FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Drzewo na Wzgórzu
Autor Wiadomość
Gonitwa Myśli 
Zastępca Ziemi
biased af



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 67
Płeć: Samica
Opiekun: Stado Ziemi
Mistrz: Stado Ziemi
Partner: Upiorny Rytuał
Dołączyła: 15 Sie 2016
Posty: 1540
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-08, 21:32   
   A: S: 2| W: 4| Z: 5| I: 1| P: 2| A: 1
   U: MA,MO,M,B,Kż,L,S,Skr,MP,Pł,Śl: 1| A,O,W: 2
   Atuty: Zwinny, Odporny magik, Twardy jak diament, Poświęcenie, Regeneracja


Podniosła się gwałtownie na łapy, gdy smoczyca splunęła w bok. Taki gest w każdej innej sytuacji przepuściłaby mimo ślepi, ale nie, gdy obelga dotyczyła jej stada.
Zbliżyła się do samicy, szybko i ciężko stawiając łapy. Zatrzymała się kilka szponów od niej, opuszczając pysk, aby być na równym poziomie ze spojrzeniem Ognistej. Delikatnie rozłożyła skrzydła na boki w dosyć prymitywnym, ale instynktownym geście. Zwyczajnie chciała pokazać, że była większa i miała przewagę.
Odetchnęła głęboko pozwalając, aby chłodne powietrze opuściło jej nozdrza.
- Radziłabym zamknąć pysk - powiedziała cicho. Każde słowo wypowiedziała wolniej niż zwykle. Teoretycznie mogła zawrzeć też jakąś groźbę: "bo inaczej...", ale nie odczuła do tego potrzeby. Albo może nie byłoby groźby, która w wierny sposób oddałaby to, co chciała przekazać Ognistej.
Nie zrezygnowała ze swojej dosyć dobitnej pozy, gdy smoczyca znowu się odezwała.
- Znam moje stado na tyle dobrzy aby wiedzieć, że nic co mówisz nie okazałoby się prawdą - wycedziła. Ton miała ostry, wrogi. Bo jeśli byłoby coś, za co Swarliwa była w stanie poszarpać komuś pysk, to na pewno było to ubliżanie Ziemi czy jej smokom.
_________________
« « » »

• oporny magik • kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST
• twardy jak diament • smok ma -1 do ST we wszystkich rzutach na Wytrzymałość; dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
• poświęcenie • raz na atak smok może dodać jeden sukces kosztem rany lekkiej; musi jednak określić użycie atutu przed atakiem.
• regeneracja • po 24 godzinach od walki smok samoistnie leczy jedną ranę lekką.

Reia Karta Kompana
Atrybuty: S: 2| W: 1| Z: 1| I: 0| P: 1| A: 0
Umiejętności: A,O,Skr: 1| Śl: 2


« « » »

Dziękuję Astralna *^*
Awatar od Mówiącej
Od Brutusa: to i to
osiągnięcia adopcje teczka drzewko genealogiczne
 
 
 
Brutalna Łuska 
Adept Ognia
Pospolitus Wklepus



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 42
Płeć: Samica
Opiekun: Tak trochę go już nie ma
Mistrz: Uczyła się u wielu
Partner: Jest silna i niezależna!
Wiek: 6
Dołączyła: 13 Mar 2016
Posty: 667
Wysłany: 2017-03-11, 19:46   
   A: S: 4| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 1
   U: M,MP,Kż,Skr,Śl,B,L,S,Pł,A,O,W: 1
   Atuty: Silna; Oporny magik


Wyszczerzyła kiełki w zadowolonym, ale ociupinkę drwiącym uśmieszku. Nie spuszczała wzroku ani razu. Nawet, jeśli miała na to ochotę, to nie dawała tego po sobie znać. Sama rozłożyła skrzydła na całą szerokość, chociaż zdawała sobie sprawę, że nie przewyższy smoczycy w żadnym razie. Wyprostowała się, patrząc zadziornie z dołu na większą samicę. Końcówka ogona nieznacznie drgnęła przy groźbie. Niemal nie czuła strachu, nie widziała w swoim zachowaniu nic złego, a i podejrzewała, że jedynie na złowieszczych słowach się ich rozmowa zakończy.
- Bo co mi zrobisz? - prychnęła, unosząc łeb, aby jak najbardziej zmniejszyć odległość między nimi, co nie pomogło całkowicie - nadal nie sięgała nawet do szyi do Ziemistej. Nie przepadała za górującymi nad nią wrogami, ale trzeba było to jakoś wytrzymać.
- Przed chwilą zaczęłaś mówić o szpiegach w TWOIM stadzie - odburknęła, poprzedzając zdanie kolejnym nienawistnym prychnięciem. Utrzymywała swoją pozycję. Tym razem na pysku miała grymas. - Chyba, że okłamujesz sama siebie - dorzuciła dobitniej, choć bardziej zabrzmiało to jak propozycja. Czekała, aż wykona pierwszy ruch. O ile w ogóle dojdzie do łapoczynów, oczywiście. Nie podejrzewała, aby tak szybko dały się ponieść furii.
_________________
audaces fortuna iuvat

₪₪₪ Virtus ₪₪₪
₪ Silna ₪
₪ Oporny Magik ₪
+1 ST na ataki czarodziejów

₪₪₪ Res ₪₪₪
₪ 0/4 mięsa ₪
lapis: nefryt, diament ₪


#ddc726
#1765a3
głos
 
 
Gonitwa Myśli 
Zastępca Ziemi
biased af



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 67
Płeć: Samica
Opiekun: Stado Ziemi
Mistrz: Stado Ziemi
Partner: Upiorny Rytuał
Dołączyła: 15 Sie 2016
Posty: 1540
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-13, 20:49   
   A: S: 2| W: 4| Z: 5| I: 1| P: 2| A: 1
   U: MA,MO,M,B,Kż,L,S,Skr,MP,Pł,Śl: 1| A,O,W: 2
   Atuty: Zwinny, Odporny magik, Twardy jak diament, Poświęcenie, Regeneracja


Prześlizgnęła się wzrokiem po sylwetce smoczycy, jakby szacując jej szanse w ewentualnej walce. Wydawała się dosyć krępa. Ale niezbyt szybka. Swarliwa miałaby przewagę, gdyby postanowiła zaatakować z obecnej odległości dzielącej ją od smoczycy, i bez żadnego wcześniejszego uprzedzenia.
Mogła zrobić to teraz, może nawet za cel wziąć sobie tak zachęcająco rozłożone skrzydła samicy. Wbić szpony i przeciągnąć, uniemożliwiając jej ewentualną ucieczkę. Ale czy Swarliwa była na tyle mściwa?
Być może nie, bo póki co jej kły i szpony pozostawały w miejscu.
- Bo sprawdzę, czy Ogień faktycznie rodzi tak dobrych wojowników, jak to się o nich mówi - oznajmiła chłodno.
Uśmiechnęła się kpiąco na słowa samicy, jednocześnie patrząc na nią z pewną pobłażliwością.
- To. Był. Żart - samica chyba nie oczekiwała, że Swarliwa na poważnie będzie sugerowała posiadanie szpiegów w swoim stadzie? Może ten żart nie był tak śmieszny (lub denny?) od jej pozostałych, ale nadal żartem pozostawał. Nieco kpiącym, sarkastycznym, ale na pewno nie sugerował, że Ziemna może na prawdę wierzyć w swoje słowa.
_________________
« « » »

• oporny magik • kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST
• twardy jak diament • smok ma -1 do ST we wszystkich rzutach na Wytrzymałość; dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
• poświęcenie • raz na atak smok może dodać jeden sukces kosztem rany lekkiej; musi jednak określić użycie atutu przed atakiem.
• regeneracja • po 24 godzinach od walki smok samoistnie leczy jedną ranę lekką.

Reia Karta Kompana
Atrybuty: S: 2| W: 1| Z: 1| I: 0| P: 1| A: 0
Umiejętności: A,O,Skr: 1| Śl: 2


« « » »

Dziękuję Astralna *^*
Awatar od Mówiącej
Od Brutusa: to i to
osiągnięcia adopcje teczka drzewko genealogiczne
Ostatnio zmieniony przez Gonitwa Myśli 2017-03-13, 20:50, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Brutalna Łuska 
Adept Ognia
Pospolitus Wklepus



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 42
Płeć: Samica
Opiekun: Tak trochę go już nie ma
Mistrz: Uczyła się u wielu
Partner: Jest silna i niezależna!
Wiek: 6
Dołączyła: 13 Mar 2016
Posty: 667
Wysłany: 2017-03-14, 18:42   
   A: S: 4| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 1
   U: M,MP,Kż,Skr,Śl,B,L,S,Pł,A,O,W: 1
   Atuty: Silna; Oporny magik


Swarliwa miała przewagę i to sporą. Brutalna zwróciła uwagę na to, że pod grubym futrem Ziemista była całkiem szczupłą smoczycą. Mięśnie przystosowane do szybkich, precyzyjnych zagrań. W przeciwieństwie do Ognistej, która prezentowała sobą typowego bojownika o potężnej, lecz nie tak finezyjnej oraz szczupłej posturze, a stawiała przede wszystkim na wszelkie bloki, odepchnięcia, zianie ogniem. Stłuczenia nie były niczym nowym, zupełnie jak szarża. Szkoda tylko, że nie miała takich wielkich, grubych, nadających jej wyniosłości ostrzy na łbie... takich do nadziewania na nie futrzaków podobnych do brązowej i pachnącej lasem smoczycy. Za to odziedziczyła ciasno do siebie przylegające kolce, z czego jeden centralnie na czubku łba. Taki mały, niemal jak u nosorożca, lecz prezentujący się mniej okazalej. Oczywiście Khenia nawet nie wiedziała, że coś takiego jak "nosorożec" istnieje. Prędzej może przyjęłoby się porównanie do rogu jednorożca lub kelpie.
- No dawaj - wywarczała wyzywająco. - Sprawdźmy to. Gdziekolwiek. Kiedykolwiek. Masz dzisiaj szczęście, i pozwolę ci wybrać.
Co ją podkusiło do wypowiedzenia powyższych słów? Z pewnością nic dobrego. Ugięła nieznacznie łapy i przyciągnęła do ciała skrzydła, pokazując swą gotowość. Nie przerywała kontaktu wzrokowego. Co prawda mogła ustawić się lepiej, ale liczyła na to, że nie zostanie zaatakowana z zaskoczenia.
- I ty to nazywasz poczuciem humoru? - zapytała, tak jak uprzednio. Nie mówiła łagodnie czy przyjacielsko, a raczej z pogardą. Tak jak już od dłuższego czasu przy wymienianiu zdań z Ziemistą.

Pasowałaby ci walka, czy wolisz pozostać na wzajemnym ripostowaniu i przekrzykiwaniu? Zawsze możemy założyć temat w Pojedynkach, lub uznać, że ostatecznie postanowiły nie walczyć c:
_________________
audaces fortuna iuvat

₪₪₪ Virtus ₪₪₪
₪ Silna ₪
₪ Oporny Magik ₪
+1 ST na ataki czarodziejów

₪₪₪ Res ₪₪₪
₪ 0/4 mięsa ₪
lapis: nefryt, diament ₪


#ddc726
#1765a3
głos
 
 
Gonitwa Myśli 
Zastępca Ziemi
biased af



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 67
Płeć: Samica
Opiekun: Stado Ziemi
Mistrz: Stado Ziemi
Partner: Upiorny Rytuał
Dołączyła: 15 Sie 2016
Posty: 1540
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-14, 19:05   
   A: S: 2| W: 4| Z: 5| I: 1| P: 2| A: 1
   U: MA,MO,M,B,Kż,L,S,Skr,MP,Pł,Śl: 1| A,O,W: 2
   Atuty: Zwinny, Odporny magik, Twardy jak diament, Poświęcenie, Regeneracja


Uniosła pysk nieco wyżej, unosząc górną wargę w lekkim, jakby usatysfakcjonowanym uśmiechu, gdy Ognista prowokowała ją do walki. Oh... nie odmówi.
Widząc, jak samica zbiera się do gotowości, sama nie stała bezczynnie. Ułożyła skrzydła z powrotem po bokach, ugięła łapy i uniosła ogon nieco wyżej. Zlustrowała sylwetkę młodszej jeszcze raz, szukając słabszych punktów. Miała twardą łuskę, ale zawsze znajdzie się miejsce, gdzie szpony łatwiej wchodzą w ciało.
Prychnęła, ni to ze zdenerwowaniem ni z kpiną na kolejne słowa samicy. Obrażała stado Swarliwej i jej żarty. Czy mógł być lepszy pretekst do mordobicia?
- Wybieram teraz - wymruczała gardłowo, spinając mięśnie.

[ Dodano: 2017-03-15, 15:57 ]
// z tematu: http://dorlana.webd.pl/sw...p=185423#185423

To było... szybkie. Gdy cięła, spodziewała się rozedrzeć jedynie samą błonę, wchodząc w nią lekko i równie lekko ciągnąć łapę. Ale szpony weszły głębiej, dużo głębiej, i dalej.
Krew pojawiła się od razu, i przez moment była jednym, co mogła widzieć Ziemna. Potem ją samą zamroczyło, gdy tuż obok świsnął ogon Ognistej i trafił w łapę, której Swarliwa nie miała czasu nawet dostawić. Trzask i kończyna zawisła bezradnie. Skrajna stęknęła, podpierając się na pozostałych trzech łapach. Zwiesiła łeb, zaciskając szczęki. Bolało. Emocje szybko opadły i nie mogły dłużej tłumić bólu.
Zdjęła rozkojarzone spojrzenie z własnej zranionej łapy, przenosząc je na Ognistą. Wyglądała źle. Krew bardzo szybko ubywała z rany, brudząc trawę i pozostałości po śniegu na szkarłat. Żaden ze Swarliwej uzdrowiciel, ale intuicja podpowiadała jej, że taki stan rzeczy nie mógł trwać długo.
Stęknęła raz jeszcze, przywołując do siebie maddarę. Wysłała impuls rozchodzący się możliwie aż do granic bariery, z naglącą prośbą o przybycie uzdrowiciela.
Po tym uwaliła się na boku, oddychając ciężko i przymykając ślepia.
_________________
« « » »

• oporny magik • kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST
• twardy jak diament • smok ma -1 do ST we wszystkich rzutach na Wytrzymałość; dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
• poświęcenie • raz na atak smok może dodać jeden sukces kosztem rany lekkiej; musi jednak określić użycie atutu przed atakiem.
• regeneracja • po 24 godzinach od walki smok samoistnie leczy jedną ranę lekką.

Reia Karta Kompana
Atrybuty: S: 2| W: 1| Z: 1| I: 0| P: 1| A: 0
Umiejętności: A,O,Skr: 1| Śl: 2


« « » »

Dziękuję Astralna *^*
Awatar od Mówiącej
Od Brutusa: to i to
osiągnięcia adopcje teczka drzewko genealogiczne
 
 
 
Brutalna Łuska 
Adept Ognia
Pospolitus Wklepus



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 42
Płeć: Samica
Opiekun: Tak trochę go już nie ma
Mistrz: Uczyła się u wielu
Partner: Jest silna i niezależna!
Wiek: 6
Dołączyła: 13 Mar 2016
Posty: 667
Wysłany: 2017-03-15, 17:04   
   A: S: 4| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 1
   U: M,MP,Kż,Skr,Śl,B,L,S,Pł,A,O,W: 1
   Atuty: Silna; Oporny magik


To było zbyt szybkie.
Ta trwające ledwie chwilę wymiana atakami była zdecydowanie niespodziewana. Brutalna chciała za wszelką cenę udowodnić, że umie się bić. Zależało jej na pokazaniu swojej siły, ignorując zdrowy rozsądek, który podpowiadał dobrze - obroń się, nie atakuj. Ale tak łatwo się tej upartej istoty nie przekona. Nie zwróciła uwagi chociażby na to, jak długo trwał jej zamach. Ani na to, że łatwiej byłoby odepchnąć łapę przeciwniczki, ewentualnie odskoczyć i spróbować się nie przewrócić. Za to pokazała, jak bezmyślnie, wiedziona wręcz chorobliwą chęcią wykazania się, powtórzyła sytuację z dawien dawna. Tym razem było znacznie gorzej - chociaż poczuła satysfakcję uderzenie serca przed upadkiem pod naporem narastającego osłabienia, wiedząc, iż ogon nie zawiódł i przynajmniej jakoś Zieminą poturbowała. Naprawiałoby ją to uciechą, gdyby nie własny problem, a mianowicie wielka, podłużna rana wzdłuż tułowia. Ciepła, złocista krew, w rzeczywistości będąca szkarłatna, splamiła Wzgórze. Spróbowała chwiejnie się podnieść, co jedynie pogorszyło sytuację. Przestała dostrzegać żółtą trawę i liście, beżowy pień drzewa, oraz cyjanowookoą smoczycę. Zmrużyła oczy. Złota Twarz oślepiła ją podczas wodzenia po wszystkich kształtach nieobecnie.
I jak teraz będzie latać? Próba rozłożenia prawego skrzydła wywołała salwę bólu. Khenia się skrzywiła, słabnącym i łamiącym głosem pragnąc wykrzyczeć obelgi.
Syczała wściekle, coraz ciszej i marniej, na przemian z przerywanymi, gwałtownymi i płytkimi oddechami, mając marną nadzieję, że ból będzie tylko chwilowy, nawet, jeśli lada moment umrze. Szybko jednak się uspokoiła, po prostu nie posiadając wystarczających zasobów energii nawet na wrzaski. Położyła łeb i rzuciła jeszcze, przynajmniej na to liczyła, groźne spojrzenie przez zaszklone ślepia. Wtedy ciemność zwyciężyła.
Widocznie znajomość teorii nie wystarczyła. I tak po raz drugi w życiu nie podołała, mdlejąc z pewną niezbyt przyjemną myślą. Nawet na wojownika się nie nadaję. Oczywiście była pewna, że zdechnie sobie w takim brzydkim i okropnym miejscu jak Drzewo na Wzgórzu, pokonana przez jakąś tam samicę w futrze. Wstyd. Znowu.
_________________
audaces fortuna iuvat

₪₪₪ Virtus ₪₪₪
₪ Silna ₪
₪ Oporny Magik ₪
+1 ST na ataki czarodziejów

₪₪₪ Res ₪₪₪
₪ 0/4 mięsa ₪
lapis: nefryt, diament ₪


#ddc726
#1765a3
głos
 
 
Płomień Świtu 
Przywódca Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 56
Płeć: Samiec
Opiekun: Kruczopióry[*]
Mistrz: Krew Mandragory[*]
Partner: Mistycznooka[*]
Dołączył: 07 Lis 2016
Posty: 1957
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2017-03-15, 17:12   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 4| P: 3| A: 1
   U: S,A,O,Kż,M,MA,MO,B,L,Pł,W,Skr,Śl:1| MP:2| Lecz:3
   Atuty: Inteligentny; Kruszyna; Niesprawiedliwy; Wybraniec Bogów


Na nieboskłonie pojawiły się dwie sylwetki. Olbrzyma i kruszyny. Kruszynę otaczały mniejsze obiekty, które po przybliżeniu okazały się kamiennymi miskami, które kleryk zawczasu napełnił wodą bezpiecznie teraz osłaniane maddarą by nie uronić ani kropli. Między miskami lewitowały sobie zioła. Rzut oka na sytuację pozwolił Onyksowi natychmiast podjąć decyzję co powinno teraz nastąpić.
"Miej oko na tę Ziemistą" poprosił mentalnie towarzyszącemu mu Czarciemu Kolcowi, od którego właśnie odbił zwrotem przez skrzydło, kierując się po spirali w dół. Jeżeli ktoś mógł go ochronić przed potencjalnym atakiem, to właśnie ten rosły samiec, bodaj jedyny Ognisty, którego postura przywodziła na myśl najlepsze czasy świetności Stada Ognia. Z gracją wylądował niedaleko nieprzytomnej Khenii, młodej samiczki wyglądającej teraz jak kupka nieszczęścia. Rany były przerażające dla kogoś kto nie miał na co dzień do czynienia z leczeniem. Skrzydło było zmasakrowane i prawdopodobnie będzie trzeba je odciąć jeśli Erycal nie spojrzy łaskawym okiem. Krew miarowo bulgotała z rany tętniczej. Brutalna Łuska powoli umierała i był to cud iż dożyła przybycia opiekuna i kleryka.

Nie tracił czasu, dotknął dłonią pyska samiczki. Nie miała kontaktu ze światem zewnętrznym, była już dwoma łapami w grobie. Wpuścił sondę by wybadać stopień zniszczeń ciała. Nie wyglądało to dobrze. Maddara co i rusz napotykała na przerwania tkanek, nerwów i mięśni, a co gorsza tętnica roztargała się wzdłuż co było pewną śmiercią bez magicznej pomocy. Ułożył obok siebie liście babki lancetowatej [x3], które zgniótł by puściły soki i tak przygotowane starannie ułożył na otwartej ranie by zyskać na czasie potrzebnym do przygotowania reszty medykamentów. Miski z wodą wylądowały w karnym rządku przed czarnołuskim szykującym kolejno korę topoli czarnej [x1] i tasznik [x3]. Przywołał do siebie oczyszczone zawczasu korzenie tasznika, które elegancko pokroił na pół zręcznym pazurem i niezbyt elegancko zgniótł mocną pięścią, po czym wrzucił je do pierwszej miski której woda dymiła i bulgotała, doprowadzona maddarą do wrzenia. Tyle z tasznikiem, niech się w spokoju zaparzy i ostudzi. Błękitne ślepia spoczęły na korze topoli czarnej, której dorodne kawałki wylądowały w drugiej miseczce z wrzątkiem, będzie z niej dobry wywar zbijający gorączkę. Cicho westchnął. Właśnie wyszły braki magazynowe Ognia. Razem z Peste robią wszystko by zebrać potrzebne zioła lecz nadal nie było ich dość. Następnie sięgnął po ostróżeczkę polną [x2], której płatki wrzucił do kolejnej miski z wrzątkiem, niech się parzą, za chwilę je wyciągnie i przestudzi. Zaś na sam koniec przygotował pospolitą roślinę półpasożytniczą zwaną jemiołą [x1], której liście umieścił w kolejnej misce z wrzątkiem, od razu odliczając w myślach ćwiartkę którą odleje do kolejnego naczynia.

"Wytrzymaj Kheniu", myślał rozpoczynając swój uzdrowicielski chrzest. Nie chciał by nagle się przebudziła w trakcie leczenia i zrobiła sobie większą krzywdę, dlatego sięgnął po miskę z wielokrotnie zagotowanym naparem z kory topoli czarnej i delikatnie uniósł w górę pysk i szyję samiczki. Dotyk dłoni przerwał naturalną barierę ochronną, co umożliwiło mu subtelnie wniknąć w organizm pacjentki i utworzyć cienką na włos, mocną niczym splecione włosy, przezroczystą błonę w gardle i przełyku, która zasłoniła drogę oddechową i zablokowała odruch przełykania, przez co wywar spływał bez przeszkód z naczynia do żołądka, ostrożnie i z wyczuciem by nie przedawkować co skutkowałoby zbyt gwałtownym obniżeniem temperatury. Oby ten skromny zapas stadnego zioła wystarczył by zbić gorączkę... wolną łapą przywołał do siebie miskę z wywarem z jemioły i puste naczynie do którego odlał odmierzoną wcześniej w umyśle ćwiartkę. Ćwierć naparu popłynęło przełykiem Khenii wprost do żołądka dając początek procesowi opatrywania rany. Przerwał połączenie maddary z błoną i ostrożnie ułożył pysk samiczki z powrotem na ziemi. Liście babki lancetowatej zaczynały przybierać lekko czerwony odcień, znak że przesiąkają, tracą swoje leczące właściwości i najwyższa pora je zdjąć. Przynajmniej dały mu dość czasu na przygotowanie wszystkiego...

Delikatnym, acz stanowczym ruchem zdjął z otwartej rany ramienia kończyny lotnej liściastą tamę i nie tracąc czasu ułożył na niej ostudzone korzenie tasznika, a do kompletu rozprowadził pozostałe trzy ćwierci wywaru z jemioły. Przestudzone liście ostróżeczki polnej położył na delikatnych tkankach rozerwanej błony skrzydła. Odetchnął. Fizyczna część leczenia załatwiona. Teraz pora na metafizyczną.
"Szkoda że tego nie widzisz" szepnął w zakamarkach swojego umysłu do nieobecnej tutaj Kapłanki Cienia, bez nauk której nie mógłby teraz ratować życia Ognistej Samiczki. Zaczerpnął ze swojego źródła masę energii, bo tyle też będzie wymagało zasklepienie wszystkiego. Maddara niczym rwąca rzeka przepłynęła do wyciągniętej łapy i zatrzymała się na końcówkach szponów. Kleryk dotknął nasady kończyny lotnej, naturalna bariera po raz kolejny została przerwana i strużki magii wniknęły w ciało Khenii, splatając się ze sobą i rozplatając, aż otoczyły ranę niczym pajęczyna, na skraju której, niczym żarłoczny pająk zatrzymał się impuls który rozpocznie proces leczenia.

Maddara wniknęła w tętnicę, dokładnie łuskę przed rozdarciem i otoczyła ten niby-tunel z życiodajną posoką analizując zdrową tkankę, badając elastyczność i strukturę. Raptem dwa uderzenia serca później energia poczęła przesuwać się w stronę rozerwania, na bieżąco łącząc ze sobą komórki naczynia krwionośnego, odtwarzając je wedle wzoru ze zdrowej części tętnicy, tak by zachować rozciągliwość i twardość oraz grubość by krew płynęła bez przeszkód. Komórka po komórce, energia łączyła i regenerowała to, co najbardziej zagrażało życiu Khenii, aż tętnica ponownie była cała. Jasnoróżowe zostało poskładane do kupy. Teraz ciemnoniebieskie. Z pajęczyny wyszły kolejne cztery impulsy maddary, które przeniknęły okoliczne żyły, nieco mniej groźnie przecięte, ale upły krwi był nadal widoczny. Tam, kawałek po kawałku oplatały komórki, łącząc je i regenerując wedle wzorów z okolicznych zdrowych żył. Odetchnął z ulgą, życie samiczki zostało właśnie uratowane. Teraz pora na sam dół. Kolejny impuls przeniknął kość, w miejscu gdzie skrzydło łączyło się z ramieniem, nie złamaną lecz wgniecioną od siły uderzenia. Tam maddara prostowała zniekształconą strukturę kostną, odtwarzając zmiażdżone komórki kostne, a gdy proces dobiegł końca, energia lecząca wycofała się po wyżłobionej wcześniej ścieżce i popłynęła w stronę ścięgien i mięśni, zatrzymując się tuż przy rozdarciach. Bazując na wzorze zdrowych tkanek przez które przepłynęła po drodze rozpoczęła regenerację i splatanie komórek nerwowych, neuron po neuronie, starannie i z namaszczeniem by nie utracić ani odrobinki czucia. Aby mieć pewność przez każde połączenie puszczał krótki impuls, który miał dotknąć sondy po drugiej stronie połączenia nerwowego. Następnie zszywała naczynka krwionośne odwzorowując przepustowość, elastyczność i twardość by krew mogła poprawnie rozprowadzać tlen po mięśniach. Potem przyszła pora na komórki mięśniowe, te na szczęście nie wymagały aż tyle pracy co połączenia nerwowe, maddara splotła je ze sobą by były twarde i elastyczne, tak niezbędne przy ruchu. Mięśnie i ścięgna z głowy.

Maddara przemieściła się na potarganą błonę skrzydła. Sama magia to za mało. Kleryk delikatnie brał w pazurzaste łapy strzępki błony i płat po płacie nakierowywał energię w trzymane miejsca, by było możliwe splecenie daru Naranlei i Erycala wokół nerwów, naczyń krwionośnych i delikatnej tkance błony. Maddara komórkę po komórce zszywała i regenerowała uszkodzone miejsca aż błona zaczęła ponownie stanowić jedną całość. Wycofał większość energii z ciała samiczki, lecz pozostawił sondę która stale sprawdzała czy rany gdzieś nie przeciekają, czy temperatura jest w normie i czy kończyna zachowała czucie. Pogładził nieprzytomną Khenię po pysku, po czym zwrócił się do towarzyszącego mu Czarciego Kolca, opiekuna poszkodowanej.
- Będzie żyła, chociaż straciła mnóstwo krwi. Co do skrzydła... nie wiem czy będzie w pełni sprawne. Teraz musimy czekać i Erycal raczy wiedzieć co przyniosą następne godziny.
_________________
Atuty:
I: Inteligentny - jednorazowo +1 do Inteligencji
II: Kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4
III. Niesprawiedliwy - jeśli Uzdrowiciel ma kontakt fizyczny z ofiarą w momencie wykorzystywania atutu, rozprasza go na jedną turę i raz na walkę może go zaatakować bazując na Magii Precyzyjnej i Inteligencji. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
IV. Wybraniec Bogów - smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Posiadane przedmioty:
Kamienie: onyks, cytryn
Pożywienie: 28/4 mięsa
Inne: eliksir wytrzymałości, ognisty kamyk (jednorazowo rana średnia)
Żetony: 1x złoty(15.10), 2x srebrny(21.09, 21.11)


 
 
Morowa Zaraza 
Uzdrowiciel Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 43
Płeć: Samica
Partner: Słoneczny Kolec
Dołączyła: 19 Sty 2017
Posty: 761
Wysłany: 2017-03-15, 18:45   
   A: S: 2| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: Kż,Śl,B,S,Pł,A,O,MA,MO,Skr:1| W,Lecz:2| MP:3
   Atuty: Szczęściarz; Kruszyna; Konsyliarz; Wybraniec Bogów


Ona również wyczuła impuls, chociaż ze względu na brak skrzydeł nie mogła przybyć tak szybko, jak obsydianowy. Biegła najszybciej jak umiała, aby dostrzec do źródła impulsu i zobaczyć, co się stało. Gdy dotarła do Drzewa na Wzgórzu jej oczom ukazał się nieprzyjemny widok. bardzo nieprzyjemny, ale nie całkiem obcy. Szybko oceniła sytuację dostrzegając, że Obsydianowy zdążył zająć się ranną ognistą. Smoczyca Ziemi również odniosła rany, chociaż nie tak poważne jak ognista. Zaraz, tą ziemna już spotkała. Szybkim krokiem podeszła do niej, posyłając maddarę po kamienne miseczki i potrzebne zioła. Impulsem sprowadziła tyle ziół z zapasów Ziemi, ile miała w swoich zapasach - oczywiście tych potrzebnych do leczenia tej rany.
Nalała do kamiennej miseczki wody i zagotowała ją. Do wrzątku dodała kwiaty dziurawca(2), z których stworzyła napar. Poczekała, aż lekko ostygnie po czym podała smoczycy do wypicia.
- Pij powoli, niewielkimi łykami - powiedziała. Dziurawiec był dobry na bóle kończyn, także złamania. Następnie podała smoczycy dwie gałązki lawendy(2) do przeżucia. Lawenda nie tylko uspokajała, ale miała działanie przeciwzapalne.
- To na uspokojenie. Żuj je przez dwadzieścia minut - powiedziała do Swarliwej. Sama musiała zająć się teraz dokładniej jej raną. Nie miała jałowca na przyspieszenie zrastania się kości, ale dziurawiec też miał na to pewien wpływ. Nie miała topoli, ale postanowiła użyć więcej kaliny na krwawienie wewnętrzne spowodowane uszkodzeniami naczyń krwionośnych. Wybrała dwa owoce kaliny(2) i zagotowała wodę w kolejnej kamiennej miseczce. Owoce wrzuciła do wrzątku, tworząc z nich gesty napar. Ostudziła go, przyspieszając ten proces przy pomocy magii i podała Swarliwej do wypicia. Teraz coś na krwawienie zewnętrzne. Całą jemiołę(1) jaką znalazła wrzuciła do wrzątku w kolejnej kamiennej miseczce. Miały to być ususzone liście, z których sporządziła gesty napar. Podzieliła napar na cztery części. Trzy z nich podała podała Swarliwej do wypicia - opije się dzisiaj trochę ziół, ale co poradzić, gdy ani zapasy Ognia, ani Ziemi nie były zbyt bogate? Ostatnią, czwartą część naparu rozsmarowała po ranie - ostrożnie i delikatnie, ale bardzo uważnie. Następnie opatrunki zewnętrzne. Wzięła listki babki lancetowatej(2) i zgniotła je w palcach, tworząc z nich maź. Powstałą mazią delikatnie posmarowała ranę, starając się nie sprawiać smoczycy dodatkowego bólu. Dodała do tego również żywokost(2) na przyspieszenie gojenia się rany. Wrzuciła sproszkowane korzenie żywokostu do kamiennej miseczki i dolała do nich trochę wody. Wymieszała je dokładnie aż uzyskała jednolita maść. Rozsmarowała ją po ranie, delikatnie, ale jednocześnie pewnie, nie omijając żadnego miejsca. Pozostawiła to do wyschnięcia.
Sama położyła łapę na boku smoczycy i posłała do jej ciała impuls z maddary, aby dokładnie określić powagę uszkodzeń. Zbadała całość rany i zajęła się jej magicznym leczeniem - czy raczej próbą uleczenia. Przy pomocy maddary namierzyła wszelkie ciała obce - brud, kurz i wszystko inne spoza ciała smoczycy, co w wyniku rany mogło dostać się do środka. Usunęła je, oczyszczając ranę. Następnie kość i staw. Badając budowę zdrowej łapy mogła ustalić, jak to wszystko powinno zostać złożone. Przede wszystkim potrzaskana kość ramienna. Przy pomocy maddary Peste delikatnie przemieściła ją. Najpierw do wnętrza ciała, aby ta nie przebijała już skóry na zewnątrz. potem złożyła ją razem tak, aby wszystkie krawędzie zetknęły się ze sobą w miejscach złamania. W krwiobiegu smoczycy znajdowały się również odłamki kości. Peste posłała maddarę, aby ta odnalazła wszystkie odłamki krążące w ciele smoczycy i zagrażające jej życiu. Delikatnie, aby nie uszkodzić żadnych tkanek otoczyła je maddarą, tworząc osłonki i powoli ściągnęła z powrotem - ku złamanej kości. Układała je, dopasowując do siebie jak układankę. Dokładnie sprawdziła, czy wszystkie fragmenty kości znajdują się już na swoim miejscu i czy nic nie zostało w krwiobiegu smoczycy. Dopiero wtedy przy pomocy maddary przyspieszyła zrastanie się kości. Nadszedł czas na zerwane naczynia krwionośne i nerwy, zwłaszcza te najwieksze arterie. Odnalazła odpowiadające sobie naczynia i nerwy i przy pomocy starała się je połączyć. Wszystkie, od największych po największe. Starała się, aby wszystkie były tak samo elastyczne i mocne jak przed uszkodzeniem oraz drożne, by krew przepływała w nich bez zakłóceń. tak samo z nerwami - sprawdzała, czy wszystkie połączyła prawidłowo, by impulsy nerwowe przepływały nimi bez zakłóceń. Czas na nastawienie łapy i połączenie ścięgien. Upewniwszy się, jak wygląda zdrowa kończyna przy pomocy maddary nastawiła staw kolanowy przedniej łapy i porównała go ze zdrowym kolanem, aby mieć pewność, że nastawiła go właściwie. Potem zabrała się do łączenia ścięgien, pamiętając o ich właściwym umiejscowieniu oraz zachowując ich sprężystość i wytrzymałość. Upewniła się, że wewnątrz ciała smoczycy wszystkie naczynia zostały połączone, a skutki zranienia usunięte. Potem przy pomocy maddary przyspieszyła zrastanie rany, pokrywając ją zdrową tkanka skórną, taką sama jak ta, która otaczała zranienie. Magicznie starała się przyspieszyć również odrastanie futra w miejscu zranienia.
Odsunęła się, mając nadzieje, ze jej wysiłki chociaż odrobinę przyniosły ukojenie ziemnej. Miała ponure podejrzenia, ze pierwsze leczenie może się okazać porażką - ale próbowała, to tez się chyba liczyło.


//zioła z Ziemi
_________________
Obojętność jest największą ZARAZĄ naszych czasów.

POSIADANE:
* Pożywienie - 17/4 mięsa, 1/4 owoców
* Kamienie - 2x opal, rubin, topaz, szmaragd
* Inne -


ATUTY:
* Szczęściarz *
- W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.
* Kruszyna *
- Smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4. Polowanie jednak trwa normalnie, do zdobycia 4 jednostek mięsa.
* Konsyliarz *
- Smok lecząc z pomocą co najmniej minimalnej ilości ziół ma -1 ST przy etapie magicznym leczenia ran.
* Wybraniec bogów *
- Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia.

Silje
S: 1| W: 1| Z: 2| I: 0| P: 1| A: 1
A,O: 1
Ostatnio zmieniony przez Morowa Zaraza 2017-03-15, 18:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Płomień Świtu 
Przywódca Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 56
Płeć: Samiec
Opiekun: Kruczopióry[*]
Mistrz: Krew Mandragory[*]
Partner: Mistycznooka[*]
Dołączył: 07 Lis 2016
Posty: 1957
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2017-03-16, 13:36   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 4| P: 3| A: 1
   U: S,A,O,Kż,M,MA,MO,B,L,Pł,W,Skr,Śl:1| MP:2| Lecz:3
   Atuty: Inteligentny; Kruszyna; Niesprawiedliwy; Wybraniec Bogów


Delikatne sploty maddary pokrywały skrzydło łuska po łusce, szyjąc skórę i błonę niczym delikatna igła elfa. Obraz zaczynał wirować, serce i oddech kleryka przyspieszyły, gdy czuł jak energia opuszcza jego ciało niczym rwąca rzeka. Nigdy nie przypuszczał że zacznie praktykować sztukę rzucony na tak głęboką wodę. Po długim czasie spędzonym na obserwacji czynności życiowych młodej adeptki, już uspokojony zdjął łapę z jej pyska. Stan był stabilny. I dopiero w tym momencie uświadomił sobie jak bardzo jest zmęczony. Łapy drżały, serce łomotało, świat wirował i ściemniał się momentami. Leczenie się powiodło, jednak zrobił coś nie tak. Co to mogło być? Będzie musiał skonsultować się ze swoją mentorką, o ile ta odpowie na wezwanie. Niespiesznie odszedł na pół skoku od pacjentki, powłócząc po drodze luźno wiszącymi skrzydłami i ogonem. Teraz pora by jej opiekun, Czarci Kolec mógł czuwać. Ta cała sytuacja na pewno odcisnęła na nim chociażby delikatne piętno, gdy siedział i w milczeniu oczekiwał na rezultat pracy kleryka, który doświadczeniem był zielony niczym świeży liść babki lancetowatej. Onyks westchnął.
- Jej stan jest już stabilny. Jednak... prawie nie ma czucia w skrzydle. Niektóre rany są częściowo poza zasięgiem smoczej magii. Spróbuj później obwiązać je jakimś pnączem lub długotrwałym tworem z maddary by nie włóczyło się po ziemi - tak, musiał przekazać Czarciemu te smutne wieści. Khenia... taka młoda a już doświadczona taką tragedią. Kleryk musiał odpocząć. W momencie zupełnego spokoju i braku obaw o życie samiczki całe zmęczenie uderzyło go niczym pięść Kammanora. Usiadł na zadzie, pochylił łeb i powoli zapadał w letarg. Lecz zanim przestał zwracać uwagę na świat zewnętrzny przekazał olbrzymowi coś jeszcze.
- W świątyni na Terenach Wspólnych znajduje się Ołtarz Erycala, który uzdrawia smoki z kalectwa. Jednak jego pomoc jest bardzo kosztowna. Gdy mój ojciec stracił wzrok, Erycal zażądał sześciu konkretnych kamieni szlachetnych. Jak Khenia się ocknie udaj się z nią w tamto miejsce, a potem przedstaw Ogniowi czego patron uzdrowicieli od niej wymaga. Stado na pewno pomoże - wyjaśnił, a po chwili jak siedział, tak zaczął drzemać, zachowując tylko cząstkową świadomość tego co działo się wokół.
_________________
Atuty:
I: Inteligentny - jednorazowo +1 do Inteligencji
II: Kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4
III. Niesprawiedliwy - jeśli Uzdrowiciel ma kontakt fizyczny z ofiarą w momencie wykorzystywania atutu, rozprasza go na jedną turę i raz na walkę może go zaatakować bazując na Magii Precyzyjnej i Inteligencji. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
IV. Wybraniec Bogów - smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Posiadane przedmioty:
Kamienie: onyks, cytryn
Pożywienie: 28/4 mięsa
Inne: eliksir wytrzymałości, ognisty kamyk (jednorazowo rana średnia)
Żetony: 1x złoty(15.10), 2x srebrny(21.09, 21.11)


 
 
Morowa Zaraza 
Uzdrowiciel Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 43
Płeć: Samica
Partner: Słoneczny Kolec
Dołączyła: 19 Sty 2017
Posty: 761
Wysłany: 2017-03-16, 15:57   
   A: S: 2| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: Kż,Śl,B,S,Pł,A,O,MA,MO,Skr:1| W,Lecz:2| MP:3
   Atuty: Szczęściarz; Kruszyna; Konsyliarz; Wybraniec Bogów


Nie zdziwiło jej, że leczenie się nie udało. Miała co do tego podejrzenia, ale mimo wszystko zrobiło jej się przykro - ze względu na smoczyce, której nie zdołała pomóc. Mimo wszystko przywołała dwa kawałki drewna i kawał liany. Ostrożnie umieściła ranną łapę smoczycy pomiędzy drewienkami, usztywniając ją w ten sposób i oplotła lianami, aby ja unieruchomić. Dzięki temu będzie miała podparcie, a kość powoli będzie się zrastać. Przynajmniej nie pozwoliła na to, by doszło do zatoru i złożyła kość oraz nastawiła bark dzięki czemu ból nie będzie tak dotkliwy.
- Przykro mi. Twoja łapa będzie się zrastać przez cztery księżyce. Do tego czasu noś ja w łubkach i staraj się na nią nie stawać... Ani nią nie poruszać, bo kość może się przez to źle zrosnąć. Nastawiłam ją, więc ból powinien być mniejszy, a po tym czasie z twoja łapą będzie wszystko w porządku - powiedziała do ziemnej, zbierając kamienne miseczki i podeszła w kierunku Obsydianowego kolca.
- Gratuluje sukcesu - powiedziała do niego, łagodnie skinąwszy mu głową. Obrzuciła wzrokiem pobojowisko uznając, że nic więcej nie może tu już zrobić. Spojrzała na zmęczonego kleryka. Ona sama również odczuwała to zmęczenie, ale było ono raczej przygnębiające niż satysfakcjonujące. Porażka wysysała siły dwukrotnie.
- Powinieneś się przespać i odzyskać siły - powiedziała do niego. nie znała nawet jego imienia. potem odeszła, wracając do obozu ognia. nie mogła pozwolić, aby widzieli ją osłabioną. Słabość wywoływała agresję w świecie, do którego przywykła.
_________________
Obojętność jest największą ZARAZĄ naszych czasów.

POSIADANE:
* Pożywienie - 17/4 mięsa, 1/4 owoców
* Kamienie - 2x opal, rubin, topaz, szmaragd
* Inne -


ATUTY:
* Szczęściarz *
- W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.
* Kruszyna *
- Smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4. Polowanie jednak trwa normalnie, do zdobycia 4 jednostek mięsa.
* Konsyliarz *
- Smok lecząc z pomocą co najmniej minimalnej ilości ziół ma -1 ST przy etapie magicznym leczenia ran.
* Wybraniec bogów *
- Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia.

Silje
S: 1| W: 1| Z: 2| I: 0| P: 1| A: 1
A,O: 1
 
 
Czarci Kolec 
Adept Ognia
Your personal bully



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 47
Płeć: Samiec
Opiekun: Popielaty Kolec, Przedwieczna Siła
Mistrz: Gorączka Ognia(?)
Partner: Wyrzuty sumienia.
Dołączył: 06 Lip 2014
Posty: 434
Wysłany: 2017-03-19, 15:01   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 2
   U: Kż,Skr: 1| A,O,M,B,L,Pł,S,Śl,MP: 2| W: 3
   Atuty: Szczęściarz, Oporny Magik


Nigdy nie zerwał się tak szybko na czyjś sygnał.
Khenia była w niebezpieczeństwie. Tyle wystarczyło.
Z każdym mocarnym uderzeniem skrzydeł umysł molocha tonął w kolejnych falach sprzecznych myśli, emocji i odcieni złości. Na przemian zaciskana i rozluźniana szczęka ostatkiem silnej woli zostawała zamknięta, gdy spotkali się nad obozem Ognia i polecieli ku Czarnym Wzgórzom, gotowi na każdą możliwość. Z początku wypruł do przodu forsowną pracą przerośniętych muskułów, ale szybko opamiętał się, gdy młody uzdrowiciel nie nadążył z jego szaleńczym tempem. Nie dorównywał wojownikowi siłą, fizyczną sprawnością.
Pogoń go, niech leci szybciej!
Pysk potwora uchyla się, walczy z naporem powietrza, struny głosowe naprężają się w kształt niewypowiedzianych słów.
Nie, przecież niesie magią preparaty i zioła.
Khenia umiera!
Umrze jeżeli wyprowadzisz go z równowagi.
Wykrwawi się zanim tam dolecicie!
Może. Ale będzie tak na pewno, jeżeli przez ciebie zgubi wszystkie medykamenty i trzeba będzie się wracać.
Lśniąca kłami paszcza zamknęła się, samiec głośno przełknął ślinę, zgrzytając zębami. Znowu bezsilność. Każdy powód by nienawidzić świat był dobry.

Był wściekły. Grunt był pierwszym, co spotkało się jego wściekłość.
Zdążył tylko zalśnić na chwilę w promieniach słońca, zanim rozpędzony pocisk jego cielska grzmotnął o ziemię. Od razu rzucił się w kierunku Brutalnej, podczas gdy bezwładne skrzydła samca opadły na ziemię. Nie pozbierał ich zdrętwiałych z bólu; nie czekał aż wróci w nich czucie po karkołomnym hamowaniu, katordze adrenaliny i imperatywie larum w ostatnich ogonach nad ziemią. Pozwolił im ciągnąć się za nim po zanim; ważne, żeby być pierwszym. Zanim jeszcze kleryk Ognia zdąży wylądować.
Stąpał po cienkiej granicy dzielącej jego samego od kalectwa. Ale czy to było teraz ważne?

- Khenia...
Ciężki, stłumiony oddech samca spotkał tylko bulgot jasnej, utlenionej krwi, tryskającej z rozchlastanych na oścież tętnic. Osłupiały wzrok samca wodził od jednej rozciętej wiązki sflaczałych ścięgien do drugiej, w pogłębiającym przerażeniu obserwując jak wyżłobienia w kości zapełniają się świeżymi strugami coraz ciemniejszej, coraz wolniej płynącej posoki. Samo przybycie Obsydianowego odepchnęło go od ciała podopiecznej, jak wielka zwalista maszyna postąpił dwa ociężałe kroki w tył, nieruchawy i toporny. Prawie zapomniał, jakie otrzymał zadanie. Czarny, pusty wzrok podniósł się na zaciskającą z bólu zęby Swarliwą, przewiercając ją na wskroś bezwzględnym bezmiarem bliźniaczych czeluści. Błysnął wściekle garniturem obnażonych, brudnobiałych kłów. Masywny kark samca zesztywniał, przerośnięte węzły muskułów zadrżały złowieszczo, gdy moloch opadł nisko na zgięte grube kłody łap.
Rozedrgany umysł samca zalała fala furii podyktowana jednym, prostym ultimatum: Dopaść i Zabić.
I wtedy nadbiegła Zaraźliwa, sukcesją prędkich, pełnych gracji gestów rozwiewając jego zapędy. Szacunek do uzdrowicieli... Nawet nie miał pojęcia kto mu go wpoił.
Krążył tylko tam i z powrotem, niczym ożywiony, rozzłoszczony kamienny gargulec przed bramą, na przemian duszony świadomością, że na jego oczach Khenia zaraz wyzionie ducha i nienawiścią, że tej chuderlawej, śmierdzącej mokrym psem kupce futra ujdzie to na sucho.
Raz po raz zerkał w stronę przelewającego siódme poty Onyksa, z zasępioną chmurnością irracjonalnego lęku. Gotował się na najgorsze. Jak powstrzyma samego siebie przed rzuceniem się mu do gardła, gdy czarna rozpacz weźmie górę?
Jakie on miał prawo podnieść łapę na uzdrowiciela?...
Biegła myśli i łapy czarnołuskiego wyratowały go jednak od trwożnych myśli.
Akurat kiedy kleryk zerwał ziołowy opatrunek z ran, wzrok ognistego padł na następną część aktu cudownego ozdrowienia. Magię. Nieprzeniknione spojrzenie było świadkiem, jak Obsydianowy skupia się, kładzie łapę na nieruchomym ciele adeptki i eskaluje zastygłe w muskułach napięcie wojownika przeszywającym rezonansem pobudzonej do życia maddary. I jak ta niemalże wyrywa się spod kontroli. Oglądał jak siły i życie umykają z ciała kleryka, jak wątleje w oczach, garbi się i rzęzi z wysiłku, podczas gdy połączone niewidzialną nicią truchło smoczycy z każdą chwilą zdaje się ożywać, płytki i nierówny oddech uspokaja się i pogłębia, a mięsista jama zakrwawionej rany zasklepia się, całkowicie znikając. Młody samiec urósł w oczach Czarciego, nagle stał się kimś więcej niż zwykłym praktykantem Czerwieni Kaliny. Zdał się być kimś nawet więcej niż smokiem; młody półbóg, który zstąpił pomiędzy żywych obdarzając ich łaską, na którą oni, śmiertelnicy, nie zasługiwali. Czarnołuski tylko spotęgował to wrażenie, gdy wstał na chwiejnych łapach i pomimo skrajnego wyczerpania spróbował uspokoić jego skołatane nerwy. Jednak... Nadaremnie. Ognisty olbrzym skinął tylko posłusznie łbem, nadając wymuszonemu uśmiechowi jak najwięcej zasłużonej, ugładzonej dziękczynności. Chciał mu się odwdzięczyć. Chciał, tu, teraz. Pusty wzrok bezdennej otchłani zdawał się jednak widzieć już w innym czasie, innej rzeczywistości.

- Tyy...
Zabrzmiał jak głuche, niskie echo grzmotu, daleko, zza gór. Czarna chmura nadciągała, wiatr się wzmagał, ale wciąż była daleko, nad linią horyzontu. Cisza przed burzą, przez kilka, zamarłych w czasie chwil. A potem nieboskłon zgęstniał również i tutaj, czarne kłęby zawiści przeciął trzask rozbłysku, uderzenia gromu.
Napięta sylwetka samca drgnęła. Trójkątny łeb obrócił się odrobinę, czarne ślepie łypnęło na Ziemistą, obce, straszne.
I wtedy puściły hamulce.
Ogromna postura ognistego rozmyła się nagle, rubinowe łuski zamieniły w rozciągniętą smugę. Swarliwa nie zdążyła mrugnąć ślepiem, a już był przed nią, ciężkie łapy zadudniły o ziemię, wielka paszcza obnażyła ociekające śliną kły przed jej łbem. Duszący smród jego oddechu owiał jej drobny, umaszczony brązowy pysk.
Nie dzieliło ich więcej, niż kilka szponów.

- Ty mała... Suko... - gardłowy warkot zagrzmiał tuż nad nią, stłumiony, przesiąknięty furią, kotłującą się w głębi żądzą krwi - Spróbuj chociażby tknąć ją jeszcze raz...
Rozszerzone nozdrza samca wciągnęły głęboko w miechy płuc zapach północnej.

- A znajdę Cię...
Warkot narósł.

- ...i_W_Y_P_A_T_R_O_S_Z_Ę.
...
Wisiał nad nią jeszcze dwa, ciągnące się w nieskończoność ciężkie oddechy, a potem poluźnił odrobinę napięte do granic możliwości muskuły i cofnął się sztywno o krok, wciąż jednak gotów do walki na chociażby śmierć i życie. Powstrzymywał się chyba tylko przez jej łapę w zamkniętą w łubkach, nietykalne świadectwo uzdrowicielskiej pracy i trudu, któremu należał się nieodzowny szacunek.
Ale i to go nie powstrzyma. Wystarczyło, żeby Swarliwa powiedziała o jedno słowo za dużo.
_________________
"Na samym początku gdy nie było jeszcze niczego, ja już byłem." - podpisano Chaos.


> Szczęściarz [W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji lub raz na pojedynek]
> Oporny Magik [Kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST]
Ostatnio zmieniony przez Czarci Kolec 2017-03-19, 15:09, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Gonitwa Myśli 
Zastępca Ziemi
biased af



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 67
Płeć: Samica
Opiekun: Stado Ziemi
Mistrz: Stado Ziemi
Partner: Upiorny Rytuał
Dołączyła: 15 Sie 2016
Posty: 1540
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-03-19, 17:02   
   A: S: 2| W: 4| Z: 5| I: 1| P: 2| A: 1
   U: MA,MO,M,B,Kż,L,S,Skr,MP,Pł,Śl: 1| A,O,W: 2
   Atuty: Zwinny, Odporny magik, Twardy jak diament, Poświęcenie, Regeneracja


Grzmotnięcie o ziemię zwróciło jej uwagę. Uniosła łeb z ziemi, mrugając szybko.
Czerwony kloc nie wyglądał na uzdrowiciela. Ziemna utwierdziła się w tym tylko obserwując, w jaki sposób smok dopada Ognistej, jak do niej mówi. Może był jej rodziną, przyjacielem - skrajna domyślała się, że nie obejdzie się bez dalszego plucia na siebie.
Swarliwa przeklęła się w myślach. Nie chciała wzywać niepotrzebnej widowni. Mogła bardziej sprecyzować przekaz, aby doszedł tylko do łbów smoków znających się na uzdrowicielstwie.
Odchyliła łeb ze zrezygnowaniem w tył, nasłuchując jedynie. Świst powietrza przecinanego przez skrzydła powietrza powiadomił smoczycę o przybyciu kolejnego smoka. Swarliwa miała nadzieję, że tym razem był to uzdrowiciel, a nie kolejny gapia.
Przechyliła głowę, unosząc powieki. Faktycznie, jakiś smok zaczął kręcić się z ziołami koło granatowej adeptki, brodząc łapami w jej krwi. Czarnołuski był młody, bliżej było mu do kleryka niż uzdrowiciela. Swarliwej przebiegło przez myśl, że kleryk mógł nie poradzić sobie z łataniem ran, które zadały jej pazury. A gdzieś dalej dudniły kroki wiśniowego, złego molocha. Czy gdyby tak się faktycznie stało, byłaby w stanie oddalić się korzystając z przejęcia smoków młodszą ognistą?
Już miała próbować wstawać, gdy powstrzymało jej przybycie kolejnego smoka. Smoczycy, z którą wcześniej miała okazję się zapoznać. Miała przy sobie naczynia i zioła - Swarliwa nie podejrzewała, że bezskrzydła też parała się sztuką leczenia.
Pozwoliła samicy zająć się swoimi obrażeniami. Piła, co ta jej podstawiała pod pysk i żuła podane gałązki. Smak rośliny i sama czynność pozwalała skupić się na czymś innym, niż pulsującym bólu łapy.
W miarę upływu czasu Swarliwa czuła, że boleść nie znika. Staje się mniej dolegliwa, ale nadal czuć było, że z łapą nie jest wszystko w porządku. Dżuma usztywniła kończynę. Gdyby leczenie przeszło poprawnie, nie byłoby ku temu potrzeby.
- Dziękuję - odpowiedziała sztywno, siląc się na beznamiętność w głosie. W rzeczywistości brzmiała nieco gorzko. Doceniała, że smoczyca zrobiła tyle, ile mogła, ale nie mogła ignorować faktu, że nie odzyska pełni sprawności przez następne kilka księżyców. Cztery. Niby niedługo, ale kto wiedział, co mogło wydarzyć się na przestrzeni tego czasu?
Wstała nieco chwiejnie, starając się nie stawać na ledwie co poskładaną łapę, zauważając jednocześnie, że klatka piersiowa młodej ognistej poruszała się. Nierówno, ale smoczyca oddychała. Czyli... Swarliwa uniknie wcirów?
Chyba nie. Przez durną łapę nie miała czasu nawet odskoczyć, gdy czerwony dopadł do niej. Zatrzymał się kilka szponów przed, strasząc oddechem.
Ziemna sama instynktownie uniosła górną wargę, obnażając żółtawe kły. Patrzyła wysoko w ciemne oczy smoka, mrużąc swoje własne. Słuchała groźby samca, strosząc uszy i jeżąc sierść na grzbiecie. Teraz przeklinała nie tylko samą siebie za niepotrzebne zwołanie tu smoka, ale także nieumiejętność Dżumy. Gdyby nie niesprawna łapa, połasiłaby się i o przeoranie szponami skrzydła Ognistego rówieśnika, który zamiast wdzięczności okazywał gniew.
Bo Swarliwa mogła zostawić tu granatową. Mogła zwyczajnie odejść z miejsca i pozwolić, aby samica wykrwawiła się. Sama zasięgnęłaby pomocy uzdrowiciela później, stając na granicy z Ogniem lub Cieniem. Ale wezwała pomoc, bo nie zależało jej na brudzeniu sobie łap czyjąś śmiercią. Teraz jednak, po takim a nie innym potraktowaniu przez Ognistego Swarliwa wątpiła w swoją słuszność. I tak nikt by jej nie posądził o spowodowanie śmierci innego smoka. Jej zapach dawno wywietrzałby nim ktoś postanowił wybrać się właśnie w to miejsce i znalazł truchło smoczycy. Uszłoby jej to na sucho, a sumienie samo uspokoiłoby się prędzej czy później. W końcu, młodszej smoczycy należało się za bezczelność i bezmyślność.
- To ja was tu zawołałam - odezwała się chłodno. Potem otworzyła pysk jeszcze raz, jakby chciała coś dodać. Po wyrazie jej pyska, zaciętym spojrzeniu, w którym czaiła się iskierka niepokorności można było pomyśleć, że miałaby być to jakaś nieprzemyślana obelga. Samica jednak powstrzymała się, widząc ciągłe spięcie czerwonego. Zerknęła przelotnie na swoją łapę, potem na czarnego kleryka, i prychnęła z niezadowoleniem.
Odwróciła się i zaczęła kuśtykać przed siebie, oddalając się powoli. Chyba, że ktoś będzie chciał ją jeszcze zatrzymać.
_________________
« « » »

• oporny magik • kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST
• twardy jak diament • smok ma -1 do ST we wszystkich rzutach na Wytrzymałość; dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
• poświęcenie • raz na atak smok może dodać jeden sukces kosztem rany lekkiej; musi jednak określić użycie atutu przed atakiem.
• regeneracja • po 24 godzinach od walki smok samoistnie leczy jedną ranę lekką.

Reia Karta Kompana
Atrybuty: S: 2| W: 1| Z: 1| I: 0| P: 1| A: 0
Umiejętności: A,O,Skr: 1| Śl: 2


« « » »

Dziękuję Astralna *^*
Awatar od Mówiącej
Od Brutusa: to i to
osiągnięcia adopcje teczka drzewko genealogiczne
Ostatnio zmieniony przez Gonitwa Myśli 2017-03-27, 21:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Brutalna Łuska 
Adept Ognia
Pospolitus Wklepus



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 42
Płeć: Samica
Opiekun: Tak trochę go już nie ma
Mistrz: Uczyła się u wielu
Partner: Jest silna i niezależna!
Wiek: 6
Dołączyła: 13 Mar 2016
Posty: 667
Wysłany: 2017-03-20, 20:45   
   A: S: 4| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 1
   U: M,MP,Kż,Skr,Śl,B,L,S,Pł,A,O,W: 1
   Atuty: Silna; Oporny magik


Przestała cokolwiek widzieć, cokolwiek słyszeć, cokolwiek czuć. Była pewna, że umrze. Pogodziła się z tym. Nie miała sił na nic więcej. Każdy oddech wywoływał salwę bólu, którego chciała już nie czuć. Lada moment Nethar weźmie jej duszę i... jak to było? Wszystko zaczynało się rozmywać. Byli tak bardzo odmienni. Całe te stada karmiły młode dziwnymi opowiastkami o bożkach, których imion nawet nie zamierzała zapamiętywać. Lodowate łapska śmierci oplatały ją, widziała, jak staje się przeźroczystą aurą o posturze smoka zamierzającej nękać każdego, kogo tylko można. Odgłosy dochodziły do niej jakby przez mgłę, ale nie zwracała na nie uwagi. Czemu musieli tak hałasować? Wspomni im o tym podczas snu. Naprawdę wolała umrzeć w spokoju. Jeszcze lepiej byłoby na jakiejś wojnie lub poważnej bitwie, wtedy okrzyki bitewne oraz zgrzyty pazurów czy kolców byłyby jak najbardziej na miejscu. Lecz teraz? Gdy po raz drugi uciekały z niej oznaki życia, a ona sama ledwo zadała cios?
Jako prawie nieboszczyk pozwalała robić ze sobą co tylko przyszły uzdrowiciel żywnie chciał; ledwo do niej docierał sygnał o napoju spływającym do żołądka. Zadrżała. Co się tam działo? Nie miała pewności, co się dzieje. Czyż rana nie była na tyle śmiertelna, aby mogła już odejść? Naprawdę musiała jeszcze to przecierpieć? Jako, że ciemność nadal miała nad nią władzę, nie wypuszczając Brutalnej i pozostawiając w słodkiej nieświadomości.
Wzięła głęboki, gwałtowny wdech w odżywające płuca. Uniosła łeb w przypływie zaskoczenia, ale niemal od razu tego pożałowała, czując powracające zawroty głowy. Położyła się, z wysiłkiem mrugając, przyzwyczajając się do otaczających ją kolorów. Przez jedną zatrważającą chwilę nie wiedziała, co się dzieje ani gdzie jest. W końcu dotarło do Khenii, iż póki co szczęśliwie jeszcze pożyje. Ciche westchnienie pełnie goryczy, wręcz zawodu, być może nie dotarło do niczyich uszu. Przyćmione do tej pory zmysły dochodziły do siebie. Przemknęła jej przez myśl dziwne wspomnienie - tak, jakby kiedyś była świadkiem podobnego zdarzenia.
Drażniący zapach lejącej się złotej krwi, doskonale widoczny, zasłaniający ciepłe promienie Złotej Twarzy starszy samiec. Uśmiechał się złośliwie... lecz na pewno? Czy nie zawarł czegoś więcej w swojej mimice, czegoś podobnego do współczucia? I te złowróżbne słowa... Przeniesiono ją. Do stęchłej jaskini, uspokajający ciepły, głęboki głos, mimo to roznoszący się wśród długich, krętych tuneli... i obietnica.
Wtedy jednak wyszła z tego bez szwanku. Tym razem, choć nie zdawała sobie z tego sprawy, nie miała czucia w skrzydle. Koniec z łapaniem wiatru w skrzydła, leniwym szybowaniem i przyglądaniu się zróżnicowanej palecie terenów i krajobrazów, jakie prezentował świat odgradzany przez Barierę. Dzięki szybkiej pomocy jej stan zdrowia może i się polepszył, jednakże psychicznie pozostawała w niegotowości do kontynuacji swego nieokiełznanego, wybuchowego bytu. Ściągnęli ją na ziemię, nie pozwalając nawet na podjęcie decyzji. Sprzeczności. Cieszyła się dostając szansę na ponowne wzięcie oddechu i poprawieniu starych błędów, jednocześnie pragnąc już zostać w innym uniwersum powstałym dla duszy. Coraz więcej tliło się wstydu, gdy przypomniała sobie, jak została powalona zaledwie jednym ciosem. Jak teraz będzie dalej prowadzić żywot? Ukrywając w grotach przed innymi? Omijając drwiące gady wielkim łukiem? Odpuszczając sobie walki, bo po prostu się do tego nie nadawała? To nie wchodziło w grę. Zawsze pozostaje ucieczka. Jak tchórz, ale czasami trzeba...
Nie.
Dosyć już krycia. Udowodni, że jest pewna i odważna nie tylko przy sprzyjającym dotychczas szczęściu. Prędzej czy później popełniłaby podobną gafę, a przecież nie przypadkowo los ją zaprowadził akurat na tereny Ognia. Najsilniejsi. Pomimo bycia jednym ze słabszych ogniw nie okaże słabości. Wydała bliżej nieokreślony, chrapliwy dźwięk i spróbowała podnieść się na łapy, ignorując wszystkie przeszkadzające czynniki. O mało co nie poleciała jak długa, balansując ogonem i pomagając skrzydłami. Tyle, że... no właśnie. Próbowała poruszyć prawym, co najwyraźniej nie dało rezultatu. Zagryzła mocniej szczęki. Cóż to za siła nie pozwala zrobić dosłownie nic z narządem lotu? Czyżby jakimś cudem straciła swoją moc? Jaka była tego przyczyna? Spojrzała ociężale, pytająco na nie, po czym ledwo stojąc na drżących kończynach rozejrzała się w poszukiwaniu znanej, złotołuskiej, postawnej sylwetki.
- C-co... - wydusiła, chcąc wygłosić jakąś niekoniecznie miłą obelgę skierowaną do bezwładnego skrzydła. Kątem oka zauważyła jakiegoś czarnołuskego, nakrapianą żółtołuską i pokrytą futrem przeciwniczkę pochodzącą z Ziemi. Powstrzymywała łzy od swobodnego spływania. Robiła to z widocznym wysiłkiem, przez co Brutalnej towarzyszył grymas. Wszędzie widziała różne odcienie żółci oraz beżu, ledwo wśród tego wszystkiego rozpoznając posokę zastygającą wśród traw i topniejącego śniegu.
_________________
audaces fortuna iuvat

₪₪₪ Virtus ₪₪₪
₪ Silna ₪
₪ Oporny Magik ₪
+1 ST na ataki czarodziejów

₪₪₪ Res ₪₪₪
₪ 0/4 mięsa ₪
lapis: nefryt, diament ₪


#ddc726
#1765a3
głos
 
 
Opoka Ziemi 
Przywódca Ziemi
Przywódca Miłości



Stado: Ziemi
Rasa: Północny
Księżyce: 64
Płeć: Samica
Opiekun: Chłód Życia i Azyl Zbłąkanych
Mistrz: Dziki Agrest [*]
Partner: Piórko Nadziei
Wiek: 15
Dołączyła: 20 Mar 2016
Posty: 2738
Skąd: Miejsce Piastowe
Wysłany: 2017-04-15, 18:03   
   A: S: 1| W: 3| Z: 5| I: 2| P: 4| A: 1
   U: Pł,MO,MA,S,M,MP,L,B,O,W: 1| A,Skr,Kż,Śl: 2|
   Atuty: Spostrzegawczy, Chytry Przeciwnik, Poszukiwacz, Znawca Terenów, Wybraniec Bogów


Ziemista wolnym krokiem maszerowała przez tereny wspólne. Była zmęczona i zdenerwowana, oczywiście na Wodnych. Nie mogła zapomnieć o tym, jak się zachowali na zebraniu, jak nagadali głupot jej synowi, jak jakaś adeptka zraniła ich kleryka. To wszystko jedynie potęgowało jej niechęć do tegoż stada. Kto by pomyślał, że niegdyś adeptka, która mówiła o równości, że każde stado nie powinno być oceniane przez pryzmat przeszłości, teraz stanie się smoczycą, w której rozwija się ziarenko nienawiści do smoków że stada Wody.
Warknęła głośno, a ten warkot rozniósł się po okolicy. Nie wiadomo, czy był to gniew czy bezsilność. A może i jedno i drugie? Przystanęła. Kiedyś jej za to zapłacą, za każdą krzywdę, jaką wyrządzili jej stadu, za każde złe słowo pod ich adresem. Zamknęła oczy i pozwoliła myślom płynąć. Położyła się na brzuchu, następnie natomiast położyła łeb między łapami otwierając oczy. Ulokowała się między korzeniami wielkiego drzewa, dzięki czemu była trudna do zauważenia, dodatkowo jej umaszczenie pomagało jej w tym.
_________________

Poszukiwacz
Raz na dwa tygodnie smok znajduje na polowaniu klejnot, niezależnie od tego czy go szuka. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.

Następne użycie na polowaniu 24 września.

Znawca Terenów
Raz na dwa tygodnie smok napotyka na polowaniu/wyprawie dodatkową zdobycz (dającą 4/4 mięsa), kamień czy dorodne zioło (w zależności od tego czego akurat szukał)

Następne użycie na polowaniu 4 września

Wybraniec Bogów
Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Następne użycie na polowaniu 7 sierpnia

Deidara
S: 1| W: 2| Z: 3| I: 1| P: 1| A: 1
Skr: 1| A,O: 3

KK


 
 
 
Szydercze Licho
Wojownik Cienia
Khagar Bezlitosny



Stado: Cienia
Rasa: Pustynny
Księżyce: 33
Płeć: Samiec
Opiekun: Heulyn, Sombre
Mistrz: Samouk
Partner: Ktoś, coś? x)
Wiek: 24
Dołączył: 09 Gru 2016
Posty: 699
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-04-15, 19:51   
   A: S: 5| W: 4| Z: 1| I: 1| P: 2| A: 1
   U: B,Pł,S,L,W,MP,MA,MO,Kż,Skr,Śl,M: 1| O: 2| A: 3
   Atuty: Silny; Chytry Przeciwnik; Czempion;


Może i Opoka była trudna do zauważenia, ale ktoś przyuważył ją już wcześniej. Samiec leciał w stronę areny, by stoczyć kolejny pojedynek, jakby po wojnie nie było mu mało, ale ujrzał z góry Przywódczynię Ziemi. Nie miał jeszcze okazji z nią porozmawiać, więc złożył skrzydła i zapikował.
Smoczyca usłyszała huk obok siebie, kiedy Khagar wylądował ciężko i bez gracji, wzniecając w powietrze kurz i pył, wbiwszy szpony w ziemię. Potrzasnął lekko łbem i wyszczerzył kły w stronę Opoki.
- Uszanowanie, szefowo ziemniaków. Jak humor po wojnie? - spytał, przekrzywiając rogaty łeb. Przyjrzał się jej uważnie, ale nie wyglądała na ranną. Sam też był już w stanie idealnym. Jedyne pamiątki po wojnie, to rozległe blizny po rozpłatanej gardzieli i na karku.
_________________
x



Atuty:
I. Silny
(jednorazowo +1 do Siły)
II. Chytry przeciwnik (w czasie pojedynku/misji/raz na dwa tygodnie w polowaniu/wyprawie smok może utrudnić akcję swojego przeciwnika, który ma dodatkowe +1 do ST.)
III. Czempion (raz na walkę smok ma 1 dodatkowy sukces do ataku fizycznego. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.)



x
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2016).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!


Wymiana bannerami: KLIK!


KrĂłl Lew
SnM
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 14