machała skrzydłami, trzymając je sztywno aby obniżyć na chwilę lot, po czym mocno zaczęła machać nimi tym razem wyginając się w górę aby poszybować właśnie tam. Mistyczna nie próżnowała i chcąc zmusić sowę do ustawienia się na gruncie, odbiła się lecąc mocno i z pełną siłą na nią usiłując ją po prostu staranować. Leciała tak, że Sowa nie miała najmniejszej szansy na to aby wzbić się w górę. Tym razem atak nadchodził nie z dołu a z góry bowiem smoczyca wybiła się wcześnie w górę. Sowa ustawiła swoje ciało w linię prostą, obserwując cały czas ruchy spadającej na nią smoczycy. Niczym magiczny pocisk, przycisnęła do siebie skrzydła jak tylko najciaśniej mogła, łeb przycisnęła do szyi, jednak ustawiając go delikatnie w górę by ochraniać również początek grzbietu a ogon ustawiła nie tak sztywno jak resztę ciała by w razie czego odpowiednio zbalansować swój lot. Znów ugięła mocno nogi, wbijając pazury w gałązkę by poczuć się stabilniej na "gruncie" oraz prawie dotykając jej brzuchem i kiedy Mistyczna była blisko ta spięła mięśnie odbijając się mocno od gałęzi, korzystając z siły rozpędu jaką narobiła odbiciem by uniknąć ataku przefrunęła tuż pod smoczycą bowiem zaraz po odbiciu się, gdy tylko znalazła się pod brzuchem, rozłożyła skrzydła wyginając ciało delikatnie w dół także nie machała skrzydłami, trzymając je sztywno aby obniżyć na chwilę lot, po czym mocno zaczęła machać nimi tym razem wyginając się w górę aby poszybować właśnie tam. Mistyczna nie zamierzała rezygnować ze swojego pierwotnego planu i już zanosiła się na to by samej zapikować w stronę kompanki jednak ta.. Po prostu wbiegła w jakieś krzaki a potem kazała się gonić po lesie. I tak właśnie skończył się ten trening.

//zt
_________________

Hansel
Sowa

U: A,O: 3| Skr,Kż: 2 // A:W:1 Z:2 I:1 P:2 A:1

KP
Umiejętności magiczne/fizyczne: +4ST
Śledzenie/MP: +1ST
-1ST po rzutach na "widzenie maddarą"
-2ST w przypadku poświęcenia tury kompana
(nie tyczy się śledzenia i MP)
~Atuty~
Pamięć Przodków
Smok zna słabe punkty drapieżników, przez co ma -2 do ST do Ataków/Obron podczas walki z nimi (nie działa na Arenie).
Zwinny
Jednorazowo +1 do Zręczności
Tropiciel
Raz na dwa tygodnie smok znajduje na polowaniu zwierzę dające 4/4 mięsa, niezależnie od tego czy go szuka. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
Znawca Terenów
Raz na dwa tygodnie smok napotyka na polowaniu/wyprawie dodatkową zdobycz (dającą 4/4 mięsa), kamień czy dorodne zioło (w zależności od tego czego akurat szukał).

 
 
 
Tropikalna Łuska 
Adept Wody
Cytryn



Stado: Wody
Rasa: Morski
Księżyce: 12
Płeć: Samica
Wiek: 16
Dołączyła: 01 Lis 2016
Posty: 381
Wysłany: 2017-06-26, 18:28   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 1| P: 2| A: 3
   U: B,Pł,S,L,A,O,MP,MO,Skr,Śl,Kż,M,MA,W: 1|


    Była słabsza. Była słabsza jako kleryk i nie zdołała się obronić. Jej celem niegdyś było leczenie innych, uzdrawianie ich, by byli znów pełni sił i zdrowi. By mogli dalej walczyć. Walczyć za tych, którzy nie mogli. Bronić ich. Jeśli udałoby się innych obronić przed otrzymaniem obrażeń - nie byłoby potrzeby ich leczyć. Jako uzdrowiciel też mogłaby nauczyć się walczyć, bronić siebie. Ale czy byłaby dość silna by obronić innych?
    Los chciał, że nie mogła pełnić stanowiska kleryka. Została zdegradowana, gdyż słuch o niej zaginął. Wracając uznała, że nie może pozwolić, by stało się znów to, przez co zniknęła. Tym bardziej jej bliskim. Przez okaleczenie jej i separację od innych przez tak długi czas musiała zdać się tylko na siebie i na gwiazdy. Jedyną jej pomoc, jedyne piękno, które nie zmieniło się mimo wszystko. Jedyny spokój i harmonię, jaką miała w tym trudnym dla niej okresie. To im się poświęciła przez te czas. To wszystko zmieniło ją. Nie jakoś drastycznie, ale wszystko pchało ją do bardziej czynnego działania. Do tego, by to ona stała w pierwszej linii obrony, a nie jedynie pomagała z tyłu i ratowała ich życia. Czas coś zrobić. Czas pokazać im prawdziwą potęgę gwiazd!
    Oszalała?
    Nawet nie będzie już nalegać na stanowisko kleryka. Jako głos gwiazd i ich moc ma dla siebie lepsze stanowisko.

    Jednak aby wypełniać swoją przyszłą rolę będzie musiała sobie powtórzyć to i owo. No i poduczyć się.
    A chodziło tu o konkretną rzecz. Panowanie nad magią. Tą służącą do atakowania nią i obrony z jej pomocą.
    Tak więc pierwsze co zrobiła to wyciszyła się odpychając od siebie wszystkie zbędne myśli, emocje i potrzeby. Tak, żeby nic do niej nie docierało oprócz najważniejszych sygnałów otoczenia. Jednakże wszelkie szumy, powiewy, szelesty. Była na nie w większości głucha. Teraz skupiała się na swoim wnętrzu i źródle. Na granatowym nieboskłonie ozdobionym maddarowymi gwiazdami. Tym, który wypełniał całe jej wnętrze. Jedna, mała gwiazdeczka, a jaką cudowną i potężną miała moc.
    Nie miała nikogo do treningu, więc będzie musiała poćwiczyć sama na sobie. Rzucając na siebie ataki i broniąc się przed nimi.
    Wyobraziła sobie długi stożek o średnicy kilku szponów. Przypominał przez długość bardziej szpikulec, ale po okrągłej podstawie należy zostać przy nazwie stożka. Ostry koniec był skierowany na jej zad. Pojawić się miał około ogona nad nim, by z czasem spadania nabrać prędkości i zadać większe obrażenia, ale nie wkłucia, przebicia, a coś równie bolesnego - odmrożenia. Obejmujące spory obszar. Stożek stworzony był w całości z zimnego lodu. Jednak nie był on jakiś bardzo trwały, w większości ciekły. Dlatego też nie powinien się wbić zbyt głęboko. Jego głównym zadaniem było zderzenie się z zadem stwórczyni i rozlanie się po nim odmrażając łuski, skórę na jak największym obszarze. Powierzchnia stożka przypominała lód, strasznie zimna, nierówna, delikatnie błękitna i śliska. Adeptka dla utrudnienia sprawiła, że lód był nie do stopienia przez ogień, czy inne źródła ciepła.
    W razie niepowodzenia własnej obrony zneutralizowałaby atak... Nie chciała oberwać czymś takim. Tym bardziej w jej biedny zad.
    Tchnęła maddarę w to wyobrażenie szybko zabierając się za następne. Tuż nad swoim zadem stworzyła okrągłą tarczę. Nie była ona jednak wypukła w stronę kolca, a wręcz przeciwnie - wklęsła. Dzięki temu stożek po uderzeniu rozpłynął by się i nie spłynął na Lil, a pozostał wewnątrz. Jak woda wlewana do miski. Tylko taka, która nie rozchlapie się na nią przy okazji. Dlatego też obrona była może nie gruba, ale duża, aby ewentualnie rozchlapująca się, gorsza niż lodowata woda trafiła w ścianki, a nie łuski adeptki. Tarcza zrobiona była z kamienia. Twardego, gładkiego zarówno wewnątrz jak i zewnątrz. Zależało jej na idealnym wygładzeniu ścian, przez co wyglądały jak szlifowane. Można byłoby po nich przejechać łapą i o nic się nie zahaczyć. Grube na półtorej szpona ściany były również niesamowicie szczelne uniemożliwiając tym samym żeby ciecz przepłynęła przez jakieś pęknięcia skapując na łuski masochistycznej adeptki. Tarcza była w dotyku chłodnawa, barwy szarej, a zapachem nie przypominała niczego konkretnego. W końcu czy kamienie pachną? Tchnęła cząsteczkę many.
    Przez krótką chwilę obserwowała stożek zderzający się z tarczą. Gdy oba twory zniknęły zabrała się za coś innego.
    Był lód zaliczany też do wody to teraz... wiatr? Czemu nie. Jednak żeby nie było tak łatwo znów doda zapewne jakiś bonus. Bonus, który jednak nie zużyje za bardzo jej zapasów maddary. Nie może teraz ich nadwyrężyć. Nie ma nikogo, kto by ją zaciągnął do leża po takiej zabawie.
    Tak więc z pomocą maddary poruszyła cząsteczkami powietrza na tyle mocno, by wywołać wiatr. Znacząco różnił się o tego spokojnego, letniego wietrzyku. Nadciągnął z południa. Niezwykle ciepły, nie przyjemnie, ale bardzo, bardzo ciepły. Powodujący głębsze oddechy, a nawet pocenie się. I to jest dokładnie to, o co jej chodziło. Sprawienie pozoru, że tworzy atak, który nie do końca wyszedł. Paląco ciepły wiatr? Zbyt proste. Jej celem było wywołanie pozorów i ułatwienie drugiej fazy. Wraz z wiatrem przybyły bowiem cząsteczki kwasu z nim niesione. Nie miały krzywdzić otoczenia, a jedynie Astralną. Osadzić się na jej łuskach i grzywie, zwiększyć swoją efektywność dzięki poceniu się i miękkiej skórze od ciepła, a następnie żreć! Wszystko po trochu!
    Cząsteczki kwasu były na tyle małe, że nie dało się ich zobaczyć. Jednak było ich sporo, by zadać jak największe i najcięższe obrażenia.
    Głębokie wdechy od ciepła sprawiłyby, że kwas wleciałby również do układu oddechowego i to na nim tak naprawdę miał się kwas skupić jak najbardziej, a cząsteczki kierować się w stronę nozdrzy i paszczy. Powoli, by nie sprawiać podejrzeń i niszczyć dopiero po chwili.
    Ofiarowała swemu zabójczemu wyobrażeniu cząstkę maddary.
    Czas na obronę. Porządną obronę...
    Atak skierowany był na całe jej ciało, więc idealnym rozwiązaniem byłoby najpierw zamknąć pysk, a potem stworzyć błonkę. Niezbyt grubą, czy jakoś bardzo elastyczną. Bardziej zależało Astalnej, by była trwała. Ochronę przed kwasem powinna zapewnić żelowa powierzchnia niwelująca wszelkie działania związane z przeżarciem przez chociażby kwas lub która mogłaby oparzyć lub stopić cel jakim była Astralna. Żel zatrzymywał cząsteczki w sobie. Jego warstwa wynosiła ponad szpon grubości. Powinno zatrzymać wszystkie cząsteczki o ile się uda. Cała obrona była półprzezroczysta, żel był prawie całkowicie biały. Od wewnątrz wszystko miało być jednak dobrze widoczne. Powietrze, które dostawało się do środka było ochładzane do normalnej temperatury i czyste od cząsteczek kwasu. Nie ruszała się, by nie zniszczyć fizycznie błony. Dla umilenia pobytu wewnątrz wydzielała ona delikatny, różany zapach. Tchnęła maddarę obserwując efekty swojego czarowania. Nie było najgorzej.
    Dalej coś szybkiego przed wielkim zakończeniem. Stworzyła stalową linkę na swojej szyi. Cienką, ale mocną, która z każdym kolejnym uderzeniem serca miała zaciskać się na szyi Lilith. Kiedy nie mogłaby już dalej napinać na łuski i skórę - miała je przeciąć, nie zważając na nic. Następnie ciąć dalej, aż do kości. Wszystko powinno trwać dość szybko, ale jednocześnie dać chociaż kilka sekund na tą śmierć w męczarniach. Ciekawe czy szybciej się udusi, czy odetnie sobie łeb jak kiedyś te zdziry zrobiły jej matce. Linka połyskiwała metalicznie, nie wydawała żadnych dźwięków i nie miała żadnego zapachu. Proste zadanie, prosty wygląd. Takie przeciwieństwo kolejnego ataku. Ożywiła swój twór cząstką maddary i zabrała się za obronę.
    A jej ochrona przed atakiem była nie taka prosta. Chciała mieć jednak jak największe szanse, ze wyjdzie z tego cało. Stworzyła wokół jej szyi osłonę, której zewnętrza temperatura miała wykraczać ponad temperaturę lawy, prawie do temperatury topnienia diamentu. Jednocześnie nie miała skrzywdzić ani dać o sobie żadnego znaku Lilith. Coś takiego mogłoby ją przecież zabić. Temperatura działać więc miała tylko na obiekty magiczne. W tym przypadku stalową linkę. I stopić ją. Szybko po tym osłona miała wchłonąć linkę powiększając nieco swoją objętość, a następnie zniknąć. Nie mogła pozwolić, by rozgrzane krople stali spadł na jej łuski. Nie chciała wzywać tu uzdrowiciela. Przed nadmuchaniem osłona miałaby grubość poniżej jednego szponu. Po nadmuchaniu około półtorej. Tchnęła maddarę w wyobrażenie.
    Kolejny atak chciała jednak żeby nie był taki zwyczajny jak poprzednie. Chciała w nim pokazać siebie, nawet kosztem minimalnie wyższych potrzeb maddary. Podobnie zresztą ma zamiar zrobić z obroną.
    Atak był dość prosty, miała zamiar zaszaleć troszkę z wyglądem. Stworzyła więc małe węgielki. Wiele, wiele małych węgielków białej barwy. Wszystkie znajdywały się około półtorej ogona nad nią. Stamtąd miały spaść z demoniczną prędkością na jej grzbiet i roztrzaskać się powodując oparzenia, zwęglenie skóry i najlepiej mięśni. Bryłki węgla nie były duże, żadna nie miała chociaż szpon średnicy. Jednakże ich temperatura wzmocniona maddarą mogła przypominać prawie lawę. Teraz groźniej? I dobrze. Te białe węgielki paliły się żywym ogniem. Jednakże nie takim znanym smokom. Ogień ten miał barwę pomarańczową tuż przy węgielku, a jego długie języki stopniowo zmieniały kolor najpierw na różowy, potem fioletowy, a ostatecznie granatowy. Zaś delikatnie kruszejące przy spadaniu węgielki dodawały małych, białych iskierek dla lepszego efektu. Oto były małe, spadające gwiazdy. Piekielnie gorące, zabójczo niebezpieczne, ale również niesamowicie piękne. Niczym magia. Potężna i piękna. Czasem warto połączyć obie jej twarze w jedno.
    Tchnęła moc maddary w swój atak. O jedną drobinkę więcej niż zazwyczaj dla pewności, że każda część wyobrażenia pojawi się w rzeczywistości.
    I oto się pojawiły, gwiazdy z barwnymi warkoczami za nimi. Jednak nawet im nie da się zranić. Czas na obronę.
    Stworzyła grubą, diamentową płytę nad swoim grzbietem. Prawie cztery szpony grubości na pewno starczą, by zatrzymać to pędzące, piękne piekło. Skupiła się na uodpornieniu na ciepło, a nie pęknięcia czy uderzenia. Małe węgielki nie były dość silne by go przebić. Jednak musiała być pewna, że go nie stopią. Płyta była szersza niż grzbiet i zasłaniała też w większości ogon oraz szyję. Tak aby żadna odbita gwiazda... ekhem... węgielek nie trafił w inną część jej ciała. Powierzchnia była gładka i zakrzywiona po bokach ku ziemi. Tak aby węgielki najlepiej po uderzeniu sturlały się na ziemię, a nie rozprysnęły we wszystkie strony. Diament miał barwię ciemnego granatu, zdobiony był małymi, białymi emanującymi delikatnym światłem kropeczkami. Tak jak atak miał pokazywać spadające gwiazdy, tak obrona nocny nieboskłon. Od osłony było też czuć delikatny zapach czegoś jakby wilgoci. Nocne niebo zaraz po deszczu. Ideał. Tchnęła w tą obronę również nieco większą niż zazwyczaj cząstkę maddary i obserwowała efekty swoich działań. Widowisko godne magii precyzyjnej na szrankach. Mozę kiedyś weźmie w nich udział?
_________________
#86d1e8
Ostatnio zmieniony przez Tropikalna Łuska 2017-06-26, 18:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Gryzący Kolec 
Adept Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 25
Płeć: Samiec
Opiekun: Czarny Konsyliarz
Dołączyła: 06 Lut 2016
Posty: 762
Skąd: Małopolska
Wysłany: 2017-07-11, 13:31   
   A: S: 2| W: 1| Z: 4| I: 1| P: 2| A: 1
   U: B,S,L,W,Skr,Śl,Kż,MP,A,O,MA,MO:1
   Atuty: Ostry Wzrok; Pamięć Przodka


Ostatnio bardzo upodobałem sobie wędrówki aż na tereny wspólne, których niegdyś wcale nie zdarzało mi się odwiedzać. Jednak teraz zacząłem odczuwać coraz silniejszą potrzebę poznawania nowych smoków. W końcu do tej pory przebywałem głównie w towarzystwie ojca i innych ognistych, a ten ciągły zapach siarki też może się w końcu znudzić. Właśnie dlatego postanowiłem sobie zrobić przerwę w poznawaniu własnego stada i zrobiłem pierwszy krok żeby poznawać tych którzy urodzili się w innej części ziem pod barierą. Zacząłem odwiedzać te miejsca do których, także oni mogli się udać w nadziei, że się na kogoś napatoczę. I tak było również tym razem. W końcu zmęczony wędrówką przysiadłem na tej małej polance wśród drzew i czekałem. Może tym razem znów uśmiechnie się do mnie szczęście?
_________________
Wolność jest skarbem,
bo pozwala nam wierzyć,
że życie jest w naszych rękach


Atuty:
* Ostry Wzrok - Wszystkie testy percepcji na polowaniu oparte na danym zmyśle mają dodatkową kość
* Pamięć Przodka - Smok zna słabe punkty drapieżników, przez co ma -2 do ST do Ataków/Obron podczas walki z nimi
 
 
Gonitwa Myśli 
Zastępca Ziemi
biased af



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 67
Płeć: Samica
Opiekun: Stado Ziemi
Mistrz: Stado Ziemi
Partner: Upiorny Rytuał
Dołączyła: 15 Sie 2016
Posty: 1542
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-07-12, 10:45   
   A: S: 2| W: 4| Z: 5| I: 1| P: 2| A: 1
   U: MA,MO,M,B,Kż,L,S,Skr,MP,Pł,Śl: 1| A,O,W: 2
   Atuty: Zwinny, Odporny magik, Twardy jak diament, Poświęcenie, Regeneracja


Chciał smok odpocząć od młodszych, to jak na siłę Immanor rzucał pisklęta pod łapy! I nawet nie miała jak subtelnie zniknąć z zajętego przez młodszego smoka miejsca, bo zwyczajnie nie była subtelna. A wychodząc spośród drzew Dzikiej Puszczy na polankę, zagajnik, szła akurat wprost na czarnego samczyka, którego wpierw nie zauważyła. Pewnie przez łuski... Fakt był, znalazła się mniej więcej półtora ogona przed smokiem, stojąc i gapiąc się na niego z trochę dziwną minę. Jakby irytacja, jakby pokorne pogodzenie się ze swoim losem magnesu na adeptów, no i niemalże zawsze obecne gdzieś na pysku smoczycy rozbawienie.
Stała tak moment bez słowa, po czym zreflektowała się. To ona tu była starsza i nie będzie uciekała, trzeba było coś powiedzieć.
- Witaj - wybąkała w końcu. Pociągnęła nosem, aż woń siarki smagnęła ją po nozdrzach. Zmarszczyła pysk na moment. - Co tak sam siedzisz? - zapytała.
_________________
« « » »

• oporny magik • kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST
• twardy jak diament • smok ma -1 do ST we wszystkich rzutach na Wytrzymałość; dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
• poświęcenie • raz na atak smok może dodać jeden sukces kosztem rany lekkiej; musi jednak określić użycie atutu przed atakiem.
• regeneracja • po 24 godzinach od walki smok samoistnie leczy jedną ranę lekką.

Reia Karta Kompana
Atrybuty: S: 2| W: 1| Z: 1| I: 0| P: 1| A: 0
Umiejętności: A,O,Skr: 1| Śl: 2


« « » »

Dziękuję Astralna *^*
Awatar od Mówiącej
Od Brutusa: to i to
osiągnięcia adopcje teczka drzewko genealogiczne
 
 
 
Gryzący Kolec 
Adept Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 25
Płeć: Samiec
Opiekun: Czarny Konsyliarz
Dołączyła: 06 Lut 2016
Posty: 762
Skąd: Małopolska
Wysłany: 2017-07-12, 18:38   
   A: S: 2| W: 1| Z: 4| I: 1| P: 2| A: 1
   U: B,S,L,W,Skr,Śl,Kż,MP,A,O,MA,MO:1
   Atuty: Ostry Wzrok; Pamięć Przodka


No i uśmiechnęło się. Tyle, że raczej nie dosłownie, bo ta smoczyca nie wyglądała na zbyt zadowoloną, że stanąłem jej na drodze. Albo raczej usiadłem, bo to właśnie robiłem, kiedy wtargnęła na polankę zwracając na siebie moją uwagę.
- Witaj - odpowiedziałem po prostu na jej przywitanie. Pomimo tego nikłego wyrazu rozbawienia na jej pysku nie potrafiłem oprzeć się wrażeniu, że najchętniej by stąd uciekła. Jednak to nie zmieniało faktu, że zdecydowała się odezwać, a to podpowiadało mi, że ma zamiar tu zostać. Przynajmniej na chwilę.
- Bo ty stoisz. Usiądź, ja nie gryzę. Ale ty to chyba co innego. Jesteś wojowniczką? - zapytałem z zaciekawieniem przekrzywiając łebek na bok. Jakoś nie potrafiłem dopasować jej do innej profesji. Była duża i wyglądała na silną oraz wysportowaną. Cała jej sylwetka niemal krzyczała, że nie warto jej atakować, a brak oka podpowiadał mi, że nie boi się używać kłów i pazurów. Właśnie takie zrobiła na mnie pierwsze wrażenie, ale im dłużej się jej przyglądałem tym bardziej byłem pewny, że już ją kiedyś widziałem. Aż w końcu przed oczami zobaczyłem pewne wspomnienie, które potwierdziło moje przypuszczenia.
- Czy my się już kiedyś nie widzieliśmy? Nazywają cię Gonitwą? - Mimo wszystko musiałem się upewnić, bo od wydarzeń przy Północnym Dębie minęło sporo czasu, a ja wolałbym się nie wygłupić zwracając do niej imieniem którego nie nosi.
_________________
Wolność jest skarbem,
bo pozwala nam wierzyć,
że życie jest w naszych rękach


Atuty:
* Ostry Wzrok - Wszystkie testy percepcji na polowaniu oparte na danym zmyśle mają dodatkową kość
* Pamięć Przodka - Smok zna słabe punkty drapieżników, przez co ma -2 do ST do Ataków/Obron podczas walki z nimi
 
 
Gonitwa Myśli 
Zastępca Ziemi
biased af



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 67
Płeć: Samica
Opiekun: Stado Ziemi
Mistrz: Stado Ziemi
Partner: Upiorny Rytuał
Dołączyła: 15 Sie 2016
Posty: 1542
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-07-13, 20:24   
   A: S: 2| W: 4| Z: 5| I: 1| P: 2| A: 1
   U: MA,MO,M,B,Kż,L,S,Skr,MP,Pł,Śl: 1| A,O,W: 2
   Atuty: Zwinny, Odporny magik, Twardy jak diament, Poświęcenie, Regeneracja


Usiadła chwilę po sugestii młodszego smoka, kiwając łbem w odpowiedzi na jego pytanie.
- Mhm, jestem. A ty, czemu nie gryziesz? Powinieneś, skoro wychodzisz poza swój obóz i na tereny wspólne - zauważyła. Nieważne, że sama uczyła się walczyć dopiero na wspólnych, wcześniej chodząc beztrosko zarówno po Dzikiej Puszczy jak i poza obozem Wody. Ale, ona to co innego.
Zamrugała, gdy samczyk wspomniał jej imię. Zmrużyła potem lewe ślepie, próbując wydłubać z pamięci sytuację, z której pamiętałaby smoka. Aj ci ogniści, dużo u nich czarnołuskich smoków... No, ale przynajmniej jakoś się różnili i można było odróżnić Buchającego od Konsyliarza od tego tutaj. Szczególnie, że ten ognisty był mniejszy.
- A, możliwe. Tam, na granicy? - smoczycę przeszedł dreszcz, gdy przypomniała sobie kota wbiegającego pod jej brzuch i roznoszącego wszędzie ślinę. - Yh, tak, tam na granicy. No, mnie nazywają Gonitwa, a ciebie...?
_________________
« « » »

• oporny magik • kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST
• twardy jak diament • smok ma -1 do ST we wszystkich rzutach na Wytrzymałość; dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
• poświęcenie • raz na atak smok może dodać jeden sukces kosztem rany lekkiej; musi jednak określić użycie atutu przed atakiem.
• regeneracja • po 24 godzinach od walki smok samoistnie leczy jedną ranę lekką.

Reia Karta Kompana
Atrybuty: S: 2| W: 1| Z: 1| I: 0| P: 1| A: 0
Umiejętności: A,O,Skr: 1| Śl: 2


« « » »

Dziękuję Astralna *^*
Awatar od Mówiącej
Od Brutusa: to i to
osiągnięcia adopcje teczka drzewko genealogiczne
 
 
 
Gryzący Kolec 
Adept Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 25
Płeć: Samiec
Opiekun: Czarny Konsyliarz
Dołączyła: 06 Lut 2016
Posty: 762
Skąd: Małopolska
Wysłany: 2017-07-13, 22:26   
   A: S: 2| W: 1| Z: 4| I: 1| P: 2| A: 1
   U: B,S,L,W,Skr,Śl,Kż,MP,A,O,MA,MO:1
   Atuty: Ostry Wzrok; Pamięć Przodka


Uśmiechnąłem się przyjaźnie widząc, że skorzystała z mojej propozycji i usiadła niedaleko mnie. Poczułem też pewnego rodzaju satysfakcję, kiedy potwierdziła moje przypuszczenia i przyznała, że jest wojowniczką. Jednak ta moja beztroska nie trwała zbyt długo, bo ta smoczyca potrafiła trafić w samo sedno. Nieco zawstydzony mlasnąłem jęzorem i przejechałem nim po zębach. No, skoro zapytała to przydałoby się odpowiedzieć. Chociażby z grzeczności.
- Gryzłbym gdybym musiał, ale raczej i tak niewiele by to dało. Nikt nie uczył mnie jeszcze jak robić to poprawnie. No wiesz, tak żeby zabolało - powiedziałem po chwili skupiając na smoczycy całą swoją uwagę, bo do tej pory obracałem w palcach koci kieł, żeby zebrać myśli. Za to już chwilę później mój pysk ponownie został rozjaśniony przez uśmiech, kiedy energicznie kiwałem łbem dla potwierdzenia jej słów. Skłamałbym gdybym powiedział, że nie cieszyłem się, że pamięta ten dzień. W końcu to był najciekawszy wypad z groty który do tej pory przeżyłem!
- Ach tak, ja jestem Obsydian - odparłem, kiedy zapytała mnie o imię. Jak mogłem zapomnieć się jej przedstawić!
_________________
Wolność jest skarbem,
bo pozwala nam wierzyć,
że życie jest w naszych rękach


Atuty:
* Ostry Wzrok - Wszystkie testy percepcji na polowaniu oparte na danym zmyśle mają dodatkową kość
* Pamięć Przodka - Smok zna słabe punkty drapieżników, przez co ma -2 do ST do Ataków/Obron podczas walki z nimi
 
 
Gonitwa Myśli 
Zastępca Ziemi
biased af



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 67
Płeć: Samica
Opiekun: Stado Ziemi
Mistrz: Stado Ziemi
Partner: Upiorny Rytuał
Dołączyła: 15 Sie 2016
Posty: 1542
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-07-16, 17:06   
   A: S: 2| W: 4| Z: 5| I: 1| P: 2| A: 1
   U: MA,MO,M,B,Kż,L,S,Skr,MP,Pł,Śl: 1| A,O,W: 2
   Atuty: Zwinny, Odporny magik, Twardy jak diament, Poświęcenie, Regeneracja


Czyli jednak niezbyt umiał się bić. Hm, mogła temu zaradzić. I przy okazji odwdzięczyć się Ognistym, bo jeden z ich grupy to ją kiedyś uczył walczyć.
- To niedobrze. Nie macie wojowników w Ogniu? - zapytała wpierw. Ona sama była jedynym wojownikiem w Ziemi. Nie wiedziała, czy płomieniste stado miało taką samą, czy gorszą sytuację. - Była u was taka smoczyca, co lubiła się bić... taka niebiesko-złota, bez rogów, co z nią? - oprócz tego, że miała nieczynne skrzydło. Nie, żeby w od razu Gonitwie odzywało się sumienie, była po prostu... ciekawa.
Skinęła łbem, słysząc imię młodego. Pasowało, trzeba było przyznać.
- No ale mniejsza o waszych wojowników, Obsydianie. Nie puszczę cię stąd dopóki nie upewnię się, że umiałbyś się wybronić i oddać jakiemuś tłukowi, który by ci podskakiwał. Dlatego... - zamilkła, jakby próbując wprowadzić jakieś małe napięcie. - Spróbuj mnie zaatakować. Jakkolwiek - zachciało się jej zaczynać od praktyki. Czasami i jej jednak nudziły się nauki, trzeba było wprowadzić trochę inny szyk.
_________________
« « » »

• oporny magik • kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST
• twardy jak diament • smok ma -1 do ST we wszystkich rzutach na Wytrzymałość; dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
• poświęcenie • raz na atak smok może dodać jeden sukces kosztem rany lekkiej; musi jednak określić użycie atutu przed atakiem.
• regeneracja • po 24 godzinach od walki smok samoistnie leczy jedną ranę lekką.

Reia Karta Kompana
Atrybuty: S: 2| W: 1| Z: 1| I: 0| P: 1| A: 0
Umiejętności: A,O,Skr: 1| Śl: 2


« « » »

Dziękuję Astralna *^*
Awatar od Mówiącej
Od Brutusa: to i to
osiągnięcia adopcje teczka drzewko genealogiczne
 
 
 
Gryzący Kolec 
Adept Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 25
Płeć: Samiec
Opiekun: Czarny Konsyliarz
Dołączyła: 06 Lut 2016
Posty: 762
Skąd: Małopolska
Wysłany: 2017-07-17, 16:02   
   A: S: 2| W: 1| Z: 4| I: 1| P: 2| A: 1
   U: B,S,L,W,Skr,Śl,Kż,MP,A,O,MA,MO:1
   Atuty: Ostry Wzrok; Pamięć Przodka


- Parę księżyców temu tata opowiadał mi o rangach i smokach, które dzierżą dane profesje w naszym stadzie. Wspominał o jednym wojowniku. Z tego co pamiętam nazwał go Szczytem Potęgi, ale nie dałbym sobie łapy uciąć. Tyle, że nie dane mi go było spotkać. Nie zjawił się nawet na ceremonii - powiedziałem machając delikatnie ogonem. Nie znałem tego smoka, więc pozostało mi jedynie mieć nadzieję, że kiedyś go spotkam. Jak na razie jedyną informacją, którą o nim uzyskałem było jego imię. I tyle.
- Chyba wiem o kim mówisz, Gonitwo. Spotkałem ją kiedyś na terenach mojego stada. Odezwałem się nawet do niej, ale ona po prostu uciekła. Chyba nie miała ochoty na rozmowę. Nawet nie udało mi się poznać jej miana. Ale chyba jestem w stanie ci coś o niej opowiedzieć. Skoro lubiła się bić to chyba nie miała szczęścia w swoich ostatnich walkach, bo skrzydło miała przywiązane do boku jakąś lianą no i jej oczy nie widzą. Jest ślepa - odpowiedziałem, dzieląc się z nią wiedzą, którą udało mi się zebrać w trakcie tego krótkiego spotkania. Zresztą dawno jej nie widziałem i podobnie jak Szczyt nie zjawiła się na wezwanie przywódcy, dlatego pozostało mi mieć nadzieję, że nic jej nie jest. Oby pomimo swojego kalectwa utrzymała się przy życiu.
Kolejne słowa smoczycy bardzo mnie zdziwiły. Przez chwilę nie potrafiłem się poruszyć i trwałem w jednej pozycji z śmiesznym wyrazem pyska. Jednak już po chwili ten zaskoczony grymas zamienił się w prawdziwie radosny i szeroki uśmiech.
- Naprawdę? Dziękuję! - powiedziałem najpierw głośno, w ogóle nie kryjąc przed ziemną swojej radości. Jednak w końcu przypomniałem sobie o jej poleceniu, dlatego szybkim ruchem wstałem i stanąłem przed nią nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Jak do tej pory, praktycznie każda nauka wymagała ode mnie ustawienia się w jakiejś konkretnej i ustalonej przez naszych przodków pozycji. Jednak po chwili dotarło do mnie, że to jak mam ustawić ciało zawsze wyglądało podobnie. Czy to miałem biegać, skradać się, czy pływać. Właśnie dlatego sięgnąłem pamięcią do czasów, kiedy to uczyłem się od ojca tych umiejętności i ustawiłem się w miarę podobnie. Bez dłuższego zastanowienia stanąłem na lekko ugiętych łapach na których starałem się trzymać dosyć pewnie. Potem po prostu uniosłem ogon i go usztywniłem, a skrzydła mocno przycisnąłem do boków, żeby mi nie zawadzały. A łeb? Zostawiłem go bez zmian, bo nie bardzo wiedziałem co z nim uczynić. W końcu raczej nie opłacało się go schylać, ani ustawiać w równej linii z kręgosłupem. Tak przygotowany spojrzałem na Gonitwę i zauważyłem, że dalej siedzi. Żeby nie było trochę mnie to ucieszyło, bo czyniło z niej trochę niższą niż jakby już stała. Po tych krótkich oględzinach nie zamierzałem już dłużej na nic czekać i przystąpiłem do ataku. Szybko zrobiłem parę kroków do przodu, żeby znaleźć się tuż przy smoczycy i żeby nie dać jej czasu na reakcję obnażyłem kły. Potem od razu odbiłem się od ziemi przednimi łapami i uniosłem swoje chude cielsko w górę, żeby być w stanie sięgnąć wyżej. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że tym jednym ruchem narażałem swój brzuch na atak, co raczej nie mogło się skończyć dobrze. Utrzymując się na tylnych łapach otworzyłem pysk i szybkim ruchem skierowałem atak ku prawemu uchu smoczycy. Właśnie to miejsce chciałem chwycić w zęby i dosyć mocno zacisnąć szczękę, żeby bez problemu móc opaść już na wszystkie cztery łapy i z szarpnięciem przyciągnąć jej pysk ku sobie. Przy odrobinie szczęście ten ruch powinien mi się udać, a w tedy na jej uchu zostawiłbym kilka sporych i krwawiących ranek. Jednak nie liczyłem na ten łut szczęścia. Przecież ona była wojowniczką i to znacznie większą ode mnie! A jeżeli ktoś chciałby wiedzieć, dlaczego zaatakowałem akurat jej ucho? No cóż uznałem, że to zaboli.
_________________
Wolność jest skarbem,
bo pozwala nam wierzyć,
że życie jest w naszych rękach


Atuty:
* Ostry Wzrok - Wszystkie testy percepcji na polowaniu oparte na danym zmyśle mają dodatkową kość
* Pamięć Przodka - Smok zna słabe punkty drapieżników, przez co ma -2 do ST do Ataków/Obron podczas walki z nimi
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2016).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!


Wymiana bannerami: KLIK!


KrĂłl Lew
SnM
Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 13