FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Cicha Jaskinia
Autor Wiadomość
Płomień Świtu 
Przywódca Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 59
Płeć: Samiec
Opiekun: Kruczopióry[*]
Mistrz: Krew Mandragory[*]
Partner: Mistycznooka[*]
Dołączył: 07 Lis 2016
Posty: 1960
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2017-06-27, 17:07   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 4| P: 3| A: 1
   U: S,A,O,Kż,M,MA,MO,B,L,Pł,W,Skr,Śl:1| MP:2| Lecz:3
   Atuty: Inteligentny; Kruszyna; Niesprawiedliwy; Wybraniec Bogów


Ach, tak wiele rzeczy chciałby jej teraz powiedzieć! O tym jak wychowuje syna, o tym jak Ogień jest zdrowy, a zapasy pełne dzięki jego staraniom. I pomniejszym staraniom Mącicielki, która nie przynosiła aż tak wiele ziół. Jednak... ta, którą uważał za swoją matkę postanowiła od razu przejść do rzeczy. Nie umknęło jego uwadze iż wyglądała lepiej niż ostatnim razem, choć brzemię które dźwigała nadal wyraźnie odciskało się na niej. Słyszał o podwójnej tragedii która wydarzyła się niedawno w Cieniu od Mistycznookiej.
- Witaj mentorko - skłonił łeb z szacunkiem należnym Wielkiej Uzdrowicielce Wolnych Stad, gotów do wykonywania poleceń. Przyjrzał się krytycznie dwóm niby-pisklętom które wpadły do groty. Zwrócił się w stronę samczyka i przybrał przyjacielski wyraz pyska.

- Wiem, że was boli, ale najpierw muszę przygotować trochę ziół, dobrze? - spytał iluzję samczyka i samiczki, zaś swoją uwagę przeniósł na leżące stosy ziół, z których wybrał po gałązce lawendy, które podał obu maluchom do żucia. Niech się trochę uspokoją, takie rany wytrącały z równowagi psychicznej i mogły utrudnić proces leczenia.
- Przygryzajcie powoli te liściaste gałązki, sprawią że się odrobinkę uspokoicie - polecił, spoglądając na samczyka. Jego rany były rozleglejsze i wymagał pilniejszej pomocy. Czyżby przypadek? Jego pierwsze prawdziwe leczenie też było związane ze skrzydłem. Sięgnął po kwiat dziurawca i miseczkę z wodą, którą doprowadził do wrzenia okruchem maddary, zaś gdy napar osiągnął odpowiednią temperaturę i aromat wyrzucił z niego sparzony kwiatek i podał maleństwu do wypicia.
- Wypij proszę ten napój, sprawi że skrzydło będzie mniej boleć - powoli, małymi łykami, bo przedawkowanie groziło odpadnięciem łusek tudzież futra. Następnie sięgnął po korzonki tasznika, które rozciął na pół zręcznym szponem i ugniótł by puściły soki, po czym wrzucił do drugiej miski z wrzątkiem i zostawił na boku by miały czas się sparzyć i nabrać mocy. Potem położył przed sobą płaski kamień i przyszykował garście liści babki i nawłoci, aby były gotowe do ugniecenia. Potem ułożył obok siebie kilka kolejnych płaskich kamieni na których miał w planach naprawiać kończynę lotną. W międzyczasie korzonki tasznika były gotowe.
- Połóż się proszę na brzuchu i nie ruszaj- polecił samczykowi. Wywar z dziurawca zaczynał działać, jednak jak najdelikatniej potrafił, rozprostował kończynę, by móc ułożyć poszarpaną błonę na płaskich kamieniach. Gdy mu się to udało, położył korzonki tasznika na zwichniętym stawie aby soki wsiąknęły w ciało i przyniosły ulgę. Nie tylko tam, przyłożył też korzonek na ślady po ugryzieniach. Wziął głębszy oddech, po czym skupił się na dokładnym układaniu postrzępionych kawałków błony, pod które wkładał liście babki, aby niby-krew nie ciekła po kamieniu, a gdy dopasował kawałek, przykrywał go z wierzchu listkami nawłoci. Gdy skończył ze skrzydłem, położył więcej babki na ranach kąsanych aby oczyścić je z ewentualnego zakażenia.

Wziął głęboki wdech, pierś uniosła się i opadła. Maddara wypłynęła ze źródła i skierowała do wyciągniętych łap niczym spokojny potok, tam przez przytknięte do kości skrzydeł dłonie wniknęła w niby-samczyka kierując się do rozerwanych delikatnych błon. Tam, niczym nić w rękach elfickiego krawca chwytała przeciwległy kawałek błony i powoli ściągała zmniejszając dystans między tkankami, zaś gdy przytknęła je do siebie, niewidzialne nicie wniknęły głeboko w ranę, aż do komórek nerwowych, gdzie pobudzała je do regeneracji i wiązania się z całymi komórkami, następnie odsyłała nitkę z powrotem do źródła Onyksa aby upewnić go o przywróceniu czucia. Komórka po komórce, połączenia nerwowe odnawiały się, zaś nicie energii popłynęły wyżej rany by opleść naczynka krwionośne, które zmusiły do zlepiania się i odnowy ścian komórkowych aby były elastyczne, wytrzymałe i z przepustowością zdrowych tkanek. Maddara wydostała się prawie na powierzchnię z grubsza zasklepionych ranek, gdzie ukoronowała leczenie złączaniem komórek błon aby były mocne i wytrzymałe, zdolne do uniesienia wywerna w powietrze. Tam, gdzie naprawa była niemożliwa, pobudzał tkanki do wykwitu i całkowitej, przyspieszonej regeneracji aby pozbyć się ubytku przy kciuku. Oj, zejdzie na to sporo energii. Robił tak z każdym rozdarciem, aż nieco znużony przekierował maddarę w stronę łokcia, gdzie nicie wniknęły w umęczoną torebkę stawową i mięśnie, tam łuska po łusce zmniejszała obrzęk przez odprowadzenie zbędnych płynów i delikatne rozmasowywanie kolistymi ruchami mięśni. Gdy upewnił się że zwichnięcie zostało ułagodzone, wniknął w kości pod raną kąsaną by pobudzić okostną do regeneracji, tam gdzie naprawa była niemożliwa, a osobną nicią prostował wgięcia po zębach by kość była na powrót twarda i wytrzymała. Reszta została formalnością. Nerwy, naczynka krwionośne i skóra naprawione zostały wedle przećwiczonego schematu który zastosował na błonach, a całość ukoronował pobudzeniem gruczołów skórnych by odnowiły utracone łuski, tak aby były kształtu, wielkości i twardości jak sąsiadujące z nimi, niech po ranie nie zostanie najmniejszy ślad.

- Wybacz, że musiałaś tyle czekać - przeniósł uwagę na samiczkę, która wciąż dzielnie przeżuwała gałązkę lawendy. Sięgnął po miseczkę z wodą, którą od razu zagotował i do wrzucił ususzone liście jemioły, które zamieszał i zostawił na boku by się porządnie sparzyły. Będzie je mieszał od czasu do czasu, zawczasu odliczając w głowie ćwierć porcji, którą rozprowadzi po ranie. Sięgnął po cztery szyszkojagody jałowca, które uniósł do pyszczka samiczki.
- Zjedz je proszę, pomogą na uszkodzoną kość - polecił, biorąc w łapy liście babki, które porządnie ugniótł aby wypuściły soki i przyłożył je do obficie krwawiącej rany, a także obłożył listkami dziurę po palcu. Rany groziły zakażeniem, a mięsiste liście idealnie nadawały się do odkażenia. W międzyczasie zaczął przygotowywać następny wywar. Wybór padł na nasiona lulka, które roztarł kamieniem i wymieszał w miseczce z wodą, po czym podał do picia. Kto wie ile jeszcze leczeń go czekało, nie mógł polegać tylko na jednym rodzaju ziół przeciwbólowych, bo skończą się zapasy w najczarniejszej godzinie. Zamieszał raz jeszcze napój z jemioły, po czym uniósł miskę do pyszczka niby-samiczki.
- Napij się małymi łykami tego napoju z jemioły. Pomoże na krwawienie - polecił, odmierzając trzy ćwierci, którymi napoił iluzję, zaś ostatnią ćwierć rozprowadził po najgorszej ranie. Jako ostatni ujął w łapę pojedynczy kwiat dziurawca, który wrzucił do wrzątku i gotował aż wywar osiągnął odpowiednią konsystencję. Potem wyrzucił niepotrzebne już zioło i tak przygotowany napój dawkował samiczce małymi łykami, aż zniknął w całości w jej gardle.

Raz jeszcze skupił się i zaczerpnął maddary ze swojego źródła, którą pokierował do miejsca po palcu. Tam nicie ściągnęły ku sobie skórę i zlepiły ze sobą naczynka krwionośne by zachowały parametry niezbędne do transportu krwi, a skóra została złączona z zachowaniem jej wytrzymałości aby rana się nie otworzyła. Nie odtworzy palca, to było poza możliwościami smoczej magii. Przekierował energię wyżej do barku, gdzie wniknął w popękaną kość i przymusił tkankę kostną do odnowy, by uzupełniła ubytki i wzmocniła strukturę kostną, w efekcie odnawiając kość tak, że nie złamie się od uderzenia jak przy wcześniejszym osłabieniu. Kolejne strużki energii omiatały kończynę wyszukując ognisk zakażenia, a gdy na takowe trafiły, to niczym powódź wypłukiwały zarazki z rany, wyrzucając je na zewnątrz, gdzie ulatywały w kąt groty na niewidzialnym wietrze. To nie koniec. Skupił uwagę na mięśniu, który był mocno uszkodzony. Tam wzbudził komórki mięśniowe do wykwitu i odnowienia na całej długości, a gdy połączyły się z przeciwległymi pasmami wzmocnił całość by była wytrzymała i rozciągliwa jak zdrowy mięsień. Odetchnął. Teraz pora na komórki nerwowe. Z mozołem odtwarzał je sztuka po sztuce, łącząc ze sobą w sieć, impulsy wysyłane na bieżąco informowały go o powrocie czucia. Kolejne były naczynka krwionośne których ścianki zlepiał ze sobą z zachowaniem elastyczności, wytrzymałości i przepustowości, potem przyszła pora na skórę i naskórek który ściągał nićmi maddary ku sobie i połączył pilnując by był mocny i rozciągliwy jak zdrowy. Zaś na sam koniec pobudził cebulki do pracy by futro odrosło identycznej długości i koloru jak sąsiednie odpowiedniki.

Odetchnął z ulgą. Spojrzał pytająco na mentorkę, oczekując pochwały lub zbesztania. Raczej tego drugiego, jej oko wychwyci każde potknięcie.
_________________
Atuty:
I: Inteligentny - jednorazowo +1 do Inteligencji
II: Kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4
III. Niesprawiedliwy - jeśli Uzdrowiciel ma kontakt fizyczny z ofiarą w momencie wykorzystywania atutu, rozprasza go na jedną turę i raz na walkę może go zaatakować bazując na Magii Precyzyjnej i Inteligencji. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
IV. Wybraniec Bogów - smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Posiadane przedmioty:
Kamienie: onyks, cytryn
Pożywienie: 28/4 mięsa
Inne: eliksir wytrzymałości, ognisty kamyk (jednorazowo rana średnia)
Żetony: 1x złoty(15.10), 2x srebrny(21.09, 21.11), 1x brązowy (14.12)


 
 
Bursztynowe Zwierciadło 
Uzdrowiciel Cienia
Amarilla Nieskalana



Stado: Cienia
Rasa: Jaskiniowy
Księżyce: 34
Płeć: Samica
Mistrz: Krew Mandragory
Wiek: 24
Dołączyła: 21 Maj 2015
Posty: 5585
Wysłany: 2017-07-16, 20:17   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,S,A,O,M,MA,MO,Kż,Śl,Skr,W: 1| MP,Lecz: 2
   Atuty: Ostry Węch; Chytry Przeciwnik; Skupiony;


Lazurowe ślepia smoczycy obserwowały samca, a przez krótką chwilę mógł nawet dostrzec w nich coś na kształt jakiejś czułości.
Emocja jednak szybko zniknęła, kiedy pojawiły się młode, a samiec skupić się na nich. Uważnie słuchała tego, co mówi, zadowolona, że nie zapominał o konwersacji z rannymi. Patrzyła, jakie zioła dobiera. Nie miała tutaj zastrzeżeń.
Potem nazdorowała magiczną część leczenia.
Była ciekawa, jak zareaguje przy brakującym palcu. Obawiała się, że zechce go odtworzyć, i tak się zdarzało, ale Uzdrowiciel wykazał się rozsądkiem i po prostu zaleczył miejsce wokół kikuta.
Uśmiechnęła się pod nosem zadowolona.
~ Dobrze sobie radzisz, Onyksie. Mogę być dumna z tego, że byłam twoją Mentorką - przemówiła.
Iluzje zniknęły.
Większość ziół również. Nie było babki lancetowatej, ani jemioły, jałowca było tylko kilka kulek, dokładnie to trzy. Brakowało lubczyku oraz żywokostu, a także melisy i lawendy.
~Czy w swej karierze spotkałeś się z przypadkami, które sprawiają ci typowe problemy? Może coś cię interesuje? - zapytała, patrząc w jego oczy.
Wtedy pojawił się stary smok o leniejącym czarnym futrze. Żółte oczy spojrzały na samca, musiał mieć nieco ponad sto księżyców, sędziwy to wiek, a i ciało nie te. Stawy były nieco napuchnięte, ale było to typowe zwyrodnienie. Najwazniejsze było to, że miejscami na skórze pojawiły się grzybicze wykwity, bliskie owrzodzeń. Oczy samca były zamglone, opuchnięte i łzawiły, były zaczerwienione i zaropiałe.
- Och, na moje księżyce. Wiek już nie ten i schorzenia się mnie trzymają. Nie dowidzę już, a i skóra mnie swędzi. W młodości, gdy bawiłem się na bagnach, przypałętało się podobne paskudztwo. Piękna Perłowa Aura smarowała wtedy mnie pachnidłami, które swędzenie odganiało. Jednak bardziej martwi mnie to, że dziąsła mnie bolą, zęby się chwieją, wiele już wypadło, nie mogę jeść, czy dasz radę coś z tym zrobić, mały Konsyliarzu? - mówił drżącym głosem, siadając siężko na ziemi, wzdychając przy tym cierpiętniczo.
Za samcem zaś pojawiła się młodsza smoczyca, może trzydziesto księżycowa, wnuczka staruszka. Usmiechnęła się ciepło, nieco przepraszająco, siadając nieco za dziadkiem po jego prawicy.
Nieśmiało położyła po sobie długie uszy. Była całkiem piękna, jej sierść miała głęboką barwę granatu, niczym atłas lśniła i układała się falami na kształtnym ciele. Srebrzyste oczy spojrzały na samca. Schowała nagle pysk pod skrzydło, kaszląc okropnie, a dźwięk był nieprzyjemny, rzężący, chrapliwy, jakby coś odrywało się od jej płuc. Nawet z tej odległości mógł poczuć, że smoczyca ma wysoką temperaturę i drży, a gdy pokazała pysk, pokazała się w kącikach pienista ślizna z krwią, którą szybko zlizała, jakby bojąc się tych dowodów. Do tego ogon wydawa się sztywny, opuchnięty pięć szponów od zadu, musiał sprawiać jej ból, jakby nabawiła się zapalenia nerwu.
_________________
 
 
 
Płomień Świtu 
Przywódca Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 59
Płeć: Samiec
Opiekun: Kruczopióry[*]
Mistrz: Krew Mandragory[*]
Partner: Mistycznooka[*]
Dołączył: 07 Lis 2016
Posty: 1960
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2017-08-05, 10:14   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 4| P: 3| A: 1
   U: S,A,O,Kż,M,MA,MO,B,L,Pł,W,Skr,Śl:1| MP:2| Lecz:3
   Atuty: Inteligentny; Kruszyna; Niesprawiedliwy; Wybraniec Bogów


- Dziękuję. Minęło sporo czasu gdy zdobywałem u ciebie pierwsze szlify. Kilka księżyców temu zostałem ojcem! Mam syna, którego nazwałem Obsydian ze względu na jego czarne, błyszczące łuski i pióra na skrzydłach. Uczy się bardzo szybko i niebawem zostanie adeptem. I... mój ojciec wyznaczył mnie na następcę gdy przyjdzie na niego czas. Ale to odległa przyszłość - powiedział, nie wiedząc iż ten dzień przyjdzie zbyt szybko, gdy nie będzie czuł się gotowy. Nikt się nie czuje, nikt nie jest wychowywany na przywódcę od wyklucia. Wziął głębszy wdech. Pierwsza część nauki nie wydawała się trudna, ale byłby naiwny sądząc iż ukochana mentorka nie zrobiła tego wyłącznie by wybadać postępy.
- Amputacje. Próbowałem je ćwiczyć pod okiem starego Mistrza, ale z kiepskim rezultatem. A muszę to umieć, bo od tego zależy czasem czyjeś życie - powiedział, po czym zwrócił łeb w stronę wejścia. Do groty weszły dwa smoki, wiekowy prowadzona przez młodszą, z którą na pierwszy rzut oka było widać że jest bardzo niedobrze. Dusiła się i ksztusiła, to bardzo zaniedbana choroba. W najgorszym wypadku... Czarcia Grypa, która posłała w objęcia Aterala niejednego smoka.
- Witaj Czcigodny i ty, piękna nieznajoma. Oczywiście że się zajmę tym, co was męczy. Pozwólcie proszę że wpierw uleczę chorobę, która cię trawi, nieznajoma - skłonił łeb na powitanie starszemu smokowi uśmiechnął się na widok pięknej samicy, wiedząc że w przypadku iluzji może sobie na to pozwolić. Niewinna Łuska nie byłaby zła, z resztą chyba poza jednorazowym zbliżeniem nic ich nie łączyło. Podziękował w duchu staremu Mistrzowi za przeszkolenie z chorób, gdyby nie on, nie wiedziałby co teraz zrobić. Część ziół zniknęła, będzie musiał szukać zamienników w przypadku Starszej.

Niech to Erycal pochłonie, nie było lubczyku. Z czego przyrządzi napar łagodzący obrzęki dróg oddechowych. Mięta! Dobrał ze stosiku najlepsze listki, po czym napełnił wodą miseczkę i odrobinką maddary podgrzał aż ciecz zaczęła parować i bulgotać, po czym wrzucił liście, obserwując jak zmienia się kolor a w najbliższej okolicy rozchodzi przyjemny, wręcz kojący zapach. Gdy uwolnił maddarę i napar zaczął się studzić odczekał stosowną chwilę aż temperatura pozwoli spokojnie go wypić. Tak przygotowany podał samicy w łapę i trzymał swoją lewą by spazm kaszlu nie wytrącił naczynia z lekarstwem z ręki.
- Upij łyk, przepłucz nim gardło, a dopiero później przełknij. Wiem że to nie będzie łatwe bo masz obrzęk, ale nie poddawaj się - polecił, pilnując by nie wypuścić miski gdy nieznajoma zakaszle, aż całe lekarstwo zniknie w jej żołądku. Wtedy odłożył miskę na bok i wziął czystą, do której wsypał szczyptę nasion lulka czarnego. Odrobina maddary stworzyła w jego łapie podłużny, acz zaokrąglony na końcach kamyk. Tłuczek długi na dłoń, twardy jak podłoże tej jaskini. Wraz z jego pojawieniem się rozszedł się cichy odgłos chrobotania kamień o kamień gdy ucierał nasiona na proszek, zaś gdy skończył, dolał wody i porządnie zamieszał, uzyskując gotowy, chłodny napój.
- Oto napój z nasion lulka czarnego. Działa przeciwbólowo i poradzi sobie z chorobą twojego gardła - wyjaśnił, podając go do wypicia, pilnując by nie rozlała przez przypadek bezcennego zioła. Teraz pora na dziwnie usztywniony ogon, tak typowy dla chorego mięśnia. Kolejna woda w miseczce zawrzała i wrzucił do niej pojedynczy kwiat dziurawca, do kolejnej sporą ilość liści ślazu, które gotował i gotował, tak długo by wytworzył się gęsty syrop. Dobrze że wpierw zajął się wywarami na chore gardło, będzie łatwiej samicy przyjąć ostatnie zioło jadalne w całości. Sięgnął po nakrapiany kapelusz muchomora.
- Zjedz proszę tego grzyba, on, okład i napar który zaraz podam ci do wypicia pomogą na sztywny ogon - objaśnił, podając cały kapelusz do zjedzenia, a gdy nieznajoma była zajęta żuciem i próbami przełykania, sięgnął po gęsty syrop ślazowy, w którym zamoczył palec wskazujący i środkowy prawej łapy by sprawdzić konsystencję. Ukontentowany roztarł wywar na poduszkach i ujął miskę w wolną łapę, po czym rozprowadzał delikatnymi ruchami lek po miejscu zarażonym zaniedbaną, acz pewnie dawno wyleczoną raną. Gdy zaś skończył. Sięgnął po ostatnią z misek, której zawartość powinna się już schłodzić do temperatury picia. Koniuszkami pazurów wyciągnął sparzony kwiatek i płatki które mogły odpaść, po czym napoił chorą małymi łykami, niepewny czy nie przedawkuje i nie oszpeci czasowo jej pięknej aparycji. Nigdy nie miał pewności czy dobrze dobierał ilość dziurawca. Nikt nie był pewny, może poza jego mentorką, która w oczach Onyksa była niczym awatar Erycala.

- Teraz użyję maddary by zmierzyć się z tą przypadłością od środka i ją zwalczyć. Możesz się poczuć trochę dziwnie, ale to normalne gdy uzdrowiciel pracuje - posłał jej lekki uśmiech, przytykając łapy do podgardla. Kojący strumień energii, niczym strumyk w Diamentowych Górach podczas słonecznej pogody, wypłynął ze źródła i podążył kanałami energetycznymi łap, gdy zaś dotarł do ciała pacjentki, delikatnie przebił naturalną barierę, kierując się wpierw do podniebienia, gdzie niewidzialne nicie otoczyły początek zaczerwienienia niczym sieć pająka i wniknęły w podrażnione tkanki, łagodząc obrzęk wraz z uczuciem lekko chłodnej mięty, które nadał wspomagając działanie ziół. Komórka po komórce reperował podrażnione końcówki nerwów, kierując się wgłąb przełyku, kontynuując swoją pracę, aż dotarł na rozstaje drogi oddechowej i pokarmowej. Jedna szybka myśl przekierowała energię wgłąb tchawicy, usuwając po drodze zakrzepłe fragmenty krwi przez upłynnienie ich i skierowanie do żołądka. Wniknął jeszcze głębiej, do umęczonych płuc, gdzie rozdzielił nicie na kilkanaście mniejszych, które najdelikatniej jak były w stanie wnikały w pęcherzyki płucne i naprawiały uszkodzone naczynka krwionośne tak, by przywrócić ich elastyczność i niebywałą przepustowość, potrzebną do transportu powietrza. Pęcherzyk, po pęcherzyku, w trudzie i znoju naprawiał wpierw jedno, później drugie płuco, gdy zaś skończył, wziął głębszy wdech i przekierował nicie w podrażnione komórki nerwowe gdzie łagodził napięcia między nimi i pobudzał do regeneracji tam, gdzie były nieodwracalnie zniszczone. Temperatura opadnie wraz ze złagodzeniem efektów choroby, nie chciał się mieszać w gospodarkę energetyczną organizmu pacjentki, wiedząc iż ciało posiada niesamowite mechanizmy obronne, które zadziałają z pełną siłą gdy tylko skończy. A teraz przyszła pora na mięśnie. Maddara skierowała się do mięśni klatki piersiowej, gdzie niczym delikatne dłonie elfów rozmasowywały bolące mięśnie, zmuszone do ruchu przy każdym oddechu, a teraz tak bardzo zmęczone kaszlem, kontrolując sondami stopień obrzęku, gdy zaś opadł do minimum i nie przeszkadzał w oddychaniu, wycofał część nici z powrotem do lewej dłoni, którą zdjął z podgardla i dotknął ogona w miejscu nałożenia syropu najdelikatniej jak umiał. Tam, przez przebitą osłonę wniknął w chory mięsień i przekształcił swoją maddarę w niby-falę, która przetoczyła się przez komórki, zmiatając ze sobą mikroby odpowiedzialne za ten stan, rozprowadzając zarazem poczucie ulgi, porównywalne z napiciem się po długim okresie pragnienia. Bezlitośnie likwidował intruzów, wyrzucając ich na zewnątrz organizmu, gdzie ginęły na niewidzialnym wietrze, potem zaś rozpoczął proces naprawy. Łagodził naprężone połączenia komórek nerwowych, naprawiał podrażnione końcówki nerwów, zaś sondą przesyłał impulsy zwrotne by mieć pewność iż prawidłowo przywrócił czucie, a także zdolność motoryczną

- Wybacz, że pozwoliłem czekać, Czcigodny. Pozwól proszę że przyjrzę się temu, co ci dolega - poprosił starszego samca, oglądając go z każdej strony. Był sceptyczny co do odtwarzania zębów, ale gdyby chociaż odtworzył kilka z nich, te najważniejsze by mógł odrywać i przeżuwać pokarm... to da się zrobić i nie pochłonie to tyle energii co bardziej zaawansowana regeneracja jak ten nieszczęsny palec który postanowił poświęcić u poprzedniej iluzji. Niedowidzi... to choroba oczu czy starczy wiek? Ale kim on jest by odmawiać pomocy. Skóra, nie było tu nic trudnego, spotykał się z tym wielokrotnie przez ostatnie księżyce. Najpierw ostatnia przypadłość. Ponownie, utrudnienie przez brak macierzanki. Będzie musiał poradzić sobie tak, jak niegdyś, gdy zapasy Ognia świeciły pustkami.

Sięgnął po ulistnione gałązki lawendy, które umieścił w przygotowanej zawczasu miseczce z wodą, która zawrzała. Po grocie rozszedł się zapach parzonych liści lawendy, który Onyks zagonił łapą do nozdrzy, sprawdzając czy poprawnie się gotują. Zadowolony z woni, zaczął go studzić, a gdy osiągnął pożądaną temperaturę, wyrzucił niepotrzebne już zioło i podał napar samcowi.
- Oto napój z lawendy. Pomoże wykorzenić tego złośliwego grzyba który zainfekował twoją skórę. Niestety nie posiadam macierzanki, ale dysponuję zamiennikiem - powiedział, patrząc czy pacjent wypił wszystko, spoglądając na orzechy włoskie. Nie używał ich za często, a samiec przed chwilą podpowiedział mu że poprzedni smok udzielający pomocy stosował maść. Orzechy też działają przeciwgrzybicznie. Pochwycił garść, które ścisnął w mocnych łapach rozbijając skorupki, zaś wnętrza niczym mózgi odłożył na bok, posłużą do sprawdzenia zębów jak już je naprawi. Łupiny włożył do wolnej miski, pochwycił utworzony wcześniej tłuczek i łamał, rozpoławiał, po czym rozcierał na proch, tym razem wkładając w to więcej siły niż przy delikatnych nasionkach lulka. Gdy skończył dodał odrobinkę wody, zaledwie kilka kropel, by proszek uzyskał lekką konsystencję mazi, którą sprawdził palcami, dodał jeszcze kilka kropelek niezadowolony z rezultatu, sprawdził ponownie i dopiero wtedy przeszła jego kontrolę jakości. Tak przygotowany lek rozprowadził po zainfekowanych miejscach, gdy zaś skończył. Postanowił wziąć się za upośledzony wzrok, być może chorobą. Swoją drogą będzie musiał umyć miski po tym leczeniu, gdyż się kończyły. Zawartość kolejnej zawrzała i wziął w łapę kwiat ostróżeczki, który zaczął oskubywać z płatków, które wrzucał do wrzątku by porządnie się sparzyły, gdy zaś wystygły, odcedzał je po kolei palcem wskazującym i środkowym lewej łapy.
- Nie ruszaj się proszę, ułożę teraz płatki wokół twoich oczu, pomogą na opuchliznę. Same odpadną gdy spełnią swoją rolę - wyjaśnił, ostrożnie i z wyczuciem układając płatki ostróżeczki tak, by nie zostawić żadnych prześwitów w umęczonych powiekach iluzorycznego matuzalema. Nie miał żywokostu do zakropienia, nie przychodził mu też do głowy zamiennik. Będzie musiał poradzić sobie maddarą. Pozostało coś, czego wcześniej nie próbował. Sięgnął po dwie jagody jałowca, który lekko przygniótł palcami, by nie utracić soku ani miąższu, ale sprawić że będą łatwiejsze do przełknięcia.
- Oto szyszkojagody jałowca. Służą do leczenia uszkodzeń kości. A zęby to jedne z nich - powiedział, podając samcowi lekarstwo do przełknięcia.

Odetchnął z ulgą. Jeszcze chwilą i ta część nauki będzie skończona. Ponownie zaczerpnął z przepastnych zapasów maddary wyćwiczonych przez księżyce pod kierunkiem dwójki wspaniałych nauczycieli i przytknął łapy do dwóch najbardziej zainfekowanych miejsc na skórze Starszego. Maddara ponownie wypłynęła ze źródła wpływając do organizmu pacjenta, przepływając wzdłuż korzeni intruza tak głęboko osadzonego w ciele. Tam, energia rozplatała połączenia komórkowe grzyba, trzymając je jednocześnie w miejscu by nie przeskoczyły w inną część organizmu, bezlitośnie wykorzeniając i wyrzucając na zewnątrz, gdzie niszczone były niewidzialnym podmuchem energii, niczym popiół na wietrze. Wniknął głębiej, pobudzając do regeneracji skórę by komórki odnowiły się tak samo elastyczne i wytrzymałe jak zdrowe, a przede wszystkim łagodził obrzęki i odnawiał nieodwracalnie zniszczone kawałki w których grzyb siedział najgłębiej. Wraz z odnową naskórną i skóry pobudzał nowo wytworzone cebulki do wyrośnięcia futra odpowiadającego długości i kolorowi, a także wytrzymałości sąsiadującego z nim zdrowego futra. Kontynuował to z mozołem z każdym miejscem zainfekowanym przez grzyba aż odetchnął z ulgą gdy skończył i przyjrzał się krytycznie swojemu dziełu. Zdjął łapy z tułowia i przeniósł je na policzki starego samca. Tam, przez ponownie przebitą osłonę skierował niewidzialne nicie do obrzęków powiek, gdzie delikatnie usuwał nadmiar łez z kanalików, wyprowadzał ropę przez pory w skórze, wyrzucając ją na zewnątrz, kropla po kropli, ostrożnie i z wyczuciem by nie zalać gałki ocznej, a nade wszystko ułagodzić napuchniętą skórę i skurczyć ją do dawnego, zdrowego stadium. Gdy skończył wniknął głębiej, do oka, gdzie oczyszczał ciałko szkliste z zanieczyszczeń nagromadzonych przez niezliczone księżyce jego życia, później wyczyścił z mgły tęczówkę, rogówkę i inne miękkie tkanki odpowiedzialne za postrzeganie świata, starając się przywrócić klarowność oczu. Ale to nie wszystko. Gdy uznał że osiągnął zadowalający rezultat, skierował nicie do szczęki próbując zrobić coś, czego nigdy się nie podjął ani nawet nie słyszał w historii uzdrowień. Jagody jałowca powinny zacząć działać. Wniknął nićmi energii w dziąsła pod zębami które się jeszcze ostały i poszukiwał pęknięć bądź częściowych złamań. Gdy takowe znalazł pobudzał komórki kostne do regeneracji by były tak twarde jak zdrowe uzębienie. Łączył pęknięcia, zaleczył złamania, a przede wszystkim odnawiał komórki dziąseł by były mocne i odporne jak nowe oraz były w stanie utrzymać ząb na miejscu mimo wysiłków jakie sprawi jedzenie. Nie było ich zbyt dużo. Poświęci się. Skierował maddarę w część pustych dziąseł i bazując na czubkach komórek kostnych które się tam ostały, pobudził je do regeneracji by odtworzyć całkowicie cztery pary przednich kłów, od korzenia, aż po koronę. Wzmacniał tworzone zęby, komórka po komórce, odtwarzał szkliwo, nerwy i włożył więcej energii w korzenie by nie wypadły przez te ostatnie księżyce które mu zostały. Starał się by były tak samo mocne jak zdrowe egzemplarze które mu jeszcze zostały, po czym powtórzył to samo z trzonowcami na końcu jamy gębowej. Odetchnął ciężko, ale ścieżka uzdrowiciela to nie tylko lekkie przypadki. Spojrzał na swoją mentorkę dając lekko zmęczonym wzrokiem do zrozumienia iż skończył.
_________________
Atuty:
I: Inteligentny - jednorazowo +1 do Inteligencji
II: Kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4
III. Niesprawiedliwy - jeśli Uzdrowiciel ma kontakt fizyczny z ofiarą w momencie wykorzystywania atutu, rozprasza go na jedną turę i raz na walkę może go zaatakować bazując na Magii Precyzyjnej i Inteligencji. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
IV. Wybraniec Bogów - smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Posiadane przedmioty:
Kamienie: onyks, cytryn
Pożywienie: 28/4 mięsa
Inne: eliksir wytrzymałości, ognisty kamyk (jednorazowo rana średnia)
Żetony: 1x złoty(15.10), 2x srebrny(21.09, 21.11), 1x brązowy (14.12)


Ostatnio zmieniony przez Płomień Świtu 2017-08-05, 11:15, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Bursztynowe Zwierciadło 
Uzdrowiciel Cienia
Amarilla Nieskalana



Stado: Cienia
Rasa: Jaskiniowy
Księżyce: 34
Płeć: Samica
Mistrz: Krew Mandragory
Wiek: 24
Dołączyła: 21 Maj 2015
Posty: 5585
Wysłany: 2017-08-20, 11:03   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,S,A,O,M,MA,MO,Kż,Śl,Skr,W: 1| MP,Lecz: 2
   Atuty: Ostry Węch; Chytry Przeciwnik; Skupiony;


Smoczyca przechyliła lekko łeb, zainteresowana tym, co przekazywał jej młodszy Uzdrowiciel. Skinęła łbem.
~ Dobrego wyboru dokonał twój ojciec, chyba jednego z nielicznych - odpowiedziała, a w jej mentalnym głosie można było usłyszeć po prostu szczerość, może nieco przekąs, gdy mówiła o Kruczopiórym.
Ah, pisklęta!
~ Gratuluję ci, synu. To odpowiedzialne i ciężkie brzemię, ale warte swej ceny. Sama doczekałam się kilkoro piskląt po Czarcim Kolcu. Astralna Łuska jest już dorosła, niebawem będzie Czarodziejką, chociaż pierwotnie była moją uczennicą. Czas jednak weryfikuje nasze ścieżki. Tiernan zaś uczy się leczenia. Nie jest tak pojętny, jak Lilith czy ty, ale jest wytrwały, otwarty na nauki. Wiem, że da radę. Dirlilth zaś dosrasta, chyba najbardziej przypomina mnie ze wszystkich młodych. Sądzę, że za księżyc, dwa zostanie Adeptką. Też chciała się uczyć leczenia, jednak... musiałam wybrać. Kto wie, może gdy mnie już zabraknie, Tiernan pomoże spełnić jej to marzenie? Niestety jednak ze szczęściem często kroczy rozpacz. Pochowałam Aileen, moją najstarszą córkę, ostatnią z moich pierwszych piskląt. Zmarł też... Czarci. Na moich rękach, był ciężko chory, nie mogłam mu już pomóc. Spaliłam jego ciało, mam jednak jego czaszkę. Chciałam go upamiętnić na naszym kurhanie, jednak... nie zrobię tego bez twojej opinii, bądź co bądź był też Ognistym, nawet jeżeli podczas wojny stanął po stronie Cienia, aby spróbować uratować mnie... Tak sobie myślę, że muszę być przeklęta, każda moja miłość odchodzi, prędzej czy później - westchnęła.
Wszystko to mówiła, gdy samiec szykował zioła najpierw do leczenia młodszej samicy. Była piękna. Nie miała zastrzeżeń, pozwoliła mu działać.
Bardziej jednak interesowało ją to, jak poradzi sobie ze starcem.
Uśmiechnęła się słysząc, jak się do niego zwraca.
~ Brak macierzanki nie jest problemem. Na skórę i oczy równie dobry byłby dodatkowo rumianek. Co do zębów. Te nie odrosną, ale dobrze pokombinowałeś z jałowcem. Lawenda na pewno też pomogła na podrażnienia. Płukanka z mięty również byłaby dorba, lub z rumianku. Wystarczyło poprawić ukrwienie dziąseł, aby je wzmocnić wokół tych zębów, które jeszcze posiada - powiedziała, kiedy wszystkie leczenia doszły końca.
Obie iluzje zniknęły, a wróciły wszystkie zioła. Ich delikatny, ale intensywny zapach wypełnił jaskinię.
~[color=#99000] Dobrze, zatem przejdziemy do amputacji. Może najpierw powiedz mi, w jakiej sytuacji są wymagane amputacje? Według ciebie, oczywiście. Jak radziłbyś sobie z powiedzeniem o tym pacjentowi, gdy się wybudzi?[/color] - mówiąc to, w grocie pojawiła się kolejna iluzja.
Tym razem samica do złudzenia przypominała... Morową Zarazę.
Nie była to złośliwość ze strony Uzdrowicielki, a bardziej chęć zobaczenia, jak samiec poradzi sobie, gdy będzie stał przed trudnym wyborem, który tyczy się jego współplemieńca, ale i Uzdrowiciela.
Smoczyca była ewidentnie nieprzytomna, oddech miała chrapliwy, leżała na ukos, nieco na lewym boku i brzuchu. Futro było wilgotne od poty, miała wysoką temperaturę, a rytm serca był zanikający, powolny, z wyraźnymi palpitacjami.
Najwazniejsza jednak była przednia prawa łapa. Czy też to, co z niej zostało, a została krwawa miazdka, jakby coś zmiażdżyło ją od łokcia, aż po dłoń. Wszystkie kości były doszczętnie pogruchotane, przebijały się przez mięśnie i skórę, same mięśnie i ścięgna były po przerywane, cześciowo nawet zmielone, łapa przekręcała się nienaturalnie na drugą stronę. Uszkodzone były wszystkie żyły, nerwy i tętnica. Ogormny pulsujący krwotok wydostawał się na zewnątrz, ale i gromadził się w łapie, która puchła wręcz w oczach. Coś musiało zacisnąć się na łapie i miażdżąc ją, przekręcić, ścierając połowę kończyny na miazgę.
~ Po kolei. Co najpierw byś zrobił? Nie przystępuj jeszcze do działania - wyrzekła.
_________________
 
 
 
Płomień Świtu 
Przywódca Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 59
Płeć: Samiec
Opiekun: Kruczopióry[*]
Mistrz: Krew Mandragory[*]
Partner: Mistycznooka[*]
Dołączył: 07 Lis 2016
Posty: 1960
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2017-08-21, 12:08   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 4| P: 3| A: 1
   U: S,A,O,Kż,M,MA,MO,B,L,Pł,W,Skr,Śl:1| MP:2| Lecz:3
   Atuty: Inteligentny; Kruszyna; Niesprawiedliwy; Wybraniec Bogów


- Dziękuję mentorko. I przykro mi słyszeć o twojej stracie. W Ogniu też zginęły bądź zaginęły smoki które znałem. Jestem ostatnim ze swojego pokolenia, mogę mieć nadzieję że Śmiały Kolec i jego brat po prostu odeszli i gdzieś żyją sobie szczęśliwie. Marmurowa Łuska ukrywała swoją chorobę aż było za późno... mocno mnie to dotknęło. Co do Czarciego Kolca... nie dogadywał się z moim ojcem, robił mu wbrew i na Szczerbatej Skale poszedł za głosem serca. Tak, był w duszy Cienistym jak jego matka, choć oficjalnie nigdy nie odszedł z Ognia. Jego imię powinno zostać wyryte na waszym kurhanie - powiedział zastanawiając się czy Ogień posiada coś podobnego? Czy ktoś się nim opiekuje i dopisuje nowe imiona? Jeśli nie... to będzie bardzo dużo imion.
Uważnie wysłuchał wskazówek odnośnie doboru ziół. O Erycalu, jaką ona miała obszerną wiedzę niezliczonych księżyców uzdrawiania! Kiwnął łbem pokazując iż rozumie, zapamiętując podane zamienniki. Kiedyś, gdy zapasy Ognia będą mniej przepastne z pewnością je wykorzysta.
- Kiedyś próbowałem leczyć potwornie roztargane skrzydło Brutalnej Łuski. Stary Mistrz podczas nauki u niego kilka księżyców później mnie zrugał na tą wzmiankę i powiedział że miałem dużo szczęścia że nie umarłem z odpływu maddary. Przez te księżyce praktykowania sztuki wiem że trzeba amputować tylko wtedy gdy kończyna jest zmiażdżona lub odcięta tak, że wisi na skrawku skóry. Co bym powiedział... cóż, to samo co Brutalnej. Że niektóre rany są poza zasięgiem smoczej magii, ale niech nie traci nadziei, bo w Świątyni na Terenach Wspólnych znajduje się niepozorny Ołtarz Erycala, gdzie patron uzdrowień osobiście dokonuje cudów w zamian za kamienie szlachetne - wyjaśnił, przypominając sobie wzburzenie Czarciego Kolca na krzywdę jego podopiecznej i stopniowe uspokajanie gdy mu radził co zrobić dalej. Iluzja, którą mentorka przywołała była zagraniem godnym marudnego Mistrza z Górskiej Jaskini. Tylko że ten kazał mu leczyć iluzję siebie samego coraz bardziej poważnie rannego, zwijającego się i błagającego o pomoc.
- Niezła próba... ale iluzja pozostanie iluzją. A choćby nią nie była, przysięgałem uzdrawiać nie patrząc na osobiste animozje. A Morowej nie cierpię lecz Ogień bez niej nie byłby tak mocny - powiedział z cichym westchnięciem. Gdyby nie była uzdrowicielką, naciskałby ojca na wygnanie jej ze stada. Lub sprowokował walkę i zabił ją. Ale nie mógł. Nie darzył jej ani odrobiną sympatii, ale wspólnie pracowali dla dobra stada.
- Co bym zrobił... popełniłem na nauce u Mistrza fatalny błąd. Chciałem przystopować obfity krwotok przez chwycenie serca. Iluzja "zmarła". Wytworzę pierścień z maddary który mocno zaciśnie się na ramieniu pacjentki i zablokuje dopływ krwi. Nieuszkodzona część łapy będzie potem na nowo odzyskiwała czucie, ale lepsze to niż wykrwawienie. Potem podam środki przeciwbólowe z chmielem na czele by odurzyć ją i wprowadzić w głęboki letarg by nie obudziła się i w panice nie zrobiła większej krzywdy, następnie wytworzę cienki, lecz bardzo ostry kryształ z maddary i włożę w jego ruch tyle energii by przeciął jednym ruchem łapę tuż nad łokciem, a z kikutem poradzę sobie ziołami i maddarą jak przy brakującym palcu wywernowego samczyka, którego przed chwilą przywołałaś.
_________________
Atuty:
I: Inteligentny - jednorazowo +1 do Inteligencji
II: Kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4
III. Niesprawiedliwy - jeśli Uzdrowiciel ma kontakt fizyczny z ofiarą w momencie wykorzystywania atutu, rozprasza go na jedną turę i raz na walkę może go zaatakować bazując na Magii Precyzyjnej i Inteligencji. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
IV. Wybraniec Bogów - smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Posiadane przedmioty:
Kamienie: onyks, cytryn
Pożywienie: 28/4 mięsa
Inne: eliksir wytrzymałości, ognisty kamyk (jednorazowo rana średnia)
Żetony: 1x złoty(15.10), 2x srebrny(21.09, 21.11), 1x brązowy (14.12)


Ostatnio zmieniony przez Płomień Świtu 2017-08-21, 12:16, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Bursztynowe Zwierciadło 
Uzdrowiciel Cienia
Amarilla Nieskalana



Stado: Cienia
Rasa: Jaskiniowy
Księżyce: 34
Płeć: Samica
Mistrz: Krew Mandragory
Wiek: 24
Dołączyła: 21 Maj 2015
Posty: 5585
Wysłany: 2017-08-21, 12:44   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 3| P: 2| A: 1
   U: B,L,Pł,S,A,O,M,MA,MO,Kż,Śl,Skr,W: 1| MP,Lecz: 2
   Atuty: Ostry Węch; Chytry Przeciwnik; Skupiony;


Smoczyca uśmiechnęła się mgliście i skłoniła delikatnie. Na wzmiankę jednak o tym, że miał matkę w Cieniu, zmarszczyła lekko nos.
~ Dziękuję ci, zatem niebawem jego imie zalśni na naszym kurhanie. Nasi bliscy mają to do siebie, że lubią odchodzić, chyba po prostu musimy nauczyć się żyć z nieuniknionym. Mówisz jednak, że Czarci posiadał matkę w Cieniu, nie słyszałam o tym. Czy wyjawił kiedyś jej imię? - mówiąc to, przekrzywiła lekko głowę na bok, w geście zastanowienia, może bardziej jednak zainteresowania.
Słuchając jego opowieści, zmrużyła oczy.
~ Mentor miał rację. Takie leczenie może pozbawić cię życia, ponieważ nie potrafimy w takim stopniu przywracać tkanek do pierwotnego stanu. Pochłania to ogromną ilość energii. Ale nie martw się, sama popełniłam raz ten sam błąd, gdy leczyłam Chłód Życia. Nie popełniłam go drugi raz przy Poszukiwaczu Kości - w głosie smoczycy można było dosłyszec coś w rodzaju cynicznego rozbawienia.
Kolejne słowa przyjęła z aprobatą.
~ Tak. Nie ingerujemy w serce. Zatrzymując je, czy próbując zwolnić, uśmiercimy pacjenta. Serce to jeden z tych organów, które są zbyt delikatne, aby w nie ingerować. Dlatego sam zacisk jest idealnym wyjściem. Możesz go stworzyć tak, jak mówiłeś, ponad raną, jakiś szpon nad nią, dokładnie rzecz biorąc. Lub zacisnąć elastyczne tasiemki na dużych żyłach. Podczas amputacji możesz też spróbować w podobny sposób zablokować kanały bólu. Chmiel jest silny, ale amputacja to prawdziwy gwałt na ciele, środki uśmierzające mogą nie zadziałać. Kanały bólu to coś podobnego do nerwów. Nimi przebiegają impulsy o bólu. Musisz je wyczuć, a potem zaciskasz na nich obrączkę na czas operacji. No dobrze, przejdź teraz do swojego dzieła - zakończywszy, zamilkła, pozwalając mu się skupić na trudnym, bądź co bądź, zadaniu.
_________________
 
 
 
Płomień Świtu 
Przywódca Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Zwyczajny
Księżyce: 59
Płeć: Samiec
Opiekun: Kruczopióry[*]
Mistrz: Krew Mandragory[*]
Partner: Mistycznooka[*]
Dołączył: 07 Lis 2016
Posty: 1960
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2017-08-27, 21:13   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 4| P: 3| A: 1
   U: S,A,O,Kż,M,MA,MO,B,L,Pł,W,Skr,Śl:1| MP:2| Lecz:3
   Atuty: Inteligentny; Kruszyna; Niesprawiedliwy; Wybraniec Bogów


- Nigdy nie wyjawił jej imienia ale... raz Przedwieczna Siła poprosiła mnie o uzdrowienie jej i wiernej kompanki, wtedy wyczułem w jej aurze zapachowej część woni Czarciego Kolca. Gdy ją o to zapytałem odpowiedziała że Czarci jest po części synem Cienia. Dodałem jeden fakt do drugiego i wszystko wskazuje na to że był jej potomkiem. Czy w przeszłości jacyś synowie bądź córki Cienia zostali oddani przed wykluciem do Ognia? - wyjaśnił jednorazowe spotkanie z potężną łowczynią i zadał swoje pytanie. Następnie kiwnął łbem słuchając instrukcji mentorki, nie dziwiąc się na jej wzmiankę o błędach. Była w jego oczach kimś równym bogom ten jeden raz, gdy po raz pierwszy przybył przypadkiem za zapachem ziół do Rubinowej Niecki. Dawne czasy. Piękne czasy, był wtedy taki... niewinny i nieskażony rzeczywistością świata codziennego. Zabrał się za wykonanie polecenia.

Delikatnie dotknął lewą łapą pyska niby-Morowej, prawą zaś jej bicepsu. Niewidzialna nić wypłynęła ze źródła płynąc niczym spokojny strumyk ograniczany kamieniami którymi były kanały energetyczne Onyksa i przeniknęły przez palce wskazujące do ciała iluzji, lewa sonda przeniknęła łuski, spenetrowała naskórek, wniknęła w skórę właściwą i kość by opleść czaszkę siecią grubości włosa smoka północnego i rozciągliwości skórzanego rzemienia, która wyłapywała wszelkie zmiany w funkcjach życiowych tworu. A te były słabe i słabły z każdą chwilą. Druga sonda z prawej łapy oplotła ramię i wniknęła wgłąb niego po drożnych i wyćwiczonych kanałach energetycznych. Tam, niczym łowca przyczaiła się na uderzenie serca i rozdzieliła na kilka nitek. Największa z nich przeniknęła tkanki kierując się natychmiast do tętnicy, którą oplotła niczym więź jaką założył ongi Charonowi i zacisnęła się na głównym naczyniu, ściskając je szczelnie dwie dłonie nad łokciem i nie dopuszczając do dalszego wycieku pulsującej, jasnoczerwonej krwi. Kolejna zacisnęła główną żyłę, owszem mógł ją zostawić, ale nie chciał by krew która normalnie powracała do serca mogła swobodnie wypłynąć. Dwa miniaturowe zaciski, nie większe od łuski, a mocne niczym mięśnie tylnych łap trzymały żyłę i tętnicę, a reszta wniknęła jeszcze głębiej, w sam układ nerwowy. Uważnie badał połączenie po połączeniu, starając się wykryć te najbardziej nadwyrężone w tym momencie, by odnaleźć to, co mentorka nazywała kanałem bólu. Skanował komórkę po komórce, połączenie po połączeniu, aż wreszcie natrafił na pojedynczą nitkę która była w tej chwili najbardziej nabrzmiała i pociągała za sobą wszystkie następne. Oplótł niewidzialną energią niczym pająk tamtą komórkę nerwową, odcinając ją od reszty ciała, przerywając połączenie niosące za sobą uczucie rozrywającego bólu. Zadziwiające jak mało energii to pochłonęło, mentorka naprawdę znała się na rzeczy.

Teraz pora na zioła. Przygotował szybko wrzątek który zagrzał samym spojrzeniem. I odrobinką maddary włożonej w ten czyn. Dobrał ze stosu trzy szyszki chmielu, łapa nawet mu nie zadrżała, nie zastanawiał się nad dobraniem czwartej. Iluzja to iluzja, poza tym składał przysięgę Erycalowi. Wrzucił je do gotującej się wody i zostawił na chwilę by się parzyły i nabrały mocy. Rozciął na pół korzonki tasznika jednym, pewnym pociągnięciem pazura i ugniótł je ze sobą by puściły soki a potem wrzucił do drugiej miski z wrzątkiem, niech się spokojnie sparzą. Przywołał do siebie kolejną miskę do której wrzucił kilka szczypt nasion lulka i roztarł je na proszek podłużnym kamieniem, po czym dolał wody i zamieszał by proszek rozszedł się równomiernie po cieczy. Postawił go obok chmielu. Następnie dobrał kawałki kory topoli czarnej, które wylądowały w kolejnej kamiennej misce z wrzątkiem i zostawiły odłożone na bok by się zaparzyły. Trzymał połączenie nicią maddary z tym wrzątkiem by podnosić temperaturę kilka razy gdy spadnie a woda przestanie bulgotać i dymić. Kolejnym wyborem były listki jemioły które wrzucił do kolejnej z misek i zagotował, cierpliwie mieszając by roztwór nabrał aromatu i gęstości, a tak przygotowany odlał do kolejnego pojemnika wyliczając dokładnie jedną czwartą. Podstawił pod pysk niby-Morowej wywary i uniósł go w górę, blokując maddarą tchawicę i mięśnie przełyku, po czym bez żadnych przeszkód wlał do brzucha wywar z którego odcedził zawczasu szyszki chmielu, napój z lulka czarnego i gęste trzy ćwierci odcedzonej jemioły. Sięgnął po ostatnią miskę z której odrzucił niepotrzebne kawałki topoli czarnej, a napój podawał powoli, cały czas sprawdzając zmiany w temperaturze iluzji by nie przesadzić i nie wykończyć jej z wychłodzenia. Gdy ostatnia kropla spłynęła do niby-żołądka zwolnił blokadę przełyku i dróg oddechowych. Sięgnął po jeszcze dwa zioła. Sporą garść babki lancetowatej i nie mniej liczną nawłoci. Liście babki ugniótł aż kropelki pociekły mu po knykciach i skoncentrował maddarę w źródle. Nadszedł czas. Utworzył cienki na ćwierć łuski, lecz bardzo ostry i wytrzymały, niczym obsydian, kryształ z maddary, szeroki na dwie dłonie tuż za łokciem iluzji i skierował bo pionowo w dół wkładając w ruch większość energii by jednym ruchem przeciął tkanki wraz z kością bez zostawiania odłamków w ciele poszkodowanej. Gdy to nastąpiło czym prędzej przyłożył szczelnie liście babki i podsunął pod siebie miskę z połówkami tasznika i ćwiartką jemioły. Liście babki zaczynały przesiąkać. Odchylił je na krótką chwilę by ściągnąć mięso i skórę do siebie przyciskając je jedną łapą, a drugą rozprowadził resztkę gęstego napoju z jemioły po krwawiącej ranie. Skorzystał z lepkości i wilgoci by przyłożyć korzonki tasznika, a całość zakrył listkami nawłoci, słynącymi ze słabszego, ale dłuższego efektu.

Łapy które trzymał na zaciśniętym kikucie przebiły naturalną osłonę niby-Morowej. Nadal sprawdzając czynności życiowe poszkodowanej siecią którą wytworzył wcześniej wniknął nowymi nićmi do ściągniętego ze sobą mięsa i tam odbudowywał od zera połączenia nerwowe pobudzając do regeneracji mosty między komórkami by połączyć je ze sobą zachowując ich naturalną wytrzymałość i rozciągliwość, udrażniając ich metafizyczne zdolności transportu sygnałów. Potem przyszła pora na powiązanie ze sobą końcówek tętnicy i głównej żyły. Odtwarzał rozgałęzienia od zera pobudzając niemal suche naczynia do regeneracji by kikut pozostał odpowiednio ukrwiony i połączył drogi dla posoki by uszczelnić układ krwionośny, zamykając możliwość ponownego krwawienia. Potem zlepiał ze sobą naczynka krwionośne przywracając im elastyczność, rozciągliwość i drożność niezbędną do ukrwienia tkanek. Przekierował część energii wyżej przyczepiając mięśnie do kości aby nie latały swobodnie, zasklepiając luźne nitki, zaś uciętą końcówkę kości zasklepił pobudzając komórki kostne do całkowitej odnowy i uważnie wyszukał odłamków które mogły się uwolnić podczas cięcia, po czym przemieścił je na swoje miejsce. Jeszcze wyżej. Połączył komórki skóry zasklepiając permanentnie ranę pamiętając by tamto miejsce utwardzić, ale zachować też jego elastyczność gdyż... usunął łuski które zostałyby wciągnięte wgłąb podczas ściągnięcia skóry i powodowałyby drażniący ból. Dzieła dokończyło zwolnienie ucisków na żyle, tętnicy i kanale bólu. Stopniowe, nie gwałtowne by organizm nie doznał szoku.


Odetchnął i przyłożył łapę do czoła iluzji, sprawdzając jeszcze raz czy funkcje życiowe są w porządku. Otarł pot z czoła i spojrzał pytająco na mentorkę.
_________________
Atuty:
I: Inteligentny - jednorazowo +1 do Inteligencji
II: Kruszyna - smok uzyskuje status sytość po zjedzeniu 3 jednostek mięsa zamiast 4
III. Niesprawiedliwy - jeśli Uzdrowiciel ma kontakt fizyczny z ofiarą w momencie wykorzystywania atutu, rozprasza go na jedną turę i raz na walkę może go zaatakować bazując na Magii Precyzyjnej i Inteligencji. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona.
IV. Wybraniec Bogów - smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie (w polowaniu łowcy raz na dwa tygodnie, uzdrowiciel może używać tego atutu raz na tydzień bez względu na miejsce w fabule, atut tyczy się wtedy obu etapów leczenia)

Posiadane przedmioty:
Kamienie: onyks, cytryn
Pożywienie: 28/4 mięsa
Inne: eliksir wytrzymałości, ognisty kamyk (jednorazowo rana średnia)
Żetony: 1x złoty(15.10), 2x srebrny(21.09, 21.11), 1x brązowy (14.12)


 
 
Upiorny Rytuał
Przywódca Cienia
Vladimir Makaron



Stado: Cienia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 63
Płeć: Samica
Opiekun: Ankaa (Dwuznaczna Aluzja)*
Mistrz: Nahkriin (ojciec spoza bariery).
Partner: Gonitwa Myśli.
Dołączył: 13 Maj 2016
Posty: 3526
Skąd: Otchłań.
Wysłany: 2017-10-13, 20:06   
   A: S: 2| W: 3| Z: 5| I: 3| P: 4| A: 3
   U: B,L,Pł,S,O,M,W,MP,MA,MO: 1| A,Śl,Kż: 2| Skr: 3
   Atuty: Ostry Wzrok; Pamięć Przodka; Tropiciel; Wybraniec Bogów; Magiczny Śpiew;


___Na kolejną wyprawę pozbawioną większego celu wybrała się jak zwykle po zapadnięciu zmierzchu, gdy mogła rozkoszować się ciszą, ciemnością i chłodnym powietrzem. Spojrzała na niebo, na jasną tarczę Srebrnej Twarzy oraz chmury leniwie przepływające po nieboskłonie. Nie potrafiła docenić piękna tego widoku, chociaż gdzieś w głębi duszy czuła, że to, co teraz widzi ma w sobie jakiś nieokreślony czar.
___Prychnęła sama do siebie, jakby z niechęcią do własnego jestestwa. Nienawidziła przyłapywania siebie podczas tych chwil niepotrzebnej, zaprzątającej umysł głupotami zadumy. Ruszyła na tereny wspólne, przecinając powietrze długimi, acz wąskimi skrzydłami, beznamiętnie patrząc na krajobraz rozciągający się pod nią. Nie szukała towarzystwa, lecz spokoju. Dlatego też na miejsce odpoczynku wybrała jedną z niewielu jaskiń, znajdujących się na ziemiach dostępnych dla każdego. Wylądowała miękko przed wejściem i zagłębiła się w ciemność, wzdychając zapach wilgotnych ścian, czując chłód kamienia pod łapami. Zastukała cicho szponami o podłoże, po czym odwróciła się pyskiem do wejścia i położyła się, ciężko wypuszczając powietrze z płuc i mrużąc delikatnie ślepia. Nie czuła nic, ani żalu, ani goryczy. Wściekłości, szczęścia. Tam, gdzie powinny czaić się jakieś emocje, była tylko zimna, ciemna pustka. Nicość.
___Nie do końca świadomie chwyciła wiązkę swojej maddary, plotąc z niej mentalne wezwanie do tego, który znowu uratował jej życie. Nie była mu za to wdzięczna, ale czy Płomień naprawdę byłby na tyle naiwny by chociażby pomyśleć o tym, że samica okaże mu wdzięczność? Cóż, to się miało okazać. Z jakiej gliny faktycznie był ulepiony. Impuls musnął umysł smoka, wskazując mu miejsce spotkania. Nie było jednak w owym wezwaniu żadnej prośby, a już na pewno nie rozkazu. Czysty chłód.
___Pustka.
_________________
"Power is only given to those who are prepared to lower themselves to pick it up."

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2016).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!


Wymiana bannerami: KLIK!


KrĂłl Lew
SnM
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 12