FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Cicha Jaskinia
Autor Wiadomość
Upiorny Rytuał
Przywódca Cienia
Boss Cienistej Mafii



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 64
Płeć: Samica
Opiekun: Ankaa (Dwuznaczna Aluzja)*
Mistrz: Nahkriin (ojciec spoza bariery).
Partner: Gonitwa Myśli.
Dołączył: 13 Maj 2016
Posty: 3538
Skąd: Otchłań.
Wysłany: 2016-09-28, 21:43   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 3| P: 4| A: 3
   U: B,L,Pł,S,O,M,W,MP,MA,MO: 1| A,Śl,Kż: 2| Skr: 3
   Atuty: Ostry Wzrok; Pamięć Przodka; Tropiciel; Wybraniec Bogów; Magiczny Śpiew;


___Opętana osiągnęła cel. Chociaż nie, to jeszcze za dużo powiedziane. To był dopiero pierwszy etap jej planu, planu który przyczynił się do jej narodzin i który miał dać jej to, po co przybyła do wolnych stad. To, co jej się należało, co było jej przepowiedziane i obiecane już na początku istnienia Otchłani.
Z jej gardła co kilka uderzeń serca wydobywało się ciche syczenie, gdy rozwidlony język smakował powietrze niczym u węża. Była zadowolona z siebie, pierwszy raz czuła smak prawdziwego tryumfu. Odniosła pierwszy prawdziwy i namacalny sukces. A ten, który stał teraz przed nią jest symbolem owego sukcesu. Pierwszy z jej Dzieci, który podąży za nią w ciemność i ciemnością zostanie. Po śmierci, gdy jego ciało zostanie pochowane, dusza dołączy do niej. I będzie razem z nią już na wieczność. W tym momencie jego los został spleciony z jej losem naprawdę, nie była to iluzja, wyobrażenie, złudzenie, tylko czysta prawda.
Udało mi się, Matko.
Wsłuchała się w jego słowa, pozwoliła by zasmakował jej ciemnej, niemal czarnej krwi. Uniosła łeb z satysfakcją i zadowoleniem. Z jej postawy promieniowała aprobata, duma. Ale duma z niego, czy z samej siebie? Tak naprawdę oba te scenariusze mogą być prawdziwe. Mogą się też łączyć.
- I zbiorą się znowu,
I złączą od nowa,
I zgładzą, i wskrzeszą, i stworzą potwora.
I zgubią się wtórnie, i szukać ich będą,
I uczczą, wyświęcą,
I nazwą legendą.

Pozwoliła, by jego ciepły jęzor łaskotał jej gardło, by smakował jej krwi. Niech pije. Jej krew mogą pić tylko jej Dzieci, a on był Pierwszym, który miał okazję to zrobić. Był dla niej ważny. Nie kochała go, nie byłaby zdolna do miłości, nawet uczucie jakim darzyła Caranthaera nim nie było. Nie wiadomo też, czy był to szacunek, chociaż mogło to być prawdopodobne. Tego... Nie dało się zakwalifikować do żadnej z kategorii.
- Teraz idź - powiedziała mrukliwie - Wyrusz w świat i idź za ciemnością. Ona będzie ciebie prowadzić. Znajdź tych, którzy są godni by nosić miano Przeklętych, którzy są godni ciemności. Przyprowadź ich do mnie. I uświadom ich, że opcje są dwie. Albo zgodzą się dołączyć do Nas, albo zostaną skazani na cierpienie wśród światła.
Patrzyła na niego liliowymi ślepiami, świecącymi w mroku. Teraz był jej, należał do niej. I nic nie może tego zmienić.
_________________
"Power is only given to those who are prepared to lower themselves to pick it up."

 
 
Subtelny Gniew 
Wojownik Ziemi
DJ i swatka



Rasa: Północny
Księżyce: 19
Płeć: Samiec
Opiekun: Chłód Życia
Mistrz: Pawiooka
Partner: NSSUNSS & CoconutClub
Dołączyła: 27 Paź 2014
Posty: 2753
Wysłany: 2016-09-28, 22:32   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 2| P: 1| A: 1
   U: MA,MO,Pł: 1| M,MP,W: 2| B,S,Skr,L,Śl,O,A: 3
   Atuty: Zwinny; Oporny magik


To było urzekające. Smak krwi był ciekawy, zakazany i pociągający, ale nie tak smaczny, jak jej łuski. Dlatego lizał głównie je, korzystając z chwili, gdy mógł ją całować bez obawy przed atakiem złości. Serce drżało mu tak mocno, że był pewien iż zaraz na nią wejdzie, a wtedy z pewnością mu się dostanie. Lodem albo pazurem. Trudno było zachować ostrożność będąc tak blisko.
Dlatego zmusił swój pysk do oderwania się. Przyłożył pysk do jej szyi oddychając ciężko. Z gardła nie lała się już krew. Białe łuski pozostały niesplamione. Oddychał ciężko, ciężej niż podczas jakiejkolwiek walki. Może dlatego, że walczył z własną, nieokrzesaną żądzą. Nigdy nie był z żadną smoczycą i choć była jego bramą do sprawiedliwości, nie mógł walczyć z uczuciem jakie do niej żywił. Zauroczenie i pożądanie. Jak miał wyrzucić z siebie tę namiętność? Czy akurat on musiał zakochać się w smoczycy, która na pewno by go nie przyjęła?
Ale czy miał tracić nadzieję? Nie ruszał się z miejsca zaspokajając się chłodem jej łusek. Każdy inny szuka w swej partnerce ciepła, ale on zadowalał się tym chłodem. Być może to uczucie przypominało mu ojca. Być może miało to jakiś psychologiczny związek.

- Pragnę - wydusił z siebie. Miał przymknięte oczy i odbierał otoczenie tylko przez bijące w jej piersi serce i lekkie drgania jej ciała. Wszystkie ledwo słyszalne i oddalone. Jakby powoli zamieniała się w skale. - Pragnę ukarać tych, którzy nie zostali ukarani. Którym ten świat odpuścił winy wbrew swoim nakazom. Stworzone prawo, trzeba respektować. Najgorsze jest kłamstwo. Pragnę dla siebie sprawiedliwości. Chcę... - podniósł ociężały od myśli łeb i zbliżył usta do jej ucha. Dotknął go i otworzył usta, by wyszeptać imiona. Obrzydliwe i wrogie mu. Tych chciał ukarać.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

- odsunął się i jeszcze raz spojrzał w jej liliowe oczy. Czekał na jakiś znak, że tak się stanie. Że ci, których wymienił, zostaną ukarani. Marzył też, aby mu pozwoliła zbliżyć się. Lecz pewnie było to wygórowane marzenie. Nie do spełnienia...
_________________

może nieskończoność powie
czy za murem jest odpowiedź
może zna sekrety słońca

lecz kto wie to nie odpowie
wszystko się zaczyna w słowie
nie potrafi znaleźć końca



#CCFFFF
#8F8FBD



Posiadane: 13/4 mięsa, 2x żeton srebrny, 1x brązowy, agat, rubin
Atuty: Oporny magik, kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST.



~ Fasolka by Chłodnik
~ pełna wersja Finezyjnego by Mgła ~ Finezyjny by Heulyn ~ Finezyjny by Dziki Agrest


KP
 
 
 
Upiorny Rytuał
Przywódca Cienia
Boss Cienistej Mafii



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 64
Płeć: Samica
Opiekun: Ankaa (Dwuznaczna Aluzja)*
Mistrz: Nahkriin (ojciec spoza bariery).
Partner: Gonitwa Myśli.
Dołączył: 13 Maj 2016
Posty: 3538
Skąd: Otchłań.
Wysłany: 2016-09-29, 18:40   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 3| P: 4| A: 3
   U: B,L,Pł,S,O,M,W,MP,MA,MO: 1| A,Śl,Kż: 2| Skr: 3
   Atuty: Ostry Wzrok; Pamięć Przodka; Tropiciel; Wybraniec Bogów; Magiczny Śpiew;


___Czuła jego podniecenie, a także niepewność. Próbował trzymać nerwy na wodzy, wiedziała o tym. A świadomość, że nigdy nie będzie mógł mieć tego, czego chciał w tej chwili dawała jej upiorną satysfakcję. Bez względu na to kim się teraz dla niej stał ona wciąż będzie sobą i nic tego nie zmieni. Z zainteresowaniem będzie obserwowała jego poczynania. Czy w końcu nauczy się patrzeć na nią jak na Matkę i nikogo więcej? Był młody. To zwykłe zafascynowanie, które kiedyś minie. Przerzuci się na inny obiekt zainteresowań. Opętanej nie interesowało, kto się nim stanie. Najważniejsze, by był lojalny wobec swojej nowej rodziny. Niewielkiej, ale mającej kiedyś zyskać na sile.
Wysłuchała jego pragnień, smakując ich. Tak, każdy czegoś pragnął, pożądał wręcz. Ale większość smoków jest zbyt słabych, by sięgnąć po te marzenia. Trzymają je jedynie w swoim umyśle, nie pozwalając przybrać cielesnej postaci.
Spojrzała mu ponownie w ślepia, gdy wyszeptał jej te imiona. Pierwsi, którzy zostaną ukarani. Kilka kropelek czarnego, niegroźnego jadu wydobywającego się z jej pyska spadło na kamienną ziemię w Cichej Jaskini. To miejsce, z pozoru zwykłe, jedno z wielu, stało się początkiem czegoś, czego świat jeszcze nie widział.
- Zostali naznaczeni - rzekła jedynie. W tym momencie losy zdrajców i niegodnych zostały przesądzone. Rzucono kości, zapadł wyrok. Kara jest jedynie kwestią czasu... A czasu mają dużo. Więcej niż pozostali.
Pozwoliła mu na tą bliskość, ale wszystko się kiedyś kończy. Przyłożyła lewą łapę - czy też palce lewego skrzydła - do jego gardła, ale nie po to by je przeciąć, tylko zwyczajnie go od siebie odepchnąć. Musiał nauczyć się cenić jej przestrzeń prywatną. Nieważne, kim dla siebie są i będą, niektóre rzeczy pozostaną niezmienione. Domyślała się, czego chciał. Ale nie pozwoli mu na to.
- Pozbądź się pożądania - powiedziała, dając mu do zrozumienia że wie o czym myśli. Nieważne jak bardzo chciałby to ukryć - czego w sumie nie robił - ona wiedziała, jego ciało mówiło wszystko. Nierównomierny oddech, dzikie bicie serca, drżenie. Może była młoda, niewiele starsza od niego, ale potrafiła już rozumieć te symptomy. Nie dało się ich pomylić z niczym innym.
_________________
"Power is only given to those who are prepared to lower themselves to pick it up."

 
 
Subtelny Gniew 
Wojownik Ziemi
DJ i swatka



Rasa: Północny
Księżyce: 19
Płeć: Samiec
Opiekun: Chłód Życia
Mistrz: Pawiooka
Partner: NSSUNSS & CoconutClub
Dołączyła: 27 Paź 2014
Posty: 2753
Wysłany: 2016-10-08, 07:36   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 2| P: 1| A: 1
   U: MA,MO,Pł: 1| M,MP,W: 2| B,S,Skr,L,Śl,O,A: 3
   Atuty: Zwinny; Oporny magik


Kiedy pozbędzie się pożądania?
Może nigdy. Byli od siebie zupełnie różni. Ona potrafiła sobie wyobrazić zimno i samotność. On nie. Chciał wychodzić sobą do wszystkiego i zaspakajać swoje pożądanie, by to nie rozsadziło go od środka. Każdy normalny smok musiał ulżyć sobie w żądzach, które jak obca moc targały ciałem, gotowały krew i mąciły w umyśle.
Ona nie była normalna. Pewnie gdzieś w środku miała uczucie pożądania, ale łatwe do zduszenia w sobie. Mogła się odizolować, odsunąć o pokus i zbliżeń cielesnych. On nie mógł. Nie było to częścią ani jego charakteru, ani jego genów. Ani jego duszy.
To odrzucenie przesądziło wiele. Ukuło go lekko, ale wrednie. Wyprostował się niewzruszony i nie powiedział nic. Nie zamierzał się niczego pozbywać. Była wyjątkowa, zbyt wyjątkowa by obchodzić ją szerokim łukiem. Była jego panią i matką, ale nauczenie się traktowania jej w ten sposób mogło spełzać na niczym.
Ale on musiał szukać zaspokojenia. Gdzie indziej.

- Musimy działać w ukryciu - powiedział udając, że nie było tej sceny, w której jego namiętność została zgaszona zimną wodą. - Jeśli ktoś się dowie, nie zrealizujemy celu. Trzeba nam atakować w nocy i z ukrycia, a potem udawać, że to nie my - spoważniał, a jego oczy stały się dwoma lazurowymi kropkami, które chciały zapłonąć żółcią. - Będziemy żyć w kłamstwie, by ukazać prawdę. Jest jedna rzecz, której brakuje mi by móc zacząć zabijać - dodał i nie sprecyzował. Czekał aż ona spyta. Pełna ciekawości i zaintrygowania.
_________________

może nieskończoność powie
czy za murem jest odpowiedź
może zna sekrety słońca

lecz kto wie to nie odpowie
wszystko się zaczyna w słowie
nie potrafi znaleźć końca



#CCFFFF
#8F8FBD



Posiadane: 13/4 mięsa, 2x żeton srebrny, 1x brązowy, agat, rubin
Atuty: Oporny magik, kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST.



~ Fasolka by Chłodnik
~ pełna wersja Finezyjnego by Mgła ~ Finezyjny by Heulyn ~ Finezyjny by Dziki Agrest


KP
 
 
 
Upiorny Rytuał
Przywódca Cienia
Boss Cienistej Mafii



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 64
Płeć: Samica
Opiekun: Ankaa (Dwuznaczna Aluzja)*
Mistrz: Nahkriin (ojciec spoza bariery).
Partner: Gonitwa Myśli.
Dołączył: 13 Maj 2016
Posty: 3538
Skąd: Otchłań.
Wysłany: 2016-10-14, 20:13   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 3| P: 4| A: 3
   U: B,L,Pł,S,O,M,W,MP,MA,MO: 1| A,Śl,Kż: 2| Skr: 3
   Atuty: Ostry Wzrok; Pamięć Przodka; Tropiciel; Wybraniec Bogów; Magiczny Śpiew;


___Pożądanie odczuwał każdy smok. Może temu zaprzeczać, ale czuł je każdy. Właśnie w tym rzecz - ona potrafiła to kontrolować, odsuwać na dalszy plan i po prostu zapomnieć. Nie chciała w ogóle myśleć o czymś takim. Wiedziała, czego oczekuje od niej Subtelny, ale nie zamierzała mu tego dawać. Ani tego dnia, ani żadnego innego. Bo ona była teraz jego Matką, on jej Synem. Przecież to kazirodztwo, jak tak można?
- Umiesz żyć w kłamstwie? - zapytała. Musiała to wiedzieć. Może to co mówił to jedynie słowa rzucane na wiatr? Może teraz był tak bardzo pewny siebie i swojej decyzji, ale gdy będzie trzeba podjąć konkretne działania nie da sobie rady? Nie może zrezygnować. Teraz może jedynie zginąć, jeśli uzna że nie jest w stanie działać w taki sposób.
- A czego ci brakuje? - kolejne pytanie. Tak, teraz to on próbował pobudzić jej ciekawość. Próbował, bo mu się nie udało. Keezheekoni nie była bowiem ani zaciekawiona, ani zaintrygowana. Była potwornie wręcz zimna, przynajmniej w obecnym momencie. Chociaż jej głos brzmiał dziwnie łagodnie a jednocześnie hipnotyzująco, jakby próbowała pokazać swe ukrywane do tej pory ciepło, w rzeczywistości wciąż była lodem. Zimą. Mrozem. Odpowiedź, na jaką czekała od Subtelnego była jedynie jednym z wielu elementów niezbędnych do wykonania pewnego celu. Dlatego potrzeby dowiedzenia się tego nie można było w tym wypadku zaliczyć do ciekawości, tylko najczystszej w świecie konieczności.
_________________
"Power is only given to those who are prepared to lower themselves to pick it up."

Ostatnio zmieniony przez Upiorny Rytuał 2016-10-14, 20:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Subtelny Gniew 
Wojownik Ziemi
DJ i swatka



Rasa: Północny
Księżyce: 19
Płeć: Samiec
Opiekun: Chłód Życia
Mistrz: Pawiooka
Partner: NSSUNSS & CoconutClub
Dołączyła: 27 Paź 2014
Posty: 2753
Wysłany: 2016-10-24, 11:55   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 2| P: 1| A: 1
   U: MA,MO,Pł: 1| M,MP,W: 2| B,S,Skr,L,Śl,O,A: 3
   Atuty: Zwinny; Oporny magik


//dobra, jednak mogę kamuflaż zrobić z żetonów xD

Subtelny Gniew nie brał jednak tego dosłownie. Ona uważała się za jego matkę, on będzie ją przez księżyce nazywał Kózką. Była dla niego drobną, delikatną owieczka w skórze jaszczura. Żadna rzecz tego nie zmieni. Wydawała mu się słodka jak miód z uli i syrop spływający po korze drzewa. Chciałby móc ją liznąć jeszcze raz w lico, a potem w podgardle i ucho. Gdyby mógł schować ją pod skrzydłem... Ale zrozumiał granicę. Nie mógł przesadzać, bo miała prawo do przestrzeni. Szanował to. Choć to pewnie nie był ostatni raz, gdy emocje wzięły nad nim górę.
- Ja żyję w kłamstwie - wymamrotał ponuro, jakby nie odpowiadał na jej pytanie tylko bąkał coś do siebie. - Nie da się żyć inaczej - dodał.
- Nie potrafię się ukrywać Kózko, ale poduczę się tego. Za kilka księżyców będę gotowy. Wtedy się spotkamy - odpowiedział na jej pytanie. Po czym rozłożył skrzydła. Rzucił jej ostatnie czułe spojrzenie i wyleciał z jaskini. Pierwszy, bo gdyby nie ucieczka, zaatakowałby ją. Nie potrafił poradzić sobie z jej chłodem. Zbyt mocno pragnął przebić powłokę z lodu.
_________________

może nieskończoność powie
czy za murem jest odpowiedź
może zna sekrety słońca

lecz kto wie to nie odpowie
wszystko się zaczyna w słowie
nie potrafi znaleźć końca



#CCFFFF
#8F8FBD



Posiadane: 13/4 mięsa, 2x żeton srebrny, 1x brązowy, agat, rubin
Atuty: Oporny magik, kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST.



~ Fasolka by Chłodnik
~ pełna wersja Finezyjnego by Mgła ~ Finezyjny by Heulyn ~ Finezyjny by Dziki Agrest


KP
 
 
 
Czarci Kolec 
Adept Ognia
Your personal bully



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 47
Płeć: Samiec
Opiekun: Popielaty Kolec, Przedwieczna Siła
Mistrz: Gorączka Ognia(?)
Partner: Wyrzuty sumienia.
Dołączył: 06 Lip 2014
Posty: 434
Wysłany: 2017-01-15, 01:25   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 2
   U: Kż,Skr: 1| A,O,M,B,L,Pł,S,Śl,MP: 2| W: 3
   Atuty: Szczęściarz, Oporny Magik


Są takie dni, kiedy od samego rana wisi coś w powietrzu. Zawieszone na niebie szare kłębowiska niby zastygłych w czasie szarych obłoków wypełniona milczeniem, bezruchem i martwotą pusta przestrzeń wokół, pełznące po karku przeczucie nadchodzącej zgrozy, wszystko napawające dziwnym, nieuzasadnionym niepokojem. Wrażeniem kruchości, nadciągającej apokalipsy, tylko czekającej na znak. Krzyknij. Powiedz coś głośno, tupnij łapą, potknij się, a świat pęknie niczym rozbite zwierciadło, rozsypując się na tysiące różnobarwnych kawałeczków. Obawa głęboko zakorzeniona w instynkcie, a którą mimo wszystkich możliwych ostrzeżeń - Czarci pozwolił sobie zlekceważyć.
Pożałował.
Nigdy nie doświadczył tak potężnej śnieżycy. Parł przed siebie na ślepo, nie widząc przymrużonymi, atakowanymi przez kąsający wiatr i ostre ukłucia szaleńczej furii śnieżynek oczami niczego na dalej, niż dwa ogony do przodu. I wciąż się wzmagało. Nieustanne wycie wichru, lecąca na łeb na szyję temperatura, zanikająca widoczność... Musiał znaleźć schronienie. Nie miał jak się stamtąd wyrwać, o lataniu nie było mowy, a zamarznięcia równie gorliwie wolałby uniknąć. Zajęty rozpaczliwym poszukiwaniem rozwiązania dopiero po fakcie dostrzegł, jak kolejny krok napotkał nie grubą warstwę lodowatego puchu, a gwałtowną i nieoczekiwaną pustkę. Pustkę, w którą z równą gwałtownością runął jak kłoda.
Ocknął się jakiejś ciemnej wnęce, przemarznięty do szpiku kości i obolały w kilkunastu różnych miejscach. Spadł, pamiętał to. Podniósł się rzężąc z bólu i spróbował rozejrzeć dookoła, zmuszając olbrzymie miechy płuc do chrapliwego, nierównego oddechu. Jaskinia... Nie, przedsionek?... Ociężały łeb eksplodował nagle falą ćmiącego bólu, rozlewającego się na ślepia pulsującymi, sinymi plamami. Musiał rąbnąć o coś głową i wpaść tutaj... Gnająca w nieokiełznanym galopie śnieżyca jednak wydawała się nie tutaj sięgać, pozostała na zewnątrz, za progiem okrągławego wyjścia z skalnej niecki. Wyjący wicher również przycichł, został przy swej partnerce śnieżycy, gdzie dowodził zastępami złożonymi z lodu i śniegu. Tutaj nie miał już władzy. Czarci uśmiechnął się kącikiem pyska, próbując rozmasować skroń. Chyba mu się poszczęściło.
Wkrótce odkrył przejście do właściwej części Cichej Jaskini i przecisnął się tam, nie wiadomo jakim cudem mieszcząc dwukrotnie większe od przeciętnego smoka cielsko w tak ciasny przesmyk skalnych ścian. Rozłożył się na chłodnej posadzce, zwinął w kłębek i uzbroił w cierpliwość. Musiał przeczekać kaprysy pogody. Nie miał większego wyboru.
_________________
"Na samym początku gdy nie było jeszcze niczego, ja już byłem." - podpisano Chaos.


> Szczęściarz [W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji lub raz na pojedynek]
> Oporny Magik [Kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST]
 
 
Niewinna Łuska 
Adept Ziemi
Niewinny Dotyk



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 28
Płeć: Samica
Partner: Płacz Aniołów
Wiek: 20
Dołączył: 30 Gru 2014
Posty: 1245
Wysłany: 2017-01-15, 02:15   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 3| A: 1
   U: M,MA,MO: 1| B,A,O,Śl,Skr,W,MP: 2| L,Pł.S: 3
   Atuty: Szczęściarz, Kruszyna


Proszę, nie... mam już dosyć. Niech to wreszcie się skończy. Niech zamarznę tutaj w tym miejscu, albo niech ten wiatr już rozerwie mnie na kawałki, tak jak nadwyręża każdy centymetr mojego ciała, szarpiąc nim we wszystkich kierunkach. Wszystko mnie boli Nic nie widzę. Jedyne co wokół mnie wydaje się prawdzie, to malutka, niepozorna iskierka magii, jarząca się wewnątrz mnie jak jasny płomyczek nadziei, który podtrzymuje wokół mojego ciała niewidoczną tarczę zbawczego ciepła, odgradzającą mnie od ostrych uderzeń kawałków śniegu poderwanych z ziemi przez wicher, jak i przejmującego zimna, od którego moje łapy zanurzone całe w białym koszmarze, zdawały się wyć o zakończenie ich męczarni. Gdzieś tutaj widziałam grotę. Musi tu być. Zanim zaczął się ten koszmar, widziałam ją tutaj wyraźnie. Jeszcze kawałek i ją znajdę.
Wycie wiatru, krzyk prosto w moje poszarpane uszy. "Zginiesz tutaj, staniesz się jednym z nami. Zimna, jak otaczający Cię lód. Chodź do nassss..."
Nie, proszę, ja chcę żyć...
Od huku wichury pękała mi czaszka, od jej siły, pękały moje kości, a mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Białe piekło szalało wokół mnie, krzycząc o mojej bezradności prosto w mój pysk.
Aż nagle...
Cisza. Kompletna cisza. Powoli, uchyliłam jedno ślepie. Potem drugie. Tak jak i cisza, tak i ciemność. Znalazłam się w pustce. Czy ja... umarłam? Do moich obolałych uszu zaczęły dochodzić dźwięki szalejącego żywiołu, ale odległe i to za moimi plecami. Oczy zaś, przyzwyczaiły się do ciemności, na tyle aby określić fakturę pustki, w jakiej się znalazłam. Kamienna jaskinia. Miałam rację.
~ Przodkowie, rozświetlcie mroki na drodze mojego życia, jak i mrok otaczający mnie teraz, abym nigdy nie zgubiła się prowadzona przez wasze łapy ~ wymruczałam pod nosem, zbierając w sobie magiczną energię i kumulując ją w czarodziejskie światełko, tlące się niewyraźnie nad moją wyciągniętą łapą. Popchnęłam mój mały dar z zaświatów w górę, umieszczając go wygodnie nad swoim łbem. Teraz, nie czułam się samotna. Wiedziałam, że Ci którzy kiedyś umarli, są teraz ze mną, w tej jednej, drobniutkiej iskierce, migoczącej radośnie nad moją głową.
~ Dziękuję, że nie zawiedliście mnie i tym razem. Gdyby nie wasza osłona, najpewniej już teraz mogła bym zobaczyć się z wami tam, skąd nikt nie wraca.
Uśmiechnęłam się. Nigdy nie jestem samotna. Moi opiekunowie zawsze są ze mną. Tato... też tutaj jesteś?
 
 
Czarci Kolec 
Adept Ognia
Your personal bully



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 47
Płeć: Samiec
Opiekun: Popielaty Kolec, Przedwieczna Siła
Mistrz: Gorączka Ognia(?)
Partner: Wyrzuty sumienia.
Dołączył: 06 Lip 2014
Posty: 434
Wysłany: 2017-01-21, 20:40   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 2
   U: Kż,Skr: 1| A,O,M,B,L,Pł,S,Śl,MP: 2| W: 3
   Atuty: Szczęściarz, Oporny Magik


Delektował się ciszą pustki groty, niezmąconej niczym, nawet smukłym dotykiem tchnień ochłodzonego powietrza, strachliwie wychylających się z wąskiego tunelu. Niespotykane miejsce. Takie czyste, niezakłócone... Koiło rozgorączkowane zmysły, przyzwyczajone do zgiełku i codziennego harmidru. Odetchnął głęboko, zwinięty w pokaźny kłąb, wyobrażając sobie z za zamkniętych ślepi jak jego oddech wpada bez echa w bezdenną otchłań, osamotniony podróżnik niosący kwiecie życia pośród pól nicości. Rozluźnił mięśnie i z cichym chrobotem owinął się szczelniej długim ogonem, zakończonym kanciastym kostnym buzdyganem. Powinienem się zdrzemnąć, pomyślał, podsumowując wszystkie ogniska bólu rozsiane po ogromnym, mięsistym cielsku. Przecież zamieć jeszcze długo będzie się panoszyć, a nikt więcej nie powinien zakłócać jego spokoju...
Tup... Tup... Zgrzt...
Próbował sobie przypomnieć dlaczego w ogóle znalazł się na tym zapomnianym przez bogów białym pustkowiu i rzucił wyzwanie pogodzie, która je przyjęła z sadystycznym uśmiechem. Umykało mu to, znowu pamięć świeciła pustkami i wypełniała gardziel jałowością, suchotą zupełnie różną od uczucia pragnienia. Nienawidził tego momentu. Sięgnął więc do wcześniejszych wydarzeń, wizualizował sobie wszystkie obrazy, zapachy, dźwięki i odzewy ciała od samego początku dnia.
Skupił się, czekał aż przyjdzie sen, zajmując się powierzchowną retrospekcją...
Tup, tup... Zgrzt... Tup... Drap...
Przeszedł do planowania swoich akcji po ustaniu zamieci. Głowił się Jaka będzie wtedy pora dnia, czy wystarczy czasu, żeby zrobić jeszcze jeden trening albo wpaść do kogoś z niezapowiedzianą wizytą, odświeżając dość niesprzyjające mu, powierzchowne znajomości zawiązane podczas tej jednej ceremonii, dzięki której stał się niesławny w całym Ogniu.
Zgrzt, tup, tup tup. ~ Przodkowie, rozświetlcie mroki na drodze mojego życia...
Otworzył ślepia, zaskoczony. Olbrzymi łeb jak najciszej uniósł się z posadzki i rozejrzał po jaskini. Nic. Tak... Jakby nic. Gęsty mrok drgał tylko co jakiś czas, maskując niewyraźny głęboko w ciemnościach, niosący ze sobą emanującą słonecznymi łąkami i lasem woń Stada Ziemi oraz śpiewny głos młodej samicy. Zmrużył ślepia, żeby coś dostrzec... I cofnął gwałtownie łeb jak poparzony. Wąskie szpary ślepi przymknęły się jeszcze bardziej, zaatakowane rozbłyskiem białego światła, znikąd nagle jarzącego się na samym środku groty. Mlasnął z cicha niezadowolony, odwracając łeb i chroniąc oczy przed kującym blaskiem.
Intruz. Jak miło. Jak widać nie tylko on dostał po czterech literach od matki natury.
Pionowe źrenice ślepi szybko zwęziły się do postaci cienkich grotów włóczni, zerkając nieufnie ku plamie jasności, by w końcu dostrzec malutką postać w jej wnętrzu. Kąciki jego pyska samoistnie powędrowały do góry.
I najwyraźniej był jedynym, którego cztery litery dzisiaj skończą na tej nauczce.
Korzystając z głośnych i zapamiętanych modłów młódki wstał ostrożnie, nie spuszczając oczu z powabnej, acz jakkolwiek najwyraźniej bardzo młodej smoczycy, granatowej plamy pośród astralnej aureoli. Miał szczęście - na wylegiwanie się w słodkiej niepamięci wybrał kąt jaskini od razu na prawo od wejścia, pod ścianą przechodzącą w sam tunel, lecz w pewnej od ów przejścia jednak odległości. Niemal przylgnął do skały i podpełzł na ugiętych łapach w kierunku wylotu korytarza, gdzie stanął twardo na klepisku, odwrócił się przodem i wyprostował, rozpostartymi prężnie skrzydłami zasłaniając światło bijące z zewnątrz. Spojrzał na samicę z góry, przyglądając się jak dumna ze swojego dzieła i wdzięczna przodkom kończy się modlić. Wreszcie zważyła na otoczenie. Wykrzywiony w pełnym szyderczego okrucieństwa grymasie skonstatował w myśli różnicę jej wzrostu. Był od niej prawie trzykrotnie większy. I zagrodził sobą jedyną drogę wyjścia.
Skrypty skrypty, klisze, klisze.

- Wciąż możesz się z nimi tam zobaczyć... - niczym echo grzmotu zadudnił zza jej grzbietu niskim, wibrującym tembrem, prezentując garnitur ostrych kłów lśniących w świetle białej kulki - A ja, kochana, z radością Ci w tym pomogę.
_________________
"Na samym początku gdy nie było jeszcze niczego, ja już byłem." - podpisano Chaos.


> Szczęściarz [W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji lub raz na pojedynek]
> Oporny Magik [Kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST]
Ostatnio zmieniony przez Czarci Kolec 2017-01-22, 23:21, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Niewinna Łuska 
Adept Ziemi
Niewinny Dotyk



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 28
Płeć: Samica
Partner: Płacz Aniołów
Wiek: 20
Dołączył: 30 Gru 2014
Posty: 1245
Wysłany: 2017-01-27, 21:46   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 3| A: 1
   U: M,MA,MO: 1| B,A,O,Śl,Skr,W,MP: 2| L,Pł.S: 3
   Atuty: Szczęściarz, Kruszyna


W pierwszej chwili byłam pewna, że właśnie cała jaskinia zawala mi się na głowę. To było niewątpliwe, potężny grzmot przetoczył się po całej jaskini, niemal rozrywając moje rozpieszczone ciszą uszy. Jednak w mgnieniu oka dotarła do mnie prawda, która być może była jeszcze bardziej przerażająca niż pierwotnie myślałam. To nie był grzmot, to był głos! Głos tak potężny i złowieszczy, że mógł należeć tylko do jednej istoty. Demon!
- Ah! - zapiszczałam jak zaskoczona sarna, równocześnie odskakując w kierunku przeciwnym do źródła okropnego głosu. W trakcie lotu, udało mi się wykonać bardzo efektowny, acz jeszcze bardziej paniczny obrót, dzięki któremu stanęłam pyskiem w pysk z ogromną, czerwoną, przytłaczającą istota, niczym wyjętą prosto z piekielnej otchłani. Moje obawy się spełniły. Ta grota była niewątpliwie zamieszkana przez najprawdziwszego potwora! W świetle padającym od dołu, postać przypominała śmierć we własnej osobie, emanującą grozą, która niemal była namacalna w gęstniejącym powietrzu. Mogłeś z góry obserwować, jak moje ślepia rozszerzają się z niedowierzaniem, a światło emanujące znad mojej głowy, powoli przygasa, gdy koncentracja z mojego zaklęcia była wysysana w kierunku górującego nade mną kolosa. Prawdopodobnie, nawet moja szczęka lekko uchyliła się, wypuszczając na świat delikatne dźwięki niedowierzania. Stałam tak, jak zamieniona w kamienną rzeźbę, utożsamiającą przerażenie.
Gdy nagle, zamknęłam ślepia. W tym samym momencie, ledwo tlący się świetlik eksplodował potężnym, świetlnym rozbłyskiem wprost przed twoimi ślepiami. Mogłeś też usłyszeć trudno rozróżnialny od głosu kotołaka pisk:
- Oślep! - prawdopodobnie ostatnia rzecz, która towarzyszyła Ci w chwilach nienagannie działającego widzenia.
Potem, mogłeś już tylko słyszeć głośny tupot łap, odbijających się od twardego podłoża, kiedy oddalałam się w szaleńczym pędzie w dół korytarza. Zaraz potem, tupot został gwałtownie przerwany odgłosem uderzenia, dziwnym trafem zsynchronizowanym z bolesnym:
- Auuu...
A potem, nastała cisza. Mogłeś tylko czekać, aż wzrok twój wróci ze świata kolorowych iskier wirujących we wszechogarniającej ciemności. Powrócił on do świata równie ciemnego, co tamten poprzedni. Odzyskanie ślepi mogłeś ocenić jedynie po świetle wpadającym do jaskini zza twoich pleców. Tymczasem, wszystko dalej niż ogon przed tobą, skrywał absolutny mrok. Do czasu, gdy w głębi korytarza nieśmiało zaczęło jarzyć się delikatne światło. Malutki punkcik, który rozszerzał się i rozszerzał, rzucając ciepły, migocący blask na ściany korytarza. Punkcik przeistoczył się w płomyk, a płomyk w ogień. Gotowa kula ognia zawisła pośrodku nicości, rzucając nieco światła na kryjącą się za nią postać, zanim wystrzeliła prosto w twoim kierunku.

***

"Nie" - było to właściwie jedyne słowo, które przychodziło mi do łba, gdy leżałam na ziemi, czując okrutny ból w łapie. Nie mogłam biec, nie mogłam się czołgać. Nie mogłam stać. Podniosłam się z zimnej skały do pozycji siedzącej, drżąc tak bardzo, że ściany jaskini zdawały się drgać wraz ze mną. Obróciłam się powoli i nieporadnie w stronę zagrożenia. Nie mogłam pozostać plecami do potwora. W moich żyłach. zamiast krwi krążył strach. Byłam zimna jak trup, uświadamiając sobie że nie mam już dokąd uciekać. Miałam ochotę zwymiotować, równocześnie upadając nieprzytomna w treść swojego żołądka. Osunąć się w mrok i nie musieć mierzyć się z moją obecną sytuacją było tym, czego teraz chciałam najbardziej na świecie. Nie chciałam ginąć. Nie chciałam patrzyć na to wszystko. Nie chciałam tu być, tak bardzo jak nie chciałam być sobą. Ale omdlenie nie nadchodziło. Pozostał tylko mój spazmatyczny oddech, który pompował do mojego mózgu zbyt duże ilości tlenu. Jedna rzecz, jedna rzecz balansowała na skraju mojej świadomości, łącząc mnie cienką nicią ze światem poza światem. Światem, który teraz zdawał mi się bliższy niż zazwyczaj, bo przecież patrzyłam w oczy śmierci.
- Obroń mnie, proszę - wyszeptałam głosem tak drżącym i załamanym, że słowa były niemal nierozróżnialne nim jeszcze opuściły mój pysk.
Chciałam oddzielić się czymś od zagrożenia. Odsunąć je od siebie, spalić. Ogień. Pomyślałam o ogniu, płonącym przede mną jak magiczna tarcza przeciw całemu złu tego świata. Skupiłam resztki woli na obrazie, szukając w sobie odpowiedniej ilości mocy.
- Proszę, proszę, proszę... - powtarzałam panicznie, chwytając się magii spoczywającej w moim ciele. Wyciągnęłam wielką jej porcję, chcąc stworzyć ogień w formie pomarańczowo-czerwonej kuli, gorący i jasny jak złota twarz w samo południe. Okrągły twór powinien palić smocze ciało i niszczyć wszystko co stanie mu na drodze. Spaliłabym cały świat, aby tylko wyłgać się z niebezpieczeństwa. Przelałam moc w wyobrażenie i ukryłam się za nim, gdy materializowało się pośrodku korytarza. Łapiąc resztki tchu, zaczerpnęłam kolejna porcję energii z zaświatów, aby ze wszystkich sił popchnąć kulę w stronę wielkiego demona. Wlepiałam ślepia w dół korytarza, błagając tylko aby stojące w wejściu monstrum znikło, rozpłynęło się w nicość i nigdy już nie wróciło. Oh nie, jestem taka głupia! Przecież ogień nie podziała na demona. Musiałam szybko wymyślić coś innego. Błyskawicznie zaczerpnęłam więcej mocy i zaczęłam formułować kolejne wyobrażenie. Demon, ogień... no przecież, zimno!
Pomyślałam o lodowatym, łamiącym kości podmuchu wiatru, który szalał właśnie na zewnątrz. Śnieżyca wypełniająca korytarz, miotająca lodowatymi igłami wielkich płatków śniegu w potwora. Poruszałaby się wprost ode mnie, zalewając cały korytarz rozpędzonym powietrzem uzbrojonym w śnieżne drobiny, które mogą przecinać skórę jak malutkie sztylety. Przelałam w twór mnóstwo magicznej siły. Za dużo, oczywiste było że przesadziłam. Ale moje pragnienie aby oddalić od siebie demona było tak potężne, że nie myślałam nawet o tym, że mogę zrobić sobie krzywdę. Czułam się zmęczona, wyprana z energii. Prawie martwa. Jeśli nie zginę z łap potwora, to sama się zabiję.
Ostatnio zmieniony przez Niewinna Łuska 2017-01-27, 22:24, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Czarci Kolec 
Adept Ognia
Your personal bully



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 47
Płeć: Samiec
Opiekun: Popielaty Kolec, Przedwieczna Siła
Mistrz: Gorączka Ognia(?)
Partner: Wyrzuty sumienia.
Dołączył: 06 Lip 2014
Posty: 434
Wysłany: 2017-01-30, 17:23   
   A: S: 2| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 1| A: 2
   U: Kż,Skr: 1| A,O,M,B,L,Pł,S,Śl,MP: 2| W: 3
   Atuty: Szczęściarz, Oporny Magik


Ogień. Ogień pali, ale i oczyszcza, chroni, ale i zabija. Każdy musi przejść przez chrzest ognia, by oddzieliły się plewy od ziarna, ziarna, które nie wykiełkuje, ale wybuchnie płomieniem!
~Autor anonim. Przy wódce.

Miło było wreszcie być świadkiem porządnej, zdrowiej paniki. Rzadko kiedy wyczulone nozdrza samca miały okazję napawać się ostrą wonią bezgranicznego strachu, uszy drżeniem łap o kamienną posadzkę i spazmatycznym oddechem, a oczy widokiem niemalże robiącej pod siebie istoty - wszystko w odpowiedzi na niego. Kontentowało go to. Paskudny uśmiech kolosa poszerzył się, błyszcząc w ciemności garniturem śnieżnobiałych kłów znad ziejących wirów otchłani tam, gdzie powinny być jego ślepia. Postąpił krok do przodu, zerkając na przygasające światełko. Zaraz zgaśnie, zniknie... A wtedy mrożący krew w żyłach wrzask agonii wypełni komnatę jaskini, której ściany spłyną rozbryzgiwaną w ciemnościach krwią...
Nie wierzył, że tak się stanie. A tego co naprawdę się stało... Nie spodziewał się już wcale.

- Osz ty, mała... - warknął wściekle przez zaciśnięte zęby, motając dziko łbem. Prawie potknął się o wystający kamień, gdy cofnął się o krok na przemian zaciskając i otwierając ślepia, wirujące girlandami purpurowych i złotych iskier. Gdzieś skrajem zajętej bólem świadomości usłyszał szaleńczy tupot drobnych łapek. - Umiesz kąsać, żmijko... - wycharczał, dławiąc się wzbierającą w krtani płynną nienawiścią - Niech no ja tylko Cię złapię...
Nabrał w płuca haust powietrza i zaryczał w głąb tunelu całą mocą potwornej gardzieli. Grzmot, echo, kataklizm, od którego zadrżały kamienne ściany, zlęknione legendarnej potęgi ziejącego ogniem jaszczura. Sam ogłuchł na moment, odkrył zaskoczony, gdy nie usłyszał świstu następnego branego wdechu. Usłyszał natomiast jej ból. Upadek, łoskot, jęk skręconej łapy - eteryczny dźwięki, które wydawały się rezonować strunami rozkoszy na samym dnie jego duszy.
Uśmiechnął się paskudnie.
Bez wahania wkroczył do wąskiego tunelu, zniżając łeb chroboczący po sklepieniu ostrzami rogów. Wykorzystał to. Przygiął łapy, opuszczając się do spiętej, wojowniczej pozy, powoli stawiającej sprężyste, drapieżne kroki. Niczym łowca, który zwietrzył woń krwi i nieubłaganie, cierpliwie zbliżał się do okaleczonej, kwilącej ze strachu ofiary. Czarne igły jego źrenic rozszerzyły się przeszyte na wskroś szalonym dreszczem przyjemności. Szukał jej. Szukał w mroku, wyciągał niewyraźne zarysy ruchów, zagubionej granatowofutrej owieczki ze zwichniętą łapką, beczącej płaczliwie za mamą. Mamą, która pozostawiła ją samą, paniczną ucieczką ratując włąsne życie przed wielkim, złym wilkiem.
Przymrużył ślepia, na widok drobinki światła, gotów natychmiast je zamknąć gdyby ponownie chciała ratować się tą samą sztuczką. Ogień? Prychnął z rozbawieniem, odrzucając zbitkę płomyczków machnięciem łapy niczym natrętną muchę. Tylko mu pomogła. Teraz wyraźnie ją widział oczami wyobraźni - malutką, skurczoną w drgawkach samiczkę tuż na końcu tunelu o wielkich, błyszczących od łez oczach.
Wtedy zamarł nagle, czując gęstniejącą w powietrzu falę rozrywającej, dziurawiącej na wskroś krosna rzeczywistości maddary. Symfonię anielskiego chóru, w której odziani w nieskazitelną biel śpiewacy padali po kolei, brocząc i krztusząc się krwią, edeński śpiew zamieniając w pełne udręczenia jęki prosto z czeluści piekieł. Ona... Nie, przestań! To Cię zabije!... Ognisty przeraził się nie na żarty, czując jak wzbierający ocean magii nie przestaje rosnąć.

- Przestań! Zabijesz się, nie... Nie rób tego... - wyrwało się ze stłamszonej strachem gardzieli. Za cicho.
I za późno.
Pierwsze ostrza zamieci już zdążyły rozciąć łuski na jego pysku. Zacisnął zęby. Przełknął dławiącą gulę w gardle.
I wystrzelił prosto w jej kierunku, prosto w serce śmiercionośnej zamieci. Musiał zdążyć... Zanim magia przodków ją uśmierci.
Dopaść i ogłuszyć... Uratować.
_________________
"Na samym początku gdy nie było jeszcze niczego, ja już byłem." - podpisano Chaos.


> Szczęściarz [W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji lub raz na pojedynek]
> Oporny Magik [Kiedy smok jest atakowany magią, atakujący ma dodatkowe +1 do ST]
 
 
Niewinna Łuska 
Adept Ziemi
Niewinny Dotyk



Stado: Ziemi
Rasa: Skrajny
Księżyce: 28
Płeć: Samica
Partner: Płacz Aniołów
Wiek: 20
Dołączył: 30 Gru 2014
Posty: 1245
Wysłany: 2017-02-06, 10:15   
   A: S: 1| W: 2| Z: 1| I: 1| P: 3| A: 1
   U: M,MA,MO: 1| B,A,O,Śl,Skr,W,MP: 2| L,Pł.S: 3
   Atuty: Szczęściarz, Kruszyna


Lodowe piekło, które udało mi się stworzyć przy moich bardzo ograniczonych zasobach mocy, było z pewnością darem prosto od moich opiekunów. Ja, słaba i niewyszkolona smoczyca, nigdy nie byłabym w stanie stworzyć tworu tak potężnego, żeby chociaż na chwilę opóźnić demona. Wiedziałam, że nie jestem sama. Wiedziałam, że w tym zaklęciu działa umysł tak samo mój, jak i wielu innych, których krew płynęła teraz w moich żyłach. Nie wiedziałam natomiast, że słabnę z każdą sekundą, gdy całe moje ciało przestaje prawidłowo funkcjonować. Morze adrenaliny zagłuszało jakikolwiek ból, ślepia przysłonięte były paniką, serce, którego rytm przestawał być naturalny, a stawał się mozolny i zduszony, pochłonięte było tylko jednym pragnieniem. Ucieczki, która nieświadomie stała się jeszcze szybszą drogą ku samozagładzie. Ale czy byłam tego świadoma? Schowałam się za swoją tarczą nie z tego świata, choć nie idealną, to działającą w tej sekundzie, w tym jednym momencie który dla mnie się liczył i słuchałam huku stworzonej przeze mnie wichury, tak bliźniaczo podobnej do tamtej szalejącej na zewnątrz mojego skalnego więzienia. Zaczęłam widzieć. Jak dalej przedzieram się przez śnieg, brnę w zamieci osłaniana słabiutką tarczą magii, podążając gdzieś w stronę obozu, zapewniając siebie, że wiem w którym to kierunku, a tak na prawdę nie mając pojęcia nawet gdzie jest północ, a gdzie południe. Igiełki lodowatych ostrzy tną moją skórę, zostawiając bolesne zadrapania, a całe ciało powoli zamarza, kostnieje, aż w końcu nie pozostaje nic, poza palącym uczuciem ani, gorąca, ani chłodu, konsumującym mnie od środka i zapewniającym, że wszystko będzie dobrze. To już koniec zimna. Nie musiałam już podnosić tarczy. Nie musiałam nigdzie iść. No bo po co? Wystarczy położyć się tu, na śniegu, i rozkoszować ciepłem... Wszystko było idealne, nieskazitelne, słoneczne, rozpływające się na skrajach mojej świadomości w jednorodną przestrzeń, pochłaniającą kawałek po kawałku kolejne fragmenty świata, prowadząc do świata idealnego.
Gdyby, nie małe zakłócenie, wewnątrz tego wszystkiego. Czyjś głos, smoczy. Pewnie ktoś bliski. Wołają mnie. Głos dochodzący jak zza ściany, albo spod ziemi. Cud, że w ogóle byłam w stanie go usłyszeć. Jednak zmysły wyregulowane w nienaturalny sposób, pozwoliły mi wyłapać sens, który powoli przesiąknął do mojej świadomości. Zabije się. Ja, się zabiję? Nonsens, przecież właśnie leżę na rozgrzanej skale, podziwiając las ciągnący się aż po horyzont, wciągając w nozdrza zapach rozgrzanej letnim słońcem ziemi, sięgając ślepiami aż do wioski ludzi, zastanawiając się co teraz przygotowują wewnątrz tych swoich śmiesznych, delikatnych jaskinek z drewna. Zapewne zaraz przyjdą do mnie bracia, zapytają czy nie chcę polecieć z nimi aż do źródła długiej rzeki. Oh, już są. Czekałam na was. Ah, nie zmieniliście się wcale, odkąd ostatni raz was widziałam. Dalej leżycie bez ruchu, powoli zaczynając się rozkładać. Dalej macie ten zapach, który jeszcze daje nadzieję, jeszcze przywodzi na myśl dawne życie, iskrzy wspomnieniami dawnych czasów, a jednocześnie zionie bezkompromisowym kresem i wszechogarniającą entropią. Tak jak was zapamiętałam. A ja, leżę razem z wami...

Tytaniczny wysiłek uchylenia ślepi, dostrojenia słuchu do otoczenia. Nie wiedziałam co się dzieje. Całe otoczenie wibrowało jakimiś niezrozumiałymi falami, uderzającymi w różne części mojej czaszki i zamiast zrozumienia, niosące ból i dezorientację. Wiedziałam tylko, że umrę. Dlatego nie musiałam już podtrzymywać żadnego zaklęcia. Przecież nikt kto jest martwy, nie podtrzymuje zaklęć. Trzeba żyć zgodnie z prawami natury. Trzeba żyć. Niemal w tym samym momencie, jakieś uderzenie cisnęło mną o ziemię, sprawiając że pojechałam bokiem po skalnym podłożu, zatrzymując się dopiero na ścianie, bezwładna jak martwy królik, którego znalazłam na polowaniu. Oh, imponujące. Podziwiałam siłę uderzenia, lekkość z jaką rzucił tym ciałem, dziwnym trafem przyczepionym do mojej osoby. Ah, to musiało boleć. Ale nic nie poczułam. Czy ja byłam tym ciałem, czy może ono było tylko marionetką, której wydawałam polecenia, ciągnąc nieświadomie za odpowiednie sznurki i poruszając zdrewniałymi kończynami ku swojej własnej uciesze, robiąc sobie własne, prywatne przedstawienie? Poczułam, że nie wypada tak przerywać przedstawienia. Nie wypada zostawiać lalki rzuconej w kąt, gdy tyle czasu mi służyła. Znowu ujęłam sznurki, postanawiając żyć.


Głęboki, spazmatyczny oddech szarpnął całym moim ciałem, wstrząsając mną od pyska aż po koniec ogona. Skuliłam się i rozprostowałam cała, jakby cała moja smocza osoba stała się jednym z przeponą, panicznie próbującą przypomnieć sobie, jak poprawnie kurczyć się i rozkurczać, w celu podtrzymania egzystencji. Duszący ból zajmował całą moją klatkę piersiową, promieniując na resztę ciała. Serce, nie byłam pewna czy działa. Wszystkie moje organy stały się tylko moim wyłącznym, osobistym narządem cierpienia. Raz po raz nabierałam powietrza haustami topielca, ale wciąż mi go brakowało. Dusiłam się. I dopiero teraz poczułam, że umieram. Leżałam, drgałam, kontemplowałam walkę mojego ciała z materią, nie będąc w stanie myśleć o niczym innym, niż wszystkich, drobniuteńkich ruchomych częściach w środku mojego korpusu, z których każda musiała przywrócić swoje domyślne działanie i zagrać wspólną melodię, która jak na razie brzmiała niczym najgorsza kakofonia. Lecz dźwięki powoli zaczynały zgrywać się w całość. A ja, uspokajać. Czułam się już bardziej żywa niż martwa, wlepiając ślepia w przeciwległą ścianę. Była to lita skała, pogrążona w ciemności, ale tylko częściowo, gdyż oświetlenie z zewnątrz jeszcze sięgało tutaj co nieco. Uwypuklając skalną fakturę, wyciągając na wierzch niedoskonałości, wyżłobienia, kanaliki którymi woda ściekała przez wieki, tworząc tą jedyną i niepowtarzalną scenę, gdzie mogłam grać. Ten kawałek jaskini był tak prawdziwy, jak dawno nic nie było. Nie miałam potrzeby się ruszać. Przecież tyle rzeczy już ruszało się pod moją skórą. Wystarczy, że będę tutaj. Nic więcej nie musiałam robić.
_________________
~ ~ ~
Z przyjemnością nauczę Cię wszystkiego co wiem.
~ ~ ~


Atuty:

~Szczęściarz
Skoro mnie spotkałeś, rzeczywiście musisz mieć dużo szczęścia.
W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces.
~Kruszyna
Nie, na prawdę, tyle mi wystarczy. Weź resztę...
Smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4.

Tutaj są wszyscy których uczę...

A tutaj KP


Kompan: Żywiołak ziemi Neder
Słodki, mały niedźwiadek

http://dorlana.webd.pl/sw...p=193772#193772

Avek i pixelek by Brutal
 
 
Śnieżny Blask 
Uzdrowiciel Wody



Stado: Wody
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 24
Płeć: Samiec
Opiekun: Wzburzone Wody
Mistrz: Sam się z tym oblatał.
Wiek: 21
Dołączył: 14 Mar 2016
Posty: 325
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-03-16, 21:26   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 3| P: 2| A: 1
   U: MA,MO,Pł,O: 1| M,A,B,S,Skr,Śl: 2| Lecz,MP: 3| W:4
   Atuty: Zwinny, Kruszyna


Śnieg zwiedzając tereny zwane "Miejscem Pokoju" natknął się na coś dziwnego. Cichą opuszczoną jaskinię, w której unosił się zapach wielu smoków, ale nikogo tutaj nie było. Stojąc przed nią nie było można zobaczyć za wiele. Jednak po wejściu wszystko było widoczne wręcz w idealny sposób. Nie mógł pojąć jak się to dzieje, jednak działo się!
Kleryk miał tutaj odebrać swoje pierwsze nauki dotyczące leczenia. Miał udzielić ich ktoś ze stada ognia. Jednak sam nie wiedział kto to jest. Nie widział nigdy tego smoka na oczy. Po prostu miał tutaj przybyć. Co też uczynił. Usiadł wygodnie, oczekując na smoka z większym doświadczeniem od niego.
_________________


Nic tak mnie nie motywuje do działania jak ludzie, którzy we mnie nie wierzą

POSIADANE:
Pożywienie -
Kamienie -


ATUTY:
- Zręczny
Jednorazowo +1 do Zręczności
- Kruszyna
Smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4. Polowanie jednak trwa normalnie, do zdobycia 4 jednostek mięsa.



 
 
 
Morowa Zaraza 
Uzdrowiciel Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 43
Płeć: Samica
Partner: Słoneczny Kolec
Dołączyła: 19 Sty 2017
Posty: 763
Wysłany: 2017-03-16, 21:37   
   A: S: 2| W: 1| Z: 4| I: 3| P: 2| A: 1
   U: Kż,Śl,B,S,Pł,A,O,MA,MO,Skr:1| W,Lecz:2| MP:3
   Atuty: Szczęściarz; Kruszyna; Konsyliarz; Wybraniec Bogów


Z większym doświadczeniem? Ha, bardzo zabawne. Peste sama była jeszcze całkiem zielona w sztuce leczenia, ledwie co poznała podstawy. No, może trochę więcej niż podstawy, ale jej jedyna próba wyleczenia smoka skończyła się kompletnym niepowodzeniem. Nie zamierzała jednak o tym wspominać.
Przybyła do jaskini niedługo po kleryku Wody. Weszła ostrożnie, uważnie lustrując wzrokiem wnętrze. Zatrzymała spojrzenie na czekającym wewnątrz smoku, wciągając nozdrzami powietrze i poznając zapach Wody. Pierwszy smok pachnący Woda, jakiego poznała... W jej wyglądzie w oczy od razu mógł się rzucić brak skrzydeł. Smoczyca zatrzymała się przed wodnym i uważnie mu się przyjrzała. W jej spojrzeniu był pewien dystans, ale nie niechęć. Po prostu nie należała do tych smoków, które ufają bezgranicznie pierwszemu lepszemu napotkanemu gadowi.
- Witaj. Jestem Dżuma, Kleryczka Ognia - powiedziała do wodnego, lekko skinąwszy mu głową. Przydałoby się poznać chociaż jego imię.
- To ty chciałeś nauczyć się leczenia, prawda? Jeśli tak to najpierw muszę wiedzieć, co już wiesz o leczeniu. Znasz zioła, wiesz jak ich używać? - Zapytała. Cóż, nie należała do tych, którzy marnują czas na rozmowy. Może wydawała się przez to czasem szorstka, ale tak ja wychowano - co prawda starała się niektóre rzeczy zmienić, ale czym skorupka za młodu nasiąknie...
_________________
Obojętność jest największą ZARAZĄ naszych czasów.

POSIADANE:
* Pożywienie - 17/4 mięsa, 1/4 owoców
* Kamienie - 2x opal, rubin, topaz, szmaragd
* Inne -


ATUTY:
* Szczęściarz *
- W przypadku akcji rozsądzonej niepowodzeniem (lub akcji utrudnionej) Atut daje automatyczny 1 sukces. Do użycia w pojedynczej akcji raz na dwa tygodnie w polowaniu/misji/jednym z etapów leczenia lub raz na pojedynek.
* Kruszyna *
- Smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4. Polowanie jednak trwa normalnie, do zdobycia 4 jednostek mięsa.
* Konsyliarz *
- Smok lecząc z pomocą co najmniej minimalnej ilości ziół ma -1 ST przy etapie magicznym leczenia ran.
* Wybraniec bogów *
- Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia.

Silje
S: 1| W: 1| Z: 2| I: 0| P: 1| A: 1
A,O: 1
 
 
Śnieżny Blask 
Uzdrowiciel Wody



Stado: Wody
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 24
Płeć: Samiec
Opiekun: Wzburzone Wody
Mistrz: Sam się z tym oblatał.
Wiek: 21
Dołączył: 14 Mar 2016
Posty: 325
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2017-03-16, 22:55   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 3| P: 2| A: 1
   U: MA,MO,Pł,O: 1| M,A,B,S,Skr,Śl: 2| Lecz,MP: 3| W:4
   Atuty: Zwinny, Kruszyna


- Zwą mnie Śnieżnym Kolcem. I również jestem klerykiem, co pewnie już wiesz. - Odpowiedział jej spokojnym tonem głosu, również kiwając do niej głową. Nie znali się, to fakt. Musiał więc zachowywać te wszystkie podstawy dobrego wychowania. A dodatkowo wszystkie smoki, które poznał dotychczas były ze Stada Wody. Nie wiedział więc też do końca jakie nastawienia mają inne smoki.
Faktycznie, pierwszą rzeczą, którą zauważył był brak skrzydeł. Chociaż on ze swoich też nie korzystał zbyt często. Częściej je przyciskał do boków niźli używał ich do latania. Ba, on nawet latać nie potrafił.
- Tak, chciałem nauczyć się leczenia. Znam zioła i wiem również jak ich używać. - Oznajmił kleryczce. Dla niego to był atut, że przeszli akurat od razu do konkretów. Wiedział, że spotkali się w jednym celu, nie na luźne pogaduszki o życiu.
_________________


Nic tak mnie nie motywuje do działania jak ludzie, którzy we mnie nie wierzą

POSIADANE:
Pożywienie -
Kamienie -


ATUTY:
- Zręczny
Jednorazowo +1 do Zręczności
- Kruszyna
Smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4. Polowanie jednak trwa normalnie, do zdobycia 4 jednostek mięsa.



 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2016).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!


Wymiana bannerami: KLIK!


KrĂłl Lew
SnM
Strona wygenerowana w 0,18 sekundy. Zapytań do SQL: 13