FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Otwarty przez: Moderator
2017-03-13, 17:45
Lustrzany las
Autor Wiadomość
Księżycowa Łuna 
Wojownik Wody
Roześmiany Chochlik



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Opiekun: Mistycznooka
Mistrz: Szkarłatne Wody
Dołączyła: 18 Mar 2014
Posty: 930
Wysłany: 2017-05-30, 19:57   
   A: S: 4| W: 2| Z: 5| I: 1| P: 1| A: 1
   U: B,Pł,MA,L,S,M,W,Kz,Skr,MO,MP: 1| A,O,Śl: 2
   Atuty: Szczęściarz, Oporny magik, Twardy jak diament


Błoniaste uszka samiczki poruszyły się, a następnie stercząc na sztorc ustawiły się w kierunku samczyka, bo to chyba był samczyk, chociaż nadal nie potrafiła tego dobrze rozpoznawać, bo i nie wiedziała na czym się wzorować. Dla niej pozostawał samiczką w każdym bądź razie, bo też miał taki wysoki głosik, miły dla ucha.
A kiedy stanął w przepraszającej pozie, nie mogła się powstrzymać, aby nie uśmiechnąć z czymś w rodzaju niewinnej wyższości, a może było to zadowolenie, gdy tak przekrzywiała łebek lustrując go spojrzeniem dwukolorowych oczu?
W każdym razie było to miłe, że nie tylko jej w tym towarzystwie było przykro, a to jakoś podniosło ją na duchu i już po chwili wszelkie negatywne emocje zniknęły z jej pyszczka - nie potrafiła ich w sobie zbyt długo trzymać, była wolnym duchem, pozbawionym trosk tego świata.
Nie wiedziała, czego ona nie wiedziała, ale to nie było istotne, bo zaraz nastawiła łebek do tego śmiesznego, acz pięknego drzewa i dostrzegła, jak jej oczy błyszczą, niczym to światło, które wydobywało się z tafli. Niebieska była więc poświata, porosty i mchy oraz jej - jego oczy.
Znaczy, on-ona mówił WIEDZIAŁEM, więc chyba jednak był samczykiem, prawda? Doprawdy, co za różnica z tym rozróżnieniem?!
Przyjrzała mu się jednak uważniej, kiedy zapytał, czy wygląda na normalnego smoka.
Dla niej w sumie nawet wyglądał, przywykła do widoku futra, chociażby ciocia Niewinna cała była w futerku i rzekomo jej własny -ta-ta, którego teraz nie było, po plazł w swoją tajemniczą podróż, no i ten cały Zbuntowany, co skakał na jej mamę, a ona ugryzła go za to w ogon, on też miał futro, ale tylko na głowie, grzbiecie i ogonie.
Więc musiało to być normalne, nawet jeżeli ona, jej mamusia i Gavin go nie posiadali. No i Ciocia Umbra też go nie miała, więc zaczęła się w tym mieszać, ale mama opowiadała jej o rasach, więc chyba wszystko się zgadzało.
Wszystkie te przemyślenia przepłynęły przez jej główkę torem błyskawicy, a ogon zakołysał się w czystej ekscytacji.
- Znaczy..., wiesz, wyglądasz tlochę jak smok. Jak smok północny, mamusia opowiadała mi o nich, mówiła, że mają te futla i pióla. I niby mój tata też takie posiada, całe czalne i niebieską grzywkę. Widziałam też ciocię Niewinną, któla ma takie fioletowe futelko, a Adept Zbunotwany, któly chciał być Piastunem, ale jednak zmienił zdanie i zostanie łowcą, ma czalne na głowie i w ogóle - paplała, jak najęta, chyba zapominając o tym, że miała nie wyrzucać z siebie słów z prędkością opadania lawiny po górskim zboczu.
Wskazała pyszczkiem, trochę nieśmiało, na drzewo, o którym mówił, zupełnie nie myślac, że może ją okłamywać, bo i po co?
- To drzewo wygląda pięknie i ty też jesteś zatem piękny, taki miękki, można się do ciebie przytulić. Masz się do kogo przytulać, plawda? Chociaż, jako duszek, masz dużo gości? Lodzinę? Bo wiesz, ja mam mamusię i blaciszka i ciocie i dziadzię, i tatę, któly jest a go nie ma. No i te drzewa, mówiłam że są piękne? Piękne to twoje legowisko, wygląda tlochę jak..., tlochę jak woda. Ale ja nie lubię wody, bo ona zjada smoki i wszystko, co w nią padnie i jest taka mokla i w ogóle, ale to wygląda jak taka twalda woda, taka byszcząca, więc jest piękna - paplała w dalszym ciągu, podrygując na tych swoich chudzitkich łapkach.
Była samiczką dziwnie małą, nawet jak na swój wiek, a zwłaszcza jak na swą rasę i do tego niezgrabna, co okazało się zaraz po tym, jak chciała do niego podejść, ale zahaczyło o kępkę mchu i kawałek szkła i wyłożyła się niczym długa tuż przed jego przednimi łapkami.
Zasmiała się nieco nerwowo, próbując dźwignąć się na łapki.
- Powiedział mi taki samiec, taki niebiesko zielony, z czelwonymi śmiesznymi... czymś na głowie i szyi, był baldzo mądly i miły - odparła, jakby nic się nie stało, drapiąc prawe uszko w lekkim zakłopotaniu.
_________________

Na rzemyku:
~ Czarne piórko z zielonym znacznikiem od Tirka
~ Połówka żółtawo szarego piaskowca pachnącego wodą po tacie Faelanie


Hidan z Gwiazdką i Feridą
Gwiazdkowe perypetie z księżycem
 
 
Odpędzający Koszmary 
Czarodziej Cienia
Tiernan II Łagodny



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 18
Płeć: Samiec
Opiekun: Heulyn, Aileen
Mistrz: Heulyn
Wiek: 19
Dołączyła: 09 Paź 2016
Posty: 304
Wysłany: 2017-05-30, 20:33   
   A: S: 2| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,Pł,S,L,Śl,Skr,A,O,M,W,MA,MO: 1
   Atuty: Boski ulubieniec, Chytry przeciwnik


Uśmiechał się szerzej, słysząc paplaninę, podobała mu się też wada wymowy istotki.
- Śmiesznie mówisz - rzekł, zanim zdołał się powstrzymać, bo czym zadrapał łapka w ziemię, nagle zdenerwowany. - Nie "źle" śmiesznie, tylko tak... śmiesznie, nie słyszałem, żeby ktoś tak mówił, wiesz, dlatego powiedziałem "śmiesznie, ale to bardzo ładnie, że umiesz tak mówić, ja umiem tylko piszczeć - wypiszczał bardzo szybko i nieskładnie, ale miał nadzieje, że nowa znajoma zrozumie, co ma na myśli. Po zakończeniu wypowiedzi uśmiechnął się nerwowo.
Następnie zastanowił się, jak utrzymać swoją przykrywkę duszka, chociaż obca prawie trafnie rozpoznała jego rasę.
- Eee... Nie jestem północnym? Tak! Znaczy, nie, nie jestem północnym, po prostu mam pióra i futro, bo... wszystkie leśne duszki je mają? - Durny jakiś jesteś, rzekł do samego siebie, nie przestając się nerwowo wyszczerzać.
Nie znał żadnego imienia, które wyrzuciła z siebie istotka, ale to nic nie znaczyło. Nie mógł założyć, że nie jest z Cienia, bo nie znał tak nikogo i tak.
- Masz dużą rodzinę, ja mam mamę i siostrę i drugą siostrę. Mama i siostra też są... duszkami, a druga siostra jest takim potworkiem z rzeki - dodał, machając ogonem, przez co przypadkowo uderzył nim w drzewo. Syknął, ale zrobił dobra minę do złej gry. Tiernan oczywiście miał większą rodzinę, ale nie trzymał się blisko z Astralną, a ojca nie znał, więc zawsze wspominał tylko Heulyn, Aileen i Dai.
Na komplement zareagował nerwowym chichotem, który przemienił się w kaszel, po czym zaczął przeczesywać futro na boku pazurami, poruszając uszami. Samiczka była nieco onieśmielająca, może przez fakt, że tyle gadała.
- Ty też masz ładne te no... łuski - przez chwilę szukał właściwego słowa, przeklinając się w duszy, że w ogóle zaczął tą cała grę w duszki. Dużo łatwiej byłoby po prostu pogadać o stadach, z których byli i wpływowych rodzicach, ale nieee, przecież on musiał palnąć coś głupiego już na wstępie. A nowa koleżanka zapewne go znielubi, gdy dowie się prawdy.
Starał się niezgrabnie pomóc samiczce wstać, gdy ta się przewróciła. Nie wydało mu się to śmieszne jak upadek Grzmota przy nauce biegu, no bo... W końcu samiczki są jakieś takie bardziej pełne gracji. Nawet upadają ładnie, choć Tiernan nie potrafił sobie wyobrazić Aileen nagle potykającej się o własne łapy. Ta tutaj istotka na pewno kiedyś będzie równie prześliczna jak jego biała siostra.
Opis dziwnego nauczyciela obcej wydał mu się znajomy, lecz na razie nie chciał zaczepiać tego tematu. Jak sobie przypomni to zapyta. Może mają wspólnego znajomego?
- Eee... Jesteś stąd? - wskazał łbem na bliżej nieokreśloną przestrzeń, modląc się, by mała zrozumiała o co chodzi.
_________________

głos
dialogi: #8abe30
design postaci by Syvaender
 
 
 
Księżycowa Łuna 
Wojownik Wody
Roześmiany Chochlik



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Opiekun: Mistycznooka
Mistrz: Szkarłatne Wody
Dołączyła: 18 Mar 2014
Posty: 930
Wysłany: 2017-05-30, 22:32   
   A: S: 4| W: 2| Z: 5| I: 1| P: 1| A: 1
   U: B,Pł,MA,L,S,M,W,Kz,Skr,MO,MP: 1| A,O,Śl: 2
   Atuty: Szczęściarz, Oporny magik, Twardy jak diament


Zastrzygła uszkami, słysząc słowa samczyka.
Zamrugała powiekami i położyła po sobie uszy na słowo "śmiesznie".
Ale, jak to śmiesznie? To znaczy, że źle mówiła? Zbyt piszczała? Jej słowa były zabawne? Czy śmiesznie, że nie wyraźnie?
Ale potem samczyk szybko sprostował swoją myśl i na pyszczek Gwiazdeczki wypłynął szeroki uśmiech, odetchnęła też szybko, jakby z ulgą, jakby obawiała się, że się z niej naśmiewał.
-Wiesz, ty dla mnie nie piszczysz, jak dla mnie masz baldzo fajny głosik, taki inny od tych wszystkich dużych smoków, które warczą lub buczą, tylko mamusia ma piękniejszy głosik, taki delikatny, niczym sama muzyka świata, ciepły, łagodny, spokojny i peeełeeen miłości, uwielbiam go. Ogólnie samiczki mają takie przyjemniejsze te głosiki, no i ty też i myślałam, że jesteś samiczką, nie lozumem tego lozlóżnienia na samca i samiczkę, nie wiem o co w tym chodzi. Dla mnie nie ma lóżnicy, poza głosem właśnie i nieco wyglądem, ale też nie mam polównania, bo mamusia jest baldzo, baldzo duża, jest gólską i nawet te niby samce są od niej mniejsze, znaczy widziałam tylko dwa, nie licząc ciebie, Zbuntowanego i tego Samca z takimi... jakby skrzydłami na szyi - no po prostu nie potrafiła zamknąć się na dłużej, niż kilka chwil, a znalazłszy tak wdzięcznego słuchacza gadała, niczym nakręcona, chcąc skorzystać z okazji, bo nie bardzo z kim miała rozmawiać ostatnio i bała się, że zabraknie jej czasu, a duszek nagle rozmyje się, niczym ta zabawna mgiełka mamusi.
Otrząsnęła się i zbliżyła o kroczek, tak, że niemal stykała się z nim nosem, patrzyła w jego niebieskie ślepka niczym łuna wydobywająca się z drzew.
Śmiesznie pachniał, nie potrafiła tego za bardzo określić, jak coś co kiedyś, dawno temu, opowiadała jej mamusia, ale nie mogła sobie przypomnieć co.
No i miał ciepły łaskoczący oddech, wyglądał jak żywy, a więc duszki musiały być żywe, mama opowiadała jej o Dadu, Riromi, Naquimie i Alaleyi, była ciekawa, jakim on był duszkiem, bo mama ich w sumie nie opisywała specjalnie.
-A jakim jesteś duszkiem? Znam tylko cztely, a skolo jesteś samczykiem to musisz być Dadu lub Lilomi... a może jesteś jakimś nowym duszkiem? Skolo masz futlo i w ogóle[/i] - rozpostarła prawe skrzydełko, zataczając nim nieforemne koło dla podkreślenia wagi swych słów.
Otworzyła szerzej ślepka, kiedy opowiadał o swej rodzinie.
Nagle położyła nieco po sobie uszka i rozejrzała się dookoła, wstrzymując powietrze. Nachyliła się do jego ucha, szepcząc cicho:
- Duszek rzeczny? Znaczy... taki wodny? Oj, to źle, baldzo źle... jest miła? Czy też tak łakoma jak woda? Bo wiesz, woda tlochę mnie przelaża, ale nie mów nikomu, muszę być dzielna, bo chcę kiedyś być wielką wojowniczką, aby chlonić mamusię, a wojowniczce nie wypada przyznawać się do takich lęków, ale woda to potwól. To tlochę nawet zabawne, bo moje Stado nazywa się Wodą, nie wiem czemu musieli wyblać akulat tą... - fuknęła cicho i mimo wszystko, tak dla pewności, stanęła nieco za jego skrzydłem, opierając się bokiem o jego bok, jakby bała się, że ten cały duszek rzeczny, jego siostra, nagle wyjdzie z ukrycia, chociaż robiła dzielną minę do złej gry.
Zamrugała szybko powiekami, nadymając policzki.
- Dlaczego jesteś tutaj sam? Gdzie jest twoja lodzina telaz? Nie powinni być też gdzieś tutaj? A jeżeli jesteś duszkiem tego drzewa, to... czy podalowałbyś mi jedno to lśniące jabłko? Wygląda tak apetycznie i pięknie, a ja jestem baldzo głoda, długi lot bywa męczący i tlochę boli, no i... naplawdę się cieszę, że cię poznałam. Tak się zastanawiam, czy możemy widywać się częściej? Zostaniesz moim... moim... nie wiem, jak się na to mówi, na kogoś kogo się lubi i chce się z nim spędzać czas, ale chciałabym, abyś kimś takim był - podjęła, opierając bezczelnie przednie łapki o jego bok, zaglądając ciekawie w jego niebieskie oczka, jakby z pełną napięcia nadzieją.
Zupełnie nie zwróciła uwagi na komplement o łuskach, jakoś nigdy nie szukała poklasku dla swojej... urody, czy jak to się tam mówi, mamusia zawsze mówiła, że jest ładna i ona wierzyła jej na słowo, cokolwiek to znaczy.
- Zupełnie zapomniałam! Nazywam się Gwiazdeczka! - oznajmiła nagle entuzjastycznie, jakby triumfalnie, szczerząc zabki w uśmiechu.
_________________

Na rzemyku:
~ Czarne piórko z zielonym znacznikiem od Tirka
~ Połówka żółtawo szarego piaskowca pachnącego wodą po tacie Faelanie


Hidan z Gwiazdką i Feridą
Gwiazdkowe perypetie z księżycem
 
 
Odpędzający Koszmary 
Czarodziej Cienia
Tiernan II Łagodny



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 18
Płeć: Samiec
Opiekun: Heulyn, Aileen
Mistrz: Heulyn
Wiek: 19
Dołączyła: 09 Paź 2016
Posty: 304
Wysłany: 2017-05-31, 17:43   
   A: S: 2| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,Pł,S,L,Śl,Skr,A,O,M,W,MA,MO: 1
   Atuty: Boski ulubieniec, Chytry przeciwnik


Tiernan przez ten cały czas gapił się na smoczycę z lekko otwartym pyskiem, onieśmielony całą sytuacją. Ha, i gdzie jest teraz jego elokwencja i pisklęca paplanina? Z pewnością były niczym w porównaniu do tej oto istotki. Ona bardziej zasługiwała na miano leśnego duszka. Była ruchliwa, energiczna i dużo mówiła, tak mniej więcej Tiernan wyobrażał sobie te duszki.
- Ja też tego nie rozumiem - bąknął w końcu. - Tego podziału. Ja widziałem w życiu też dwa samce, Niebieskiego i Grzmota, ale Grzmot się nie liczy, bo jest w moim wieku i nie wiem, czy można go już zaliczać do samców - dodał w ramach wyjaśnienia.
Gdy samiczka się do niego zbliżyła, zrobił śmiesznego zeza, patrząc na czubek jej nosa, blisko do jego własnego. Brak poszanowania dla stref komfortu byłby uroczy, gdyby Tiernan nie był tak spanikowany.
Poprawił skrzydła na grzbiecie, wiercąc się nerwowo. Jakim mógłby być duszkiem? Nic nie kojarzył z imion duchów, o których mówiła samiczka, miał coraz większy mętlik w głowie. Zanim jednak doszedł do słowa, mała znowu mówiła. Uff, w końcu coś o czym Tiernan może się wypowiedzieć.
- Ble, ja tez nienawidzę wody, jest okropna. Eee... właśnie dlatego moja siostra jest wodnym potworkiem, bo ciągle mnie przewraca i myśli, że jest przez to zabawna - zaśmiał się nerwowo. A potem doszło do niego, jakie stado wymieniła istotka. Woda. Tiernan przewrócił się z wrażenia na bok, gdy samiczka, wciąż paplając, oparła się o jego ciało. Stęknął głucho, a jak już pozbierał się z parteru, rozłożył skrzydła i skoczył w powietrze, by zerwać jedno z lśniących, wpół eterycznych jabłek, które podarował Gwiazdeczce, jak się okazało. Jeżeli mała jest z Wody, to spotykanie się z nią mogło nie być dobrym pomysłem. Ale przecież była taka mała. On zresztą też. Nie wyobrażał sobie, by mogła wyrosnąć, na krwiożerczą bestię, podobną do tych, które skrzywdziły mamę. Nawet jeśli miałaby zostać Wojowniczką.
Westchnął i pogrzebał pazurem w ziemi. Ta głupia gra nie miała sensu.
- Wiesz co... Przepraszam. Okłamałem cię. Nie jestem duszkiem, tylko smokiem, nazywam się Tiernan. Myślałaś, że jestem duszkiem, więc chciałem... nie wiem, czemu to powiedziałem - przyznał ze skruszoną miną, unikając wzorku Gwiazdki. W pewnym momencie poderwał łebek, nagle zaaferowany.
- Ale przecież mogę być twoim duszkiem, takim no... towarzyszącym. Jak chcesz się częściej widzieć, tylko będę musiał zapytać mamy, czy mogę, bo ja jestem z Cienia, no i no... Mogę cię odprowadzać do domu, jak chcesz, albo zrywać ci jabłka albo coś innego, nie wiem, tylko nie bądź zła, że cię okłamałem - poprosił cichutko, piskliwie, jak to miał w zwyczaju. Zastanowił się jeszcze głęboko, myśląc, co mógłby zaoferować małej w ramach rekompensaty. W pewnym momencie wpadł na coś.
- Jak już będę Czarodziejem, to wyczaruję ci kwiatki albo motylki, co ty na to? -
_________________

głos
dialogi: #8abe30
design postaci by Syvaender
 
 
 
Księżycowa Łuna 
Wojownik Wody
Roześmiany Chochlik



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Opiekun: Mistycznooka
Mistrz: Szkarłatne Wody
Dołączyła: 18 Mar 2014
Posty: 930
Wysłany: 2017-06-03, 19:45   
   A: S: 4| W: 2| Z: 5| I: 1| P: 1| A: 1
   U: B,Pł,MA,L,S,M,W,Kz,Skr,MO,MP: 1| A,O,Śl: 2
   Atuty: Szczęściarz, Oporny magik, Twardy jak diament


Samiczka szybko pokiwała głową, nie była zdziwiona, że i on nie rozumiał tego podziału na samiczki i samce, ale ona zdecydowanie samiczką była, a on twierdził, że samcem.
Zamrugała powiekami, a potem spojrzała na niego bystro, przekrzywiając łebek na bok.
- Ej, skoro ja jestem samiczką, a ty samcem to może spróbujemy sprawdzić, na czym polega ta lóżnica? Patrząc tak, mniej więcej jesteśmy tego samego wzlostu, więc to nie o to chodzi, mamy podobne głosiki, no i lóżnią nas lasy, ale to nie algument, bo to, że jesteś północnym nie jest chyba oznaką tej całej płci. Widziałam samiczkę, która też miała futlo, więc to nie o to chodzi - mówiąc to, przyglądała mu się ciekawie, próbując zrozumieć, na czym polega różnica między nimi. - Może ma to ten, związek z tym, jak mówimy na naszych lodziców? Samiczki są mamami, a samce tymi, no, ta-tami? Tylko dalej nie wiem, dlaczego - fuknęła, nadymając łuskowate policzki.
Kiedy samczyk przewrócił się, gdy się o niego oparła, zatrzepotała zaskoczona błoniastymi skrzydełkami, a potem uśmiechnęła się przepraszająco.
Ale samczyk chyba się na nią nie gniewał, bo właśnie wzbijał się w powietrze, trzepocząc skrzydłami, jak u ptaka, podfrunął pod gałęzie drzewa i zerwał kryształowe jabłko.
Zapiszczała, podskakując w miejscu, a potem objęła przednimi łapkami jabłuszko, siadając na zadnich i nagle nieco onieśmielona, spojrzała na niego pod osłoną powiek. Powąchała jabłuszko, a potem nagle wysunęła łebek i liznęła go przyjaźnie w policzek.
- Dziękuję! To naplawdę wspaniały dal, jestem tak głodna..., ale chyba zachowam je na pamiątkę, sądzisz, że się zepsuje? Czy jednak pozostanie takie na zawsze? - zagadnęła, patrząc na niego ciekawie.
A potem Duszek powiedział coś, czego zupełnie się nie spodziewała. Patrzyła na niego długą chwilę z poważną minką, spuszczając ślepka na podarowane jabłuszko, a jej wargi zadrżały.
Nikt jeszcze jej nie okłamał i poczuła się zraniona, bo nie rozumiała idei kłamstwa.
A potem powiedział, jak ma na imię i było to piękne imię, i jeszcze to Stado!
Pociągnęła noskiem, unosząc łebek i spojrzała w jego lazurowe oczka, nie potrafiła się długo gniewać.
- Wybaczę ci, o ile obiecasz mi, że już nigdy więcej mnie nie okłamiesz. Kłamanie jest brzydkie i splawia przyklość, inna splawa, że możemy się bawić w udawanie, więc tym lazem uznam, że była to zabawa, dobrze? Ale koniecznie będziesz musiał dotrzymać słowa, nie mogę się doczekać, aż zostaniesz tym Czalodziejem i będziesz pojawiał rzeczy z nikąd! I w ogóle, mówisz, że jesteś z Cienia, a wiesz, że mam tam tego ta-tę? Ma na imię Zaciekły Kolec, tak mówiła mamusia, jest cały czalny i ma niebieską grzywkę, i oczka. Mama mówi, że jest baldzo miły, ale zasmucił ją, bo poszedł w jakąś podlóż, bo obowiązek mu kazał, tak mówiła mamusia i od tego czasu jest smutna. I dlaczego nie mógłbyś się ze mną widywać? Baldzo bym chciała, wiesz? - mówiła, a potem uśmiechnęła się szeroko.
Rozejrzała się dookoła i dostrzegła jedną ze szklanych gałązek, porośniętych tym błękitnym mchem, który lśnił lekko, położyła jabłko na ziemi koło Tiernana, a potem zerwała piękną wić i podeszła, unosząc gałązkę.
-[color#666699] Chciałabym, abyś o mnie nie zapomniał, gdyby jednak twoja mama się nie zgodziła, byśmy się widzieli, ale będę modlić się do Immanola, może wstawi się za nas[/color] - zamrugała oczkami, unosząc buńczucznie łebek do góry.
_________________

Na rzemyku:
~ Czarne piórko z zielonym znacznikiem od Tirka
~ Połówka żółtawo szarego piaskowca pachnącego wodą po tacie Faelanie


Hidan z Gwiazdką i Feridą
Gwiazdkowe perypetie z księżycem
 
 
Odpędzający Koszmary 
Czarodziej Cienia
Tiernan II Łagodny



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 18
Płeć: Samiec
Opiekun: Heulyn, Aileen
Mistrz: Heulyn
Wiek: 19
Dołączyła: 09 Paź 2016
Posty: 304
Wysłany: 2017-06-03, 20:28   
   A: S: 2| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,Pł,S,L,Śl,Skr,A,O,M,W,MA,MO: 1
   Atuty: Boski ulubieniec, Chytry przeciwnik


Tiernan zaczął powoli wyrywać się z otępienia, które powodowała onieśmielająca nowa koleżanka. Sprawa podziału płci była naprawdę zastanawiająca, ale omówił ją już częściowo z Niebieskim, więc mógł podzielić się tą wiedzą.
- Wiesz, mój przyjaciel mówił mi, że samce bardziej lubią się bić i bardziej dbają o siebie niż o innych. Ale to właśnie prawdziwe samce takie są, a ja nie chcę taki być - fuknął, marszcząc brwi i tupnął łapką. - Samiczki są podobno bardziej wrażliwe i bardziej opiekuńcze i to by się zgadzało, bo moja mama taka jest i twoja mamusia pewnie też. Wolałbym chyba być samiczką, jak ty, twoja mamusia i moja mama - dodał, obserwując jak Gwiazdka trzyma jabłko. Uśmiechnął się do niej promiennie, bo wyglądała tak uroczo, jak jego ulubiony motylek, taki najmniejszy ze wszystkich i niebieski.
- To nie może mieć chyba związku, bo ja też mówię na tatę "tata", choć go nie znam, bo jest z Ognia i chyba nas nie lubi, bo go nigdy nie widziałem i chyba nigdy o mnie nie pytał, bo mama by mi pewnie powiedziała. -
Zwiesił lekko uszy na myśl o nieznanym ojcu, ale tylko trochę. Nie męczyło go to już za bardzo, przynajmniej ostatnio.
Przyjrzał się uważnie jabłku, które Gwiazdka chciała zatrzymać i poczuł ciepłe uczucie w żołądku, które sprawiło, ze chciał uśmiechnąć się jeszcze szerzej.
- Myślę, że będzie takie cały czas, ale możesz je zjeść, a na pamiątkę zerwę ci drugie, dobrze? - zapytał, rozkładając trochę skrzydła, pokazując, że jest gotów do lotu w każdej chwili. Nagle wpadł na pomysł, by dać małej inną pamiątkę, taką, która był pewny, że przetrwa. Rozłożył prawe skrzydło, prezentując rząd najdłuższych piór, opalizująco czarnych, które pod słońce połyskiwały na zielono. Sięgnął jedną łapą i przymknął oczy, przygotowując się na ukłucie bólu, które towarzyszyło wyrywaniu jednego z najładniejszych. Pisnął cicho i zaraz było po wszystkim, już trzymał pióro w garści. Położył je u stóp Gwiazdeczki i uśmiechnął się nieśmiało.
- To na pewno nie zniknie. Przepraszam, że cię okłamałem, już nigdy więcej, obiecuję- rzekł. Policzek, w który polizała go samiczka promieniował przyjemnym ciepłem. Samczyk miał ochotę śpiewać.
Jego szczęście jednak szybko się skończyło, gdy usłyszał imię, które wymieniła Gwiazdeczka. Zaciekły Kolec. Tiernan zobaczył oczami umysłu ciała obdarte z mięsa i usłyszał w głowie chłodny, boleśnie obojętny głos Heulyn. Jago uszy automatycznie opadły, a oczka lekko się zaszkliły, ale ukrył to odchrząknięciem. Wstrząsnął łebkiem, udając, że odgarnia grzywkę. Biedna mała. Ale skoro matka jej powiedziała, że tata wyruszył w podróż... Cóż, to nie jego rola, by mówić jej o takich rzeczach. Sam ich do końca nie rozumiem.
- Widziałem twojego tatę... eee... jesteśmy kuzynami. Dalekimi - rzekł, może nieco zbyt obojętnym tonem, ale zaraz szybko się zreflektował. - Wiesz co, mama mi na pewno pozwoli, więc jak tylko zostanę Czarodziejem, albo nawet wcześniej, jak będziesz miała czas, będziemy mogli się widywać - zapewnił samiczkę i drżącą lekko łapką przyjął jej dar. Gałązka była śliczna i kolorem będzie mu przypominała Gwiazdeczkę. Przytulił ją, gałązkę, lekko jedną łapą do klatki piersiowej, zastanawiając się co zrobi z takim skarbem. Potem wyciągnął skrzydło, to, z którego wyrwał pióro i przysunął się do samiczki, by nieco niezręcznie objąć ją na chwilę. Miał nadzieję, że jej to nie przeszkadza i, że tak jak on lubi kontakt fizyczny.
- Chciałabyś się w coś pobawić, na przykład w zgadywanki? Albo w berka, jak lubisz biegać? Albo w łapanie jabłek? I co to jest Immanol? - zmarszczył znowu czoło. Nie słyszał nigdy takiego określenia. Był ciekawy, co wie Gwiazdeczka, czego on nie wie, no i chciał odsunąć umysł od smutnych rzeczy, takich jak śmierć ojca małej.
_________________

głos
dialogi: #8abe30
design postaci by Syvaender
Ostatnio zmieniony przez Odpędzający Koszmary 2017-06-03, 20:29, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Księżycowa Łuna 
Wojownik Wody
Roześmiany Chochlik



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Opiekun: Mistycznooka
Mistrz: Szkarłatne Wody
Dołączyła: 18 Mar 2014
Posty: 930
Wysłany: 2017-06-12, 18:41   
   A: S: 4| W: 2| Z: 5| I: 1| P: 1| A: 1
   U: B,Pł,MA,L,S,M,W,Kz,Skr,MO,MP: 1| A,O,Śl: 2
   Atuty: Szczęściarz, Oporny magik, Twardy jak diament


Samiczka zamrugała szybko powiekami, słysząc definicję samców i samiczek.
Nadęła nieco policzki, kołysząc ogonkiem na boki, a potem podrapała się po łebku z jawnym rozbawieniem migocącym jej jaskrawych oczkach.
Roześmiała się w głos.
- To ja chyba jestem i samiczką, i samcem, bo uwielbiam się bić, znaczy się, chcę zostać wojowniczką, a wojownicy się biją i walczą, chronią stado. Ale jestem też opiekuńcza, kocham swoją lodzinę, bo nie chcę, aby im się coś stało, chcę ich chlonić, to ja już nic nie wiem - zachichotała, kręcąc przy tym łebkiem na boki.
Mruknęła cichutko, słysząc to, co Tiernan mówił o swym własnym tacie, to trochę tak jak jej własny. Mamusia o nim jednak opowiadała, ale sama Gwiazdeczka nigdy go nie poznała i nie wiedziała, czy mówił o niej.
Zbliżyła się na swych chudziutkich łapkach do niego i trąciła go noskiem w polik, ocierając się bokiem o jego bok.
- Wiesz, nie maltw się, nie wydaje mi się, aby twój tata cię nie kochał, może to właśnie dlatego, że jest w innym Stadzie? Z tego, co mówiła mamusia, to macie telaz ciężko z Ogniem, plawda? I może to dlatego? Może nie może się zjawić? Przywódca mu nie pozwala?
Ale zapytaj może sam swoją mamusię, myślę że to by mogło tlochę lozwiać twoje wątpliwości, wiesz? No i zawsze masz mamę i siostry, czy blaci, no i telaz masz mnie
- uniosła łebek, szczerząc swe ząbki w promiennym uśmiechu i znowu się cichutko zaśmiała.
Cofnęła się o kroczek, widząc, jak samczyk wyciąga skrzydło, a potem wyrywa swe piękne długie piórko. Sapnęła z wrażenia, robiąc wielkie oczka, a potem ostrożnie schwyciła swój skarb, tuląc go do piersi.
- Ojej, naplawdę?! Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Nigdy się z nim nie lozstanę! - wyrzuciła, a potem zdjęła swój rzemyk, na którym znajdowała się połówka kamyczka, pamiątka po tatusiu i zawiesiła obok niego piórko Tirka, a potem rzemyk wrócił na jej szyję.
Na wieść, że jej tatuś jest jakimś kuzynem Tirka, przechyliła łebek.
- Ale fajnie, czyli też jesteśmy lodziną! Widzisz, telaz twoja mama nie będzie miała powodów, aby ci zablaniać się ze mną spotykać, choć, pobawimy się, najbaldziej lubię latać, nie jestem wtedy taka niezdalna, co ty na to? - uśmiechnęła się figlarnie, liznęła samczyka szybko w nos, a potem wyskoczyła w górę, rozkładając swe piękne błoniaste skrzydełka i śmignęła nieco ciężko w górę, wznoszenie się i lądowanie zawsze nastręczało jej kłopotów, ale gdy tylko wypadła spomiędzy kryształowych drzew, pochwyciła w skrzydła ciepły prąd wznoszący i gwałtownym łukiem wzleciała w górę, kręcąc się wokół własnej osi, śmiejąc się wyzywająco.
_________________

Na rzemyku:
~ Czarne piórko z zielonym znacznikiem od Tirka
~ Połówka żółtawo szarego piaskowca pachnącego wodą po tacie Faelanie


Hidan z Gwiazdką i Feridą
Gwiazdkowe perypetie z księżycem
 
 
Odpędzający Koszmary 
Czarodziej Cienia
Tiernan II Łagodny



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 18
Płeć: Samiec
Opiekun: Heulyn, Aileen
Mistrz: Heulyn
Wiek: 19
Dołączyła: 09 Paź 2016
Posty: 304
Wysłany: 2017-06-17, 20:11   
   A: S: 2| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,Pł,S,L,Śl,Skr,A,O,M,W,MA,MO: 1
   Atuty: Boski ulubieniec, Chytry przeciwnik


Tiernan przemyślał dokładnie kwestię, przekrzywiając łebek i przyglądając się Gwiazdce. Wątpił, by było to możliwe, by być i samiczką, i samcem, ale nie będzie tego roztrząsał. Brakowało mu wiedzy.
Skrzywił się za to, gdy Wodna wspomniała, że lubi się bić i chce walczyć. Takie małe stworzonko, takie urocze i delikatnie, a chce zębami i pazurami rozdzierać ciała.
- Ja nie lubię się bić i nie chcę walczyć - parsknął, jednocześnie spoglądając nieśmiało, czy przez to samiczka nie straci zainteresowania. - Walki zresztą są dla tych, którzy są duzi i silni, nie tacy mali jak ja - dodał po namyśle. Nie wstydził się swoich wad, choć bolały go często.
Poczuł ciepłe ciało Gwiazdeczki przy swoim i nawet kiedy stracili kontakt, gdzieś w środku wciąż czuł tę przyjemność raz po raz rozlewającą się po jego ciele. Dziwne, pomyślał, to tak jakbym jadł coś ciepłego, ale przecież nie zjadłem jej. Otrząsnął się na samą myśl.
- Nie wiem, czy mama chce rozmawiać o tacie. Poza tym, nie obchodzi mnie to aż tak bardzo. I... dziękuję. - Uśmiechnął się, jego błękitne oczy błyszczały czymś w rodzaju adoracji dla drugiej smoczycy. Czyżby miał kolejnego przyjaciela?
Westchnął, gdy samiczka zawiesiła jego czarne, lśniące pióro na swojej szyi. Był to dla niego nieco abstrakcyjne, że ktoś chce nosić jego cząstkę tak blisko serca. Sam wciąż ściskał gałązkę przy piersi, zastanawiając się gorączkowo, co z nią zrobi. Może uplecie wianek? Zlustrował wzorkiem swoje niezdarne łapki i szybko porzucił ten pomysł. Na razie trzeba gonić nową koleżankę, która już unosiła się nad nim, śmiejąc się tak przepięknie. Tiernanowi ten dźwięk przypominał trel jakiegoś ptaka.
Ułożył gałązkę w miejscu, gdzie będzie mógł ją później znaleźć i zabrać se sobą, po czym rozłożył szerokie skrzydła. Machnął nimi kilka razy, wystrzeliwując wdzięcznie w powietrze. Wiatr rozwiał jego grzywę koloru zboża, a oczy barwą przypominały niebo.
- Ja też kocham latać! - krzyknął, próbując przekrzyczeć szum powietrza w uszach. Kilkoma machnięciami dogonił samiczkę, ale nie pokusił się na razie na żadne manewry, skupiając się na utrzymaniu jej w zasięgu wzorku.
Miała to być zabawa, tak? Ustawuił ciało w poziomej pozycji, nabierając szybkości i poszybowal ku samiczce, lekko dotykając jej ogonem, po czym zakręcił ostro i pomknął w drugą stronę.
- Złap mnie! Jeżeli dasz radę - mrugnął do niej z oddali, ale nie uciekał dalej, utrzymując cały czas ten sam pułap dzięki leniwym uderzeniom skrzydeł.
- Czy to znaczy, że możemy być przyjaciółmi? - krzyknął. Musiał mieć to na papierze.
_________________

głos
dialogi: #8abe30
design postaci by Syvaender
 
 
 
Bursztynowe Zwierciadło 
Uzdrowiciel Cienia
Amarilla Nieskalana



Stado: Cienia
Rasa: Jaskiniowy
Księżyce: 34
Płeć: Samica
Mistrz: Krew Mandragory
Wiek: 24
Dołączyła: 21 Maj 2015
Posty: 5585
Wysłany: 2017-07-20, 17:38   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,S,A,O,M,MA,MO,Kż,Śl,Skr,W: 1| MP,Lecz: 2
   Atuty: Ostry Węch; Chytry Przeciwnik; Skupiony;


A wiekowej smoczycy zebrało się na wspominki.
Mijały księżyce, jeden i kolejny, gdy łaska Bogów już tak nie imała się złoto karminowego ciała. Wiek zaczął brać to, co konserwowała przez dekady, aby utrzymać swoje piękno na wodzy. A chociaż łuski dumnej smoczycy nadal lśniły, niczym pyszne granaty, topazy i cytryny, a pierze złote pod skrzydłami właśnie złoto przypominało, to wiek był już nie ten.
Skóra na brzuchu robiła się luźniejsza, oznaka tego, że już nie tak elastyczna, że zniosła wiele [wszak nie jeden miot na świat wydała], zębiska, chociaż nadal zadbane, bo i zioła żuła, zaczynały delikatnie żółknąć przy dziąsłach.
Najbardziej jednak smoczycę zdradzał krok.
Już nie tak pełen młodzieńczej werwy, ale bardziej statyczny, elegancji, pełen jakiejś dumy. Szła, znając te ziemie, pomagała je wszakże uratować.
Pragnęła jednak porozmawiać, tak po prostu, bo z każdym mijającym księżycem, uświadamiała sobie boleśnie, że jej życie pozostało jałowe - jak już władzę oddała - a i żaden przyjaciel się nie uchował.
Każdego śmierć pochwyciła, ich szczątki gryzła ziemia, lub odeszli poza barierę, nie mogąc ścierpieć stagnacji rzekomo Wolnych Stad.
Tyleż młodych w ostatnim czasie pochowała, że nie mogła uwierzyć, że z jej serca pozostał jeszcze jakiś strzęp.
Tylko nienawiść i uraza pozostawała, ciągle ta sama, a nawet rosnąca, chęć zemsty tak wielka, że miała wrażenie, iż spopieli ją wniwecz. I zastygła w tym uczuciu, nie będąc w stanie nim z nim zdziałać, bo i nie była pewna, czy pragnie tego tak naprawdę, czy jednak oznacza, że jest złą osobą.
Weszła między drzewa starego lasu, niezbyt często raczej uczęszczanego. Obca woń była ożywcza, przypominała jej ukochanego Perydota.
Zadarła łeb, lazurem swych oczy patrząc w prześwity między koronami drzew.
Ach, mój kochany, gdzieżesz się podziewasz? Czy żyjesz jeszcze? Czy pamiętasz o mnie? A może nowa grzeje twe serce i leże? Jak żyć mam bez ciebie? Tyle razy próbowałam się oszukać, że może ten i kolejny pomoże mi zapomnieć. Nic z tego, im starsza jestem, tym bardziej mnie pamięć torturuje, tym co było i mogłoby być, gdybyś tylko zechciał ze mną zostać, lub do mnie powrócić.
Stara już jestem, nie tak piękna jak niegdyś, czy mój zachód kogoś będzie interesował? Kto opłacze moje życie, kto wzniesie dziękczynne pieśni? Kto zapamięta? Czy jest w ogóle cokolwiek, co warto pamiętać?
Ach, nie ważna pamięć, gdybyś tylko był przy mnie, mój kochany Obrońco
- myślała, aż przysiadła na zadnich łapach stwierdzając nagle, że nie ma sił iść dalej.
Czasem nie wiedziała, czy jest to zmęczenie starzejącego się ciała, czy raczej duszy pragnącej wyrwać się na wolność?
A jednak uśmiechnęła się pod nosem, wspominając rozmowę z Mistycznooką, potrzebowała jej, nawet jeżeli nie zdawała sobie z tego do końca sprawy.
Ta smoczyca dała jej coś cennego, coś czego nie da się kupić - wspomnienia. Coś, co ocieplało jej zlodowaciałe serce.
Wstała powoli na równe łapy i ruszyła lśniąca przez lasy. Łuski smoczycy pachniały goździkiem, jak niegdyś. Szła przed siebie bez większego celu, lazurowymi ślepiami obserwując mijane sylwetki roślin, aż nagle te... przeistoczyły się w coś, czego nigdy nie widziała na swe śmiertelne oczy.
Drzewa, krzewy, wszędzie jak okiem sięgnąć rosły byty inne od wszystkich. Przypominały górski kryształ, błyszczały wyłapując promienie zachodzacej Złotej Twarzy. Mech, porosty w wielu odcieniach błękitu zwieszały się z konarów, pokrywały ziemię. Jabłka, świetliste, jakby niematerialne.
Widziała swoje zwyrodniałe przez lśniące zakrzywione powierzchnie sylwetkę, raz pokracznie wydłużone, potem poszerzone, obniżoną. Niczym karminowo złota zjawa spoglądająca na nią przez zupełnie inne spektrum.
_________________
 
 
 
Szlachetny Nurt
Przywódca Wody



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 45
Płeć: Samiec
Opiekun: Wzburzone Wody
Mistrz: Mistycznooka
Wiek: 19
Dołączył: 25 Sty 2017
Posty: 1536
Wysłany: 2017-07-21, 18:06   
   A: S: 1| W: 3| Z: 5| I: 2| P: 4| A: 1
   U: MA,MO,M,B,S,L,Pł,W,Kż,O,MP: 1| Śl,A: 2| Skr: 3
   Atuty: Zwinny, Pamięć Przodków, Tropiciel, Wybraniec Bogów


Zazwyczaj udawał się na spacery z dwóch powodów, albo bo to żeby się odprężyć, przestać się zamartwiać, przestać rozmyślać. Po to żeby sobie po prostu pochodzić, a potem znaleźć sobie jakieś drzewko i uspokoić się i leżeć tak sobie nie martwiąc się niczym. Innymi razami udawał się po to, by wręcz odwrotnie, pomyśleć. Nad tym co się wydarzyło i nad tym co się zdarzyć może. Powodem tego najczęściej były jego żale i smutki, jeżeli stało się coś co miejsca mieć nie powinno, to właśnie po tym udawał się na spacer, żeby dojść do siebie. Tego dnia to raczej był ten drugi powód.
Dlaczego zawsze wybierał Szklisty Zagajnik? Kojarzyło mu się to trochę z dzieciństwem, gdy był młodszy to spędzał tutaj dużo, żadne inne miejsce nie miało tego czegoś co miał Szklisty Zagajnik. Dlatego samo to, że się tutaj znajdował nieco poprawiało mu humor. Tym razem wybrał sam Lustrzany Las, akurat w tym miejscu nigdy jeszcze nie był, może to było właśnie powodem spaceru właśnie tutaj?
Ostatnio nie było z nim najlepiej, zaczęło się od zniknięcia Wzburzonego, a potem było coraz gorzej. Chociaż wtedy jeszcze nie było tak źle, została mu wtedy taka dziecięcia myśl, że na pewno wyruszył w jakimś ważnym celu, tak ważnym że nie miał nawet czasu się pożegnać. Jednocześnie wierzył, że na pewno sobie poradzi i już niedługo wróci. Jednak po rozmowie z Przywódcą wiedział już, że tak się nie stanie. Był załamany i przytłoczony całą sytuacją po wojnie i do tego zniknięcie jego nowej partnerki. Nie radził sobie z byciem przywódcą i postanowił odejść, tak po prostu. Bez pożegnania. W tamtym momencie stracił drugiego z rodziców, jakoś nigdy nie przeszkadzał mu brak matki. Dużo czasu spędzał na ćwiczeniu umiejętności z Mistyczną, zawsze była dla niego trochę jak matka. Ale zniknięcie ojca mocno go dobiło.
Gdyby tego było mało... krótko po tym jego siostra prawdopodobnie popełniła samobójstwo. A on był świadkiem jak jakiś obcy smok masakruje ciało Kryształowej, cały we krwi, która nadal kapała z jego pyska i pazurów. Potem ten sam opętaniec rzuca się na niego. Ten moment mocno zapadł mu w pamięci, do tej pory śnią mu się koszmary w których dzieje się dokładnie to samo. To wszystko odcisnęło na nim mocne piętno. Przez długi czas nie mógł dojść do siebie, w końcu jednak znalazł pocieszenie w tym, że została mu nadal dwójka braci. Ta myśl bardzo mu pomogła, z czasem nawet uśmiech zaczął wracać na jego pysk. Ostatnimi czasy można by nawet powiedzieć, że był całkiem szczęśliwy.
Jednak to nie mogło trwać długo.... Śnieżny, jego brat często znikał, raz nie było go długo, raz wracał tak szybko jak znikł. Jednak ostatnio... nie było go naprawdę długo. Do tego nie odpowiadał na żadną z jego wiadomości mentalnych co jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Do tego... wiadomość jakoś dziwnie się odbijała, dokładnie jak wtedy gdy próbował skontaktować się z Kryształową po jej ostatnich słowach. To wszystko znów nim wstrząsnęło. Myśl, że został teraz sam z jednym ze swoich braci, który do tego może zniknąć lub zginąć jak reszta jego rodziny naprawdę mocno go dobiła. Wciąż nie mógł uwierzyć, że ich wszystkich już nie ma. Naprawdę czuł się źle ze stratą swojego dziadka Cichego, ale nie wiedział, że czeka go coś takiego.
Wędrował sobie tak załamany wszystkim, głównie rozmyślając, nie potrafił patrzeć się w drzewa, nie chciał teraz nawet oglądać samego siebie. Nagle jednak dostrzegł, że nie wędruje sam, w jego kierunku, choć z innej strony zmierzała nieznana mu smoczyca. Ona chyba z kolei go nie widziała. Początkowo chciał po prostu iść dalej i nie zwracać na nią uwagi, ale coś go tknęło i podszedł w jej kierunku. Szła tak samo wolno jak i on, więc chwilę zajęło nim się do siebie zbliżyli. Od razy dostrzegł, a raczej wyczuł jedną rzecz. Pochodziła ze Stada Cienia, ale od dłuższego czasu nie robiło to już żadnej różnicy. Mimo, że smoki z tego stada były z nimi w złych stosunkach, chyba nawet gorszych niż oni z Ziemią, to dla niego jednak nie miało to znaczenia. Drugą rzeczą, którą dostrzegł było to że trochę go przypominała. Może nie pod względem wyglądu, chociaż oboje mieli złote łuski, to raczej tym jak się czuli. Umiał poznać przygnębionego i zamyślonego smoka. I stał tak przez chwilę, nic nie mówiąc. Trochę to do niego pasowało, Milczenie prawda? Jednak znów coś go tknęło i postanowił coś powiedzieć.
- Witaj. - Zabrzmiał w tym momencie jego dość cichy i niezdecydowany głos. Nie miał pojęcia, że stoi przed nim niedawna Przywódczyni Cienia, Czerwień Kaliny. Nigdy w życiu jej nie widział, a też nikt mu nie powiedział jak wygląda. Zresztą niewielu cienistych widział w swoim życiu. Może z trzech? Licząc młode spotkanie.
Po chwili spojrzał w jedno z drzewek znajdujących się w lesie. A raczej w swoje odbicie. Hmm, a więc tak wygląda dobity smok?
_________________
Ostatnio zmieniony przez Szlachetny Nurt 2017-07-21, 18:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Bursztynowe Zwierciadło 
Uzdrowiciel Cienia
Amarilla Nieskalana



Stado: Cienia
Rasa: Jaskiniowy
Księżyce: 34
Płeć: Samica
Mistrz: Krew Mandragory
Wiek: 24
Dołączyła: 21 Maj 2015
Posty: 5585
Wysłany: 2017-07-23, 11:49   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,S,A,O,M,MA,MO,Kż,Śl,Skr,W: 1| MP,Lecz: 2
   Atuty: Ostry Węch; Chytry Przeciwnik; Skupiony;


Chłodny oddech wiatru muskał łuski wiekowej smoczycy. A jednak był cieplejszy, niż pośród szczytów gór, gdzie założyli swe leża.
Nie był w stanie bardziej wyziębić jej ciała, ani tchnąc w niego nowego ciepła. Czuła się, niczym zastygająca powoli lawa wypływająca z trzewi samej ziemi. Coraz chłodniejsza, zimniejsza, coraz bardziej sztywna.
Tym było to, co ją dopadło - nagle przyspieszające księżyce. Nie dożyje następnego obrotu, może jego połowę.
Bogowie nie zsyłali już swej łaski, a jej ciało doganiało starą duszę, gnijąc powoli, aż zagrzebie się w ziemi, skąd powstała dekady temu.
Doświadczy raz jeszcze zimy, białego puchu, jakby sam los się z niej śmiał. Jednak wątpliwe, aby raz jeszcze spostrzegła rodzące się nowe życie.
Była już przeszłością i nie ważne, jak bardzo się temu sprzeciwiała, jak krzyczała w noc, zostanie tylko wspomnieniem, a w końcu nawet i one zaginie w odmętach czasu i głupoty potomnych.
Może tylko raz na jakiś czas, jakiś fanatyczny Cienisty, wspomni dzieje Przodków i wtedy padnie jej imię - Heulyn Krwawa.
Tylko, czy zasłużyła na tą pamięć, nawet urywkową? Czy osiągnęła dla Cienia coś, co jest godne zapamiętania czy wspominania?
Nie czuła, aby w pełni wykonała swoje zadanie, jej ambicje zmiażdżyły ją, pochłoneły bez reszty, pozostawiając po sobie w końcu pustkę.
Usłyszała delikatny szmer oddechu, szelest gałązek trących o łuskę, niemal bezszelestne stąpanie.
Znała je, przez chwilę ulotną jej serce zabiło żywiej, bo czuła, że to jej ukochany zmierza ku niej. A potem strach zacisnął lodowate szpony na jej sercu, że to sama śmierć już po nią przyszła i w myślach krzyknęła stanowcze: NIE, TO JESZCZE NIE CZAS!
Wtedy jednak poczuła ten delikatny moczarowy zapach i jakby krwi przylegającej do ciała, a ulga zalała jej pokaleczoną jaźń.
Tak źle już było, śmierć i starość igrały z dumną smoczycą.
Uniosła dumnie łeb, jednak bez buty, jakby chcąc upewnić siebie samą, że jeszcze daje radę, nie jest walącym się próchnem.
Lazur nieruchomego ślepia zanurzonego w ciemnej czerwieni, niczym lodowy płomień, wlepiły się w błękitną tęczówkę nieznajomego.
Jego łuski przypominały szlachetne topazy, liźnięte promieniami Złotej Twarzy. Było w tym coś perwersyjnego - podobieństwo do samego Boga Życia.
Przez chwilę mogła nawet myśleć, że to sam Immanor zstąpił na ziemię, a potem wyśmiała się w duszy, bo czymże mogłaby zasłużyć na jego posłuchanie?
Gdy sama wpajała Cienistym fanatyczne frazesy o ich zaginionym Bogu, aby rozgrzać ich krew, by nie zastygała na podobieństwo skrzepliny?
Czyż nie była wiarołomczynią, która dla swoich zrobi wszystko? Aby dać im chociaż cień jakiekolwiek nadziei?
Nozdrza smoczycy drgnęły, gdy wciągnęła jego zapach. Kogoś jej przypominał... nie Boga, ale... dwóch takich, co dwukrotnie zawiedli jej zaufanie.
W tej jednak chwili nie szukała zwad, szukała czegoś... co poruszy jej serce, chociażby na krótką chwilę.
Zatem odezwała się, bo przecież nieznajomy wcale nie musiał doszukiwać się sensu w jej samotności, nie musiał próbować nawiązać jakiejkolwiek więzi; zasługiwał chociażby na to:
~ Witaj, złotołuski wędrowcze - cichy głos rozbrzmiał w głowie samca, gdy uniosła nieco podbródek, aby móc lepiej mu się przyjrzeć.
Z uwagą skupioną w lazurowych, chłodnych ślepiach.
_________________
 
 
 
Szlachetny Nurt
Przywódca Wody



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 45
Płeć: Samiec
Opiekun: Wzburzone Wody
Mistrz: Mistycznooka
Wiek: 19
Dołączył: 25 Sty 2017
Posty: 1536
Wysłany: 2017-07-24, 19:32   
   A: S: 1| W: 3| Z: 5| I: 2| P: 4| A: 1
   U: MA,MO,M,B,S,L,Pł,W,Kż,O,MP: 1| Śl,A: 2| Skr: 3
   Atuty: Zwinny, Pamięć Przodków, Tropiciel, Wybraniec Bogów


Nie spodziewał się nawet, że mu odpowie. Myślał raczej, że kiwnie mu łbem i pójdzie dalej, po co miałaby marnować czas na choćby krótką rozmowę z nim?
A jednak było inaczej, odpowiedziała mu. Za pomocą maddary, nie widział na jej pysku żadnych ran, więc musiała posługiwać się wiadomościami mentalnymi z innego powodu.
I przez chwile trwała cisza.. W pewien sposób to do niego pasowało, w końcu milczenie jest złotem. Chwilę tą wykorzystał, by dokładnie przyjrzeć się smoczycy. A głównie w jej oczy, zawsze to robił, próbując dowiedzieć się czegoś o osobach z którymi rozmawia, ale rzadko coś w tych oczach było.
Tym razem było trochę inaczej, jej niebieskie oczy, prawie takie same jak jego zdawały się mówić coś więcej. Nie był do końca pewien, ale... czy była w nich nadzieja?
Zwrócił również uwagę na jej złote łuski, które miejscami przechodziły w czerwień lub biel. Takiej barwy nigdy jeszcze nie widział.
Najbardziej zainteresowała go jednak grzywa nieznajomej, nie znał zbyt wielu smoków, które mogłyby się taką pochwalić, oprócz niej widział taką tylko u Tiernana. Od razu zaczął kojarzyć, kiedyś widzi jakiegoś smoka z cechą szczególną, a potem widzi ją u innego smoka, to wie już że muszą być w jakiś sposób spokrewnieni. Czyżby było tak i teraz?
Cisza trwała jeszcze przez chwilę.
- Jestem Pozłacane Milczenie. - Odezwał się po chwili, tym razem również cicho, ale troszeczkę bardziej zdecydowanie. Nie prosiła go o to żeby się przedstawił, sama nawet tego nie zrobiła i zapewne od niego tego nie oczekiwała. On jednak wiedział, że powinien. Może troszkę się wahał, nie wiedział czy jest gotów na jakąś rozmowę, choćby krótką. Trochę mu ostatnio tego brakowało, jego rodzina ciągle się pomniejsza więc okazji do tego miał coraz mniej. Ahhh, nadal nie mógł sobie z tym wszystkim poradzić. Jego grota od dawna stoi pusta, czasami tylko odwiedzają go członkowie stada, proszący o jedzenie. Brakowało mu towarzystwa, kiedyś jeszcze odwiedzało go rodzeństwo, czasem ojciec. Czasami jedynie uda mu się jakoś pogadać z Mistyczną. Czuł się samotny.
Przeniósł znów wzrok na nieznajomą smoczycę.
- Zmierzasz gdzieś, czy tak po prostu spacerujesz? - Zapytał cicho. Wyglądało mu to raczej na to drugie. Nie był pewny co do zadanego pytania, nieznajoma przyszła tutaj zapewne żeby być no... sama, a on tu się jej nasuwa i pyta co robi.
Znów popatrzył się na drzewka znajdujące się w tym lesie, pełne były odbić, na jednych był on, na drugich ona. Aż w tym momencie było mu szkoda, że jest w tym miejscu dopiero pierwszy raz, tutaj wszystko wydawało się takie.... niezwykłe.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Szlachetny Nurt 2017-07-24, 19:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Bursztynowe Zwierciadło 
Uzdrowiciel Cienia
Amarilla Nieskalana



Stado: Cienia
Rasa: Jaskiniowy
Księżyce: 34
Płeć: Samica
Mistrz: Krew Mandragory
Wiek: 24
Dołączyła: 21 Maj 2015
Posty: 5585
Wysłany: 2017-07-26, 13:01   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,S,A,O,M,MA,MO,Kż,Śl,Skr,W: 1| MP,Lecz: 2
   Atuty: Ostry Węch; Chytry Przeciwnik; Skupiony;


Strata sprawiała, że to, co niegdyś żywe - stawało się matowe; niepełne.
Ona straciła wiele, w tak krótkim czasie. Smoki w jej otoczeniu odchodziły kolejno - lub umierały, jednak to była tylko inna forma opuszczenia.
Czasami czuła się po prostu tak bardzo niekompletna. Jakby zabrakło w niej tego ważnego szczegółu, który sprawiał, że była tym, kim była.
Nie chodziło o miłość, o namacalne wartości. Byłaby słaba, gdyby uzależniała się od uczuć. A jednak może i była słaba, bo być może brakowało jej zrozumienia? Tego poczucia bezpieczeństwa, stałości?
Była tylko żywą istotą i jakkolwiek silna mogła się wydawać, wszystko to było fasadą, która miała ochronić jej miękkie wnętrze, teraz stężałe w szponach chłodu.
Musiała być silna dla Stada, musiała być jego siłą, może właśnie dlatego oddawała władzę, aby młodsze, wytrzymalsze barki przejęły ten ciężar.
Czy to oznaczało, że jest tchórzem?
Miała wrażenie, że zapomniała, jak to jest czuć, coś innego, niż opiekuńczość względem piskląt i poczucie odpowiedzialności za ogół.
Zapomniała, jak czuć, jako samica, jako żywa istota z odrębnymi pragnieniami. Całe życie jej pragnienia pokrywały się z potrzebami Stada.
Czy potrafiła się przebudzić, gdy chyliła się ku wygaśnięciu? Jej czas przemijał, przelewał się między pazurami, niczym woda, której nie potrafiła dłużej zatrzymać w zaciśniętych dłoniach.
I to ją przerażało, przemijalność.
Nicość.
Czy otwierając się na uczucia, strach zaleje ją ze zdwojoną siłą?
Szukała odpowiedzi w tych niebieskich ślepiach, to było żałosne, tak bardzo polegała na tym, co on sądzi, co myśli, co czuje.
Jednak w tej chwili najzwyczajniej w świecie szukała chwili bliskości, chciała sobie przypomnieć, jak to jest znajdować się w czyichś ramionach, nawet jeżeli te jej nie kochały, ale mogły dac jej ułudę ciepła na kilka uderzeń serca.
Niemal to widziała, jak bierze ją na miękkim mchu, otoczeni aurą lasu, pierwotną, głęboką, cichą. Słyszała ich przyspieszone oddechy, czuła muśnięcie gorącego języka na łuskach, zęby wtapiające się w skórę, siłę wlewającą się w jej ciało, rozgrzewającą, wypełniającą nowym życiem.
A potem to zgasło. A raczej zostało ujarzmione.
Nozdrza smoczycy drgnęły z niezadowolenia, jedyna oznaka, lekkie lśnienie oczu.
Patrzyła.
Egoistyczna świnia, tym była, zawsze i wszędzie, chociaż udawała tak bardzo altruistyczną, zawsze liczyła się ona, chciała potęgi Cienia dla siebie, chciała akceptacji, uznania, prestiżu.
Nawet teraz jej płytkie uczucia pokazywały, jak bardzo na niego nie zasługuje.
Ale go pragnęła i nie potrafiła go puścić, nie teraz.
Wargi smoczycy drgnęły w lekkim pół uśmiechu.
~ Czerwień Kaliny - mruknęła cicho, sięgając do jego umysłu, aby tam wtłoczyć te dwa dźwięczące dziwną głębią słowa.
Nie łudziła się, że to imię cokolwiek znaczyło dla młodzika. Był młody, pachniał tak bardzo Wodą, ale w tej chwili chyba nie bardzo ją to interesowało.
Chciała zasmakować życia jeszcze ten jeden raz. Poczuć się młodo, chciała aby przepełniały ją te dzikie uczucia, zwłaszcza teraz, kiedy Cieniem musi martwić się nowa Głowa.
~ Sądzę, że to błądzenie osamotnionej duszy, pragnącej zaznać odrobiny bliskości i ciepła ~ dodała, a jej lazurowe oczy zalśniły.
Mówi się, że ślepia to zwierciadła duszy. Czy jeszcze ją posiadała? Czy zaprzeda ją dla niego?
Rozwidlony jęzor wysunął się spomiędzy war, musnął je, zwilżył, gdy podszedł bliżej. Czuła jego smak na języku, jego zapach wypełniający nozdrza. Gorąco wnikające w zimne ciało.
Patrzyła.
Obserwowała jego pysk, łuk gadzich warg, falujące nozdrza, dostrzegała ruch mięsistego buzdyganu, uniesienie klatki piersiowej, sploty mięśni wijące się pod tą złotą skórą, aż spoczęła na jego oczach, błękitnych, pełnych życia, obiecujących odkupienie i tak samo samotnych, jak jej własne.
Odetchnęła głęboko jego wonią, ciężką, samczą, dojrzałą, nadal młodzieńczą. Być może nie doświadczoną?
Uśmiechnęła się, a potem wysunęła szybko swój kryształowy łeb i otarła się mocno o jego polik, podeszła jeszcze kawałek stykając się z nim piersią, chłonąc go całego, szyja muskała jego szyję, jakby chciała zetrzeć z ich skóry łuski, wtopić się w jego ciało. Zadrżała wbrew sobie - ach to zdradzieckie ciało.
Język odnalazł gorące miejsce za głową, u styku z karkiem, liznęła go, smakowała, zębami wtopiła się w łuski.
Nie przebiła skóry, wyglądało to tak, jakby chciała go skosztować.
Cichy oddech smoczycy drżał jednak ledwie dosłyszalnie, ale nie wahała się, bo wiedziała, czego chce.
Miała dosyć bycia zdobywaną, teraz ona chciała zdobywać, chciała przestać być tak cholernie bierna.
Uśmiech smoczycy poszerzył się lekko, kiedy uniosła prawą łapę. Palcami wytyczyła ścieżkę od jego szyi, dotknęła twardego barku, przesunęła trochę dalej, dotykając ramienia skrzydła, a potem niżej do pachwiny jego łapy, do przedramienia, aż zacisnęła palce koło jego łokcia.
Odchyliła nieco łeb, odsłaniając podgardle. Śmiały był to gest, ale jakże świadomy, gdy spojrzała psotnie, płonącymi ślepiami w jego błękitne oko. Rzucała mu wyzwanie, modlitwę dziękczynną, przekleństwa i akceptację.
Puściła jego łokieć i nie odsuwając się, otarła się bokiem o jego bok, ogonem muskając jego pierś, pierzastą końcówką uderzając w podbródek.
Zaśmiała się bezgłośnie, jej pierś zafalowała, gdy opuszczając głowę, podbródkiem, delikatnie, sunęła po krzywiźnie pleców, musnęła delikatną błonę skrzydła, aż przeniosła się na krzywiznę boku, gorący oddech owiał jego uda, gdy nosem prześlizgnęła się po łusce, nacisnęła nieco na mięsień, oparła polik o jego pachwinę, przymykając ślepia, tylko kilka uderzeń serca. Odsunęła się od jego uda, trąc bokiem o jego bok, o jego tylną nogę, przeszła nad ogonem, który trąciła swoim własnym, aż obeszła go do drugiego boku, tym razem muskała drugie uda u jego szczytu, kanciastym pyskiem trącając jego brzuch, a potem skrzydło, aż oparła podbródek na jego prawym barku, a językiem zlizała kilka kropli wilgoci własnego oddechu, który osiadł na łuskach u złączenia barku z szyją.
Czy to była wystarczająca odpowiedź?
Czy może jednak przerażony podobnym postępowaniem starszej smoczycy ucieknie, lub oskarży ją o gwałt?
_________________
 
 
 
Szlachetny Nurt
Przywódca Wody



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 45
Płeć: Samiec
Opiekun: Wzburzone Wody
Mistrz: Mistycznooka
Wiek: 19
Dołączył: 25 Sty 2017
Posty: 1536
Wysłany: 2017-07-31, 23:30   
   A: S: 1| W: 3| Z: 5| I: 2| P: 4| A: 1
   U: MA,MO,M,B,S,L,Pł,W,Kż,O,MP: 1| Śl,A: 2| Skr: 3
   Atuty: Zwinny, Pamięć Przodków, Tropiciel, Wybraniec Bogów


Czerwień Kaliny. A więc to przed nimi stoi teraz właśnie przywódczyni cienia? Oczywiście nie wiedział, że już nią nie jest, a władze objął ktoś inny. Skąd mógł wiedzieć? Nie interesował się takimi sprawami, a nawet jeśli, to Cień raczej nie chciałby się z tą wiadomością obnosić.
Spodziewałby się każdego, ale przywódczyni? Spacerującej tutaj w Lustrzanym Lesie, wyraźnie czymś zmartwionej? Na pewno nie. Ale czy mu to przeszkadzało? Również nie, był zdziwiony, ale nie robiło mu jakiejś większej różnicy.
Następne słowa, osamotnienie i pragnienie zaznania ciepła i bliskości. Więc to było powodem zasmucenia smoczycy, samotność. To samo dolegało i jemu, to właśnie z tego powodu udał się do Szklistego Zagajnika, cierpiał. I on potrzebował... kogoś.
Na samotność cierpiał już od dawna, ale było coraz gorzej. Już od dawna nie był taki naprawdę szczęśliwy, jeżeli taka sytuacja już była, to szybko odchodziła, albo był przerywana kolejną stratą.
Wpatrywał się w jej oczy, ona zbliżała się do niego, ale on nie odrywał swojego wzroku. Ciągle patrzył, a oczy zdawały się teraz mówić coś innego. Nadal nie wiedział co.
A ona... otarła się o niego. Nie zareagował.
Jednak zbliżała się... coraz bardziej, aż ich szyły zaczęły się stykać. Nadal stał w bezruchu, jednocześnie ciągle patrząc się w te lazurowe, piękne oczy. I poczuł wilgotny dotyk na swoim karku. Język? Po chwili poczuł też delikatnie ugryzienie. Od razu podniósł pysk trochę w górę nieco zdziwiony.
Cofnął się mimowolnie trochę do tyłu. Więc to jest ta bliskość o której mówiła... w tym momencie czuł, że powinien stąd po prostu odejść. Iść i zapomnieć o tym. Ale nie potrafił... łapami wrócił, robiąc kilka kroków do przodu. Dotyk wydawał mu się taki obcy, nigdy za dużo go nie zaznał. Matki nigdy nie poznał, a jego ojciec w takie rzeczy się nie bawił. Dlatego było to dla niego dziwne.
Sam nie wierzył, że nadal tu był, ale wiedział że tego chce. On też potrzebował bliskości, być może jest to lekka przesada, ale nie obchodziło go to, ostatnio nie wiele rzeczy tak właściwie go obchodzi.
Póki co był jeszcze nieco... wystraszony? Pozwalał jej na wszystkie ruchy, jednocześnie nawet to ułatwiając przed odpowiednie ułożenie czy to szyi czy łba.
Uśmiechnął się, tak naprawdę szczerze, od bardzo dawna chodził smutny, a uśmiech na jego pysku był rzadkością, ten był inny.
Z tym uśmiechem spojrzał znów w jej lazurowe oczy, a te kolejny raz się zmieniły. Przez cały czas się zmieniały, zawsze był zdania, że to właśnie po oczach można było dowiedzieć się wszystkiego. Najpierw widział w nich smutek i samotność, później nadzieje, aż stopniowo zaczęły zmieniać się w coś na wzór pożądania? Teraz mówiły jakby chciały rzucić mu wyzwanie, widział ogień w tym pięknym, lazurowym morzu. Jego wyraz pyska jak i spojrzenie również się zmieniły, były bardziej pewne i zdecydowane. Zniknął strach i niezdecydowanie, które przez cały czas w nim dominowały. Chociaż czy całkowicie?
Teraz jego pysk i oczy mówiły, że jest gotowy i akceptuje to wyzwanie. Jednak nadal można było dostrzec tam pewną nutkę niepewności, jakby jakaś część niego nadal chciała uciec. Starał się odrzucić od siebie tą część.
Nie mówił nic, a ona też milczała. Zawsze wiedział, że milczenie jest złotem, między innymi to stało za wyborem imienia. To była właśnie jedna z takich chwil, chwila w której słowa były całkowicie zbędne. Wszystko co potrzebne wyrażały ich ciała, których odbicia widać było w otaczających ich drzewach.
Powoli przysunął pysk do jej odsłoniętej szyi, po czym delikatnie przesunął pyskiem od jej początku, aż po przednią łapę, uważając jednocześnie na swoje rogi.
Ciekawe czy właśnie tego chciała? Czy może liczyła na to, że ucieknie? Może właśnie dlatego starczyło jej odwagi, bo była pewna że i tak nic z tego nie wyjdzie? On sam ciągle, podświadomie dziwił się sobie.
Kiedy przejechała ogonem po jego piersi, potem podbródku, ciało drgnęło delikatnie i mimowolnie. Pozwolił, by przejechała pyskiem bo jego karku, uważając by jego kolce na grzebieniu pozostały w bezruchu. Każdy jej dotyk, od karku, aż po pachwinę, każdy jej ruch sprawiał mu przyjemność, tak bardzo mu tego brakowało. Tak bardzo tego potrzebował.
Kiedy ustawiła swój podbródek na jego barku i zaczęła zlizywać... coś, prawdopodobnie swój oddech, podniósł ogon
Przejechał nim delikatnie po jej karku, odpowiadając na muśniecie jego uda i trącenie brzucha, jej ciało było takie... delikatnie i miłe w dotyku. Nie mógł tego powiedzieć o sobie, twarde łuski i do tego pełno ostrych kolców znajdujących się na grzebieniu.
Delikatnie odsunął się, zaczął ją obchodzić, jednocześnie ciągle nie spuszczając wzroku z jej oczu. Zatrzymał się w pobliżu jej prawego boku, przysunął łeb do prawego uda po czym delikatnie wgryzł się w nie. Po chwili wrócił pyskiem, a razem z nim kawałeczek futra, nie miał zamiaru jej przecież całej oskubać. I podszedł tym razem kawałek do przodu, znajdując się tym razem bliżej prawego barku, przesunął swój łeb między jej szyje, którą delikatnie liznął, jednocześnie jego skrzydło ją otuliło. Po chwili je cofnął i znów przejechał pyskiem tym razem po jej grzebiecie, jednocześnie ją okrążając. Wrócił się do tyłu, tym razem czubkiem pyska przejeżdżając po pachwinie. Jednocześnie jego ogon znów przejechał po karku, delikatnie i oczywiście dolną częścią.
Otarł się całym ciałem o jej bok, delikatnie i powoli po czym to samo zrobił z drugim bokiem, jednak tym razem przysunął się bardziej tak by ich ciała dokładnie się stykały. I swoim pyskiem musnął po jej prawym barku, cofnął nieco szyje w bok, tak by przez chwilę móc wpatrywać się w jej piękne oczy. Nadal stanowiły dla niego pewną tajemnicę i to mu się podobało. Przysunął pysk bliżej po czym, przystawił go do jej pyska, by i one się stykały się razem. Liznął górną część jej pyska, a dolną część ogona tym razem przestawił dokładnie tam gdzie znajdowało się jej skrzydła, a potem ogon przesunął nieco niżej, do uda.
Czy właśnie o to jej chodziło?
Wszystko wydawało mu się takie dziwne, jeszcze przed chwilą sam spacerował po lesie. Teraz nie był już sam, pierwszy raz od naprawdę bardzo dawna nie czuł się samotny. Teraz byli tu sami, ale razem nie, jedyne co im towarzyszyło, to odbicia naśladujące ich ruchy.
Czy teraz i ona zostanie? A może uzna, że to przesada i ucieknie, jak pewnie przed chwilą myślała o nim, jak on sam przed chwilą myślał o sobie.
Zostało mu teraz tylko czekać na następny ruch, swój i jej.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Szlachetny Nurt 2017-07-31, 23:32, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Bursztynowe Zwierciadło 
Uzdrowiciel Cienia
Amarilla Nieskalana



Stado: Cienia
Rasa: Jaskiniowy
Księżyce: 34
Płeć: Samica
Mistrz: Krew Mandragory
Wiek: 24
Dołączyła: 21 Maj 2015
Posty: 5585
Wysłany: 2017-08-02, 21:38   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,S,A,O,M,MA,MO,Kż,Śl,Skr,W: 1| MP,Lecz: 2
   Atuty: Ostry Węch; Chytry Przeciwnik; Skupiony;


Nozdrza smoczycy drgnęły delikatnie, wraz ze złotymi wargami, w kpiącym może nieco półuśmiechu, kiedy samiec cofnął się, najwidoczniej zaskoczony jej dotykiem, jak i ogólną ingerencją w jego przestrzeń osobistą.
Mogłaby go posądzić, że był to pierwszy raz, gdy obcował z samicą, o czym świadczyło spłoszenie malujące się w błekitnych oczach.
Przez chwilę naprawdę zaczęła sądzić, że samczyk się spłoszy, niczym narowisty koń i ucieknie.
Jednak złotołuski najwyraźniej wziął się w garść, a ona obdarzyła go przy tym lekkim, tajemniczym półuśmiechem, zaś zimne lazurowe ślepia zalśniły, ożywiając się widocznie.
Pozwoliła mu obejśc się, dotykać i lizać, jej ciało nie było wcale tak miękkie, okryte twardą, acz gładką łuską ze zgrzytem ocierało się o jego własne boki. Gdy ukąsił ją w udo, obnażyła skrawki kłów, mając ochotę warknąć nisko, jednak nie była tego w stanie wykonać, kalectwo skutecznie odebrało jej głos.
Przymknęła na jedną chwilę złote poweki, wyginając się lekko w kierunku jego ciepła, a gdy musnął jej pysk, wyciągnęła rozwidlony jęzor i liznęła go krótko, powoli, patrząc zadziornie w jego oczy, z tym spokojnym, rozmigotanym dostojeństwem.
Nie była ani trochę speszona, czy niepewna. Wiedziała co czyni, nie była płoszoną młódką, która nie zna życia.
Zastanawiała się tylko, jak wprowadzić go w dorosłość, ze spokojem, jak teraz, czy z pazurem? Czy nie przestraszy się zębów i gwałtowności?
Postanowiła to sprawdzić, gdy stanął obok niej, naparła na niego niezbyt lekko bokiem, wygęła długą smukłą złoto czerwoną szyję i zębiskami ukąsiła go w żuchwę, a nastepnie liznęła, łagodząc szczypanie, przesunęła ostrym nosem po jego szyi, owiewając gorącym oddechem, przypierając do pobliskiego drzew, ogonem gładząc jego podbrzuszeprzy lewej tylnej łapie.
Uniosła prawą dłoń, układając pazury przy jego lewym ramieniu skrzydła, przesunęła po barku, aż do linii żeber, liżąc go aż do obojczyka.
Podda się jej? Czy sam zechce dominować?
Uniosła trójkątny łeb, patrząc na niego z wyzwaniem, a oczy zdawały się pytać:
Co lubisz, nieznajomy?
_________________
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2016).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!


Wymiana bannerami: KLIK!


KrĂłl Lew
SnM
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 17