FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Profil Zaloguj Rejestracja

Poprzedni temat «» Następny temat
Źródło rzeki
Autor Wiadomość
Mrucząca Łuska 
Adept Ziemi
Are you scared?



Stado: Umarli
Rasa: Skrajny
Księżyce: 2147483647
Płeć: Samica
Opiekun: Teraz ja opiekuję się żywymi.
Partner: Złudzenie Życia, na dole.
Wiek: 18
Dołączyła: 10 Sty 2014
Posty: 667
Skąd: okolice Iłży
Wysłany: 2014-04-08, 20:05   
   A: S: 1| W: 2| Z: 3| I: 1| P: 2| A: 1
   U: B,S,L,P,W,MA,MO: 1| MP: 2| A,O,Skr,Śl,Kż: 3
   Atuty: Zwinny; Pamięć przodka


    A Cadha stała tylko na śniegu, wodząc wzrokiem za Marzeniem, gdy zmarszczył pysk, gdy podszedł do białofutrej smoczycy, uniósł jej pysk, spojrzał na nią... instynktownie cofnęła się, gdy się do niej zbliżył; jej wzrok nadal był rozbiegany, oddech szybki i płytki. Uszy trzymała płasko przy czaszce, a futro na grzbiecie i karku zjeżyła, chociaż sama nie była tego świadoma. Dlatego słowa Przywódcy dotarły do niej dopiero po chwili. Promień Jutrzenki... Czarodziejka... śmierć - spokojna... Odezwała się dopiero po chwili, gdy poukładała sobie wszystko.
    - T-tak... tak, oczywiście - poprawiła się szybko, po czym wstała i chwiejnym krokiem postąpiła do przodu, by odzyskać władzę nad własnym ciałem. Zaraz jednak zatrzymała się i obejrzała na Marzenie, jako że nie miała pojęcia, gdzie znajduje się Cmentarz na terenach Wolnych Stad, ale wiedziała, że jakkolwiek daleko by to nie było, będzie mu towarzyszyć. Co się ze mną dzieje...
_________________
Widzę was, choć wy nie widzicie mnie...

Zapraszam do Galerii.
 
 
 
Uskrzydlony Marzeniami 
Wojownik Cienia
Guaire Oddany



Rasa: Skrajny
Księżyce: 102
Płeć: Samiec
Opiekun: Biała Ćma*
Mistrz: Splamiona Ziemia*
Dołączyła: 10 Sty 2014
Posty: 3993
Wysłany: 2014-04-08, 20:10   
   A: S: 2| W: 5| Z: 5| I: 1| P: 2| A: 1
   U: Pł, MA, S, MO, Kż, M: 2| W, B, L, MP, Skr: 3| Śl: 4| O: 5| A: 6
   Atuty: Wytrwały; Pamięć przodka; Czempion; Uzdolniony; Wybraniec bogów.


Kiwnął łbem, po czym odwrócił się i wrócił do ciała Jutrzenki. Dotknął jej barku i użył magii, aby unieść jej ciało. Położył je sobie na grzbiecie, tak układając skrzydła, żeby nie spadło. Był większy niż Promień, gdy umarła, więc nie miał problemów z jej ciężarem. Odwrócił łeb ku Mruczącej, po czym ruszył przed siebie w kierunku cmentarza. Źle się stało, ale teraz nie mógł już nic na to poradzić. Szedł powolnym i spokojnym krokiem, aby ciało Czarodziejki nie zsunęło mu się z grzbietu. Co jakiś czas oglądał się na Łuskę, a w jego ślepiach od czasu do czasu błyszczało coś dziwnego, jakby się martwił.
_________________
Karta Osiągnięć

Atuty:
~ Wytrwały - Jednorazowo +1 do Wytrzymałości;
~ Pamięć przodka - Smok zna słabe punkty drapieżników, przez co ma -1 do ST do Ataków/Obron podczas walki z nimi;
~ Czempion - Raz na walkę smok ma 1 dodatkowy sukces do ataku fizycznego. Dodatkowo raz na miesiąc podczas modlitwy w świątyni otrzymuje dar od swojego patrona;
~ Uzdolniony - Smok może osiągnąć poziom 5 dwóch Atrybutów, nie może jednak mieć żadnego A na poziomie 4 i jedynie dwa A na poziomie 3;
~ Wybraniec bogów - Smok ma dodatkowy 1 sukces przy rzutach na dowolnie wybraną przez siebie akcję raz na pojedynek, misję czy polowanie.
[size=7]





Avatar
 
 
Niezdecydowana Łuska
Kleryk Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 7
Płeć: Samica
Dołączył: 01 Maj 2014
Posty: 221
Wysłany: 2014-05-13, 17:16   
   A: S: 2| W: 1| Z: 3| I: 3| P: 1| A: 1
   U: L,B,S,A,O,Skr,Śl,Kż,MP: 1 | W,MO: 2| MA: 3


Zwiastunek powoli przydreptała nad źródło rzeki, czując jak jej łapki zagłębiają się w miękki i wilgotny piasek. W pobliżu znów dostrzegła tą zabawną ciecz którą zadławiła się Runka w ich grocie, teraz jednak miała małą ochotę na wchodzenie do niej. Mimo grubego futerka, wiedziała że niedługo po wyjściu z wody zaczęła by marznąć, tak jak było wtedy, umówiła się jednak z Tęczową i nie mogła teraz zrezygnować.
Zamiotła wężowatym ogonem po ziemi, chcąc jakoś poprawić wygodę tego miejsca, na którym posadzi swoje szanowne kilka liter. Futerko aż się jej zjeżyło gdy chłód piasku dotknął jej delikatnego ciałka.
Zawsze rozkoszowała się tym uczuciem gdy chłodny powiew wiatru przeczesywał jej futro ale teraz? Kiedy coś tak chłodnego dotykało jej gołej skóry? Potworności.
Zrezygnowana nie chcąc siedzieć wstała z powrotem na łapki i zaczęła wędrować sobie w te i wewte robiąc łapkami różne wzory w miękkim podłożu.
_________________
Niezdecydek od Plugawczyka

Polecam
 
 
Księżycowa Łuna 
Wojownik Wody
Roześmiany Chochlik



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Opiekun: Mistycznooka
Mistrz: Szkarłatne Wody
Dołączyła: 18 Mar 2014
Posty: 976
Wysłany: 2014-05-13, 21:47   
   A: S: 4| W: 2| Z: 5| I: 1| P: 1| A: 1
   U: B,Pł,MA,L,S,M,W,Kz,Skr,MO,MP: 1| A,O,Śl: 2
   Atuty: Szczęściarz, Oporny magik, Twardy jak diament


Słoneczko wyszła ze swej groty zaraz po wizycie cioci, która przybywała do niej z pustym żołądkiem. Kiedy jednak dostała wiadomość od tatusia, że pisklę z Ognia poszukuje nauczyciela, który przekazałby mu wiedzę na temat pływania, chociaż nieco onieśmielona, zgodziła się być tym smokiem, który pomoże członkowi obcego Stada.
Dlatego też skierowała swe kroki ku Zimnemu Jezioru, wesoło kołysząc ogonem. Jak zwykle przemykała jednak pomiędzy drzewkami, nie chcąc rzucać się nazbyt w ślepia, co i tak skutecznie utrudniał jej fakt, iż miała niezwykle jaskrawe umaszczenie. Cóż zrobić, natura nie zamierzała jej niczego ułatwiać swym mrozem i białym puchem zalegającym gdzie okiem sięgnąć.
Z tego, co wiedziała, samczyk będzie czekał na nią przy samym źródle. Troszkę się martwiła, jak zareaguje na jej widok.
Westchnąwszy cichutko pod noskiem, rozejrzała się czujnie zielonymi ślepkami dookoła i dostrzegła nieco malutką, brązową sylwetkę samca. Odetchnęła, chcąc dodać sobie nieco odwagi i ruszyła ku niemu, poruszając się tak, iż jej łapy ugniatały biały puch z chrzęstem, nie chciała go zaskoczyć. Stanęła u jego lewego boku i spojrzała na niego onieśmielona, uśmiechając się nieco niepewnie.
- Witaj, zwą mnie Tęczową Łuską... Słyszałam, że chciałeś nauczyć się pływać? - ostatnie zdanie mimowolnie zamieniło się w pytanie, gdy jej rozedrgany, miękki głosik uniósł się o oktawę.
Samiczka nie podejrzewała, że Zwiastun to w rzeczywistości również samiczka, a nie samczyk!
_________________

Na rzemyku:
~ Czarne piórko z zielonym znacznikiem od Tirka
~ Połówka żółtawo szarego piaskowca pachnącego wodą po tacie Faelanie


Hidan z Gwiazdką i Feridą
Gwiazdkowe perypetie z księżycem
 
 
Niezdecydowana Łuska
Kleryk Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 7
Płeć: Samica
Dołączył: 01 Maj 2014
Posty: 221
Wysłany: 2014-05-14, 16:44   
   A: S: 2| W: 1| Z: 3| I: 3| P: 1| A: 1
   U: L,B,S,A,O,Skr,Śl,Kż,MP: 1 | W,MO: 2| MA: 3


Zastygła w półkroku gdy do jej nozdrzy dobiegł dziwny zapach ziemnej samicy, odwróciła się w kierunku z którego dobiegała nieznana dotąd woń, wyczekując Tęczowej.
Już po chwili dostrzegła jaskrawy zarys postaci na tym jasnym tle, dlatego zamiast krzyczeć w dal na przywitanie, zamierzała poczekać, wykorzystując ten czas na przyjrzenie się jej. (Warto dodać z lekką zazdrością)
Samica wyglądała miło, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie dlatego szkarłatnooka również postanowiła się przedstawić.
- Jestem Zwiastun z ognia - Nie lubiła przedstawiać się imieniem nadanym jej przez przywódczynie, w końcu jakim cudem ona miałaby mieć do tego prawo? Niestety nie wiedziała sama jak mogłaby się nazwać a tradycją jest by mieć jakieś imię.
- Czemu mnie obrażasz? Czy na prawdę wyglądam jak samiec? Myślałam że jesteś miła - Potok słów sam wyrwał się z jej mordki, gdy usłyszała to jak się do niej zwracała adeptka ziemi. Niewątpliwie poczuła się urażona jednak nie miała zamiaru obrażać Tęczowej, w końcu szacunek dla rozmówcy wyższego rangą to ważna rzecz.
_________________
Niezdecydek od Plugawczyka

Polecam
 
 
Księżycowa Łuna 
Wojownik Wody
Roześmiany Chochlik



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Opiekun: Mistycznooka
Mistrz: Szkarłatne Wody
Dołączyła: 18 Mar 2014
Posty: 976
Wysłany: 2014-05-17, 23:55   
   A: S: 4| W: 2| Z: 5| I: 1| P: 1| A: 1
   U: B,Pł,MA,L,S,M,W,Kz,Skr,MO,MP: 1| A,O,Śl: 2
   Atuty: Szczęściarz, Oporny magik, Twardy jak diament


Słoneczko przyjrzała się dyskretnie pisklęciu. Samczyk był naprawdę piękny, miał brązowo karminową sierść, gęsta i błyszczącą, do tego ta długa, jedwabista grzywa... rubinowe ślepka... Był tak piękny, że mógłby być samiczką.
Zakołysała delikatnie ogonem i skinęła mu łebkiem, słysząc, że się przedstawia. Ale nastepne jego... jej, słowa sprawiły, że zamarła, spuszczając łeb z zawstydzeniem, a końcówka jej ogona drgnęła nerwowo.
- J-ja przepraszam... p-po prostu... nie chciałam, tatuś musiał przypadkiem wprowadzić mnie w błąd - odszepnęła, a ze zdenerwowania, jak to zwykle bywało, głos począł jej się rwać. Uczuła, jak robi jej się gorąco.
Spojrzała z wyraźną skruchą na pisklę.
- Naprawdę nie chciałam cię obrazić. Jesteś niezwykle piękna, twój wygląd naprawdę nie miał tu nic do rzeczy - zarzekła się, unosząc pyszczek.
_________________

Na rzemyku:
~ Czarne piórko z zielonym znacznikiem od Tirka
~ Połówka żółtawo szarego piaskowca pachnącego wodą po tacie Faelanie


Hidan z Gwiazdką i Feridą
Gwiazdkowe perypetie z księżycem
 
 
Niezdecydowana Łuska
Kleryk Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 7
Płeć: Samica
Dołączył: 01 Maj 2014
Posty: 221
Wysłany: 2014-05-19, 17:05   
   A: S: 2| W: 1| Z: 3| I: 3| P: 1| A: 1
   U: L,B,S,A,O,Skr,Śl,Kż,MP: 1 | W,MO: 2| MA: 3


To nie ważne - Skomentowała krótko chcąc mniej więcej zmienić temat. Nie miała zamiaru przecież robić jej teraz jakichś wyrzutów, do wyglądu i tak jedynie przywiązywała tyle uwagi by mniej więcej ocenić charakter a nie by wzdychać i pojękiwać przez kilka łusek czy kępek futra które właściwie były jedynymi ozdobami zazwyczaj.
Tak czy siak, w końcu obie przyszły tu w określonym celu, dlatego Zwiastun błysnęła lekko swymi śnieżnobiałymi kiełkami, w lekkim uśmieszku.
- Każdemu zdarzają się błędy, czy moglibyśmy jednak zacząć naukę? Jak się będę obijać moje rodzeństwo będzie lepsze ode mnie i będą na mnie dziwnie patrzeć - Już to widzę! Ona która miała zamiar pilnować by Runka i Spaczenie nie ucierpieli będzie tą która jest najsłabsza. Normalnie wstyd i hańba, nie mogła na to pozwolić, to nawet w grę nie wchodziło.
_________________
Niezdecydek od Plugawczyka

Polecam
 
 
Księżycowa Łuna 
Wojownik Wody
Roześmiany Chochlik



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Opiekun: Mistycznooka
Mistrz: Szkarłatne Wody
Dołączyła: 18 Mar 2014
Posty: 976
Wysłany: 2014-05-21, 20:25   
   A: S: 4| W: 2| Z: 5| I: 1| P: 1| A: 1
   U: B,Pł,MA,L,S,M,W,Kz,Skr,MO,MP: 1| A,O,Śl: 2
   Atuty: Szczęściarz, Oporny magik, Twardy jak diament


Słoneczko uśmiechnęła się ciepło na odpowiedź Zwiastun i skinęła jaskrawym łebkiem. Zerknęła na źródełko rzeki, a następnie ponownie skupiła spojrzenie zielonych ślepi na samiczce.
- Zapewne wiesz, czym jest pływanie. Ta umiejętność pomaga nam utrzymać się na powierzchni wody, bądź ją przepłynąć - przemówiła cichym głosikiem.
- Teraz, proszę, wejdź na brzeg, tak do połowy kolan i przejdź się z kawałek ogona w tą i z powrotem, a następnie powiedz mi, czym różni się chodzenie w wodzie, od tego po lądzie? - skinęła zachęcająco na samiczkę i sama weszła do wody, aby pokazać jej, że będzie miała na nią oko.
_________________

Na rzemyku:
~ Czarne piórko z zielonym znacznikiem od Tirka
~ Połówka żółtawo szarego piaskowca pachnącego wodą po tacie Faelanie


Hidan z Gwiazdką i Feridą
Gwiazdkowe perypetie z księżycem
 
 
Niezdecydowana Łuska
Kleryk Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 7
Płeć: Samica
Dołączył: 01 Maj 2014
Posty: 221
Wysłany: 2014-05-22, 16:07   
   A: S: 2| W: 1| Z: 3| I: 3| P: 1| A: 1
   U: L,B,S,A,O,Skr,Śl,Kż,MP: 1 | W,MO: 2| MA: 3


Na widok uśmiechu Tęczowej, na jej pysk wpełzł mimowolnie lekki uśmiech. Nie ma nic słodszego niż małe, puchate i uśmiechające się pisklę, nawet jeśli tym pisklakiem była nieufna wobec wszystkich Zwiastunek.
- Pływanie przydaje się też do zabawy - Zauważyła podchodząc do chłodnej cieczy, wzbudzającej w niej lekki niepokój. Te źródło zupełnie się różniło od źródełka w jej jaskini, albo po prostu wydawało się o wiele mroczniejsze. Przejechała powoli łapką w górę nurtu, obserwując chwilę jak chłodna woda opływa jej łapę i porywając jednocześnie futro wraz z sobą, co przez chwilę zafascynowało małą.
- Już kiedyś chodziłam w wodzie - Skomentowała lekko swoją ociężałość w wchodzeniu do wody, wcześniej nie miała nic przeciwko, ale teraz? Powoli weszła głębiej, czując jak chłodny płyn muska delikatną skórę brzucha i pachwin. Niczym skrzywdzony kociak zerknęła na Tęczową, zupełnie jakby pożałowała decyzji o tym treningu i pewnie by wybiegła z wody gdyby nie to, że zdała sobie sprawę jak głupi błąd zrobiła. Pokazała swoją słabość. Co z tego że każdy o niej wiedział, nie powinna była tego pokazywać. Pokręciła łepkiem, w duchu karcąc samą siebie, po czym dwoma szybkimi krokami zagłębiła się tak że woda sięgała jej grzbietu i ciemnobordowej grzywy.
Przymrużyła ślepia czując jak prąd pcha ją nieco w bok, nie poddawała się jednak.
- W wodzie smok jest dużo lżejszy jednak gdy idziemy w przód czy pod prąd, jest nam ciężej bowiem jest ona gęstsza niż to czym oddychamy i stawia opór naszym łapkom. No i pod wodą lepiej nie oddychać. Runka raz próbowała to się zachłysnęła. W dodatku po wyjściu z wody wszystko przykleja się do futerka. Wtedy smok wygląda jak brudasek. - Nie była pewna czy dobrze odpowiedziała na pytanie Tęczowej. Całkowicie wyleciało jej ono z głowo, miała jednak nadzieje że Tęczowa nie uzna tego za błędne słowa. W końcu mówiła prawdę!
_________________
Niezdecydek od Plugawczyka

Polecam
 
 
Księżycowa Łuna 
Wojownik Wody
Roześmiany Chochlik



Stado: Wody
Rasa: Skrajny
Księżyce: 30
Płeć: Samica
Opiekun: Mistycznooka
Mistrz: Szkarłatne Wody
Dołączyła: 18 Mar 2014
Posty: 976
Wysłany: 2014-05-28, 12:33   
   A: S: 4| W: 2| Z: 5| I: 1| P: 1| A: 1
   U: B,Pł,MA,L,S,M,W,Kz,Skr,MO,MP: 1| A,O,Śl: 2
   Atuty: Szczęściarz, Oporny magik, Twardy jak diament


Samiczka z uśmiechem przyglądała się pisklęciu. Była naprawdę słodka. Aż miało się ochotę przytulić ją do piersi i wyściskać serdecznie. Brodząc u boku Zawiastun, nadstawiła nieco uszu, słuchając jej słów. Skineła jaskrawym łebkiem, uśmiechając się ciepło, a końcówka jej ogona sunęła po wodzie, marszcząc ją w kilku miejscach.
- Tak, bardzo mądra z ciebie samiczka. Dzięki temu bawiąc się w wodzie nie utoniesz i cóż, my smoki nie należące do smoków morskich raczej nie nadajemy się do długiego nurkowania, zwłaszcza w głębinach - przyznała wesoło.
- No dobrze, to teraz wejdź nieco głębiej tak, aby woda muskała twą pierś nad mostkiem, o tutaj - uniosła ociekającą wilgocią łapę i delikatnie szponem przesunęła po futerku Zwiastun.
- Skrzydła miej przy bokach, odepchnij się od dna i zacznij przebierać łapkami, zgarniając wodę pod siebie zamaszystymi, ale spokojnymi ruchami, dzięki temu utrzymasz się na powierzchni. Pyszczek nad wodą, ogon luźno ułożony w wodzie, wyprostowany. To do dzieła - poinstruowała ją, a następnie zaleciła się do swego polecenia.
_________________

Na rzemyku:
~ Czarne piórko z zielonym znacznikiem od Tirka
~ Połówka żółtawo szarego piaskowca pachnącego wodą po tacie Faelanie


Hidan z Gwiazdką i Feridą
Gwiazdkowe perypetie z księżycem
 
 
Niezdecydowana Łuska
Kleryk Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Skrajny
Księżyce: 7
Płeć: Samica
Dołączył: 01 Maj 2014
Posty: 221
Wysłany: 2014-05-28, 12:58   
   A: S: 2| W: 1| Z: 3| I: 3| P: 1| A: 1
   U: L,B,S,A,O,Skr,Śl,Kż,MP: 1 | W,MO: 2| MA: 3


Smoki morskie? Ciekawe co miały w sobie że mogły oddychać pod wodą. Będzie musiała się takiemu dokładnie przyjrzeć gdy go spotka, teraz jednak miała do czynienia jedynie z ziemną, dlatego skupiła się przede wszystkim na niej i na jej słowach.
Mądra? Przecież Zwiastunek była bardzo głupiutka w swoim mniemaniu więc z początku zwątpiła czy Oblicze mówi o niej. (Nawet się rozejrzała dookoła by się upewnić) Gdy jednak nikogo nie dostrzegła, zamachnęła się lekko ogonem w wodzie, tworząc niewielką falę.
- Czemu woda jest zimna? - Wyrwało się z jej pyszczka, gdy postąpiła o krok w tył by uciec od jasnej łapki łowczyni. Nie lubiła jak obcy ją dotykali, nawet jeśli Oblicze była miła i Zwiastun jakoś by to zniosła, to jednak wciąż nie ufała jej do końca, poza tym jej zimna łapka. Brrr.
Teraz jednak nie to było najważniejsze a ona zamiast się skupić na nauce skupiała się na tym że jest jej zimno. Co z niej za czarodziejka będzie?
Tak czy siak, odwróciła się w stronę gdzie powoli stawało się głębiej i ruszyła przed siebie, zaś gdy woda sięgnęła miejsca wskazanego przez Oblicze, zatrzymała się.
To była chwila prawdy. Wzięła głębszy wdech i wybiła się mocno z łap do przodu, zamykając na chwilę pyszczek. Zaczęła przebierać łapkami jednak zbyt słabo albo coś zrobiła źle i tak oto nagle cała znalazła się pod wodą. Rozejrzała się dookoła, widząc kilka przepływających ryb, a gdy poczuła że zaczyna brakować jej powietrza (A stała na dnie) szybko i mocno wybiła się z łapek tak by wrócić na nieco płytszą wodę.
Całą mokra poprawiła grzywkę która jak zawsze jej dokuczała zasłaniając ślepka.
- Coś chyba jest nie tak. Jak mam iść po wodzie skoro ona mi ucieka spod łap? -
Nie zamierzała jednak wymiękać!
GŁUPIA WODO MYŚLISZ ŻE MNIE POKONASZ? - Dokładnie to teraz wyrażała jej mina, kiedy to przystąpiła do kolejnej próby.
Powoli, tym razem nieco spokojniej wybiła się przed siebie, tak by przestać dotykać łapami dna, a następnie, tak jak poprzednio zaczęła przebierać łapkami.
Najpierw przednie które pchały wodę pod jej brzuch (Skoro nie może po wodzie chodzić to miała zamiar na niej leżeć) A następnie tylne które miał odpychać wodę za nią i pod nadając jej prędkości i pomagając utrzymać odpowiednie i bezpieczne zanurzenie.
Dopiero po chwili odkryła że im głębszy wdech weźmie tym łatwiej się utrzymać na powierzchni, dlatego starała się oddychać spokojnie i głęboko, lekko manewrując ogonem i skrzydła trzymając przy bokach.
Powoli też przyśpieszyła ruchy łap, domyślając się że skoro cały czas płynie przed siebie, to nie ma możliwości by wyszła z tego cało, jak już zniknie pod wodą. Taka desperacja ją złapała że z początku chciała spanikować jednak wyciszyła umysł i dalej rytmicznie i żwawo przebierała łapkami, na pierwszy cel stawiając utrzymanie się na wodzie, a dopiero potem prędkość.
_________________
Niezdecydek od Plugawczyka

Polecam
 
 
Ćmienie Maddary 
Czarodziej Ognia



Stado: Ognia
Rasa: Północny
Księżyce: 40
Płeć: Samica
Dołączyła: 08 Cze 2014
Posty: 664
Wysłany: 2014-06-08, 20:02   
   A: S: 2| W: 1| Z: 1| I: 5| P: 1| A: 1
   U: L,S,B,Pł,M,MP,Skr,Śl,Kż,A,O,W: 3| MA,MO: 5
   Atuty: Inteligentny; Niezdarny Wojownik; Mistyk


Źródło było szerokie, raczej stawało się już rzeczką, która opadała w kilku miejscach tworząc wodospad w kształcie schodów. Dość dużych z resztą, pod którymi można się na leżąco schować. Kilka schodów, czy raczej płyt wystawało ponad taflę wody spowalniając jej bieg a zarazem dając miejsce, gdzie można się zatrzymać. Brzegi były względnie suche i porośnięte trawą, lub lekko wyłysiałe. Było to wszechstronne miejsce, puste na chwilę obecną, więc idealne by się rozruszać i zrzucić trochę cielesnego balastu.
Przy samym brzegu ugięła lekko łapy. Od tak, by uginały się miękko, a krok nabrał gracji i elegancji. Przypilnowała, aby łapy znalazły się równo pod barkami, nie pod piersią. Inaczej krok stałby się krzywy, a samica pewnie wyłożyłaby się potykając o własne łapy. Pazury wbiła delikatnie w ziemię, tylko po to, by zminimalizować ślizganie się po powierzchni w trakcie zakrętów lub by nie ślizgać się na mokrych powierzchniach. Dobra przyczepność to dobra przyczepność. Skrzydła złożyła i przyłożyła do boków. Wiatr nie straszny smokowi, a jednak otarcia, gdyby przebiegała wokół drzew - już tak, dlatego to tak ważne. Uniosła ogon na wysokość zadu. Stanie się bardziej manewrowy i łatwiejszy do kontroli. Spięty u nasady, aby był uniesiony a rozluźniony, by mógł trząść się na boki, kiedy smoczyca będzie opadać na ziemię. Ogon zapewni równowagę. Łeb uniosła ponad pierś, dumnie patrząc wokół siebie. Poza tym nie chciała o nic się potknąć. To było wszystko, a więc przeszła do właściwego truchtu.
Ugięła tylną lewą i przednią prawą łapę i postawiła na raz bardziej przed sobą. Tylną pod niemal środek brzucha, przednia oddaliła się o tę samą odległość naprzód. Wyciągnęła się na pozostałych łapach przenosząc ciężar na postawione przed sobą i tak się zaczęło. Jej łapy uginały się delikatnie za każdym razem, kiedy opadała i napinała kończyny, by zamortyzować się i wybić dalej. Spokojny trucht poprowadził ją przez brzeg, który kilkanaście kroków dalej stawał się dużo szerszy - kamienna płyta sprawiła, że woda wyżłobiła przejście w bardziej miękkiej ziemi.
Ledwie gdy ruszyła skupiła się w sobie. Zamknęła się w sobie i przymknęła oczy wyciszając się. Mięśnie pracowały swoim rytmem, umysł pozostawał oddzielony. Czy raczej oddzielny od ciała. Bieg był stałym rytmem i skupiła się na własnym umyśle. Pozostawał on niewzruszony i cichy. Bieg pomagał tylko w zachowaniu ciszy i spokoju w duszy Necto. Kompletna czerń i pustka. I źródło siły mentalnej, które poznała dawno temu. Odnalazła je w sobie, jego źródło biło niczym serce w jej piersi, jednak po lewej stronie, jak lustrzana siostra narządu. Jak serce biło i jak serce wyciągało swe macki będące żyłami, jak limfa płynęła po całym ciele samicy napełniając je energią. To element wyobrażania. Maddara jest w smoku. Po prostu w nim. Każdy rozumie ją inaczej, i też każdy inaczej magię widzi. Wyobrażenie sobie źródła jest podstawą używania maddary. Nadszedł czas na drugi etap. Samica wyobraziła sobie, że przed jej ślepiami pojawia się zwalony pień. Jako rasowa pedantka musiała zadbać o szczegóły. Nie potrwa to dłużej jak sekundy, a biegła powoli, więc miała czas. Pień był dosyć gruby, miał zdrowy, brązowy odcień. Kora miała głębokie wcięcia i mocno odróżniała się od właściwego pnia. Po lewej i prawej, gdzie pień był równo złamany widać było sporo słoi na przekroju ówczesnego drzewa. Co by to była za iluzja, gdyby nie dało się o nią potknąć i przewrócić? Wyobraziła sobie, że w dotyku pień jest nieprzenikniony, że ma gęstą konsystencję. Prawie jak kamień, a może glina, bowiem nieco miększy. Po prostu kora. Ponadto tekstura miała być w dotyku szorstka. Zakłócenia w teksturze miały zgadzać się z wizualnością kory, czyli z jej pęknięciami. W najgorszym przypadku Ćmiąca mogłaby się skaleczyć i zadrzeć łuski na sobie, gdyby się przeturlała przez przeszkodę niźli ją przeskoczyła. Ostatni etap. Mentalną macką schwyciła swoje serce maddary i szarpnęła wyciągając ze źródła czystą energię i przez bramę wyobrażenia wypchnęła ją na zewnątrz bram umysłu do docelowego miejsca trzy kroki przed samicą. Drewniana bela pojawiła się zgodnie z przewidywaniami przed Necto. Teraz wystarczy skok, a przeszkoda rozpłynie się w magiczną energię i przez łuski samicy wróci po części do swojego źródła. Osłabiona, ale do odnowienia w najkrótszym czasie.
Po kilku zaledwie krokach zbliżyła się do przeszkody. Nie była wygórowana. Zwalony, szorstki pień. Świeży, jakoby dopiero zwalony przez małe, brązowe stworzonka z wielkimi ząbkami. Czas na ruch ze strony Necto, inaczej bardzo boleśnie się zderzy się z drzewem. Aby uniknąć takich konsekwencji wykonała skok. Jako, że była co najwyżej w truchcie musiała dokonać kilku poprawek pozycji w jakiej się znajdowała, by sobie ułatwić po prostu życie. Zminimalizowała kroki do delikatnego, krótkiego truchtu. Skok miał być wykonany niemal z miejsca. Kiedy była tuż przed przeszkodą zadnie łapy ułożyła na równi z przednimi, w jednej równej linii wyginając cały grzbiet w górę. Nie na długo. Zadnie łapy ugięły się mocno, samica uniosła korpus wysoko ponad siebie wyciągając w tę stronę. Teraz została kontrola nad zadnimi łapami. Jak wcześniej jak sprężyny wyprostowały się prężnie wybijając samicę w górę wysoko. Manewrowała ogonem ustawiając go w łuk zgodny ze zgięciem grzbietu. Znalazła się nad przeszkodą. Wyciągnęła przednie łapy i wyprostowała grzbiet w delikatny łuk, jednak od dołu. Grzbiet nie znajdował się teraz nad zadem i karkiem, ale delikatnie pod jak być naturalnie powinno. Upadła na owe łapy i zgięła bardzo mocno amortyzując swój upadek. Po skoku należy zgiąć je mocniej niż przy zwykłym biegu. Poszło to zgrabnie. Tylne łapy ustawiły się wśród przednich, a ogon ugiął się w równowadze ciała. Ćmiąca ustawiła się właśnie w pozycji wyjściowej. Wróciła do pozycji, którą miała tuż zaraz przed wyskokiem. Teraz lekki wyskok. Wysunęła przednie łapy, aby wyprostować kark. Upadła kolejno na lewą, a potem prawą łapę lekko amortyzując, uginając łapy. Potem powoli wróciła do właściwego rytmu. Krzyżowo zaczęła unosić i układać na ziemi łapy. Wróciła do truchtu.
Przechyliła się na prawo, odbijając od rzeki. Jej ciało wygięło się delikatnie w stronę zakrętu, patrzała tam, gdzie biegnie, a więc wychyliła lekko szyję w środek półkola. Wykonała delikatny zakręt, w który wpadł jej ogon tworząc z całego jej ciała półkole. Wyprostowała łeb i szyję, jednak nadal patrząc we wnętrze zakrętu i wyginając w tę stronę szyję. Łeb pochyliła tylko dlatego, żeby przyspieszyć, dla wygody. Kiedy przekroczyła kąt czterdziestu pięciu stopni wyprostowała swój grzbiet i ciało względem podłoża.
Znów sięgnęła do swojego umysłu. Nadal był cichy i spokojny, takiego go chciała i potrzebowała. Wyciszona mogła skupić się na kolejnej iluzji, na swojej niedoszłej przeszkodzie. Trucht był wolny i miała czas stworzyć doskonałą przeszkodę. Podobną, acz inną niż poprzednia. Kiedy upewniła się co do swojego spokoju przeszła do kolejnego etapu czarowania. Odszukała znane sobie źródło maddary. Jej drugie serce biło żwawo, pełnią mocy wysyłając limfę do każdego zakamarka ciała. Źródło wyraźnie czekało na polecenia swego właściciela, nie sprawiało kłopotów niemal nigdy. Wyobraziła sobie małe brzózki. Czy raczej powieloną jedną. Pień dosyć młody, który nie ma więcej jak kilka szponów szerokości. Biały, z brązowymi wcięciami. Odcienie bieli delikatnie ułożyła w swoim umyśle nadając barwie drzewa naturalny, brudny kolor. Brąz kory prześwitywał jednak w kilku miejscach nadając drzewku jego naturalne kolory. U podnóża widać było ciemne korzenie, jakby drzewo się przewróciło. Nie było ich dużo, ale były dość duże, by pomyśleć, by przy końcówkach przesuszone stare drzewo się już podłamało. Z drugiej strony charakterystyczne gałązki leżeć miały na trawie, suche, spokojne, nie szargane wiatrem, martwe. Liści na gałązkach być już nie było. Drzewo było martwe. Ponad to drzewo miało sprawiać wrażenie, że leży już jakiś czas. W kilku miejscach kora odpadła odkrywając spróchniałe drewno, ziemia pokrywała korzenie i gałęzie. Ponadto przez efekt deszczu kora, korzeń i gałęzie porosły mchami, może gdzieś leżał nawet grzybek. Pień, jak chciała, został powielony, powstały trzy idealne kopie brzozy. Każde w równej odległości od siebie, dwóch kroków. Pobrała energię ze swojego źródła magii i pchnęła ponownie przez bramę imaginacji, którą stworzyła przed chwilą.
Trucht pozostawał niezmieniony. Teraz tylko pozostało przeskoczyć wszystkie trzy przeszkody. Przez korzenie i gałęzie pnie nie leżały bezpośrednio na ziemi, ale delikatnie były podniesione. Szpon, może nieco więcej. Tuż przed pierwszą z nich ugięła przednie łapy, kiedy obie dotknęły ziemi. Ugięły się miękko, aby tylne łapy wsunęły się między nie wyginając w wypukły łuk grzbiet, przedłużeniem łuku był ogon, szyja zaś unosiła łeb w górę, by mógł patrzeć gdzie potrzeba, aby odmierzyć szybko siłę wyskoku. Nie musiała być szczególnie mosiężna. Przeszkoda była mała. Przednie łapy ugięła mocniej i wyprostowała je używając jako drobnej sprężynki. Wypchnęła zad do przodu za pomocą tylnych łap. Jej tułów i pierś uniosły się wysoko nad niewielką brzózką, a przednie łapy zgięły się chowając pod barkami. Może to nie wysoka przeszkoda, ale dla Necto było to już naturalnym odruchem. Tylne łapy odbiły się w końcu od ziemi bez większego wysiłku i cała smoczyca znalazła się w powietrzu. Na krótko, przeszkoda była tylko płotką! Przechyliła się, jej zad uniósł się nad pierś. Głowę nadal unosiła, by nie narazić jej na zderzenie z ziemią. Wyciągnęła przednie łapy, upadła szybko, wzdychając przycisnęła do siebie delikatnie pokrywy skrzydeł i ugięła miękko łapy, kiedy ich poduszki dotknęły ziemi. Amortyzacja przebiegła sprawnie, jak zwykle. Kiedy łapy krytycznie się ugięły tylne dołączyły do przednich. Pozostały jeszcze dwie przeszkody, jednak nie zamierzała się rozdrabniać. Jej grzbiet znów zaczął się prostować, podczas, gdy tylne łapy zaczęły się uginać. Przednie wybiły do przodu, nie ugięły się jak wcześniej, ale wyprostowały daleko przed samicą. Skok miał być długi, a rozbiegu już nie było, co było pewnym, delikatnym utrudnieniem. Tylne łapy mocno się naprężyły wybijając samicę daleko przed siebie. Grzbiet jej wyprostował się na chwilę, kiedy cała uniosła się nad ziemię. Zadnie łapy też były uniesione, jakby tworzyły delikatny łuk z kręgosłupem i tylnymi. Pozycja na "poranne wyciąganie się" ułatwiła lądowanie na dalszym płacie terenu. Kiedy wyciągnęła łapy mogła przelecieć dalej i dalej wylądować, to proste. Minęła pierwszą brzozę jeszcze kiedy wyciągała łapy, zaś drugą, gdy zaczęła upadać. Szarpnęła lekko łbem, jakby miało jej to pomóc utrzymać się w górze, nie wyciągała swoich skrzydeł, teraz nie były jej potrzebne. Nad drzewem delikatnie obniżyła pułap swoich łap, delikatnie opuściła przednie, a podkuliła bardziej tylne próbując jakoś unieść zad. Ogon manewrował sprytnie utrzymując smoka w powietrzu. W końcu dotknęła ziemię i napięła mięśnie nie amortyzując za bardzo, ale próbowała się odepchnąć od ziemi dalej, inaczej tylne łapy trafią na drewno, a tego właśnie nie chciała. Kiedy jej łapy prostopadle wyprostowały się do ziemi postąpiła krok nadal kuląc pozostałe w powietrzu łapy. Druga łapa w końcu też postąpiła krok. Zad samicy znalazł się w końcu trochę niżej niż jej pierś i wtedy wyprostowała łapy i ugięła je, kiedy dotknęły ziemi. Było to trochę gwałtowne, ale jaszczurcze ciało nie poczuło jakoś specjalnie uderzenia. Nie spadała z wysoka, więc amortyzacja nie musiała być jakaś przesadzona. W końcu wylądowała bezpiecznie.
Odbiła się z obu zadnich łap i wyciągnęła daleko przed siebie przednie. Upadła kolejno na prawą a potem na lewą a potem prawą łapę obie względnie mocno uginając. Sztywne upadanie na łapy nie było ani wygodne ani gustowne, a futro zamiast powiewać na wietrze drży niepokornie. Tylne dołączyły w miarę szybko i wylądowały łuski przed i między przednimi łapami, ugięły się, a potem nagle naprężyły i wyprostowały wypychając bestię naprzód. Każdy kolejny skok był taktem galopu. Łapy wyciągała daleko i mocno amortyzowała. Przechyliła się na lewo, jak i całe ciało wygięła w tę stronę.
Ogon wpadł w zakręt a obserwując otoczenie także przekręciła szyję i przechyliła łeb by dobrze patrzeć. Wyprostowała się gdy zaczęła poruszać się równolegle do rzeki. Ogon delikatnie podrygiwał, łeb ciągnął samicę do przodu kiedy mięśnie na szyi kurczyły się i naprężały. Ciągnął ją za sobą jak koń. I tak też galopowała.Przekręciła się znów w prawo. Przechyliła nieco łeb w prawo i w dół obserwując podłoże na trasie zakrętu. Szyja przechyliła się i zgięła w tę samą stronę, co jeszcze bardziej ułatwiało spoglądanie na jedną stronę biegu. Chociaż rozglądała się też trochę na boki w razie "nagłych wypadków". Jej skrzydła delikatnie dociskały się do ciała przywierając, tworząc kształt ich pokryw. Pióra samicy podrygiwały, kiedy ogon jej przechylił się do środka zakrętu. Jeden takt jedynie zajął to wszystko. Zadnie łapy wybiły młodą ostatni raz do skoku galopu. Łapy prężnie się ugięły i jak sprężyny wyprostowały. Upadła wpierw na jedną łapę z tych dwóch wyciągniętych na przodzie, potem na drugą. Ugięły się miękko, delikatnie. Amortyzując upadek i jego ból, a zarazem przyczyniając się do kolejnej czynności losu. Zwolniła na zakręcie do truchtu. Zaparła się na jednej z przednich łap amortyzując dość słabo a na ziemię położyła jedną z tylnych łap. Krzyżową wobec przedniej. Pozostałe dwie położyła równocześnie przed tymi wcześniejszymi. To zaowocowało szybki trucht. Zatoczyła pół koła i zawróciła dokładnie w stronę, z której przybyła do zakrętu.
Wtedy się zatrzymała i usiadła na zadzie wpatrując się w wodną toń, rozgrzana. Jej jaszczurze serce biło szybciej, adrenalina pobudzała ją. Nie tylko cieleśnie, ale też takie pobudzenie zachęcało do nadmiernego myślenia. Położyła się więc pod jednym z krzewów i westchnęła przez pysk czując, że za długo jest już zamknięty. Przybyła do tego miejsca niedawno i tak naprawdę nie do końca miała pojęcie jak powinna się w tym miejscu zachowywać. Wiedziała, że na pewno nie będzie tu sama. Cóż, widziała już kilka smoków i nie potrafiła się do nich odezwać. Czy było to spowodowane długą, samotną podróżą i nienawiścią skrywaną w sobie? Na pewno. Skąd się wzięła? Pewnie z ostatnich wydarzeń, które stały się na północy, to musi być przyczyna owego skutku. Nadal nie oswoiła się z myślą, że niektórzy opiekunowie swoich piskląt tak mogą się zachowywać. Ale jak ich powstrzymać? Nie miała zamiaru wszak mordować, nie to leżało w jej intencji i było to wbrew zasadom, jakich jej uczono. Więc najlepiej, a raczej jedyną drogą jest droga nauki i edukacji. Jedynie rozmowa z matką Nera i jego braćmi mogłaby coś zmienić. Nie zwykła rozmowa, ale rozmowa, w której słowach płynie ból, zawziętość i powaga. Przemowa. I korepetycje. I pilnowanie czy wszystko jest w porządku. Ale wtedy Necto była za mała by cokolwiek zmienić. To namieszało w jej umyśle, wiedziała o tym, zawsze była zaborcza, ale teraz, w stosunku do piskląt, będzie niewybaczalna. Będzie do skutku próbowała naprawić warunki życia każdego młodego. Jednym jest jednak zaniedbywanie, a drugim wymaganie. Surowe wymagania mogą jednak zmienić się w zaniedbywanie. Jak je odróżnić? Samica musiała chwilę pomyśleć. Jest w miejscu, gdzie z natury pisklęta są dobrze traktowane, uczone i wychowywane, więc nie powinno być problemów. W razie gdyby nadszedł ona zainterweniuje rozmową i przekonywaniem, gdyby się nie powiodło próbowałaby zdominować drugiego smoka i nakazać owe traktowanie młodego swojego gatunku, bo przecież pisklęta są przyszłością smoczego gatunku. Im lepiej się je wyuczy norm, zachowań i podstawowych umiejętności tym bardziej rozwinie się smocza rasa, a młode pokolenie stanie się elitą umysłową i zastąpią starych. W wychowywaniu młodego jest wszak cel! No. Ale jeśli nikt nie będzie chciał się jej podporządkować siłą rzeczy będzie musiała odebrać owe pisklę. I wpuścić pod swoje skrzydła, gdzie będzie bezpieczne i dobrze się rozwinie. Nadopiekuńczość może przyczynić się do utraty samodzielności młodego? Nie, tu wkracza właśnie dyscyplina i zdrowy rozsądek opiekuna. Nikt nie pośle księżycowego pisklaka do boju, ale kilku księżycowy, więcej niż kilku może już samodzielnie rozwiązywać swoje problemy, może z drobną pomocą opiekuna, jednak młode należy wychowywać na samodzielne.
Ale wracając. Jak powinna zacząć się uspołeczniać? Powinna najpierw poznać kogoś, kto wprowadzi ją w życie tutaj. To nie powinno być trudne. Gorzej z samym zachowaniem się. Powinna wyrazić siebie. Nie ujawniać za bardzo co ma w środku, ale nie powinna udawać kim nie jest. Umie zachować spokój, wie też jaką siłę posiada i jaką wartość, jako pełnoprawna smoczyca. I musi to pokazywać, dumę, ale nie pychę. Pycha gubi. Musi umieć się dopasować. Prowadziła samotniczy tryb życia, ale w stadzie musi pojąć wspólną odpowiedzialność. Ale nie może się wywyższać, gdy będzie chciała przekazać swoje racje, do czego ma tendencje. Ale jak ma to zrobić? Surowe pouczenie pasuje na pisklęta, ale co ze starszymi smokami? Powinna dobrać odpowiedni ton, w zależności od tego kto jaką pozycję zajmuje w stadzie i jaką pozycje zajmuje w stadzie względem niej. Propozycja zmiany zachowania w pytaniu chyba byłaby najwłaściwsza wobec najważniejszych organów stada. Bez pytania dla kogoś mniej ważnego. Musi uważać jednak. Bo niektóre smoki zapatrzone w siebie mogą nie akceptować jej zasad i stylu bycia oraz pomysłów. Wtedy może dojść do walki, której powinna odmówić. Albo zezwolić, jednak bez poważniejszych ran, aby dominacją narzucić swoje racje. Ale to nadal zależy jak silny i dominujący byłby przeciwnik. Pod uwagę wszak należy brać wszystkie okoliczności, w tym stan rozmówcy, czy agresora. Właśnie, gdyby ktoś rzucił się na nią, a ona nie chciałaby walki jak powinna postąpić? Powinna się uchylać, ale nie atakować i poprosić o zaniechanie ataku. Przecież przemoc jest formą ostateczną czegokolwiek.
Dosyć rozpaczania. Może lepiej zmienić miejsce?
Spokojnie podeszła do wody. Przed pływaniem ważne jest odpowiednie przygotowanie, a krótka rozgrzewka nadawała się idealnie. Rozgrzana i pobudzona szybciej mogła reagować na zmiany temperatury, nagły prąd i fale, gdyby takie zaistniały oraz inne nieprzewidziane sytuacje, na przykład, gdyby jakiś pstrąg chciał ją użreć. Ale tu pewnie nie ma takich ryb. Mimo to woda bywa zagrożeniem i z każdym zagrożeniem należy się oswoić. Również z wodą. Wsunęła się do niej zgrabnie, powoli po łokcie, a potem po pierś czekając chwilę. Czując się gotowa zanurzyła też kłąb do wody. Nurt był nieco wartki, ale znośny. Była sporym zwierzęciem chowanym w lodowych partiach gór i mróz wody nie mógł jej powstrzymać. Gęste futro chroniły jej skórę przed zimnem, chociaż woda tutaj była nieporównywalnie ciepła do tej, którą znała. Po tej chwili myślenia odbiła się od dna ku głębszej wodzie. Na takiej nie ma już odwrotu i płynąć trzeba. Uniosła wysoko łeb by utrzymać go nad wodą. Robiła to wyżej niż było konieczne, ale nie chciała, by w razie wypadku jej łeb uległ zatonięciu. Ogon był lekko zanurzony, chociaż pióra porozrzucane na ciele samicy pływały na tafli. Wyporność wody po prostu nie uniesie całego ogona. Mimo to nadal będzie on jako-takim sterem, niewiele da, ale warto go wykorzystać. Zaczęła płynąć charakterystycznie układając łapy. Połączyła palce próbując delikatnie je napiąć i wyprostować delikatnie, ale nadal tak, by tworzyły łuk zagarniający wodę. Zataczała nimi okręgi, a może raczej toczyła je w kształt jaja poruszając nadgarstkami, aby zagarniać wodę w dół, pod siebie, a zarazem do tyłu w dwóch prostych celach - pchania się nad wodę i pchania się naprzód. Jej skrzydła nadal dzielnie trzymały się ciała, nie miała z tym problemów. Ciało jej było ostoją. A więc płynęła już naprzód, wraz z prądem. Wygięła swoje ciało w lewo, grzbiet wraz z ogonem i łbem na czele stworzyły charakterystyczny łuk. Tułów przekręciła na zewnątrz, czy raczej ułożyła tak łapy, by przy takim samym ruchu odpychały ją z prostej, na której się znalazła. Nie zatoczyła koła, jej ciało zgięło się tylko trochę, zboczyła tylko z kursu. Następnie zaczęła odpychać się z drugiej strony powoli, acz sumiennie, przemieszczając ogon i łeb, tudzież stronę, w którą patrzyła. W ten sposób naprostowała stronę w którą płynęła. Wkraczając ponownie na prostą linię, jednak nie tę samą a równoległą do poprzedniej. Jej łapy powędrowały pod pierś i zad, a ogon utrzymywał się w linii prostej za ciałem, gdy spływała w dół rzeki omijając płytkie połacie dna. Podkuliła pod siebie wszystkie łapy z dłońmi skierowanymi w linii prostej do dna, jak w szczytowej formie skoku i szarpnęła nimi w dół. Palce łap lekko wyprostowane, układające się z nadgarstkiem w łuk zagłębiły się w wodną toń. Szarpnęła łbem i piersią i na chwilę jej tułów znalazł się nad taflą wody. Otworzyła pysk, zaczerpnęła solidny łyk powietrza i czubkiem pyska wbiła się w wodę zagłębiając w nią. Jej łapy zmieniły swoją pozycję i zaczęły zagarniać wodę możliwie nad smoka. Prąd weźmie ją naprzód. Jak sądziła woda była czysta, glony błyskały niebezpiecznie na dnie, a niewielkie rybki chowały się między nie, było to piękne. Woda potrafi być straszna i brutalna, ale też piękna, bowiem w niej powstaje świat równoległy i odmienny do świata lądu. Szarpnęła głową w dół, potem w prawo uderzając ogonem w lewo w tę stronę też zagarniając nieco wody. Zakręciła w dół i prawo chcąc trzymać się blisko dna, blisko brzegu, gdzie będzie mogła szybko się wynurzyć. Popuściła bąbelki z nosa patrząc na taflę, sprawdzając, czy wody nie porosła rzęska i wodorosty, które mogłyby być niebezpieczne dla samicy. Uniosła łeb ku górze, prąd zniósł ją już kawałek. Zaczęła zagarniać wodę w dół i bardzo szybko pomknęła ku powierzchni. Wynurzyła się dynamicznie pobierając powietrze w płuca, które straciła przed chwilą. Czas wracać. Drzewa się zagęściły, rzeka stała szersza, więc prąd mógł stać się niebezpieczny. Wygięła mocno ciało w łuk w stronę brzegu i zaczęła zagarniać wodę w drugą stronę łuku, pod siebie i za siebie, aby przyspieszyć proces dopływania do brzegu. Szarpnęła się znów i wyszła prędko na brzeg.
Otrzepała z wody jak pies, kot, czy jakiekolwiek inne, futrzaste zwierze, po czym oddaliła od brzegu, pozwoliła, by powietrze, zimne powietrze osuszyło powoli jej futro. Powinna przygotować się na różne sytuacje i rozgrzać też w inny sposób.
Jej oddech był przyspieszony, jak bicie serca. Aby się skupić należy je zwolnić, a więc na przekór ciała zaczęła zaczęła oddychać bardzo powoli i głęboko. Zmuszała ciało do szybkiego wyciszenia się. Nie blokowała zmysłów, ale też przestała reagować na bodźce zewnętrzne. Wiedziała, że tam są, umiała je zinterpretować i w razie zagrożenia przerwałaby, bowiem gardy opuszczać nie należy bez absolutnej konieczności. To zaś nazywało się skupieniem. Serce zwalniało, napięte mięśnie zaczęły się rozluźniać. Napięte nigdy nie są dobrą bronią. Stają się podczas walki sztywne i ciężej nimi manewrować, jeżeli walka trwa długo, a samemu nie jest się dobrze wyszkolonym. To nic. Nie ciała właśnie chciała używać, a wszystko to było przygotowaniem. Zagłębiła się w swoje ciało zapominając o oddechu i świecie odsłaniając na krótką chwilę, gdy patrzała na nurt rzeki. Wyobraziła sobie uczucie pulsującego serca w lewej piersi i uczucie, gdy jego żyły jak macki sięgają koniuszków ciała, palców, ogona, chrap i rogów. Oplatają ciało, ale od wewnątrz dając mentalną siłę smokowi. Istocie z magii. Odnalazła swoje źródło w zaledwie kilka sekund, jak nie mniej. Z doświadczeniem stało się to już instynktowne. Najłatwiej robić rzeczy, które się kocha. Przygotowania zostały zakończone.
Spojrzała na mały kwiat przebijający się przez śniegi. Nie byłoby dobrze, gdyby został uśmiercony. Wyobraziła sobie, że wokół niego powstaje bańka. zwykły pęcherz, taki, jak tworzy się przez oddech pod wodą. Oplatał roślinę całkowicie na powierzchni i co najmniej częściowo pod nią. Wyobraziła sobie jak bańka skrystalizowała się tworząc wzór wielościennego obiektu, który próbuje upodobnić się do kulki. Gdyby ktoś się przyjrzał, to wszystkie ścianki byłyby tej samej wielkości, w formie pięciokątów, sześć z nich, na górze, na dole i bokach były wytycznymi kwadratowego okręgu. To pozostałe ścianki zaokrąglały bryłę, nie była ona przecież duża. Kryształowa kula lodu, której ścianki były bardzo cienkie i lśniące, jakby były lekko podtopione. Jednak to nie wszystko. Samica wyobraziła sobie, że owy lód miał uodpornić się na temperatury. Miał pozostać niewrażliwy na topnienie, chociaż sięgnie go słońce czy inna gorąc, że nie zmieni się w wodę. Wtedy ścianki kuli miały nabrać delikatnie srebrzystego odcienia, ale nadal przeźroczystego. Kiedy wpoiła sobie w umyśle tę informację pomyślała, że i kwiat musi oddychać, dlatego też pomyślała, że ścianka, która z pozoru jest materialna na zewnętrzne czynniki to pozostanie niematerialna na rzeczy, które nie są gwałtowne, czyli wiatr, ewentualnie bardzo, bardzo leciutki i delikatny śnieg, który nie padał. Zaś im gwałtowniej coś opadnie na taflę lodu tym bardziej się zewrze i zmetalowieje tworząc cienką, stalową warstwę równie podatną na topnienie jak lód. To wszystko zamieniło się w bramę wyobraźni. Zebrała energię w swoim drugim pulsującym sercu i wypchnęła ją przez pierś. Nie czuła bólu jakby wyrywała sobie wnętrzności, jednak robiąc to zawsze czuła wyimaginowany ból. By pamiętać, że magia jest koniecznością i jest tylko dla wyjątkowych istnień. Takie myślenie tylko ją koncentrowało. Wraz z barierą, jaką była skóra zachwiała się bariera imaginacji. Magia została przelana w twór i wkrótce Necto mogła zobaczyć swoje dzieło. Równie idealne jakie sobie wyobrażała.
Magia obrony została związana z materialnym światem i trudno będzie się fizycznie przez taką barierę przebić, to wiedziała na pewno. Dawka energii jej ciała była doskonałym argumentem mówiącym, że mimo, że łatwo pokonać fizyczne bariery, tak mentalne przebić bardzo trudno, jeżeli nie ma się na nie konkretnego sposobu. Chyba, że doskonale zna się cechy bariery, tak, jak zna je Ćmiąca. Wtedy można kombinować, chociaż bardzo ważnym jest, aby nie marnować nadmiaru energii na proste czynności.
Wyobraziła więc sobie dość prosty atak. Necto w atakowaniu nie była tak rozwinięta jak w obronie, więc wolała proste, szybkie i skuteczne ataki. Takie były najlepsze, jeżeli ne chce się bawić z wrogiem w kotka i myszkę. Szybki atak szybko zakończyć może pojedynek, zwłaszcza, jeżeli będzie zaskoczeniem. W jej umyśle, a w jej oczach, nad kwiatem pojawił się kawałek gruzu. Mający kilka szponów szerokości, o dość nieregularnych kształtach przypominających zwykły kamień. Obiekt miał być połyskliwy, jak smocze łuski. Jak stal. Jednak barwa owego czegoś miała być jednolicie żółta, nieco piaskowa, matowa. Nie było to najlepiej zgrane, ale kamień miał pozostać kamieniem. Wyobraziła sobie, że jest bardzo twardy, niczym prawdziwa skała. Nie ziemia, skalne półki, które można zdrapywać, ale jak żywy kamień, ogromny kamień. Miał być wypełniony kamienną, gęstą masą. Zastojałą i nietykalną, jak kamień układającą się w kształt jaki nadała skale. Jak skała iluzja musiała mieć ciężar. Tak jak kamień tej wielkości wyimaginowany twór też miał mieć powalającą masę. Szeroki na kilka szponów wyższy o kolejne kilka, kanciasty delikatnie twór miał spaść na lód, aby go zniszczyć. A więc skała wielkości i ciężaru skały. To sobie wyobraziła. Nie musiała kamienia pchać, by spadł, bo to kamienie robią z natury. Wyobraziła go sobie ogon nad kwiatem. Kamień miał go zgnieść i zniszczyć. Pobrała swoją energię i przepchnęła przez pierś sprawiając, że znów stała się delikatnie obolała. To nic jednak. Maddara wraz z fizyczną powłoką przekroczyła bramy imaginacji i stała się tworem, który zmaterializował się w powietrzu.
Spadł gwałtownie. Bardzo ciężki. Krucha skorupa nie miała szans tak szybko stwardnieć pod dotykiem wielkiej skały i pękła zmieniając się w drobne, lśniące kruszynki magii. Kamień również rozpłynął się i zniknął, a jedynie delikatny podmuch wiaterku musnął roślinkę. Małą i kruchą, jak pisklę. Magia wróciła do Necto, do jej piersi, przez którą wchłonęła swoją energię. Nie całą, tylko cząstkę, reszta została pochłonięta przez twór. Twór był ogniem, zaś magia pożywką, pozostawał popiół.
Dobre ataki powinny być szybkie i nieść ze sobą duże zniszczenie, a zarazem być zamknięte w prostocie formy. Szybki atak, nawet spodziewany, mógł, jeżeli się prawidłowo go zastosuje, być mimo wszystko zaskoczeniem i nie dawać czasu na reakcję przeciwnikowi. Dobrze jest wykorzystać prędkość tworzenia iluzjii przeciwko celu. No i jego wyznaczenie jest ważne. W zależności gdzie się celuje, gdzie padnie pocisk, obrażenia mogą być największe. Wyobraziła sobie nad taflą wody skierowany ku niej grot. Taki jak od włóczni, prymitywny kamień zakrzywiony w jedną stronę bez wyraźnie zarysowanego tyłu. Ale i w naturze można takie kamienie spotkać. Rzecz była w tym, że mimo powierzchniowego wyglądu kamienia i jego wewnętrznej wytrzymałości, to Ćmiąca twór pozbawiła niemal ciężaru. Ważył bardzo niewiele, jak dobry stop metalu tylko dlatego, by łatwiej było nim pchnąć. Poza tym no kamienia przylegać miała warstwa żaru. Jak niedogasły, czerwony węgiel miał się trzymać blisko powierzchni. Temperatura miała być niemal parząca. Po dotknięciu nagiej skóry miało pojawić się tylko pieczenie, może lekkie zaczerwienienie, jednak nie bąble i oparzenia. Po wepchnięciu kamienia w ciało delikwent zrani się dość głęboko, ale nie zacznie krwawić, bo ciepło zespoli krew i rany. Ból jednak pozostanie. Ból może wszak oszołomić i osłabić przeciwnika, a nawet wykluczyć z boju. Pchnęła przez swą pierś magię ku rzece. Pchnęła w rozżarzony kamień i pchnęła jego magię w swoją pierś. Był to cel kamienia, jej pierś.
Mimo zagrożenia ona była spokojna. Podstawą dobrej obrony jest racjonalne myślenie. Twór pędził w jej stronę popychany magią, lecz ona go znała i wiedziała co może, co potrafi i jaką krzywdę może wyrządzić czymś takim. Szybko, ale bez nadmiernego pośpiechu przystąpiła do pracy. Umysł jej był czysty i spokojny, jak dotychczas. Wyobraziła sobie jak dwa szpony przed jej piersią lewituje kolejny kamień. Tym razem przezroczysty, ale nie był to lód, a coś na rodzaj diamentu. Miała to być okrągła tarcza z krańcami lekko zaokrąglonymi do środka. Kamień, który szybował do samicy miał robić się, a ewentualne odłamki zatrzymać na krawędziach, by nie poranić łapy czy szyi samicy, a także zatrzymać żar. Bariera miała nie przepuszczać ciepła, miała być stała i nie poruszać się, nie zbliżać do czarnej nawet pod wpływem siły. Uderzona miała też pochłonąć siłę uderzenia i w krytycznym momencie nadpęknąć w środku. Przepuściła mentalną energię przez pierś do wyobrażenia i tarcza powstała szybko.
Kamień, który leciał ku Necto, tak, jak sądziła, zderzył się z diamentową powłoką. Siła pędu kamienia sprawiła, że środek tarczy rozkruszył się, a grot wbił w jego środek. Jego energia wyhamowała i zatrzymał się całkowicie przed Ćmiącą przestając sprawiać zagrożenie. Wtedy magia trysła i jako światełka energii zbliżyły się do futra samicy i wsunęły w nią odnawiając odrobinkę część utraconej energii.
Teraz rozgrzewka i przygotowania do wyjścia na świat zmieniły się trochę. Teraz po prostu zgłodniała po tym wszystkim.
Zwróciła się w stronę lasu, gdzie powinna znajdować się jakaś zwierzyna. Spojrzała na niebo. Było czyste, więc śnieg nie powinien zacząć padać i zatrzeć tropów i śladów. Zwłaszcza tropów. Wkroczyła między drzewa wiedząc, że w lesie będzie ich więcej niż przy otwartej, nieosłoniętej rzece. Poza tym w lasach najłatwiej było polować. Pewnie dlatego, że była przyzwyczajona do poszukiwania wynędzniałej zwierzyny wśród górskich lasów, zwierzyny, która jadła korę drzew i kopała w ziemi za korzeniami i źdźbłami słomy. Zimą idealnie widać było ślady, było ich dużo, chociaż nieadekwatnie dużo do zwierzyny, którą długo trzeba tropić z niekoniecznie pozytywnym skutkiem. Zaczęła kręcić się między drzewami, idąc wolnym spacerem. Oddychała głęboko gotowa poczuć woń inną niż woń drzew i zimna, które ją otaczały. Nasłuchiwała ignorując szelest wiatru na gałęziach i skrzypienie własnych kroków. Dzięki swoim własnym śladom wiedziała gdzie była i od jednego z zakrętu, które robiła wokół paru drzew zakręcała co najmniej pięć ogonów dalej. Zakręty też były rozległe. Przeszła pewien połać terenu, a był to dopiero początek. Jej oczy dokładnie lustrowały podłoże, dokładnie obejmowały swoim bystrym spojrzeniem drzewa, ich korę, zwłaszcza na poziomie linii łopatek samicy i niżej. Sarny i kozły mogły korę na tej wysokości spokojnie spożywać. Poza tym mogły się drapać lub ocierać zostawiając futro. Na samym dnie ściółki, na ziemi, na śniegu czy w śniegu mogły widnieć tropy zwierząt. Królików jeleni, kozłów.
Tak naprawdę miała wielką ochotę na sarnę, więc szczególnie patrzała za tropem jej racic. Co do śladów zaś skupiała się na obżartej korze i wyglądała odchodów, być może też rozkopanej ziemi między korzeniami drzew lub wydrapanych kępek roślin. Zagłębiała się powoli w las. Drzewa nie miały liści, a gałęzie wydawały się przesuszone, kilka drzew było, widać, spróchniałe. Wszystko widać było jak na dłoni, w tym samiczy cień. Mimo wszystko w końcu zauważyła ślady, których szukała. Kozły lub kozy upodobały sobie kilka tutejszych drzew. Najpierw zagęszczenie zaatakowanych drzew było małe, niezbyt zwięzłe, ale kilka ogonów dalej zagęściło się. Stadko musiało więc liczyć co najmniej kilka osobników. Kora była sucha i nie sądziła, by to byś świeży ślad, ale na pewno były tu zwierzęta których szukała lub jemu podobne. Szła wraz z szlakiem poobgryzanych drzew. W końcu zaczęły zanikać, jak w okręgu. Najbardziej obgryzione w środku, najmniej na zewnątrz. Dlatego wróciła się nieco i obeszła drzewa dookoła nie spuszczając z nich wzroku. W końcu się opłaciło. Poza zagubionymi śladami prowadzącymi do środka odnalazła te, które prowadziły na zewnątrz. Śnieg w pewnym miejscu był trochę głębszy i dzięki odpowiedniemu padaniu światła smoczyca dostrzegła trop. Krawędzie były zaokrąglone. Podwójne ślady w kształcie łez. Po bliższym przyjrzeniu się tropicielka zauważyła więcej śladów i jednoznacznie zmierzały w jedną stronę. To oznaczało, że stadko zmieniło żerowisko. Poszła powoli za nimi przytykając nos do ziemi, jednak nie czuła żadnego zapachu. Po drodze napotkała jedynie odchody, ale i one tylko się mroziły. To nie był dobry znak, ale na pewno poruszała się dużo szybciej niż sarna i mogła je dogonić. W końcu poczuła zapach, który dochodził do samicy od zachodu, a ślady, większość z nich, główne, jak u przewodników, ciągnęły się na południe. Ustała na dwóch łapach i potężnie zdzieliła drzewo robiąc w korze bardzo głębokie szramy. Znak rozpoznawczy. Poszła w stronę zapachu. Zazwyczaj był bardziej wiarygodny, tym bardziej, że tropy wyglądały na stare. Postąpiła ogon, drugi. Zapach był charakterystyczny, ale bardzo się nasilił. Nietypowo bardzo i przestała mu ufać, w końcu zmienił się w odór, a kiedy przestąpiła przez jeden z mniej wysuszonych krzewów zobaczyła koźlątko w fazie rozkładu. Trudno było stwierdzić ile leży, ponieważ było bardzo zimno i mróz hamował gnicie. Wzdychając cicho wróciła do punktu wyjścia, który miała. Dalej ruszyła za tropami. Słońce świeciło. Nie wzięła pod uwagę, że śnieg w pobliżu tropów mógł lekko się nadtopić. Poczuła delikatny zapach więc zaczęła iść wolniej, ciszej. Wkrótce się opłaciło, bowiem zobaczyła w małym zagłębieniu terenu kilka saren, trzy kozy i kozła, które czekały na pożarcie.
Najlepszym sposobem, aby zbliżyć się do zwierząt, które nie mają znać twojej obecności to skradanie się. Nie można od tak po prostu podejść i zagadać, żeby zabić podstępem. Zwierzyna łowna była wygórowana co do towarzystwa i uciekała zaraz, gdy dostrzegała zagrożenie. Tutejsza zwierzyna wszak musiała być też przyzwyczajona do odnajdywania tropów smoczych łap i większość z nich nie jednego w życiu smoka widziała, dlatego owe kozy musiały być bardzo płochliwe. Aby się skradać należy iść cicho. Żeby iść cicho trzeba iść powoli. Rzecz jasna konsekwencje wyciągane z tempa marszu mogą być katastrofalne. Za szybki chód zwróci uwagę zwierząt na "poruszający się obiekt", zaś za wolny, w razie pomyłki, może doprowadzić do ucieczki zwierzyny nie mówiąc już o tym, że do niej trzeba dojść. Ponadto trzeba maskować swoją obecność. Necto rozejrzała się za cieniami lasu. Słońce jednak nie sprzyjało ciemnej smoczycy, kreśliło południe i cienie były krótkie. Teraz w lesie tylko cienie drzew mogły uchronić ją przed wzrokiem zwierzęcia. Cień pozwoliłby się jej wlać nieco w tłum i być może, jeżeli zwierzęta są tak słabe jak wyglądają lub mają nie najlepszy wzrok i gardę, taka kryjówka jako cień szansy na zwiększenie skuteczności działania może uratować przed głodem. Wysunęła język ze zwieszonej paszczy obok barku, by poczuć jak watr mrozi ślinę od spodu języka, co oznaczało w takiej pozycji, że wiatr wieje z lewej na prawą zganiając zapachy na stronę, gdzie żadne ze stworzeń nie wyczuje tego drugiego. Ćmiąca przyszła tu za sarnim zapachem tylko dlatego, że był całkiem świeży i miała przed sobą tropy. Teraz i ten zapach się urwał. Nie mogła też pozwolić sobie na błąd, dlatego zmieni miejsce, z którego zacznie się skradać na miejsce, do którego wieje zapach saren. Wiatr może się zmienić, ale jest mała szansa na to, że zmieni się gwałtownie w zupełnie innym kierunku. A więc Necto musi być niewidzialna na płaszczyźnie zapachu, który zwabi niepożądany wzrok, obrazu i dźwięku. Aby dyskretnie się poruszać oprócz poruszania się w wyznaczonych miejscach należy to robić w pewnej pozycji, która nie pozwoli zrobić błędu, który zazwyczaj ma odzwierciedlenie w dźwięku. Taką pozycję zaczęła przyjmować. Ugięła nieco łapy, aby pierś znalazła się nisko. Brzuch jednak aż tak blisko do śniegu nie miał, żeby szorować nim i gnieść śnieg. Po prostu łapy zostały ugięte, aby miękko dotykały śnieg. Poza tym łapy znajdowały się pod barkami i udami, tak, by nie być zgięte do wewnątrz ani gdzieś wyrzucone na zewnątrz ciała. W końcu ona nie jest jaszczurką. Po prostu nie miała zamiaru potknąć się o własną łapę. Ogon Necto uniosła w górę, by nie szorował po ziemi przypadkiem. Poza tym w tej pozycji będzie bardzo ważnym wyznacznikiem równowagi. Był rozluźniony, ale jednocześnie kontrolowany, aby nie wplótł się przypadkiem w krzewy, czy uderzył o drzewo. Wszystko to mogło wywołać niepotrzebny nikomu do szczęścia hałas. Łeb opuściła na wysokość barków na wyprostowanej szyi. Będzie sprawiać wrażenie mniejszej, nie będzie się tak wyróżniać od cieni, które siłą rzeczy tkwić winny na ziemi. Poza tym w ten sposób można obserwować i to, co ma się blisko przed sobą jak i zwierzynę. Skrzydła jej przywarły do boków, aby nie oddzielić od samicy i zacząć ocierać o wszystko co popadnie, drzewa, krzaki, zaspy i inne takie. Krok, jak sądziła, powinien być długi i ostrożny, dlatego kiedy stanęła już w pozycji, którą ustaliła ruszyła naokoło stadka. Po szerokim łuku zaczęła skradać się w stronę, gdzie będzie mogła podejść pod wiatr. Zaczęła stawiać długie kroki. Rozłożyła palce ułap, jakby miało to pomóc w nie skrzypieniu śniegu. Może troszkę pomagało. Masywne cielsko jednak znacznie się zagłębiało w śnieg mimo próby rozłożenia ciężaru ciała. Wyciągała łapy dość daleko przed siebie, w miejsca, gdzie nie widziała gałązek czy innych szyszek i liści, przesuszonych i skorych do pękania. Każdą łapę stawiała ostrożnie i delikatnie, aby śnieg skrzypiał możliwie najciszej, chociaż czas skrzypienia był długi. Być może jednak cichota maskuje czas dźwięku. Błądziła od jednego drzewa do drugiego cichutko. Były jej kryjówkami. Mimo, że nagie, to niektóre konary były potężne i zapewniały cień, który jako-tako mogła wykorzystać. Kiedy trafiła tam, gdzie chciała zaczęła zbliżać się do saren. Zaburczało jej w brzuchu przez krótką chwilę. Jej kroki stały się nieco szybsze, gdy dotarła do niej świadomość, że musi się trochę pospieszyć, jeżeli chce ową zwierzynę przejąć na własne szpony. Przez chwilę nieuwagi jednak nastąpiła na martwy, spróchniały korzeń spróchniałego drzewa. Pękło z trzaskiem, a sarny uciekły spłoszone obecnością smoka.
Warknęła. Powinna była spróbować w innym miejscu. Ale to potem, ma ważniejsze sprawy na łbie, które należy załatwić. Skierowała się więc szybkim truchtem w stronę obozu.
_________________
Od Harriet (czyli w powiększeniu brzydala): klik!

Posiadane:
Pożywienie: 3/4 kobolda
Kamienie: Rubin, szafir
Inne: Kwarcowy kryształ
PH: 6
~Wygrane: Oko Zmierzchu, Zmiana Nastawienia, Piekielna Łuska
~Przegrane: Ocean Ognia, Zatruty Płomień, Runa Ognia *kalectwo*
~Remisy: Znamię Chaosu

Atuty:
I ~ Inteligentny ~ Jednorazowo +1 do inteligencji ~
II ~ Niezdarny wojownik ~ +1ST dla fizycznie atakującego ~
III ~ Mistyk ~ +1 sukces do ataku magicznego w walce ~

Nauczę poziomu MA/MO (poziom IV i V) za jeden kamień szlachetny.
Gubię tematy, więc po upływie 48h spamcie Przypominajkami .-.
> Jak ktoś chce uśmiercić postać i nie widzi fabularnego wyjścia - pomogę fabularnie xD
 
 
 
Zwiastująca Łuska 
Adept Cienia
Khyouki



Stado: Cienia
Rasa: Górski
Księżyce: 15
Płeć: Samica
Partner: -
Dołączyła: 24 Cze 2014
Posty: 610
Skąd: Pradawne Góry
Wysłany: 2014-08-03, 22:37   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 4| P: 2| A: 2
   U: W: 1| B,S,L,P,A,O,M,MP,MA,MO,Skr,Śl,Kż: 3
   Atuty: Inteligentny;


Adeptka miała trochę wolnego czasu, który postanowiła wykorzystać. Promieniowała radością i wesołością ducha. Uśmiechała się, zupełnie, jakby wszystkie jej zmartwienia znikły. Patrzyła z czułością na rosnące kwiaty, trawę, drzewa i wodę. Przybyła nad Źródło Rzeki, pełna radości, niczym młode pisklę. Usiadła, opierając się o pień drzewa i patrząc na źródło, jakby zamyślona, ale nie zasmucona. Przypominała sobie każdą przeżytą chwilę. Odkąd się urodziła, aż do teraz, aż do dzisiaj. Wspominała to, co ją spotkało przez te dziesięć księżyców. Poznała wiele nowych smoków, z różnych stad. Coraz bardziej przekonywała się do sensu swojej egzystencji.
_________________
Atuty
Zręczna
Jednorazowo +1 do Zręczności

Chytry Przeciwnik
W czasie pojedynku/misji/raz na dwa tygodnie w polowaniu/wyprawie smok może utrudnić akcję swojego przeciwnika, który ma dodatkowe +1 do ST

Przedmioty
Mięso: 0/4
Owoce: 0/4
Kamienie szlachetne: Szafir, onyks, 2x topaz, ametyst
PH: 0

Walki
Wygrane: 0
Przegrane: 0

So much fire that it burned my wings.
Her heat was amazing.
Now I'm dreaming of the simple things.
Old ways, erased.
If love was a word, I don't understand.
The most simple sound.
With four letters.


Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa;
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi,
Wejdźmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi

 
 
 
Jaskiniowy Kolec 
Adept Cienia
Nieznany z imienia



Stado: Cienia
Rasa: Jaskiniowy
Księżyce: 44
Płeć: Samiec
Dołączył: 14 Sty 2014
Posty: 1432
Wysłany: 2014-08-04, 03:55   
   A: S: 1| W: 1| Z: 4| I: 1| P: 2| A: 1
   U: MP, MA, MO, Kż: 1| B, S, L, Śl, Skr, W: 2| A, O: 4
   Atuty: Zwinny; Oporny magik;


Żyjemy w oziębłym, mrocznym świecie z trucizną w żyłach. Możemy plunąć innym tym na pysk, ale wiem że i tak damy radę. Niektórzy już dali. Oko ostatnio widział Zwiastującą, gdy martwiła się o swoją rodzinę. Dziś widział ją w stanie wręcz przeciwnym. Choć skoro przybywała tu sama to pewnie szukała odpowiedzi na kolejne pytania. A może nie? Może chciała się czymś pochwalić? Albo czekała na kogoś bardziej miłego niż Sumienny?
Po wylądowaniu niecałe półtora ogona od Zwiastującej, po prostu złożył w ciszy skrzydła i podszedł jeszcze jakieś pół ogona.
"Witaj Zwiastująca Łusko. Przeszkadzam?"
Krótka wiadomość myślowa mogła tak samo dojść do rozmówczyni, jak nie musiała. Uczyła się w końcu na czarodzieja. Mogła zamknąć całkowicie umysł na taki kontakt. Mogła i gdyby to uczyniła, Sumienny po prostu beznamiętnie by się w nią wpatrywał, nie otwierając nawet na chwilę pyska.
_________________
~Wiedza to potęga.
Tajemnice to wiedza.
Zachowaj tajemnice, to zachowasz potęgę.

Oto mój majestat dniem!

Rakheraxer
Atut I
Zręczny

+1 Zręczności na stałe
Atut II
Oporny Magik

+1 ST dla atakujących go za pomocą maddary
 
 
Zwiastująca Łuska 
Adept Cienia
Khyouki



Stado: Cienia
Rasa: Górski
Księżyce: 15
Płeć: Samica
Partner: -
Dołączyła: 24 Cze 2014
Posty: 610
Skąd: Pradawne Góry
Wysłany: 2014-08-04, 10:21   
   A: S: 1| W: 1| Z: 2| I: 4| P: 2| A: 2
   U: W: 1| B,S,L,P,A,O,M,MP,MA,MO,Skr,Śl,Kż: 3
   Atuty: Inteligentny;


Adeptka zauważyła znajomą jej sylwetkę wojownika. Uśmiechnęła się do niego.
~ Skąd, nigdy mi nie przeszkadzasz ~
powiedziała, wstając. Patrzyła Sumiennemu prosto w jego ślepia, co miała w zwyczaju.
Treningi miała za sobą, więc mogła odpocząć, zacząć otwierać się na świat. Sumienny był smokiem, którego cienista lubiła, więc jego towarzystwem nigdy nie pogardzi. Na jej pysku nadal malował się delikatny, nie nachalny czy wymuszony uśmiech. Nie wiedziała, czy samiec znalazł się tutaj specjalnie czy zupełnie przypadkowo. Miał jakąś sprawę? A może zwyczajnie wybrali na odpoczynek to samo miejsce? Ciężko było powiedzieć, ale może Sumienny zaraz wyjawi cel swojej obecności.
_________________
Atuty
Zręczna
Jednorazowo +1 do Zręczności

Chytry Przeciwnik
W czasie pojedynku/misji/raz na dwa tygodnie w polowaniu/wyprawie smok może utrudnić akcję swojego przeciwnika, który ma dodatkowe +1 do ST

Przedmioty
Mięso: 0/4
Owoce: 0/4
Kamienie szlachetne: Szafir, onyks, 2x topaz, ametyst
PH: 0

Walki
Wygrane: 0
Przegrane: 0

So much fire that it burned my wings.
Her heat was amazing.
Now I'm dreaming of the simple things.
Old ways, erased.
If love was a word, I don't understand.
The most simple sound.
With four letters.


Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa;
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi,
Wejdźmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi

Ostatnio zmieniony przez Zwiastująca Łuska 2014-08-04, 10:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti and modified by Przyproszona Biela.

Forum © Naomi (2006-2018).
Images and art are © to their creators.
Dragon emoticons © J-C.
Never copy anything without permission!


Wymiana bannerami: KLIK!

KrĂłl Lew

SnM
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 12